?>

OPTYMIZM to szczęśliwa przyszłość małżeństwa/innego związku stałego.

Kategoria:książka , O miłości

Na początku wyjaśnię, że nie chodzi o optymizm w potocznym znaczeniu, hurraoptymizm niedopuszczający negatywnych stron życia, także w miłości, lecz o pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Taki przesadny optymizm nie musi występować w związku miłosnym, a więc nie jest warunkiem koniecznym do jego istnienia, w przeciwieństwie do pozytywnego myślenia i nastawienia do życia oraz wcześniej omówionych sześciu innych cech, bez których nie może być stałego, zgodnego i trwałego dozgonnie związku. Wyróżniając i zaliczając pozytywne myślenie i nastawienie do głównych elementów związku miłosnego, kierowałem się dwiema przesłankami. Po pierwsze, miałem na uwadze doświadczenie osobiste, wyniesione z trzech związków małżeńskich, oraz „cudze”, czyli pochodzące z obserwacji i prowadzonych procesów sądowych w sprawach rodzinnych, a szczególnie rozwodowych. Po drugie, uznałem, że optymizm ma ogromne znaczenie w życiu każdego człowieka i to na każdym etapie jego egzystencji, od urodzenia aż do śmierci.

Mój wniosek o wpływie pozytywnego myślenia i nastawienia na każdy związek miłosny w pełni potwierdziła nauka i ruch społeczny powstałe w 1998 r. w Stanach Zjednoczonych – psychologia pozytywna. Liderem tego kierunku wywodzącego się z psychologii humanistycznej jest Martin Seligman, profesor psychologii i ówczesny przewodniczący Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. Ten ruch odmienił spojrzenie na świat i człowieka. Główną uwagę i znaczenie poświęcił przede wszystkim dobrej stronie życia i pozytywnym cechom człowieka. Wpływ pozytywnego myślenia, wiara w dobre cechy człowieka przynosi o wiele większy efekt niż głoszona do tej pory psychologia badająca negatywne aspekty życia człowieka w jego postawach i emocjach, takich jak: agresja, uprzedzenie, stres i depresja. Stąd też od chwili powstania na Zachodzie tej nauki i ruchu społecznego jestem ich gorącym zwolennikiem i badaczem ich efektów na gruncie mojej pracy zawodowej jako prawnika. Mając za sobą ponad 10 lat doświadczeń z psychologią pozytywną, od czasu zetknięcia się z pierwszymi wydawnictwami naukowymi z USA w 2005 r., mogę z dużym przeświadczeniem napisać, że z całą pewnością pozytywne myślenie (tak rozumiany optymizm) oraz radość życia mają ogromny i pozytywny wpływ na długość życia człowieka, na zgodność i trwałość związków partnerskich, szczególnie w fazie małżeństwa (konkubinatu), miłości rodzinnej i trzeciego wieku. Co więcej, medycyna konwencjonalna na całym świecie, która z natury nie wierzy w cuda, dziś wszem i wobec głosi, że prawie wszystkie przypadki cudownego uzdrowienia czy wyleczenia poza metodami konwencjonalnymi są wynikiem pozytywnego myślenia i nastawienia do choroby. Nastawienie i optymistyczne myślenie o tym, czego człowiek pragnie i co lub kogo kocha, pełne wiary i nadziei, powoduje ogromną mobilizację, szczególnie wtedy, gdy ma się do wykonania jakiś świadomie wybrany ważny cel życiowy. Z tych dwóch powodów uznałem i wszystkim moim Czytelnikom mocno to sugeruję, że optymizm, czyli pozytywne myślenie i nastawienie do życia oraz radość wyrażana we wszystkich formach, ma bardzo ważne znaczenie dla zgodności i trwałości każdego miłosnego związku partnerskiego we wszystkich jego fazach.

Jaki wpływ na uczucie miłości dwojga ludzi może mieć optymistyczne lub pesymistyczne usposobienie partnera, skoro jest to taka ważna cecha związku miłosnego?

Najpierw spójrzmy, czym się różni optymizm od pesymizmu w rozumieniu teoretycznym, wynikającym z samych definicji. Pesymista twierdzi, że na świecie jest więcej zła niż dobra, a życie ludzkie jest bezustannym cierpieniem. To, zgodnie z definicją słownikową, „człowiek, który dostrzega tylko ujemne strony życia, nie wierzy w skuteczność swoich poczynań i realizację zamierzonych celów oraz jest skłonny do negatywnej oceny przyszłych wydarzeń”. Optymizm, jako wartość całkowicie przeciwna, głosi natomiast, że istniejący świat jest najlepszy z możliwych, a życie jest dobre i można osiągnąć w nim szczęście i doskonałość moralną. Optymista dostrzega przede wszystkim pozytywne strony życia, widzi wszystko w korzystnym świetle, pozytywnie ocenia istniejącą rzeczywistość oraz przewiduje pomyślny bieg przyszłych wydarzeń.

Poznałeś, Czytelniku, sens obu tych wartości, więc od razu dokonaj błyskawicznego, intuicyjnego wyboru, kim wolisz być: pesymistą czy optymistą. Ależ tak, zapewne wybrałeś optymizm, bo chcesz być optymistą już tylko po przeczytaniu obu teoretycznych definicji. W tej sytuacji nie powinieneś mieć już wątpliwości, jaka jest odpowiedź na kolejne pytanie.

Z kim chciałbyś/chciałabyś żyć w związku miłosnym: z pesymistą czy z optymistą? Dlaczego?

Powiesz zapewne jednoznacznie, Czytelniku: wolę przeżywać całe życie w związku miłosnym z optymistą. Przejdźmy zatem do konkretnych przykładów i argumentów co do trafności Twojego ogólnego wyboru i prześledźmy wspólnie, jaką rolę odgrywa optymizm w związku miłosnym w różnych jego fazach: narzeczeństwie, małżeństwie (konkubinacie), rodzinie i w miłości trzeciego wieku.

Wyobraź sobie, że jesteś z partnerem/partnerką w końcowym okresie narzeczeństwa, czyli miłości romantycznej. Masz podjąć decyzję o zawarciu małżeństwa lub przekształcić narzeczeństwo w stały związek, a więc zamieszkać i wspólnie prowadzić gospodarstwo domowe. Dokonując podsumowania okresu narzeczeństwa, stwierdzasz, że Twój partner jest pesymistą i to niekoniecznie skrajnym. Snujesz z nim wizję najbliższej i najdalszej przyszłości Waszego związku w poszczególnych fazach wspólnego życia, w małżeństwie (konkubinacie), w rodzinie i na starość. Cóż możesz w tej wizji przyszłości zobaczyć, wiedząc, że Twój partner jest pesymistycznie nastawiony do osiągnięcia szczęśliwego życia? Ma same wątpliwości co do pomyślnego rozwoju Waszego związku, nie wierzy w Ciebie, a nawet w siebie. Wszędzie w pierwszej kolejności widzi zło i wszystko w czarnych kolorach. Nie szuka pozytywnego rozwiązania żadnej sprawy ani problemu. Jako stały partner w przyszłości wszędzie może doszukiwać się zdrady itp. Czy możesz śmiało podjąć decyzję, że chcesz z nim stworzyć związek partnerski na całe życie, bo wierzysz, iż będzie on zgodny i będzie twórczo się rozwijał? Komu zatem możesz zaufać, że będzie lepszym partnerem: pesymiście czy optymiście?

Albo jesteś w małżeństwie lub konkubinacie, Czytelniku, i jak wiele podobnych związków przeżywacie kryzys finansowy. Brakuje Wam środków nawet na przeciętne życie, jesteś załamany i za wszelką cenę potrzebujesz wsparcia swego partnera, pociechy, optymizmu  i wiary w lepszą przyszłość. Niestety, Twój partner jest pesymistą. Czy możesz wobec tego nadal na niego liczyć, oczekiwać otuchy, pozytywnego wsparcia, a przede wszystkim możliwości wyjścia z trudnej finansowej sytuacji i wizji jaśniejszej przyszłości? Udziel sobie odpowiedzi, nawet będąc hurraoptymistą.

A teraz wyobraź sobie, że Twój związek jest już w fazie rodziny. Macie dziecko lub dzieci. Wiesz, że proces wychowania zaczyna się od wzorca wyniesionego z domu rodzinnego, w którym dziecko rośnie i odwzorowuje, nawet podświadomie, wszystko, czego nauczyło się od rodziców. Jakie cechy myślenia i postępowania nabędzie dziecko od rodzica pesymisty, a jakie od optymisty, na co dzień radosnego, pozytywnie myślącego, wierzącego w człowieka oraz mającego wizję szczęśliwej przyszłości?

I na koniec, jaka może być wizja Twojego życia, Czytelniku, na starość z partnerem zrzędą, ramolem, który przeszedł przez swoje życie na smutno i być może dzieciom pozostawi swoje czarnowidztwo, brak wiary i ufności w ludzi i w samego siebie? Wyobraź siebie, jak na starość oceniasz swoje życie i robisz rachunek sumienia. Cisną Ci się pytania: jak mogłem/mogłam przeżyć życie z partnerem/partnerką tak pesymistycznie nastawionym? Czy mogę z radością i spokojem patrzeć na życie moich dzieci dziś i w przyszłości? Dla porównania wyobraź sobie, Czytelniku, że masz za partnera człowieka, który myśli pozytywnie i we wszystkim widzi pozytywne aspekty:

–  wierzy w pomyślny obrót każdego problemu, każdej sprawy,

–  widzi bardziej pozytywne strony życia, Twoje pozytywne cechy, a nie wady,

–  jest bardziej zgodny, ugodowy, ustępliwy, bo chce widzieć dobro, a nie zło,

–  ma łatwość w zrozumieniu drugiego człowieka, w tym Ciebie, i wybacza błędy,

–  odznacza się radością życia i wierzy w pomyślny rozwój.

Badacze potwierdzają, że życie optymisty i związek z optymistą są zawsze dłuższe niż w przypadku pesymisty.

Jakiego zatem możesz dokonać wyboru: życie z partnerem optymistą czy pesymistą? Tylko z optymistą stały związek miłosny dwojga ludzi może być radosny i szczęśliwy, taki jest w stanie zapewnić partner z pozytywnym myśleniem i nastawieniem do życia.

Jak zostać optymistą, myśleć pozytywnie i być pozytywnie nastawionym do życia?

Warunkiem funkcjonowania zgodnego, szczęśliwego i trwałego związku małżeńskiego jest istnienie w nim optymizmu, czyli pozytywnego myślenia i nastawienia do życia obojga partnerów. Nierozłącznymi cechami miłości powinny być radość, zadowolenie i optymizm. W mojej koncepcji wzorowego małżeństwa jest to siódma cecha, od której zależy szczęście małżeńskie i rodziny.

Tajemnica optymizmu życiowego tkwi w pozytywnym myśleniu i nastawieniu do życia w ogólności, a do życia w związku małżeńskim lub partnerskim w szczególności. Ale taka odpowiedź niewiele jeszcze mówi, bo jest zbyt ogólna i nie wskazuje wprost, konkretnie, co robić, aby cały czas myśleć pozytywnie, skoro na co dzień jest tyle problemów, kłopotów i zmartwień.

Zacznijmy zatem od Ciebie, Czytelniku. Inaczej będziesz podchodził do wpływu Twojego usposobienia na Twój związek małżeński, jeżeli jesteś życiowym optymistą, a inaczej, gdy jesteś „przesiąknięty” smutnymi, złymi doświadczeniami życia i dominuje u Ciebie nastrój pesymistyczny. W pierwszym wypadku muszę Ci pogratulować, bo Twoja droga do szczęścia w związku małżeńskim na pewno będzie krótsza niż u pesymisty. Twoje zadanie nauczenia się wyrażania optymizmu w małżeństwie wymagać będzie przede wszystkim doskonalenia sposobów, metod i form oraz wytrwałości w dotychczasowym postępowaniu. Jeśli natomiast oceniasz swój dotychczasowy sposób bycia i życia jako pesymistyczny, to oznaczać będzie, że Twoja droga do szczęścia w małżeństwie będzie dłuższa. Wiedz jednak, że nie oznacza to, iż jej nie pokonasz. Pamiętaj, że dla chcącego nic trudnego, nie ma rzeczy niemożliwych do osiągnięcia. Trzeba tylko mocno chcieć osiągnąć zaplanowany cel, wierzyć w niego niezłomnie oraz być upartym i wytrwałym w dążeniu do jego realizacji. Bez względu jednak na to, czy jesteś optymistą, czy też pesymistą, z pewnością przydadzą Ci się, Czytelniku, wskazówki praktyczne, co robić, aby być optymistą oraz jak na co dzień wyrażać pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Moje praktyczne rady dotyczyć będą przede wszystkim osób o pesymistycznym usposobieniu.

Jeżeli samokrytycznie dokonałeś samooceny i stwierdziłeś, że w gruncie rzeczy jesteś pesymistą, to Twoim niezwykle ważnym i pierwszoplanowym zadaniem (celem) życiowym jest zmienić sposób myślenia z pesymistycznego na optymistyczny. Od razu ostrzegam: jeżeli tego nie zrobisz teraz, kiedy poznałeś siebie i wiesz, że Twój sposób myślenia i nastawienie do życia są pesymistyczne, weźmiesz na siebie pełną odpowiedzialność za nieudany związek, za brak własnych sukcesów, za nieudane życie osobiste i rodziny. Na początek przypomnę, na czym polega pozytywne myślenie

i nastawienie do życia człowieka optymisty. Człowiek, który myśli pozytywnie i jest pozytywnie nastawiony do życia:

–  we wszystkim widzi pozytywne aspekty,

–  wierzy w pomyślny obrót każdego problemu, każdej sprawy,

–  widzi pozytywne strony życia, pozytywne cechy, a nie wady,

–  jest bardziej zgodny, ugodowy, ustępliwy, bo chce widzieć i czynić dobro, a nie zło,

–  łatwo rozumie drugiego człowieka i wybacza błędy,

 –  odznacza się radością życia i wierzy w pomyślny rozwój swój, partnera, dzieci i wydarzeń.

Pozytywnie myśleć to cieszyć się, że szklanka jest do połowy pełna, a nie martwić się, że jest do połowy pusta.

Z mojego doświadczenia zawodowego i życiowego dodam, że zawsze należy kierować się taką dewizą: w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko chcieć i wiedzieć, jak rozwiązać problemy. Zapewne westchniesz, Czytelniku: „Łatwo powiedzieć, lecz jak to zrobić, szczególnie komuś, kto aktualnie znajduje się w trudnej sytuacji, przeżywa niepowodzenie lub doznał w życiu jakiejś przykrości i dziś trudno mu stanąć na nogi bądź po prostu nie wierzy lub jest nad wyraz ostrożny”.

Trzeba przez świadome działanie zmienić w swojej podświadomości zakodowane nawyki myślenia i postępowania, negatywne (złe) wzorce myślowe. Świadome działanie to przemyślany, zaplanowany sposób, metoda lub system wprowadzony w celu wyrzucenia (skasowania) pesymizmu i wprowadzenia do swojego umysłu nowego, stałego i trwałego kodu pozytywnego myślenia o wszystkim, co się przeżywa na bieżąco i czego chce się w przyszłości.

Druga sprawa to uświadomienie sobie, że to, co musisz zmienić w sobie, Czytelniku, to zakodowane negatywne wzorce myślenia i postępowania mocno tkwiące w Twojej podświadomości, które bezwiednie kierują Twoim myśleniem i postępowaniem na co dzień.

Twoja podświadomość (mózg) niczym komputer została wcześniej zaprogramowana przez przeważnie negatywne, złe nawyki, myśli, przeżycia, doświadczenia i doznania. W przypadku włączenia komputera-umysłu do działania, czyli do rozwiązania zaistniałego problemu, odtwarza on ścieżkę programu negatywnego myślenia.

Ponieważ w drodze samooceny doszedłeś, Czytelniku, do bardzo ważnego stwierdzenia, że masz usposobienie pesymistyczne i wiesz, że Twój program myślowy jest zły, wiesz także, że trzeba go zmienić, a być może całkowicie wyrzucić ze swojego umysłu-komputera.

 W jaki sposób, za pomocą jakiej metody, jakich środków zmienić myślenie na pozytywne?

Gdyby w naszym mózgu (umyśle), jak w komputerze, można było wyjąć płytę z zaprogramowanymi negatywnymi myślami i zmienić na nową, z programem pozytywnych myśli, byłaby to prosta czynność czysto techniczna. Niestety, my, ludzie, nie jesteśmy (na szczęście!) robotami, cyborgami, a nasz mózg nie jest komputerem i sprawa zmiany sposobu naszego myślenia nie jest łatwa. Wręcz przeciwnie – jest bardzo trudna. Tego typu zmiana sposobu myślenia człowieka jest bardziej kłopotliwa, gdy zakodowane wzorce negatywnego myślenia w podświadomości są tak utrwalone, że stały się nawykiem myślenia i postępowania, nałogiem lub nawet chorobliwym uzależnieniem. Takim skrajnym przykładem może być hipochondria, czyli wymyślone i wyolbrzymione przypisywanie i wmawianie sobie choroby, która w rzeczywistości nie istnieje.

Utrwalenie w Twojej podświadomości negatywnego sposobu myślenia, Czytelniku, może być wynikiem długotrwałego przyswajanie złych wzorców myślenia i postępowania, na przykład wskutek błędów wychowawczych, wpływu otoczenia i środowiska, a więc z zewnątrz. Może także być wynikiem Twoich własnych złych stanów zdrowia (fizycznego lub psychicznego), trudnych negatywnych przeżyć, doświadczeń, które przeważały w dotychczasowym życiu. Najważniejsze jednak jest to, abyś miał pełną świadomość, że Twoje negatywne myślenie i nastawienie do życia tkwi w Tobie, jest trwale zakodowane w Twojej podświadomości i przede wszystkim od Ciebie zależy, czy chcesz je zmienić na pozytywne. Wiedza, skąd bierze się u Ciebie, Czytelniku, pesymistyczne myślenie i nastawienie do życia, jest podstawą i punktem wyjścia do podjęcia odpowiednich działań w celu zmiany swojego sposobu myślenia i postępowania. Aby ułatwić Ci samokrytyczne poszukiwania, skąd się bierze Twoje pesymistyczne myślenie i nastawienie do życia, zebrałem dwie grupy problemów ludzkich, które stanowią najczęstsze przyczyny takiego stanu umysłu.

Pierwsza to problemy mentalne, które istnieją prawie wyłącznie w Twoim umyśle, a konkretnie w Twoim sposobie myślenia, a drugie to problemy rzeczowe, a więc faktycznie i konkretnie istniejące poza Twoim umysłem, które z zewnątrz negatywnie wpływają na Twoje pesymistyczne usposobienie.

