?>

Małżeństwo czy konkubinat? Który związek jest lepszy dla dobra dwojga ludzi do szczęśliwego życia?

Jakby na przekór temu co pisałem w poprzednim artykule na temat prokreacji – rozmnażania się, czyli boskiego celu i sensu życia człowieka, GUS ogłosił „zapaść demograficzną Polski „

                       Największe szczęście prawdziwej miłości

I podał, że:

zaledwie 305 tys. dzieci urodziło się w Polsce w 2022 r.  To o ponad 26 tys. mniej niż w 2021 r. i najmniej w powojennej historii. Liczba urodzeń stopniowo spada od 2018 r.;

• pod koniec 2021 roku w Polsce istniało 8 mln 759 tys. małżeństw. To o ponad 100 tys. mniej niż rok wcześniej. Ponad połowa to małżeństwa wyznaniowe;

 pomimo stałego wzrostu liczby urodzeń ze związków nieformalnych, nadal spośród przychodzących co roku na świat dzieci prawie 3/4 rodzi się w małżeństwach;

 ponad połowa dzieci rodzi się w okresie pierwszych trzech latach trwania małżeństwa.

Ta wstępna informacja GUS na początek 2023 roku sprowokowała mnie do zabrania głosu w sprawie coraz częściej pojawiającego się pytania:

 W jakim związku można lepiej realizować swoje cele życiowe na drodze do prawdziwego szczęścia?

W małżeństwie konkordatowym lub cywilnym ?

Czy w nieformalnym konkubinacie?

Przypomnę definicja szczęścia, którą jako twórca bloga.szczesliwi.pl i autor książki „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście – proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”, udowadniam od wielu lat.

„ Prawdziwe szczęście to pełnia życia, dająca wielkie zadowolenie z osiągnięcia najważniejszych wartości wybranych za sens i cel życia, polegające na:

– oddaniu we wzajemnej miłości;

– spełnieniu w małżeństwie-związku partnerskim,

– posiadaniu dziecka (dzieci),

– dobrym wychowaniu i odpowiednim wykształceniu dziecka ( dzieci)

– spełnieniu w szczęśliwej rodzinie,

– satysfakcji z pracy zawodowej,

– samorealizacji, poprzez twórcze życie i bezinteresownym czynieniu dobra. „

Otóż w polskim społeczeństwie na temat, co jest lepsze małżeństwo czy konkubinat, zdania są podzielone!

Jak podaje GUS w procesach tworzenia rodzin następuje trend niekorzystny – liczba nowo zawieranych małżeństw pozostaje od 2013 roku na poziomie poniżej 200 tys. rocznie. W 2021 roku zarejestrowano 168 tys. nowych związków. Najwięcej w tym stuleciu – 258 tys. – odnotowano w 2008 roku.

W mojej wieloletniej praktyce zawodowego prawnika, prowadzącego wiele procesów rozwodowych, stosunkowo często rozwodzący się małżonkowie, powątpiewali w „ sens” instytucji małżeńskiej. Nieco inaczej twierdzili małżonkowie głęboko wierzący, szczególnie Ci którzy wbrew własnej woli, z wniosku współmałżonka/ki,  byli uczestnikami kościelnego postępowania o unieważnienie małżeństwa kościelnego ( Kościół katolicki nie dopuszcza rozwodów).

Na początek trzeba stwierdzić, że liczba rozwodów w naszym kraju od kilku lat utrzymuje się na poziomie około 60 – 65 tysięcy rocznie. Rozwodów w miastach jest prawie trzykrotnie więcej niż na wsi, a w przypadku separacji –aż dwukrotnie. Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą średnio około 14 lat.

Spróbujmy przyjrzeć się dylematowi co jest lepsze, od strony trwałości i zgodności związku formalnego i nieformalnego, który tworzy fundament budowy rodziny i ciągłości potomstwa.

Co utrzymuje trwałość związku małżeńskiego ?

Więzi materialne: wspólność majątkowa, w tym posiadane dobra majątkowe wyższego rzędu, jak nieruchomości gruntowe, dom, mieszkanie, samochód i.t.p., zadłużenie kredytowe lub inne.

Więź gospodarcza – wspólne zamieszkiwanie, wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego

Więź biologiczna jaką stanowią wspólne dzieci i ich dobro teraźniejsze i przyszłe.

Trwałe i pozytywne więzi uczuciowe, emocjonalne, przyzwyczajenie. To ostatnie głównie w małżeństwach dojrzałych, po przeżytych kryzysach, bądź starszego wieku partnerów.

Więzi ekstremalne powstające w rozpadającym się związku jak przymus fizyczny lub psychiczny i strach małżonka.

No i (znane z mojego podwórka zawodowego) uciążliwe, długotrwałe i często kosztowne, sądowe postępowanie rozwodowe i podziałowe wspólnego majątku małżeńskiego.

A co utrzymuje trwałość związku partnerskiego typu konkubinat:

Najpierw ustalmy co to jest konkubinat, bowiem samo pojęcie ma w naszym kraju znaczenie pejoratywne, a więc coś, co jest pełne negatywnego wydźwięku, nadające na zewnątrz ciemny odcień.

W istocie konkubinat (łac. concubinatus od com- „współ-” i cubare „leżeć”, leżeć ze sobą”) , to kohabitacja – nieformalny związek dwóch osób, pozostających w pożyciu, bez usankcjonowania w świetle prawa jako małżeństwa. Z praktyki orzecznictwa sądowego wiadomo, że konkubinaty traktowane są jako związki, w których trudno ustalić powiązanie stosunków osobistych z majątkowymi przy jednoczesnym istnieniu więzi fizycznej i wspólnym mieszkaniu.

Co zatem może przemawiać aby konkubinat jako związek nieformalny był lepszy od małżeństwa, trwalszy i dawał bądź stwarzał możliwości osiągnięcia więcej szczęścia niż prawnie zawarte małżeństwo?

Przecież nie więzi materialne, bo nie ma w nim małżeńskiej wspólności majątkowej, a wszystko co formalno-prawnie nabędą konkubenci co najwyżej będzie cywilną współwłasnością.

W związkach partnerskich w których nie ma dzieci, nie występuje przemoc i strach przed odejściem gnębionej partnerki /partnera, a zdarzają się i takie/, w rzeczywistości istniej możliwość łatwego rozstania. I to jest minus dla trwałości. Co więcej, łatwość rozstania się konkubentów stwarza możliwość popełnienia życiowego błędu poprzez odejście partnera/partnerki/ pod wpływem chwilowych negatywnych emocji, na przykład wskutek gwałtownej kłótni, dłużej trwającego konfliktu, czy kryzysu, czasem „wspartego” przez bliskich.

 A może paradoksalnie na korzyść trwałości związku nieformalnego przemawia teoretyczna łatwość rozstania partnerów, skoro nie wiąże ich formalny związek małżeński i nie muszą przeprowadzać uciążliwego rozwodu? I ta „łatwiejsza możliwość odejścia partnera/ki/„ jest barierą ochronną właśnie trwałości związku, bo drugi partner jest tego świadomy i się obawia rozstania „ w każdej chwili”.

Z praktyki znam i takie rzekome plusy rozstających się konkubentów.

Nareszcie jestem wolna/wolny/?!

Czy to westchnienie najczęściej doświadczane bezpośrednio po odejściu od partnera/ki/ w konkubinacie oznacza, że chce już na zawsze być singlem żyjącym w samotności?

 Oczywiście, że nie! Jak pokazuje życie dalsze życie chodzi o błędne rozumienie wolności w związku dwojga ludzi , w istocie chcących realizować wspólne cele życiowe, w tym założenie rodziny, posiadanie i wychowanie dziecka.

Zatem, czy są jakieś inne argumenty, podstawy, więzi, które by decydująco przechylały szalę na korzyść związku małżeńskiego lub konkubinatu?

Z mojej praktyki zawodowej, a także własnego doświadczenia życiowego (trzy związki małżeńskie i powrót do życia w konkubinacie z trzecią żoną) mogę wysnuć następujący wniosek:

Trwałość, zgodność, dobre życie i szczęście w związku dwojga ludzi nie zależy od jego oprawy formalno-prawnej, czy wyznaniowej.

Szczęście dwoje ludzi, osiąganie wyznaczonych celów, stworzenie szczęśliwej rodziny, spełnienie marzeń, można z powodzeniem realizować zarówno w związku małżeńskim jak i w konkubinacie.

Jest jednak jeden najważniejszy warunek konieczny do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, który musi (sic!) być spełniony w każdym z tych związków.

     Tym niezbędnym warunkiem osiągnięcia szczęścia jest najważniejsza więź jaka powinna występować w każdym związku.

    Ta więź to prawdziwa miłość partnerów, na przestrzeni całego ich życia.

Nie jest ona taka sama przez czas trwania związku, i tak:

    W pierwszym okresie życia związku jest to:

 Miłość emocjonalna, z wzajemnym oddaniem:

                                                                  • • •

W rozkwicie, czyli najlepszym okresie dobrego związku będzie to:

Miłość twórcza, rodzicielska ( macierzyńska, matczyna, ojcowska)

                                                        • • •

W wieku dojrzałym winna to być:

 Miłość uwieczniona przyzwyczajeniem,

                                                                • • •

I dalej do końca życia partnera/ki, winno to być:

przyzwyczajenie z uczuciowym przywiązaniem w jesieni życia.

Od takiej miłości, na kolejnych etapach wspólnego życia, a nie od formy prawnej zależy trwałość, zgodność, dobre życie i szczęście związku partnerskiego !!!

Tak więc, moim zdaniem, dylemat która forma związku jest lepsza, formalne małżeństwo cywilne – wyznaniowe, czy nieformalny konkubinat, nie powinien być najważniejszym problemem dla jego szczęśliwego, trwałego i zgodnego życia.

Oczywiście pod warunkiem, że jego podstawową więzią będzie prawdziwa miłość, o jakiej mowa wyżej, na poszczególnych etapach życia związku.

                          ( Łączy nas miłość a nie obrączki prawa )

Bronisław     luty 2023 r.                                                           


Jak, w dzisiejszych, trudnych czasach, osiągnąć szczęście w małżeństwie? A jednak jest to możliwe!

Kto byłby w dzisiejszych trudnych czasach lepszym premierem dla dobra Polaków, TUSK czy Kaczyński? – Spytał mnie z „ głupia frant ” Jan, emeryt – sąsiad działkowicz, prosty, uczciwy człowiek, szukający odpowiedzi jak dalej żyć . „ Bo tak właściwie czym się oni różnią” – dodał na koniec ”.

Muszę przyznać, że nie umiałem udzielić mu rzetelnej, racjonalnej odpowiedzi i długą chwilę zastanawiałem się, który z nich ma lepsze podstawy faktyczne do rządzenia krajem w taki sposób, aby żyło nam się lepiej, a Polacy byli szczęśliwsi.

Jako że prowadzę blog o szczęściu i dużo wiem, z praktyki zawodowego prawnika, w tym w sprawach rozwodowych, jakie najważniejsze wartości mogą dać człowiekowi szczęśliwe życie, spróbowałem Janowi naświetlić mój punkt widzenia, który z nich miałby większe szanse uszczęśliwić życie rodakom.

„TUSK ma dużą wiedzę teoretyczną i praktyczna, wynikającą z dotąd zajmowanych stanowisk w kraju i w Unii Europejskiej. Ma duże doświadczenie życiowe, jest żonaty, ma dzieci, rodzinę, zatem wie na czym polega miłość, małżeństwo, życie rodzinne, posiadanie i wychowanie dzieci.

KACZYŃSKI ma bardzo dużą wiedzę teoretyczną, być może nawet większą niż TUSK, ale jest to wiedza specjalistyczna, politologiczna. Niestety nie ma doświadczenia życiowego, które niezbędne jest do szczęścia każdego człowieka, a właśnie takie doświadczenie jest wręcz konieczne do uszczęśliwiania ludzi poprzez rządzenie krajem i narodem. Nie ma żony, partnerki życiowej i trudno przyjąć, że wie na czym polega miłość do ukochanej partnerki. Z tego co publicznie wiem, nie doświadczył życia we dwoje w żadnym związku małżeńskim ani partnerskim. Skoro nie ma dzieci, nie stworzył rodziny, to skąd może praktycznie wiedzieć o  miłości, szczęściu małżeńskim i rodzinnym.

No tak, to prawda – krótko skwitował moje porównanie sąsiad działkowicz.

Kiedy wieczorem siadłem do kolacji wspólnie z moją partnerką, byłą żoną (po sześciu latach rozstania po rozwodzie), z pokorą pomyślałem jak dobrze mieć obok kobietę, którą się kocha i na czym – tak na prawdę – polega szczęście w związku małżeńskim lub partnerskim stałym.

Stąd w dzisiejszym poście postaram się przedstawić mój punkt widzenia na szczęście w związku, oczywiście mając na uwadze własne doświadczenie i wnioski z popełnianych błędów, nie tylko moich, ale wielu mężczyzn i kobiet, których poznałem w trakcie procesów rozwodowych

Na początek przypomnę, że w poprzednim artykule ( z czerwca 2022 ), „ Czy jesteś na dobrej drodze do prawdziwego szczęścia?,  poddałem pod dyskusję zawsze gorący temat: „ Jak to jest z miłością na drodze do szczęścia każdego człowieka ?

Na koniec obiecałem czytelnikom bloga, że w kolejnych artykułach będziemy rozważać pozostałe, najważniejsze, wartości życiowe składające się na nasze prawdziwe szczęście, czyli pełnię życia.

Skoro zatem poznaliśmy już na czym polega oddanie w miłości z wzajemnością i  sam związek miłosny, to dziś  w naturalnej kolejności, będziemy szukać odpowiedzi na pytanie:

Na  czym polega szczęście w  związku małżeńskim, a także w stałym związku partnerskim np. typu konkubinat ?

A mając już tę dodatkową wiedzę i wzorzec szczęśliwego małżeństwa, każdy może poszukiwać praktycznej odpowiedzi jak to jest /było, lub powinno być/ z moim związkiem małżeńskim -partnerskim!

Będzie to jednak trudne, ale nie niemożliwe! Co więcej może się okazać, że niektórym z nas bardzo potrzebne!!!

A to dlatego, że aktualnie żyjemy w niezwykle ciężkich czasach i to nie tylko w naszym kraju. Nierówna wojna w Ukrainie, gdzie dyktatura Putina próbuje odrodzić antydemokratyczne rządy i zagraża wszystkim postępowym siłom na świecie, w tym innym narodom, właśnie na drodze do dobrobytu i szczęśliwego życia, czyli dobrostanu.

Ponieważ naszym celem jest próba sprawdzenia się każdego z nas: 

Czy jestem na właściwej drodze do swojego prawdziwego szczęścia,     

  dlatego podobnie jak poprzednio przy omawianiu  prawdziwej miłości, spróbujmy najpierw zastanowić się:

 jak powinno wyglądać to upragnione szczęście małżeńskie, a także w stałym związku partnerskim typu konkubinat?

/ Jakże pięknie i radośnie zaczyna się, prawie każdy, związek małżeński – przypomnij sobie swój początek ?!/

Na podstawie wieloletniej praktyki prawniczej w sprawach rozwodowych i rodzinnych, własnego doświadczenia oraz na podstawie badań wielu cenionych naukowców i praktyków, opisałem w książce „Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście”,  najważniejsze więzi, wartości, cechy i warunki jakie pozwalają stworzyć wzorcowe, prawie idealne małżeństwo ( stały związek partnerski).

Najpierw wymienię je wprost, aby każdy z czytelników mógł się z nimi zapoznać, dokonując sprawdzenia, jak te więzi kształtują się w jego związku małżeńskim -partnerskim?

Tych najważniejszych i decydujących więzi jest siedem, oto one:

1.Więź uczuciowo – emocjonalna, w tym przede wszystkim` wzajemna miłość  i współżycie seksualne;

2.Więź intelektualna, czyli zbieżny poziom mądrości;

3.Wspólnota celów życiowych;

4.Więź światopoglądowa , religijna ( wiara);

5.Wspólne zamieszkanie;

6.Wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego;

7.Wzajemna pomoc.

