Kryzys autorytetów? Czy tylko przejściowe zjawisko w polskim społeczeństwie?

Co się dzieje w naszym kraju z tradycyjnymi autorytetami: władzy państwowej, politycznymi, społecznymi, kościelnymi, wychowawczymi, naukowymi, zawodowymi?

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej to „głowa Państwa” , najwyższy organ Państwa Polskiego, przywódca -mąż stanu, mocny i wiarygodny głos narodu, który go wybrał w bezpośrednim głosowaniu. Tak być powinno! A jak jest?!

Prezydent Duda to, dla wielu Polaków, i to nie tylko dla jego opozycjonistów, „marionetka”, „długopis”, „ Adrian”, w znaczeniu braku samodzielności i niezależności od partii PiS, a tak właściwie od jej Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To także wizualny skutek  podpisywania na „kuckach” dokumentu państwowego obok siedzącego Prezydenta USA, Donalda Trumpa.

No więc jak to jest z jego autorytetem w kraju i za granicą?

Przywódcy polskich partii politycznych, byli i aktualni: Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Janusz Palikot,  Janusz Korwin Mikke, Ryszard Petru, Paweł Kukiz, a także inni, bez względu na prawdę, w oczach i słowach przeciwników politycznych to anty przykłady autorytetów, mężów stanu, nie szanowani, publicznie obrażani i szkalowani.

Sędziowie: to „ złodzieje”, „ komuchy”, „ kasta „.Tak jest dziś przedstawiany autorytet przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, powaga sądu, jego niezawisłość i niezależność. I dzieje się tak za przyzwoleniem władzy państwowej, a czasem wręcz z jej inspiracji dla celów walki politycznej.

No to jak jest w końcu z autorytetem sędziowskim i wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju?

Księża, coraz częściej postrzegani są jako „biznesmeni”, a ostatnio jako pedofile, a nie misjonarze – krzewiciele religii, autorytety dobra i świętości.

Pęka mit ojca duchowego, dzieci i młodzieży.

Lekarz to już nie zawód z powołania, specjalista od zdrowia z wielkim zaufaniem społecznym. Dziś  z powodzeniem zastępuje go pseudo „uzdrowiciel”,  znachor, „kręgarz”, „ masażysta”, czy „lekarz homeopata”. Wystarczy szyld, reklama i dobra „fama”.

No to jak wyglądać będzie nasza kondycja zdrowotna za lat kilkanaście?

Nauczyciele – wychowawcy: „Nie będą naszych dzieci uczyć nauczyciele od edukacji seksualnej, my rodzice nie pozwolimy na krzewienie ideologii „ gender ”, LGBT i takiego wychowania w rodzinie. To nam, rodzicom, konstytucja gwarantuje wychowanie według naszego wyboru! ”Takie głosy dość powszechnie słychać wśród zwolenników aktualnej władzy i partii rządzącej.

No to niech dalej księża i katechetki uczą edukacji seksualnej, świadomego rodzicielstwa oraz życia w małżeństwie i rodzinie.

My rodzice: No to na koniec spójrzmy samokrytycznie jakim autorytetem darzą dziś rodziców ich własne dzieci? Posłuchajmy co myślą o wiedzy rodziców i ich wychowaniu w zakresie edukacji seksualnej? Skąd one czerpią pierwszą wiedzę na te tematy?

Czy zatem dalej rodzice mają żyć jak w czasach średniowiecza, w zacofaniu umysłowym, traktując wiedzę jako „tabu”, oddając wychowanie dzieci „oświeconym” przedstawicielom Kościoła lub pozostawiając je na pastwę przypadkowej wiedzy internetowej, w tym pornografii, bądź często tragicznym doświadczeniom życiowym.

Dlaczego tak się dzieje w naszym kraju? Skąd się biorą kryzysy autorytetów, tworzących podstawy dobrobytu nowoczesnego państwa i szczęśliwego narodu?

Spróbujmy wspólnie znaleźć przyczyny, a może sformułować pozytywne wnioski?!

I tak po kolei:

Skąd się wziął kryzys autorytetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej?

Wszyscy znamy to powiedzenie „ ryba psuje się od głowy”! W tym przypadku od Głowy Państwa, a konkretnie Prezydenta Andrzeja Dudy. Co zatem „ psuje się” w wykonywaniu zadań i obowiązków Prezydenta RP nałożonych w art. 130 Konstytucji  określającym treść jego przysięgi. Przeanalizujmy to wspólnie.

….” uroczyście przysięgam,

  1. że dochowam wierności postanowieniom konstytucji,”..

I od razu, sięgnijmy pamięcią do faktów i odpowiedzmy sobie sami na pytanie:

Czy Prezydent Duda rzeczywiście i w każdym przypadku „ dochował wierności konstytucji, a więc postępował zgodnie  jej postanowieniami, przestrzegał je, nigdy nie łamał?

Nie sposób zapomnieć, choćby jednego znamiennego przykładu, kiedy już na początku kadencji Prezydent Duda ułaskawił nie skazanego prawomocnym wyrokiem ( a więc niewinnego), partyjnego kolegę Mariusza Kamińskiego. Dzięki czemu do dziś pełni on funkcję Ministra, czyli stanowi anty wzór autorytetu przedstawiciela rządy, najwyższej władzy państwowej. Jest przestępcą czy nie!? Fakt ten stanowił złamanie art. 139 Konstytucji, który potwierdził Sąd Najwyższy.

2)..że … będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa,..

I odpowiedzmy sobie na pytanie:

Czy Prezydent Duda w okresie swojej pięcioletniej kadencji zawsze i wszędzie, w tym w kraju i  podczas wizyt zagranicznych, dbał o godność narodu, i strzegł bezpieczeństw Państwa w tym w zakresie obronności i sił zbrojnych?

Pamiętamy skąd  wziął się obraz „kucki” Prezydenta RP przy podpisywaniu dokumentu obok siedzącego Prezydenta USA, a także „działania” Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza z pominięciem lub wbrew woli Prezydenta jako Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Zobaczymy co przyniesie Polakom wizyta Prezydenta Dudy w USA 24 czerwca b.r.

  • ..a dobro Ojczyzny oraz pomyślność Obywateli będą dla mnie najwyższym nakazem”.

Czy rzeczywiście dla Prezydenta Dudy najwyższe nakazy płynęły wprost z konstytucji, a nie z innego źródła decyzyjnego?

W tym miejscu spróbujmy odpowiedzieć sobie skąd się wzięły powszechnie znane żartobliwe i krytyczne przydomki „ Adrian” i „ długopis”. Czy czasem nie stąd, że Prezydent Duda, niestety, nie był niezależnym od nikogo najwyższym organem Państwa Polskiego. A wprost przeciwnie w większości przypadków „wykonywał nakazy” Prezesa rządzącej partii Jarosława Kaczyńskiego, a nie z konstytucji. Podpisywał bezkrytycznie ustawy podejmowane w trybie naruszającym postanowienia Konstytucji, nie zawsze dla dobra wszystkich Polaków,.

Skąd się biorą  kryzysy autorytetów przywódców partii politycznych w naszym kraju?

Najlepszymi przykładami kryzysu autorytetów liderów partii politycznej w naszym kraju to wizerunki przywódcy Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego oraz Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny.

Wzajemne „szczucie” na siebie z zaangażowaniem jak największej grupy społeczeństwa i własnych członków, to jest widoczne na co dzień,

we wszystkich środkach przekazu, niestety, w tym głownie w Telewizji Polskiej, opłacanej przez nas, wszystkich Obywateli.

W naszym kraju, w odróżnieniu od innych na zachodzie, normalna walka partii o władzę, jest pobawiona kultury politycznej, szacunku dla przeciwnika jako człowieka i jakichkolwiek zahamowań, włącznie z „ chamstwem” w ustach przywódców partii. Nie brak bowiem w niej zniewag osobistych, grupowych, a nawet poniżeń znacznej części podzielonego społeczeństwa. Słowa takie jak: „ dziadek z Wehrmachtu”, „chamska hołota”, „zdrajcy”, „ komuniści i złodzieje”, „ gorszy sort”, „ łże-elita”, stają się „normalnością w zachowaniu przywódców partii, jednoznacznie obniżając ich kulturą, a przede wszystkim społeczny autorytet.

Prawdą jest, ze także wśród sędziów, jak w każdym zawodzie zaufania publicznego, zdarzają się „czarne owce”. Tak było, jest i zapewne nadal będzie się zdarzać, że do dziesięciotysięcznej rzeszy sędziów, tak ważnej profesji stanowiącej trzecią władzę, trafiają osoby niegodne.

Dlaczego w oczach obywateli spada autorytet sędziów i całego wymiaru sprawiedliwości?

Ale to incydentalne zjawisko nie powinno być przedmiotem walki politycznej, której celem jest przejęcie władzy sądowniczej przez władzę wykonawczą (rząd i prezydent), lub przez władzę ustawodawczą (Sejm i Senat RP). Niestety tak się dziś dzieje w naszym kraju.

Do części Polaków nie trafia argument, że takie przejęcie władzy burzy podstawy demokracji i jest niezgodne z naszą Konstytucją. Mimo tego wszyscy widzieliśmy wielkie banery reklamowe, tworzone na zlecenie władzy wykonawczej, szkalujące całe środowisko sędziowskie. Słyszeliśmy także publiczne, w kraju i za granicą. Zniesławianie sędziów przez Premiera Morawieckiego i Prezydenta Dudy jako „złodziejów” czy „komuchów skazujących uczciwych ludzi”. Wcześniej rząd Beaty Szydło, długo nie ogłaszał wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niekonstytucyjnych zmian w sądownictwie, kwestionując jego wiarygodność. Dziś również przedstawiciele władzy wykonawczej nadal podważają wyroki sądów nie odpowiadające ich celom politycznym. Skoro władza nie uznaje, podważa,  kwestionuje i nie wykonuje wyroków sądów, to trudno się dziwić, że Obywatele będą czynić tak samo.Tak oto i z tych przyczyn upada autorytet sądów i wymiaru sprawiedliwości. Jego odbudowa, niestety, będzie trwać znacznie dłużej niż niszczenie.

Nie da się również ukryć, że tak jak podważany jest autorytet sędziów, podobnie dzieje się z autorytetem lekarzy. Dlaczego? Skoro to od nich zależy nasze najważniejsze dobro-zdrowie?!

Spójrzmy na praktyczne przykłady skąd to się bierze. Nie tak dawno w naszym kraju były strajki rezydentów, młodych lekarzy, którzy w przyszłości mają skutecznie dbać o nasze zdrowie. O co w nich chodziło? A no o wynagrodzenia adekwatne do ich ciężkiej, często wydłużonej ponad normy, pracy. Jakby w sprzeczności do ich żądań od Państwa, zarówno władza jak i My Polacy często uważamy, że lekarze to grupa zawodowa najlepiej zarabiająca, a w dodatku to „ łapówkarze”.  

Ostatnie przykłady: prof. Grodzki znakomity lekarz – specjalista i naukowiec, a jednak wkrótce po objęciu funkcji marszałka Senatu, został posądzany o przyjmowanie korzyści pieniężnych w zamian za zabiegi wykonywane w publicznym szpitalu. Prof. Łukasz Szumowski, lekarz, naukowiec, traci autorytet w czasie wykonywania nowej funkcji politycznej- ministra. I tak zła fama niesie upadek autorytetu zawodu lekarza.

Ale dlaczego, w dzisiejszych czasach, dostępu do wiedzy, wciąż wielu ludzi bardziej niż lekarzom ufa znachorom, pseudo uzdrowicielom, bioenergoterapeutom, masażystom amatorom, kręgarzom i innym „cudotwórcom zdrowotnym”?

Na to pytanie niech każdy spróbuje znaleźć sobie odpowiedź, być może nawet na własnym przykładzie.

A co się dzieje z autorytetem i misją księży, jak i samego Kościoła?

Co rusz słyszymy, że księża stają się coraz bardziej pazerni na pieniądze z tytułu opłat za posługi kościelne. Zamiast co łaska, już oficjalnie wywieszają cenniki usług, bądź uzależniają wprost wykonanie posługi od konkretnej wpłaty. Czyżby zatem księża stają się typowymi biznesmenami, których podstawowym celem jest zysk.

Autorytet polskiego Kościoła i księży jeszcze bardziej upada wraz z odkrywanymi co jakiś czas aferami pedofilskimi księży i ukrywanie ich , przez wysokich przedstawicieli Kościoła, oraz księży – przestępców seksualnych przed odpowiedzialnością karną i cywilną.

Niegdysiejszy ojciec duchowy i wychowawca naszych dzieci w duchu religijnym, dziś coraz częściej postrzegany jest jako potencjalny pedofil – zboczeńca – przestępca.

Sięgnijmy do autorytetu tak ważnego dla wychowania naszych dzieci. Jak w naszym kraju wygląda autorytet nauczyciela wychowawcy w oczach władz, a także samych dzieci i nas rodziców?

Kto w dzisiejszych czasach będzie chciał być nauczycielem, skoro ich wynagrodzenia nie zaspakajają nawet zwykłych potrzeb życiowych. W praktyce do zawodu idą przede wszystkim ci, którzy nie znajdują lepszej, spokojnej i wyżej płatnej pracy.

Nauczyciele z powołania, załamują ręce, czego i jak mają uczyć, w świetle obowiązującego prawa oświatowego, sięgającego treści średniowiecznych, w tym edukacji seksualnej , świadomego rodzicielstwa i wychowania w rodzinie. Zamiast ich, umiejętności rozwiązywania problemów i przygotowania dzieci do współczesnego życia, mają wpajać przeszłość historyczną narodu, oderwane od realiów życiowych regułki i zadania pamięciowe.

Jaki zatem mogą mieć autorytet u swoich uczniów, którzy to widzą, ignorują nauczycieli i korzystają z wiedzy poza naukowej, z innych powszechnie dostępnych źródeł, internetu, środowiska, złych doświadczeń życiowych.

No i na koniec spójrzmy na samych siebie. Czy ja, rodzic, matka i ojciec, jestem/ byłam/łem/ autorytetem dla własnych dzieci?

Czy w realiach życia codziennego byłam/łem/ dla dziecka wzorem do naśladowania?

Czy przekazywałem we właściwy i skuteczny sposób swoją, posiadaną wiedzę praktyczną, ucząc dziecka/dzieci/ umiejętności rozwiązywania codziennych problemów życiowych?

Czy potrafiłam/łem/ umiejętnie przekazać swoją wiedzę i doświadczenia w zakresie edukacji seksualnej, świadomego macierzyństwa/ojcostwa/ , czy też pozostawiłam/łem/ ją jako temat „tabu”?

Czy według mojej oceny dziecko/dzieci/ uważa/ją/ mnie za autorytet dobrego rodzica?

              Zaczynając pisać ten artykuł, chciałem poruszyć kwestię kryzysów autorytetów osobowych. Jednak już w trakcie pisania, samorzutnie zaczął się wyłaniać obraz kryzysu naszego Państwa. To przykre, ale taki wniosek powstaje na tle niszczenia autorytetów najważniejszych stanowisk, funkcji i zawodów zaufania publicznego w naszym kraju. I czynią to przedstawiciele władzy jako środek walki politycznej o władzę, ale niestety czynimy to i My wówczas, kiedy pozostajemy biernymi Obywatelami naszego Państwa.

Człowieku, Obywatelu, Polaku! Bierz się tylko za to co umiesz, czego się nauczyłeś i na czym się znasz, bo masz taką wiedzę.

Słaby to będzie przywódca, prezydent, premier, minister, sędzia, lekarz, nauczyciel, którego autorytet opierać się będzie na poparciu partii politycznej, aspiracji bez pokrycia, pogoni za pieniądzem, a nie na kompetencjach wynikających ze zdobytej wiedzy, praktyki zawodowej i doświadczenia życiowego.

I tak się niestety dzisiaj dzieje w naszym kraju. Stad też, między innymi, biorą się kryzysy autorytetów i zaufania, o których pisałem wyżej. Dlatego też cierpi na tym autorytet naszego Państwa w Europie i na Świecie.

Bronisław                                                                  czerwiec 2020 r.


Pełnię zadowolenia z pracy zawodowej człowiek osiąga wówczas gdy umiejętnie godzi pracę z „ życiem prywatnym”.

Jak pogodzić pracę, którą się kocha, z pozostałymi sześcioma wartościami składającymi się na prawdziwe szczęście? Która z tych wartości jest ważniejsza w życiu człowieka na drodze do szczęścia?

W życiu codziennym martwimy się, a czasem tłumaczymy z własnych kłopotów związanych z poszczególnymi wartościami życiowymi takimi słowami: „Praca zajmuje mi tyle czasu, że nie mam kiedy szukać miłości”, „Moje kłopoty w małżeństwie są wynikiem przepracowania”, „Nie mogę pogodzić pracy z wychowaniem dzieci” lub „Nie mogę pogodzić pracy z życiem rodzinnym” albo „Z powodu pracy nie mam czasu na życie prywatne”. Proszę zwrócić uwagę, że powyższe problemy wskazują na zaistnienie sprzeczności w pogodzeniu najważniejszych wartości koniecznych łącznie do prawdziwego szczęścia, rozumianego jako pełnia życia. Przypominam, że myślą przewodnią książki jest szczęście człowieka. Z jego definicji jednoznacznie wynika, że aby osiągnąć szczęście, czyli pełnię życia, trzeba umieć pogodzić łącznie wszystkie najważniejsze wartości, które się na nią składają: oddanie w miłości, spełnienie w małżeństwie i w rodzinie, dobre wychowanie dzieci, satysfakcję z pracy zawodowej, a także samorealizację przez twórcze życie i czynienie dobra. Jakże ogromne zadania ma człowiek, aby osiągnąć to upragnione prawdziwe szczęście! Musi umieć pogodzić wszystkie wartości, czyli realizować je równolegle w zgodzie ze sobą, aby żadna z nich nie doznawała uszczerbku kosztem innej. Tej zgodnej i równoległej realizacji wszystkich siedmiu wartości tworzących prawdziwe szczęście sprzyja naturalny rozwój i przebieg życia człowieka. Realizacja i osiąganie niektórych z nich odbywa się w różnym czasie. Na przykład posiadanie dziecka (dzieci), jego (ich) wychowanie oraz spełnienie w rodzinie można szczęśliwie realizować po pierwszej i drugiej fazie miłości (po miłości romantycznej i miłości małżeńskiej), a także po spełnieniu w małżeństwie. Podobnie do osiągnięcia samorealizacji można z powodzeniem dążyć po zrealizowaniu pięciu poprzednio wymienionych wartości, a nawet po osiągnięciu satysfakcji z pracy zawodowej. Teoretycznie i prawnie takie wartości, jak posiadanie dziecka, jego wychowanie i spełnienie w rodzinie powinny być realizowane i szczęśliwie osiągnięte w okresie osiemnastu lat. Tyle bowiem prawnie trwa władza rodzicielska nad dziećmi (od urodzenia do pełnoletności).

Najtrudniej, bo równocześnie, zgodnie i przez najdłuższy okres życia, jest realizować na drodze do szczęścia takie wartości, jak wzajemna miłość, spełnienie w związku małżeńskim (partnerskim, konkubinacie) oraz satysfakcja z pracy zawodowej.

Można powiedzieć i jak gdyby potwierdzić, że dużo racji mają ci ludzie, którzy twierdzą bądź narzekają, że nie można pogodzić tych wszystkich wartości. Takie stwierdzenia oznaczałyby jednak, że nie jest w ogóle możliwe osiągnięcie prawdziwego szczęścia, czyli pełni życia. A może niektóre z nich są mniej ważne i nic się nie stanie, kiedy człowiek ich nie osiągnie lub wręcz pominie?

Otóż nie! Przecież naszym najważniejszym celem i sensem życia jest osiągnięcie prawdziwego szczęścia, a nie tylko jednej lub kilku z ważnych wartości. W mojej definicji prawdziwe szczęście to pełnia życia składająca się z siedmiu najważniejszych wartości. Przypomnę, co pisałem w poprzednich rozdziałach o najważniejszych wartościach życiowych. Czy jest możliwe osiągnięcie prawdziwego szczęścia bez oddania we wzajemnej miłości? Czy jest możliwe spełnione małżeństwo bez miłości, bez posiadania dziecka, bez założenia rodziny? Czy jest możliwe utrzymanie szczęścia małżeńskiego, rodzinnego bez pracy dającej zabezpieczenie materialne i satysfakcję?