Problemy mentalne (tkwiące w umyśle):

– agresja,

– frustracje, podatność na nie,

– hipochondria,

– impulsywność,

– irytacja nawet z najmniejszego powodu,

– kłopoty z koncentracją,

– kłótliwość,

– lęki, wszelkiego rodzaju chorobliwe fobie,

– manie, obsesje,

– mściwość,

– nałogi ograniczające swobodę myślenia,

– negatywny stosunek do otoczenia, osób, niechęć, antypatia,

– nerwowość, znerwicowanie,

– nienawiść,

– nieśmiałość,

– niezadowolenie, ciągłe malkontenctwo,

– obawa przed popełnieniem błędu, niesprostaniem zadaniu, ośmieszeniem,

– poczucie mniejszej wartości,

– poczucie winy,

– skłonność do narzekania, krytykanctwo,

– strach powracający przed prawie każdą decyzją, czynnością, działaniem,

– stres, podatność na niego,

– trema,

– wahania nastrojów,

– nadwrażliwość,

– zagubienie w świecie,

– zawiść,

– zazdrość,

– złość, skłonność do obrażania się,

– ciągły zły humor,

– zamartwianie się.

Problemy rzeczowe (niezależne od umysłu):

–  bóle chorobowe, powracające, zakłócające funkcjonowanie organizmu,

–  chroniczne zmęczenie, przemęczenie na przykład ciężką pracą,

–  dolegliwości psychosomatyczne, stałe i powracające,

–  hazard, gry, zakłady,

–  uzależnienia i nałogi czynne: alkoholizm, narkomania, pracoholizm, seksoholizm, zakupoholizm,

–  stały stres, depresja, nerwica,

–  sytuacje kryzysowe: małżeńskie, rodzinne, ekonomiczne, psychiczne,

–  traumy urazowe, pourazowe,

–  traumy po tragicznych zdarzeniach, przeżyciach: śmierci bliskiej osoby, wypadku, ciężkiej chorobie pozostawiającej skutki w organizmie,

–  trudne dzieciństwo dorosłych dzieci alkoholików (DDA).

Przedstawione przeze mnie dwie listy przykładowych problemów powodujących pesymistyczne myślenie i nastawienia do życia oczywiście nie są wyczerpujące. Jeżeli znalazłeś na nich, Czytelniku, problem lub problemy, które u Ciebie stanowią najważniejszą przeszkodę do życiowego optymizmu, to czas na działanie. Wszystko w swoim życiu możesz zmienić, w tym także pesymistyczne myślenie i nastawienie do życia, trzeba tylko ogromnie tego pragnąć i zdobyć umiejętność postępowania ze swoimi myślami, przekonaniami i emocjami.

ZAPAMIĘTAJ!

– Optymista nie dopuszcza do siebie czarnych myśli i braku pomyślnych rozwiązań.

– Optymista wnosi do związku i do życia miłość i radość, bo to wynika z jego usposobienia.

– Optymista wierzy w siebie i swoje możliwości i daje gwarancję rozwoju.

– Optymista ma większą wyobraźnię i łatwiej osiąga sukcesy własne i wspólne w związku.

– Optymistę rzadko zaskakują trudności, bo zawsze wierzy i wie, że nie ma rzeczy niemożliwych do rozwiązania, tylko trzeba chcieć i wiedzieć, jak to zrobić.

– Optymista jest radosny nawet wtedy, gdy nie sprzyja mu szczęście, bo wierzy w pomyślny obrót sprawy w przyszłości.

– Optymista nigdy nie trzyma w swoim sercu urazy, jest kompromisowy i ugodowy, bo dąży do pozytywnego zakończenia sporu, konfliktu czy kłótni z partnerem.


KOMUNIKATYWNOŚĆ jako umiejętność porozumiewania się, to najlepszy sposób budowania szczęścia w małżeństwie i w rodzinie.

Kategoria:książka , O miłości

Jak powinno wyglądać komunikowanie się w dobrym związku miłosnym?

W idealnym związku partnerskim umiejętność porozumiewania się, prowadzenia rozmów powinna przede wszystkim polegać na:

–  zdolności przekazywania myśli, informacji i udzielania odpowiedzi w taki sposób, aby docierały one do świadomości drugiego partnera,

–  jasności, precyzyjności i zrozumiałości przekazu słownego,

–  umiejętności słuchania swojego rozmówcy – partnera,

–  kulturze prowadzenia rozmowy (dialogu).

Taką optymalną umiejętność wyrażania własnych uczuć, myśli, życzeń, pragnień, potrzeb nazywamy asertywnością. Ponieważ zakładamy, że w idealnym związku partnerskim istnieje więź bliskości, to asertywność w porozumiewaniu się dwojga kochających się ludzi nie powinna mieć żadnych zahamowań. Rozmowy partnerów w stałym związku muszą zatem cechować otwartość, szczerość, swoboda w wyrażaniu uczuć, myśli, pragnień i potrzeb partnera.

Z drugiej strony to bezpośrednie, konkretne wyrażenie swoich myśli, opinii i zdań nie może naruszać, a tym bardziej ranić partnera, jego uczuć, honoru oraz nadużywać jego dobrej woli, zamiarów i działania. Można powiedzieć, że granice asertywnego komunikowania się w związku partnerskim muszą wynikać z Twojej, Czytelniku, i partnera kultury osobistej.

O czym należy rozmawiać w stałym związku partnerskim, a o czym nie trzeba?

Czy w idealnym związku miłosnym mogą być tematy tabu, których nie należy poruszać?

Celowo i przewrotnie zadałem takie pytania, ponieważ odpowiedź partnerów idealnego związku miłosnego, który ma trwać całe życie, może być tylko jedna: trzeba rozmawiać o wszystkim. Przecież idealny związek miłosny polega na bliskości fizycznej i psychicznej oraz na pełnym zaufaniu. Musi w nim być przejawiana na co dzień otwartość, szczerość, wiara w partnera i ufność. Jeżeli partnerzy nie będą rozmawiali o wszystkim, o rzeczach ważnych, mniej ważnych i o „duperelach”, z których także składa się życie, to nie może być mowy o istnieniu podstawowych więzi, które mają łączyć związek.

Praktycznie nie ma szans istnieć na stałe zgodny związek miłosny bez rozmów na każdy temat. Nie może być w nim żadnych tematów tabu, tak jak nie może być w związku poczucia wstydu, skrępowania oraz braku swobody i wolności słowa. Proszę nie mylić szczerości i tematów rozmów między partnerami z przekazywaniem treści w sposób raniący drugiego partnera, obraźliwy bądź prowadzący do kłótni, konfliktu czy kryzysu.

Aby pomóc w odpowiedzi na pytanie, o czym rozmawiać w związku miłosnym i w każdym innym, jak małżeństwo, konkubinat lub inny nieformalny związek typu partnerskiego, polecam zapoznanie się z załącznikiem 3 znajdującym się na końcu opracowania, Aby pomóc w odpowiedzi na pytanie, o czym rozmawiać w związku miłosnym i w każdym innym, jak małżeństwo, konkubinat lub inny nieformalny związek typu partnerskiego, polecam zapoznanie się z załącznikiem 3 znajdującym się na końcu opracowania, w którym przedstawiłem, jakich słów ludzie nie lubią słuchać, a jakie sprawiają im przyjemność.

Czy jest możliwe istnienie przez całe życie wzorowego związku miłosnego bez porozumiewania się partnerów?

Czego najbardziej potrzeba partnerom w związku miłosnym, aby przeżyli wspólnie całe życie w małżeństwie, w rodzinie, w miłości trzeciego wieku, w zgodzie, spokoju, poczuciu bezpieczeństwa, z czystym rachunkiem sumienia pod koniec życia?

Skoro wiemy, jakie więzi muszą łączyć dwoje kochających się ludzi oraz jakie pięć z siedmiu najważniejszych cech jest koniecznych do istnienia wzorowego związku miłosnego, to rozumiemy także, że przede wszystkim trzeba robić wszystko, aby żadna z tych więzi i cech nie została zerwana, lecz stale były rozwijane i umacniane. Temu właśnie ma służyć umiejętność porozumiewania się (komunikowania) dwojga ludzi, czyli, naukowo rzecz biorąc, komunikacja interpersonalna partnerów związku miłosnego. W celu osiągnięcia w związku najlepszych efektów dobrej komunikacji trzeba w pełni wykorzystać wszystkie możliwe środki porozumiewania się słownego (werbalnego) i niewerbalnego, a więc mowę ciała, jak: gesty, ruchy, mimika twarzy, postawa, natężenie głosu, szybkość wymowy, uśmiech i inne. Porozumiewanie się w związku miłosnym (i każdym innym) jest podstawowym warunkiem, środkiem i sposobem nawiązania i utrzymania jego zgodności, stałości i trwałości przez całe życie partnerów.

Wcześniej podkreślałem, że wzajemną bliskość partnerzy związku miłosnego powinni utrzymywać wszystkimi zmysłami, a nawet szóstym zmysłem, intuicją. Aby zatem to zrobić, należy umieć i chcieć porozumiewać się właśnie za pomocą wszystkich możliwych zmysłów. Wystarczy choćby wyobrazić sobie, czy jest możliwe szczęśliwe pożycie seksualne dwoje zakochanych ludzi bez szeptania czułych słów, dotykania, całowania, patrzenia sobie w oczy lub podziwiania wzrokiem ukochanego ciała partnera. Albo czy jest możliwe wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego w stałym związku partnerskim, w małżeństwie czy rodzinie, bez prowadzenia rozmów i uzgodnień między partnerami. Jak będzie funkcjonował związek dwojga dojrzałych ludzi w jesieni życia bez rozmów, na przykład o wzajemnej pomocy czy o stanie zdrowia? Na tym między innymi polega umiejętność porozumiewania się, aby związek miłosny przetrwał w szczęściu i radości wszystkie fazy życia partnerów, a nie rozpadł się na wcześniejszych etapach. Jednak z całą siłą muszę podkreślić, że najważniejszą rolę w komunikowaniu się partnerów w związku odgrywają rozmowy. Proszę

ZAPAMIĘTAJ!

1. We wzorowym związku partnerskim komunikatywność to umiejętność porozumiewania się polegająca na:

–  zdolności przekazywania myśli, informacji i udzielania odpowiedzi w taki sposób, aby docierały one do świadomości partnera,

–  jasności, precyzyjności i zrozumiałości przekazu słownego lub podawanego w innej formie,

–  umiejętności słuchania swojego rozmówcy – partnera,

–  kulturze porozumiewania się, w tym prowadzenia rozmów.

2. Rozmowy i inne formy komunikowania się są warunkiem koniecznym do utrzymania zgodnego i trwałego związku miłosnego do końca życia partnerów. Potrzeba i umiejętność porozumiewania się jest również niezbędnym elementem sześciu pozostałych cech wzorowego związku: bliskości, dopasowania, zaufania, seksualności, wierności i optymizmu jako pozytywnego myślenia i nastawienia do życia.

3. Umiejętność prowadzenia rozmów i asertywność polegają na zdolności dotarcia do partnera, aby osiągnąć cel, którym może być wyrażanie uczuć, myśli, potrzeb, pragnień oraz własnego zdania wobec partnera.

4. Wszelkie formy komunikowania się z partnerem nie mogą go ranić ani przekraczać granic kultury osobistej.

5. Umiejętność prowadzenia rozmów w każdym wypadku musi być powiązana z umiejętnością słuchania. W przeciwnym razie będzie to tylko nieskuteczny monolog jednego partnera.

6. W idealnym związku miłosnym żadna sprawa nie może być tematem tabu. Nigdy nie będzie bliskości, otwartości, szczerości i zaufania w związku partnerskim, w którym nie będzie rozmów na każdy temat i w każdej sprawie.


WIERNOŚĆ to podstawa zgodności i trwałości małżeństwa/innego związku.

Kategoria:książka , O miłości

Na czym w istocie polega wierność partnerów w związku miłosnym?

Pojęcie wierności należy rozumieć w dwóch aspektach: w sferze fizjologicznej i w sferze psychicznej. W pierwszej niedochowanie wierności oznacza zdradę fizyczną, rozumianą jako podjęcie współżycia seksualnego z innym partnerem, poza związkiem i bez zgody współpartnera, w szerszym rozumieniu niż stosunek płciowy, a więc także podjęcie innych czynności seksualnych. W drugim aspekcie, psychologicznym, zdrada oznacza złamanie którejkolwiek więzi psychicznej, emocjonalnej, intelektualnej, duchowej, umownej, na której opierał się związek miłosny. Może to być złamanie umówionych zasad postępowania, obowiązków, odpowiedzialności i wielu innych, jeżeli w istotnym zakresie na nich opierał się związek miłosny.

Dlaczego wierność ma tak ważne znaczenie w stałym, dozgonnym związku miłosnym dwojga ludzi?

Jak wspomniałem, wierność jest podstawą trwałości i stałości związku. Każdy pojedynczy przypadek zdrady partnera w związku miłosnym nigdy nie pozostanie całkowicie zapomniany przez drugiego partnera, nawet w przypadku wybaczenia. Zerwanie wierności powoduje naruszenie, co najmniej na jakiś czas lub nawet na trwałe, innych cech, oprócz wymienionej bliskości, decydujących o uczuciu miłości. Przede wszystkim utratę pełnego zaufania do partnera i to nie tylko pod względem seksu.

Oczywiście seksualność, szeroko rozumiana, w przypadku niewierności partnera, a także własnej, powoduje z reguły niechęć do współżycia lub nawet wstręt do niego. Już w momencie ujawnienia zdrady przestaje prawidłowo funkcjonować komunikacja między partnerami. Trudno dalej budować z optymizmem związek miłosny z partnerem, do którego nie ma się już pełnego zaufania. Cechę wierności eksponuję jako równorzędną z bliskością pod względem jej ważności w utrzymaniu stałości i trwałości związku miłosnego. Uważam, że niedochowanie wierności przez zdradę partnera, w szerszym znaczeniu niż sama zdrada seksualna, powoduje zerwanie na jakiś czas lub na trwałe więzi bliskości zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Na podstawie doświadczenia zawodowego stwierdzam także, że podobnie jak brak bliskości, brak wierności nie zapowiada stabilności, zgodności, a także trwałości związku miłosnego we wszystkich fazach jego istnienia, w narzeczeństwie, małżeństwie, rodzinie i w jesieni życia. Zresztą polski system prawa rodzinnego, podobnie jak wiele innych w państwach demokratycznych, wierność traktuje jako obowiązek prawny nałożony na małżonków, którego złamanie daje podstawę do żądania rozwodu. I tak też się dzieje w praktyce sądowej.

Czy można konkretnie wskazać, jakie są najczęstsze przyczyny zdrady partnera w związku miłosnym?

Najoględniej można stwierdzić, że w każdym związku może dojść do zdrady, jeżeli nie zostały dochowane więzi konieczne do istnienia trwałości i zgodności związku. Powodami zdrady mogą na przykład być:

–  brak rzeczywistej bliskości między partnerami,

–  niedopasowanie pod względem cech charakteru,

–  rozbieżność celów życiowych, zainteresowań i poglądów,

–  przede wszystkim – niedopasowanie seksualne.

Trzeba jednak powiedzieć, że przyczyny zdrad mogą być również zależne od wieku partnerów i czasu trwania związku. Z moich obserwacji zawodowych, szczególnie w sprawach rozwodowych, wynika, że najczęstszą przyczyną, chociaż zwykle długo ukrywaną, jest nieudane pożycie seksualne.

W małżeństwach ze stosunkowo niedługim stażem, sięgającym 5–7 lat, w których oboje małżonkowie byli dla siebie pierwszymi partnerami we współżyciu, może odzywać się potrzeba sprawdzenia się z innym partnerem. Dzieje się tak między innymi wówczas, gdy nad partnerami zawiśnie kryzys monotonii codziennego życia, w dodatku powiązany z realiami i kłopotami, których partnerzy nie mieli lub nie dostrzegali w miłości romantycznej. Najczęściej wówczas zaczynają odczuwać niedosyt lub niezadowolenie ze współżycia. Ten wczesny kryzys rodzi się także z powodu braku dostatecznej i właściwej wiedzy o pożyciu seksualnym i jego wpływie na trwałość związku miłosnego. Miłość nie może być nigdy rozumiana jako samcze pożądanie seksualne czy przygoda seksualna oderwana od uczucia połączonego wieloma innym więziami.

Zdrada partnera może być także negatywnym skutkiem złego doboru partnerów pod względem seksualności i złego doświadczenia w pierwszych kontaktach seksualnych na etapie miłości romantycznej lub pierwszej miłości.

W mojej praktyce spotkałem wzorcowy negatywny przypadek zdrady małżeńskiej. Inteligentna kobieta z wyższym wykształceniem nie potrafiła wyzwolić się z poczucia wstydu, nie akceptowała swojej nagości wskutek wychowania w głęboko katolickiej rodzinie. Co ciekawe, do mojej kancelarii przyszła z nią matka, jako najbardziej zainteresowana w sprawie. Okazało się, że doszło do zdrady przez męża i sprawy rozwodowej. Mąż twierdził: „Nigdy nie widziałem swojej żony nago, a współżycie odbywało się zawsze po ciemku i w poczuciu grzechu”. W tym przypadku para się nie rozwiodła dzięki podjętej w porę mediacji i terapii małżeńskiej.