Ponieważ te określenia poszczególnych więzi, brzmią zbyt ogólnie, trochę tajemniczo i naukowo, a w nich zawarte są ważne wartości do przestrzegania, narzędzia do realizacji, cechy i warunki do spełnienia, to warto poznać je trochę bliżej , by lepiej wiedzieć co one znaczą i jak je praktycznie realizować, aby związek małżeński (partnerski stały) był naprawdę szczęśliwy.

Zacznijmy od pierwszej i chyba najważniejszej więzi małżeńskiej:

WIĘŹ UCZUCIOWO – EMOCJONALNA, , w tym przede wszystkim` wzajemna miłość  i współżycie seksualne.

Tę wieź tworzą uczucia i emocje. Uczucia to dłużej trwające stany psychiczne, w tym składające się z emocji. Do uczuć należą: miłość, przyjaźń, sympatia, bliskość, namiętność, smutek, samotność itp. Z kolei emocje to krótko trwające stany psychiczne wywołane doznanymi przeżyciami, takie jak: radość, podniecenie, ekstaza, a także strach, gniew, złość itp. Takie i inne uczucia i emocje występujące między małżonkami w trakcie trwania związku małżeńskiego tworzą i kształtują więź uczuciowo-emocjonalną.

Pozytywne uczucia i emocje tworzą dobrą więź małżeńską. Negatywne – złą. Dla naszych rozważań o małżeństwie najważniejsze znaczenie ma w zasadzie jedno uczucie, czyli miłość, na którą powinno się składać możliwie najwięcej innych pozytywnych uczuć i emocji, jak bliskość i namiętność (uczucia) oraz radość, podniecenie i ekstaza (emocje).

              Z poprzedniego artykułu o miłości już wiemy, że na to najważniejsze uczucie składa się siedem podstawowych wartości (cech) stanowiących jednocześnie warunki jej istnienia, a więc: bliskość, dopasowanie, zaufanie, współżycie seksualne, wierność, komunikatywność i optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia.

Wśród nich jedna wartość spełnia bardzo ważną, podwójną rolę, jest nią współżycie seksualne. Bez niego z jednej strony nie może być mowy o uczuciu miłości, bo satysfakcjonujące współżycie seksualne jest koniecznym warunkiem istnienia uczucia miłości.

Z drugiej strony bez współżycia seksualnego nie może dobrze i szczęśliwie funkcjonować związek małżeński, bo jest to jedna z głównych więzi małżeńskich. Stąd we wszystkich definicjach małżeństwa

współżycie seksualne jest niekwestionowaną, samodzielną więzią małżeńską.

 Jest ono co najwyżej różnie w nich określane lub interpretowane ogólnie jako wspólne pożycie czy współżycie fizyczne.

I w tym zakresie ważna uwaga.

„ Nie należy mylić współżycia seksualnego jako elementu długotrwałej więzi uczuciowej, z seksem ( stosunkiem seksualnym) jako naturalnego egoistycznego zaspokojenie swojej potrzeby fizjologicznej”.

                                                   •  •  •

Drugie ogniwo  szczęśliwego związku małżeńskiego:

WIĘŹ INTELEKTUALNA, czyli zbieżny poziom mądrości.

Zgodnie z „portretem idealnej miłości”, który przedstawiłem w poprzednim poście w czerwcu br., na prawdziwe uczucie miłości składają się między innymi: bliskość, dopasowanie partnerów (małżonków) oraz komunikatywność, czyli umiejętność porozumiewania się. Aby osiągnąć choćby te trzy cechy prawdziwej miłości, która jest podstawową więzią małżeńską, potrzeba do tego określonego, zbieżnego poziomu intelektualnego obojga partnerów, czyli poziomu ich mądrości.

Przy czym od razu wyjaśniam, że przez pojęcie mądrości należy rozumieć wiedzę nabytą przez naukę lub doświadczenie i umiejętność jej wykorzystania.

 A zatem co praktycznie w związku małżeńskim oznacza zbieżny poziom mądrości?

Wcale to nie oznacza, że małżonkowie muszą mieć równorzędne wykształcenie, na równym poziomie kwalifikacje zawodowe czy też takie same umiejętności wykorzystywania wiedzy ogólnej i zawodowej.

Zakres wiedzy i umiejętność jej wykorzystania przez każdego z partnerów powinny tworzyć taką więź intelektualną, w wyniku której wzajemnie odczuwają oni bliskość, wzajemnie uzupełniają się swoją mądrością i umiejętnie porozumiewają się.

Zbieżność tych wszystkich elementów mądrości nie musi oznaczać ich równości czy równorzędności.

W mądrości życiowej partnerów związku chodzi o zdolność i umiejętność   dochodzenia do wspólnych ustaleń, decyzji, realizacji celów, porozumiewania się, rozwiązywania konfliktów i kryzysów.

 W praktyce życiowej zbieżność wiedzy i umiejętności jej wykorzystania przez małżonków (partnerów) może polegać na tym, że jeden ma większą wiedzę, a mniejsze umiejętności jej wykorzystywania, natomiast drugi odwrotnie – mniejszą wiedzę, lecz większe możliwości wykorzystania wiedzy, nie tylko swojej, lecz także partnera.

Z takimi przypadkami zbieżności poziomów mądrości, czyli pozytywnej więzi intelektualnej, dość często spotykałem się w praktyce zawodowej. Zwyczajowo klienci określali to jako ustalenie, kto z nich „rządzi” , kto jest „głową, a kto szyją” w małżeństwie.

Ważne jest to, aby mądrość partnerów procentowała pozytywnymi relacjami, rozstrzygnięciami i ważnymi wspólnymi decyzjami życiowymi na drodze do prawdziwego szczęścia.

                                                   •  •  •

Trzecia więź decydująca o trwałości i szczęściu w związku małżeńskim to:

WSPÓLNOTA CELÓW, w tym co do posiadania dziecka/dzieci/

     / Jesteśmy szczęśliwi, naszym wspólnym celem jest posiadanie dziecka/

Wspólnota celów w związku małżeńskim ma służyć do osiągnięcia szczęścia każdego partnera jak i obojgu. A zatem musi to być taka wartość wspólna, która jest marzeniem oboje małżonków, a nie wyłącznie jednego. Ma ona długotrwale łączyć związek, zespalać, pomagać i jednoczyć w chwilach trudnych, konfliktowych i kryzysowych.

Co zatem może być takim wspólnym celem na drodze do szczęścia w związku małżeńskim?

I od razu, przechodząc do istoty tej więzi, wymienię, według mnie, trzy najważniejsze cele do szczęścia małżeńskiego/partnerskiego/.

1 – posiadanie dziecka/dzieci/ i założenie pełnej rodziny;

2 – odpowiednie wykształcenie i dobre wychowanie dziecka/dzieci/;

3 – wzajemne wspieranie się i współdziałanie małżonków/partnerów/, w tym w osiąganiu każdego z nich satysfakcji z pracy zawodowej i realizacji marzeń, pragnień i aspiracji.

Złotym środkiem do osiągnięcia tych trzech głównych celów związku na pewno będzie:

– umacnianie stałości, zgodności i trwałości związku miłosnego poprzez wytrwałe pielęgnowanie więzi uczuciowo-emocjonalnej, w tym miłości, więzi intelektualnej i omawianej wspólnoty celów podstawowych i innych wyznaczanych na wspólnej drodze do szczęścia.

                                                          •  •  •

Czwartą ważną więzią szczęśliwego związku małżeńskiego i stałego partnerskiego jest:

WIĘŹ ŚWIATOPOGLĄDOWA I RELIGIJNA

Jak chodzi o  więź religijną, to w zasadzie większość z nas ma zwyczajowe przekonanie, że związki małżeńskie i stałe partnerskie partnerów o innych religiach są z reguły nieudane i kończą się rozstaniem partnerów, często  nieszczęśliwym, a nawet tragicznym. A zatem już na etapie poznania, czy też „ chodzenia ze sobą, ”partnerzy o zdecydowanie odmiennych religiach rozstają się. Chyba, że godzą się na przyjęcie religii partnera/partnerki.

Z kolei brak więzi światopoglądowej, zgodności poglądów politycznych, społecznych, nie przekreśla od razu trwałości i zgodności związku. W zależności od umiejętności porozumiewania się partnerów związek może trwać i do końca życia. Zabraknie w nim jednak pełnej zgodności, radości w tym aspekcie życia małżonków, a z czasem może prowadzić do kłótni a nawet kryzysu małżeńskiego. Trudno będzie małżonkom doświadczyć pełni szczęścia małżeńskiego.

                                                          •  •  •

Piąta i szósta więź szczęśliwego małżeństwa / stałego związku partnerskiego/ to:

WSPÓLNE ZAMIESZKANIE I PROWADZENIE GOSPODARSTWA DOMOWEGO

Te dwie więzi łączę, bowiem zdarzają się i takie przypadki, gdzie partnerzy stałego związku nieformalnego, a czasem nawet i małżeńskiego, mieszkają oddzielnie, a starają się prowadzić wspólne życie razem. Celowo piszę o „ wspólnym życiu”, a nie o „wspólnym prowadzeniu  gospodarstwa domowego” Na zewnątrz nawet twierdzą, że są w pełni szczęśliwi.

Z praktyki zawodowej w sprawach rozwodowych, wiem, że nie mówią  prawdy. Jak sama nazwa mówi „ wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego” oznacza „dom” jako miejsce w którym partnerzy mają prowadzić swoje i rodzinne życie z dziećmi.

Jak zatem dobrze i szczęśliwie dla wszystkich członków rodziny, w tym partnera pozostającego z dziećmi na co dzień, prowadzić wspólne gospodarstwo nie mieszkając razem z nimi w domu rodzinnym?

I ta odpowiedz powinna wystarczyć. A jednak niektórzy z nas twierdzą ,że skoro nie mamy dzieci, albo gdy dzieci opuściły dom rodzinny, to małżonkowie, lub partnerzy, mogą wówczas mieszkać oddzielnie i będą szczęśliwi?!

Ja twierdzę, że także wówczas nie osiągną pełni szczęśliwego życia, a co więcej ta odległość zamieszkania może rodzić wiele pokus prowadzących do rozpadu związku, w tym zdrady. Poddaję ten temat do własnej odpowiedzi, każdemu czytelnikowi.

                                                         •  •  •

Siódma więź konieczna, według mnie, do istnienia szczęścia w związku małżeńskim, stałym partnerskim to:

WZAJEMNA POMOC

        / wsparcie jest często najlepszą pomocą partnera/ki/ w związku/

Ta więź jest tak ważna, że znajduje swoje odzwierciedlenie w art. 23 kodeksu rodzinnego, jako prawny obowiązek  każdego z małżonków. Niestety jako prawnik, muszę z przykrością przyznać, że w naszym społeczeństwie obowiązek wzajemnej pomocy dość często jest lekceważony, a także źle rozumiany, szczególnie gdy chodzi o pomoc w prowadzeniu gospodarstwa domowego.

Moi drodzy, o tym na czym w rzeczywistości polega wzajemna pomoc w związku trzeba wiedzieć i pamiętać  na co dzień!!!

– Nie jest żadną pomocą  wykonywanie wspólnych celów i zadań należących do wspólnych obowiązków małżeńskich.

– Nie jest też pomocą wzajemną wykonywanie tych zadań i obowiązków, które przypadły małżonkowi/partnerowi/ w ramach uzgodnionego podziału zadań w związku.

– Pomocą dopiero będzie przejęcie i wykonywanie części zadań przypadających drugiemu partnerowi, niezależnie od wykonywania swoich obowiązków i zadań.

– Bezsprzecznie wzajemną pomocą jest każdorazowe wsparcie psychiczne partnera w zaistniałej potrzebie.

                                                         •  •  •

I na zakończenie, podam do rozważenia i zastanowienia, często zadawane pytanie, bardzo istotne i co raz  częściej występujące w realnym życiu niejednego związku nieformalnego:

Czy warto zawierać  związek małżeński, kościelny lub cywilny, bądź oba, czy też lepiej pozostawać w nieformalnym związku partnerskim np. typu konkubinat?

Z praktyki zawodowej wiem, że rozwód w związku małżeńskim cywilnym lub unieważnienie małżeństwa w kościelnym jest długotrwałą i kosztowną barierą do szybkiego rozstania się małżonków. Ale czy jest ona dobra czy zła dla trwałości związku małżeńskiego zależy od sytuacji w konkretnym związku. Na pewno jest dobrą barierą w przypadku pochopnie podejmowanych decyzji przez małżonków, ze względu na dodatkowy czas, który może dać szansę na głębsze zastanowienie i podjęcie ostatecznej decyzji.

Węzeł prawny daje większe materialne „gwarancje” małżonkom niewinnym rozwodu, dzieciom, a także spadkobiercom.

Jednak najlepszym ogniwem trwałego związku jest prawdziwa miłość, utrwalona pokonanymi kryzysami na przestrzeni całego pożycia partnerów.

Jeżeli jej nie będzie już na początku związku, bądź nie zrodzi się w trakcie, taki związek będzie częściej narażony na kryzys i rozpad.

Kończąc, życzę moim czytelnikom szczęśliwego życia w każdym związku stałym, bez względu na jego więź formalną.

Bronisław                                                                   wrzesień 2022 r.


Moje lekarstwo na samotność?! A jakie jest Twoje? Podziel się z nami! Być może uszczęśliwisz innych! Robiąc ten dobry uczynek, tym samym i Ty doświadczysz „odrobinę” szczęścia!!!

W poprzednim poście, (artykule-brzmi bardziej swojsko), pisałem dlaczego tak trudno jest zbudować drugi ( a już kolejny?!) związek małżeński /partnerski/.

Ponieważ tak dużo czytelników było nim zainteresowanych, a jeden napisał, że „ w gruncie rzeczy odwodzę od wchodzenia w kolejny związek i sugeruję, że lepsza jest samotność”, uznałem, że być może niechcący, mimo dobrej woli, przestrzegałem i zniechęcałem do wchodzenia po raz drugi i kolejny w związek z drugą osobą, a więc niejako zachęcałem do samotności.

Nie, po trzykroć nie!!! Do prawdziwego szczęścia można dojść tylko we dwoje!!!

Człowiek, biologicznie rzecz biorąc jest istota stadną (cel prokreacji można jak dotąd spełnić tylko we dwoje), i nie powinien żyć samotnie. Wiem jak ciężko żyć samemu, kiedy już doznało się dobra bycia we dwoje. ”Trochę” takiej samotności doświadczyłem sam po rozstaniu i rozwodzie w drugim małżeństwie.

Dlatego dziś czuję się w obowiązku natychmiast to nadrobić i wspomóc wszystkich samotnych oraz tzw. „pseudo singli”, a także „samotnych we dwoje”.

 „Pseudo singli” dlatego, że po latach prawniczej praktyki zawodowej wiem sporo o czym tak naprawdę marzą single.

 A samotnych we dwoje spotykałem prawie w co drugim rozwodzącym się małżeństwie.

Tyle tylko, że singielki i single na siłę wmawiali sobie, że jest im dobrze i pozorowali radość z „dobroci” samotności, a Ci ostatni swoją samotność przeżywali bardziej w ukryciu, często maskując się na zewnątrz, rzekomo dla dobra rozpadającego się związku.

Kiedy przeżywałem kolejny rok samotności, zrobiłem sobie taką samotną „burzę mózgu”. Siadłem wieczorem w domu, wyłączyłem media, „wyłączyłem”  dopływ innych złych myśli i w drodze spokojnej analizy doszedłem do jednego, ważnego wniosku.

„ Muszę zrobić wszystko aby przestać myśleć o swojej samotności. Żalić się na sobą, nad swoim złym losem i nostalgicznie „sycić” się swoją samotnością i bezradnością”.