Zapewne jesteśmy zgodni, że do osiągnięcia prawdziwego szczęścia konieczne jest osiągnięcie wszystkich siedmiu wartości. Wszystkie są tak samo ważne. Pozostaje tylko ważny problem do rozwiązania, jak w rzeczywistości życiowej je wszystkie pogodzić. Spróbujmy zrobić to wspólnie: ja, wskazując praktyczne odpowiedzi, Ty, drogi Czytelniku, w realnym życiu. To jest możliwe!

Jak pogodzić pracę zawodową z miłością, szczególnie w czasie tworzenia trwałego związku miłosnego, w okresie miłości romantycznej i narzeczeństwa?

Niektórych może nawet dziwić, że ktoś może mieć problemy z pogodzeniem pracy zawodowej ze swoim życiem miłosnym. Wbrew pozorom pytanie takie jest w pełni uzasadnione, bo tego typu problemy nie są wyjątkowe. Odpowiedzi na to pytanie postaram się udzielić w odniesieniu do dwóch różnych sytuacji faktycznych. W pierwszej pracownik poświęca się pracy, którą kocha, i nie może znaleźć miłości swojego życia. W drugiej pracownik oddaje się pracy, która daje mu pełną satysfakcję, i jest zakochany, ale uważa, że jeszcze nie jest gotowy do małżeństwa lub myśli, że gdy poświęci się z oddaniem w miłości, utraci pracę, którą kocha, i odwrotnie. Człowiek pracuje zawodowo, kocha swoją pracę i zamierza się w niej realizować do końca życia. Jest na etapie poszukiwania miłości swojego życia. Co ma robić, aby praca, którą kocha, nie stanowiła przeszkody w znalezieniu prawdziwej miłości, lub już ma kłopoty z poszukiwaniem miłości ze względu na oddanie w pracy?

Po pierwsze, pracownik, który już uzyskuje satysfakcję z wykonywanej pracy, powinien utwierdzić się, czy jego zadowolenie z pracy znajduje potwierdzenie w ocenie pracodawcy, przełożonych jako należyte wykonywanie obowiązków wynikających z umowy o pracę i innych nałożonych w ramach rodzaju umowy. To faktyczne potwierdzenie pracodawcy powinno dać pracownikowi pewność stabilności pracy, a tym samym „wystudzenie” nadaktywności zawodowej w zakresie ponad należyte dotąd wykonywanie obowiązków, w mylnym przekonaniu, że pracodawca oczekuje więcej. Ponadto ta gwarancja pracodawcy, że nie ma żadnego zagrożenia lub obaw o pracę, którą pracownik kocha, powinna dać spokój psychiczny oraz wolność bez ograniczeń czasowych i innych do realizacji drugiego najważniejszego celu, jakim jest miłość. W następnej kolejności, po ograniczeniu swoich wysiłków psychicznych (emocjonalnych) i fizycznych oraz, co ważne, czasowych na rzecz pracy, pracownik powinien skierować swoje myślenie i działania na osiągnięcie tej drugiej najważniejszej wartości na drodze do prawdziwego szczęścia, czyli miłości.

To przekierowanie priorytetów nie oznacza, że człowiek przestaje pracować z pełną wydajnością i bez satysfakcji. Na tym ma polegać umiejętność pogodzenia obu tych wartości koniecznych do szczęścia: z jednej strony należy dobrze pracować i ciągle mieć zadowolenie, że kocha się pracę, bo taki wybrało się zawód i to chce się robić w życiu, a z drugiej szukać swojej miłości do stworzenia małżeństwa i rodziny, bo inaczej nigdy nie doświadczy się pełni życia, czyli nie osiągnie prawdziwego szczęścia. Przez takie przekierowanie wartości i celów dla pracownika stwarza się okazja innego spojrzenia na współpracowników, kontrahentów, klientów firmy, właśnie pod kątem ewentualnych „obiektów” poszukiwanej miłości swojego życia.

Inna sytuacja. Pracownik ma narzeczoną, kocha partnerkę, ale jednocześnie kocha pracę, z której ma satysfakcję i która odpowiada jego kwalifikacjom oraz wybranemu zawodowi. Nie wyobraża sobie, aby mógł stracić pracę, stąd poświęca się jej, jak może. Zdaje sobie sprawę, że być może odbywa się to kosztem miłości, a partnerka w dodatku już oczekuje decyzji co do małżeństwa lub stworzenia innego stałego związku. Jak pogodzić jedno i drugie?

Pierwsze działanie – pracownik powinien uzyskać od pracodawcy potwierdzenie w jakiejkolwiek wiarygodnej i autorytatywnej formie, że należycie wykonuje swoją pracę i nie grozi mu utrata pracy, zaufania czy niska ocena, jeżeli zwolni swoje tempo pracy i nadaktywne zaangażowanie.

Takie potwierdzenie dobrej pracy i pozytywnej oceny pracownika pracodawca może wyrazić w różnej formie, niekoniecznie prawem przewidzianej, jak okresowa ocena pracy, wszelkiego rodzaju nagrody materialne i pozamaterialne. Może to być każdy zewnętrzny wyraz okazany pracownikowi, jak na przykład żartem wyrażona zgoda pracodawcy czy przełożonego typu: „Czas, żebyś się ożenił (wyszła za mąż)” albo „Kiedy będę na twoim ślubie?” itp. Do takiej formy potwierdzenia dobrej pracy i braku zagrożeń ze strony pracodawcy z reguły dochodzi wtedy, kiedy pracodawca (przełożony) i pracownik pozostają w dobrych stosunkach międzyludzkich, właśnie na bazie dobrze wykonywanej pracy przez pracownika. To poczucie pewności i trwałości umowy o pracę (lub innej) powinno stanowić punkt wyjścia i zmiany sposobu myślenia pracownika w zakresie odpowiedzi na pytanie, co ma dalej robić na drodze do szczęścia w miłości na całe życie.

Kolejne działanie to takie samostwierdzenie: mam spokojne sumienie co do pracy, którą kocham, czas na decyzje w sprawie zwieńczenia miłości małżeństwem lub stałym związkiem albo czas na rozstanie. Tak, taką decyzję być może trzeba będzie podjąć, jeżeli się okaże, że nie spełniamy jako partnerzy koniecznych warunków do istnienia trwałego związku miłosnego. Przypominam, że chodzi o siedem kryteriów zawartych w mojej definicji wzorcowej miłości: bliskości, dopasowania, zaufania, seksualności, wierności, komunikatywności oraz optymizmu rozumianego jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Właśnie nadszedł czas na dwie w pełni świadome i realistyczne czynności:

– każdy z partnerów sam, a następnie para wspólnie musi sprawdzić i odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie, czy rzeczywiście spełnia wszystkie siedem cech dobrego związku, dziś miłosnego, a jutro małżeńskiego i dalej rodzinnego,

– musi podjąć decyzję, co dalej: małżeństwo (teraz, później), a może pokojowe rozstanie w przyjaźni, bo partnerzy wspólnie doszli do wniosku, że nie spełniają któregoś kryterium szczęśliwego związku.

W tym miejscu zwracam uwagę na jeden z siedmiu warunków prawdziwej miłości, który wiąże się wprost z pracą partnera, czyli na dopasowanie się. Z mojego doświadczenia zawodowego jako prawnika wiem, że może się zdarzyć, iż praca wykonywana przez któregoś z partnerów nie jest akceptowana przez drugiego, a nawet jest nielubiana bądź nieznoszona przez partnera, na przykład ze względu na jej rodzaj, charakter, niskie wynagrodzenie bez przyszłości awansu płacowego itp. Jeżeli zatem taka sytuacja zaistniałaby na etapie przed decyzją o przyszłości związku, wymaga dogłębnego omówienia, łącznie z ewentualnością zmiany pracy, a nawet zmiany zawodu i kwalifikacji lub też rozstania się partnerów. Z doświadczenia w procesach rozwodowych stwierdzam, że źle wróży pozostawienie tej kwestii bez rozwiązania, bo grozi nawet rozpadem małżeństwa w późniejszym okresie. Jeszcze raz chcę mocno podkreślić, że kwestia pogodzenia pracy zawodowej z miłością, dwóch wartości koniecznych do prawdziwego szczęścia każdego człowieka, powinna być rozstrzygnięta już na etapie miłości w narzeczeństwie, przed wejściem w stały związek małżeński lub inny. Późniejsze godzenie pracy zawodowej z życiem małżeńskim, rodzinnym, w tym z wychowywaniem dzieci, jest już działaniem wtórnym, świadczącym o złym rozumieniu i podejściu do tej kwestii na etapie narzeczeństwa.

Jak można pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim?

Na początek, zanim rozpocznę udzielanie odpowiedzi, należy uściślić, że pytanie dotyczy związku małżeńskiego i nieformalnego stałego związku partnerskiego, na przykład konkubinatu bez dzieci. A więc może to być związek małżeński (i inny) młodych partnerów, którzy planują posiadanie dziecka (dzieci) oraz związek małżeński (konkubinat) starszych partnerów, którzy nie mają dzieci z różnych powodów. Może to być również młody związek małżeński (partnerski), w którym partnerzy nie planują posiadania dzieci, a także związek małżeński (konkubinat) partnerów trzeciego wieku, po usamodzielnieniu się dzieci.

Aby w sposób praktyczny i konkretny odpowiedzieć na to pytanie, należy jeszcze rozróżnić dwie zasadnicze kwestie w zakresie tego, czym jest praca zawodowa. Inaczej będzie wyglądała odpowiedź w odniesieniu do pracy pracownika wykonującego pracę najemną, który jest podporządkowany pracodawcy, a inaczej przedstawiać się będzie sytuacja osoby prowadzącej własną działalność gospodarczą jako przedsiębiorca. W pierwszym przypadku pracę zawodową wykonuje pracownik, w drugim – pracuje zawodowo samodzielny, nikomu niepodporządkowany przedsiębiorca, niebędący pracownikiem, który sam może zatrudniać pracowników najemnych.

Jak może pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim pracownik najemny?

Pracownik podporządkowany pracodawcy umową o pracę (lub inną) przez okres codziennej pracy jest prawie całkowicie wyłączony z życia małżeńskiego, rodzinnego, który potocznie nazywamy życiem prywatnym. Z tego faktu rozdzielenia życia zawodowego i życia prywatnego pracownika w zasadzie powinny wynikać korzyści dla pracownika, a nie dla pracodawcy, pozytywnie wpływające na szczęście małżeńskie, a nie odwrotnie.

Przypomnę w tym miejscu, co ma najważniejszy wpływ na szczęście małżeńskie według mojej definicji szczęścia w małżeństwie, o której pisałem w rozdziale „O małżeństwie”. Szczęśliwe małżeństwo to trwały związek dwojga partnerów oparty na wzajemnej miłości, wspólnym zamieszkaniu i wspólnym prowadzeniu gospodarstwa domowego, którego celem jest posiadanie dziecka i jego wychowanie. Przy czym wzajemna miłość małżonków winna polegać na bliskości, dopasowaniu, pełnym zaufaniu, satysfakcji ze współżycia seksualnego, wierności, umiejętności porozumiewania się oraz optymizmie, czyli pozytywnym myśleniu i nastawieniu do życia.

Natomiast wspólne zamieszkanie i prowadzenie gospodarstwa domowego to zabezpieczanie środków do życia, wspólne wyżywienie i utrzymanie oraz współdecydowanie o sprawach małżeństwa. Przez pojęcie „posiadanie dziecka” należy zaś rozumieć nie tylko spłodzenie, lecz także inne dopuszczalne prawnie metody i formy posiadania dziecka, jak in vitro lub adopcja.

W jakim zakresie praca może niekorzystnie wpływać na tak zdefiniowane szczęście małżeńskie? Z czym w małżeństwie pracownik może nie pogodzić pracy, jeżeli ją kocha i wykonuje należycie w ramach obowiązującego go czasu pracy i podporządkowania mieszczącego się w granicach umowy o pracę? Badania naukowe i doświadczenie życiowe wskazują, że główną przyczyną konfliktów małżeńskich na styku z pracą zawodową jest zbyt małe wynagrodzenie, niewystarczające na zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych małżeństwa i rodziny. Brak dostatecznych dochodów z pracy zawodowej jednego lub obojga pracujących małżonków siłą rzeczy negatywnie wpływa przede wszystkim na takie kryterium szczęścia małżeńskiego jak wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego. W świetle powyższej definicji szczęśliwego małżeństwa mało dochodów z pracy może powodować wymuszone oszczędzanie na wyżywieniu, ubieraniu i zamieszkaniu. Aby temu zapobiec, małżonkowie powinni najpierw przystąpić do poważnej rozmowy, z inicjatywy obojętnie której strony, najlepiej stosownie do tradycyjnego, najlepszego sposobu komunikowania się w małżeństwie. W wyniku takiej narady powinna zapaść najlepsza, optymalna dla obojga małżonków decyzja, co i kto ma zrobić, aby praca zawodowa małżonka lub obojga z nich dawała wynagrodzenie zabezpieczające co najmniej niezbędne potrzeby do dobrego życia, stanowiącego podstawę na dalszej drodze do prawdziwego szczęścia.

No tak, ale taka odpowiedź jest zbyt ogólna, a przecież celem moim i tej książki jest udzielanie konkretnych rad. Może ich być wiele i zależą one od sytuacji danego małżeństwa. Przede wszystkim od tego, czy małżonek jako pracownik wykonuje swoją pracę zgodnie z kwalifikacjami zawodowymi, wybranym zawodem spełniającym jego marzenia i oczekiwania oraz czy kocha swoją pracę, bo ma z niej satysfakcję. Ja wskażę kilka rozwiązań najbardziej odpowiadających sytuacji.

1. Jeżeli małżonek-pracownik otrzymuje niskie wynagrodzenie z pracy, perspektywy zarobkowe są niewielkie, a w dodatku nie czerpie satysfakcji z rodzaju wykonywanej pracy, to bez względu na to, czy praca odpowiada jego kwalifikacjom zawodowym, małżonkowie powinni wspólnie podjąć decyzję o zmianie pracy i pracodawcy. Takie rozwiązanie dotyczyć może tylko takich osób, które w ogóle mają kwalifikacje zawodowe lub wyższe niż potrzebne do pracy, którą wykonują. Oczywiście zmiana pracy i pracodawcy to ważna życiowa decyzja i nie może być podjęta od razu, lecz po spełnieniu uprzednich warunków, również wspólnie ustalonych. Należy także uwzględnić konieczność ewentualnego przekwalifikowania się, włącznie ze zmianą docelowego zawodu.

2. Pracownik-małżonek pracuje na stanowisku lub rodzaju pracy odpowiadającym kwalifikacjom zawodowym w zawodzie, który wybrał i kocha, jednak mimo należytej pracy nie otrzymuje wynagrodzenia, które by go satysfakcjonowało oraz wystarczało co najmniej na przeciętne lub średnie potrzeby małżeństwa, aby żyło dobrze na początku drogi do prawdziwego szczęścia. Pracownik widzi i wie, że w tym zakładzie pracy istnieją inne stanowiska lub rodzaje pracy, na których mógłby więcej zarabiać, bo ma odpowiednie kwalifikacje i byłby zadowolony. Pracodawca nie stwarza mu jednak szansy na żaden awans płacowy (ani stanowiskowy) bądź nie w pełni go docenia. Tymczasem małżonek wyrzuca pracownikowi, że mało zarabia, nie starcza na życie i stawia warunek, że tak dalej być nie może. Rozwiązania są dwa:

– pracownik w odpowiednim momencie doprowadza do rozmowy z pracodawcą lub właściwym przełożonym, szczerze naświetlając swój problem, z wyjaśnieniem, jaki ma to wpływ na sytuację w życiu małżeńskim;

– pracownik wspólnie z małżonkiem decyduje się na zmianę pracodawcy, nawet mimo że pracuje w swoim zawodzie, zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami. Decyzja o zmianie pracodawcy, a nie tylko rodzaju pracy lub stanowiska, może być trudniejsza, a tym samym musi być mądra i wspólnie przemyślana. Trzeba pamiętać, że mogłoby to wiązać się z pracą poza miejscem zamieszkania lub zmianą miejsca zamieszkania, jeżeli w dotychczasowym nie ma odpowiedniego zakładu pracy.

3. Pracownikowi brak kwalifikacji zawodowych do konkretnej pracy zawodowej. To jest sytuacja najgorsza i najtrudniejsza do rozwiązania w związku małżeńskim, gdy chodzi o zabezpieczenie środków do życia, co nie oznacza, że jest nie do rozwiązania. Wyznaję i przez lata realizuję zasadę życiową, że nie ma rzeczy niemożliwych do rozwiązania, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać wyjścia z sytuacji.

Brak jakichkolwiek kwalifikacji zawodowych w formalnym dokumencie i w rzeczywistości to najtrudniejszy problem dla małżeństwa, dla rodziny, dla tego człowieka, nie wspominając o drodze do szczęśliwego życia. Mam na uwadze osoby po szkołach podstawowych bądź gimnazjach i liceach ogólnokształcących, bez przygotowania zawodowego w jakiejkolwiek innej formie, takiej jak kursy zawodowe. Co prawda, mimo ogromnego postępu cywilizacyjnego i technologicznego we wszystkich dziedzinach życia nadal istnieją rodzaje pracy i stanowiska, na których jeszcze mogą być zatrudniani pracownicy bez żadnych kwalifikacji zawodowych. Niestety, są to prace proste i najniżej płatne. Jeżeli zatem partnerzy, już na etapie narzeczeństwa, wiedzieli, że któreś z nich lub oboje nie mają żadnych kwalifikacji zawodowych, to tym samym, zawierając związek małżeński, godzili się na trudne wspólne życie bez zabezpieczenia minimalnych, niezbędnych środków do życia. Jednak gdy są już małżeństwem, nie czas na wytykanie sobie błędów w doborze partnera. Trzeba szukać rozwiązania na dziś i na przyszłe lepsze życie.

Jak powinni postąpić małżonkowie, kiedy praca wykonywana przez jednego (lub oboje) z nich nie zapewnia wynagrodzenia nawet na normalne życie, a pracujący nie mają żadnych kwalifikacji zawodowych?