Dość powszechnie, i to na całym świecie, wyrażane jest powątpiewanie w wierność męską, jest ona nawet źle oceniana. Z mojego punktu widzenia, ukształtowanego na podstawie doświadczenia zawodowego, niewierność była zawsze praprzyczyną rozpadów i rozwodów w związkach małżeńskich. Rozwodzący się małżonkowie, na zewnątrz, dla celów sądowych, zamiast podawać tę prawdziwą, pierwotną przyczynę rozpadu związku, podawali inną, najczęściej wskazując niezgodność charakterów. Muszę jednak generalnie stwierdzić, że chociaż przyczyny niewierności w związku mogą być różne, jednak prawie zawsze biorą się z powodu zerwania którejś z więzi będącej koniecznym warunkiem zgodnego i trwałego związku. Chodzi tu przede wszystkim o bliskość emocjonalną (uczuciową), intelektualną, ekonomiczną (brak wspólnego gospodarstwa domowego) czy brak wspólnoty celów życiowych. Jeżeli mężczyzna zaczyna coraz intensywniej rozglądać się za innymi kobietami, to najczęściej pierwsza przyczyna tkwi w kondycji psychofizycznej partnera związanej ze stanem współżycia w związku, nie tylko seksualnego. Podkreślam, że nie chodzi tu o zwyczajowe zwracanie uwagi na ładną lub interesującą kobietę, lecz o wzmożone poszukiwanie nowego pożądanego obiektu, czego celem może być uzupełnienie jakichś brakujących potrzeb, niektórych więzi w związku miłosnym. Jeżeli kobieta w stałym związku poszukuje „wrażeń na boku”, to zazwyczaj najczęstsza przyczyna tkwi głębiej i rodzi się znacznie dłużej. Ma charakter emocjonalny, duchowy, rzadziej jest prozaiczna i przypadkowa. Z tego względu kobiety cierpią bardziej z powodu romantycznego zauroczenia partnera na boku niż z jego jednorazowej zdrady fizycznej. Natomiast mężczyźni najgorzej znoszą lub nie znoszą w ogóle i nie wybaczają zdrady seksualnej partnerki, szybciej i stanowczo decydując się na rozstanie w związku nieformalnym, a w małżeństwie na rozwód. Tyle na smutno o skutkach niedochowania wierności partnerów. Na zakończenie spójrzmy optymistycznie na pozytywne aspekty wierności w związku miłosnym. Jak wskazywałem wcześniej, wierność jest rzeczywistą, sprawdzoną podstawą istnienia trwałego i zgodnego związku do końca życia partnerów. Nic nie daje tak pełnego zaufania w związku, jak wzajemna wierność i oddanie. Partnerzy, którzy mogą na nie liczyć, prawie zawsze mają większe poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że ich współpartnerzy są odpowiedzialni za siebie, za drugiego partnera i za związek. Myślę, że doszliśmy do wspólnego wniosku, iż wierność jest niezbędnym warunkiem szczęśliwego, dozgonnego związku miłosnego.

Jakie mogą być najczęstsze przyczyny zdrady w małżeństwie? Kiedy zdradzają mężowie, a kiedy żony?

Tak! Tak! Moi drodzy, szczęście małżeńskie zależy od wierności i odwrotnie – zdrada może zniszczyć rozkwitające szczęście małżeńskie. Właśnie z tego względu wierność zaliczyłem do siedmiu najważniejszych cech, które są konieczne do istnienia wzorowego małżeństwa. Między innymi z tego powodu polskie prawo rodzinne w art. 23 kodeksu rodzinnego i opiekuń-

czego stanowi: „Małżonkowie są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności”. Z tego prawnego obowiązku wierności, spoczywającego na obojgu małżonkach, wynika powinność powstrzymywania się przez każdego z nich od stosunków seksualnych z osobami trzecimi (spoza małżeństwa). Sankcją za naruszenie obowiązku wierności nie jest jednak żadna kara w rozumieniu prawa karnego, lecz możliwość żądania rozwodu bądź separacji przez małżonka zdradzonego.

Obowiązek wierności oprócz uregulowania prawnego, obwarowanego sankcją prawną w postaci możliwości żądania rozwodu, wynika z faktu osobiście złożonej uroczystej przysięgi. W zależności od tego, czy zawarcie małżeństwa następuje według przepisów prawa cywilnego, czy kanonicznego (kościelnego), przysięgę wierności małżeńskiej składa się przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego jako organem państwowym albo przed księdzem reprezentującym władzę kościelną.

Ponieważ w życiu jest z reguły tak, że po kilku miesiącach, a nawet tygodniach lub dniach żaden z małżonków nie zdaje sobie sprawy z treści złożonej przysięgi na całe życie, proszę dziś przeczytać, co się przyrzeka swojemu partnerowi/partnerce: „Świadomy (świadoma) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (…. tu imię) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe”.

Z treści przysięgi składanej przed organem państwowym nie wynika wprost obowiązek wierności, ale tylko dlatego, że wynika on bezpośrednio z przepisów kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, o czym pisałem wyżej.

Tekst przysięgi kościelnej brzmi: „Ja … (tu imię) biorę sobie Ciebie … (tu imię partnera/partnerki) za żonę (męża) i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci”. Treść przysięgi składanej przed ołtarzem już nie pozostawia żadnych wątpliwości co do obowiązku wierności w związku małżeńskim.

Jeszcze bardziej powinieneś być przejęty i zobowiązany, Czytelniku, dochować wierności małżeńskiej wtedy, kiedy zawarłeś lub zawrzesz związek małżeński, składając dwie przysięgi, w przypadku zawierania ślubu cywilnego i kościelnego. Tymczasem jak w Polsce jest przestrzegana wierność małżeńska? Jak ważna była przysięga małżeńska według badań przeprowadzonych w latach 2007 i 2010? W 2007 r. z powodu niedochowania wierności rozwiodło się 25,3% par i ta tendencja nieco wzrosła w 2010 r., osiągając 25,4% z łącznej liczby ponad 61 tys. rozwodów. Ta wielka liczba rozwodów z powodu zdrady małżeńskiej jednoznacznie wskazuje, jak ważnym elementem jest wierność w związku małżeńskim i każdym stałym związku partnerskim.

No dobrze, powiesz, Czytelniku, łatwo mówić, ale życie w małżeństwie toczy się rozmaicie. Raz jest dobrze i bardzo dobrze, ale często znajdą się okoliczności lub inne przyczyny zdrady i każdy może popełnić błąd. W ten sposób bagatelizuje się często tragiczne skutki zdrady małżeńskiej. Chociaż to, czym jest zdrada w nawiązaniu do wierności, o której wspominałem wyżej, wcale nie jest tak oczywiste i jednoznaczne. Wbrew pozorom jest ona różnie rozumiana i traktowana w związku, w zależności od wiedzy małżonków. Przyjrzyjmy się zatem bliżej jej definicji. W ogólnym (słownikowym) znaczeniu zdrada to niedochowanie wierności małżeńskiej (partnerskiej) lub niedotrzymanie wierności w uczuciach. Jak wskazałem wcześniej, niedochowanie wierności małżeńskiej przede wszystkim polega na niepowstrzymaniu się od stosunku seksualnego z osobą trzecią, spoza małżeństwa. W takiej sytuacji mamy do czynienia ze zdradą w znaczeniu fizycznym. Natomiast drugi rodzaj zdrady polega na niedochowaniu wierności w uczuciach (na przykład lojalności, zaufania), jest to zdrada psychiczna (inaczej duchowa, emocjonalna, nie fizyczna). Zarówno jeden, jak i drugi rodzaj zdrady ma istotne znaczenie w związku małżeńskim, każda bowiem może się stać przyczyną rozpadu małżeństwa i powodem rozwodu.

Zdarza się, że zdrada uczuciowa partnera przez niektóre kobiety jest odczuwana znacznie bardziej negatywnie niż sama zdrada fizyczna. Bolesnym przejawem zdrady uczuciowej jest nawiązanie przez jednego z małżonków długotrwałej więzi emocjonalnej, duchowej, intelektualnej, słowem psychicznej, chociaż nie fizycznej – seksualnej, z osobą trzecią. Istotnym elementem, mocno odczuwalnym jako zdrada, jest przekonanie, że ta więź psychiczna partnera z osobą trzecią jest równa, większa bądź znacznie głębsza niż uczucie łączące związek małżeński. Najbardziej zgubne skutki dla małżeństwa i każdego związku stałego ma zdrada fizyczna połączona z uprzednią zdradą uczuciową z tą samą osobą trzecią. W szczególności dlatego, że zdradzający małżonek najpierw celowo zrywa więź uczuciową z drugim małżonkiem, po to, aby przenieść uczucie na osobę spoza związku, a następnie świadomie dokonuje zdrady fizycznej, łącząc ją z nowym uczuciem do osoby trzeciej. W takiej sytuacji jest to niejako zdrada podwójna, z pełną premedytacją. Może rodzić dla zdradzającego partnera nowy, dłużej trwający związek emocjonalny. Inaczej należy oceniać „przypadkową” zdradę fizyczną z powstałą po niej więzią emocjonalną, na przykład miłosną, duchową lub intelektualną. Jeszcze inaczej – jednorazową zdradę fizyczną bez jakiegokolwiek podkładu uczuciowego (bez psychicznego zaangażowania). Ten ostatni rodzaj często stanowi akt seksualnego „wyżycia się” bądź sprawdzenia, na ogół jest do przebaczenia w związku, w którym nie ma innych przyczyn rozpadu małżeństwa. Muszę jednak powiedzieć wprost: każda zdrada jest świadomym działaniem zdradzającego małżonka, który powinien liczyć się z jej skutkami i własną odpowiedzialnością za nią. Przejdźmy do poznania najważniejszych przyczyn i okoliczności mogących wywoływać zdradę, czyli niewierność w związku małżeńskim lub innym stałym partnerskim.

Jak zgodnie twierdzą psychologowie, terapeuci małżeństwa i rodziny, a także ja, na podstawie praktyki z procesów sądowych w sprawach rozwodowych i rodzinnych, podstawową ogólną przyczyną zdrady, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, jest złe funkcjonowanie związku małżeńskiego (innego stałego) przez dłuższy czas. Zewnętrznymi objawami nieprawidłowego funkcjonowania miłosnego związku małżeńskiego są zaburzenia lub zanik podstawowych więzi, bez których związek uczuciowy nie może w ogóle istnieć. W rozdziale „O miłości” wskazałem, że według mojej koncepcji wzorowego związku miłosnego, aby małżeństwo było zgodne, trwałe i szczęśliwe, powinno funkcjonować w nim siedem cech łączących ich związek miłosny: bliskość, dopasowanie, zaufanie, seks, wierność, komunikatywność i optymizm, czyli pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Jeżeli zatem jedna, kilka lub wszystkie te więzi, dotąd łączące małżeństwo, przestaną dobrze funkcjonować, to po stronie jednego lub drugiego małżonka pojawi się myśl, a później potrzeba poszukiwania tych więzi poza związkiem. Zaburzenia lub zanik poszczególnych siedmiu więzi mogą występować w każdym małżeństwie z rozmaitych powodów. Zdarza się i tak, że jeden partner lub oboje odczuwają tak zwane wypalenie uczuć lub znudzenie związkiem. Oznaczać to może, że wszystkie siedem podstawowych cech zostało zaburzonych i dlatego źle funkcjonuje związek małżeński. Taka jest generalna, ogólna przyczyna zdrad małżeńskich, i to po stronie obojga małżonków. Jednak można także dokładniej wskazać, jakie są przyczyny zdrady mężów i żon.

W przypadku mężczyzn najczęściej występuje niespełnienie seksualne. Do zdrady dochodzi najczęściej wtedy, gdy mąż przez dłuższy czas nie zaspokaja swoich potrzeb seksualnych lub nie odczuwa satysfakcji ze współżycia seksualnego i, co istotne, nie podejmuje żadnych prób naprawy sytuacji w związku. W takim wypadku zdradę mężczyzny jako męża należy uważać za świadomą niewierność, czyli złamanie przysięgi małżeńskiej, bez względu na powody braku satysfakcji ze współżycia seksualnego w małżeństwie.

Kolejną częstą przyczyną męskiej zdrady, szczególnie w czasach migracji za pracą, jest dłuższa rozłąka małżonków. Najczęściej dochodzi do niej, kiedy mąż znajduje zatrudnienie na dłuższy okres poza stałym miejscem zamieszkania małżonków, na przykład za granicą lub w znacznej odległości od domu. Muszę jednak dodać, że z mojego doświadczenia z procesów rozwodowych wynika, iż także kobiety doprowadzały do zdrady małżeńskiej z powodu rozłąki, szczególnie gdy była ona połączona z utrudnionymi kontaktami (dotyczy to na przykład marynarzy, rybaków dalekomorskich i osób wykonujących podobne zawody). W takich przypadkach rozłąka jest dla małżonków nie tylko próbą wstrzemięźliwości, lecz także testem na wierność, na istnienie prawdziwej miłości, na bliskość i zaufanie.

Inną przyczyną jest wcześniej trwający długotrwały kryzys małżeński przeplatany częstymi konfliktami małżonków i „ucieczkami” z domu, jako miejsca i „źródła” konfliktów. Zdrada tłumaczona przez męża kryzysem małżeńskim, bez podejmowania skutecznych prób uprzedniego jego zażegnania, jest ewidentnym przejawem braku odpowiedzialności męża za małżeństwo. Jest to chowanie głowy w piasek, ucieczka przed koniecznością podejmowania ważnych decyzji i – moim zdaniem – zachowanie niemęskie. Kiedy istnieje już rodzina z dziećmi, ta odpowiedzialność jest podwójna.

Nawet kiedy mąż podjął wszelkie możliwe próby rozwiązania kryzysu małżeńskiego i nie zdołał mu zapobiec, ucieczka w ramiona innej kobiety nie jest właściwym zachowaniem mężczyzny bądź co bądź będącego w związku małżeńskim i związanego przysięgą małżeńską. Odpowiedzialnym, męskim i honorowym zachowaniem jest dochowanie wierności do czasu rozwiązania kryzysu małżeńskiego, najlepiej przez uregulowanie istoty problemu, a w ostateczności przez rozwiązanie małżeństwa. O kryzysach w związku małżeńskim będę mówił w dalszej części tego rozdziału.

Bardzo często rozwodzący się mężczyźni, bez względu na to, które z małżonków składa pozew o rozwód, za główną przyczynę zdrady podają wygaśnięcie miłości: „Bo już jej nie kocham”, „To nie była miłość” – tłumaczą. Kiedy jednak przyglądałem się bliżej procesom rozwodowym, w których mężczyźni podawali takie argumenty, w większości wypadków okazywało się, że właściwy powód był inny, bardziej konkretny. W szczególności najczęściej przyczyną był nieprawidłowy dobór tych partnerów na etapie narzeczeństwa, czyli przed ślubem, a następnie pochopne zawarcie związku małżeńskiego. To, co narzeczeni uważali za miłość, okazywało się później tylko zauroczeniem i młodzieńczym przyjemnym doznaniem seksualnym. Wygaśnięcie miłości ze strony męża okazywało się także brakiem jednej lub kilku podstawowych więzi koniecznych do istnienia związku małżeńskiego: bliskości dopasowania, satysfakcji seksualnej, ufności, wierności, a przede wszystkim umiejętności porozumiewania się samych małżonków. Wniosek jest prosty. Zamiast uogólniać, że przyczyną rozpadu małżeństwa jest wygaśnięcie miłości, trzeba dokładnie i bardziej krytycznie przyjrzeć się, czego konkretnie zabrakło w związku, która więź przestała w ogóle funkcjonować lub nigdy nie łączyła partnerów, która z siedmiu podstawowych cech dobrego związku małżeńskiego została naruszona.

Na koniec tej części muszę przyznać, że mężczyźni częściej niż kobiety potrafią zdradzać z głupoty, to znaczy pod wpływem chwili, emocji, alkoholu, dla sprawdzenia się i podniesienia własnej wartości seksualnej, czyli, mówiąc wprost, bez żadnej ważniejszej przyczyny tkwiącej w związku małżeńskim.

Czas teraz na odpowiedź na pytanie, dlaczego zdradzają kobiety. Na początek muszę wyraźnie potwierdzić, że panie zdradzały i mimo postępującego równouprawnienia nadal zdradzają zdecydowanie rzadziej. Wynika to z drugiego znanego faktu, że jeżeli kobieta wychodzi za mąż, rzeczywiście kochając wybranego mężczyznę, jej więź małżeńska jest bardziej stała i trwała niż męża. Stąd dla takich żon zdrada jest ostatecznością, a właściwie „krzykiem rozpaczy” wywołanym, jej zdaniem, inną ważną przyczyną tkwiącą po stronie męża lub w ich związku małżeńskim, z którą nie umie sama sobie poradzić. Nie oznacza to, że tym samym rozgrzeszam kobiety zdradzające z tych przyczyn. Jak wspomniałem, skoro żona nie umie sobie sama poradzić z problemem w małżeństwie, to rozwiązaniem problemu nie jest ucieczka w zdradę. Trzeba jak najszybciej skorzystać z pomocy fachowej, na przykład z odpowiedniej wiedzy, która dziś jest powszechnie dostępna u specjalisty. Zupełnie inne przyczyny zdrady podają te żony, które wychodziły za mąż z pełną świadomością braku uczucia miłości, nie czując tak zwanej chemii do wybranka, jak i te, które „myślały, że to miłość”, a dopiero po ślubie uświadomiły sobie błąd. W ich przypadku do zdrady małżeńskiej dochodzi częściej, chociaż czas dojrzewania do niej może być różny i zależy od tego, jak szybko dojdzie do rozczarowania. O tym i innych kryzysach małżeńskich będę pisał dalej w tym rozdziale.

Spróbuję wskazać bardziej konkretnie, jakich to oczekiwań nie spełnia mąż, którego zdradza żona. Oprę się na siedmiu podstawowych cechach koniecznych do istnienia szczęśliwego związku miłosnego, także małżeństwa: bliskości, dopasowaniu, zaufaniu, seksie, wierności, komunikatywności i optymizmie, czyli pozytywnym myśleniu i nastawieniu do życia.

Przede wszystkim główny powód rozczarowania żony (partnerki) to stwierdzenie niedopasowania po kilku latach od zawarcia związku małżeńskiego lub wspólnego zamieszkania partnerów, czyli niewłaściwego doboru lub wręcz pomyłki w wyborze partnera na całe życie. Jednak, mimo to, na ogół żony nie decydują się od razu na radykalne kroki zmierzające do zmiany ani też nie wyobrażają sobie zdrady i jeszcze o niej nie myślą. Zdrada żony następuje znacznie później, kiedy kryzys rozczarowania osiągnie apogeum niezadowolenia, po obumarciu kilku najważniejszych cech i więzi koniecznych do istnienia normalnego małżeństwa, na przykład gdy zamiast zaspokajanej potrzeby codziennej bliskości kobieta czuje się osamotniona lub też kiedy po wielu kłamstwach, małych i dużych, żona nie ma już nawet minimum zaufania do męża, kiedy małżonkowie nie mają wspólnych tematów do komunikowania się. Dopełnieniem kryzysu i zdradą z rewanżu często staje się wcześniejsza niewierność małżonka. W swojej praktyce prawniczej w sprawach rozwodowych moi klienci określali to apogeum kryzysu jako „różnicę charakterów”. Już w trakcie procesów sądowych okazywało się, że przez to pojęcie mężowie i żony rozumieli niedopasowanie pod wieloma innymi względami niż tylko typowe cechy charakteru. W szczególności dominowało: nadużywanie alkoholu, niesatysfakcjonujące współżycie seksualne, niewierność, rozbieżność uznawanych wartości i celów życiowych, różnice poziomów intelektualnych. Taka jest według mnie zasadnicza wielowątkowa przyczyna zdrad kobiet w małżeństwie.