Za każdym razem kiedy będzie powracać takie myślenie muszę natychmiast je odrzucić poprzez „jakieś” aktywne działanie.

Ta własna „burza mózgu” i postanowienie o podjęciu „jakiegoś aktywnego działania” okazało się  skutecznym środkiem, najpierw na doraźne, a następnie na stałe, wyrzucenie z podświadomości poczucia samotności i zastąpienie go pozytywnym myśleniem i aktywnością życiową.

I w ten sposób postępuję do dziś i to  nie tylko gdy chodzi o złe myśli o samotności. Także w każdym przypadku zbyt natarczywego, negatywnego myślenia w każdej innej sprawie.

W momencie nadejścia stresu lub pierwszych symptomów „choroby” samotności, natychmiast wyciągam swoje konkretne” lekarstwo”, które dobieram odpowiednio do aktualnego stanu psychicznego i fizycznego, możliwości zastosowania, miejsca i czasu.

Na przykład:

Kiedy jestem w domu i coraz bardziej doskwiera mi samotność, natychmiast wybieram się do dużego sklepu, między ludzi i albo kupuję coś rzeczywiście potrzebnego, albo też tylko pochodzę, popatrzę na półki, na ludzi, ich twarze, co myślą, czym żyją, posłucham gwaru, być może nawet kogoś spotkam, zagadam.

To może być nie tylko duży sklep, a także każdy inne miejsce z większą ilością ludzi, np.: kawiarnia, park, deptak, itp.;

Chodzi o to, by otoczenie zewnętrzne, ruch, gwar, obraz, zahamowało i wyrzuciło ze mnie pogłębiający się w danej chwili proces negatywnego myślenia o samotności!

Kiedy jest już za późno na wyjście z domu, to zamiast siedzieć lub leżeć w jednym miejscu, zrywam się do jakiejś roboty w domu lub przerywam negatywne myślenie, zagłuszając takie myślenie dostępnymi mediami. Wybierając odpowiedni rodzaj programu TV,  muzyki, czy wchodzę na internet i czytam ostatnie ciekawostki, także plotki o znanych ludziach, politykach, celebrytach, zawsze raczej na wesoło. Nie oglądam smutnych filmów, nie czytam tragicznych wiadomości, nie słucham nostalgicznej muzyki.

Na przykład alternatywnie: biorę się za rozwiązywanie krzyżówek, lub innych rozrywek umysłowych, przygotowuję plan dnia na jutro, robię listę zakupów, itp.

Albo: szukam sportu w TV, włączam radio z muzyką wesołą lub taką którą lubię, puszczam nagrania, a czasem piszę posty o pozytywnym temacie, taki jak np. ten. Mam kupione nagrania z muzyką relaksacyjną specjalnie w tym celu.

Słowem wybieram taki rodzaj aktywnego zajęcia by nie siedzieć, leżeć i pogłębiać negatywne myślenie o samotności ( i nie tylko).

 Ale te przykłady i ta metoda terapii jest doraźna, a nie na całkowite wyjście z „choroby” samotności.

Taka „burza mózgu” i o podjęciu  „jakiejś aktywności” zamiast marazmu  w samotności, jest bardzo dobrym działaniem i nie tylko doraźnym. Powinno ono być etapem wstępnym dłuższego procesu wychodzenia z samotności na stałe. To taka „pigułka” na podświadomość powodująca doraźną zmianę sposobu myślenia, z negatywnego o samotności, na pozytywne – zrobienie czegoś dobrego, pozytywnego, korzystnego w danej chwili lub na najbliższą przyszłość.

Dalej idąc „medycznie”, skoro mamy mówić o „lekarstwie” na skuteczną terapię i całkowite wyleczenie się z samotności, to dopiero pełna „diagnoza i zalecenia lekarskie” o sposobie leczenia są najważniejsze w walce z poczuciem, stresem i depresją z powodu samotności. Cały czas mam na myśli moje samodzielne wychodzenie z kryzysu samotności, jeszcze bez pomocy psychologa, psychoterapeuty, czy też lekarza odpowiedniego specjalisty.

A zatem teraz to najważniejsze! Sposób leczenia! Jakie „leki” zastosować w leczeniu „choroby samotności” mając na uwadze aktualny stan „.pacjenta”?

Czyli co mogę zrobić aby w ogóle przestać myśleć o samotności?

Jaki środek, sposób, działanie, mam wykonać aby był dla mnie najprzyjemniejszy i  lubiany ?

No i czy będzie on skuteczny na stale, bądź na jak długo wyłączy moje negatywne myślenie?.

Znalezienie takiego środka, sposobu przeciwdziałania, jego zastosowanie i wykonanie, jest właśnie tym najlepszym panaceum na samotność.

Powinien to być taki sposób, taka ogólna metoda leczenia samotności ( i nie tylko jej), która na stałe wyeliminuje z podświadomości poczucie samotności oraz nie pozwoli na powrót myślenia o niej do codziennego życia.

I teraz wkraczamy w najważniejszą rzecz w kompleksowym leczeniu z chorobą samotności, z zamiarem całkowitego uzdrowienia.

Powiem krótko:

Najlepszym lekarstwem, które może nas całkowicie wyleczyć z samotności jest stała bliskość drugiej, kochanej i kochającej, osoby.

To właśnie brak bliskości w istniejącym związku rodzi poczucie samotności we dwoje.

Czym tak właściwie jest bliskość w związku? Tak często powtarzane słowo, a jednak traktowane jak powszedni frazes, w gruncie rzeczy bez głębszej, jakże ważnej treści?

Trudno jest w jednym zdaniu opisać bliskość. Według mojej definicji wywiedzionej z wieloletniej praktyki i doświadczenia życiowego :

Bliskość to szeroko rozumiane poczucie stałej potrzeby obcowania z partnerem przez utrzymywanie więzi emocjonalnej (uczuciowej), intelektualnej, fizycznej (współżycie seksualne) oraz ekonomicznej (prowadzenie gospodarstwa domowego).

– Potrzeba bliskości jest według mnie pierwszym, koniecznym i najważniejszym warunkiem istnienia stałego, zgodnego związku miłosnego dwojga ludzi. – Jest to podstawowa przesłanka, dzięki której związek może przetrwać przez całe życie partnerów.

Brak bliskości w związku daje się zauważyć w kolejnych cechach jak brak zaufania, zła komunikacja między partnerami, no i samotność partnerki/ra/. W dłuższej perspektywie brak bliskości prowadzi do rozpadu związku i rozwodu w małżeństwie. Więcej o bliskości, na czym polega i  jej przejawach w związku czytaj t u t a j .

Czy tym złotym środkiem i panaceum na samotność może być przede wszystkim stała bliskość drugiego, kochanego człowieka?

Dla mnie tak. Dlatego też całe życie poszukiwałem kobiety,  by stworzyć dobry  związek, z wzajemną miłością, szczęśliwą rodziną i dobrze wychowanymi dziećmi.

A dla Ciebie drogi czytelniku, jakie jest najlepsze lekarstwo na samotność???

Podziel się swoim sposobem „walki” i wychodzenia z samotności, tym doraźnym i tym na całkowite wyleczenie.

Kończę rozważania o samotności pozytywnym stwierdzeniem:

„ Każdy człowiek jako istota społeczna powinien dążyć do szczęścia żyjąc wśród ludzi, godnie i zgodnie, najlepiej najpierw we dwoje, następnie w rodzinie, wśród bliskich i wszystkich innych dobrych ludzi „

W ten sposób zaprzeczam domysłom jakobym w poprzednim artykule

Dlaczego tak trudno jest zbudować drugi ( a już kolejny???) związek małżeński /partnerski/”

zniechęcał do wchodzenia w kolejny związek, sugerując lepsze życie w samotności.

Bronisław                                                                         19 czerwca 2021


BLISKOŚĆ to najlepszy wskaźnik miłości w związku małżeński/innym stałym

Co oznacza bliskość we wzorowym związku miłosnym?

Najprościej i najkrócej można powiedzieć, że bliskość to poczucie stałej potrzeby bezpośredniego obcowania z ukochaną osobą, partnerem w związku. W idealnym związku miłosnym powinna ona przybierać wszystkie postaci: emocjonalną, intelektualną i fizyczną. Przy okazji zwracam uwagę, że w związku miłosnym uczuciowym (emocjonalnym) nie musi występować więź ekonomiczna, jak w kolejnych fazach związku miłosnego, to jest w związku małżeńskim (stałym partnerskim – konkubinacie), rodzinnym i związku trzeciego wieku. Oznacza to, że bliskość z ukochaną osobą powinna polegać na pełnej akceptacji i zadowoleniu z bezpośredniej styczności partnerów wszystkimi zmysłami, czyli wzrokiem, dotykiem, słuchem, węchem, smakiem, a także szóstym zmysłem, czyli zdolnością wyczuwania oznak niezauważalnych (intuicją, wyjątkową wrażliwością, empatią i telepatią).

Bliskość polega na kontakcie, i to kontakcie szczególnego rodzaju, będącym wynikiem pełnej więzi uczuciowej między dwiema kochającymi się osobami. Ten wyjątkowy kontakt polega na tym, że z pełną szczerością i zaufaniem powierzyłbyś, Czytelniku, partnerowi wszystkie tajemnice i zamiary swojego serca. To tak jakbyś rozmawiał ze sobą. Jest to zdolność do rozumienia i współprzeżywania emocji, uczuć, pragnień, trosk, kłopotów i różnych innych zachowań partnera w związku. W życiu codziennym potrzeba bliskości dwojga kochających się partnerów powinna wyrażać się w bezpośredniości kontaktów, bliskiej styczności, szczerych i otwartych rozmowach, czułości i serdeczności, szacunku i życzliwości. Słowem, między partnerami nie może być żadnego dystansu fizycznego ani psychicznego. Stała potrzeba bliskości powinna być także wynikiem zadowolenia z codziennej, bezpośredniej styczności i kontaktów z kochanym partnerem.

W potocznym rozumieniu tę emocjonalną potrzebę bliskości nazywamy „chemią”, która łączy partnerów związku miłosnego. Pod tym określeniem kryje się istota bliskości, czyli silna świadoma i podświadoma potrzeba bycia z kochaną osobą, odczuwana z głębi serca, myśli i ducha. Jednym z najistotniejszych elementów bliskości w związku miłosnym (partnerskim) jest pożądanie seksualne jako jedna z postaci bliskości fizycznej. Według seksuologów pełna bliskość seksualna jest wynikiem rozkoszowania się seksem, a pełną satysfakcję seksualną można osiągnąć dzięki wszystkim zmysłom lub każdemu z osobna.

Jak powinna wyglądać bliskość we wzorowym małżeństwie?

Poczucie bliskości to najlepszy wskaźnik szczęścia małżeńskiego. Trzeba zatem robić wszystko, aby w Twoim związku małżeńskim, Czytelniku, zagościło na stałe wzajemne poczucie bliskości. Brak bliskości to istotna przeszkoda do zawarcia małżeństwa i tworzenia jakiegokolwiek stałego związku partnerskiego. Z kolei jej postępujący zanik jest bardzo ważnym symptomem rozkładu małżeństwa. Niemożność lub niechęć usunięcia tej przeszkody w związku moim zdaniem prowadzi niechybnie do jego całkowitego rozpadu.

Jak wcześniej wspomniałem, uczucie miłości jest nierozerwalnie związane z bliskością i odwrotnie, bez bliskości emocjonalnej nie może istnieć prawdziwa miłość. Logiczną i praktyczną konsekwencją tego faktu jest wniosek, że nie może być szczęśliwego małżeństwa bez miłości.

Bliskość intelektualna to równy, zbliżony lub odpowiedni dla partnerów ich poziom „mądrości” dający gwarancję wzajemnej komunikacji, zrozumienia, czyli zgodnego, szczęśliwego i trwałego małżeństwa. Praktycznym przykładem braku bliskości intelektualnej między małżonkami lub partnerami stałego związku jest stwierdzenie jednego z nich: „Nie chcę, nie lubię z tobą rozmawiać, przebywać, bo nie wiem, o co ci chodzi, bo się nie rozumiemy”. Bliskość fizyczna to codzienne pożycie partnerów wyrażające się w bezpośredniej styczności, kontaktach, a przede wszystkim we współżyciu fizycznym (seksualnym).

W tym miejscu muszę przypomnieć, że w zasadzie kwestia istnienia bliskości między partnerami powinna być już definitywnie rozstrzygnięta na etapie narzeczeństwa i miłości romantycznej jako warunek konieczny istnienia miłości przed zawarciem małżeństwa. W tym kategorycznym twierdzeniu chodzi o to, by już na etapie narzeczeństwa partnerzy doszli indywidualnie do wniosku, że odczuwają właściwie rozumianą bliskość. W związku małżeńskim powinna być ona już tylko podtrzymywana i wzmacniana. Rzadziej zdarza się, że utracona bliskość może być skutecznie przywracana na nowo na przykład po zdradzie partnera lub w przypadku jej wygaśnięcia z innych przyczyn.

Jak powinni postępować współmałżonkowie (partnerzy stałego związku), aby do końca trwania związku małżeńskiego utrzymywać bliskość emocjonalną?

Bliskość uczuciowa to wspólne, intymne przeżywanie uczuć, emocji, wrażeń, uniesień, zmartwień i odczuwania innych zdarzeń powstających w życiu dwojga osób, których łączy stały związek partnerski (małżeński, konkubinat czy inny stały).

Radzę już na wstępie przyjąć, że drogę do bliskości z ukochaną osobą należy rozpocząć od siebie. Najpierw odsłoń się, Czytelniku, ze swoim uczuciem wobec ukochanej osoby, ujawnij emocje. Bądź prawdziwy, autentyczny, otwarty, szczery. Odrzuć maskę, pokaż otwartą twarz i bądź sobą. Ujawnij rzeczywiste swoje pragnienia, marzenia wobec ukochanej osoby. Jeśli takiego Ciebie będzie postrzegać na co dzień Twoja żona (mąż), to nie pozostanie jej (jemu) nic innego, jak dostosować się do Twojej autentyczności, prawdziwości myślenia i postępowania. Staniecie się sobie bliżsi! Jeśli tak się nie stanie, otrzymasz sygnał, że istnieje potrzeba zastanowienia się, co jest z Waszą bliskością. Przecież wszyscy tęsknimy za kimś, przed kim będziemy mogli się otworzyć, wyżalić, „wyspowiadać”, czasem zrzucić kamień z serca, z kim wspólnie przeżywa się sukcesy i skacze z radości, bez żadnych zahamowań.

Jeśli boisz się otworzyć przed partnerem w związku, Czytelniku, zapewne masz ku temu jakieś powody. Zastanów się, co to jest. Czy warto je zamykać w sobie kosztem pełnej bliskości i narażania się na brak zaufania ze strony partnera? Chyba nie chcesz być samotny ze swoimi problemami i uciekać przed bliską osobą w chwilach naturalnej słabości? Zerwij wszelkie blokady i wewnętrzne bariery. Pozbądź się narzuconych nakazów, zakazów i przesądów przejętych od rodziców, nauczycieli, ze starych tradycji społecznych, z religii i kultury mijających wieków. Twoje obawy i lęki przed uzewnętrznieniem się przed osobą, którą przecież kochasz i wybrałeś na dobre i na złe, są zupełnie nieuzasadnione. Jeśli nie wierzysz mi teraz, to w sprzyjających okolicznościach spytaj współmałżonka wprost: czy chciałby znać Twoje najskrytsze myśli, ukryte pragnienia, twoje tajemnice? Czy dzieliłby z Tobą problemy, nawet te, których rozwiązanie jest zależne wyłącznie od Ciebie?

Przede wszystkim zawsze bądź szczery wobec swojego wewnętrznego głosu, Czytelniku, słuchaj swojego serca i nie kieruj się głosem innych w intymnych sprawach dotyczących Was i Waszego związku.