Najpierw trzeba z pokorą uznać tę prawdę życiową: „Nie chciało się nosić teczki, dziś trzeba kopać dołeczki”. Fakt, że dopiero w związku małżeńskim (partnerskim) oboje małżonkowie odkryli smutną prawdę, jak wielkie znaczenie ma odpowiednie wykształcenie zawodowe i jakie negatywne skutki rodzi brak wykształcenia i kwalifikacji zawodowych, nie powinien być przyczyną konfliktów i kryzysów małżeńskich. Taka jest dzisiejsza prawda w związku małżeńskim. Każdy z partnerów musi ją uznać, bo „widziały gały, co brały” przed ślubem i w momencie zawierania związku (wchodzenia w konkubinat). Dzisiaj małżonkowie muszą podjąć spóźnioną decyzję, jaką każdy z nich powinien podjąć jako dziecko przy współdecydującym udziale rodziców w procesie wychowania i nauczania. Trzeba zdobyć kwalifikacje zawodowe, bez których nie było dotąd i nigdy nie będzie środków na normalne życie, przy zabezpieczeniu podstawowych potrzeb. W takim małżeństwie decyzja jest o wiele trudniejsza, bo partnerzy są dorosłymi ludźmi, muszą zarabiać na wspólne życie, a być może wygospodarować dodatkowe środki na naukę. Niestety, innego legalnego wyjścia z tej sytuacji nie ma. Jako prawnik mogę tylko kryminalnym żartem skonstatować: „Drugie wyjście, to tylko kraść”. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że parze powinni pomóc rodzice, jeżeli są w stanie. Tym bardziej że, jak wyżej stwierdziłem, ponoszą oni (niestety) winę za złe wychowanie, gdy chodzi o brak wykształcenia zawodowego dziecka. To może być jakieś rozwiązanie, ale przecież wiadomo, że będzie to tylko doraźna pomoc. Lepiej ją wykorzystać na spóźnione zdobycie kwalifikacji przez małżonka lub małżonków. Jeżeli zatem w małżeństwie któryś z małżonków (lub oboje) pracuje i zarabia za mało na życie, to zamiast narzekać, jacy są nieszczęśliwi i z tego powodu kłócić się, małżonkowie muszą siąść do rozmowy i podjąć niezwykle ważne decyzje życiowe. Jako doświadczony prawnik widzę następujące rozwiązania:

– trzeba dalej pracować w dotychczasowym układzie, gdy jest to możliwe, najlepiej we dwoje, po to, aby zdobyć niezbędne środki finansowe na opłacenie najdogodniejszej formy uzyskania odpowiednich kwalifikacji zawodowych, które pozwolą na znalezienie pracy lepiej płatnej,

– trzeba wykonać wspólnie podjętą decyzję małżonków w zakresie zdobycia odpowiednich kwalifikacji przez tego małżonka, któremu zostało powierzone to zadanie, bo ma ku temu najlepsze możliwości i warunki, a nie tylko dlatego, że jest mężczyzną odpowiedzialnym za zabezpieczenie warunków do życia,

– jeżeli zadanie zdobycia niezbędnych kwalifikacji zawodowych przypadło tylko jednemu z małżonków, ten fakt nie zwalnia drugiego z odpowiedzialności za zabezpieczenie środków na lepsze życie; odwrotnie – już w momencie podejmowania decyzji na drugiego musi przypaść równolegle obowiązek współdziałania i wszechstronnej pomocy w zdobywaniu kwalifikacji przez partnera, równoważny do obowiązku kształcenia, i to w całym okresie zdobywania kwalifikacji,

– od chwili podjęcia tej decyzji na obojgu małżonkach (partnerach) spoczywać będzie niezwykle ważne i ciężkie zadanie do wykonania, i to w dość długim okresie ich małżeńskiego życia.

Niestety, taki jest skutek pierwotnego błędu niezdobycia odpowiedniego wykształcenia zawodowego we właściwym na to czasie. Proszę jednak pamiętać o prawdzie życiowej, która głosi, że to, co jest zdobyte z wielkim trudem, lepiej się docenia. Tak samo w związku małżeńskim wspólne działanie rodzi wspólny sukces małżonków, a współdziałanie w trudzie wzmacnia więzi małżeńskie.

Jak pogodzić pracę zawodową poza miejscem zamieszkania lub z częstymi delegacjami służbowymi, związaną z dłuższym pobytem poza domem, z życiem małżeńskim i rodzinnym?

Ten problem dotyczy głównie takich pracowników, jak marynarze, rybacy dalekomorscy, przedstawiciele handlowi w kraju i za granicą, żołnierze zawodowi, w tym na misjach wojskowych, pracownicy przedsiębiorstw poszukiwawczych i wydobywczych złóż i kopalin, serwisanci delegowani na dłuższe okresy, kierowcy tirów i niektórych pracowników innych zawodów. Z doświadczenia zawodowego wiem, że w takich przypadkach zatrudnienia częstą, pierwotną przyczyną rozwodów jest długotrwała rozłąka z powodu wyjazdu do pracy, w tym za granicę. W życiu jest niestety tak, że prawie każde dłuższe rozstanie spowodowane wyjazdem za pracą lub do pracy wywołuje mniejszy lub większy kryzys małżeński. O tego rodzaju kryzysach małżeńskich pisałem w rozdziale „O małżeństwie”. Oznacza to, że w takich związkach znacznie częściej może zaistnieć najpierw problem, a w dłuższym czasie już kryzys, który trzeba będzie rozwiązać. Jak rozwiązywać kryzys rozłąkowy spowodowany pracą zawodową poza miejscem zamieszkania, pisałem także w rozdziale „O małżeństwie”. W tym miejscu zwrócę szczególną uwagę na stwierdzony przeze mnie efekt końcowy występujący w prowadzonych przeze mnie sprawach, w tym w procesach rozwodowych. W szczególności tam, gdzie małżonkowie godzą się na przedłużanie rozłąki spowodowanej pracą poza miejscem zamieszkania, szczególnie gdy nie mają możliwości częstszych kontaktów bezpośrednich, w większości wypadków kończy się to głębokim kryzysem małżeńskim, rozkładem związku i rozwodem. Jednak moim celem jest praktyczna pomoc przez podpowiedź, jak należy postępować w związku małżeńskim i w rodzinie, aby zapobiec negatywnym skutkom pracy małżonka (partnera) poza miejscem zamieszkania. Pierwszy praktyczny wniosek jest raczej oczywisty. Partnerzy nie powinni tego zakładać, planować ani godzić się na życie w długotrwałej rozłące spowodowanej pracą poza miejscem zamieszkania. W prawie każdym znanym mi przypadku miłość małżeńska najpierw traciła podstawową dla związku więź bliskości, a w dłuższym czasie kończyła się rozpadem związku i rozwodem. Aby nie podejmować jednostronnych, gwałtownych i radykalnych decyzji w związku, proponuję drugie praktyczne rozwiązanie mające na celu pogodzenie takiej pracy z życiem małżeńskim. Jeżeli choćby jeden z małżonków, partnerów stałego związku odczuje sam lub dostrzeże z zewnątrz pierwsze negatywne skutki rozłąki spowodowanej pracą poza miejscem zamieszkania, powinien umiejętnie doprowadzić do konstruktywnej partnerskiej rozmowy. Jej celem powinno być poinformowanie o swoich odczuciach i grożących ewentualnie skutkach z tego powodu, a następnie podjęcie odpowiedniej próby pogodzenia pracy poza domem oraz trwałego i zgodnego życia małżeńskiego.

Trzeci praktyczny wniosek dotyczy już bardziej zaawansowanej sytuacji, po stwierdzeniu kolejnych złych oznak lub skutków długotrwałej rozłąki. Jestem doświadczonym praktykiem i w takiej sytuacji radzę partnerom podjęcie wspólnej decyzji o zmianie warunków pracy wykonywanej poza miejscem zamieszkania, nawet kosztem mniejszych zarobków w miejscu zamieszkania.

Proszę nie dowierzać wszystkim tym osobom, szczególnie pracującym poza granicami kraju, miejsca stałego zamieszkania małżeństwa czy rodziny, że dla znacznie wyższych zarobków warto godzić się na dłuższą rozłąkę z małżonkiem (partnerem stałego związku). W swojej długoletniej praktyce zawodowego prawnika niezwykle rzadko miałem do czynienia z sytuacją, w której długotrwała rozłąka spowodowana pracą poza domem rodzinnym przyniosła dodatkowe szczęście w związku małżeńskim czy rodzinnym. Prawie zawsze w wypowiedziach tych osób kryła się niechęć do ujawnienia własnych, wielokrotnie trudnych przeżyć oraz przyznania się do popełnionych błędów.

Jak przedsiębiorca może pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim i rodzinnym?

Na ogół ludzie, w tym przedsiębiorcy, zadają to pytanie bardziej ogólnie: jak pogodzić pracę zawodową z życiem prywatnym. Mają wówczas na uwadze pracę zawodową wszystkich pracujących, obojętnie w jakiej formie prawnej, oraz wszystkie najważniejsze wartości składające się na sferę życia prywatnego. Przy czym praca zawodowa jest wówczas pojmowana jako życie lub czynności służbowe, czyli służba komuś lub czemuś. Tymczasem istnieje zasadnicza różnica, gdy takie pytanie zadaje pracownik najemny, a gdy zadaje je przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarcza na własny rachunek. Również inaczej będzie kształtować się sytuacja pracownika czy przedsiębiorcy, gdy będzie dotyczyła możliwości pogodzenia pracy nie z całością jego życia prywatnego, lecz z poszczególnymi, najważniejszymi wartościami ze sfery życia prywatnego, składającymi się na jego prawdziwe szczęście. A więc dotyczyć tego, jak ma pogodzić pracę z miłością, z życiem małżeńskim, z posiadaniem i wychowaniem dziecka (dzieci), z życiem rodzinnym oraz z samorealizacją swoich najwyższych potrzeb. Już na początku tego rozdziału zasygnalizowałem dość wyraźną, podstawową różnicę, gdy chodzi o pojęcie pracy i pracownika do naszych rozważań o tym, jak żyć najlepiej, aby osiągnąć prawdziwe szczęście. Pracą jest wykonywanie zadań, obowiązków lub czynności na rzecz pracodawcy jako przedsiębiorcy, którym oprócz osoby fizycznej może być także firma (przedsiębiorstwo, spółdzielnia, spółka i inne). Ale pracą jest też prowadzenie działalności gospodarczej przez osobę fizyczną jako przedsiębiorcę, a także wszelkiego rodzaju praca wykonywana na podstawie innych umów niż umowa o pracę (umowa-zlecenie, umowa o dzieło, umowa o świadczenie usług, praca nakładcza). Pracownikiem najemnym nazywamy tego, który jest podporządkowany pracodawcy będącym przedsiębiorcą. Osoba fizyczna jako przedsiębiorca żyjący w związku małżeńskim i rodzinnym, podobnie jak pracownik najemny, musi umieć pogodzić swoją pracę zawodową przedsiębiorcy z prywatnym życiem małżeńskim i rodzinnym.

Między przedsiębiorcą-osobą fizyczną a pracownikiem najemnym są jeszcze inne istotne różnice, które inaczej mogą wpływać na małżeństwo i rodzinę. Pracownik pracuje nie na swoim majątku, lecz na majątku pracodawcy, którym jest przedsiębiorca będący osobą fizyczną. Kolejną istotną różnicą jest czas pracy. Pracownik najemny ma czas ściśle określony umową o pracę, natomiast przedsiębiorca będący osobą fizyczną sam zarządza swoim czasem, co w praktyce oznacza, że musi pracować, kiedy tylko zachodzi potrzeba, czyli jest to czas nieokreślony, czasem nawet noc. Już tylko te wymienione różnice między pracownikiem najemnym a przedsiębiorcą pokazują, że zupełnie inaczej kształtuje się sposób godzenia pracy zawodowej z życiem małżeńskim i rodzinnym. Z tego też powodu przedsiębiorcy jest znacznie trudniej godzić swoje obowiązki zawodowe z życiem prywatnym. Przede wszystkim dlatego, że:

– pracownik wykonuje tylko to, co wynika z konkretnej umowy o pracę i z poleceń pracodawcy w zakresie określonym umową i rodzajem pracy, a przedsiębiorca musi przez cały czas dbać o wszystko, co wchodzi do majątku jego przedsiębiorstwa i co się z nim dzieje, oraz dbać o prawa i obowiązki pracowników,

– pracownikowi nie musi zależeć na majątku pracodawcy ponad to, co wynika z rodzaju wykonywanej pracy, co produkuje lub wytworzy, ale przedsiębiorca musi dbać o swój majątek, bo od niego zależy życie jego i rodziny, a także zatrudnienie pracowników,

– pracownik pracuje tylko przez czas określony w umowie, a przedsiębiorca musi dbać o swój majątek bez przerwy, dzień i noc.

W związku z tym jak ma postępować przedsiębiorca, aby pogodzić pracę zawodową ze swoim życiem małżeńskim i rodzinnym? Spróbuję jak najprościej odpowiedzieć, na czym praktycznie może to polegać.

Problem w istocie polega na umiejętności każdego z małżonków (partnerów), a nie tylko pracującego, do bezkolizyjnego, transparentnego dążenia przez każdego z nich do osiągnięcia dwóch swoich celów na drodze do szczęścia:

– spełnienia w małżeństwie,

– satysfakcji z pracy zawodowej.

Oznacza to, że „interes” w takim pogodzeniu pracy z życiem małżeńskim mają oboje małżonkowie, a nie tylko ten, który pracuje (jest przedsiębiorcą). Każdy z nich ma bowiem swoje cele na drodze do prawdziwego szczęścia, które mogą być takie same, szczególnie gdy przyjmą takie, jakie wynikają z mojej definicji prawdziwego szczęścia.

Może być i tak, że oboje małżonkowie są jednocześnie przedsiębiorcami prowadzącymi własne działalności gospodarcze. Wówczas ich możliwości pogodzenia pracy zawodowej z życiem małżeńskim będą podobne. Inaczej kształtować się będą możliwości pogodzenia w sytuacji, kiedy tylko jeden z małżonków prowadzi działalność jako przedsiębiorca. Jednak z mojego doświadczenia zawodowego, szczególnie w sprawach dotyczących podziału majątku małżeńskiego po ustaniu wspólności majątkowej, wniosek praktyczny dla szczęścia małżeńskiego w zakresie pogodzenia pracy zawodowej z życiem małżeńskim jest taki: umiejętne godzenie pracy zawodowej przedsiębiorcy z życiem małżeńskim powinno przebiegać na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to sfera emocjonalno-uczuciowa, a druga to sfera materialna, w tym majątkowa, finansowa i organizacyjna.

Na czym konkretnie może polegać umiejętne pogodzenie pracy zawodowej przedsiębiorcy z życiem małżeńskim i rodzinnym na płaszczyźnie emocjonalno-uczuciowej?

Odpowiedzieć w praktyczny sposób jest o tyle łatwiej, że przecież jedną z ważnych cech łączących związek małżeński czy stały partnerski jest miłość. Z kolei pełną satysfakcję z pracy zawodowej osiągnąć może ten pracownik, w tym przedsiębiorca, który kocha wykonywaną pracę. Teoretycznie jest to sytuacja pozytywna, bo w obu wartościach do pogodzenia występuje taka sama nić łącząca, czyli miłość. To tylko teoretyczne założenie, bo w życiu realnym może to być sytuacja patowa, trudna do rozwiązania. Przedsiębiorca-partner związku małżeńskiego kocha pracę, z której ma satysfakcję, ale równocześnie kocha współmałżonka, musi zatem umieć pogodzić te dwie miłości. Czy jest praktycznie możliwe takie zespolenie dwóch miłości, aby stanowiły jedną zgodną i trwałą więź małżeńsko-zawodową? Jak to robić? To takie proste, wystarczy cofnąć się do rozdziału „O miłości” i przypomnieć sobie, jakie cechy są konieczne do istnienia prawdziwej miłości między dwojgiem ludzi. Chodzi o bliskość, dopasowanie, zaufanie, seks, wierność, komunikatywność, oraz optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Do pogodzenia pracy z życiem małżeńskim i rodzinnym w pierwszej kolejności trzeba wykorzystać te cechy miłości, które już dobrze funkcjonują w związku miłosnym (małżeńskim i rodzinnym). Skoro dobrze funkcjonuje związek małżeński, to powinno oznaczać, że już przed jego zawarciem musiało być sprawdzone dopasowanie partnerów, także pod względem wykształcenia, kwalifikacji zawodowych i rodzaju wykonywanej pracy. Nie powinno być problemu z pogodzeniem pracy zawodowej z życiem małżeńskim i rodzinnym.

Trzeba ponadto maksymalnie wykorzystywać komunikatywność, czyli umiejętność porozumiewania się partnerów. Ogromną rolę w godzeniu pracy z życiem prywatnym będzie odgrywać wzajemne zaufanie małżonków do siebie, a co za tym idzie – do wszystkich aspektów pracy wykonywanej przez jednego lub oboje z nich. Małżonkowie mogą przyjąć w drodze wzajemnego porozumienia i zaufania jako zasadę postępowania, że nadmierna miłość do pracy i negatywne emocje (na przykład wyładowanie się) związane z pracą nie będą przenoszone na grunt życia małżeńskiego i rodzinnego. Ustalą jakieś uroczyste i wychowawcze (dla dzieci) zasady wspólnego przeżywania pozytywnych emocji wynikających z pracy zawodowej. Zaufają sobie wzajemnie, że wszystkie działania partnera w jego pracy zawodowej nie będą burzyć więzi emocjonalnych i materialnych związku małżeńskiego i rodzinnego. To ostatnie nie może oznaczać, że partnerzy nie przeżywają wspólnie problemów związanych z pracą zawodową i nie dzielą się nimi. Wprost przeciwnie – satysfakcja z pracy zawodowej każdego z nich jest przecież koniecznym elementem składowym prawdziwego szczęścia. To tyle i aż tyle, gdy chodzi o sferę emocjonalną łączącą i godzącą pracę zawodową i życie prywatne.

Jak przedsiębiorca może pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim i rodzinnym na płaszczyźnie materialnej, czyli w sprawach majątkowych, finansowych i organizacyjnych?

Jako doświadczony profesjonalny prawnik celowo płaszczyznę materialną, na styku pracy zawodowej z życiem w związku małżeńskim, podzieliłem na trzy sfery: majątkową, finansową i organizacyjną. W szczególności dlatego, że każda z tych sfer może mieć istotny wpływ na dobre lub złe stosunki w samym małżeństwie jak i w rodzinie.

W sferze majątkowej powinna być transparentnie uregulowana i znana małżonkom sprawa własności mienia stanowiącego majątek przedsiębiorstwa (firmy) prowadzonej przez jednego lub oboje małżonków. Ma to szczególne znaczenie, gdy małżonków łączy ustawowa wspólność majątkowa. Jest to jeszcze ważniejsze, gdy partnerzy żyją w związku nieformalnym, jak konkubinat, i nie łączy ich ani wspólność małżeńska, ani żadna umowa cywilnoprawna. W następstwie takiej wiedzy ważniejsze decyzje, przekraczające zakres zwykłego zarządu, a dotyczące majątku przedsiębiorstwa wchodzącego w skład wspólnego majątku małżeńskiego, powinny być podejmowane z mocy prawa wspólnie przez oboje partnerów związku. Natomiast w związku partnerskim nieformalnym partner-przedsiębiorca prowadzący firmę z majątkiem własnym bądź z udziałem innych osób nie ma prawnego obowiązku podejmowania decyzji majątkowych wspólnie z drugim partnerem.

W sferze finansowej gospodarka przedsiębiorstwa, którego mienie (majątek) jest majątkiem wspólnym dorobkowym małżonków, powinna być znana obojgu małżonkom. Ponadto w podstawowym zakresie zarządzania finansami przedsiębiorstwa decyzje powinny być podejmowane wspólnie. Z formalnoprawnego punktu widzenia sprawa zarządzania przedsiębiorstwem, w tym w kwestiach finansowych, którego mienie jest wspólnym małżeńskim majątkiem dorobkowym, powinna być uregulowana od początku powstania wspólności majątkowej. W praktyce życia małżeńskiego i rodzinnego najważniejsze znaczenie mają dochody uzyskiwane z działalności przedsiębiorstwa opartego na wspólnym majątku, prowadzonego przez jednego lub oboje małżonków. Stąd aby pogodzić sferę finansową na gruncie życia małżeńskiego i zawodowego, małżonkowie powinni ustalić czytelne zasady rozdysponowania dochodów, a ściślej podziału zysków na działalność zawodową – gospodarczą przedsiębiorstwa oraz oddzielnie na utrzymanie małżeństwa i rodziny. Gdy majątek firmy jest wspólny, małżonek nieprowadzący firmy powinien wiedzieć, że ma prawo kontroli sposobu gospodarowania środkami finansowymi, a małżonek-przedsiębiorca ma prawny obowiązek informować o tym drugiego małżonka i z nim się rozliczać.

Inaczej przedstawia się sprawa dysponowania środkami finansowymi w związku nieformalnym, w którym partner prowadzący firmę ma w niej własny majątek. Po pierwsze, nie ma on żadnego prawnego obowiązku rozliczania się z drugim partnerem. Po drugie, to od niego w pełni zależy, czy będzie informował drugiego partnera o uzyskiwanych dochodach.