Nie oznacza to, że żony (stałe partnerki) zdradzają dopiero w wyniku długotrwałego kryzysu w związku. Kierują nimi także inne pobudki, czasem nie tak ważne jak w wieloprzyczynowym kryzysie rozczarowania mężem. Często powodem zdrady kobiety jest jedna przyczyna, która albo jest dla niej bardzo ważna, albo staje się pretekstem do zaspokojenia własnej ciekawości lub potrzeby. Takim jednostkowym ważnym powodem zdrady może być zemsta lub chęć wyrównania rachunku, na przykład za wcześniejszą niewierność małżonka, za niedocenianie wartości i atrakcyjności żony. Innym pretekstem do zdrady może być samotność w związku, pozostawienie żony samej sobie z bagażem wszystkich spraw domowych, życiowych i problemami codziennego życia. To w takiej sytuacji kobieta poszukuje bliskości u innych osób, a w przypadku gdy tą osobą stanie się mężczyzna, niekoniecznie z kręgu znajomych, z czasem to przelotne, zastępcze poszukiwanie bliskości może doprowadzić do zdrady, a nawet głębszego uczucia.

Zdarza się, że powodem kobiecej zdrady w małżeństwie jest najzwyklejsza ciekawość, podsycana zasłyszanymi opowieściami innych kobiet o ich sukcesach w podbojach seksualnych. Jak by wyglądał seks z innym mężczyzną? – to pytanie nurtuje szczególnie te małżonki, których mąż był pierwszym i do tej pory jedynym partnerem seksualnym. Podobnie myślą również te panie, które nie osiągają pełnego zaspokojenia seksualnego z mężem, na przykład z powodu braku orgazmu. Najczęściej w takim przypadku nie sama ciekawość o charakterze porównawczym jest przyczyną zdrady, lecz występuje wraz z inną przyczyną niezadowolenia w związku. W tych sytuacjach zdrada przynosi same negatywne skutki. W przypadku jej ujawnienia grozi głębokim kryzysem małżeńskim, włącznie z rozpadem związku i rozwodem. Natomiast kiedy pozostaje tajemnicą kobiety, będzie jej trwałym wyrzutem sumienia.

Kończąc kwestię wierności i zdrady małżeńskiej jako jednej z siedmiu cech trwałości i zgodności wzorowego związku małżeńskiego, warto zapamiętać, że zdrada zarówno męża, jak i żony zawsze wywołuje najcięższy kryzys małżeński, który jest najczęstszą przyczyną rozpadu małżeństwa i uzasadnioną podstawą faktyczną wyroku rozwodowego.

ZAPAMIĘTAJ!

– Wierność w miłosnym związku w każdej fazie jego trwania, w narzeczeństwie, w małżeństwie, w rodzinie i w trzecim wieku, to stałość w uczuciach do partnera potwierdzana oddaniem, lojalnością i zaufaniem.

– Każdy przypadek zdrady w stałym związku miłosnym, do którego dojdzie na którymkolwiek formalnym etapie jego istnienia, narusza zgodność i stabilność, burzy lub niszczy jego podstawowe więzi: bliskości, zaufania, wspólnego pożycia i jest nie do zapomnienia przez drugiego partnera.

– Wierność to podstawowa więź każdego związku miłosnego, która może zapewnić trwałość i zgodność związku miłosnego do końca życia partnerów, bo jest podstawą innych koniecznych więzi: bliskości, zaufania, opieki i bezpieczeństwa.

– Trudno zbudować nowy, trwały i zgodny związek miłosny z osobą, która kiedyś zdradziła swojego partnera w innym związku. Także gdy zdradziła z Tobą i teraz budujecie nowy związek. Zawsze będziesz pamiętał, Czytelniku, że Twój partner już raz dopuścił się zdrady, więc możesz


Zadowolenie ze WSPÓŁŻYCIA SEKSUALNEGO to klucz do trwałości związku małżeńskiego/ i innego stałego.

Kategoria:książka , O miłości

Na czym powinno polegać satysfakcjonujące pożycie seksualne partnerów we wzorowym związku miłosnym?

Kiedy mówimy o współżyciu seksualnym w związku miłosnym dwojga ludzi w całym ich życiu, to należy wyraźnie podkreślić, że chodzi o takie zjednoczenie cielesne, które powinno dawać pełne zaspokojenie seksualne wraz z osiągnięciem orgazmu. We wzorowym związku miłosnym powinno to być ukoronowanie wszystkich pozostałych więzi (oprócz fizycznej), w tym więzi psychicznej, duchowej, emocjonalnej i intelektualnej.

       Współżycia seksualnego w stałym związku miłosnym nie należy mylić, a tym bardziej utożsamiać, z seksem rozumianym jako „zaliczenie” partnera seksualnego dla przygody, dobrego samopoczucia ani sprawdzenia się w roli „supersamca” albo „zdobywczyni mężczyzn”. Ten drugi rodzaj współżycia seksualnego zasadniczo różni brak wymienionych więzi występujących w prawdziwej miłości, ze wzajemnym oddaniem partnerów.

Dlaczego zatem współżycie seksualne jest tak istotne w związku miłosnym dwojga ludzi?

Odpowiedź brzmi już w pytaniu: czy jest możliwe pełne i szczęśliwe życie człowieka bez korzystania ze swojej seksualności i uprawiania seksu? Nie! To jakby niepełnosprawne, pod względem fizycznym i psychicznym, życie człowieka, bez wzroku i oglądania świata, bez słuchu, głosów natury i drugiego człowieka, dotyku, węchu, czyli bez możliwości czerpania radości z życia przez wszystkie lub poszczególne zmysły ludzkie. Pełnia życia to satysfakcja, radość i szczęście z udanego współżycia dwojga kochających się ludzi. Jego brak lub niemożliwość pełnego korzystania ze swojej seksualności, niezadowolenie z pożycia – wcześniej czy później będą prowadzić związek do destabilizacji lub rozpadu.

Gdzie i kiedy powinien zaczynać się seks w normalnym, codziennym życiu małżeńskim?

Pewnie zaskoczę niektórych z czytających, kiedy przewrotnie odpowiem, że seks w małżeństwie nie zaczyna się dopiero w łóżku. Mąż, który tak myśli, jest w błędzie. Podobnie myli się żona, która bezlitośnie krytykuje męża za dnia, a potem oczekuje od niego inicjatywy i aktywności seksualnej podczas gry wstępnej. Seks małżeński powinna poprzedzać wzajemna bliskość, wyraźnie odczuwalna przynajmniej tego dnia, wyrażana we wszystkich możliwych sferach, o których wspominałem, opisując ją: emocjonalnej (uczuciowej), intelektualnej i fizycznej. Każdego dnia, dużo wcześniej, przed rozpoczęciem gry wstępnej w łóżku, małżonkowie powinni tworzyć wyczuwalne poczucie serdeczności, wdzięczności zrozumienia w podejmowaniu wspólnych decyzji oraz bliskości przy wykonywaniu zwykłych czynności domowych. Ta atmosfera siłą rzeczy rodzi w jednym lub drugim małżonku albo w obojgu chęć zbliżenia fizycznego. Już wtedy zaczyna się seks w małżeństwie.

Co prawda zdarzają się i tacy, którzy twierdzą, że seks godzi małżeństwo skłócone, wygasza długotrwałe nieporozumienia, czyli jest lekarstwem na zgodę, tak jak zażycie tabletki przeciwbólowej. Ja, podobnie jak wielu psychoterapeutów, mam odmienne zdanie. Uważam, że piorunujący seks w małżeństwie, podobnie jak burzliwa miłość, nie wróży trwałości i zgodności związku.

Tak jak wspomniałem na wstępie, dobre lub złe początki małżeńskiego życia seksualnego tworzą podstawy do dalszego współżycia przez cały okres trwania pożycia. Prawie każdy z nas z własnego dzieciństwa i młodości pamięta, że nasze wychowanie seksualne przez rodziców, a także przez szkołę pozostawiało wiele do życzenia. Powiem wprost – większość z nas była karmiona zakazami, nakazami, przesądami, stereotypami postępowania przez rodziców, księży, nauczycieli, którzy tłumaczyli nam, co wolno, a czego nie wolno w seksie. Nasyceni najczęściej nieprawdziwymi mitami w sprawach seksualności, pozbawieni prawdziwej wiedzy lub nafaszerowani pornografią z internetu małżonkowie wkraczają w seks małżeński. Nie odkryję zatem niczego nowego, jeżeli stwierdzę, że to nie wróży im dobrze.

Kiedy nowożeńcy znajdują się jeszcze na etapie „miodowego miesiąca”, niewprzęgnięci w trudne realia życia, ich seks jest prawie w całości zdominowany emocjami i nieskażonym instynktem miłosnym przeniesionym z okresu miłości romantycznej. Nie widzą, bo nie zwracają jeszcze uwagi na to, jak będzie kształtować się ich dalsze pożycie seksualne przez całe życie, co może i co będzie im w tym przeszkadzać.

Czy do współżycia seksualnego w małżeństwie potrzebna jest wiedza i doświadczenie o technikach i pozycjach seksualnych?

Jak w każdej dziedzinie życia i pracy, wiedza i praktyka są potrzebne, bo prawie zawsze pomagają, a raczej nigdy nie szkodzą. Podobnie dzieje się w sferze współżycia seksualnego, a szczególnie w związku małżeńskim, który ma przetrwać do końca życia.

Pozytywna odpowiedz wynika już z samego faktu, że z reguły każdy związek małżeński poprzedza jakiś okres narzeczeństwa. Podstawowym zaś celem i sensem narzeczeństwa jest dobór i dopasowanie się zakochanych partnerów pod każdym możliwym względem. W rozdziale „O miłości” postawiłem tezę, że w okresie narzeczeństwa zakochani partnerzy powinni realnie sprawdzić wszystkie siedem cech jako warunków koniecznych prawidłowego doboru przed zawarciem związku małżeńskiego, a więc także ocenić współżycie seksualne i dopasowanie pod względem seksualnym. Sprawdzenie i ocena to nic innego jak konieczność zdobycia niezbędnej wiedzy teoretycznej o seksie oraz praktycznego doświadczenia podczas zbliżeń fizycznych, właśnie w okresie narzeczeństwa.

Aby rozpocząć współżycie seksualne w ogóle, konieczne jest zdobycie wiedzy teoretycznej o samym stosunku seksualnym, przynajmniej w podstawowym zakresie. Trzeba zatem wiedzieć, że prawidłowy stosunek seksualny powinien mieć cztery fazy, i nauczyć się, czym się charakteryzują poszczególne z nich:

–  pierwsza, zwana grą wstępną (tu występują pożądanie i pobudzenie seksualne),

–  druga, zwana z francuskiego plateau,

–  trzecia, kulminacyjna, zwana orgazmem lub szczytowaniem,

–  czwarta, czyli etap odprężenia, spadku napięcia i relaksacji.

Dla naszych rozważań koniecznie trzeba wiedzieć, że najważniejsze znaczenie podczas stosunku ma pierwsza faza, bo to głównie od jej przebiegu zależy osiągnięcie orgazmu. Należy zdawać sobie sprawę od początku pożycia małżeńskiego, że dobre, zadowalające współżycie w decydującej mierze zależy od tego, czy małżonkowie osiągają tyle orgazmów podczas stosunków, ile daje im wystarczającą satysfakcję. Co do pozycji i technik seksualnych nie trzeba mieć zbyt dokładnej wiedzy, ponieważ należy pamiętać, aby znajomość formy nie przerosła treści, czyli przeżyć. Muszę jednak wyraźnie podkreślić, że wiedza i  doświadczenie seksualne zdobyte na etapie miłości romantycznej i narzeczeństwa, bez względu na ich skalę, nigdy nie będą wystarczające w małżeństwie. Tak jak będzie się zmieniać i rozwijać pożycie małżeńskie, powinna wzrastać wiedza i doświadczenie seksualne małżonków. Znajomość technik, pozycji i rodzaju stosunków seksualnych nie może nigdy zastępować instynktu, odruchów i emocji seksualnych pochodzących z głębi uczuć, serca i zapamiętania. Jeżeli tak się stanie, że technika i pozycje uprawiania seksu zdominują dążenia małżonków do osiągnięcia rozkoszy i satysfakcji ze spełnienia seksualnego, małżeńskie zbliżenia fizyczne staną się zimnym, mechanicznym rzemiosłem. Małżonkowie muszą mieć świadomość, że zdobywana wiedza i doświadczenie powinny służyć przede wszystkim jako środek do osiągania dwóch podstawowych celów współżycia seksualnego w małżeństwie:

–  jak największej i najczęstszej satysfakcji z każdego stosunku małżonków kończącego się przeżyciem orgazmu,

–  spłodzenia dziecka, czyli stworzenia potomstwa.

Wiedza o seksie, o technikach i pozycjach seksualnych, zarówno przed zawarciem małżeństwa, jak i w jego trakcie, powinna być wykorzystywana jako narzędzie do wyrażania pozytywnych przeżyć, emocji, odczuć podczas pełnego i wzajemnego oddania w każdym akcie miłosnym małżonków.

Seks w małżeństwie musi być przede wszystkim efektem i wyrazem panujących w małżeństwie nastrojów, uczucia serdeczności, czułości, wdzięczności i zrozumienia. Dlatego lepiej przestać poszukiwać i zawracać sobie głowę pozycjami i techniką współżycia, bo to nie one są najważniejsze w seksie małżeńskim. W dobrym związku, przepełnionym na co dzień ciepłem, radością życia, zaufaniem i bliskością, małżonkowie sami, w drodze wzajemnych doświadczeń seksualnych, powinni poznawać i dobierać odpowiadające im sposoby, techniki i pozycje współżycia, które będą dostarczać maksymalnej rozkoszy i satysfakcji seksualnej. Ta rada jest szczególnie ważna dla partnerów w pierwszych latach małżeństwa.

Czy marzenia, fascynacje, upodobania, potrzeby lub inne zachowania seksualne partnerów w związku małżeńskim są normalne?

Często i prawie każdego z nas nurtowały lub nadal nurtują pytania: Co jest dobre, a co złe w seksie?

Co jest grzechem, a co może być moralnie dozwolone? Jakie zachowania są zdrowe, a które wymagają leczenia? Które czynności są prawnie karalne, a które nie?

Najkrócej rzecz ujmując, chcemy wiedzieć, co w seksie jest normalne i nie zakłóca szczęścia małżeńskiego lub innego stałego związku. Jeszcze do dziś pobrzmiewają staroświeckie poglądy, zgodnie z którymi za nienormalne uważa się uprawianie seksu oralnego (z języka łacińskiego – ustnego), analnego (z języka łacińskiego – odbytniczego), i postrzeganie masturbacji jako niebezpiecznej dla zdrowia. Te przekonania nie znajdują żadnego uzasadnienia medycznego, prawnego, etycznego ani nawet religijnego.

Również za złe wychowawczo należy uznać głoszenie i wpajanie takich przekłamań dzieciom przez rodziców, a także, co się jeszcze zdarza, przez katechetów w nauczaniu religii. Dzisiaj ginekolodzy, seksuolodzy, psychoterapeuci, prawnicy jednoznacznie zaprzeczają szkodliwości praktyk seksu oralnego, analnego czy złemu wpływowi masturbacji. Słynni amerykańscy badacze problemów seksualnych, William Masters i Virginia Johnson, po 11 latach badań zakończonych wydaniem w latach 1966 i 1970 bestselleru Życie seksualne człowieka udowodnili fałszywość i bezpodstawność przestarzałego, stereotypowego myślenia o seksualności ludzi. Stwierdzili, że pojawiły się nowe techniki seksualne, nowe strefy erogenne, a także nowe oczekiwania i potrzeby współżycia seksualnego, które są naturalne i normalne w życiu każdego człowieka. Zaraz po nich w 1972 r. brytyjski lekarz naukowiec Alex Comfort wydał książkowy przewodnik Radość seksu. To w nim jednoznacznie stwierdził, że normalne jest każde zachowanie seksualne, które:

–  sprawia przyjemność obojgu partnerom,

–  nie wyrządza nikomu krzywdy,

–  nie wywołuje niepokoju,

–  nie ogranicza możliwości.

Alex Comfort wskazuje, że w normie seksualnej mieści się wszystko, co robią partnerzy dojrzali (w znaczeniu pełnoletni), na co jest obopólna zgoda, co daje zadowolenie seksualne i nie szkodzi ani kochankom, ani innym ludziom.

Należy także podkreślić, że masturbacja, jako jedno z bardzo częstych zachowań seksualnych, zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet, nie jest szkodliwa dla zdrowia, nie jest czynem niemoralnym ani grzechem. Co więcej, w podobny sposób do masturbacji partnerzy w związku mogą zaspokajać swoje i wspólne potrzeby czy upodobania, jeżeli daje im to zadowolenie.

Reasumując, nie istnieje żaden normatywny wzorzec zachowania seksualnego. Oznacza to, że o tym, jakie techniki, sposoby, pozycje i rodzaje stosunków seksualnych (oralny, analny, inne) będą stosowali partnerzy związku, decydują wyłącznie oni sami.

Inaczej należy traktować takie zachowania seksualne, jak uzależnienie od seksu, seksoholizm czy erotomanię. Wszystkie one świadczą o niezdolności do panowania nad swoimi impulsami seksualnymi, czyli utrzymania nad nimi kontroli. Takie powtarzające się zachowania można określić jako obsesję na punkcie seksualności. Jak każde uzależnienie, mogą dezorganizować nie tylko życie własne partnera, lecz przede wszystkim związek małżeński. W zależności od stopnia uzależnienia mogą wymagać stosownego leczenia.

Kto powinien przejawiać większą inicjatywę seksualną w małżeństwie: mąż czy żona?

W dawnym, stereotypowym i religijnym myśleniu powszechnie uznawano, że to mężczyzna (mąż) powinien zabiegać o względy kobiety (żony). Grzeszne byłoby, gdyby to „niewinna, słaba istota” ciągnęła mężczyznę do łóżka. Takie poczynania kobiet, żon, matek nazywano „moralnym wyuzdaniem”. Wraz z emancypacją i postępami na drodze do równouprawnienia kobiety osiągnęły także swobodę realizowania woli i praw w pożyciu seksualnym. Dzieje się tak nadal, głównie w kulturze społeczeństw zachodnich, amerykańskich i europejskich. W naszej polskiej rzeczywistości, w zależności od wychowania i stopnia świadomości społecznej, jeszcze bywa różnie z wiedzą seksualną. Między innymi z tego powodu wśród zakochanych i par małżeńskich krążą pytania o to, kto pierwszy powinien przejawiać inicjatywę w seksie. Właściwie odpowiedź powinna być oczywista dla samych partnerów, jeżeli łączy ich rzeczywiste poczucie bliskości, zaufanie i zrozumienie. Zakochanych partnerów nie powinien wstrzymywać ani staromodny stereotyp pierwszeństwa mężczyzny, ani obłudne poczucie wstydu.