Tego, jakie znaczenie ma bliskość uczuciowa i jej utrzymanie przez całe życie w małżeństwie, doświadczysz osobiście u schyłku życia. Już dziś, idąc ulicą, w parku na spacerze przyjrzyj się, jak pięknie i kojąco wygląda para staruszków czule szepczących i trzymających się za ręce.

Co mają robić małżonkowie (partnerzy związku stałego), aby osiągnąć bliskość intelektualną, utrzymywać ją do końca życia i umiejętnie wykorzystywać do osiągania najważniejszych wartości na drodze do prawdziwego szczęścia?

Więź intelektualna to odpowiedni dla partnerów w stałym związku (małżeństwie, konkubinacie) „poziom mądrości”. To stwierdzenie brzmi zbyt ogólnie i teoretycznie. Z praktycznego punktu widzenia chodzi o poziom wiedzy nabytej i co najmniej otrzymanej przez partnerów przez naukę, praktykę i doświadczenie oraz umiejętność jej wykorzystywania. To właśnie ten odpowiedni poziom mądrości ma dać partnerom związku bliskość intelektualną, która ma ich łączyć, jednoczyć i ułatwiać podejmowanie decyzji. Na początek muszę przypomnieć, że to, czy partnerzy są dopasowani pod względem poziomu intelektualnego, a więc wiedzy rozumianej jako „mądrość”, powinno zostać przez nich rozstrzygnięte przed zawarciem związku małżeńskiego. Jeżeli jednak tak się nie stało, to jest oczywistym błędem popełnionym na etapie miłości romantycznej w narzeczeństwie. Partnerzy powinni go jak najszybciej wyeliminować po zawarciu małżeństwa i stwierdzeniu niedopasowania pod względem intelektualnym. To jest niezwykle trudna decyzja, bo wstydliwa i przykra, kiedy przekazujemy zakochanemu partnerowi sygnał o jego za niskim poziomie intelektualnym. Trzeba ją podejmować rozważnie, z wyczuciem. Przede wszystkim ma to być niewymuszona decyzja zainteresowanego partnera, a następnie wspólna małżeńska. Rozmaicie może wyglądać kwestia bliskości intelektualnej w czasie trwania małżeństwa przez całe wspólne życie. Osobiście na gruncie zawodowym poznałem sytuacje, które stawały się jedną z ważnych przyczyn rozwodu. Jedna z nich to przykład negatywny, którego należy unikać. Małżonek, człowiek z wyższym wykształceniem specjalistycznym, niepracujący w wyuczonym zawodzie, z różnych innych przyczyn przestał w ogóle interesować się jakąkolwiek dziedziną wiedzy, nawet innej zawodowej. Nie czytał i nie słuchał prawie żadnych informacji bieżących o świecie, o życiu, choćby innych ludzi. Po prostu zamknął się w sobie. W tym małżeństwie nastąpiła utrata poczucia bliskości intelektualnej, niestety bezpowrotnie – z tej i innych przyczyn małżeństwo się rozpadło, a sąd orzekł rozwód.

Inny przykład. Zakochani młodzi ludzie, on technik protetyk (od sztucznego uzupełniania uzębienia), ona po studiach z zakresu organizacji i zarządzania, po trzyletniej burzliwej miłości romantycznej zawarli związek małżeński. Mąż w ciągu kilku lat, jako dobry, znany na tym rynku usług specjalista, niemal całkowicie poświęcił się pracy zawodowej, uzyskując coraz to wyższe dochody dla dobra małżeństwa. Żona w tym czasie systematycznie podnosiła i doskonaliła swoje kwalifikacje. Dostrzegali to przełożeni i promowali ją tak, że po pięciu latach z inspektora w dziale organizacyjno-prawnym awansowała na stanowisko zastępcy dyrektora dość dużej firmy. Przez kolejne 20 lat małżeństwa każdy z partnerów znakomicie wykonywał swoje cele zawodowe, poświęcając na nie prawie w całości życie prywatne. Z tego też względu (tak tłumaczyli oboje) małżonkowie nie mieli żadnych wspólnych zainteresowań intelektualnych, kulturalnych, rozrywkowych. Ponadto mąż, przebywając ciągle w swojej pracowni, poza domem, przestał interesować się światem zewnętrznym, tym, co się dzieje w kraju, na świecie, a nawet w najbliższym otoczeniu. Żona podczas jednego z częstych wyjazdów służbowych poznała mężczyznę, który, jak później stwierdziła, dawał jej poczucie wspólnoty intelektualnej, to, czego nie czuła przez tyle lat życia z mężem. Podczas procesu rozwodowego wyznała prawie wprost, że w ich małżeństwie nie było od dawna żadnej bliskości, w tym emocjonalnej i intelektualnej. Od początku zabrakło czasu na wspólne, „prywatne” życie emocjonalne, intelektualne, w tym zaspokajanie potrzeb kulturalnych, rozrywkowych, relaks i wypoczynek. Prawda też tkwiła w zaniechaniu przez męża własnego rozwoju osobistego, braku chęci dorównania aspiracjom osobistym i rozwojowi intelektualnemu żony. Na tych i podobnych praktycznych przykładach odpowiadam na pytanie, co robić, aby w małżeństwie wciąż istniała więź intelektualna.

Trzeba przez cały czas trwania małżeństwa mieć i stale utrzymywać taki poziom wiedzy, który będzie stanowić wspólną płaszczyznę porozumienia, rozmów, przeżyć i emocji. Ma on łączyć małżonków w codziennym życiu i dawać poczucie bliskości. Może to być wiedza fachowa, zawodowa albo życiowa, wynikająca z pogłębiania wiedzy już zdobytej podczas nauki, z nowo pozyskanej w ramach osobistego rozwoju oraz z doświadczeń własnych i innych.

Trzeba ze światem iść do przodu. Każdy partner związku powinien żyć i rozwijać się intelektualnie, a nie pozostawać w tyle za postępem cywilizacyjnym. Powinien być żądny nowej wiedzy, informacji, wiadomości. Należy czytać i słuchać. Pogłębiać swoją wiedzę, a tym samym mądrość życiową. Interesować się tym, czym żyje partnerka (partner), co przeżywa, czym się interesuje. Trzeba zawsze pamiętać, że świat idzie do przodu z postępem cywilizacyjnym. Kiedy człowiek stanie na pewnym etapie zdobytej wiedzy i mądrości, oznaczać będzie, że wraz z upływem czasu pozostaje zacofany, coraz bardziej w tyle za innymi, w tym za partnerem i innymi członkami rodziny.

Jeżeli jeden partner widzi i uważa, że drugi zapada w marazm intelektualny i może dojść do utraty bliskości w tym zakresie, nie może czekać. Powinien, a wręcz dla dobra małżeństwa musi, podjąć odpowiednią inicjatywę, a następnie pomocne działania dla zachowania bliskości intelektualnej na wyrównanym poziomie intelektualnym. Znaleźć nowe bądź pobudzić dotychczasowe zainteresowania intelektualne partnera. Przecież małżonkowie powinni się wspierać i pomagać sobie, tak jak przyrzekali, zawierając małżeństwo na dobre i na złe.

Jak powinni postępować współmałżonkowie (partnerzy stałego związku), aby łączyła ich bliskość fizyczna do końca życia?

Jak wskazywałem w rozdziale o miłości, bliskość fizyczna powinna wyrażać się w bezpośredniości kontaktów, bliskiej styczności, co oznacza, że między partnerami nie może być dystansu fizycznego. Szczególnie ważnym elementem tej bliskości jest współżycie. Skoro podstawą faktyczną istnienia dobrego małżeństwa jest miłość, to oznacza, że nie może być mowy o szczęśliwym małżeństwie bez współżycia seksualnego, opartego na pełnej bliskości, w tym fizycznej, emocjonalnej i intelektualnej. Zwracam uwagę, że mówię o szczęśliwym małżeństwie i pełnej bliskości w tych trzech postaciach.

Myślę, że w początkowym okresie małżeństwa pożądanie seksualne nie wygaśnie samo przez się przez kilka, a nawet kilkanaście lat. Oczywiście pod warunkiem, że takie fizyczne pragnienie istniało w okresie narzeczeństwa, a miłość była nie tylko romantyczna, ale głęboka i trwała. W tym też okresie najczęściej małżonkom się wydaje, że nie ma potrzeby podejmowania jakichkolwiek kroków dla utrzymania lub podtrzymania współżycia seksualnego. I to jest pierwszy błąd – przekonanie, że po zawarciu związku małżeńskiego nadal istnieje i będzie trwać takie samo poczucie bliskości fizycznej w małżeństwie jak w czasie miłości romantycznej. Szczególnie, kiedy wkroczyły w nowe życie związku miłosnego realia życia małżeńskiego, gdy w związku z tym coraz częściej do małżeństwa wkrada się brak czasu na uniesienia miłosne lub odczuwa się zmęczenie i chęć odpoczynku.

Pamiętaj, Czytelniku, że nie można liczyć na ciągłość i taką samą intensywność seksualną w żadnym stałym związku. Bliskość wynikająca ze wspólnego zamieszkiwania, wspólnego łoża, wspólnego spożywania posiłków, wspólnego spędzania czasu, a później ze wspólnego wychowywania dzieci nie zawsze pozwala na trwałą namiętność seksualną. Z upływem czasu coraz częściej namiętne pożądanie i seks stawać się będzie zaspokajaniem popędu.

Wiedząc o tym, współżycie seksualne w małżeństwie urozmaicaj, uatrakcyjniaj i wzbogacaj. O tym będę pisał w części poświęconej satysfakcjonującemu współżyciu seksualnemu.

Bliskość fizyczna, oprócz pożycia seksualnego, to gama bezpośrednich kontaktów wyrażana za pomocą wszystkich zmysłów: dotyku, wzroku, węchu, słuchu, smaku. Trudno zresztą sobie nawet wyobrazić satysfakcjonujące współżycie seksualne małżonków bez wykorzystywania któregoś lub wielu zmysłów. Jednak pożycie małżeńskie to nie tylko seks. To przede wszystkim codzienny bezpośredni kontakt dwojga ludzi, którzy mają żyć i zaspokajać swoje potrzeby oraz realizować wspólne i osobiste cele życiowe. Czy jest to możliwe bez bezpośrednich kontaktów, bez rozmów w zasięgu wzroku i słuchu? Wniosek może być tylko jeden: bez takiej bliskości fizycznej nie można tworzyć szczęśliwego związku. Nie można realizować celów małżeństwa, rodziny i osobistych bez rozmów, wspólnego rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji twarzą w twarz. Myślę, że każdy wie już, co trzeba robić i jak postępować, aby w związku istniała bliskość fizyczna do końca życia. Niemniej spróbujmy razem uporządkować przynajmniej podstawowe zasady postępowania.

Pamiętaj, Czytelniku, by co dzień szczerze okazywać miłość, emocje, uczucia i swoje przywiązanie w bezpośredni sposób i poprzez fizyczny kontakt. Możesz to czynić przez przytulanie, obejmowanie, dotykanie, pieszczenie, całowanie, uśmiech, przyjazne gesty i mimikę ciała. Bardzo dobrym przykładem jest wyrażanie podziwu i uznania dla partnera słowem i gestem przynajmniej raz dziennie.

Najbardziej powszechnym i sprawdzonym sposobem na nawiązanie i utrzymanie bliskości fizycznej jest szczera, otwarta i kulturalna rozmowa. O umiejętności prowadzenia rozmów w związku będę pisał w dalszej części tego rozdziału.

Czyń wszystko, co możesz, Czytelniku, aby twój małżonek miał jak największą satysfakcję ze współżycia seksualnego. To ona jest najważniejszym ogniwem bliskości fizycznej. Każdy przejaw braku satysfakcji seksualnej powinien być sygnałem alarmowym dla drugiego małżonka o zagrożeniu bliskości w związku, a co za tym idzie – o początkach rozkładu małżeństwa.

Jeżeli masz obawy, lęki, opory, blokady wewnętrzne przed pełną bliskością wobec małżonka, wyniesione z dzieciństwa lub młodości, od rodziców, nauczycieli, otoczenia, środowiska czy religijne, pozbądź się ich. One są mniej ważne niż Twoja miłość, Twoje szczęście małżeńskie, Wasza przyszłość do końca życia. Nie warto tego stracić dla kilku chwil rzekomej słabości płynącej z całkowitego otwarcia się przed ukochaną osobą.

Kończąc temat bliskości w małżeństwie, muszę wyraźnie podkreślić, że nie oznacza ona idealnej zgodności i jedności we wszystkich sferach życia małżeńskiego. Każdy z małżonków zachowuje swoją odrębność, swój indywidualizm, charakter i osobowość. Bliskość nie oznacza także idealnego porozumienia w każdej domowej sprawie. Natomiast każdy z małżonków, zachowując swoje zdanie, poglądy, powinien dążyć do optymalnej zgodności i jedności w działaniu na wspólną rzecz, jaką jest szczęście małżeńskie. Żadne małżeństwo, żaden związek partnerski nie będą szczęśliwe, gdy chociaż jeden partner nie ma poczucia bliskości ze swojej strony lub nie odczuwa bliskości drugiego partnera.

ZAPAMIĘTAJ!

– Bliskość to szeroko rozumiane poczucie stałej potrzeby obcowania z partnerem przez utrzymywanie więzi emocjonalnej (uczuciowej), intelektualnej, fizycznej (współżycie seksualne) oraz ekonomicznej (prowadzenie gospodarstwa domowego).

– Potrzeba bliskości jest według mnie pierwszym, koniecznym i najważniejszym warunkiem istnienia stałego, zgodnego związku miłosnego dwojga ludzi. Jest to podstawowa przesłanka, dzięki której związek może przetrwać przez całe życie partnerów.

– Niewskazane jest, by w stały związek łączyła się osoba nieodczuwająca potrzeby bliskości z partnerem pod jakimkolwiek względem, w jakiejkolwiek postaci lub jakimkolwiek organem zmysłu. Dotyczy to także człowieka nieakceptującego lub tolerującego na siłę choćby jeden aspekt osobowości partnera lub jakikolwiek pojedynczy rodzaj styczności, którymkolwiek zmysłem (dotykiem, węchem, wzrokiem, słuchem itp.).

– Pierwszym ważnym objawem rodzącego się kryzysu w związku jest pojawienie się potrzeby samotności, „uwolnienia się” od partnera. Zbagatelizowanie tego objawu z czasem może powodować narastanie ochoty przebywania w samotności, a tym samym powolne zrywanie więzi bliskości.

– Przeszkodą w uzyskaniu pełnej satysfakcji seksualnej są często ograniczenia bliskości fizycznej wynikające z wewnętrznych zahamowań partnera spowodowanych rozmaitymi przyczynami, jak: nieśmiałość, wstyd, wychowanie rodzinne, religijność lub inne. Stąd do osiągnięcia pełnej bliskości fizycznej, satysfakcji seksualnej i trwałości związku ten problem powinien być wspólnie przełamany i rozwiązany.


Dlaczego tak trudno zbudować drugi ( a już kolejny ?? ), trwały i dobry, związek małżeński/partnerski/ ?!

Wielu z nas czuje się już prawie szczęśliwie, bo fachowcy wskazują na to, że wygrywamy walkę z pandemią koronawirusa. Niestety są wśród nas także tacy, którym pandemia wyrządziła wiele złego. Do takich złych skutków należą i te związane z pogłębieniem kryzysów w związkach małżeńskich lub partnerskich typu konkubinat. Nie dajmy się! Tak jak walczyliśmy z pandemią, zawalczmy o trwałość naszych związków.

Każdemu, który stanął przed dylematem

być albo nie być

dalej w związku, przekazuję memento:  ” Pamiętaj, że każdy następny związek to wielka niewiadoma, nasiąknięta nawykami, przyzwyczajeniami i naleciałościami przyszłych kandydatów i kandydatek, nabytymi z wiekiem i życiowym doświadczeniem, nie zawsze dobrym”.