W sferze organizacyjnej jest najwięcej do zrobienia przez małżonków (partnerów związku nieformalnego) w zakresie godzenia życia zawodowego przedsiębiorcy z życiem prywatnym małżeńskim i rodzinnym. W szczególności dlatego, że od uporządkowanego trybu życia codziennego (i dłuższego) obojga małżonków (partnerów), od dobrej organizacji dnia pracy zawodowej przedsiębiorcy-małżonka oraz harmonijnego połączenia obu tych części życia i pracy zależy w dużej mierze radość i szczęście małżeńskie i rodzinne. Jak zatem powinna wyglądać ta wzorowa organizacja trzech, podkreślonych wyżej części życia i pracy małżeństwa? Uporządkowany tryb życia codziennego małżeństwa (związku nieformalnego) pod kątem pracy zawodowej to takie jego zorganizowanie, które nie powoduje przenoszenia spraw domowych na grunt pracy zawodowej w danym lub kolejnym dniu i odwrotnie, nie dezorganizuje życia domowego przez załatwianie spraw zawodowych w czasie poświęconym dla małżeństwa, rodziny. Będzie to między innymi niedopuszczanie, aby pracujący małżonek podejmował się w czasie pracy czynności domowych. To także unikanie sytuacji, w których pracujący małżonek wykonuje obowiązki zawodowe obciążony psychicznymi problemami, które powinny być załatwiane i rozstrzygane w domu. I odwrotnie – małżonek przedsiębiorca powinien unikać tego, aby trudne i stresowe sytuacje zawodowe obciążały współmałżonka w sposób niszczący harmonię życia małżeńskiego i rodzinnego. Dobra organizacja każdego dnia pracy zawodowej to między innymi dotarcie do pracy na czas, spokojny przebieg dnia pracy, poświęcony wyłącznie należytemu wykonywaniu obowiązków związanych z pracą zawodową, bez obciążenia problemami domowymi oraz powrót do domu.

Harmonijne połączenie każdego dnia pracy z życiem małżeńskim, prywatnym to między innymi od początku dnia spokojne, bez pośpiechu, przygotowanie się do wyjścia do pracy. Jeżeli sytuacja drugiego małżonka na to pozwala, przydaje się pomoc z jego strony w porannym przygotowaniu małżonka pracującego do wyjścia do pracy, być może włącznie z przygotowaniem drugiego śniadania. Ważne jest przede wszystkim wspólne z małżonkiem spożycie obiadu jak co dzień, po powrocie z pracy. I wcale nie musi to być wyłącznie obiad w domu. Po każdym dniu pracy wskazany jest odpoczynek lub relaks, niezależnie od rodzaju wykonywanej pracy. Odpoczynek, a raczej przerwa rozdzielająca dzień pracy od tak zwanego życia prywatnego, szczególnie wskazany jest osobom pracującym umysłowo bądź obciążonym dużą odpowiedzialnością za wykonywaną pracę, jak na przykład sędziowie wydający wyroki skazujące ludzi, lekarze, w tym chirurdzy, strażacy, policjanci, ratownicy, nauczyciele, menedżerowie zarządzający przedsiębiorstwami, a także pracujący przedsiębiorcy, o których mowa właśnie w tym pytaniu.

Jak pogodzić pracę zawodową z wychowywaniem dzieci?

W dużej części odpowiedzi na to pytanie już udzieliłem w trakcie wskazywania, jak pogodzić pracę z życiem małżeńskim i rodzinnym. To, co dotyczy pogodzenia pracy w małżeństwie jeszcze bez dzieci, w całości odnosi się do małżonków z dziećmi, stanowiących rodzinę. Tak więc wszystko, co zaproponowałem wyżej, jak można godzić pracę zawodową w małżeństwie, znajdzie pełne zastosowanie w rodzinie, z dodatkowymi uwagami, o których piszę dalej. Wraz z pojawieniem się dziecka sytuacja na linii praca zawodowa – życie rodzinne jest znacznie trudniejsza do pogodzenia, ale nie niemożliwa. Choćby małżonkowie idealnie zaplanowali przyjście dziecka na świat, i tak nie będą w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji, a szczególnie w odniesieniu do ich pracy zawodowej. Żadnych większych problemów nie powinno być wówczas, gdy oboje małżonkowie lub jeden, główny dostarczyciel środków na życie, pracują w swoim zawodzie, mają satysfakcję z wykonywanej pracy i optymalne wynagrodzenie. W przeciwnym wypadku w związku małżeńskim w chwili urodzenia się dziecka, czyli powstania rodziny, pozostanie nadal nierozwiązany problem pierwotny w postaci poszukiwania docelowej pracy w swoim zawodzie, z której będzie można czerpać pełną satysfakcją i uzyskiwać należyte wynagrodzenie. Przypominam, że problem znalezienia stabilnej pracy we wzorowym związku powinien być rozwiązany przed decyzją o założeniu rodziny, czyli o spłodzeniu dziecka bądź posiadaniu go w inny legalny sposób (na przykład przez adopcję).

W hierarchii wartości i ich kolejności wynikającej z mojej definicji prawdziwego szczęścia proces wychowywania dziecka przez osiemnaście lat jego niepełnoletności jest znacznie ważniejszy od pełni zadowolenia z pracy zawodowej. Wychowanie dziecka powinno być celem życia dwojga małżonków na drodze do szczęścia, rodzica i dziecka, natomiast praca zawodowa w tym przypadku będzie środkiem do tego celu.

Cała trudność pogodzenia pracy zawodowej małżonków-rodziców z wychowaniem dziecka w zasadzie polega na tym, że to pogodzenie musi trwać osiemnaście lat! Tyle czasu rodzice muszą godzić swoją pracę zawodową z wychowaniem dziecka, mając na uwadze konieczność podporządkowania swojej pracy, jako środka do celu, nadrzędnemu celowi, jakim jest wychowanie dziecka. Praktycznie oznacza to, że to pracę zawodową należy bardziej dostosowywać do potrzeb wychowania, a nie odwrotnie – wychowanie do swojej pracy. W tym miejscu muszę z przykrością stwierdzić, że to jest najczęstszy podstawowy błąd popełniany przez rodziców, którzy stawiają pracę zawodową nad dobrym wychowaniem dziecka.

Mamy zatem pierwszy najważniejszy wniosek: przez osiemnaście lat trzeba najpierw dbać o dobre wychowanie dziecka, a dopiero potem o satysfakcję z pracy zawodowej. Idealnym rozwiązaniem będzie równorzędne, harmonijne rozwijanie obu wartości, a dopiero w sytuacji krytycznej dokonywanie wyboru: najpierw wychowanie, potem praca. Kolejną radą jest wzajemne zrozumienie znaczenia pracy zawodowej każdego małżonka w życiu rodziny i jego możliwości do proporcjonalnego udziału w codziennym wychowaniu dziecka. To zrozumienie należy przyjąć jako wspólną umowę, porozumienie rodziców w zakresie wychowania dziecka.

Ta rada na pierwszy rzut oka jest niesprawiedliwa w świetle powszechnie uznawanej zasady, że każdy rodzic winien równo uczestniczyć w procesie wychowywania dziecka. Zakładam bowiem, że może być tak, iż jeden z pracujących rodziców będzie brał mniejszy lub większy udział w codziennym wychowywaniu dziecka. Może to być wręcz niesprawiedliwe dla drugiego rodzica (małżonka). Aby uniknąć jakiejkolwiek niesprawiedliwości w równym udziale rodziców w wychowaniu dziecka, porozumienie małżonków-rodziców powinno zakładać jakiś dodatkowy, kompensujący udział tego rodzica w wychowaniu, w inny sposób lub w innym czasie niż codziennie. Ta praktyczna rada, oparta na moim wieloletnim doświadczeniu zawodowym w sprawach rodzinnych, zakłada uprzednie wzajemne zrozumienie, a następnie uzgodnione porozumienie małżonków-rodziców co do obiektywnych, codziennych i okresowych możliwości wychowywania, wynikających z rodzaju pracy małżonków. Oczywiście porozumienie małżonków-rodziców, kto w jakim stopniu może partycypować w wychowywaniu dziecka ze względu na rodzaj i znaczenie jego pracy zawodowej dla rodziny, nie może być przyjęte na stałe. Rodzaj pracy może bowiem ulec zmianie, a w związku z tym powinien ulec zmianie udział tego rodzica w wychowaniu dziecka. Oznacza to konieczność zawarcia nowego porozumienia w tym zakresie.

Chcę mocno podkreślić praktyczną wagę i znaczenie psychiczne formy takiego porozumienia. Nadanie mu charakteru szczególnie ważnej umowy między równorzędnymi partnerami już przez ten wzniosły fakt jest zakodowane w podświadomości każdego z małżonków-rodziców. Ponadto każdy z nich z reguły czuje się bardziej odpowiedzialny, bo zawarł umowę, a umów należy dotrzymywać choćby ze względów ambicjonalnych.

Na zakończenie muszę bardzo mocno zaakcentować to, co wynika z mojej praktyki prawniczej. W żadnym wypadku rodzice nie mogą usprawiedliwiać skutków prawnych złego wychowania dziecka swoją pracą zawodową, w tym brakiem czasu, nadmiarem obowiązków zawodowych, a także pracą poza miejscem zamieszkania.


Czym może być praca dla człowieka?

Jedni mówią, że kochają swoją pracę, a inni, że idą do pracy z niechęcią, bo muszą. Dlaczego tak się dzieje?

Zgodnie z moją definicją prawdziwego szczęścia, którą przypomniałem na początku tego rozdziału, jednym z siedmiu warunków osiągnięcia pełni szczęścia jest satysfakcja z pracy zawodowej. Można to zrównać ze stwierdzeniem, że tacy ludzie kochają swoją pracę. I odwrotnie – ten, kto nie ma żadnej satysfakcji z wykonywanej pracy, zapewne nie będzie jej kochał. To jest pewne. Wykonuje ją z wewnętrznym przymusem, jeżeli chce mieć przynajmniej jakieś wynagrodzenie na życie.

Można by jeszcze miarkować pośredni stosunek do pracy, lubienie jej. Mogłoby to oznaczać, że ten, który kocha pracę, nie może bez niej żyć i stanowi ona dla niego najważniejszą wartość życiową. Natomiast ten, kto swoją pracę lubi, nie zaniedbuje innych działań na drodze do osiągnięcia pozostałych wartości koniecznych do szczęścia i równomiernie je realizuje. Jednak swój stosunek do pracy każdy powinien oceniać indywidualnie. Bezsprzecznie stoję na stanowisku, że człowiek, który stwierdzi, iż nie kocha i nie lubi wykonywanej pracy, obojętnie z jakiej przyczyny, wcześniej czy później powinien rozwiązać ten problem. W przeciwnym wypadku może nigdy nie dojść do prawdziwego szczęścia. Nawet gdyby osiągnął sześć pozostałych wartości współtworzących szczęście, brak satysfakcji z pracy zawodowej nie pozwoli mu na osiągniecie wielkiego zadowolenia z pełni życia.

Na drodze do pełni życia, czyli do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, pozostaje mu alternatywne rozwiązanie problemu:

– zrobić wszystko, co możliwe i niezbędne, aby co najmniej polubić wykonywaną pracę, nie zmieniając jej,

– skoro nie jest możliwe pierwsze rozwiązanie, odpowiednio przygotować się i zmienić pracę na taką, którą będzie się co najmniej lubić w momencie wyboru i jej podjęcia.

A. Praca jako robota

To typowe zajęcie, którego jedynym celem jest uzyskanie maksymalnego wynagrodzenia, aby móc zaspokoić naturalne potrzeby życiowe, czyli utrzymanie siebie, ewentualnie rodziny. Celem takiej pracy jest zaspokojenie podstawowych, fizjologicznych potrzeb, pierwszego najniższego szczebla w ich hierarchii. Taka praca jest dla pracownika przykrym obowiązkiem i z reguły nie daje pełnego zadowolenia materialnego (za niska płaca) ani satysfakcji psychicznej. Pracownik z reguły z niechęcią przychodzi do pracy i z utęsknieniem czeka na jej zakończenie. Wydawałoby się, że chęć uzyskania wysokiego zarobku powinna motywować pracownika do wytężonej pracy, tymczasem w większości przypadków jest wprost przeciwnie. Pracownik niezadowolony z pracy jest wydajny wyłącznie do normatywnego, wymaganego przez pracodawcę poziomu. Często jest mało wydajny, szczególnie gdy wynagrodzenie ustalone jest ryczałtowo lub godzinowo, a pracownik nie pozostaje pod stałym nadzorem.

Generalnie można stwierdzić, że pracownik, który ciężko pracuje tylko po to, by zaspokoić fizjologiczne potrzeby, nie będzie lubił swojej pracy ani tym bardziej jej kochał.

B. Praca jako kariera zawodowa

Najogólniej oznacza to zdobywanie coraz wyższych stanowisk zawodowych, naukowych, społecznych, politycznych w celu osiągnięcia coraz wyższej pozycji w hierarchii społecznej dla zaspokojenia potrzeb wyższego szczebla, nie tylko fizjologicznych. Są nimi potrzeby uznania i szacunku, pozamaterialne. Może to być dążenie do sukcesu, sławy, prestiżu, ogólnego poważania, ważności w pracy, otoczeniu, środowisku itp. Tak rozumiana i uznawana przez konkretnego pracownika praca oznacza, że spełnia ona jego potrzeby innego rodzaju niż podstawowe, typu: wyżywienie, mieszkanie, ubranie, sen i inne pierwsze potrzeby, choć i one muszą być zaspokojone. Można powiedzieć, że taki pracownik jeszcze nie kocha, lecz tylko lubi samą pracę, bo jest ona środkiem do celu. Jest nim zewnętrzny efekt pracy w postaci szacunku i uznania przez ludzi. I właśnie te aspekty, które zaspokajają potrzeby bycia szanowanym, poważanym, cenionym, gloryfikowanym, sławnym itp., kocha pracownik.

C. Praca jako powołanie

Praca rozumiana jako powołanie daje pracownikowi poczucie spełnienia marzeń, najwyższych potrzeb i pełną satysfakcję. Pracownik taką pracę kocha nawet wówczas, gdy wynagrodzenie (dochód osoby prowadzącej działalność gospodarczą) nie zabezpiecza jego potrzeb na utrzymanie i życie. Praca sama w sobie odpowiada mu pod każdym względem. Pracownik (przedsiębiorca) oddaje się jej z pełnym poświęceniem.

Podsumuję krótko te trzy rodzaje pracy w aspekcie stosunku pracownika do pracy. Praca jako robota dla zdobycia pieniędzy służy z reguły pracownikowi do zaspokojenia jego (i ewentualnie rodziny) podstawowych potrzeb niezbędnych do życia. Takiej pracy zazwyczaj pracownik nie kocha, nie lubi, bo stanowi dla niego przykry obowiązek.

Praca dla kariery zawodowej służy pracownikowi do zaspokojenia wyższych potrzeb oprócz podstawowych, to jest potrzeb bycia szanowanym i uznanym. Taki pracownik kocha przede wszystkim osiągnięte uznanie, szacunek, prestiż, sławę i sukcesy, a nie samą pracę, którą wykonuje.

Praca, która jest jednocześnie powołaniem pracownika, zaspokaja jego najwyższe potrzeby, w których on się samorealizuje. Wykonuje ją z pełnym oddaniem, bo ją kocha, bez względu na wynagrodzenie i w zasadzie nawet bez względu na wyraźne uznanie pracodawcy i innych ludzi. Taka praca jest idealnie dopasowana do jego potrzeb, celu i sensu życia. Może ona być nawet samoistnym szczęściem człowieka, wystarczającym do szczęśliwego życia. Jednak przypominam, że w mojej definicji prawdziwego szczęścia, czyli pełni życia, niezbędne jest osiągnięcie wszystkich siedmiu uniwersalnych wartości: oddania w miłości, spełnienia w małżeństwie, w rodzinie, posiadania dziecka i jego wychowania, satysfakcji z pracy zawodowej oraz samorealizacji przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

Jest jeszcze inny podział pracy, w aspekcie formalnoprawnym.

Co ma robić pracownik, jeżeli nie lubi pracy, którą wykonuje, nie ma z niej satysfakcji lub wynagrodzenie nie zaspokaja jego podstawowych potrzeb?

Odpowiedzi będą różne w zależności od tego, jakiego rodzaju pracowników będą dotyczyły. Do naszych praktycznych rozważań wziąłem oddzielnie pracowników najemnych oraz przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w mniejszym zakresie, niebędących wykształconymi, zawodowymi menedżerami. Te dwa rodzaje niezadowolonych z wykonywanej pracy pracowników podzieliłem następująco:

– pierwsza grupa pracowników to ci, którzy nie mają żadnych kwalifikacji zawodowych, zaliczam do nich także absolwentów gimnazjów i liceów bez dodatkowych kursów kwalifikacyjnych, czyli mających tak zwaną wiedzę ogólną,

– do drugiej grupy zaliczam wszystkich pracowników mających określone kwalifikacje zawodowe, ale niezadowolonych z powodu niskiego wynagrodzenia, niewystarczającego na potrzeby podstawowe lub ze względu na brak satysfakcji w zaspokojeniu potrzeb wyższego rzędu, jak uznanie, kariera zawodowa lub niemożliwość własnej samorealizacji,

– do trzeciej grupy zaliczyłem pracujących mikroprzedsiębiorców o kwalifikacjach zawodowych innych niż menedżer wykształcony lub zawodowo zarządzający przedsiębiorstwami o różnych przedmiotach działalności.

Na początek udzielę jednoznacznej i praktycznie ważnej odpowiedzi dotyczącej wszystkich trzech grup niezadowolonych pracowników najemnych i mikroprzedsiębiorców, a więc niemających żadnych konkretnych kwalifikacji zawodowych, z kwalifikacjami, a mimo to niezadowolonych, oraz mikroprzedsiębiorców. Każdy, kto jest niezadowolony z wykonywanej pracy zawodowej, bez względu na przyczyny niezadowolenia, nie powinien nigdy godzić się na pozostawienie tak ważnej sprawy bez rozwiązania. Kontynuowanie nielubianej pracy bez podjęcia jakichkolwiek działań jest jednoznaczne z godzeniem się na nieosiągnięcie satysfakcji z pracy do końca życia. Taki pracownik skazuje się na nieszczęśliwe dalsze życie, a w konsekwencji świadomie rezygnuje z możliwości osiągnięcia prawdziwego szczęścia. Przypominam, że osiągnięcie satysfakcji z pracy zawodowej jest szóstym warunkiem koniecznym do osiągnięcia prawdziwego szczęścia.

Wszystkie argumenty osób bliskich, żony, męża, rodzica oraz mądrych doradców należy odrzucić, bo nigdy ich „dobre rady” nie dorównają osiągniętemu szczęściu lub wielkiemu zadowoleniu z pracy zawodowej na przestrzeni życia. Także przekonywające w danej chwili rzeczowe argumenty, na przykład „Z czegoś trzeba żyć”, „A co będziesz robił, skoro nie masz kwalifikacji”, są do rozwiązania w odpowiednim czasie. Nie twierdzę przecież, że ten ważny problem życiowy należy natychmiast rozwiązać. Kolejna ważna wskazówka to konieczność rozwiązania problemu niezadowolenia z pracy w pozytywny sposób i w odpowiednim czasie. To, jak mają rozwiązywać problem niezadowolenia z pracy pracownicy z poszczególnych grupy niezadowolonych, będę wskazywał w kolejnych odpowiedziach.

Zacznę odpowiedzi od pierwszej grupy.

Co mają robić pracownicy najemni niezadowoleni z pracy, bez żadnych kwalifikacji zawodowych?

Odpowiedź właściwą oni sami znają najlepiej, tylko trudno im przyznać się do błędów młodości. Niestety, gdy nie ma żadnej perspektywy na wyższe zarobki ani na jakąkolwiek satysfakcję z rodzaju wykonywanej pracy, trzeba pokornie przyjąć, że nie ma się kwalifikacji i należy je zdobyć, jeżeli cokolwiek chce się osiągnąć w dalszym swoim życiu! Niektórym, niejako na pocieszenie, chcę powiedzieć, że nie zawsze to tylko ich wina i błąd młodości. Proszę zapamiętać, co powiem, i wyciągnąć wnioski dla siebie oraz własnych dzieci. Kwestia zdobycia odpowiednich kwalifikacji zawodowych w okresie dzieciństwa i młodości to podstawowe zadanie, odpowiedzialność i ewentualna wina rodziców. To na nich spoczywa ustawowy obowiązek odpowiedniego wykształcenia dziecka w ramach wychowania i nauki. To oni sprawują pełnię władzy rodzicielskiej nad dziećmi w okresie niepełnoletności do 18. roku życia.