          O satysfakcjonującym dla dwojga partnerów współżyciu seksualnym możemy mówić tylko wtedy, gdy oboje małżonkowie będą aktywni. Nie chodzi wyłącznie o obustronną aktywność co do inicjatywy, ale również o aktywność podczas całego aktu seksualnego. Aktywność w seksie to nie tylko zapoczątkowanie współżycia i to najlepiej przez męża, podczas gdy żona wyrazi milczącą, bierną zgodę lub wypowie: „Tak”, „Chcę”. Przecież oboje pragną czerpać z seksu jak najwięcej zadowolenia, a więc osiągnąć szczytowanie – orgazm. Nie można osiągnąć pełni szczęścia w seksie, biernie oddając swoje ciało. Tym wszystkim, którzy skarżą się, że w stosunkach seksualnych w małżeństwie nie osiągają orgazmu, radzę głęboko przemyśleć i samemu sobie udzielić odpowiedzi na pytania: Czy rzeczywiście aktywnie uczestniczyłam/uczestniczyłem w naszych przeżyciach seksualnych? Czy oddawałam/oddawałem się aktywnie ciałem, sercem, duszą i emocjami mojemu partnerowi (partnerce) w czasie całego aktu miłosnego, przejawiając inicjatywę? Wszyscy zgodnie twierdzą, że oddanie w miłości to kochać i być kochanym. Tak samo oddanie w stosunku seksualnym to dawanie i branie seksu, to dawanie swojego ciała i branie ciała partnera, to dawanie przeżycia seksualnego i branie go, to w końcu dawanie przyjemności po to, by ją otrzymać. Obustronna satysfakcja seksualna to aktywna gra wstępna obojga małżonków, to wzajemne pieszczoty, rozkosze, bezwiedne i zmysłowe szczytowanie zakończone gestami, rozmowami i wyciszeniem w poczuciu spełnionej bliskości.

Trzeba pamiętać, że pełnię zadowolenia z pożycia seksualnego w związku daje nie częstotliwość stosunków, lecz ich jakość, wyrażająca się także aktywnością seksualną obojga partnerów. Seks mniej cieszy, kiedy w stosunku seksualnym osiąga się wyłącznie własną przyjemność. Z jednej strony to bardzo dobrze, że każdy chce czuć zadowolenie i przyjemność z seksu, lecz takie rozumowanie jest samolubne. Nie ma w nim poczucia wzajemnej miłości i oddania, które dopiero rodzą pełnię satysfakcji seksualnej. Wiedz, Czytelniku, że złotym środkiem do trwałego zadowolenia seksualnego w małżeństwie jest zasada: „Dawaj seks, aby druga strona osiągała maksimum zadowolenia, nie zapominając o swojej przyjemności”. W seksie małżeńskim trudno za każdym razem osiągać obustronny orgazm. Może być tak, że dziś ja daję tobie, innym razem ty dajesz mnie pełnię zadowolenia.

Na koniec przypomnę tytułowe motto z rozdziału „O miłości”. Na czym polega spełnienie w miłości jako pierwszy z siedmiu warunków prawdziwego szczęścia? Jest nim wzajemne oddanie w miłości, czyli kochanie i bycie kochanym!

Co może utrudniać współżycie seksualne w małżeństwie, przeszkadzać mu, burzyć je lub niszczyć i jak temu przeciwdziałać?

Na początek bardzo ważna praktyczna rada. Wstępując w związek małżeński, każdy partner powinien sobie zadać pytanie: Czy mam jakieś kompleksy na tle swojej seksualności, złe przekonania, doświadczenia, poglądy i wątpliwości związane ze współżyciem seksualnym? Mogą to być przeszkody tkwiące w świadomości i podświadomości, które zostały wszczepione w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości. Mogą to być często głęboko skrywane małe i większe kompleksy. Uświadomienie sobie tego faktu, a następnie odpowiednie przeciwdziałanie, tam gdzie to jest potrzebne, jest bardzo ważne dla przebiegu pożycia seksualnego i szczęśliwego życia małżeńskiego. Te często fałszywe, niejednokrotnie bzdurne zakazy, kompleksy, ograniczenia czy nawet zabobonne groźby, niewyeliminowane zaraz na początku pożycia, mogą wytworzyć trwałą barierę psychiczną uniemożliwiającą normalne, swobodne, radosne, a przede wszystkim satysfakcjonujące współżycie seksualne.

Podam konkretne przykłady, które stały się powodem rozpadu małżeństw. W czasie procesu rozwodowego klientka z dość długim stażem małżeńskim wyznała, że do końca współżycia z mężem męczyło ją poczucie wstydu swoją nagością. Z tego powodu w stosunkach seksualnych czuła się onieśmielonym dawcą usługi seksualnej, nigdy bowiem nie mogła osiągnąć orgazmu, a starała się jakoś zaspokoić męża. Ten przy niej szczytował, ona natomiast dopiero w samotności bez skrępowania się zaspokajała, osiągając zadowolenie. Prawie wyłącznym dopuszczalnym przez nią miejscem i techniką seksu był stosunek w łóżku, w pozycji bocznej od tyłu, po ciemku lub w półmroku. Taka sytuacja trwała aż do rozpadu związku z innych przyczyn, które – jak się później okazało – miały związek z jej i męża niezadowoleniem ze współżycia, notabene zawinionym przede wszystkim przez nią. Kobieta przyznała, że temat wstydu przed nagością nigdy nie był przedmiotem rozmowy małżeńskiej.

W innym przypadku, także kończącym się rozwodem, mąż opisywał, że do współżycia seksualnego z żoną dochodziło tylko wtedy, kiedy była ona „na luzie”, pod wpływem alkoholu. Wielokrotnie próbował zbliżyć się do niej, gdy była trzeźwa, ale zawsze kończyło się to odmową i wyrzutami. Przypominam sobie z młodości głoszony dość często pogląd, chyba religijny, że ludzie powinni się kochać „po bożemu”, czyli tylko w łóżku, w pozycji leżącej, twarzą w twarz, przy czym mężczyzna powinien być na górze. Większość z nas w tamtych czasach była wręcz oduczana dążenia do bliskiego kontaktu z miejscami seksualnymi, w tym narządami płciowymi, a u kobiet nawet z piersiami.

Chcę Cię, Czytelniku, uspokoić. Przekazuję tylko oczywiste dziś prawdy w miejsce krążących do niedawna mitów dotyczących seksualności człowieka.

– Nie ma idealnego, praktycznego wzorca seksu małżeńskiego, nie może być zatem żadnej idealnej „pomocy seksualnej”. Stąd nie jest możliwe udzielenie trafnej porady o charakterze ogólnym, która będzie możliwa do zastosowania w każdym indywidualnym przypadku.

– Nie ma superidealnego pożycia seksualnego w małżeństwie trwającym przez całe życie. Tak jak w każdej dziedzinie życia, tak w seksie raz układa się dobrze lub bardzo dobrze, innym razem gorzej lub źle, co niejednokrotnie może oznaczać brak współżycia nawet przez dłuższy okres.

– Nieprawdą jest, że dla kobiet najważniejszy w seksie jest rozmiar męskiego członka, czas trwania stosunku i pokaz sprawności seksualnej. Z wielokrotnie powtarzanych badań wynika, że kobiety potrzebują zupełnie czego innego. Według nich najlepszy kochanek jest czuły, kocha partnerkę i jej ciało, a podczas zbliżenia stwarza możliwość osiągnięcia przez nią pełni zadowolenia w postaci orgazmu, niekoniecznie wielkością członka i różnorodnością pozycji i technik seksualnych.

– O dobrym pożyciu seksualnym nie świadczy wysoka częstotliwość stosunków, lecz ich jakość. Nie ma żadnych ogólnych reguł, dlatego najlepiej kochać się tak często, jak to sprawia przyjemność obu stronom. Brytyjski badacz Alex Comfort w swoim przewodniku Radość seksu wskazywał: „Strzeż się własnej obsesji na punkcie częstotliwości i nie słuchaj, co opowiadają »przyjaciele«”.

Co ma robić małżonek, jeżeli stwierdzi iż nie kocha partnera/kę? /

Chodzi o brak uczucia:

–  istniejący przed i po zawarciu związku małżeńskiego, którego partner jest świadomy,

–  uświadomiony przez partnera (partnerów) po zawarciu związku jako błąd,

–  wskutek wygaśnięcia uczucia miłości.

Ten fakt dość często jest trzymany głęboko w tajemnicy przez jednego lub oboje małżonków. Dzieje się tak dlatego, że partner czuje lęk przed skutkami ujawnienia tego przykrego faktu lub brakuje z jego strony szczerości i otwartości w asertywnej rozmowie. Takie zachowanie odbija się negatywnie na bliskości, a przede wszystkim na współżyciu seksualnym. Im dłużej ukrywany jest fakt braku miłości, tym coraz bardziej pogarsza się pożycie seksualne. Uważam, że jedynym dobrym wyjściem z sytuacji zawsze jest szczera, konkretna rozmowa, nawet wtedy, kiedy małżonek nie jest w 100% pewny braku miłości. Właśnie wtedy można jeszcze uratować, odbudować lub zrodzić znowu to uczucie. Brak rozmowy i pozorowanie bliskości, a co gorsza stosunków seksualnych, i tak nieuchronnie skończy się albo tragicznym życiem partnera w nieszczęśliwym związku małżeńskim, albo jego rozpadem i rozwodem. Wielokrotnie to stwierdziłem, prowadząc sprawy rozwodowe. Jeżeli zatem znajdziesz się w takiej sytuacji życiowej, Czytelniku, czego nikomu nie życzę, nie zwlekaj zbyt długo i podejmij odważnie działania.

 W pierwszej kolejności spokojnie i rozważnie utwierdź się:

–  czy jest tak, jak myślisz i czujesz?

–  co łączy Cię z partnerem?

–  czy to jest miłość, w której odnajdujesz siedem najważniejszych cech do jej istnienia, w tym satysfakcję ze współżycia seksualnego?

–  czy to „coś” da Ci zadowolenie w małżeństwie i rodzinie do końca życia na miarę Twojego szczęścia?

Bez względu na odpowiedź w drugiej kolejności powinieneś doprowadzić do decydującej rozmowy, jednej lub wielu.

ZAPAMIĘTAJ!

  1. Satysfakcjonujące współżycie seksualne to zjednoczenie cielesne dające pełne zaspokojenie seksualne wraz z osiągnięciem orgazmu, będące ukoronowaniem pozostałych (po zbliżeniu fizycznym) więzi łączących
  2. partnerów w stałym związku miłosnym, w tym przede wszystkim więzi uczuciowej (emocjonalnej), duchowej, i intelektualnej.
  3. Nie będzie pełni szczęścia w miłości oraz trwałego, stabilnego i zgodnego związku miłosnego bez satysfakcjonującego obie strony współżycia seksualnego. Tzw. białe małżeństwo jest pozbawione bliskości i więzi emocjonalnej, które są nierozerwalnie powiązane. Po prostu nie ma w nim pełnego oddania w miłości, a związek jest pusty.
  4. Seksualność w związku miłosnym jest głównym źródłem siły życiowej każdego partnera osobno i mocy twórczej związku miłosnego w każdej fazie życia, w miłości romantycznej, w okresie narzeczeństwa, w związku małżeńskim (konkubinacie), w rodzinie i w trzecim wieku.
  5. Zadowolenie ze współżycia seksualnego na każdym etapie i w każdym okresie trwania związku jest najlepszym motorem na drodze do realizacji celów życiowych. I odwrotnie – złe, niedające satysfakcji współżycie od chwili pełnego uświadomienia sobie tego faktu może być i często jest źródłem nieszczęść związku. Ratunkiem jest jak najwcześniejsza  terapia, podjęta wspólnie przez partnerów z pełną świadomością i zgodą.
  6. Spełnienia w miłości nie da się nigdy osiągnąć bez zadowolenia ze współżycia seksualnego z kochanym i kochającym partnerem.

DOPASOWANIE to najlepsza gwarancja wzajemnej miłości i zgodności w związku małżeńskim/ innym stałym.

Kategoria:książka , O miłości

Na czym powinno polegać dopasowanie w idealnym związku miłosnym?

Dopasowanie partnerów prawdziwej miłości to wzajemne dostosowanie się przede wszystkim pod względem:

–  cech charakteru (osobowości),

–  poziomu inteligencji (mądrości),

–  uznawanych przez partnerów wartości życiowych,

–  priorytetów i kolejności osiągania celów życiowych,

–  przekonań światopoglądowych, w tym religijnych,

–  seksualności,

–  zainteresowań.

Mówiąc o dopasowaniu w trwałym związku miłosnym, mam na myśli wszystkie fazy związku miłosnego. Muszę z całą mocą doświadczenia podkreślić, że o optymalnym dopasowaniu partnerów w związku decydują dwa pierwsze etapy, to jest miłość romantyczna oraz stały związek partnerski w małżeństwie lub konkubinacie. W tym okresie życia partnerzy kształtują swoje indywidualne cechy osobowości, a w przypadku kiedy zaczną tworzyć związek miłosny, kształtowanie stałych cech charakteru następuje wspólnie na drodze osiągania postawionych przez nich celów aktualnego i przyszłego losu związku. Natomiast w trzeciej fazie związku miłosnego, to jest miłości rodzinnej, następuje przede wszystkim kształtowanie bądź dostosowywanie własnych cech w kierunku niezbędnym do życia rodzinnego, w związku z urodzeniem, wychowywaniem i kształceniem dzieci.

Czwarta faza związku miłosnego, miłość trzeciego wieku, jest w zasadzie skutkiem i efektem wcześniejszego doboru oraz dopasowywania się partnerów głównie na etapie miłości romantycznej i małżeńskiej. Według mnie dobór i dopasowanie partnerów powinny być zakończone świadomą, indywidualną, a następnie wspólną oceną trafności doboru partnerów przed przejściem do stałego związku przez zawarcie małżeństwa (przejścia do życia w konkubinacie).

Jako prawnik specjalizujący się w sprawach rozwodowych chcę podkreślić, jak istotny wpływ na dobry związek małżeński ma właściwy dobór, czyli dopasowanie się partnerów. Posłużę się w tym celu jakże trafnym życiowo aforyzmem pisarki i publicystki Magdaleny Samozwaniec: „Najwięcej rozwodów jest dlatego, że ludzie się pobierają, a nie dobierają”.

Przechodząc do omówienia poszczególnych elementów dopasowania, wymienionych na początku, postaram się je przedstawić w aspekcie negatywnych skutków wynikających ze złego ich doboru przez partnerów. Gdy chodzi o osobowość partnera, czyli najważniejszy element dopasowania, zacznę od prostego pytania: czy można stworzyć zgodny i trwały dozgonnie związek dwojga choleryków o impulsywnym usposobieniu i nieprzejawiających cech ugodowości? Odpowiedź wydaje się dość oczywista – nie. Z doświadczenia zawodowego wiem, że zbyt zróżnicowany poziom inteligencji, chociażby tylko pod względem wykształcenia, często stanowił praprzyczynę rozpadu wielu związków małżeńskich i konkubinatów. Z kolei zastanówmy się, jak będzie wyglądał związek miłosny na przykład w fazie małżeńskiej lub rodzinnej, kiedy dla jednego partnera najwyższą wartością i celem życia będzie dobro rodziny i wychowanie dzieci, a dla drugiego kariera osobista i sława. Oczywiste wydaje się, że dla istnienia i rozwoju stałego związku wręcz konieczna jest zbieżność najważniejszych celów życiowych obojga partnerów.

Wyobraźmy sobie, jaki wpływ na zgodność i trwałość związku wywrzeć mogą odmienne przekonania światopoglądowe czy religijne partnerów, na przykład co do pochodzenia człowieka, wiary w Boga, a nawet w sprawie legalizacji homoseksualnych związków partnerskich. W jaki sposób tacy partnerzy związku rodzinnego będą wspólnie i zgodnie wychowywali bądź wpływali na wychowanie i kształcenie dzieci?

Zapewne łatwiej będzie nam ocenić wpływ na związek miłosny różnych zainteresowań partnerów związku. W tym zakresie głównie chodzi o dobór i dopasowanie się partnerów o skrajnie różnych zainteresowaniach, które w ocenie drugiego partnera mogą lub będą godzić w trwałość lub jedność związku miłosnego, przede wszystkim na etapie związku małżeńskiego (konkubinatu) i rodzinnego.

Sięgam do jednego przykładu z mojego doświadczenia zawodowego, kiedy istotną przyczyną rozkładu, a następnie rozwodu było wręcz obsesyjne zainteresowanie żony turystyką i podróżami przy wyraźnym domatorstwie męża. W tym przypadku mąż w podeszłym wieku, kiedy usamodzielniły się dzieci, zdecydował się rozejść w poszukiwaniu, jak to określił, bliskości i ciepła domowego ogniska.

Na zakończenie omawiania znaczenia dopasowania celowo pozostawiłem kwestię wpływu seksualności partnerów na zgodność, trwałość i pełnię związku miłosnego, i to na każdym etapie życia partnerów. Moim zdaniem kwestia dopasowania seksualnego jest jednym z bardzo istotnych elementów całego problemu współżycia seksualnego w związku miłosnym trwającym przez całe życie partnerów. Natomiast samo dopasowanie seksualne rozpoczyna się z reguły na etapie miłości romantycznej i ten okres ma decydujące znaczenie dla pozytywnego rozwoju pożycia seksualnego partnerów w dalszych fazach związku.

Jak wielu seksuologów, psychoterapeutów małżeństwa i rodziny, stoję na stanowisku, że złe doświadczenia seksualne z okresu miłości romantycznej oraz z początków miłości małżeńskiej, partnerskiej lub złe dopasowanie, a także niedostateczna wiedza o wpływie współżycia seksualnego na trwałość związku stanowią najczęściej występujące przyczyny rozpadów związków i rozwodów. Niestety, w naszej polskiej społeczności sprawy dotyczące seksu nadal są dość powszechnie uznawane za temat tabu, co w dużej mierze kładę na karb niewydolnej edukacji seksualnej, o czym będę mówił w rozdziale „O rodzicielstwie i wychowaniu”.

Czy jest uniwersalna recepta albo złoty środek na prawidłowy dobór i dopasowanie partnerów, aby mogli stworzyć stały i zgodny związek, który przetrwałby przez całe życie?

Niestety, nie ma i chyba nie może być takiej recepty ani sposobu, bo każdy człowiek to niepowtarzalna indywidualność o innym charakterze, o różnych potrzebach, wyznająca własne wartości, mająca swoje poglądy, zainteresowania, pasje, a także swoje wady. Kiedy na drodze życiowej spotkają się takie dwie różne indywidualności i „zaiskrzy” między nimi, pojawi się „chemia miłosnego zauroczenia”, to tylko one same, a nie żadna teoretyczna reguła, mogą się dobrać, dopasować, sprawdzić w jakimś niezbędnym czasie, by w końcu świadomie podjąć decyzję o stworzeniu stałego związku miłosnego.