Zobaczmy zatem dlaczego tak trudno zbudować drugi (a już kolejny), trwały i dobry, związek małżeński/partnerski/ ?!

„To be, or not to be, that is the question„- Być albo nie być, ( w kolejnym związku) to wielkie pytanie.

Trawestując tę słynną Hamletowską wątpliwość na kanwę naszego tytułowego pytania, trzeba stwierdzić, że jest to nieodłączny problem każdej pary przed zawarciem kolejnego związku małżeńskiego lub partnerskiego typu konkubinat. Ba, ten sam problem, dość często, mają także partnerzy przed zawarciem pierwszego małżeństwa. Jednakże w tych przypadkach jest on na ogół przesłonięty„ różowymi kolorami” zauroczenia, zakochania, a niestety rzadziej prawdziwą miłością. A propos, zobacz moją definicję prawdziwej miłości tutaj, „Portret idealnej miłości”.

Aby nie być gołosłownym, posłużę się na początek przykładami wziętymi spośród światowych i polskich celebrytów znanych szerokiej publiczności.

Jak to jest z ich poszukiwaniami kolejnego partnera/partnerki/ do stałego i oczywiście szczęśliwego związku?

Elizabeth Taylor

Niezapomniana gwiazda Hollywood i jedna z największych aktorek w historii kina. Zdobyła dwa Oscary. Niezwykła piękność w roli Kleopatry. Uwielbiana przez mężczyzn,

była ośmiokrotnie zamężna.

Mimo tego, ostatnie 5 lat życia spędziła w samotności

                                                                        • • •

Angelina Jolie

46-lenia amerykańska aktorka, reżyserka, producentka filmowa, modelka i działaczka społeczna, ambasadorka dobrej woli UNHCR , zdobywczyni jednego Oscara, trzech Złotych Globów i Nagrody Gildii Aktorów Filmowych.

Trzykrotna mężatka.

Ostatnim mężem do 2019 roku był Brad Pitt. Podobno byli bardzo zakochani, określano ich jako najpiękniejsza para w Hollywood. A jednak rozstali się i to niezwykle kosztownym rozwodem.

George Clooney – partner – przykład niestałości w związkach???

W magazynie „People”, uznany za najbardziej seksownego mężczyznę świata. W tym roku skończył 60 lat.. A jednak nie znalazł stabilizacji życiowej aż ( tak podają media)

w 10 związkach:

z aktorkami, modelkami, kelnerkami, by w 11- tym związku poślubić prawniczkę, z którą żyje od 7 lat, Niestety plotki głoszą, że także już w nim nie dzieje się najlepiej.  

                                                                           • • •

Spójrzmy na nasze polskie podwórko celebrytów:

Beata Tyszkiewicz

Nazywana „pierwszą damą polskiego filmu. Zresztą arystokratka z rodu Tyszkiewiczów herbu Leliwa.  Do niedawna jurorka „Tańca z gwiazdami”

Trzykrotnie rozwiedziona,

w tym z Andrzejem Wajdą. Dziś swoje życie umila obecnością córek i wnuków.

                                                                      • • •

Monika Richardson-Zamachowska

28.05.2018 Warszawa Gala Gwiazd Plejady N/Z: fot. Adam Jankowski/REPORTER n/z: Monika i Zbigniew Zamachowscy

49-letnia, znana dziennikarka i prezenterka telewizyjna.

Trzykrotnie stawała na ślubnym kobiercu,

w tym z podróżnikiem, pilotem i aktorem Zbigniewem Zamachowskim. Jak donosi wścibska prasa, już dwa miesiące po rozwodzie z aktorem publicznie demonstruje swoje szczęście z kolejnym partnerem biznesmenem, związanym w przeszłości m.in. z Dorotą Gardias czy Karoliną Gorczycą.

                                                                         • • •

Beata Tadla

 46-letnia dziennikarka radiowa i telewizyjna.

Zdążyła już przeżyć trzy związki,

z sierżantem WP, dziennikarzem, i nieformalny ze znanym dziennikarzem, prezenterem telewizyjnym, Jarosławem Kretem. Jej przyjaciele są zaskoczeni, że trzy miesiące po rozstaniu z poprzednim partnerem wzięła ślub z biznesmenem, wiceprezesem państwowej spółki.

Mamy wśród polskich celebrytów, wielokrotnych rozwodników :

Bogdan Łazuka

Aktor teatralny i filmowy, piosenkarz, artysta estradowy, konferansjer.  Ma za sobą pięć ślubów z czterema kobietami.

                                                                         • • •

Tadeusz Ross

 Aktor, satyryk, piosenkarz, autor musicali, tekstów piosenek i wierszy dla dzieci, scenarzysta i polityk. Poseł VI kadencji Sejmu, poseł do Parlamentu Europejskiego VII kadencji. Był

pięciokrotnie żonaty.

                                                                         • • •

Michał Wiśniewski-

48-letni piosenkarz, autor tekstów, przedsiębiorca, filantrop i osobowość medialna,

jest czterokrotnym rozwodnikiem,

a od kwietnia 2020 roku jest mężem i ojcem w piątym związku z fotografką Polą, matką czworga dzieci z poprzedniego związku.

                                                                         • • •

Krzysztof Rutkowski

Detektyw i celebryta, przedsiębiorca i polityk, poseł na Sejm IV kadencji.

Czterokrotnie żonaty.

                                                                         • • •

Radosław Majdan

Trzykrotnie żonaty.

Zanim został mężem Małgorzaty Rozenek-Majdan miał dwie piękne żony, z którymi się rozwiódł. Pierwszą z nich była projektantka Sylwia Majdan, a drugą Doda.

I można by takich przykładów przytoczyć dużo więcej.

Ale dla nas, zwykłych ludzi, mogą być one nie przekonujące co do przyczyn rozpadu ich związków. Wiemy bowiem, że artyści i celebryci zawodowo muszą „ błyszczeć” lub żyć w

otoczce sławy.

A więc brylować w blasku tej wartości i żyć z myślą o własnej samorealizacji, która niestety często „zabija” najważniejsze wartości życiowe wpływające na prawdziwe szczęście. Ot choćby takie jak wzajemne oddanie w miłości małżeńskiej/partnerskiej/, spełnienie w związku małżeńskim- partnerskim,  szczęśliwe życie rodzinne, czy dobre wychowanie dzieci.

Z praktyki zawodowej w sprawach rozwodowych wiem jak toczyły się kolejne związki małżeńskie aż do rozwodu. Niestety rzadko kiedy, następny związek był naprawdę szczęśliwy.

Najczęściej podawaną przyczyną rozwodów w naszym kraju jest tak zwana „ niezgodność charakterów”. I ona jest podstawowym powodem rozstań w drugim i kolejnym związku małżeńskim.

I niejako ostatni konkretny przykład, jak trudno jest zbudować trwały związek. Z przykrością, ale ku przestrodze innych, podam swoje porażki w doborze partnerek. Trzy razy wydawało mi się, że nareszcie zbuduję stabilny związek. Trzykrotnie chciałem ugruntować go formalnym węzłem małżeńskim. Nie udało mi się. Jak mówi ludowe porzekadło „ szewc bez butów chodzi”. Tak samo i ja mimo wiedzy i praktyki prawniczej w sprawach rozwodowych, nie ustrzegłem się błędnych decyzji we własnej sprawie. Z mojej strony górę wzięła zbyt silna wola zbudowania stałego związku i szczęśliwej  rodziny oraz ludzkie emocje na początku każdego związku.

Gdzieś uleciała racjonalność, trzeźwość myślenia i pominięcie widocznych u partnerek rozbieżnych cech charakteru, odmiennych nawyków, przyzwyczajeń, zainteresowań, wartości i celów życiowych.

Dziś oceniając to na „trzeźwo”, z perspektywy czasu, wieku i doświadczenia, znacznie więcej wiem, gdzie tkwi sekret doboru partnera/ki/ do trwałego, dobrego związku!

Okazuje się, że taką odpowiedź na tytułowe pytanie:

Dlaczego tak trudno jest zbudować drugi i kolejny stały związek małżeński lub partnerski?

możemy znaleźć już w Talmudzie, znanym od III wieku przed naszą erą, jednej z podstawowych ksiąg judaizmu -komentarzu do biblijnej Tory, w którym przykazano, jak przestrzegać prawa.

Oto ta odpowiedź:

Myśli stają się Twoimi słowami,

  Słowa stają się Twoimi czynami,

  Czyny stają się Twoimi nawykami,

  Nawyki stają się Twoi m charakterem,

  A Charakter stanie się Twoim przeznaczeniem”

To właśnie myśli, słowa, czyny, nawyki, a więc charakter partnerów związku są podstawą jego stałości, trwałości, i prawdziwego szczęścia ich samych i członków rodziny.

Portale randkowe, a w nich  wszystkie wielkie, miłe, obiecujące słowa pisane i wypowiadane, gasną w obliczu bezpośrednich spotkań i rozpoznaniu charakteru. Po rzeczywistym poznania myśli, słów, czynów i sposobu postępowania, nawyków i przyzwyczajeń kandydatów i kandydatek, następuje rozczarowanie i to nawet już po kilku pierwszych kontaktach bezpośrednich.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo, po popełnionych błędach mamy realistyczne spojrzenie i podejście do oceny partnera/ ki/. Przede wszystkim na bazie własnych doświadczeń z poprzedniego /nich/ związku/ów/.

Tego nie mieliśmy podejmując błędną decyzję o wyborze pierwszego partnera/ki do wymarzonego szczęśliwego życia.

No dobrze, ale skąd się biorą u potencjalnych kandydatów/tek/ do trwałego związku te cechy, które eliminują ich jak przyszłych partnerów? Obiektywnie rzecz biorąc te cechy mogą być także w nas!

Po pierwsze:

są to najczęściej wykształcone i utrwalone w postaci nawykowej złe wzorce postępowania w procesie wychowania; źle ukształtowany wybór i hierarchia wartości dla dziecka i młodego człowieka do dalszej drogi życiowej;

Po drugie:

są to nawyki, przyzwyczajenia, sposoby postępowania, nabyte  i ukształtowane w podświadomości, w okresie wychowania, życia przed wejściem w pierwszy związek, a następnie w okresie pożycia w tym związku. To one w decydującym stopniu rzutują na trwałość, zgodność i szczęśliwe życie w kolejnym małżeństwie/związku/.

Po trzecie, najważniejsze pytanie:

Czy te rozbieżne cech charakteru ewentualnego partnera/ki/ można zmienić, przystosować do swoich?

Odpowiedź niech każdy z Was udzieli sam, zadając sobie to samo pytanie:

Czy Ja jestem w stanie zmienić swoje cechy charakteru by dostosować je do przyszłego partnera dla dobra związku?

Zatem zapamiętajmy!

Dziś, kiedy wychodzimy z kryzysu pandemii, jeżeli stoisz przed dylematem być albo nie być w związku, zastanów się zanim podejmiesz decyzję o  rozstaniu, rozwodzie. Wykorzystaj wszystkie możliwości rozwiązania zaistniałego kryzysu w związku.

Chcesz wiedzieć więcej jak to zrobić, przeczytaj „Praktyczne wskazówki rozwiązywania konfliktów małżeńskich”. Wbrew pozorom możliwości jest wiele, począwszy od własnej spokojnej analizy aktualnej sytuacji i ustalenia właściwej przyczyny kryzysu,  poprzez wspólne rozmowy po uspokojeniu emocji, do pomocy z zewnątrz w poradniach małżeńskich, rodzinnych, czy specjalistycznych terapeutycznych.

Zanim podejmiesz decyzję o wstąpieniu w drugi lub kolejny związek małżeński lub partnerski typu konkubinat, poznaj najpierw partnera/kę, jego/jej myśli, słowa, postępowanie, nawyki, czyli charakter, a będziesz mogła/mógł/ realnie ocenić i przewidzieć jakie czeka cię przeznaczenie w przyszłym związku.

Bronisław                                                            czerwiec 2021r.


Praktyczne wskazówki rozwiązywania konfliktów małżeńskich

Etap początkowy. Przygotowanie do rozwiązywania konfliktu

1. Wybierz sprzyjające okoliczności do rozwiązania konfliktu

Nie rozpoczynaj rozwiązywania konfliktu nieprzygotowany, byle jak, byle gdzie i byle kiedy. To nie jest zwykła, codzienna czynność. Czas, miejsce, warunki i inne okoliczności, w których mamy rozwikłać konflikt, tworzą ogólny dobry lub zły klimat do rozmowy i osiągnięcia satysfakcjonującego rozwiązania. Do najbardziej sprzyjających okoliczności prawie zawsze należy pozytywny okres (krótszy lub dłuższy) w życiu partnera, w którym będzie dobrze nastawiony do życia, optymistyczny, czyli prawdopodobnie będzie także przejawiał wolę do rozmowy i konstruktywnego rozwiązania przedmiotu sporu. Na przykład może to być czas krótko po jakimś pozytywnym przeżyciu lub zdarzeniu, chociaż nie bezpośrednio po nim. Wiedza o istnieniu sprzyjających okoliczności w życiu współmałżonka czy oznak zadowolenia to przecież podstawowa cecha dobrego związku, jaką powinna być bliskość. Przed rozpoczęciem bezpośrednich rozmów upewnij się, czy przewidywane uprzednio okoliczności mające towarzyszyć rozmowom nie zmieniły się na niesprzyjające. Jeśli okoliczności nie są odpowiednie, odłóż rozpoczęcie rozmowy. Uczyń to również wówczas, gdy z taką propozycją i terminem wyjdzie partner. Jeżeli o terminie powiadomiłeś współmałżonka, przeproś oraz przekonująco i szczerze uzasadnij zmianę.

2. Stwórz warunki sprzyjające rozmowie i przedmiotowi sporu

Dobierz neutralne i spokojne miejsce (mieszkanie, lokal, park, inne), najbliższe otoczenie (spokój, cisza, zieleń w parku itp.), rodzaj poczęstunku. To, jakie warunki będą sprzyjały rozmowie i tematowi do rozwiązania, sam powinieneś wiedzieć najlepiej, podobnie jak to, co będzie sprzyjało dobremu klimatowi rozmowy, będzie zbieżne lub pozostawać w związku z przedmiotem sporu oraz będzie odpowiadało partnerowi i Tobie samemu. Zastanów się, co jeszcze może stworzyć dobry nastrój miejsca i klimatu rozmowy.

3. Zadbaj o swoją pozytywną postawę przed, w trakcie i na zakończenie rozmowy

Bądź otwarty na partnera, wykazuj wolę rozwiązania problemu oraz pozytywne nastawienie do Waszego życia w związku dziś i w przyszłości. Taka postawa dobrze świadczy o Twoim podejściu i propozycjach rozwiązania sporu. Stosuj te formy przekazu, które Twój partner (partnerka) lubi i uznaje za przyjazne: słowa, gesty, mimikę, ruchy. Nie bez znaczenia jest Twój wygląd, świeżość i higiena. Nie przystępuj do rozmowy pod wpływem alkoholu lub jakichkolwiek środków, w tym także leków powodujących stan zobojętnienia.

4. Uzbrój się w cierpliwość, nie zakładaj szybkiego rozwiązania problemu i zakończenia sporu

Twoje działania prowadzące do rozwiązania spornego problemu i zakończenia konfliktu powinny być konkretne, wytrwałe i konsekwentne. Okazywanie zniecierpliwienia w trakcie dyskusji może być odbierane przez drugą stronę jako obniżanie wagi i znaczenia spornego problemu, a niejednokrotnie jako lekceważenie. Swoją wytrwałość musisz połączyć z wiarą i przekonaniem, że chcesz dobrze teraz i na przyszłość, stąd powinieneś być pewny, że przedstawione przez Ciebie sposoby rozwiązania problemu są nie tylko optymalnie najlepsze, lecz także najkorzystniejsze dla szczęścia w małżeństwie i rodzinie.