Skoro już wiemy, że jedyna droga do naprawy sytuacji z nielubianą pracą to zdobycie kwalifikacji, to najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy się chce zdobyć kwalifikacje potrzebne do doraźnej poprawy sytuacji ze znalezieniem pracy na dziś, czy też podjąć ważną, choć spóźnioną o straconą młodość, decyzję życiową dotyczącą wyboru lubianego zawodu i podjęcia kształcenia w tym zawodzie. Powiem po raz drugi wprost: w chwili podejmowania takiej decyzji albo postanawiamy walczyć o swoje dalsze szczęśliwe życie, albo rezygnujemy ze szczęścia, idąc na łatwiznę i godząc się na poniewierkę zawodową i życiową. W tej pierwszej grupie pracowników najemnych bez kwalifikacji zawodowych znacznie gorzej mają pracownicy starsi wiekiem. Przede wszystkim z tego powodu, że ich wiek i dawno zerwany kontakt z nauką w systemie szkolnym stwarzają przeszkody w podjęciu od nowa procesu zdobywania kwalifikacji w tym systemie. Dodatkową przeszkodą jest konieczność kontynuowania pracy takiej, jaką mają, aby utrzymać siebie i ewentualnie rodzinę do czasu zmiany zawodu.

W takiej sytuacji powinni szukać optymalnego rozwiązania przez zdobywanie kwalifikacji systemem wieczorowym, zaocznym, w formach kursowych i innych dostępnych. Gdy piszę te słowa, w polskim systemie zdobywania kwalifikacji zawodowych dokonują się pozytywne zmiany w rzemiośle. Należy zatem zakładać, że dla pracowników niemających żadnych kwalifikacji zawodowych będzie praktyczna możliwość zdobywania tytułu kwalifikacyjnych, takich jak robotnik wykwalifikowany, czeladnik, mistrz w zawodzie.

Co mają robić pracownicy najemni mający określone kwalifikacje zawodowe, ale niezadowoleni z pracy z powodu niskiego wynagrodzenia lub pozbawieni satysfakcji pozamaterialnej z wykonywanej pracy?

Generalnie każdy z takich niezadowolonych pracowników powinien najpierw dokładnie ustalić właściwą przyczynę niezadowolenia:

– czy jest nią błędnie wybrany zawód, który teraz wykonuje bez satysfakcji i w dodatku bez odpowiedniego wynagrodzenia,

– czy tą przyczyną jest niedocenianie przez pracodawcę należycie wykonywanej pracy w wyuczonym zawodzie, przy istniejących możliwościach awansu płacowego lub stanowiskowego w tym zakładzie pracy,

– czy przyczyną jest niemożliwość jakiegokolwiek awansu (płacowego, stanowiskowego) w tym zakładzie pracy, na przykład z powodu długotrwałej złej kondycji finansowej, rozwojowej, złego zarządzania firmą, złego profilu produkcji itp.,

– a może tą właściwą przyczyną jest wyłącznie nie do końca należyte wykonywanie pracy zgodnie z wyuczonym zawodem w ocenie pracodawcy, przy błędnym mniemaniu pracownika.

Po dokonaniu przez pracownika gruntownej analizy takiego stanu rzeczy i stwierdzeniu właściwej przyczyny niezadowolenia nadszedł czas na podjęcie zdecydowanej decyzji zawodowej, a tym samym życiowej. Jeżeli pracownik po analizie i samoocenie uznał, że przyczyną jego niezadowolenia zawodowego jest błąd w wyborze zawodu oraz w wykształceniu, nie pozostaje mu nic innego jak przekwalifikowanie zawodowe. Na tym etapie prawdopodobnie już wie, jaki zawód powinien wybrać zgodnie z marzeniami, predyspozycjami i sprawdzonymi dotąd umiejętnościami. Pozostaje mu tylko dobór systemu lub formy przekwalifikowania zawodowego do możliwości finansowych, organizacyjnych oraz małżeńskich lub rodzinnych. Jeżeli zmiana zawodu nie jest możliwa w dotychczasowym miejscu pracy, pracownik musi podjąć konsekwentnie drugą ważną decyzję o zmianie zakładu pracy w odpowiednim czasie. Gdy pracownik nie jest doceniany lub zauważany przez pracodawcę w aspekcie awansu płacowego lub stanowiskowego, a pracę wykonuje w swoim zawodzie, to nadszedł czas, aby aktywnie zadbał o swoje interesy. Szczególnie wówczas, gdy w zakładzie pracy są i on widzi dla siebie możliwości rozwoju zawodowego, w tym awansu pałacowego czy stanowiskowego.

Na czym ma polegać jego aktywność w zadbaniu o własny interes zawodowy, powinien określić sam, znając pracodawcę, przełożonych, właściwą ścieżkę służbową, a przede wszystkim swoje pozytywne cechy zawodowe i osobiste. To wszystko, co uzna za odpowiednie, powinien wykorzystać z myślą o identyfikowaniu się z tym zakładem pracy na drodze swojej kariery zawodowej. Jeżeli po tych aktywnych działaniach pracodawca nadal nie będzie doceniał pracownika, to wówczas powinien on zastanowić się nad zmianą miejsca pracy. Gdy pracownik nie widzi w zakładzie pracy, w którym pracuje zgodnie z wybranym i wyuczonym zawodem, żadnych szans awansu płacowego, stanowiskowego i rozwoju z przyczyn leżących po stronie pracodawcy, na przykład z powodu nierentowności przedsiębiorstwa dziś i na przyszłość, to powinien podjąć decyzję o zmianie zakładu pracy na inny, w którym mógłby realizować drogę kariery zawodowej zgodnie z wybranym zawodem i wykształceniem. Może być też tak, że pracownik dokona również bardzo krytycznej samooceny i stwierdzi, że przyczyna niezadowolenia tkwi po jego stronie. Wówczas nie pozostaje mu nic innego, jak wyciągnąć z tego obiektywny wniosek wobec samego siebie – po prostu trzeba wziąć się do pracy i należycie ją wykonywać, a zadowolenia z awansu płacowego czy stanowiskowego oczekiwać po dobrej ocenie jego pracy przez pracodawcę.

Co mają robić przedsiębiorcy niezadowoleni z własnej pracy (działalności), mimo że prowadzą działalność gospodarczą na własny rachunek, o wybranym przez siebie rodzaju działalności?

Na początek muszę zaznaczyć, że takie pytania otrzymywałem od moich klientów znacznie rzadziej niż od będących pracownikami najemnymi. Stąd sądzę, że niezadowolonych przedsiębiorców jest stosunkowo mało. Niemniej kieruję do nich, i do przyszłych przedsiębiorców, taką praktyczną odpowiedź: to, co mają robić przedsiębiorcy niezadowoleni z pracy zawodowej, zależy od konkretnej przyczyny ich niezadowolenia. Stąd powinni najpierw ustalić, jaki jest konkretny powód niezadowolenia, tym bardziej że każdy z nich w nieprzymuszony sposób dokonał wyboru rodzaju prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej.

Z mojej praktyki zawodowej na styku z przedsiębiorcami wynika, że najczęstszymi przyczynami ich niezadowolenia są:

– brak frontu robót, zamówień odpowiadających rodzajowi prowadzonej działalności,

– niskie dochody z prowadzonej działalności,

– powtarzające się zadłużenie wobec wierzycieli, głównie z tytułu zobowiązań podatkowych, składek ubezpieczeniowych,

– brak satysfakcji psychicznej z rodzaju prowadzonej działalności mimo rentowności firmy,

– trudności i kłopoty organizacyjne powodujące niestabilność funkcjonowania i zarządzania przedsiębiorstwem.

Do tej ostatniej przyczyny przedsiębiorcy z reguły się nie przyznają, po cichu widząc w tym swoją winę. Stąd na ogół tę przyczynę ujawniają osoby z zewnątrz bądź zatrudnieni w firmie pracownicy.

Przyjmując, że w rzeczywistości są to powtarzające się najczęstsze przyczyny niezadowolenia przedsiębiorców, postaram się wskazać po kolei praktyczne, kierunkowe rady, co można zrobić, aby zmienić ten niekorzystny stan rzeczy.

Gdy brak frontu robót dla rodzaju prowadzonej działalności, prawie zawsze polecam dokonanie głębszej analizy przyczyny niepowodzenia firmy i niezadowolenia przedsiębiorcy. W szczególności przed podjęciem strategicznej decyzji rozwiązującej problem przedsiębiorca powinien:

– zbadać i ustalić, czy brak frontu robót jest wynikiem długofalowego braku potrzeb rynkowych na terenie działania przedsiębiorstwa, czy skutkiem mało aktywnego działania marketingowego lub podażowego świadczonych usług, produkcji,

– zbadać i przeanalizować, jakiego rodzaju front robót, pracy, potrzeb rynkowych występuje dziś i będzie rozwijał się w przyszłości na tym terenie pod kątem ewentualnej zmiany rodzaju działalności gospodarczej przedsiębiorcy,

– odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zmiana profilu działalności na odpowiedni do potrzeb rynkowych na dziś i na przyszłość będzie możliwa pod względem kwalifikacji zawodowych przedsiębiorcy oraz czy pozwoli mu na osiągnięcie w przyszłości satysfakcji z wykonywanej pracy zawodowej po tych zmianach.

Po dokonaniu koniecznych badań, analiz i ustaleń przedsiębiorca może podjąć ważną strategiczną, zawodową i życiową decyzję, odpowiednią do wcześniejszych ustaleń, na przykład:

– możliwie szybko zmienić profil działalności lub ją rozszerzyć, jeżeli przedsiębiorca posiadł już odpowiednie kwalifikacje zawodowe,

– zwiększyć działania marketingowe, reklamowe i inne dla zapewnienia frontu robót,

– przekwalifikować się zawodowo w celu zmiany rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej na odpowiedni do miejscowych potrzeb rynkowych,

– podjąć kompleksową decyzję życiowo-zawodową o zmianie miejsca zamieszkania na odpowiednie do potrzeb rynkowych oraz wybranego i wyuczonego zawodu i profilu prowadzonej działalności gospodarczej, jeżeli wybrany zawód i zdobyte kwalifikacje zawodowe dają przedsiębiorcy pełną satysfakcję zawodową,

– zamknąć lub zawiesić działalność gospodarczą, zatrudniając się w charakterze pracownika najemnego w miejscu zamieszkania.

Gdy działalność przynosi małe dochody, niewystarczające na dalsze jej prowadzenie, przed podjęciem kluczowej decyzji zalecam przeprowadzenie dokładnej analizy przyczyn takiego stanu rzeczy. A więc pod kątem maksymalnego wykorzystania mocy przerobowej firmy, prawidłowości naliczania pobieranego wynagrodzenia, kalkulacji cen za produkcję lub usługi, w tym marże naliczonego zysku oraz optymalizacji kosztów prowadzonej działalności. Na tej podstawie przedsiębiorca powinien podjąć optymalną decyzję, na przykład jedną z pięciu wskazanych w sytuacji pierwszej. Może postąpić jeszcze inaczej:

– zwiększyć zakres rodzajów prowadzonej działalności, jeżeli istnieje zapotrzebowanie rynku,

– rozbudować firmę i zwiększyć zatrudnienie z zastosowaniem dodatkowych nakładów własnych lub kredytowych, pod warunkiem posiadania przez przedsiębiorcę właściwego zawodu i kwalifikacji oraz pod kątem istniejącego zapotrzebowania rynku (można też zatrudnić profesjonalnego menedżera, obdarzając go odpowiednim zaufaniem),

– rozszerzyć zasięg terytorialny działania firmy przy uwzględnieniu możliwości własnych lub dodatkowych nakładów, w tym kredytowych.

Istniejące lub powtarzające się zadłużenie firmy grożące upadłością może wskazywać na niewypłacalność przedsiębiorcy w rozumieniu prawa upadłościowego, która polega na niewykonywaniu swoich zobowiązań pieniężnych wobec wierzycieli. Przedsiębiorcy nie wolno zbagatelizować takiego stanu rzeczy, nie tylko jako sytuacji własnej, lecz przede wszystkim pod kątem odpowiedzialności prawnej wobec wierzycieli, w tym najczęściej Skarbu Państwa z tytułu zobowiązań podatkowych i składek ubezpieczeniowych oraz wobec pracowników z tytułu niewypłacanych wynagrodzeń. Dodatkowo takiemu przedsiębiorcy grożą sankcje cywilne i karne w przypadku braku natychmiastowego działania. W szczególności prawo upadłościowe nakłada na niewypłacalnego przedsiębiorcę obowiązek złożenia do sądu wniosku o ogłoszenie upadłości w terminie czternastu dni od powstania niewypłacalności, czyli od zaprzestania regulowania zobowiązań pieniężnych. Gdy sąd uzna, że w rzeczywistości przedsiębiorca jest zagrożony niewypłacalnością lub już jest niewypłacalny i ogłosi upadłość, wówczas rozwiązania prawne i faktyczne są tylko dwa:

– wdrożenie postępowania naprawczego, co oznacza, że przedsiębiorca może naprawić złą sytuację finansową przez choćby częściową spłatę długów, przy jednoczesnym prowadzeniu działalności z równoległym planem działań naprawczych,

– likwidacja firmy (przedsiębiorstwa) z równoczesnym zakończeniem jej działalności. Tyle stanowi prawo.

Co ma w takich sytuacjach robić dalej przedsiębiorca? W przypadku postępowania naprawczego powinien w pierwszym etapie współdziałać z nadzorcą sądowym, a po jego zakończeniu z nowym planem aktywnego działania kontynuować działalność tego samego rodzaju, zmienić ją lub rozszerzyć. Natomiast w przypadku likwidacji przedsiębiorstwa nie pozostaje mu nic innego, jak otrząsnąć się po dotychczasowych niepowodzeniach zawodowych, następnie dokonać krytycznej analizy tych niepowodzeń, wyciągnąć z nich praktyczne wnioski na przyszłość i podjąć właściwą decyzję życiową określającą:

– dalszy kierunek swojej drogi zawodowej, docelowy zawód, nowe kwalifikacje, formę pracy zawodowej (jako przedsiębiorca lub pracownik najemny),

– doraźne działania na dziś, w celu zaspokojenia potrzeb życiowych własnych i ewentualnie rodziny.

Kolejna sytuacja, brak satysfakcji z rodzaju prowadzonej działalności mimo rentowności firmy i uzyskiwanych dochodów na potrzeby własne przedsiębiorcy, może być skutkiem:

– prowadzenia działalności gospodarczej o profilu niezgodnym z wyuczonym zawodem, który przedsiębiorca wybrał w pełni świadomie,

– prowadzenia przedsiębiorstwa o działalności zgodnej w wyuczonym zawodem, gdy przedsiębiorca doszedł do wniosku, że nie lubi ani tej działalności, ani zawodu, do którego zdobył kwalifikacje,

– innej niż zawodowa sytuacji, która wpływa na wykonywaną pracę w formie prowadzonej działalności gospodarczej (na przykład przedsiębiorca nie daje sobie rady jako menedżer i wstydzi się do tego przyznać, istnieją przyczyny osobiste, małżeńskie, inne).

Jeżeli stan niezadowolenia przedsiębiorcy z rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej jest długotrwały i wciąż się pogłębia, to jest oczywiste, że należy go przerwać, dokonując działań adekwatnych do jednej z trzech wymienionych sytuacji. W szczególności na przykład przez:

– rozszerzenie lub zmianę rodzaju działalności, z dostosowaniem jej do wyuczonego zawodu,

– zmianę kwalifikacji zawodowych, a następnie rozszerzenie lub zmianę rodzaju prowadzonej działalności pod kątem nowego zawodu, wcześniej zdobytego w czasie prowadzonej dotąd działalności,

– usunięcie ubocznych pozazawodowych przyczyn braku satysfakcji z prowadzonej działalności, nawet kosztem mniejszego zaangażowania w prowadzenie firmy.

Jak wspomniałem wcześniej, do trudności i kłopotów organizacyjnych powodujących niestabilność funkcjonowania i zarządzania przedsiębiorstwem przedsiębiorcy na ogół się nie przyznają. Zapewne dlatego, że nie chcą krytycznie spojrzeć na popełniony błąd i własną winę. Stąd płynie dla każdego przedsiębiorcy znajdującego się w podobnej sytuacji pierwszy wniosek natury psychologicznej: trzeba zebrać się na odwagę i umieć spojrzeć prawdzie w oczy. W przeciwnym wypadku brak satysfakcji z pracy z czasem przerodzić się może w bardziej dramatyczne sytuacje, na przykład negatywnie wpływać na życie małżeńskie, rodzinne, odbijać się na wychowaniu dzieci i dalej na innych wartościach związanych ze szczęściem człowieka. Trzeba także bezwzględne skorzystać z pomocy fachowca odpowiedniego do potrzeb, na przykład doradcy menedżera do spraw organizacyjnych, profesjonalnego prawnika, doradcy finansowego, podatkowego lub innych. Błędem przedsiębiorców, z którym spotykałem się dość często, bywa niezrozumiała oszczędność, niechęć do tego typu wydatku, niejednokrotnie opiewającego na kilka złotych. Innym błędem jest rozumowanie przedsiębiorcy, że sam sobie da radę, albo niewiara w to, że ktoś może mu pomóc. A przecież każdy z tych doradców, w tym prawnik zawodowy, ma specjalistyczną wiedzę, którą nie sposób, by miał każdy przedsiębiorca. Gdyby tak było w istocie, przecież nie miałby tych kłopotów w swojej firmie.

No i ostatnia rada w takiej trudnej sytuacji, przykre, ale konieczne stwierdzenie – jeżeli mimo przedsięwziętych środków, wymienionych poprzednio, sytuacja nie ulegnie zmianie, pozostaje alternatywa:

– dokształcić się w zakresie uzupełnienia umiejętności i zdolności organizacyjnych czy innych, których brak dotąd powoduje takie skutki,

– w ostateczności zrezygnować w ogóle z osobistego prowadzenia działalności gospodarczej i zatrudnić się w charakterze pracownika najemnego.

Kiedy człowiek będzie kochał swoją pracę?

Pozytywne emocje, będące oznakami miłości do pracy, występują w dużej mierze podobnie jak przy uczuciu miłości do ukochanej osoby. Przypomnę, że cechami charakterystycznymi idealnej, wzorcowej miłości między dwiema osobami jest istnienie siedmiu niezbędnych kryteriów, takich jak: bliskość, dopasowanie, zaufanie, seksualność, wierność, komunikatywność oraz optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie. Spójrzmy zatem, które z tych siedmiu cech wzorcowej miłości będą potrzebne, aby uznać, że pracownik (przedsiębiorca) kocha swoją pracę.

W tym celu proszę na chwilę sięgnąć do rozdziału „O miłości”. Weźmy do porównania bliskość. Czy pracownik, który kocha wykonywaną pracę, nie odczuwa stałej, żeby nie powiedzieć natrętnej potrzeby bezpośredniego obcowania z ukochaną pracą niczym z partnerem w związku? Z praktyki procesowej przypominam sobie takie zdarzenia, kiedy rozwodzący się małżonek, najczęściej kobieta, wyrzucał drugiemu, że bardziej kochał pracę, co było według niej przyczyną rozpadu związku.

Kolejne cechy idealnej miłości to zaufanie i komunikatywność. Pracownik, który kocha pracę i dobrze ją wykonuje, co pracodawca widzi i docenia, może liczyć na jego maksymalne zaufanie. Pracownik także ufa pracodawcy, bo pod względem wykonywania pracy między pracodawcą a nim występuje prawidłowa komunikacja oraz umiejętność porozumiewania się. Kochać swoją prace to znaczy pozytywnie o niej myśleć i być do niej tak nastawionym. I to jest kolejna cecha wspólna miłości do drugiego człowieka i do pracy – optymizm. Nie sposób brać do porównania cechy seksualności z miłości między ludźmi do miłości do pracy. Żartobliwie rzecz ujmując, w kręgach ludzi unikających pracy krąży niezbyt ładne powiedzenie, że ktoś ma „seksualny stosunek do pracy”, co, przekładając na możliwy do przyjęcia język, oznacza „olewanie pracy jako środka do życia”.