Co istotne, proces dobierania i dopasowywania się partnerów powinien być przeprowadzony w świadomie i to w okresie niezbędnym do wspólnego ukształtowania cech, elementów i więzi łączących ich związek teraz i na przyszłość, aż do końca życia. Tym właściwym czasem jest okres narzeczeństwa, a szczególnie jego druga faza, nazwana przeze mnie „twórczym zaangażowaniem”. Mówiąc językiem praktycznym, każda para partnerów wspólnie i każdy partner indywidualnie powinni odnajdywać i sprawdzać swoje dopasowanie pod względem cech charakteru, poziomu inteligencji, wieku i doświadczenia, doboru uznawanych przez siebie wartości i celów życiowych, poglądów i zainteresowań.

W dzisiejszych czasach dyskusyjne jest jeszcze zagadnienie, chociaż głównie w społeczności chrześcijańskiej, czy młodzi partnerzy w narzeczeństwie powinni dopasowywać się we współżyciu seksualnym. Dla mnie, praktyka zawodowo zajmującego się przez wiele lat prawem rodzinnym i sprawami rozwodowymi, nie ma żadnych wątpliwości, że każdy młody człowiek przed utworzeniem stałego związku partnerskiego, a tym bardziej prawnie sformalizowanego jako małżeństwo, powinien sprawdzić się sam co do swojej seksualności (tożsamości, zdrowotności i potrzeb) oraz obowiązkowo (!) wspólnie z partnerem, czy ich pożycie seksualne może dać im satysfakcję dziś i w przyszłości, a przede wszystkim stwarzać możliwość założenia rodziny.

Jeżeli partnerzy w związku miłości romantycznej, w narzeczeństwie, nie dokonają świadomego doboru i nie sprawdzą dopasowania podobieństw cech osobowości i innych niezbędnych łączników do stałego związku bądź też sprawdzą tylko niektóre z nich albo – co gorsza – popełnią błąd zaufania, to ten bardzo ważny egzamin życiowy pozostaje im do zaliczenia już w małżeństwie lub konkubinacie. Niestety, dość często zdarza się i tak, że po przejściu z miłości romantycznej do stałego związku szybciej rodzi się dziecko, niż dokonuje się właściwy sprawdzian dopasowania partnerów. Wówczas błąd w doborze i dopasowaniu popełniony w okresie narzeczeństwa nabiera bardziej dramatycznych rozmiarów. Partner, który pierwszy doświadczy świadomości błędu w dopasowaniu, stanie przed podwójnym, jakże trudnym dylematem. Czy dla dobra dziecka po obu stronach związku są możliwe do podjęcia takie działania, które mogą uratować związek, a partnerzy widzą jego dalszy rozwój i przyszłość w następnej fazie związku, czyli w rodzinie? Czy świadomie i realnie stwierdzone przyczyny niedopasowania nie dadzą się usunąć bądź partner lub partnerzy nie mają woli ich usunięcia, w związku z czym ich związek nie ma żadnej przyszłości?

Na tle takiego przykładu proszę zwrócić uwagę, jak ważną rolę w trwałości bytu stałego związku partnerskiego odgrywa praktyczny dobór oraz dopasowanie zakochanych partnerów, który powinien być świadomie podsumowany i dokonany na końcowym etapie miłości romantycznej, przed podjęciem decyzji o przejściu w związek małżeński lub konkubinat.

A na czym polega dopasowanie w szczęśliwym związku małżeńskim?

Dopasowanie partnerów w związku małżeńskim lub innym stałym to wzajemne dostosowanie się przede wszystkim pod względem:

–  cech charakteru (osobowości),

–  poziomu inteligencji (mądrości),

–  uznawanych przez partnerów wartości życiowych,

–  priorytetów i kolejności osiągania celów życiowych,

–  przekonań światopoglądowych, w tym religijnych,

–  seksualności,

–  zainteresowań.

Mówiąc o dopasowaniu w małżeństwie jako trwałym związku miłosnym, mam na myśli wszystkie fazy związku miłosnego, w tym faza związku małżeńskiego. Muszę z całą mocą doświadczenia podkreślić, że o optymalnym dopasowaniu partnerów w związku decydują dwa pierwsze etapy, to jest miłość romantyczna oraz stały związek partnerski w małżeństwie lub konkubinacie. W tym okresie życia partnerzy kształtują swoje indywidualne cechy osobowości, a w przypadku kiedy zaczną tworzyć związek miłosny, kształtowanie stałych cech charakteru następuje wspólnie na drodze osiągania postawionych przez nich celów aktualnego i przyszłego losu związku. Natomiast w trzeciej fazie związku miłosnego, to jest miłości rodzinnej, następuje przede wszystkim kształtowanie bądź dostosowywanie własnych cech w kierunku niezbędnym do życia rodzinnego, w związku z urodzeniem, wychowywaniem i kształceniem dzieci. Czwarta faza związku miłosnego, miłość trzeciego wieku, jest w zasadzie skutkiem i efektem wcześniejszego doboru oraz dopasowywania się partnerów głównie na etapie miłości romantycznej i małżeńskiej. Według mnie dobór i dopasowanie partnerów powinny być zakończone świadomą, indywidualną, a następnie wspólną oceną trafności doboru partnerów przed przejściem do stałego związku przez zawarcie małżeństwa (przejścia do życia w konkubinacie). Jako prawnik specjalizujący się w sprawach rozwodowych chcę podkreślić, jak istotny wpływ na dobry związek małżeński ma właściwy dobór, czyli dopasowanie się partnerów. Posłużę się w tym celu jakże trafnym życiowo aforyzmem pisarki i publicystki Magdaleny Samozwaniec: „Najwięcej rozwodów jest dlatego, że ludzie się pobierają, a nie dobierają”.

Przechodząc do omówienia poszczególnych elementów dopasowania, wymienionych na początku, postaram się je przedstawić w aspekcie negatywnych skutków wynikających ze złego ich doboru przez partnerów. Gdy chodzi o osobowość partnera, czyli najważniejszy element dopasowania, zacznę od prostego pytania:

– czy można stworzyć zgodny i trwały dozgonnie związek dwojga choleryków o impulsywnym usposobieniu i nieprzejawiających cech ugodowości? Odpowiedź wydaje się dość oczywista – nie.

 Z doświadczenia zawodowego wiem, że zbyt zróżnicowany poziom inteligencji, chociażby tylko pod względem wykształcenia, często stanowił praprzyczynę rozpadu wielu związków małżeńskich i konkubinatów.

 Z kolei zastanówmy się, jak będzie wyglądał związek miłosny na przykład w fazie małżeńskiej lub rodzinnej, kiedy dla jednego partnera najwyższą wartością i celem życia będzie dobro rodziny i wychowanie dzieci, a dla drugiego kariera osobista i sława. Oczywiste wydaje się, że dla istnienia i rozwoju stałego związku wręcz konieczna jest zbieżność najważniejszych celów życiowych obojga partnerów.

Wyobraźmy sobie, jaki wpływ na zgodność i trwałość związku wywrzeć mogą odmienne przekonania światopoglądowe czy religijne partnerów, na przykład co do pochodzenia człowieka, wiary w Boga, a nawet w sprawie legalizacji homoseksualnych związków partnerskich. W jaki sposób tacy partnerzy związku rodzinnego będą wspólnie i zgodnie wychowywali bądź wpływali na wychowanie i kształcenie dzieci?

Zapewne łatwiej będzie nam ocenić wpływ na związek miłosny różnych zainteresowań partnerów związku. W tym zakresie głównie chodzi o dobór i dopasowanie się partnerów o skrajnie różnych zainteresowaniach, które w ocenie drugiego partnera mogą lub będą godzić w trwałość lub jedność związku miłosnego, przede wszystkim na etapie związku małżeńskiego (konkubinatu) i rodzinnego.

Sięgam do jednego przykładu z mojego doświadczenia zawodowego, kiedy istotną przyczyną rozkładu, a następnie rozwodu było wręcz obsesyjne zainteresowanie żony turystyką i podróżami przy wyraźnym domatorstwie męża. W tym przypadku mąż w podeszłym wieku, kiedy usamodzielniły się dzieci, zdecydował się rozejść w poszukiwaniu, jak to określił, bliskości i ciepła domowego ogniska.

Na zakończenie omawiania znaczenia dopasowania celowo pozostawiłem kwestię wpływu seksualności partnerów na zgodność, trwałość i pełnię związku miłosnego, i to na każdym etapie życia partnerów. Moim zdaniem kwestia dopasowania seksualnego jest jednym z bardzo istotnych elementów całego problemu współżycia seksualnego w związku miłosnym trwającym przez całe życie partnerów. Natomiast samo dopasowanie seksualne rozpoczyna się z reguły na etapie miłości romantycznej i ten okres ma decydujące znaczenie dla pozytywnego rozwoju pożycia seksualnego partnerów w dalszych fazach związku.

Jak wielu seksuologów, psychoterapeutów małżeństwa i rodziny, stoję na stanowisku, że złe doświadczenia seksualne z okresu miłości romantycznej oraz z początków miłości małżeńskiej, partnerskiej lub złe dopasowanie, a także niedostateczna wiedza o wpływie współżycia seksualnego na trwałość związku stanowią najczęściej występujące przyczyny rozpadów związków i rozwodów. Niestety, w naszej polskiej społeczności sprawy dotyczące seksu nadal są dość powszechnie uznawane za temat tabu, co w dużej mierze kładę na karb niewydolnej edukacji seksualnej, o czym będę mówił w rozdziale „O rodzicielstwie i wychowaniu”.

Czy jest uniwersalna recepta albo złoty środek na prawidłowy dobór i dopasowanie partnerów, aby mogli stworzyć stały i zgodny związek, który przetrwałby przez całe życie?

Niestety, nie ma i chyba nie może być takiej recepty ani sposobu, bo każdy człowiek to niepowtarzalna indywidualność o innym charakterze, o różnych potrzebach, wyznająca własne wartości, mająca swoje poglądy, zainteresowania, pasje, a także swoje wady. Kiedy na drodze życiowej spotkają się takie dwie różne indywidualności i „zaiskrzy” między nimi, pojawi się „chemia miłosnego zauroczenia”, to tylko one same, a nie żadna teoretyczna reguła, mogą się dobrać, dopasować, sprawdzić w jakimś niezbędnym czasie, by w końcu świadomie podjąć decyzję o stworzeniu stałego związku miłosnego.

Co istotne, proces dobierania i dopasowywania się partnerów powinien być przeprowadzony w świadomie i to w okresie niezbędnym do wspólnego ukształtowania cech, elementów i więzi łączących ich związek teraz i na przyszłość, aż do końca życia. Tym właściwym czasem jest okres narzeczeństwa, a szczególnie jego druga faza, nazwana przeze mnie „twórczym zaangażowaniem”. Mówiąc językiem praktycznym, każda para partnerów wspólnie i każdy partner indywidualnie powinni odnajdywać i sprawdzać swoje dopasowanie pod względem cech charakteru, poziomu inteligencji, wieku i doświadczenia, doboru uznawanych przez siebie wartości i celów życiowych, poglądów i zainteresowań.

W dzisiejszych czasach dyskusyjne jest jeszcze zagadnienie, chociaż głównie w społeczności chrześcijańskiej, czy młodzi partnerzy w narzeczeństwie powinni dopasowywać się we współżyciu seksualnym. Dla mnie, praktyka zawodowo zajmującego się przez wiele lat prawem rodzinnym i sprawami rozwodowymi, nie ma żadnych wątpliwości, że każdy młody człowiek przed utworzeniem stałego związku partnerskiego, a tym bardziej prawnie sformalizowanego jako małżeństwo, powinien sprawdzić się sam co do swojej seksualności (tożsamości, zdrowotności i potrzeb) oraz obowiązkowo (!) wspólnie z partnerem, czy ich pożycie seksualne może dać im satysfakcję dziś i w przyszłości, a przede wszystkim stwarzać możliwość założenia rodziny.

Jeżeli partnerzy w związku miłości romantycznej, w narzeczeństwie, nie dokonają świadomego doboru i nie sprawdzą dopasowania podobieństw cech osobowości i innych niezbędnych łączników do stałego związku bądź też sprawdzą tylko niektóre z nich albo – co gorsza – popełnią błąd zaufania, to ten bardzo ważny egzamin życiowy pozostaje im do zaliczenia już w małżeństwie lub konkubinacie. Niestety, dość często zdarza się i tak, że po przejściu z miłości romantycznej do stałego związku szybciej rodzi się dziecko, niż dokonuje się właściwy sprawdzian dopasowania partnerów. Wówczas błąd w doborze i dopasowaniu popełniony w okresie narzeczeństwa nabiera bardziej dramatycznych rozmiarów. Partner, który pierwszy doświadczy świadomości błędu w dopasowaniu, stanie przed podwójnym, jakże trudnym dylematem. Czy dla dobra dziecka po obu stronach związku są możliwe do podjęcia takie działania, które mogą uratować związek, a partnerzy widzą jego dalszy rozwój i przyszłość w następnej fazie związku, czyli w rodzinie? Czy świadomie i realnie stwierdzone przyczyny niedopasowania nie dadzą się usunąć bądź partner lub partnerzy nie mają woli ich usunięcia, w związku z czym ich związek nie ma żadnej przyszłości?

Na tle takiego przykładu proszę zwrócić uwagę, jak ważną rolę w trwałości bytu stałego związku partnerskiego odgrywa praktyczny dobór oraz dopasowanie zakochanych partnerów, który powinien być świadomie podsumowany i dokonany na końcowym etapie miłości romantycznej, przed podjęciem decyzji o przejściu w związek małżeński lub konkubinat

ZAPAMIĘTAJ!

1.Dobór i dopasowanie partnerów w związku miłosnym jest według mnie drugim po bliskości podstawowym i koniecznym warunkiem istnienia stałego, zgodnego i trwającego całe życie związku partnerskiego.

2. Wzorcowy, stały i zgodny związek miłosny, aby mógł przetrwać przez całe życie, powinien być dobrany i dopasowany przede wszystkim pod względem:

–  cech charakteru gwarantujących zgodność współdziałania dla dobra i przyszłości związku partnerskiego,

–  poziomu inteligencji (mądrości) stanowiącego płaszczyznę porozumienia oraz umożliwiającego samorealizację partnerów i rozwój związku,

–  uznawanych wartości, priorytetów i kolejności realizacji celów życiowych,

–  wieku, stanu zdrowia oraz seksualności partnerów, które to czynniki mogą zapewnić stabilność, pełnię życia i długotrwałość związku miłosnego,

–  podobieństwa przekonań światopoglądowych, religijnych i zainteresowań.

3. Dobór i dopasowanie się partnerów w stały, zgodny i trwały związek miłosny powinny nastąpić już w czasie trwania narzeczeństwa, czyli w fazie miłości romantycznej. Decyzja partnerów o zawiązaniu stałego związku partnerskiego w formie małżeństwa lub konkubinatu powinna być podjęta świadomie, po realnej ocenie własnej i wspólnej partnerów stopnia dopasowania w zakresie podstawowych warunków koniecznych do istnienia zgodnego i trwałego związku.

4. W przypadku stwierdzenia niewłaściwego doboru lub niepełnego dopasowania po zawarciu małżeństwa (stworzeniu stałego związku w konkubinacie) partner lub partnerzy nie powinni przechodzić nad tym do porządku dziennego na zasadzie pogodzenia się: „samo się ułoży”, „jakoś to będzie”, „czas sam rozwiąże”. Konieczne jest wówczas rozważne, wspólne i asertywne podjęcie alternatywnej decyzji:

–  o dodatkowej próbie dopasowania pod kątem zmiany lub dostosowania tych cech, które uznali za niezgodne, niepełne lub których brak, wyznaczając sobie dogodny czas; to rozwiązanie polecam szczególnie z uwagi na swoje doświadczenie zawodowe związane z postępowaniem pojednawczym i mediacyjnym w sprawach rozwodowych,

–  o kulturalnym rozstaniu, mając na względzie mile spędzony okres miłości romantycznej.


ZAUFANIE to główne ogniwo łączące partnerów w związku małżeńskim /innym stałym.

Kategoria:książka , O miłości

Na czym ma polegać zaufanie w dozgonnym związku dwojga kochających się ludzi?

Zaufanie w stałym związku miłosnym to przeświadczenie graniczące z pewnością, że partnerowi można pod każdym względem wierzyć i ufać oraz że nie zawiedzie on w żadnej sytuacji życiowej, jeśli nie przekroczy to jego możliwości psychofizycznych. Mówiąc bardziej konkretnie, w życiu takie przeświadczenie powinno wynikać z poznania partnera, przebywania z nim i z przeżytego wspólnie okresu.

W szczególności powinno to oznaczać, że partner:

–  nigdy nie zdradzi, gdyż jest dziś i będzie zawsze wierny, a takie przeświadczenie płynie z dotychczasowego okresu trwania związku oraz wynika ono z jego cech charakteru,

–  nie oszukuje i nie będzie nigdy oszukiwał w przyszłości, o czym przekonano się osobiście,

–  jest szczery, otwarty, wierzy i ufa, mówi o tym wprost, a druga strona to czuje i jest o tym przekonana,

–  jest w pełni uczciwy, rzetelny, sumienny, co budzi zaufanie i daje wiarę w trwałość i zgodność związku miłosnego,

–  nie zawiedzie i nie naruszy pokładanego w nim zaufania,

–  jest godny tego, by powierzyć mu nawet najgłębsze tajemnice i rozmawiać z nim o każdej dużej i małej sprawie osobistej, której nie można powiedzieć nikomu innemu,

–  jest odpowiedzialny za siebie, za słowa i czyny, a także poczuwa się do odpowiedzialności za drugą stronę związku i przyszłą rodzinę.

Czy jest możliwe istnienie zgodnego związku miłosnego dwojga ludzi, trwającego do końca życia, bez wzajemnego zaufania albo z ograniczonym zaufaniem?

Wyobraź sobie, Czytelniku, możliwość istnienia stałego, zgodnego i trwałego związku, w którym nastąpiła zdrada partnera, i to nawet tylko jeden raz. Czy nawet po wybaczeniu nie pozostanie trwały cień braku pełnego zaufania w psychice drugiego partnera? Ależ tak!  U jednego być może trwa krócej i istnieje realna możliwość odzyskania zaufania (pytanie tylko, czy w pełni). U innego współpartnera trwa to dłużej. Wówczas dość często zdarza się, że ta jedna zdrada staje się początkiem końca miłości i z upływem czasu powoduje rozpad związku. W przypadku małżeństwa sprawa kończy się rozwodem.