5. Unikaj złych nawykowych reakcji, odruchów, szczególnie takich, które mogą przeszkadzać lub denerwować partnera

Z upływem czasu małżonkowie już znają wzajemnie swoje nawykowe reakcje świadczące o złym lub dobrym nastawieniu do występujących spornych problemów oraz do rozwiązywania sporów. Pamiętając o tym i przystępując do rozwiązywania konfliktu, unikaj złych nawyków, które już na początku mogą zniweczyć możliwość rozmów bądź negatywnie nastawią współmałżonka. Zacznij zatem od rozpoznania sytuacji zwiastującej zbliżanie się niszczącej kłótni i staraj się do niej nie dopuszczać. Ale pamiętaj, aby w tym czasie unikać tych nawyków, które denerwują partnera, na przykład przerywania wypowiedzi, podnoszenia głosu, demonstracyjnych gestów, min itp. W zamian staraj się być opanowany, spokojny i konkretny w wypowiedziach. W trakcie konfliktu przestań walczyć o wygraną. Zamiast tego postaraj się udowodnić, że potrafisz ustępować, a nawet wykazać pokorę. Uniwersalna rada to zmiana wszystkich emocjonalnych, gwałtownych reakcji na spokojne, opanowane i łagodzące.

6. Przyjmuj współodpowiedzialność za powstały konflikt

Rzeczą ludzką jest błądzić. Nie wstydź się przyznać do swoich błędów. Przyznanie się i branie na siebie współodpowiedzialności nie oznacza, że przejmujesz na siebie winę i pełną odpowiedzialność. W prawidłowo funkcjonującym małżeństwie z reguły jest tak, że wina i odpowiedzialność rozkładają się na oboje małżonków. Przyznanie się do współodpowiedzialności na początku rozmowy może w decydujący sposób wpłynąć na szybsze rozwiązanie problemu. Wówczas drugi małżonek może także przyznać się do udziału w popełnieniu błędu, może też chcieć wziąć część odpowiedzialności na siebie. Takie stanowisko obu stron w praktyce przyspiesza rozwiązanie sporu i pozytywne zakończenie konfliktu.

7. Nie odkładaj problemu i jego rozwiązania

Skoro przystąpiłeś do rozwiązania konfliktu, dąż do jego rozwiązania bez robienia przerw z byle powodu lub motywowanych jakimiś obawami. Nie uciekaj od problemu, jego postawienia i rozwiązania. Odkładanie w czasie niczego przecież nie zmieni. Problem będzie istniał nadal, nawarstwiał się aż do rozmiaru kryzysu. Co ważne, może prowadzić do zapomnienia i „rozwodnienia” problemu na inne sprawy. Stań oko w oko z problemem i twarzą w twarz z partnerem. Przecież wybrałeś go na dobre i na złe. Kochasz go.

8. Przed przystąpieniem do rozwiązywania konfliktu przygotuj warianty rozwiązania przedmiotu sporu

Przystępując do bezpośredniej rozmowy, przede wszystkim powinieneś być przygotowany do merytorycznego roztrząsania istoty spornego problemu. To znaczy mieć stosowną wiedzę na temat przedmiotu sporu oraz przygotowane warianty rozwiązania. Jeżeli jest to możliwe, co najmniej dwa. Aby nie demonstrować przewagi w rozmowie przez przygotowanie się, szczególnie kiedy partner nie jest tak przyszykowany, najlepiej, jeśli będziesz miał je w głowie.

Etap rozwiązywania konfliktu

1. Zrób dobry wstęp do rozmowy: powiedz, jak się czujesz, co myślisz Powiedz partnerowi, co czujesz lub myślisz, jak przeżywasz konflikt.

Wyraź chociaż nutkę pokory, potrzebę bliskości. Pamiętaj, że poczucie bliskości rodzi otwartość i szczerość rozmowy, także w sprawach intymnych. Możesz się zdziwić, dowiadując się, że Twój partner zupełnie inaczej to rozumie lub że z pewnych rzeczy zupełnie nie zdawał sobie sprawy.

2. Staraj się być konkretny

Twoim celem jest najszybsze dojście do porozumienia i optymalnie najlepsze rozwiązanie konfliktu. Trudno to osiągnąć, kiedy obie strony mówią ogólnie lub odchodzą od tematu na rzecz walki ze sobą. Musisz pamiętać od początku, by mówić o konkretnym przedmiocie sporu i o konkretnych próbach jego rozwiązania i osiągnięcia porozumienia. Przecież znasz partnera i wiesz, jak do niego konkretnie dotrzeć. Bycie konkretnym pomoże obojgu partnerom uściślać wspólne stanowisko w sprawie i zwiększa szanse na porozumienie.

3. Pamiętaj, że celem jest wspólne rozwiązanie spornego problemu

Zgodne porozumienie dotyczące przedmiotu sporu jest Waszym celemi zadaniem. Nie uda Wam się osiągnąć porozumienia, jeśli chcesz skłonić partnera do zmiany. To jest już inny cel, niebędący przedmiotem konfliktu. Prowadząc rozmowy, w każdym momencie musisz pamiętać także o celu nadrzędnym, długofalowym, czyli dalszym dobrym pożyciu małżeńskim. Jeżeli konflikt urósł do kilku problemów, to należy go rozwiązywać wielostopniowo. Każdy problem oddzielnie według hierarchii ich ważności w związku. W praktyce życiowej małżeństw zazwyczaj trudno rozwiązać zbyt wiele problemów jednocześnie i od razu. Emocje, chaos wielu tematów, rozbiegane myślenie uniemożliwiają szybkie rozwiązanie nawet jednej spornej sprawy, a co dopiero kilku. Taka próba prawie zawsze nie prowadzi do dobrego rozwiązania wszystkich spraw spornych. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, wspólnie ustalić, który problem jest najważniejszy dla obu stron, i zacząć od niego. Kiedy uznacie, że osiągnęliście porozumienie, ustalcie kolejność i czas rozpatrywania następnych.

4. Nie powracaj do przeszłości, celem jest przyszłe dobro, a rozstrzygasz teraźniejszość

Za wszelką cenę unikaj powracania do przeszłości, do tego, co się stało i czego nie jesteś (jesteście) w stanie już odmienić. Myśl i mów o przyszłości w związku z przedmiotem konfliktu. Pozwól drugiej stronie proponować rozwiązanie czy wiele rozwiązań z myślą o przyszłości. Na przykład pytaj: „Jak możemy rozwiązać ten problem?”, a nie „Skąd wziął się ten problem?”. Przywoływanie przeszłości powoduje powrót walki. Nie pytaj „dlaczego?”, tylko „kiedy”, „co?” lub „jak?”. Pamiętaj, jaki masz wykonać następny krok w rozmowie.

5. Rzeczywiście wysłuchaj partnera, niech on to widzi Faktyczne słuchanie jest bardzo ważne z dwóch powodów:

–  rzeczywiście poznasz stanowisko i racje drugiej strony; w przeciwnym wypadku będzie to tylko Twój monolog, który nie doprowadzi do porozumienia i podjęcia decyzji, nie będziesz nawet wiedział, na jakim etapie znajduje się spór,

–  kiedy partner to widzi, będzie spokojniejszy i zadowolony przynajmniej z tego, że jego słowa do Ciebie dotarły.

Słuchaj cierpliwie i nie przerywaj partnerowi w pół zdania, jeśli nie zakończył on swojej kwestii.

6. Każdą kwestię w rozmowie zaczynaj od siebie

Najlepiej, byś każdą myśl zaczynał od „ja”: ja myślę…, ja czuję… W ten sposób pokazujesz, że chcesz wziąć na siebie odpowiedzialność za własne zachowanie, unikając tym samym obwiniania swojego partnera.

7. Nie używaj wyrażeń rozkazujących, nakazujących

Pamiętaj, że w konflikcie każde ostre, jednoznaczne, nakazujące bądź bezwzględne wyrażenie nie łagodzi, lecz wręcz zaostrza spór. Wypowiedzi zawierające słowa „nigdy”, „powinieneś”, „musisz” są rozkazujące, a nie ugodowe. Unikaj ich. Zamień je na „pokojowe”, zaczynając od siebie, na przykład: „chciałbym/chciałabym…”, „myślę, że lepiej…”, „zaproponuj…”.

8. Nie wykazuj błędów partnera i nie przekonuj do swoich racji

Teraz nie czas na udowadnianie winy partnerowi ani na oczyszczanie siebie i przekonywania do swojej racji. Waszym nadrzędnym celem w tej chwili jest rozwiązanie sporu i przyszłe zgodne życie związku. Należy skoncentrować się na najlepszym rozwiązaniu tego, co jest przedmiotem sporu, a nie roztrząsaniu, skąd się zrodził problem i z czyjej winy. W tej chwili konieczne jest pokojowe współdziałanie, a nie walka co do racji i winy.

9. Nie używaj nieuczciwych argumentów i ciosów poniżej pasa

Tylko takie rozwiązanie konfliktu buduje dobrą przyszłość, które nie jest wymuszone. Oboje małżonkowie powinni mieć możliwość swobodnego podejmowania decyzji i rozwiązywania konfliktów. Wyszukiwanie słabości, czułych miejsc, popełnionych wcześniej błędów bardziej burzy zaufanie i bliskość, niż utrwala zgodność w małżeństwie. Trzeba pamiętać, że nieuczciwie uzyskana zgoda partnera na rozwiązanie spornego problemu nie będzie swobodnie osiągniętym porozumieniem i trwałym zażegnaniem konfliktu.

Etap końcowy: rozwiązanie konfliktu i jego zakończenie

1. Daj partnerowi jako pierwszemu możliwość przedstawienia własnej propozycji rozwiązania spornego problemu

To nie ma być tylko pusty gest. Rzeczywiście wysłuchaj propozycji rozwiązania, jeżeli taką ma. Oczywiście w ten sposób zyskujesz pewną dozę jego zaufania co do Twojej woli rozwiązania problemu i zakończenia konfliktu. Kiedy wysłuchasz propozycji partnera, będziesz miał okazję porównania jej ze swoją propozycją, uprzednio przygotowaną i zapisaną w pamięci. Pozwoli Ci to na ewentualne dopasowanie najlepszego z własnych rozwiązań i szybsze zakończenie konfliktu, choćby w drodze kompromisu z obu stron.

2. Kompromis to dobra metoda rozwiązania przedmiotu konfliktu

Obustronny kompromis to optymalna metoda rozwiązania każdego konfliktu. Oznacza, że obie strony sporu ustępują w możliwych dla siebie granicach, ale ostateczne rozwiązanie jest w tych warunkach najlepsze dla dobra małżeństwa na dziś i najbliższą przyszłość. Oczywiście oboje małżonkowie zdają sobie sprawę, że to kompromisowe rozwiązanie nie jest dla nich osobiście najlepsze, lecz prowadzi do normalności w stosunkach małżeńskich. Natomiast oboje mogą nadal poszukiwać w przyszłości lepszego rozwiązania.

3. Znajdźcie rozwiązanie na próbę, jeżeli ostateczne osiągniecie porozumienia nie jest teraz możliwe

Może zdarzyć się i tak, że mimo stworzenia klimatu i jakiejś płaszczyzny dojścia do porozumienia nie dochodzicie do zgodnego sposobu trwałego rozwiązania konfliktu ani nie osiągnęliście obustronnego kompromisu. Należy wówczas wykorzystać płaszczyznę porozumienia i zaproponować rozwiązanie na próbę, określając wstępny czas jej trwania. To rozwiązanie na próbę może być przyjęciem propozycji jednej lub drugiej strony konfliktu na jakiś czas albo próbą przemiennego zastosowania rozwiązań obu stron w dowolnej kolejności sprawdzania. W ten sposób, zamiast odkładać spór bez żadnego rozwiązania, wyciszacie emocje konfliktowe i zajmujecie się realizacją rozwiązania próbnego jako tymczasowego.

4. Zgodne współdziałanie jako najlepsza metoda rozwiązania konfliktu, z najlepszym efektem dla szczęścia w małżeństwie

Idealnym zakończeniem konfliktu zawsze będzie osiągnięcie rozwiązania spornego problemu wskutek zgodnego porozumienia w ostatecznej fazie rozstrzygania sporu małżeńskiego. Jest to możliwe w każdym małżeństwie, w którym do powstania konfliktu dobrze funkcjonowały takie cechy związku, jak bliskość, zaufanie i umiejętność porozumiewania się (komunikatywność). Każdy z małżonków powinien jednak wiedzieć i stale pamiętać, że najlepsze decyzje dla szczęścia małżeńskiego to te, które są wynikiem zgodnego współdziałania. Należy do nich także zgodne rozwiązanie konfliktu osiągnięte w wyniku porozumienia kochających się małżonków.

5. Staraj się przywrócić atmosferę normalności po rozwiązaniu lub całkowitym zakończeniu konfliktu

Przede wszystkim nie komentuj sposobu rozwiązania problemu, przekładając je na swoje racje, typu: „A nie mówiłem/mówiłam”, „I tak wyszło na moje”, „I po co to było”. Najlepszym zakończeniem jest gest pokoju uczyniony tak, jak lubi partner. Nikt z Was nie powinien wychodzić z konfliktu jako pokonany ani demonstrować zwycięstwa.

Tak pokrótce wygląda praktyczny system rozwiązywania konfliktów w związkach małżeńskich i innych stałych, takich jak na przykład konkubinat. Jednak w małżeństwach oprócz konfliktów, które należy umownie zaliczyć do mniejszej skali zagrożeń dla zgodności i trwałości związku małżeńskiego, rodzą się w bólu znacznie gorsze zagrożenia. To kryzysy małżeńskie.


To co najważniejsze w czasach pandemii !? „ Musimy dzielnie i cierpliwie wytrzymać trudny czas żyjąc samotnie, w związkach małżeńskich i w innych oraz w rodzinach, przestrzegając podstawowych zasad bezpieczeństwa zdrowotnego”.

Wszyscy Samotni! Single z życiowego przymusu i z wyboru. Żyjący samotnie młodzi, w kwiecie wieku i seniorzy!!!

To jest czas wielkiej i ciężkiej próby życia w podwójnej samotności. Tej z kontynuacji dotychczasowej drogi życiowej i nowej wynikającej z przymuszonej epidemią „izolacji” od społeczeństwa, bliskich, przyjaciół, sąsiadów, znajomych, a nawet codziennych kontaktów życiowych.

Sztuką niech będzie teraz umiejętność zastąpienia normalnych kontaktów społecznych efektywnym wykorzystaniem wolnego czasu przez siebie, dla siebie i w samotności. To naprawdę wymaga samozaparcia, wytrwałości i wyobraźni umysłu. Od tej ostatniej zależy nie tylko to co będziemy robić dobrego dla zabicia czasu w samotności, ale także nasze zdrowie psychiczne.

Jakże ważne i przydatne jest teraz pozytywne myślenie, kiedy w mediach obserwujemy smutne liczby, czarne obrazy i coraz ostrzejsze zakazy.

Co robić aby się im nie poddać i nie popadać w stan przygnębienia, zwątpienia, czy depresji?

To głównie od nas samych zależy i w nas tkwi rozwiązanie jak temu przeciwdziałać. Każdy przecież wie, bo zna siebie, co, jaki środek, może mnie wyciszyć, zrelaksować, zająć, by oderwać od złych myśli.

Sięgnijmy do najlepszych chwil naszego życia, przeżyjmy je jeszcze raz. A jeżeli to możliwe, to znajdźmy sposób na przedłużenie tych pięknych chwil w pamięci, zdjęciach, filmach, a najlepiej w kontynuacji swojego dobrego życia, po okresie epidemii. Przygotowujmy się twórczo do dobrego życia po niej, nie tylko w myślach, ale w swoich realnych planach. To może być dobry środek w walce ze skutkami panującej pandemii.

Ja, na przykład, od wielu lat kreślę sobie plan celów do osiągnięcia, lub przedsięwzięć do zrealizowania, w każdym przyszłym roku. Oczywiście konsekwentnie dokonuję rocznego podsumowania, lub koryguję plan w części niewykonanej z różnych przyczyn, zależnych i niezależnych ode mnie.