Kolejną cechą wzorcowej miłości jest wierność pracy w znaczeniu przywiązania, stałości i niechęci zmiany pracy, którą się kocha.

Ostatnią z siedmiu cech miłości między ludźmi, którą celowo zostawiłem do omówienia na koniec, jest dopasowanie. Pracownik (w szerokim tego słowa znaczeniu, także jako przedsiębiorca wykonujący działalność gospodarczą na własny rachunek) będzie kochał swoją pracę wówczas, gdy praca będzie mu pasowała, czyli odpowiadała pod każdym względem.


Pierwsza praca i rozwój drogi zawodowej.

Pierwsza praca – IV etap drogi zawodowej

Wszystko, co w życiu robimy po raz pierwszy, zawsze pozostawia trwały ślad w pamięci. Pierwsza klasa, pierwsza miłość, pierwsze zbliżenie seksualne i tak samo pierwsza praca. Gdy chodzi o pierwszą pracę, młody człowiek po raz pierwszy w swoim życiu zarabia własną pracą pieniądze w postaci wynagrodzenia. Z praktycznego i formalnoprawnego punktu widzenia, podejmując pierwszą pracę, człowiek rozpoczyna swoją karierę zawodową, rozumianą jako przebieg pracy przez całe życie. Moim zdaniem nie można oddzielać prawidłowej drogi zawodowej człowieka od wychowania do pracy, a potem w rzeczywistości nie wychowywać, bo nie ma takiej dziedziny. Nie można oddzielać od drogi zawodowej nauki zawodu i kształcenia w szkole wyższej, bo od nich w decydującej mierze zależy rodzaj wykonywanej później pracy i to, czy pracownik osiągnie z niej pełną satysfakcję jako warunek prawdziwego szczęścia.

Niezależnie od takiego sporu bezwzględnie podjęcie pierwszej pracy jest jednym z zaledwie kilku najważniejszych momentów w życiu każdego człowieka.

Co powinien wiedzieć młody człowiek przed podjęciem pierwszej pracy?

Jeżeli młody człowiek zdobył określone konkretne kwalifikacje do zawodu, który wybrał jako swoją życiową drogę zawodową, to powinien czynić wszystko, co tylko możliwe, aby znaleźć pierwszą pracę odpowiadającą wybranemu zawodowi. Nie powinien podejmować pierwszej pracy w jakimkolwiek innym zawodzie, choćby była bardzo opłacalna. Taka decyzja świadczyłaby o niepewnym lub błędnym wyborze zawodu. Ponadto musiałaby być decyzją z przymusu ekonomicznego lub innego uzasadniającego jej podjęcie, podjętą na czas przejściowy, bez względu na czas trwania takiej umowy o pracę.

Jeżeli młody człowiek mocno pragnie rozpocząć pracę w wybranym zawodzie, to w dzisiejszych warunkach rynku pracy powinien liczyć się z tym, że:

– może długo jej poszukiwać,

– będzie musiał w tym zawodzie przejść wszystkie stopnie awansu zawodowego po kolei,

– będzie zaczynał od najniższego wynagrodzenia, otrzymując podwyżkę stosownie do szczebla awansu stanowiskowego (funkcyjnego itp.).

Każdy, kto dąży do znalezienia pierwszej pracy wysoko wynagradzanej, naginając się przy tym do wyboru pracy niezgodnej z kwalifikacjami i wybranym zawodem, rozpoczyna serię błędów i poprawek w dłuższym czasie. Wydłuża tym samym drogę zawodową do osiągnięcia pełnej satysfakcji z wykonywanej pracy na przestrzeni całego życia. To wszystko oznacza, że od razu trzeba się uczyć cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do celu, w tym przypadku zawodowego. Jest nim wielkie zadowolenie (pełna satysfakcja) z wykonywanej pracy w podsumowaniu życia i pracy. Praca w nieswoim lubianym zawodzie może być przyczyną braku pełni szczęścia. Ktoś może od razu stwierdzić, że musi podejmować pierwszą pracę taką, jaką dostał na rynku pracy w miejscu zamieszkania, bo nie ma zatrudnienia w jego zdobytym zawodzie. Z przykrością stwierdzam, że w takim przypadku został popełniony błąd na początku kształtowania ścieżki zawodowej. Może to oznaczać, że wybór zawodu został dokonany świadomie, z pełną wiedzą, z założeniem zmiany miejsca zamieszkania i osiedlenia się tam, gdzie będzie możliwe znalezienie pracy zgodnej ze zdobytymi kwalifikacjami. W przeciwnym wypadku został popełniony błąd polegający na nieuwzględnieniu lokalnego rynku pracy. Podsumowując znaczenie pierwszej pracy w życiu człowieka, trzeba wiedzieć, że podjęcie pochopnie pierwszej pracy niezgodnie ze zdobytym ciężką nauką wykształceniem może zachwiać przyszłą karierę zawodową. W ten niefortunny sposób nieosiągnięcie satysfakcji ze swojej pracy zawodowej może być przyczyną braku pełni szczęścia w życiu człowieka. Wynika to z faktu, że na prawdziwe szczęście człowieka, czyli pełnię życia, składają się łącznie takie wartości, jak: oddanie w miłości, spełnienie w małżeństwie i w rodzinie, posiadanie i wychowanie dzieci, satysfakcja z pracy zawodowej oraz samorealizacja przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

Tak stanowi moja definicja prawdziwego szczęścia. Brak satysfakcji z pracy zawodowej oznacza niespełnienie szóstej wartości koniecznej do prawdziwego szczęścia człowieka.

Rozwój zawodowy, czyli doskonalenie zawodowe, podnoszenie kwalifikacji, awanse zawodowe – V etap drogi zawodowej

Jak sama nazwa wskazuje, ten etap pracy zawodowej powinien być jak najbardziej kreatywny, a wręcz twórczy. Od niego bowiem najbardziej będzie zależeć, czy w dalszym okresie pracy, aż do przejścia na emeryturę, pracownik zdoła osiągnąć pełną satysfakcję z pracy całego życia. To zadowolenie z pracy zawodowej będzie współdecydowało, wraz z pozostałymi sześcioma najważniejszymi wartościami życiowymi, o osiągnięciu prawdziwego szczęścia w postaci pełni życia. Rozwój zawodowy każdego człowieka trwa od czasu wykonywania pierwszej pracy zawodowej do czasu osiągnięcia przez pracownika pełnej stabilizacji zawodowej. Na ten etap drogi zawodowej człowieka składa się wiele zadań i celów do osiągnięcia, aby na końcu, w podsumowaniu, pracownik mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że zdobył to wszystko, co było mu niezbędne do wykonywania pracy dającej mu satysfakcję i stabilizację zawodową do końca pracy i życia.

Z tych wielu różnorodnych zadań i celów na tym etapie chcę wskazać dwa, od których najbardziej zależy uzyskanie pełnej satysfakcji z pracy i uznanie, że już więcej nic nie trzeba zdobywać w zakresie pracy zawodowej.

1.Doskonalenie kwalifikacji i ich podnoszenie przez ich uzupełnianie, rozszerzanie i zdobywanie nowych.

O prawidłowym przebiegu tego etapu drogi zawodowej możemy mówić wyłącznie wtedy, gdy pracownik pracuje zgodnie z kwalifikacjami zawodowymi. Ale to także nie wszystko – te kwalifikacje muszą odpowiadać marzeniom i oczekiwaniom pracownika, zgodnie z jego świadomym wyborem. To z kolei oznacza, że pod tym kątem pracownik jest zadowolony z pracy i z tego tytułu ma co najmniej satysfakcję pozamaterialną, czyli psychiczne zadowolenie z dokonanego wyboru rodzaju kwalifikacji i zgodnej z nimi pracy.

Jednak zdobyte kwalifikacje zawodowe do podjęcia pracy nie zawsze wystarczą do jej wykonywania przez cały czas, aż do przejścia na emeryturę. Świat idzie do przodu, we wszystkich dziedzinach życia i pracy następuje postęp. Konieczne jest więc dostosowanie kwalifikacji do postępu przez ich doskonalenie i podnoszenie. Pracownik, który nie będzie za tym nadążał, może wypaść z tej drogi, doświadczając braku awansu stanowiskowego lub płacowego, braku satysfakcji ze swojej pracy, a nawet utraty pracy wskutek decyzji niezadowolonego pracodawcy. Nie pozostaje mu praktycznie inny wybór, jak doskonalenie i podnoszenie swoich kwalifikacji zawodowych. Oczywiście spełnienie warunku doskonalenia i podnoszenia kwalifikacji zawodowych nie musi oznaczać, że taki pracownik ma już pełną satysfakcję z wykonywanej pracy, w tym z wynagrodzenia za pracę, oraz że ma psychiczne zadowolenie ze swojej dobrej pracy i z oceny pracodawcy.

2.Awanse stanowiskowe i płacowe.

O satysfakcjonującym rozwoju zawodowym pracownika świadczy ścieżka jego awansu stanowiskowego i płacowego. Jeżeli pracownik przez cały staż zawodowy uzyskuje odpowiednie do swojego rozwoju i należytej pracy awanse płacowe i stanowiskowe oraz jest z nich zadowolony, może to oznaczać, że osiąga satysfakcję z tej części pracy zawodowej. Może być jednak i tak, że pracownik jest zadowolony ze swojej pracy, bo ją wykonuje zgodnie z kwalifikacjami, nie czuje potrzeby awansu stanowiskowego, ale jest niezadowolony z wynagrodzenia.


Pełnię satysfakcji z pracy zawodowej, oprócz wynagrodzenia, mogą tworzyć inne czynniki niematerialne.

Od czego zależy uzyskanie satysfakcji z pracy zawodowej całego życia, czyli wielkie życiowe zadowolenie z wykonywanej pracy jako wartości składowej prawdziwego szczęścia?

Tak właściwie już ze wszystkich odpowiedzi na poprzednie pytania dotyczące pracy zawodowej wynikają ważne czynniki, od których zależy zadowolenie z pracy zawodowej wykonywanej w ciągu życia człowieka. Jednak najważniejsze z nich są zawarte w odpowiedzi na pytanie, jak powinna przebiegać droga zawodowa, aby praca dawała pełną satysfakcję. Wskazałem w niej, jak najlepiej powinna przebiegać droga zawodowa człowieka, na której zakończenie człowiek, dokonując oceny dotychczasowego życia i pracy, mógłby sam stwierdzić, czy osiągnął pełną satysfakcję z pracy jako jednego z warunków prawdziwego szczęścia.

Podsumowując tę i inne odpowiedzi z całego rozdziału, przedstawię w skrócie najważniejsze czynniki, od których najbardziej zależy osiągnięcie satysfakcji z pracy zawodowej zdecydowanej większości ludzi. Są to:

1. Zapoznanie dziecka przez rodziców oraz nauczycieli w ramach wychowania do pracy z możliwie najszerszą gamą zawodów w celu ułatwienia przyszłego wyboru kierunku kształcenia zawodowego i rodzaju pracy.

2 Świadomy wybór kierunku kształcenia zawodowego, przyszłego zawodu lub rodzaju pracy przez dziecko i rodziców, przy pomocy szkoły i – ewentualnie – poradni psychologiczno-pedagogicznej, po ukończeniu szkoły podstawowej.

3.Znalezienie oraz podjęcie pierwszej pracy zgodnej z wybranym zawodem i zdobytymi kwalifikacjami.

4.Możliwość rozwoju zawodowego, w tym podnoszenia i doskonalenia kwalifikacji zawodowych.

5.Uzyskiwanie wynagrodzenia adekwatnie do należytej pracy.

6 Stosowanie przez pracodawcę, oprócz wynagrodzenia, motywacyjnego systemu gratyfikacji materialnych i wyróżnień pozamaterialnych.

7.Osiąganie sukcesów zawodowych i zatrudnienie w firmie o uznanej marce.

8.Dobra atmosfera w pracy między współpracownikami i z pracodawcą.

9.Umiejętność godzenia pracy zawodowej z życiem prywatnym, małżeńskim, rodzinnym, w tym z wychowaniem dziecka (dzieci).

10Zasłużone i docenione zakończenie pracy zawodowej oraz przejście w stan spoczynku.

ZAPAMIĘTAJ!

1. Praca zawodowa jest szóstą z siedmiu najważniejszych, uniwersalnych wartości życiowych, których osiągnięcie składa się na pełnię życia, czyli prawdziwe szczęście. Pozostałe wartości to miłość, małżeństwo, dziecko (dzieci), jego wychowanie, rodzina oraz samorealizacja przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

2. Spełnienie tej wartości na drodze do prawdziwego szczęścia polega na osiągnięciu przez pracownika (przedsiębiorcę) satysfakcji z pracy zawodowej (działalności gospodarczej).

3. Satysfakcję z pracy zawodowej osiągnie ten pracownik (przedsiębiorca), który:

– kocha bądź lubi wykonywaną pracę (działalność),

– uznaje pracę, którą wykonuje, za swoje powołanie lub sposób zaspokojenia jego potrzeb wyższego rzędu: uznania, poważania, szacunku, renomy, sławy,

– za swoją należytą pracę otrzymuje odpowiednie wynagrodzenie,

– ma poczucie wielkiego zadowolenia z wykonywanej pracy, niezależnie od wynagrodzenia.

4. Satysfakcja z pracy zawodowej może już być szczęściem człowieka. Jednak nawet wielkie zadowolenie z pracy zawodowej nie wystarczy do prawdziwego szczęścia, czyli pełni życia, bez osiągnięcia wszystkich siedmiu najważniejszych wartości.

5. Ze względu na to, jakiego rodzaju potrzeby człowieka zaspokaja praca, dzielimy ją na trzy rodzaje:

– robota jako typowe zajęcie, którego celem jest wynagrodzenie w pieniądzu na zaspokojenie podstawowych, fizjologicznych potrzeb człowieka,

– kariera, która ma na celu zaspokojenie wyższych potrzeb człowieka: szacunku, uznania, renomy, sławy – wynagrodzenie jest wtedy celem ważnym, lecz podporządkowanym karierze, wysokiej pozycji społecznej na gruncie zawodowym,

– powołanie zaspokajające najwyższe potrzeby człowieka – samorealizacji; taką pracę człowiek wykonuje z pełnym oddaniem, bo ją kocha, bez względu na wynagrodzenie i bez względu na potrzebę uznania pracodawcy i innych ludzi, jest ona idealnie dopasowana do jego celu i sensu życia; jest szczęściem samym w sobie, mimo iż nie może być pełnią życia bez osiągnięcia pozostałych sześciu wartości stanowiących prawdziwe szczęście.

6. Idealna droga zawodowa człowieka powinna przebiegać w siedmiu etapach (które także zostały pokazane na schemacie 7):

– etap 1: wychowanie do pracy – okres wychowania dziecka przez rodziców i kształcenia ogólnego przez nauczycieli w szkole podstawowej i gimnazjalnej, do czasu wyboru kierunku kształcenia zawodowego; główny ciężar i odpowiedzialność za wychowanie dziecka do pracy spoczywa na rodzicach, a początek idealnej drogi zawodowej rozpocząć się powinien od najwcześniejszego okresu życia dziecka;

– etap 2: nauka zawodu – na tym etapie główny ciężar wychowania dziecka do pracy przez naukę spoczywać powinien na nauczycielach nauki zawodu, natomiast na rodzicach ciąży obowiązek i odpowiedzialność za nadzór nad przebiegiem procesu zdobywania kwalifikacji zawodowych przez dziecko do czasu uzyskania pełnoletności;

– etap 3: wyższe studia zawodowe – nie jest to etap obowiązkowy; niektórym do szczęścia w karierze zawodowej wystarczą średnie kwalifikacje i taki rodzaj zawodu lub pracy, który da im optymalną satysfakcję z pracy; ten etap drogi zawodowej zależy wyłącznie od dojrzałości człowieka;

– etap 4: pierwsza praca – przełomowy okres na drodze zawodowej człowieka; podjęcie pierwszej pracy nie tylko skraca i upraszcza drogę zawodową, lecz także przybliża do szczęśliwego spełnienia się pod kątem zawodowym;

– etap 5: rozwój zawodowy – najważniejszy w życiu człowieka okres pracy zawodowej, trwający od momentu wykonywania pierwszej pracy do czasu osiągnięcia stabilizacji zawodowej; w zależności od jego optymalnego wykorzystania od niego najbardziej zależy uzyskanie satysfakcji pracownika z pracy zawodowej w całym życiu;

– etap 6: stabilizacja zawodowa – okres spokojnej pracy, od momentu zakończenia procesu rozwoju zawodowego, osiągnięcia satysfakcji materialnej i zadowolenia psychicznego z wykonywanej pracy do czasu przejścia w stan spoczynku w związku z uzyskaniem prawa do emerytury;

– etap 7: przejście na emeryturę – satysfakcjonujące uwieńczenie pracy zawodowej każdego człowieka.

7. Praca zawodowa jest szóstą z siedmiu najważniejszych wartości, których łączne osiągnięcie powinno dać człowiekowi prawdziwe szczęście.


Satysfakcję materialną z pracy daje przede wszystkim odpowiednie wynagrodzenie ?!

Art. 78. § 1. Kodeksu pracy stanowi: „Wynagrodzenie za pracę powinno być tak ustalone, aby odpowiadało w szczególności rodzajowi wykonywanej pracy i kwalifikacjom wymaganym przy jej wykonywaniu, a także uwzględniało ilość i jakość świadczonej pracy.

Jaka powinna być praca, aby pracownik był z niej zadowolony pod względem materialnym i odczuwał satysfakcję, czyli ją kochał lub co najmniej lubił?

Zadowolenie i satysfakcja z pracy może wyrażać się w formie materialnej lub pozamaterialnej. W pierwszym przypadku zadowolenie pracownikowi może dać: dobre wynagrodzenie, w tym różne dodatkowe gratyfikacje, na przykład premie i nagrody za ponadnormatywne osiągnięcia lub szczególne zaangażowanie i wyniki pracy. Materialne zadowolenie z pracy powodują również właściwe warunki świadczenia pracy, zapewnione bezpieczeństwo i higiena, świadczenia socjalne, mieszkaniowe itp. Repertuar gratyfikacji materialnych oraz pozamaterialnych zależy od pracodawcy i jego umiejętności kierowniczych w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi. Satysfakcję pozamaterialną mogą dać pracownikowi przede wszystkim wszelkiego rodzaju wyróżnienia słowne, pisemne i inne, wyrażające uznanie pracodawcy, współpracowników oraz społeczności związanej z wykonywaną pracą przez pracownika. Psychiczne zadowolenie pracownika z pracy może wynikać ze świadomości pozytywnego wykorzystania jego pełnych możliwości, wiedzy i umiejętności w trakcie wykonywania pracy. Bardzo dużą satysfakcję daje osiąganie sukcesów zawodowych przez awanse stanowiskowe, rozwój własnych umiejętności połączony z poczuciem dobrze wykonywanej pracy oraz z twórczym współzawodnictwem na gruncie własnych sukcesów. Jeszcze inną, ważną przesłanką satysfakcji i zadowolenia z pracy może być dopuszczenie i zaangażowanie pracownika do współzarządzania oraz współdecydowania firmą w odpowiednim do jego możliwości zakresie. To poczucie wpływu pracownika powoduje jego identyfikację z firmą i pracodawcą, dając mu dodatkową satysfakcję.

Satysfakcjonująca praca zaspokaja te potrzeby pracownika, którymi kieruje się on, poszukując zatrudnienia. Jednak nie zawsze taką pracę znajduje. W takim przypadku nie występuje element dopasowania, który – jak wspominałem – jest warunkiem koniecznym miłości do pracy.