– Czy może funkcjonować zgodnie i przez całe życie partnerów związek miłosny, w którym partner kłamie, oszukuje lub, mówiąc łagodnie, często zwodzi drugiego partnera?

– Albo też czy można budować stały związek, a potem rozwijać go w rodzinę, skoro wiadomo, że partner jest nieobowiązkowy, niesumienny i nieodpowiedzialny?

– Jak można budować w idealnym związku miłosnym bliskość, szczerość, otwartość, bezpieczeństwo, zgodność i trwałość związku bez zaufania i wiary w drugiego partnera?

– Nie można budować stałego i zgodnego związku miłosnego bez zaufania, gdyż jest to fundament, bez którego ta budowla wcześniej czy później runie.

– Nie będzie też nigdy zgody i szczęścia w związku mającym trwać przez całe życie, jeżeli partnerzy będą mieli do siebie tylko ograniczone zaufanie. W takim związku wcześniej czy później zaczną się zrywać kolejne podstawowe więzi, od których zależy związek, takie jak: ekonomiczno-finansowa, uczuciowo-emocjonalna, wspólnota wartości i celów życiowych, a w końcu pożycie seksualne.

       Moim zdaniem, popartym doświadczeniem wynikającym z bardzo wielu spraw rozwodowych, najważniejsze znaczenie mają doznania partnerów wyniesione z odpowiednio długiego okresu narzeczeństwa, czyli z miłości romantycznej.

– Czy na podstawie wspólnie spędzonych chwil, dni, tygodni, miesięcy w dotychczasowym romantycznym związku miłosnym można stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, że ma się pełne zaufanie do partnera?

Za tym pytaniem ciśnie się kolejne: jak oceniać, sprawdzać, czy można mieć pełne zaufanie do partnera, aby mieć gwarancję, że nasz stały związek będzie stały, zgodny i trwał przez całe życie? Generalnie trzeba wyrobić sobie własne kryterium oceny, aby na jego podstawie uzyskać pewność, że partner rzeczywiście kocha z pełnym oddaniem, i to bez cienia wątpliwości, że tylko jest mu beztrosko, dobrze i wygodnie, albo że w jakimś celu udaje bądź ma nieszczere zamiary.

       Jeżeli nosisz się, Czytelniku, z zamiarem stworzenia stałego związku z danym partnerem, to aby sprawdzić, czy macie wobec siebie wzajemne zaufanie, musisz bardziej realnie, „na trzeźwo” znaleźć pozytywną lub negatywną odpowiedź na pytania, czy rzeczywiście łączą Was podstawowe kryteria zaufania konieczne do istnienia miłosnego związku na całe życie.

       Ze swojej praktyki zawodowej i doświadczenia życiowego proponuję następujące kryteria oceny istnienia zaufania w związku miłosnym przed podjęciem decyzji o wejściu w stały związek małżeński lub konkubinat:

– Czy na tym etapie narzeczeństwa mogę wierzyć partnerowi, że nigdy mnie nie zdradzi?

– Czy mój partner zawsze mówi prawdę i jest wobec mnie otwarty i szczery?

– Czy mogę mu powierzyć wszystkie moje, nawet najskrytsze, tajemnice i on ich nie zdradzi i nigdy nie wykorzysta, na przykład przeciwko mnie w jakichś sytuacjach spornych, kryzysowych itp.?

– Czy już mogę zaufać partnerowi i wierzyć, że zapewni bezpieczeństwo naszemu związkowi, a w przyszłości rodzinie i dzieciom?

– Czy partner jest odpowiedzialny za siebie, za swoje słowa, czyny oraz czy może i będzie przejmować odpowiedzialność za związek i rodzinę?

– Czy, ogólnie rzecz biorąc, mój partner nie wyrządzi w przyszłości jakiejkolwiek krzywdy mnie i rodzinie?

– Czy partner nie przyniesie nigdy wstydu naszemu związkowi i rodzinie?

Jak postępować w związku małżeńskim, aby partnerzy darzyli siebie pełnym zaufaniem? Co o nim decyduje w związku?

Związek małżeński i inny stały, jak konkubinat, podobnie jak uprzedni związek miłosny w narzeczeństwie, musi opierać się co najmniej na tych samych cechach, które decydowały o doborze partnerów. Przypomnę, że te siedem cech to: bliskość, dopasowanie, zaufanie, seksualność, wierność, komunikatywność oraz optymizm (pozytywne myślenie).

Wyobraź sobie, Czytelniku, że szczęście małżeńskie to łańcuch siedmiu ogniw, którymi są te cechy, warunki konieczne do stworzenia wzorowego, szczęśliwego małżeństwa (konkubinatu). Co się z nim stanie, jeżeli zabraknie jednego ogniwa zwanego zaufaniem? Łańcuch się rozpadnie. Tak też stanie się ze szczęściem małżeńskim – po prostu pryśnie. W małżeństwie zacznie panować niepewność co do zgodności, stałości i trwałości związku małżeńskiego. Nie powinno zawierać się związku małżeńskiego ani wchodzić w konkubinat, w sytuacji kiedy partner lub oboje partnerów nie mają do siebie zaufania. Takie stanowcze zalecenie opieram na wieloletnim doświadczeniu wyniesionym z procesów sądowych w sprawach rozwodowych i rodzinnych. Mimo to nie przekreślam wiary partnerów tkwiących w takich związkach, będących jeszcze przed decyzją o małżeństwie, w budowę pełnego zaufania do swoich partnerów. Po prostu w okresie narzeczeństwa trzeba świadomie i wspólnie podjąć decyzję o przeprowadzeniu próby zbudowania lub odzyskania zaufania. Przestrzegam, aby tego okresu próby nie przenosić do małżeństwa, w myśl całkowicie błędnego stwierdzenia: „Po ślubie on/ona się zmieni”. Decyzja o zawarciu małżeństwa ze świadomością istnienia problemu w postaci braku pełnego zaufania tylko doraźnie zamiata problem pod dywan i usypia czujność partnerów aż do przykrego przebudzenia ze spóźnionym pytaniem: Czy tak dalej można żyć? W konsekwencji może się to skończyć tragicznie, rozpadem związku. Jeszcze gorzej, kiedy na świecie będzie już dziecko.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w małżeństwie, do którego partnerzy weszli z zaufaniem, jednak w trakcie pożycia któreś je utraciło. Tu węzeł prawny małżeństwa oraz nowy, trwały stan faktyczny, na przykład dobro małoletnich dzieci, wspólne mieszkanie, nie pozwalają małżonkom na podejmowanie szybkiej, jednoznacznej decyzji o rozstaniu przez rozwód z powodu utraty zaufania.

Przypomnę ogólnie, na czym polega zaufanie, o którym pisałem w rozdziale „O miłości”. Jest to przeświadczenie graniczące z pewnością, że można wierzyć i ufać małżonkowi (małżonce) pod każdym względem oraz że nie zawiedzie on (ona) w każdej sytuacji, jeżeli nie przekracza to jego możliwości.

Spróbuję praktycznie wskazać, jakie względy życiowe i inne decydują o zaufaniu, jego braku lub utracie. Opierając się na wieloletnim doświadczeniu zawodowym w sprawach rozwodowych, twierdzę, że:

Najważniejszą wartością tworzącą zaufanie jest wierność. I odwrotnie – najgorszą negatywną przyczyną decydującą o całkowitej utracie zaufania jest niewierność. Zdrada małżeńska jest najczęstszą, pierwotną przyczyną rozpadu małżeństw i rozwodów. Mamy zatem pierwszą odpowiedź o kluczowym znaczeniu dla zgodności i trwałości małżeństwa na pytanie, co robić, aby nie stracić zaufania. Być przez całe życie wiernym. Mimo że w dzisiejszym świecie wierność, szczególnie męska, nie jest w modzie, to jednak właśnie ta cecha ma decydujące znaczenie dla trwałości małżeństwa i każdego innego związku partnerskiego. Zdrada małżeńska, nawet wybaczona, rzekomo zapomniana, pozostaje na całe życie w podświadomości drugiego małżonka. Partner zdradzony niczym kierowca jedzie przez życie z ograniczonym zaufaniem, a zdradzający albo żyje przytłoczony poczuciem winy, albo ciągle oczekuje na jakąś niespodziankę w rewanżu. Taki stan obojga małżonków jest wynikiem podważonego, nadszarpniętego zaufania.

Na drugim miejscu spośród najważniejszych elementów budujących zaufanie w małżeństwie stawiam uczciwość rozumianą jako prawość, sprawiedliwość w postępowaniu obojga małżonków. Jej przeciwieństwem jest oszustwo w związku małżeńskim. Zwracam od razu uwagę, że chodzi tu o dosłownie i rzeczywiście pojęte oszustwo, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Zazwyczaj polega ono na świadomym wprowadzaniu w błąd współmałżonka w celu uzyskania jakiejś własnej korzyści. Z doświadczenia zawodowego wiem, że najczęściej całkowitą utratę zaufania powoduje oszukiwanie w celach materialnych, pieniężnych, wywołujące uszczerbek finansowy małżeństwa lub rodziny. Może to wynikać na przykład z nadużywania alkoholu przez drugiego małżonka i poszukiwania źródeł sfinansowania zakupu używek.

Na trzecim miejscu według mojej hierarchii ważności cech tworzących zaufanie w związku małżeńskim znajdują się prawdomówność i szczerość małżonków. Uważam, że te dwie cechy w dość oczywisty sposób wpływają na funkcjonowanie każdego związku partnerskiego, jego zgodność, stałość i trwałość. Przeciwieństwem prawdomówności i szczerości, rujnującym stopniowo związek małżeński, jest kłamstwo. W odróżnieniu od oszustwa, które dokonywane jest dla jakiejś korzyści i może być przestępstwem, kłamstwo w małżeństwie jest świadomym wprowadzeniem w błąd drugiego małżonka w celu ukrycia jakiejś prawdy, niekoniecznie związanej z korzyścią materialną. Nie można przeżyć w związku małżeńskim całego życia z kłamczuchem i udawać, że taki związek jest szczęśliwy. Czy małżeństwo oparte na kłamstwach jednego lub dwojga partnerów może być wzorowym związkiem? Oczywiście, że nie, skoro brak w nim prawdy. Stare życiowe porzekadło głosi: „Lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwa”. Tak też powinno być w małżeństwie. Małżonkowie powinni przyjąć i stale przestrzegać jako swoje credo życiowe praktycznej zasady postępowania: Zbłądziłem, skrzywdziłem, zgrzeszyłem czy zrobiłem źle w małżeństwie żonie, mężowi, dzieciom, ale nie będę tego ukrywał, kłamał, będę dzielił się tą gorzką prawdą z osobą, którą wybrałem na dobre i na złe, na całe życie. Ta pozorna słabość w przyznaniu się do prawdy stanie się siłą wzajemnego zaufania. Ponadto trzeba pamiętać i uważać, że jedno udane kłamstwo otwiera drogę do dalszych, a te przeradzają się w nawyk. Złe nawyki mogą przejąć dzieci jako podświadomy wzorzec do naśladowania.

Zaufanie to także wiara i ufność w sumienność i odpowiedzialność partnera w skrupulatnym wykonywaniu obowiązków małżeńskich, rodzinnych, zawodowych, tych ważnych i codziennych. Sumienność i odpowiedzialność to według mnie kolejne cechy budujące wzajemne zaufanie w małżeństwie. Rzetelność, solidność, dokładność i terminowość (punktualność) nie tylko dają pewność i zaufanie, lecz także gwarantują uporządkowane i spokojne życie małżeńskie i rodzinne. Wystarczy tylko wyobrazić sobie, jak wygląda przyszłość małżeństwa i rodziny przy nieodpowiedzialnym, niesolidnym i nierzetelnym partnerze. Te wyraziste negatywne cechy powinny już być ewidentne na etapie sprawdzania się i doboru partnerów w okresie narzeczeństwa i miłości romantycznej, w drugiej jej fazie zwanej przeze mnie twórczym zaangażowaniem.

Można by jeszcze dodać wiele innych cech, które mają wpływ na wzajemne zaufanie partnerów w małżeństwie. Ograniczę się jednak tylko do czterech wymienionych wyżej, których brak lub nadszarpnięcie powoduje utratę zaufania. Trzeba więc robić wszystko, aby partner był przeświadczony i przekonany, że można Ci wierzyć, Czytelniku, i ufać jak samemu sobie. Oczywiście pod warunkiem, że Twój partner wierzy w siebie.

ZAPAMIĘTAJ!

– Zaufanie i wiara w partnera to podstawa stałego, zgodnego i dozgonnego związku, to fundamenty domu rodzinnego. Ich brak od początku związku lub utrata w trakcie zwiastuje niechybnie, że zawali się wymarzony gmach miłości romantycznej.

– Okres miłości romantycznej, narzeczeństwa, jest właściwym i najlepszym czasem na sprawdzenie wiarygodności partnera i ocenę zaufania, podobnie jak innych jego cech niezbędnych do zbudowania stałego i zgodnego związku miłosnego na całe życie.

– Jeżeli w miłości romantycznej u partnera brak jednego z istotnych elementów budujących zaufanie, jak na przykład niewierność, fałszywość, nieszczerość, brak otwartości, niewiarygodność, niepewność, nieodpowiedzialność lub innych, nie należy starać się budować stałego, zgodnego i trwałego związku z taką osobą.

– Utrata zaufania z powodu niewierności w stałym związku miłosnym partnerskim, małżeńskim, rodzinie burzy na długo lub niszczy w całości związek, doprowadzając go do rozpadu i rozwodu. Próba odbudowy zaufania utraconego wskutek zdrady partnera jest trudna, a prawie niemożliwa w przypadku zastosowania jawnej metody kontroli, sprawdzania zaufania. W takim przypadku najlepszym rozwiązaniem pozostaje wybaczenie i udzielenie ponownie kredytu zaufania oraz ponowna ocena po upływie niezbędnego okresu przebywania razem.

– Nie można budować stałego i zgodnego związku miłosnego bez zaufania, ponieważ jest to fundament, bez którego dozgonny związek wcześniej czy później runie. Nie będzie też zgody i szczęścia w związku mającym trwać przez całe życie, jeżeli będzie w nim tylko ograniczone zaufanie do partnera.


BLISKOŚĆ to najlepszy wskaźnik miłości w związku małżeński/innym stałym

Kategoria:książka , O miłości

Co oznacza bliskość we wzorowym związku miłosnym?

Najprościej i najkrócej można powiedzieć, że bliskość to poczucie stałej potrzeby bezpośredniego obcowania z ukochaną osobą, partnerem w związku. W idealnym związku miłosnym powinna ona przybierać wszystkie postaci: emocjonalną, intelektualną i fizyczną. Przy okazji zwracam uwagę, że w związku miłosnym uczuciowym (emocjonalnym) nie musi występować więź ekonomiczna, jak w kolejnych fazach związku miłosnego, to jest w związku małżeńskim (stałym partnerskim – konkubinacie), rodzinnym i związku trzeciego wieku. Oznacza to, że bliskość z ukochaną osobą powinna polegać na pełnej akceptacji i zadowoleniu z bezpośredniej styczności partnerów wszystkimi zmysłami, czyli wzrokiem, dotykiem, słuchem, węchem, smakiem, a także szóstym zmysłem, czyli zdolnością wyczuwania oznak niezauważalnych (intuicją, wyjątkową wrażliwością, empatią i telepatią).

Bliskość polega na kontakcie, i to kontakcie szczególnego rodzaju, będącym wynikiem pełnej więzi uczuciowej między dwiema kochającymi się osobami. Ten wyjątkowy kontakt polega na tym, że z pełną szczerością i zaufaniem powierzyłbyś, Czytelniku, partnerowi wszystkie tajemnice i zamiary swojego serca. To tak jakbyś rozmawiał ze sobą. Jest to zdolność do rozumienia i współprzeżywania emocji, uczuć, pragnień, trosk, kłopotów i różnych innych zachowań partnera w związku. W życiu codziennym potrzeba bliskości dwojga kochających się partnerów powinna wyrażać się w bezpośredniości kontaktów, bliskiej styczności, szczerych i otwartych rozmowach, czułości i serdeczności, szacunku i życzliwości. Słowem, między partnerami nie może być żadnego dystansu fizycznego ani psychicznego. Stała potrzeba bliskości powinna być także wynikiem zadowolenia z codziennej, bezpośredniej styczności i kontaktów z kochanym partnerem.

W potocznym rozumieniu tę emocjonalną potrzebę bliskości nazywamy „chemią”, która łączy partnerów związku miłosnego. Pod tym określeniem kryje się istota bliskości, czyli silna świadoma i podświadoma potrzeba bycia z kochaną osobą, odczuwana z głębi serca, myśli i ducha. Jednym z najistotniejszych elementów bliskości w związku miłosnym (partnerskim) jest pożądanie seksualne jako jedna z postaci bliskości fizycznej. Według seksuologów pełna bliskość seksualna jest wynikiem rozkoszowania się seksem, a pełną satysfakcję seksualną można osiągnąć dzięki wszystkim zmysłom lub każdemu z osobna.

Jak powinna wyglądać bliskość we wzorowym małżeństwie?

Poczucie bliskości to najlepszy wskaźnik szczęścia małżeńskiego. Trzeba zatem robić wszystko, aby w Twoim związku małżeńskim, Czytelniku, zagościło na stałe wzajemne poczucie bliskości. Brak bliskości to istotna przeszkoda do zawarcia małżeństwa i tworzenia jakiegokolwiek stałego związku partnerskiego. Z kolei jej postępujący zanik jest bardzo ważnym symptomem rozkładu małżeństwa. Niemożność lub niechęć usunięcia tej przeszkody w związku moim zdaniem prowadzi niechybnie do jego całkowitego rozpadu.

Jak wcześniej wspomniałem, uczucie miłości jest nierozerwalnie związane z bliskością i odwrotnie, bez bliskości emocjonalnej nie może istnieć prawdziwa miłość. Logiczną i praktyczną konsekwencją tego faktu jest wniosek, że nie może być szczęśliwego małżeństwa bez miłości.

Bliskość intelektualna to równy, zbliżony lub odpowiedni dla partnerów ich poziom „mądrości” dający gwarancję wzajemnej komunikacji, zrozumienia, czyli zgodnego, szczęśliwego i trwałego małżeństwa. Praktycznym przykładem braku bliskości intelektualnej między małżonkami lub partnerami stałego związku jest stwierdzenie jednego z nich: „Nie chcę, nie lubię z tobą rozmawiać, przebywać, bo nie wiem, o co ci chodzi, bo się nie rozumiemy”. Bliskość fizyczna to codzienne pożycie partnerów wyrażające się w bezpośredniej styczności, kontaktach, a przede wszystkim we współżyciu fizycznym (seksualnym).