A może, to jest właśnie dobry czas na takie zajecie. Niech na przykład to stanie się naszym, samotników, zadaniem do rozwiązania w czasie epidemii koronawirusa!!!           

                                                                       • • •

Małżonkowie, partnerzy związków, tych stałych i tych „w powijakach”!!!

Muszę przyznać, że czas pandemii, ograniczeń w codziennym normalnym życiu małżeńskim ( w innych związkach) i zamknięcie w czterech ścianach, to bardzo zła przesłanka do dobrego i szczęśliwego życia małżonków i partnerów związków stałych.

Ale to także sprawdzian trwałości, zgodności, i co istotne, rokowań i możliwości budowania przyszłego szczęścia związku do końca życia.

W tych trudnych czasach może bowiem okazać się, że tak jak kiedyś, w początkowych okresach związku, małżonkowie/partnerzy/ zachłannie garnęli się do wspólnego spędzania czasu w poczuciu niezwykłej potrzeby bliskości, tak teraz może stać się odwrotnie. Ta niegdysiejsza bliskość, dziś w pandemicznym zamknięciu, może stać się przeszkodą w dotychczasowym trybie życia.

Problemy kiedyś błahe mogą stać się kością niezgody, ostrych sporów, wyrzutów, kłótni ciągnących się dłużej, bo występuje „ brak możliwości zaczerpnięcia otrzeźwiającego powietrza”. Po prostu błędnie przyjmujemy, że „siedzimy sobie na głowie” i niejako z nudów, nie mając czym się zająć, małżonkowie /partnerzy/ ciągną zatrutą nić sporu, często z byle powodu.

Co zatem robić aby w małżeństwach i związkach stałych tego uniknąć w czasie pandemii?

Wydaje się, że najlepszym podejściem do „normalnego” życia związku, w tak trudnym okresie pandemii, może być racjonalne przyjęcie i zakodowanie w swojej świadomości ( zresztą nie tylko na czas pandemii) takiego oto przykładowego założenia, jako zasady do przestrzegania.

„Jest to niezwykle trudny dla nas oboje małżonków, partnerów i ja, podobnie jak i Ty, w związku ze złym oddziaływaniem pandemii na życie w naszym związku oraz wprowadzeniem przymusowych ograniczeń i zakazów, muszę stać się bardziej wyrozumiały dla partnera/ki i dla wszystkich powstających problemów.

Świadomy tego będę bardziej tolerancyjny, rozważny. Będę starał się spokojnie i wspólnie z mężem/żoną/ rozwiązywać wszelkie problemy „.

Oczywiście to jest forma przykładowa. Jednakże ważna jest treść i realizacja podjętego postanowienia obojga małżonków-partnerów.

Pamiętajmy, że dzisiaj nadrzędnym celem naszego małżeństwa/związku/ jest to, żeby materialne i społeczne skutki panującej pandemii COVID-19 nie zburzyły naszego życia osobistego, małżeńskiego i rodzinnego.

                                                                              • • •

Ograniczenia i zakazy wynikające z pandemii mogą, wbrew pozorom, mieć także  pozytywny skutek. W szczególności ten czas  może być „dobrym” sprawdzianem dla narzeczonych i partnerów świeżo powstałych związków.

To może być tak jak wojsku „ rozpoznanie partnera bojem” podczas jego/jej/ walki z każdym kryzysem powstałym podczas pandemii koronawirusa. To właśnie teraz mogą wyjść na wierzch dobre i złe cechy przyszłego partnera/ partnerki/ do stałego związku. Przede wszystkim, niemożliwość częstych, bezpośrednich i bliskich kontaktów, intymnych rozmów i zbliżeń, może okazać się dobrym testem na istnienie uczucia miłości w ogóle. Partnerzy, narzeczeni, wobec niemożności wspólnego przebywania, mogą łatwiej i szybciej rozpoznać u swoich wybrańców złe i dobre nawyki, dowiadując się czym się zajmują ich ukochani/ne/ w czasie przymusowego oczekiwania i stosowania zakazów, nakazów oraz ograniczeń.

Zamiast na nie biadolić i bezczynnie czekać, wykorzystajcie w zaproponowany sposób pozytywnie złe skutki pandemii dla dobra przyszłego związku.

                                                                             • • •

Członkowie rodzin, w tym szczególnie rodzin niepełnych!!!

Przede wszystkim nasze kochane pociechy, te mniejsze i te nieco większe uczące się i nudzące się w domach, w tym niebezpiecznym czasie.

Niestety pandemia pozbawiła was odpowiednich możliwości nauki, nauczycieli właściwego kształcenia, a rodziców dobrego i normalnego wychowywania!

Przyszło Wam z marszu doświadczyć różnorodnych form edukacji, w tym dotąd nieznanej, czyli zdalnego nauczania. Jak by tego mało, rodzicom sprawującym pieczę, zburzyło to prawidłowe wykonywanie obowiązków zawodowych, a ich pracodawcom kłopoty kadrowe.

Wszyscy jesteśmy na to skazani siłą natury, tym razem jej chorobowym zagrożeniem. Dlatego musimy podjąć wspólnie walkę, dla dobra naszych rodzin i naszych dzieci, aby mimo wszystko zapewnić  dzieciom dobre wychowanie i odpowiednie wykształcenie na szczęśliwe, przyszłe życie.

Ale jak to uczynić, szczególnie w rodzinach niepełnych, w których najczęściej matka sprawuje prawa i obowiązki rodzicielskie za oboje rodziców?

Nietrudno jest wskazać i przypomnieć podstawowe prawne zasady rodzicielskie w rodzinach pełnych. To na obojgu rodzicach ciążą równorzędne i równomierne prawa i obowiązki rodzicielskie. Tak więc my matki i ojcowie powinniśmy, w czasie pandemii, jeszcze bardziej stanąć na wysokości zadania. Nie tylko poczuć się dobrą matką i dobrym ojcem, w trudnych czasach, bo taki mamy obowiązek, ale być nią i nim w rzeczywistości na co dzień. Musimy wspólnie podjąć wysiłek, a tam gdzie trzeba nawet „walkę”, że skutkami pandemii, szczególnie gdy chodzi o zdrowie, edukację, wypoczynek i prawidłowe wychowanie naszych pociech. Jako rodzice stwórzmy dzieciom w miarę normalne do tego warunki, nawet własnym kosztem pracy, czy wypoczynku.

Nie muszę przypominać, że:

zapewnienie dzieciom dobrego startu  w dorosłe życie to nasz podstawowy obowiązek. A dobre jego wykonanie to nasze szczęście i radość, najlepszy balsam na starość.

Jeżeli tego nie zrobimy dziś, w tym trudnym okresie, to za lat kilka otrzymamy od dzieci „odpowiednie podziękowanie”. Znam to z doświadczenia zawodowego.                                                                    

                                                                              • • •

Kochane samotne mamy ( a także ojcowie, choć rzadziej), to jest dla Was niezwykle trudne zadanie.

Wiem z praktyki jak ciężko jest samemu wychować i wykształcić dziecko przez osiemnaście lat do pełnoletności, a czasem nawet dłużej. Ja to rozumiem, tak jak znaczna większość „rodu męskiego”. Ale rozumieć i doceniać to jednak za mało.

Jak zatem pomóc mamom samotnie wychowującym dziecko /dzieci/, szczególnie w tym trudnym okresie?

Aż ciśnie się najprostsza pomoc, choć nigdy nie wiadomo czy to zawsze najlepsze rozwiązanie. To może być….kochający partner do stałego związku, który będzie jednocześnie dobrym człowiekiem jako ojciec.

Wiem, że każda z Was w takiej sytuacji najpierw się zaśmieje, a potem spyta przekornie, a jak takiego znaleźć? Niestety, tego możecie dokonać prawie wyłącznie same. Powiedziałem „prawie wyłącznie”, albowiem osoby trzecie ( tak się mówi w języku prawniczym) czasem mogą jednak pomóc i to nie tylko w charakterze swata czy swatki. Trzeba zatem szukać takich przyjaciół i w takich kręgach, w jakich chcesz znaleźć partnera do życia. Patrz moja książka, Rozdz. „O małżeństwie”.

Jednakże na dziś jesteście w zasadzie skazane na siebie. Tym bardziej, że nie jest możliwa pomoc bliskich, ze względu na konieczność zachowania dystansu.

Ale to nie jest i nie musi być powód do załamywania i poddawania się bez walki. Jak słusznie stwierdziła jedna ze znanych mi mam, a ja to potwierdzam z własnego doświadczenia, takim dobrym środkiem wychowawczym, w czasie epidemicznych ograniczeń do czterech ścian domowych, może okazać się uczenie dziecka od najmłodszego wieku samodzielności i samozaradności. Oczywiście pod dyskretnym nadzorem rodzica i przy zapewnieniu odpowiednich warunków bezpieczeństwa.

Towarzyszyć temu musi pełne uświadamianie dziecku, i to ze zrozumieniem, sytuacji w jakiej się ono znajduje oraz wynikającej stąd konieczności takiego, a nie innego postępowania.

Nie mniej, w tym okresie to na samotnej matce/ a czasem i ojcu/, ciąży ta ogromna odpowiedzialność utrzymania ciągłości normalnego życia, wychowania i kształcenia dziecka.

                        Za to należą się Wam wielkie słowa uznania

                                                                       • • •

Podobne słowa należy kierować do wszystkich ludzi żyjących samotnie, w związkach i w rodzinach.

Nie wolno nam poddawać się jakimkolwiek złym wpływom z panoszącej się wkoło epidemii.

Przede wszystkim informacjom nie potwierdzonym wiedzą i nauką, które płyną z  różnych mediów, a mogą negatywnie rzutować na nasze życie. Niestety dały się temu ponieść nasze władze, przedwcześnie ogłaszając ustąpienie zagrożenia pandemicznego. Przestrzegajmy zatem solennie zasady D,D,M, a więc: zachowujmy wskazany naukowo dystans społeczny, stosujmy prawidłowo dezynfekcję oraz nośmy maseczki.

Jak informują wiarygodne źródła, w tym Komisja Europejska, niedługo nadejdzie oczekiwana pomoc w postaci szczepionek przeciw chorobie SARS-2 COVID-19.

Dziś jest jeszcze czas wysiłku, wytrwałości, odporności  psychicznej i wyrzeczeń kosztem poświęcenia dla dobra własnego, małżeńskiego i dla naszych dzieci.

Postawmy zatem sobie wspólne zadanie cierpliwego i umiejętnego przeżycia kryzysu zdrowotnego, ekonomicznego i społecznego.

Bądźmy wyrozumiali, bardziej tolerancyjni wobec siebie i problemów występujących w nas samych, żyjących w samotności, w związkach i w rodzinach.

Tego sobie życzmy nawzajem!!!

Bronisław                                          na weekend w domu 14/15 listopad 2020 r.


Dlaczego mężowi nie zawsze mówisz prawdy?

Pamiętasz jak ostatnio  skłamałaś?

Tak! Tak !  Mówię do Ciebie, która teraz czyta tę „nagą” prawdę!

Przecież wiem, że czasem nie mówisz mu wszystkiego. Zresztą nie Ty jedna. Pociesz się, że takich żon jak Ty jest wiele!  A nawet bardzo wiele! Ale to Ciebie nie usprawiedliwia. A więc …..?!

Czas abyś się nareszcie głębiej zastanowiła dlaczego to robisz? Czy jesteś wobec niego w porządku?  Przecież w małżeństwie nie powinno być tajemnic? Czyżbyś nie miała zaufania do męża?

Tak naprawdę to Ty wiesz dlaczego? Do tych małych kłamstewek już się przyzwyczaiłaś. Stały się prawie normalnością?! A co z tymi, które graniczą już z oszustwem?

Pomyśl jakie wspaniałe byłoby Wasze małżeństwo gdybyś zawsze mówiła mu prawdę?

Przecież niektóre z nich są zupełnie niepotrzebne, a mogą zniszczyć związek?! Porozmawiajmy o tym szczerze i otwarcie……

                                                        • • •

Zanim zaczniemy nasze rozważania , przepraszam wszystkie Panie – żony -partnerki, które poczuły się osobiście urażone za ten bezpardonowy, bezpodstawny, oskarżycielski ton na wstępie.

Oczywiście, że nie wszystkie małżonki okłamują swoich mężów. Zapewne Ty do nich należysz, chociaż…..oceń to sama. Są też takie, które są do bólu szczere i bezpośrednie.

Dlaczego zatem, tak wiele z Was, nie zawsze mówi mężom wszystko, a czasem  kłamie? Przecież niektóre z kłamstw są zupełnie niepotrzebne, a mogą zniszczyć związek?!

Ale, w związkach małżeńskich i innych stałych niestety, są kłamstwa i kłamstewka.

I o dziwo te drugie ( patrz zdjęcie) są nawet czasem potrzebne dla dobra związku i występują stosunkowo często.

A te pierwsze? Porozmawiajmy o nich szczerze i otwarcie. Zresztą zobaczcie same na prawdziwych, ale zanonimizowanych przykładach:

                                                       • • •

41 letnia Ewa, elegancka i wciąż piękna kobieta, od 19 lat w małżeństwie z Marcinem o 2 lata starszym. Mają dwoje dzieci 19 letniego Kacpra i 16 letnią Milenę. Rozwodu żąda Ewa, bez orzekania o winie, podając za powód „niezgodność charakterów”. Jednakże, małżonek, już na pierwszym posiedzeniu sądu, wbrew jej oczekiwaniom i rzekomym uzgodnieniom, nagle oświadcza, że: ” nie chce rozwodu bo nadal ją kocha.  Zresztą żona wciąż zapewniała mnie, że mnie kocha i ślub braliśmy z miłości”.

Picture of lovers relaxing in luxury hotel

Tak przekonująco twierdził przed sądem.

I w tym momencie, zaskoczona i zdenerwowana żona nie wytrzymała przed sądem: „ Ja go nigdy nie kochałam” – wyrzuciła z siebie – „ a ślub wzięliśmy bo byłam w ciąży z Kacprem. Mówiłam, że go kocham, bo tak wtedy musiałam, a później dlatego, iż myślałam, że „jakoś się nam ułoży”, najważniejsze były dzieci”.

Na emocjonalną odpowiedź żony Marcin omal nie zemdlał, siadł kompletnie załamany hiobową wieścią, niszczącą jego dotychczasową wiarę w pięknie przeżytą miłość z Ewą.

Ostatecznie, po kilku posiedzeniach, sąd orzekł rozwód bez orzekania o winie. A ja będący jej pełnomocnikiem, w ciszy gabinetu, usłyszałem z jej ust skąd się wzięła ta brutalna dla męża prawda i kłamstwo powtarzane 19 lat przez Ewę. Ona już po kilku latach małżeństwa doszła do przekonania, że tak właściwie to nie kochała Marcina. Ale były małe dzieci. A na „ 100 % „ była pewna kiedy pokochała innego człowieka i była jego kochanką przez ostatnie dwa lata małżeństwa. Marcin od 11 lat pracował za granicą, stąd długo żył w błędnym przekonaniu o wzajemnej miłości małżeńskiej.

                                                         

Agnieszka i Tomek są małżeństwem od 25 lat. Właśnie w tym roku obchodzili swoje „Srebrne Gody”. Są dobrym małżeństwem – tak uważają oboje i tak ich postrzegają znajomi, sąsiedzi i ich współpracownicy, w tym ja, który to wysłuchał. Mają dorosłego syna, który właśnie kończy studia. Piękny domek na obrzeżach dużego miasta. Oboje pracują i co ważne spełniają się zawodowo. Słowem wzorowe małżeństwo i szczęśliwa rodzina. Ale jest jedno „ale…”, które siedzi w sercu, w umyśle i duszy Agnieszki, o którym nie może zapomnieć i ma wyrzuty sumienia. Cóż to takiego wobec tyle szczęścia?