Reasumując, w miłości do pracy decydujące znaczenie ma to, czy zajęcie, które dany pracownik czy przedsiębiorca wykonuje, odpowiada w jak największym zakresie jego odpowiednim potrzebom, materialnym lub pozamaterialnym.

Co powinien robić pracownik, który jest zadowolony z rodzaju wykonywanej pracy ze względu na jej zgodność z kwalifikacjami, ale nie w pełni zadowolony z wynagrodzenia?

Prosta i najkrótsza odpowiedź brzmi: robić to, co jest konieczne do uzyskania od pracodawcy wyższego wynagrodzenia. No tak, ale co konkretnie ma robić, aby coraz więcej zarabiać, pracownik zatrudniony u jednego pracodawcy przez dotychczasowe życie zawodowe, który kocha swoją pracę i nie chciałby jej zmieniać? Warunek podstawowy i rzecz oczywista to należycie wykonywać pracę pod względem jakości i ilości. O tym, jak powinno wyglądać należyte wykonywanie pracy, pisałem wyżej. Poza tym, w związku z postępem technicznym, technologicznym, naukowym i wciąż nowymi warunkami pracy, pracownik powinien dążyć do doskonalenia zawodowego i podnoszenia swoich kwalifikacji. Dodam, że doskonalenie zawodowe jest także ustawowym (prawnym) obowiązkiem pracownika. Pisałem o tym wyżej jako o pierwszym elemencie rozwoju zawodowego.

Jednak samo dostosowywanie swoich kwalifikacji do wzrastających potrzeb na swoim dotychczasowym stanowisku pracy nie daje jeszcze pracodawcy podstaw do podwyższania wynagrodzenia, tym bardziej że jest to obowiązek pracownika. Podnoszenie kwalifikacji w celu uzyskiwania wyższych zarobków powinno zmierzać do zdobywania dodatkowych kwalifikacji i umiejętności możliwych do wykorzystania w zakładzie pracy przez pracodawcę. Dopiero te dodatkowe kwalifikacje mogą stanowić dla pracodawcy podstawę do awansu stanowiskowego, a co za tym idzie – do podwyższenia wynagrodzenia.

Ponadto pracownik, który w miarę stażu pracy chce uzyskiwać wyższe wynagrodzenie, powinien świadomie dążyć do awansu zawodowego, stanowiskowego, funkcyjnego lub wprost płacowego. Ta droga, oprócz wyższych zarobków, daje mu dodatkową satysfakcję zawodową, dzięki czemu może on spełniać się zawodowo na drodze do pełni szczęścia. Dobrym sposobem na uzyskiwanie wyższych zarobków może być każde działanie pracownika ponad standardy jakościowe i ilościowe świadczonej pracy, czyli ponad obowiązek należytej pracy w ramach swoich obowiązków określonych w umowie o pracę.

Każdy pracodawca, który widzi, że odnosi z tego korzyści materialne (zysk) oraz dobrze i perspektywicznie ocenia przydatność pracownika, dysponuje wieloma formami nagradzania materialnego (także pozamaterialnego). To mogą być premie regulaminowe, nagrody uznaniowe, także nagrody rzeczowe, różnego rodzaju gratyfikacje okolicznościowe lub oddawanie pracownikowi do dyspozycji niektórych środków będących własnością pracodawcy (przedsiębiorstwa), na przykład abonament telefoniczny, aparat, a także środki lokomocji, włącznie z samochodem. Mogą zdarzać się i takie sytuacje, w których pracodawca tych pozytywnych działań pracownika nie docenia w ogóle albo zbyt długo i świadomie zwleka z podwyżką wynagrodzenia, jednak nie chce stracić dobrego pracownika. I on o tym wie. Co wówczas ma robić pracownik? Odpowiedź raczej jest oczywista. Jeżeli taka sytuacja zdarza się niejeden raz, nie pozostaje nic innego, jak przeprowadzić z pracodawcą asertywną (kulturalną, ale konkretną) rozmowę o swoich perspektywach awansu płacowego lub stanowiskowego. W zależności od jej wyników, jeżeli nadal nie uzyska satysfakcjonującej propozycji od pracodawcy, pozostanie mu ostateczne wyjście – rozwiązać umowę o pracę i zmienić pracodawcę w trybie określonym w umowie o pracę i zgodnie z obowiązującymi przepisami, z jednym ale. Nim pracownik rozwiąże umowę, wcześniej powinien znaleźć inne miejsce pracy, zgodne z kwalifikacjami i zdobytą praktyką, między innymi u dotychczasowego pracodawcy.

Pełną satysfakcję ze swojej wieloletniej pracy zawodowej pracownik może osiągać tylko wówczas, gdy będzie otrzymywał wynagrodzenie, które zaspokoi materialne potrzeby jego i rodziny oraz gdy będzie kochał swoją pracę.


Należyte, czyli sumienne i staranne, wykonywanie pracy to podstawowy obowiązek pracownika

Jak należy rozumieć i interpretować pojęcie „należyte wykonywanie pracy” przez pracownika w świetle polskich przepisów prawa pracy?

Najpierw przedstawię, jak to pojęcie regulują odpowiednie przepisy prawa pracy. Kodeks pracy w art. 22 stanowi: „Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierunkiem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudnienia pracownika za wynagrodzeniem”.

Ten przepis dotyczy przede wszystkim określenia, na czym polega umowa o pracę. Natomiast to, jak przepisy prawa pracy określają, na czym konkretnie polega wykonywanie pracy, reguluje w szczególności art. 100 kodeksu pracy:

§ 1. Pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.

§ 2. Pracownik jest obowiązany w szczególności:

– przestrzegać czasu pracy ustalonego w zakładzie pracy,

– przestrzegać regulaminu pracy i ustalonego w zakładzie pracy porządku,

– przestrzegać przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, a także przepisów przeciwpożarowych,

– dbać o dobro zakładu pracy, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę,

– przestrzegać tajemnicy określonej w odrębnych przepisach,

– przestrzegać w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego.

W tej prawnej definicji zawarte są podstawowe obowiązki pracownika. Ciężkie naruszenie choćby jednego z nich może stanowić dla pracodawcy podstawę do rozwiązania z pracownikiem umowy bez wypowiedzenia, w tak zwanym trybie dyscyplinarnym. Ale czy to oznacza, że każdy pracodawca przykłada taką samą wagę do każdego ze wszystkich obowiązków zawartych w art. 100 kodeksu pracy, zarówno podczas wykonywania pracy, jak i w momencie naboru do pracy? Oczywiście, że nie, co mówię jako doświadczony prawnik, na podstawie wielu procesów sądowych, których przedmiotem sporu było rozwiązanie umowy o pracę z powodu nienależytego wykonywania podstawowych obowiązków pracowniczych.

Jakie konkretne potrzeby pracodawcy są jednocześnie szczegółowymi obowiązkami pracownika w zakresie „należytego wykonywania pracy”?

Cytowany art. 100 kodeksu pracy mówi, że pracownik w szczególności ma wykonywać pracę sumiennie i starannie, ale te określenie są zbyt ogólne i niekonkretne, zarówno dla pracodawcy, jak i pracownika. Stąd zdarzają się, i to często, spory między pracownikiem a pracodawcą, które zawsze w ostateczności rozstrzyga właściwy sąd, najczęściej w procesie o rozwiązanie umowy o pracę. Sądy stosują z reguły taką zasadę, że każdą sprawę należy rozpatrywać indywidualnie do każdego rodzaju pracy. W każdym przypadku najpierw dokładnie analizują, na czym w danym rodzaju pracy polega sumienna i staranna praca, czyli należyte jej wykonywanie. Następnie udowodniony w postępowaniu sądowym sposób wykonywania pracy i uzyskiwania efektów przez danego pracownika porównują do wymogów obowiązujących przy tym rodzaju pracy czy na stanowisku pracy. Na podstawie wieloletniej praktyki sądowej w sprawach pracowniczych przywołam niektóre praktyczne wskazówki, mogące pomóc uzmysłowić sobie, na czym polega należyte wykonywanie pracy rozumiane przez prawo pracy i praktykę sądową jako sumienna i staranna praca. Sumienne i staranne, czyli należyte wykonywanie pracy to świadczenie pracy o odpowiedniej jakości i w odpowiedniej ilości.

Rozwijając tę krótką podpowiedź pod kątem praktycznym, trzeba dodać kilka istotnych elementów charakterystycznych. Dobra jakość to dokładność, dbałość o szczegóły, pieczołowitość, pilność. Z kolei praca w odpowiedniej ilości to wykonanie pracy kompletne, zgodne z normą, standardem, jeżeli takie istnieją. Muszę dodać jeszcze jeden bardzo istotny z praktyki i dla pracodawców element wynikający z obowiązku pracownika sumiennej i starannej pracy. Jest nim zaangażowanie pracownika w uzyskiwaniu jak najlepszych wyników pracy oraz wykazywaniu odpowiedniej inicjatywy. Te dwa dodatkowe elementy praktycznie najbardziej pozytywnie wpływają na ocenę pracodawcy pod kątem należytego wykonywania pracy, mimo że nie są to podstawowe prawne obowiązki, nie wynikają wprost z przepisów prawa, które wskazałem wyżej. Ich naruszenie lub ujawnienie nie może być więc podstawą rozwiązania umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym, bez wypowiedzenia. Jednak niewykazywanie takiego widocznego dla pracodawcy zaangażowania może być powodem niższej oceny pracownika, nieuwzględniania go w dodatkowym nagradzaniu. Natomiast w przypadku konieczności restrukturyzacji zatrudnienia brak tych dodatkowych pozytywnych elementów może stać się nawet podstawą rozwiązania umowy o pracę w zwykłym trybie, za wypowiedzeniem. Ostatni, bardzo ważny warunek wymagany przez pracodawców od pracowników to podporządkowanie pracownika wobec pracodawcy w czasie trwania umowy o pracę. Jest on szczególnie ważny dla pracodawcy i w pełni akceptowany przez przepisy prawa pracy.

Co dla pracownika, a co dla pracodawcy oznacza podporządkowanie pracownika pracodawcy w czasie wykonywania pracy?

Na chwilę powrócę do art. 22 i art. 100 kodeksu pracy, które zacytowałem nieco wyżej. Proszę zwrócić uwagę, że art. 22 stanowi, iż „pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierunkiem”. A w art. 100 znajdujemy taki przepis „[…] stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę”. Z obu tych fragmentów wynika, że pracownik w czasie trwania umowy o pracę zobowiązany jest wykonywać pracę pod kierunkiem pracodawcy oraz stosować się do poleceń jego lub wyznaczonego przez niego przełożonego pracownika, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.

Właśnie tak powinno wyglądać podporządkowanie pracownika pracodawcy w świetle przepisów prawa pracy. To jest ostatni najważniejszy element należytego wykonywania pracy, na który pracodawcy zwracają szczególną uwagę. Jest to także bardzo ważny warunek i wymóg, o którym musi wiedzieć pracownik już w momencie rekrutacji, a następnie musi go wykonywać podczas trwania stosunku pracy. Wiemy zatem, jak podporządkowanie pracownika pracodawcy określone jest przez przepisy prawa. A na czym to podporządkowanie polega w praktyce? Czy pracownik może nie wykonać jakiegoś polecenia pracodawcy lub przełożonego?

Najpierw muszę jednoznacznie zaznaczyć, że podporządkowanie pracownika pracodawcy (przełożonemu) ograniczone jest wyłącznie do przedmiotu i zakresu świadczonej pracy określonego umową o pracę oraz obowiązuje pracownika w miejscu pracy i w czasie jej wykonywania. Dlatego wszystkie polecenia przełożonego lub samego pracodawcy również muszą być ograniczone do tego samego przedmiotu pracy, zakresu, miejsca i czasu pracy. Konkretnie precyzując zakres podporządkowania, należy wskazać, że pracownik może odmówić wykonania polecenia, które:

– nie jest związane z wykonywaną pracą,

– nie jest zgodne z postanowieniami umowy o pracę,

– jest sprzeczne z prawem karnym, czyli może być czynem zabronionym, wykroczeniem lub przestępstwem,

– jest sprzeczne z innymi niż karne przepisami prawa, przy czym w tej sytuacji pracodawca może swoje polecenie wydać na piśmie, zwalniając pracownika z tego rodzaju odpowiedzialności po wykonaniu pracy.

W tym miejscu muszę wyjaśnić, że wszelkie stosowane czasem przez pracodawców próby wpisywania w tak zwane zakresy czynności pracownika lub zakresy obowiązków formuły typu „oraz wykonywać inne polecenia przełożonego” są naruszeniem prawa przez pracodawców, gdyż są niezgodne z umową o konkretny rodzaj pracy. Każdy pracodawca powinien znać i stosować wyłącznie właściwą zasadę prawną podporządkowania pracownika i wydawania poleceń. Jednak z doświadczenia wiem, że wielu pracodawców nadal próbuje na swój sposób interpretować, a czasem nawet stosować tę zasadę prawną do własnych pozasłużbowych korzyści. Proszę zatem pamiętać: wykonywanie poleceń niezwiązanych z umówioną pracą nie należy do obowiązków pracowników i pracownik może odmówić ich wykonania. Tego typu działanie pracodawcy może być co najwyżej prośbą lub nową ofertą dodatkowej pracy poza istniejącą umową o pracę, oczywiście na umówionych warunkach świadczeń wzajemnych przez wynagrodzenie lub inne świadczenie. Pamiętajmy, że w definicji prawdziwego szczęścia praca jest szóstą wartością, z której satysfakcja jest niezbędnym warunkiem jego osiągnięcia.


Pierwszym, najwcześniejszym, źródłem satysfakcji z pracy zawodowej jest właściwy wybór zawodu i zdobycie odpowiednich kwalifikacji zawodowych.

A. Wychowanie do pracy – I etap drogi zawodowej

Tak, tak! Prawidłowa i zmierzająca do szczęścia droga zawodowa każdego człowieka powinna rozpoczynać się od lat dziecięcych. Rodzice od najwcześniejszych lat powinni uświadamiać dziecko, czym jest praca w życiu każdego człowieka. Równocześnie powinni praktycznie pokazywać dziecku możliwie najwięcej rodzajów pracy, wyjaśniając, na czym dana praca polega, oraz wskazywać jej pozytywne znaczenie na drodze zawodowej jako jednej z dróg do szczęścia człowieka. Co więcej, ten etap powinien być równolegle realizowany przez nauczycieli w ramach wychowania przedszkolnego, w szkole podstawowej i w gimnazjum jako nieodzowny element procesu wychowania i kształcenia ogólnego.

Na zakończenie tego etapu rodzice, przy pomocy nauczycieli-wychowawców, pedagogów szkolnych, odpowiednich poradni psychologiczno-pedagogicznych i zawodowych, powinni wspólnie z dzieckiem dokonać wyboru drogi zawodowej i kierunku kształcenia zawodowego. Podkreślam szczególnie konieczność liczenia się ze zdaniem dziecka, tym bardziej w przypadku uprzedniego procesu uświadamiania o pracy człowieka. Zakładam prawidłowy przebieg wychowania i kształcenia w dziedzinie wychowania do pracy do momentu podejmowania decyzji o wyborze zawodu i kierunku dalszego kształcenia zawodowego.

Realizacja pierwszego etapu, stanowiącego początek drogi zawodowej, powinna być częścią procesu wychowania dziecka przez rodziców i nauczycieli. Tę odrębną dziedzinę wychowania nazywam wychowaniem do pracy. Szerzej o nim w rozdziale „O rodzicielstwie i wychowaniu”.

B. Nauka zawodu – II etap drogi zawodowej

Drugi etap drogi zawodowej rozpoczyna się w momencie świadomego wyboru przyszłego zawodu lub rodzaju pracy przez dziecko i rodziców, przy pomocy szkoły i ewentualnej pomocy poradni psychologiczno-pedagogicznej. Równocześnie z dokonanym wyborem zawodu dziecko i rodzice powinni wybrać docelowy kierunek kształcenia zawodowego, w tym rodzaj szkoły zawodowej ponadgimnazjalnej lub policealnej. Jeżeli nie ma przeszkód zdrowotnych lub innych uniemożliwiających kontynuowanie wyższego wykształcenia, wspólnie powinni także już wówczas wstępnie zaplanować kierunek lub rodzaj studiów wyższych.

Cały drugi etap kształcenia zawodowego to głównie nauka w szkołach zawodowych, zasadniczych, ponadgimnazjalnych i policealnych oraz praktyka zawodowa prowadzona w formie zajęć praktycznych w szkołach lub w formie praktycznej nauki zawodu u pracodawców prowadzących własne przedsiębiorstwa. Na tym drugim etapie drogi zawodowej młody człowiek powinien utwierdzić się co do słuszności pierwszego wyboru, kim chce zostać w swoim życiu, co zamierza robić zawodowo. Jednym słowem ten drugi okres kształcenia i dalszego wychowania do pracy niepełnoletniego człowieka powinien dać mu odpowiedź na pytanie co do kariery zawodowej zgodnej z jego marzeniami, możliwościami psychofizycznymi i umiejętnościami. Może się okazać, że młody człowiek już w trakcie nauki w jednej ze szkół o jakimś profilu zawodowym dojdzie do przekonania, iż popełnił błąd w wyborze zawodu i dotychczasowego kierunku kształcenia. To odważne przyznanie się, nawet wbrew oczekiwaniom rodziców, uważam za prawidłowe, bo to jest najwłaściwszy czas na zmianę kierunku kształcenia i zawodu bez negatywnych skutków życiowych i materialnych. To są normalne błędy młodości, szczególnie tam, gdzie udział rodziców w wychowaniu i wyborze kierunku kształcenia jest mały lub żaden. Drugi etap drogi zawodowej, będący kształceniem zawodowym, w zasadzie kończy się wraz z dojrzałością człowieka jako osoby pełnoletniej w związku z ukończeniem 18 lat. Formalnym dowodem ukończenia drugiego okresu kształcenia zawodowego jest świadectwo kwalifikacyjne w zawodzie lub dyplom technika w zawodzie. Zakończenie tego etapu to koniec całego procesu wychowywania dziecka przez rodziców. Jest to również koniec ustawowego obowiązku szkolnego, czyli nauczania dziecka przez nauczycieli i oddziaływania rodziców na zasadach podporządkowania w ramach władzy rodzicielskiej. Oznacza to wyjście prawne dziecka spod pieczy rodzicielskiej, spod opieki wychowawców szkolnych. Po nim młody, ale już pełnoletni człowiek może samodzielnie decydować o swoim losie i dalszej karierze zawodowej: czy chce się dalej kształcić samodzielnie w formie studiów wyższych, czy nie. Musi podjąć niezwykle ważną życiową decyzję i odpowiedzieć sam sobie na pytania:

– czy zdobyte do tej pory wykształcenie zawodowe wystarczy do zaspokojenia marzeń, oczekiwań, aspiracji i potrzeb na odpowiednim poziomie,

– czy jest już gotowy do wykonywania zawodu, pracy lub zajęcia, które spełni te jego potrzeby.

 C. Wyższe studia zawodowe – III etap drogi zawodowej

Trzeci etap zdobywania kwalifikacji zawodowych to najwyższy poziom wykształcenia zawodowego zdobywany na studiach wyższych zawodowych, studiach magisterskich i studiach podyplomowych. Do tego etapu należy również zaliczyć studia doktoranckie. Ten etap nie musi być konieczny dla tych ludzi, którzy sami uznają, że jest im on niepotrzebny do zaspokojenia potrzeb i aspiracji życiowych, lub dla tych, którzy z przyczyn obiektywnych, od nich niezależnych, nie mogą zdobywać wyższych kwalifikacji zawodowych.