W tym miejscu muszę przypomnieć, że w zasadzie kwestia istnienia bliskości między partnerami powinna być już definitywnie rozstrzygnięta na etapie narzeczeństwa i miłości romantycznej jako warunek konieczny istnienia miłości przed zawarciem małżeństwa. W tym kategorycznym twierdzeniu chodzi o to, by już na etapie narzeczeństwa partnerzy doszli indywidualnie do wniosku, że odczuwają właściwie rozumianą bliskość. W związku małżeńskim powinna być ona już tylko podtrzymywana i wzmacniana. Rzadziej zdarza się, że utracona bliskość może być skutecznie przywracana na nowo na przykład po zdradzie partnera lub w przypadku jej wygaśnięcia z innych przyczyn.

Jak powinni postępować współmałżonkowie (partnerzy stałego związku), aby do końca trwania związku małżeńskiego utrzymywać bliskość emocjonalną?

Bliskość uczuciowa to wspólne, intymne przeżywanie uczuć, emocji, wrażeń, uniesień, zmartwień i odczuwania innych zdarzeń powstających w życiu dwojga osób, których łączy stały związek partnerski (małżeński, konkubinat czy inny stały).

Radzę już na wstępie przyjąć, że drogę do bliskości z ukochaną osobą należy rozpocząć od siebie. Najpierw odsłoń się, Czytelniku, ze swoim uczuciem wobec ukochanej osoby, ujawnij emocje. Bądź prawdziwy, autentyczny, otwarty, szczery. Odrzuć maskę, pokaż otwartą twarz i bądź sobą. Ujawnij rzeczywiste swoje pragnienia, marzenia wobec ukochanej osoby. Jeśli takiego Ciebie będzie postrzegać na co dzień Twoja żona (mąż), to nie pozostanie jej (jemu) nic innego, jak dostosować się do Twojej autentyczności, prawdziwości myślenia i postępowania. Staniecie się sobie bliżsi! Jeśli tak się nie stanie, otrzymasz sygnał, że istnieje potrzeba zastanowienia się, co jest z Waszą bliskością. Przecież wszyscy tęsknimy za kimś, przed kim będziemy mogli się otworzyć, wyżalić, „wyspowiadać”, czasem zrzucić kamień z serca, z kim wspólnie przeżywa się sukcesy i skacze z radości, bez żadnych zahamowań.

Jeśli boisz się otworzyć przed partnerem w związku, Czytelniku, zapewne masz ku temu jakieś powody. Zastanów się, co to jest. Czy warto je zamykać w sobie kosztem pełnej bliskości i narażania się na brak zaufania ze strony partnera? Chyba nie chcesz być samotny ze swoimi problemami i uciekać przed bliską osobą w chwilach naturalnej słabości? Zerwij wszelkie blokady i wewnętrzne bariery. Pozbądź się narzuconych nakazów, zakazów i przesądów przejętych od rodziców, nauczycieli, ze starych tradycji społecznych, z religii i kultury mijających wieków. Twoje obawy i lęki przed uzewnętrznieniem się przed osobą, którą przecież kochasz i wybrałeś na dobre i na złe, są zupełnie nieuzasadnione. Jeśli nie wierzysz mi teraz, to w sprzyjających okolicznościach spytaj współmałżonka wprost: czy chciałby znać Twoje najskrytsze myśli, ukryte pragnienia, twoje tajemnice? Czy dzieliłby z Tobą problemy, nawet te, których rozwiązanie jest zależne wyłącznie od Ciebie?

Przede wszystkim zawsze bądź szczery wobec swojego wewnętrznego głosu, Czytelniku, słuchaj swojego serca i nie kieruj się głosem innych w intymnych sprawach dotyczących Was i Waszego związku.

Tego, jakie znaczenie ma bliskość uczuciowa i jej utrzymanie przez całe życie w małżeństwie, doświadczysz osobiście u schyłku życia. Już dziś, idąc ulicą, w parku na spacerze przyjrzyj się, jak pięknie i kojąco wygląda para staruszków czule szepczących i trzymających się za ręce.

Co mają robić małżonkowie (partnerzy związku stałego), aby osiągnąć bliskość intelektualną, utrzymywać ją do końca życia i umiejętnie wykorzystywać do osiągania najważniejszych wartości na drodze do prawdziwego szczęścia?

Więź intelektualna to odpowiedni dla partnerów w stałym związku (małżeństwie, konkubinacie) „poziom mądrości”. To stwierdzenie brzmi zbyt ogólnie i teoretycznie. Z praktycznego punktu widzenia chodzi o poziom wiedzy nabytej i co najmniej otrzymanej przez partnerów przez naukę, praktykę i doświadczenie oraz umiejętność jej wykorzystywania. To właśnie ten odpowiedni poziom mądrości ma dać partnerom związku bliskość intelektualną, która ma ich łączyć, jednoczyć i ułatwiać podejmowanie decyzji. Na początek muszę przypomnieć, że to, czy partnerzy są dopasowani pod względem poziomu intelektualnego, a więc wiedzy rozumianej jako „mądrość”, powinno zostać przez nich rozstrzygnięte przed zawarciem związku małżeńskiego. Jeżeli jednak tak się nie stało, to jest oczywistym błędem popełnionym na etapie miłości romantycznej w narzeczeństwie. Partnerzy powinni go jak najszybciej wyeliminować po zawarciu małżeństwa i stwierdzeniu niedopasowania pod względem intelektualnym. To jest niezwykle trudna decyzja, bo wstydliwa i przykra, kiedy przekazujemy zakochanemu partnerowi sygnał o jego za niskim poziomie intelektualnym. Trzeba ją podejmować rozważnie, z wyczuciem. Przede wszystkim ma to być niewymuszona decyzja zainteresowanego partnera, a następnie wspólna małżeńska. Rozmaicie może wyglądać kwestia bliskości intelektualnej w czasie trwania małżeństwa przez całe wspólne życie. Osobiście na gruncie zawodowym poznałem sytuacje, które stawały się jedną z ważnych przyczyn rozwodu. Jedna z nich to przykład negatywny, którego należy unikać. Małżonek, człowiek z wyższym wykształceniem specjalistycznym, niepracujący w wyuczonym zawodzie, z różnych innych przyczyn przestał w ogóle interesować się jakąkolwiek dziedziną wiedzy, nawet innej zawodowej. Nie czytał i nie słuchał prawie żadnych informacji bieżących o świecie, o życiu, choćby innych ludzi. Po prostu zamknął się w sobie. W tym małżeństwie nastąpiła utrata poczucia bliskości intelektualnej, niestety bezpowrotnie – z tej i innych przyczyn małżeństwo się rozpadło, a sąd orzekł rozwód.

Inny przykład. Zakochani młodzi ludzie, on technik protetyk (od sztucznego uzupełniania uzębienia), ona po studiach z zakresu organizacji i zarządzania, po trzyletniej burzliwej miłości romantycznej zawarli związek małżeński. Mąż w ciągu kilku lat, jako dobry, znany na tym rynku usług specjalista, niemal całkowicie poświęcił się pracy zawodowej, uzyskując coraz to wyższe dochody dla dobra małżeństwa. Żona w tym czasie systematycznie podnosiła i doskonaliła swoje kwalifikacje. Dostrzegali to przełożeni i promowali ją tak, że po pięciu latach z inspektora w dziale organizacyjno-prawnym awansowała na stanowisko zastępcy dyrektora dość dużej firmy. Przez kolejne 20 lat małżeństwa każdy z partnerów znakomicie wykonywał swoje cele zawodowe, poświęcając na nie prawie w całości życie prywatne. Z tego też względu (tak tłumaczyli oboje) małżonkowie nie mieli żadnych wspólnych zainteresowań intelektualnych, kulturalnych, rozrywkowych. Ponadto mąż, przebywając ciągle w swojej pracowni, poza domem, przestał interesować się światem zewnętrznym, tym, co się dzieje w kraju, na świecie, a nawet w najbliższym otoczeniu. Żona podczas jednego z częstych wyjazdów służbowych poznała mężczyznę, który, jak później stwierdziła, dawał jej poczucie wspólnoty intelektualnej, to, czego nie czuła przez tyle lat życia z mężem. Podczas procesu rozwodowego wyznała prawie wprost, że w ich małżeństwie nie było od dawna żadnej bliskości, w tym emocjonalnej i intelektualnej. Od początku zabrakło czasu na wspólne, „prywatne” życie emocjonalne, intelektualne, w tym zaspokajanie potrzeb kulturalnych, rozrywkowych, relaks i wypoczynek. Prawda też tkwiła w zaniechaniu przez męża własnego rozwoju osobistego, braku chęci dorównania aspiracjom osobistym i rozwojowi intelektualnemu żony. Na tych i podobnych praktycznych przykładach odpowiadam na pytanie, co robić, aby w małżeństwie wciąż istniała więź intelektualna.

Trzeba przez cały czas trwania małżeństwa mieć i stale utrzymywać taki poziom wiedzy, który będzie stanowić wspólną płaszczyznę porozumienia, rozmów, przeżyć i emocji. Ma on łączyć małżonków w codziennym życiu i dawać poczucie bliskości. Może to być wiedza fachowa, zawodowa albo życiowa, wynikająca z pogłębiania wiedzy już zdobytej podczas nauki, z nowo pozyskanej w ramach osobistego rozwoju oraz z doświadczeń własnych i innych.

Trzeba ze światem iść do przodu. Każdy partner związku powinien żyć i rozwijać się intelektualnie, a nie pozostawać w tyle za postępem cywilizacyjnym. Powinien być żądny nowej wiedzy, informacji, wiadomości. Należy czytać i słuchać. Pogłębiać swoją wiedzę, a tym samym mądrość życiową. Interesować się tym, czym żyje partnerka (partner), co przeżywa, czym się interesuje. Trzeba zawsze pamiętać, że świat idzie do przodu z postępem cywilizacyjnym. Kiedy człowiek stanie na pewnym etapie zdobytej wiedzy i mądrości, oznaczać będzie, że wraz z upływem czasu pozostaje zacofany, coraz bardziej w tyle za innymi, w tym za partnerem i innymi członkami rodziny.

Jeżeli jeden partner widzi i uważa, że drugi zapada w marazm intelektualny i może dojść do utraty bliskości w tym zakresie, nie może czekać. Powinien, a wręcz dla dobra małżeństwa musi, podjąć odpowiednią inicjatywę, a następnie pomocne działania dla zachowania bliskości intelektualnej na wyrównanym poziomie intelektualnym. Znaleźć nowe bądź pobudzić dotychczasowe zainteresowania intelektualne partnera. Przecież małżonkowie powinni się wspierać i pomagać sobie, tak jak przyrzekali, zawierając małżeństwo na dobre i na złe.

Jak powinni postępować współmałżonkowie (partnerzy stałego związku), aby łączyła ich bliskość fizyczna do końca życia?

Jak wskazywałem w rozdziale o miłości, bliskość fizyczna powinna wyrażać się w bezpośredniości kontaktów, bliskiej styczności, co oznacza, że między partnerami nie może być dystansu fizycznego. Szczególnie ważnym elementem tej bliskości jest współżycie. Skoro podstawą faktyczną istnienia dobrego małżeństwa jest miłość, to oznacza, że nie może być mowy o szczęśliwym małżeństwie bez współżycia seksualnego, opartego na pełnej bliskości, w tym fizycznej, emocjonalnej i intelektualnej. Zwracam uwagę, że mówię o szczęśliwym małżeństwie i pełnej bliskości w tych trzech postaciach.

Myślę, że w początkowym okresie małżeństwa pożądanie seksualne nie wygaśnie samo przez się przez kilka, a nawet kilkanaście lat. Oczywiście pod warunkiem, że takie fizyczne pragnienie istniało w okresie narzeczeństwa, a miłość była nie tylko romantyczna, ale głęboka i trwała. W tym też okresie najczęściej małżonkom się wydaje, że nie ma potrzeby podejmowania jakichkolwiek kroków dla utrzymania lub podtrzymania współżycia seksualnego. I to jest pierwszy błąd – przekonanie, że po zawarciu związku małżeńskiego nadal istnieje i będzie trwać takie samo poczucie bliskości fizycznej w małżeństwie jak w czasie miłości romantycznej. Szczególnie, kiedy wkroczyły w nowe życie związku miłosnego realia życia małżeńskiego, gdy w związku z tym coraz częściej do małżeństwa wkrada się brak czasu na uniesienia miłosne lub odczuwa się zmęczenie i chęć odpoczynku.

Pamiętaj, Czytelniku, że nie można liczyć na ciągłość i taką samą intensywność seksualną w żadnym stałym związku. Bliskość wynikająca ze wspólnego zamieszkiwania, wspólnego łoża, wspólnego spożywania posiłków, wspólnego spędzania czasu, a później ze wspólnego wychowywania dzieci nie zawsze pozwala na trwałą namiętność seksualną. Z upływem czasu coraz częściej namiętne pożądanie i seks stawać się będzie zaspokajaniem popędu.

Wiedząc o tym, współżycie seksualne w małżeństwie urozmaicaj, uatrakcyjniaj i wzbogacaj. O tym będę pisał w części poświęconej satysfakcjonującemu współżyciu seksualnemu.

Bliskość fizyczna, oprócz pożycia seksualnego, to gama bezpośrednich kontaktów wyrażana za pomocą wszystkich zmysłów: dotyku, wzroku, węchu, słuchu, smaku. Trudno zresztą sobie nawet wyobrazić satysfakcjonujące współżycie seksualne małżonków bez wykorzystywania któregoś lub wielu zmysłów. Jednak pożycie małżeńskie to nie tylko seks. To przede wszystkim codzienny bezpośredni kontakt dwojga ludzi, którzy mają żyć i zaspokajać swoje potrzeby oraz realizować wspólne i osobiste cele życiowe. Czy jest to możliwe bez bezpośrednich kontaktów, bez rozmów w zasięgu wzroku i słuchu? Wniosek może być tylko jeden: bez takiej bliskości fizycznej nie można tworzyć szczęśliwego związku. Nie można realizować celów małżeństwa, rodziny i osobistych bez rozmów, wspólnego rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji twarzą w twarz. Myślę, że każdy wie już, co trzeba robić i jak postępować, aby w związku istniała bliskość fizyczna do końca życia. Niemniej spróbujmy razem uporządkować przynajmniej podstawowe zasady postępowania.

Pamiętaj, Czytelniku, by co dzień szczerze okazywać miłość, emocje, uczucia i swoje przywiązanie w bezpośredni sposób i poprzez fizyczny kontakt. Możesz to czynić przez przytulanie, obejmowanie, dotykanie, pieszczenie, całowanie, uśmiech, przyjazne gesty i mimikę ciała. Bardzo dobrym przykładem jest wyrażanie podziwu i uznania dla partnera słowem i gestem przynajmniej raz dziennie.

Najbardziej powszechnym i sprawdzonym sposobem na nawiązanie i utrzymanie bliskości fizycznej jest szczera, otwarta i kulturalna rozmowa. O umiejętności prowadzenia rozmów w związku będę pisał w dalszej części tego rozdziału.

Czyń wszystko, co możesz, Czytelniku, aby twój małżonek miał jak największą satysfakcję ze współżycia seksualnego. To ona jest najważniejszym ogniwem bliskości fizycznej. Każdy przejaw braku satysfakcji seksualnej powinien być sygnałem alarmowym dla drugiego małżonka o zagrożeniu bliskości w związku, a co za tym idzie – o początkach rozkładu małżeństwa.

Jeżeli masz obawy, lęki, opory, blokady wewnętrzne przed pełną bliskością wobec małżonka, wyniesione z dzieciństwa lub młodości, od rodziców, nauczycieli, otoczenia, środowiska czy religijne, pozbądź się ich. One są mniej ważne niż Twoja miłość, Twoje szczęście małżeńskie, Wasza przyszłość do końca życia. Nie warto tego stracić dla kilku chwil rzekomej słabości płynącej z całkowitego otwarcia się przed ukochaną osobą.

Kończąc temat bliskości w małżeństwie, muszę wyraźnie podkreślić, że nie oznacza ona idealnej zgodności i jedności we wszystkich sferach życia małżeńskiego. Każdy z małżonków zachowuje swoją odrębność, swój indywidualizm, charakter i osobowość. Bliskość nie oznacza także idealnego porozumienia w każdej domowej sprawie. Natomiast każdy z małżonków, zachowując swoje zdanie, poglądy, powinien dążyć do optymalnej zgodności i jedności w działaniu na wspólną rzecz, jaką jest szczęście małżeńskie. Żadne małżeństwo, żaden związek partnerski nie będą szczęśliwe, gdy chociaż jeden partner nie ma poczucia bliskości ze swojej strony lub nie odczuwa bliskości drugiego partnera.

ZAPAMIĘTAJ!

– Bliskość to szeroko rozumiane poczucie stałej potrzeby obcowania z partnerem przez utrzymywanie więzi emocjonalnej (uczuciowej), intelektualnej, fizycznej (współżycie seksualne) oraz ekonomicznej (prowadzenie gospodarstwa domowego).

– Potrzeba bliskości jest według mnie pierwszym, koniecznym i najważniejszym warunkiem istnienia stałego, zgodnego związku miłosnego dwojga ludzi. Jest to podstawowa przesłanka, dzięki której związek może przetrwać przez całe życie partnerów.

– Niewskazane jest, by w stały związek łączyła się osoba nieodczuwająca potrzeby bliskości z partnerem pod jakimkolwiek względem, w jakiejkolwiek postaci lub jakimkolwiek organem zmysłu. Dotyczy to także człowieka nieakceptującego lub tolerującego na siłę choćby jeden aspekt osobowości partnera lub jakikolwiek pojedynczy rodzaj styczności, którymkolwiek zmysłem (dotykiem, węchem, wzrokiem, słuchem itp.).

– Pierwszym ważnym objawem rodzącego się kryzysu w związku jest pojawienie się potrzeby samotności, „uwolnienia się” od partnera. Zbagatelizowanie tego objawu z czasem może powodować narastanie ochoty przebywania w samotności, a tym samym powolne zrywanie więzi bliskości.

– Przeszkodą w uzyskaniu pełnej satysfakcji seksualnej są często ograniczenia bliskości fizycznej wynikające z wewnętrznych zahamowań partnera spowodowanych rozmaitymi przyczynami, jak: nieśmiałość, wstyd, wychowanie rodzinne, religijność lub inne. Stąd do osiągnięcia pełnej bliskości fizycznej, satysfakcji seksualnej i trwałości związku ten problem powinien być wspólnie przełamany i rozwiązany.