Agnieszka,  siedem lat po ślubie, zdradziła męża. „ To był najgłupszy przypadek w jej życiu. Chwila zapomnienia, kobiecej słabości. Byliśmy na szkoleniu „- niechętnie dziś wspomina. „On” to przełożony z ich centrali w Warszawie. Był „wieczorek integracyjny”, alkohol, a on był taki miły, szarmancki, sypał komplementami z rękawa, a resztę zrobił alkohol „. Dziś ocenia tak : „To było dla mnie bez znaczenia. Po przyjeździe wstydziłam się siebie. Na początku nosiłam się z zamiarem wyznania Tomkowi prawdy.

Jednak wtedy przeważyła myśl, że ta prawda może zniszczyć ich związek. Starałam się oswoić z tym psychicznym problemem, wyciszyć i wymazać z pamięci tą zdradę. Ale z drugiej strony patrząc, wiedziałam, że gdyby Tomek mnie zdradził, to na pewno by się przyznał. Niestety do dziś to mnie męczy. Czuje się oszustką i chcę w końcu mu to wyznać, lecz nadal się boję, że mogę zniszczyć nasze wspólnie osiągnięte szczęście. Kocham Tomka! Co mam zrobić?!”

                                                          • • •

28 letnia Kasia i  35 letni Sławek pobrali się pięć lat temu. Kasia cicha, spokojna dziewczyna, wychowana w katolickiej rodzinie, po studiach pedagogicznych. Poznała Sławka przypadkowo w pociągu. Była nim zachwycona. Elokwentny, przystojny prawnik, zauroczył ją już w pociągu swoją wizją szczęśliwego życia z przyszłą żoną. Na zaproszenie na kawę przytaknęła z niekłamaną radością, tym bardziej, że mieszkali w tym samym mieście. I tak to się pięknie zaczęło. Jako, że nie zaznała dotąd przyjemności z seksu, stąd bez świadomej potrzeby głębszych doznań i przeżyć, rozpoczęła ze Sławkiem współżycie seksualne. Ważne było aby Sławek za każdym razem był zadowolony. Zawsze potwierdzała doznaną wspólnie rozkosz ze współżycia seksualnego, zapewniając go o swoim zadowoleniu łącznie z orgazmem.

Niestety czyniła to wbrew rzeczywistym doznaniom, ale – jak twierdziła – dla dobra ich związku, Rzeczywiście Kasi i małżeństwu wiodło się bardzo dobrze, ale głownie materialnie. Czas przyjemnie płynął w ich małżeństwie. Kasia cieszyła się z rosnącego dobrobytu, a Sławek cieszył się, że tak ładnie układa mu się życie, kariera zawodowa, łącznie ze „wzajemnym” zadowoleniem ze współżycia seksualnego.

Kiedy rodzice Kasi coraz częściej zaczęli pytać o potomstwo, rzeczywiście to ją zmartwiło, albowiem od jakiegoś czasu wspólnie ze Sławkiem postanowili, że chcą mieć dziecko i „poszli na całość z seksem”. Tymczasem nic z tego. Oboje zaniepokojeni przeprowadzili wszelkie niezbędne badania i…….okazało się, że Sławek nie może spłodzić dziecka, także metodą „in vitro”.

Ta wiadomość zburzyła spokój i dotąd sielskie życie, „kochających się” małżonków, niezależnie od ukrywanego braku spełnienia seksualnego Kasi.

Wtedy to u Kasi po raz pierwszy  pojawiło się zwątpienie, czy pozostawanie dalej w związku ma sens. Bez dzieci (Sławek nie mógł się pogodzić z adopcją dziecka),  bez zadowolenia z pożycia seksualnego, i to w tak młodym wieku, tylko dla dobrobytu materialnego?

Dziś, po wielu rozmowach, postępowaniu mediacyjnym i sprawie sądowej, Kasia jest po rozwodzie ze Sławkiem. Rozstali się kulturalnie i w zgodzie.

Kasi pozostał w pamięci jeden ważny i długo popełniany błąd. Niepotrzebnie oszukiwała siebie i Sławka, że jest zadowolona ze współżycia seksualnego. Mimo, iż z czasem coraz bardziej to odczuwała emocjonalnie, a nadal postępowała wbrew temu. Uważa ten czas za niepotrzebnie stracony, wskutek zewnętrznego zauroczenia, a następnie w pogoni za „ rzekomym” szczęściem materialnym.

                                                       •

Tak, na prawdziwych przykładach życiowych, wyglądają:

Trzy największe kłamstwa małżonek:  

1- nigdy go nie kochałam, a zapewniałam, że tak.

2- zdradziłam i nigdy się nie przyznałam.

3- mówiłam, że jestem zaspokajana seksualnie i osiągam orgazm, a było odwrotnie.

                                                       

Na koniec, przeanalizujmy to wszystko i spróbujmy udzielić  odpowiedzi sobie samej lub wspólnie z partnerem, na pytania:

Czy właściwie postępowały żony w tych trzech związkach małżeńskich? Jeżeli uważasz inaczej, to jak według Ciebie powinny się zachować z korzyścią dla czyjego dobra: swojego, małżeństwa, rodziny, dzieci?

Czy według Ciebie, w niektórych sytuacjach, kłamstwa, o skali i rodzaju jak w rzeczywistych przykładach, mogą dobrze służyć małżeństwu?

A jak oceniasz drobne kłamstewka w codziennym życiu małżeńskim, no i nie tylko w związku?

Zachęcam także do komentarzy na łamach bloga „ Szczęśliwi, pechowcy, malkontenci”

Bronisław                                    sierpień 2020 r.  – w czasach pandemii COVID 19


Co Ty i Twój małżonek/ka – partner/ka robicie aby ustrzec Wasz związek przed rozpadem i rozwodem? O czym trzeba pamiętać dziś w dobrych związkach.

Temat do zastanowienia, a także memento dla wszystkich związków!

Pamiętam z praktyki znamienny przykład.Niespełna czterdziestoletnia, elegancka klientka w sprawie rozwodowej, siedzi w mojej kancelarii i z rozżaleniem opowiada jaki to zły był i jest jej mąż. „ Jesteśmy dopiero dziewięć lat po ślubie, a ja już doznałam tyle zła w związku, że aż trudno wszystko opisać!- zakończyła uzasadniając, jej zdaniem, konieczność skierowania sprawy do sądu o rozwód.

„No dobrze, a co Pani i mąż zrobiliście aby ratować małżeństwo, skoro na początku była taka wielka miłość?- rutynowo, ale w tym przypadku ze szczególnym zaciekawieniem spytałem, mając na uwadze uzasadnienie ewentualnego pozwu o rozwód.

Od kilku lat żyjemy jak pies z kotem, każdy swoim życiem i nie mogę się z nim dogadać nawet w błahej sprawie, a co dopiero…….. No właśnie ! W tym tkwi problem i to nie tylko w tym związku.

Miłe złego początki!

Poznaliśmy się na przyjęciu u wspólnych znajomych. Marcin przystojny wysoki, wysportowany i świetnie ubrany mężczyzna od razu wpadł mi w oko. Alkohol, dopełnił reszty i na koniec znaleźliśmy się u mnie w domu i w łóżku”- tak opisywała początek zauroczenia i „jej” miłości moja klientka. „ Później potoczyło się wesołe, upojne, przepełnione seksem, beztroskie  życie. Oboje pracowaliśmy na intratnych, samodzielnych stanowiskach, co ewidentnie temu sprzyjało. Po ślubie i „miesiącach” miodowych pełnych uciech i podróżach, zamieszkaliśmy w jego mieszkaniu w centrum miasta, rozbrzmiewającego życiem towarzyskim i zabawami.

„ I wyszło szydło z worka”

Z czasem okazało się, że Marcin jest uzależniony od gier hazardowych. Chyba miał szczęście, bo jego „hobby” – tak to określał, jak gdyby nie przeszkadzało dobremu życiu małżeństwa. Wszystko nagle się urwało, kiedy urodziłam córkę. Marcin wielokrotnie i przekonująco zapewniał, że dziecko będzie ich przedłużonym szczęściem. Stało się zupełnie odwrotnie. Od tego czasu mąż zaczął żyć swoim życiem hazardzisty, kontynuując stare zwyczaje i nawyki. Ja musiałam „poświęcić się” i swoje życie osobiste i zawodowe córce.” I tak jest do dziś”.

Gdzie uleciała „wielka miłość”?

„Hazard męża był dla niego ważniejszy niż miłość do mnie, do dziecka, a nawet seks, niegdyś tak ważny i łączący. Czy ja próbowałam jakoś ratować związek? To było praktycznie niemożliwe. Marcin każdą rozpoczętą rozmowę kończył krótko: ” znowu marudzisz, czego chcesz, wszystko masz ”. A potem wychodził. W złości nawet późnym wieczorem. Ostatnio już często nie wracał na noc i nawet nie próbował się tłumaczyć.”

Mąż nie tylko nie chciał słyszeć o uzależnieniu, ale uważał, że to jest znakomite źródło dodatkowych dochodów”.

Przed sądem  małżonek odmówił mediacji. Ostatecznie sąd orzekł rozwód z jego winy. W uzasadnieniu wyroku sąd szczególnie podkreślał  brak komunikatywności partnerskiej od początku związku, głównie z winy męża.

Spróbujmy sobie odpowiedzieć na retoryczne pytania, każdy na podstawie własnej wiedzy i doświadczenia:

Dlaczego ten związek się rozpadł?

Czy partnerzy popełnili błąd w doborze do małżeństwa?

Czy można było wcześniej ratować ten związek?

Jak powinno wyglądać rozwiązywanie problemów w związku?

Pomocą niech będzie mój artykuł z maja 2020r „ 3 razy „ K” ……”

Bronisław                                                                  sierpień 2020 r.


Czy astrologiczny horoskop może rzeczywiście pomóc w doborze partnera do stałego związku?

Przypadek zrządził, że wypoczywając nad morzem spotkałem „starą” znajomą z młodzieńczych lat. Umówiliśmy się na wspominkowe spotkanie przy kawie. Okazało się, że od kilku lat jest wdową i bez skrupułów przyznała, że „ poszukuje” partnera do stałego związku. Jako że jestem „doświadczonym kawalerem z odzysku”, z niezwykłym zaciekawieniem wysłuchałem jej metody poszukiwania partnera. Prawie wyłącznym kryterium doboru, oprócz normalnego wyglądu i stanu zdrowia, stanowi znak zodiaku spod którego miał się wywodzić potencjalny kandydat. Jej skuteczność między innymi ma polegać na znalezieniu partnera o sprzyjającym znaku zodiaku, z datą urodzenia w odpowiedniej jego fazie.

 Zdziwiło mnie to tym bardziej, iż jest kobietą świetnie wykształconą i to o kierunku ścisłym. Stąd też w jej chłodnych kalkulacjach już na starcie, w ramach przykładu choć z uśmiechem, ale odpadłem. Wynikało, z jej wyliczeń, że jako Skorpion kompletnie nie nadaję się do związku z nią jako Bliźniakiem.

Ponieważ, astrologia i wszelkie horoskopy na niej oparte dotąd były dla mnie pseudonaukowym „wróżeniem z fusów”, od razu przytoczyłem jej taki oto naukowy dowód, potwierdzony przez amerykańską NASA, o zmienności znaków i bezsensowności jej metody:

Okazało się to za mało! No to wytoczyłem jeszcze cięższe argumenty czysto życiowe, o których pisałem w blogu w marcu 2019 roku, w artykule

” Jak znaleźć i dobrać partnera do stałego związku?”

I zadałem jej wprost pytanie:

„ A jakie znaczenie w doborze partnera mają takie cechy i wartości jak:

miłość, bliskość, dopasowanie, zaufanie, seks, wierność, czy umiejętność porozumiewania się?”

I tutaj nie mogłem wyjść z podziwu słysząc taką odpowiedź. „ Z mężem byliśmy dopasowanymi znakami. Pomijając okres „miodowy”, na początku było jednak różnie. Dopiero po  latach osiągaliśmy prawdziwą miłość i te cechy które wymieniłeś”.

„Ależ tak być powinno w każdym związku małżeńskim i partnerskim! – zadowolony niemal wykrzyczałem. „A kwestia astrologicznego, a więc magicznego doboru partnerów według horoskopu, nie ma w istocie większego znaczenia. Ważna jest wiedza, świadomość znaczenia, wypracowanie i osiągnięcie wymienionych przeze mnie cech, stanowiących podstawowe wartości szczęśliwego związku, na płaszczyźnie wspólnego życia”.

Szczęście w związku buduje się przez całe wspólne życie.

Co do tego stwierdzenia osiągnęliśmy niemal jednomyślność. Choć moja koleżanka jeszcze wielokrotnie powoływała się na teorie naukowe Junga, ucznia Freuda, który prawie 100 lat temu jako pierwszy zastosował astrologię w psychoanalizie osobowości.

Byliśmy zgodni, że najpierw partnerzy muszą się znaleźć, spotkać, wstępnie poznać i chodzi o ten pierwszy, niezwykle ważny kontakt (kontakty), od którego może później zależeć całe ich życie.

Co może o tym, na tym spotkaniu, zadecydować?

Zauroczenie zewnętrzne wyglądem partnera/ki?!

Chemia i wewnętrzne poczucie psychofizyczne, tzw.” motylki w brzuchu”?!

Czy też chłodna kalkulacja doboru charakterów ze znaków zodiaku?!

No i na ile dany rodzaj wyboru ma wpływ na późniejsze życie związku?

Oboje po dłuższej dyskusji, uznaliśmy że wygląd zewnętrzny, a więc ten rodzaj zauroczenia, ma trzeciorzędne znaczenie po dwóch pozostałych wyborach. On najszybciej przemija w trakcie kłopotów normalnego, codziennego życia związku. Następuje spowszednienie, zobojętnienie, a z czasem rodzi się u partnerów pokusa poszukiwania „nowości”, „inności”, „porównywalności”.

I wówczas co będzie „trzymać”, czyli bardziej łączyć partnerów związku? Astrologiczne, wciąż te same „charaktery” wynikające ze znaku zodiaku, czy też psychofizyczna więź, którą zrodziła „ chemia” pierwszego „wejrzenia”?

No i tu „pokonałem” koleżankę moją racjonalną, bo naukową argumentacją.

Zwyciężą zawsze te „chemiczne” hormony miłości, tkwiące w organizmie każdego człowieka, a nie „magiczne” i niepewne horoskopy dzienne, miesięczne, roczne, czy na całe życie.

Na pierwszym spotkaniu powinna zadziałałać dopamina wywołując podwyższony stan emocjonalny, zainteresowanie partnerem/ką, kontynuację spotkań i potrzebę bliskości. Jeżeli tak się stanie, to mogą to być narodziny miłości.Ale w zależności od wieku i doświadczenia życiowego droga do miłości może być krótsza lub dłuższa.

Dalej już w związku zadziałają endorfiny, działające podobnie do morfiny, będą dawać uczucie szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa. One sprawiają w podświadomości, że wystarczy sama obecność partnera. O dziwo nawet wówczas kiedy pozostajemy w sporze i mamy „ciche dni”.

Będzie też działać oksytocyna, dzięki której potrzebujemy czułości, bliskości i ciepła partnera.  Ona odpowiada za poczucie szczęścia we dwoje i wzmacnia instynkt rodzicielski.

Równolegle z „chemią miłości” w związku muszą  dobrze funkcjonować te wszystkie cechy i wartości, które decydują o jego stałości i trwałości. A więc bliskość, zaufanie, współżycie seksualne, wierność, no i optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia.

Czy zatem warto opierać się na  znakach  zodiaku poszukując partnera do stałego związku i dalej budować na nich swoje i wspólne szczęście?

To retoryczne pytanie pozostawiamy Wam drodzy Czytelnicy?

„ Skorpion” Bronisław  i „astrologiczna znajoma”                     koniec lipca 2020 r.