Do pierwszych z nich zaliczyć można tych, którzy w pełni świadomie i z nieprzymuszonej własnej woli nie chcą się dalej kształcić zawodowo, uznając, że praca, którą będą wykonywać przy już posiadanych kwalifikacjach, wystarcza im do zaspokojenia potrzeb materialnych do życia i pozamaterialnych jak satysfakcja. Czy to jest błąd życiowy? Jeżeli nie ma żadnych przeszkód obiektywnych, tkwiących poza chęcią i oceną własnych możliwości danego absolwenta średniej szkoły, to niepodjęcie decyzji oraz niepodjęcie żadnej próby kontynuowania kształcenia w szkole wyższej może być błędem. Z praktyki i doświadczenia zawodowego mogę stwierdzić, że w większości przypadków jest błędem. Ci ludzie, którzy tak postąpili, na ogół dopiero na starość tak uważają. Jak często słyszałem takie oceny moich klientów, niczym przyznanie się do winy w prowadzonych sprawach, w tym sądowych! To właśnie w takich przypadkach brak dostatecznej wiedzy często stawał się przyczyną niepowodzeń życiowych.

Do drugiej grupy należy zaliczyć tych ludzi, którzy chcieliby, lecz nie mogą dalej kształcić się zawodowo, na przykład z powodu konieczności podjęcia pracy, obojętnie jakiej, bo muszą utrzymywać rodzinę swoją, wcześniej założoną lub z której się wywodzą. Oczywiście dotyczy to takiej sytuacji trudnej życiowo, w której dana osoba nie jest w stanie podjąć dalszego kształcenia zawodowego w systemie zaocznym, wieczorowym lub innym możliwym, na przykład z powodu braku czasu, sprawowania opieki itp.

Proszę jednak pamiętać, że moim celem jest pokazanie idealnej, wzorcowej drogi zawodowej. Oznacza to, że w przyszłości taka droga zawodowa, z najwyższymi kwalifikacjami, będzie powszechna i stanie się warunkiem koniecznym dyktowanym przez pracodawców.

Zdarza się i tak, że ta droga zawodowa jest często błędnie realizowana. Dla niektórych ludzi nie tyle liczy się wiedza zdobyta przez okres studiów, ile uzyskanie dokumentu w postaci dyplomu wyższej uczelni, formalnie zaświadczającego o kwalifikacjach zawodowych. Taki sposób zdobycia „papierowych” kwalifikacji w praktyce bardzo szybko wychodzi na jaw już podczas pierwszej pracy zgodnej z formalnymi kwalifikacjami. To jest także praktyczna odpowiedź na pytanie, dlaczego niektórzy ludzie nie mogą znaleźć pracy mimo posiadania odpowiednich, w tym przypadku nawet wyższych, kwalifikacji zawodowych. Podczas zdobywania najwyższych kwalifikacji można popełnić błąd w zdobywaniu naraz wielu rodzajów zawodów. Przykładem mogą być absolwenci kończący równolegle dwa kierunki zawodowe. Sam z własnego doświadczenia pracodawcy rozpatrującego oferty pracy miałem wielokrotnie możliwość ujawnienia, jak nieprzekonywające i mało realne są takie kwalifikacje „papierkowe”, czyli formalne, nawet zdobyte w kilku zawodach. Podobnie sprawa wygląda z ofertami pracy, w których aż się roi od wszelkiego rodzaju, często skrajnie rozbieżnych kwalifikacji, zdobytych umiejętności ponad jeden konkretny zawód. A przecież każdemu powinno zależeć na jednym ukochanym i wymarzonym zawodzie, do którego zdobywa się rzeczywistą wiedzę teoretyczną i praktyczną. Tyle i tylko tyle trzeba umiejętnie przekazać przyszłemu pracodawcy w pisemnej ofercie i w rozmowie kwalifikacyjnej, aby on uwierzył, a następnie pozytywnie sprawdził kandydata w pracy w umownym okresie.

Może się zdarzyć, że dopiero na trzecim etapie drogi zawodowej, czyli zdobywania najwyższych kwalifikacji zawodowych, człowiek dojdzie do wniosku, iż dokonał niewłaściwego wyboru zawodu i kierunku całego dotychczasowego kształcenia zawodowego. Zgodnie z porzekadłem „lepiej później niż wcale” jest to rzeczywiście ostatni czas na dokonanie właściwej zmiany. W przeciwnym wypadku byłby to błąd życiowy, w pełni świadomie popełniony, który w ostateczności mógłby zaważyć na braku pełni szczęścia tej osoby. Przypomnę, że satysfakcja z pracy zawodowej w mojej definicji szczęścia jest szóstym warunkiem prawdziwego szczęścia.

Zakończenie trzeciego etapu drogi zawodowej jest równocześnie pozytywnym zwieńczeniem dwóch najważniejszych okresów w życiu każdego człowieka:

– okresu wychowania dziecka przez rodziców i wychowawców,

– okresu kształcenia w formie nauczania przez nauczycieli i samodzielnego studiowania.

Teraz w życiu człowieka musi nastąpić psychiczna i fizyczna zmiana, przestawienie się na pracę zmierzającą do innego celu niż zdobywanie kwalifikacji zawodowych. Będzie nim od tej chwili bezpośrednie zaspokajanie potrzeb naturalnych koniecznych do życia, jak również potrzeb wyższego rzędu: satysfakcji z pracy, uznania i szacunku, samorealizacji. W zależności od potrzeb, które będą zaspokajane przez wykonywanie pracy, będzie ona zwykłym zajęciem (robotą), karierą zawodową lub powołaniem.

Jak rozróżnia się kwalifikacje zawodowe w systemie kształcenia zawodowego oraz w procesie przyjmowania do pracy i jej wykonywaniu?

Kwalifikacje zawodowe to posiadany i udokumentowany zasób wiedzy teoretycznej i umiejętności praktycznych przez osobę, która ubiega się o pracę lub już będącą pracownikiem. Proszę zwrócić uwagę, że podkreśliłem dwa istotne elementy składowe dotyczące kwalifikacji zawodowych, które mają ogromne znaczenie praktyczne: kwalifikacje posiadane i kwalifikacje udokumentowane. Doświadczeni pracodawcy doskonale wiedzą, że w praktyce istnieje różnica między kwalifikacjami zawodowymi figurującymi w dokumencie je potwierdzającym a kwalifikacjami posiadanymi w rzeczywistości. Chodzi o to, że do dzisiaj, w naszej polskiej rzeczywistości zdarzają się przypadki, gdy rzeczywista wiedza i umiejętności praktyczne nie pokrywają się z dokumentami je poświadczającymi. Zresztą tak się dzieje nie tylko w naszym kraju. Występują również, i to stosunkowo często, przypadki odwrotne, kiedy pracownicy lub kandydaci do pracy mają rzeczywiście potrzebne kwalifikacje zawodowe, które nie są udokumentowane. Takie sytuacje zdarzają się głównie na niższych poziomach kwalifikacji, w tym głównie w rzemiośle.

Wspomniałem o poziomach kwalifikacji zawodowych, które istotnie decydują o większych możliwościach znalezienia i wyboru pracy przez osobę poszukującą, jak również o większym zapotrzebowaniu ze strony pracodawców. W międzynarodowych standardach edukacyjnych, w tym także polskim systemie oświatowym i prawnym oraz w polskiej klasyfikacji zawodów i specjalności, określone są cztery poziomy kwalifikacji zawodowych i specjalności:

– podstawowy poziom kwalifikacji zawodowych – odpowiada poziomowi szkoły podstawowej,

– wykształcenie zawodowe na poziomie szkoły gimnazjalnej, zasadniczej szkoły zawodowej oraz szkołach licealnych,

– trzeci poziom kwalifikacji równa się wykształceniu zawodowemu zdobytemu w szkole policealnej oraz w technikum,

– wykształcenie wyższe zawodowe, w tym licencjat, studia magisterskie i podyplomowe oraz doktoranckie.

Specjalność zawodowa to taki zakres wiedzy i umiejętności, który jest wynikiem głębszego podziału zakresu pracy w ramach jakiegoś zawodu. Zawiera jakiś węższy zakres czynności zawodowych, wymagających pogłębionej lub dodatkowej wiedzy i umiejętności zdobytych w wyniku dodatkowego szkolenia lub praktyki.

Każdy poziom zdobytych kwalifikacji lub specjalności potwierdzany jest stosownym dokumentem formalnoprawnym (dyplom, świadectwo, zaświadczenie), który stwarza domniemanie, że dany kandydat do pracy lub pracownik rzeczywiście ma dane kwalifikacje zawodowe i powinien umieć wykonywać pracę.

W polskim systemie oświatowym, obok wskazanych wyżej kwalifikacji zawodowych, stosowane są równolegle kwalifikacje zawodowe rzemieślnicze. Takie kwalifikacje zawodowe, odpowiednio do poziomu kształcenia, od najniższego do najwyższego, to: robotnik wykwalifikowany, czeladnik, mistrz. Dokumentami potwierdzającymi kwalifikacje rzemieślnicze po zdaniu egzaminu są:

– tytuł robotnika wykwalifikowanego w danym zawodzie,

– świadectwo czeladnika w zawodzie,

– dyplom mistrzowski.

Tak więc poziom kwalifikacji zawodowych posiadanych i udokumentowanych przez kandydata do pracy odgrywa pierwszoplanową rolę u każdego pracodawcy. Stąd też każdy człowiek powinien dobrze wiedzieć, że aby móc zaspokoić swoje potrzeby życiowe w jak najpełniejszym zakresie przez pracę, musi zdobyć i pogłębiać kwalifikacje zawodowe. Uświadamianie tego faktu i zdobywanie najwyższego poziomu kwalifikacji powinno rozpocząć się już w najwcześniejszym okresie procesu wychowania dziecka.

Czy same, nawet najwyższe kwalifikacje zawodowe są wystarczające do znalezienia i wykonywania pracy zawodowej, z której będzie zadowolony pracodawca, a pracownik będzie miał satysfakcję?

Odpowiednie kwalifikacje zawodowe, udokumentowane w procesie rekrutacji bądź w indywidualnych rozmowach o pracę, mogą wystarczyć do zatrudnienia pracownika na podstawie jednego z istniejących rodzajów umowy o pracę, na okres próbny, na staż, na czas określony, a nawet na czas nieoznaczony. To, czy kwalifikacje zawodowe odpowiadają rzeczywistym umiejętnościom, wcześniej czy później wyjdzie na jaw w praktyce, podczas wykonywania pracy na danym stanowisku odpowiadającym kwalifikacjom wynikającym z przedstawionego pracodawcy dokumentu.

W czasie trwania umowy o pracę, w zależności od rodzaju wykonywanej pracy, po jakimś czasie może się okazać, że mimo rzeczywistych, udokumentowanych kwalifikacji zawodowych pracownik nie spełnia innych podstawowych wymagań pracodawcy. Pisałem o nich, o odpowiednim stanie zdrowia pracownika, o należytym wykonywaniu obowiązków, a także o podporządkowaniu pracownika i wykonywaniu poleceń pracodawcy. Nietrudno zatem zgadnąć, że jeżeli w jakimkolwiek czasie pracodawca dojdzie do wniosku, że pracownik nie spełnia choćby jednego z tych trzech pozostałych wymagań oprócz kwalifikacji zawodowych, to wcześniej czy później pożegna się z nim. Pracodawca musi mieć jasny obraz pracownika zaangażowanego i rozwojowego, dającego gwarancje trwałości stosunku pracy, pozytywnego wpływu na osiągane wyniki – zyski oraz stabilność funkcjonowania firmy i całej załogi. Poza tym nie sądzę, że pracownik, który w pełni zdaje sobie sprawę, iż nie spełnia tych czterech wymienionych wymagań pracodawcy, będzie odczuwał satysfakcję z wykonywanej pracy. Ten brak obustronnej „miłości”, a więc pracownika do pracy i pracodawcy oraz pracodawcy do pracownika i jego pracy, w żadnym wypadku nie rokuje trwałego związku partnerów umowy o pracę. Tak więc same kwalifikacje zawodowe, nawet najwyższe, nie wystarczą do utrzymania trwałości stosunku pracy, jeżeli pracownik nie będzie przez cały czas spełniał, w optymalnym dla pracodawcy zakresie, pozostałych trzech najważniejszych warunków: odpowiedniego stanu zdrowia do rodzaju pracy, stanowiska lub funkcji, należytego wykonywania obowiązków oraz wykonywania poleceń pracodawcy w ramach podporządkowania.


Co najmniej 12 % szczęścia Polek i 16 % szczęścia Polaków zależy od ich pracy zawodowej. Ale pamiętajmy, że osiągnięcie szczęścia z pracy, prawie wyłącznie, zależy od nas samych.

Prawdziwe szczęście, czyli pełnia życia każdego człowieka, zależy od osiągnięcia najważniejszych wartości życiowych wybranych i wyznaczonych dla siebie, jako cele i sens życia.

Ja, po wielu latach zdobywania wiedzy, praktyki i doświadczenia życiowego, uważam, że do takich najważniejszych wartości, prawie powszechnie na całym świecie, należą:

Miłość;  związek oparty na wzajemnej miłości

( małżeństwo, konkubinat i inny związek partnerski);

posiadanie dzieci; ich wychowanie i wykształcenie; rodzina szeroko rozumiana; praca zawodowa oraz samorealizacja

poprzez samospełnienie swoich marzeń, pragnień, celów. W tym poście skoncentruję się na pracy zawodowej jako tej wartości, od której zależy ponad 12 % prawdziwego szczęścia Polek i 16 %  Polaków. Co więcej, twierdzę, że ta wielkość szczęścia z pracy zawodowej prawie wyłącznie zależy od nas samych.

I od razu wyjaśniam, że to asekuracyjne zastrzeżenie ”prawie wyłącznie”,  to margines zastrzegający pełnię szczęścia od dobrego zdrowia. Ale zdrowie także może zależeć od Ciebie, za wyjątkiem obiektywnych, niezależnych czynników wewnętrznych (np. genetycznych) lub zewnętrznych ( np. wypadek i niepełnosprawność).

Najpierw uzasadnię krótko skąd się wzięła taka różnica w możliwościach osiągnięcia szczęścia z pracy Polek i Polaków, no i dlaczego wg mnie tyle szczęścia może nam dać  praca zawodowa? Oczywiście ta skala jest wielkością statystyczną, ale popatrzmy skąd ją wywodzę.

Źródłem i efektem prawdziwego szczęścia jest pełnia życia każdego z nas, zarówno w czasie jak i pod względem wybranych i uznawanych wartości życiowych. Średnio człowiek spędza w pracy 8 godzin, czyli 1/3 doby, a więc trzecią część swojego życia poświęconego pracy zawodowej. W Polsce przeciętna długość życia wynosi: mężczyźni – 73,8 lat, kobiety: 81,7 lat (dane za 2018r). Niezbędny do emerytury staż pracy, według polskich przepisów, wynosi odpowiednio 35 lat dla mężczyzn i 30 lat dla kobiet. Zatem stosunek  wymaganego okresu pracy do długości życia Polek i Polaków i czasu pracy przyjmuję za dwie  różne wielkości procentowe wpływającą na ich możliwość osiągnięcia pełni szczęścia. A więc tyle szczęścia może przynieść sama praca zawodowa na przestrzeni czasowej całego życia Polek i Polaków.

Czy tak może być w rzeczywistości, także w Twoim przypadku?

Co może wpływać na to, aby osiągnąć  ten procent szczęścia z pracy zawodowej?

Spróbujmy dokonać, w miarę obiektywnie i samokrytycznie, własnej oceny pracy, a następnie porównajmy z trzema maksymalnymi ( do idealnego) kryteriami koniecznymi do jego osiągnięcia.

Pierwsze to: Kocham swoja pracę!

Drugie: Mam z niej satysfakcję, czyli wielkie psychiczne zadowolenie!

Trzecie: Moja praca zapewnia mi optymalne środki finansowe i inne rzeczy materialne, na dobre i stabilne życie ( tu egzystencję materialną)!

Rozłóżmy te poszczególne kryteria szczęścia z pracy zawodowej na konkretne przykłady, bliższe realiom i porównajmy jak to wygląda u każdego z nas. Najlepiej od razu  w dwóch aspektach, pozytywnym i negatywnym. Jak to widzą fachowcy, a jak jest u Ciebie.

I tak:

Kocham swoją pracę, bo:

– praca jest dla mnie jedną z najważniejszych wartości, którą kocham i doceniam;

– w pracy się spełniam i samorealizuję;

– z chęcią idę do pracy, a pracując nie liczę czasu;

– cieszę się kiedy jestem w pracy doceniany, szanowany, lubiany wśród współpracowników;

– w tej pracy czuję się dobrze, bryluję, jestem jednym z najlepszych pracowników:

– Twoje argumenty;

Nie lubię swojej pracy, bo:

– ta praca kompletnie mi nie leży;

– pracuję bo muszę zarabiać pieniądze na życie swoje /i rodziny/;

– z trudem wytrzymuję 8 godzin;

– nie mam z niej żadnej satysfakcji;

–  Twoje powody;

Mam wielkie zadowolenie psychiczne z pracy bo:

– spełniam swoje marzenia co do rodzaju pracy i taką wykonuję;

– cieszę się, że wykonuję taką pracę jakie mam wykształcenie;

– zadowolenie z pracy pozytywnie przekłada się na moje życie prywatne i rodzinne;

– oddając się pracy zapominam o innych problemach życiowych;

– Twoje powody;

Nie mam satysfakcji z pracy, bo:

– nie lubię swojej pracy; chciałbym wykonywać zupełnie inną pracę, z której byłbym zadowolony;

– wykonuję byle jaką pracę, a chciałbym mieć lepszą pracę;

– w pracy się męczę psychicznie i fizycznie i czekam na zakończenie;

– mało zarabiam i to wpływa na moje niezadowolenie z pracy;

– Twoje przyczyny;

Praca zapewnia mi optymalne środki do egzystencji bo:

– dobrze zarabiam i wystarcza mi na normalne życie;

– wiem, że w tej pracy mogę zarabiać jeszcze więcej;

– oprócz stałego wynagrodzenia za dobrą pracę otrzymuję premie i nagrody pieniężne;

– w zakładzie pracy oprócz wynagrodzenia jest fundusz socjalny i dbają o wypoczynek;

– Twoje argumenty;

Moja praca nie zapewnia mi odpowiednich środków do życia, bo:

– nigdy nie starcza mnie (nam) na życie do kolejnej wypłaty;

– ograniczam wydatki prawie wyłącznie na jedzenie i mieszkanie;

– nie stać mnie na lepsze życie, ubrania, na żadne rozrywki;

– nie jeżdżę na wczasy, na weekendy;

– Twoje przyczyny;

A teraz śmiało odpowiedzmy sobie na najważniejsze, generalne pytanie:

Jak moja praca naprawdę wpływa na moje szczęście, a także na szczęście mojej rodziny?

Skoro już to wiesz, to postaw sobie kolejne, niezwykle ważne pytanie na drodze do szczęścia, bo wiesz, że praca powinna dawać Ci aż 12 % (kobieta) 16 % (mężczyzna) pełni Twojego szczęścia.

Co mam dalej począć ze swoją praca zawodową, aby móc osiągnąć z niej prawdziwe szczęście?

I tutaj teoretycznie istnieje wiele rozwiązań, za to o wiele gorzej jest w praktyce życiowej i zawodowej.

Najpierw wszystkim tym, którzy spełniają trzy pozytywne warunki , gratuluję szczęścia z pracy zawodowej i życzę im takiego szczęścia aż do zasłużonej emerytury.

Dla niezadowolonych z pracy, w zależności od przyczyny i stopnia niezadowolenia, rozwiązaniem może być: podniesienie kwalifikacji w swoim zawodzie, przekwalifikowanie zawodowe, zmiana stanowiska lub rodzaju pracy u danego pracodawcy – na swój wniosek, zwiększenie wydajności, gdy chodzi o możliwości zarobkowe. A w ostateczności zmiana miejsca pracy i pracodawcy. Jako, że zajmowałem się polityką kadrową w dużym zakładzie pracy, to wiem i muszę powiedzieć wprost:

Jeżeli Twoje niezadowolenie z pracy czyni Cię aż nieszczęśliwym, to jednak musisz zmienić pracę, bo stracisz do końca życia szansę na bycie szczęśliwym pod względem innych najważniejszych wartości, takich jak małżeństwo, rodzina, dzieci i ich wychowanie, a także możliwość własnej samorealizacji.

Proszę zatem nie czekać aż niezadowolenie z pracy stanie się źródłem nieszczęśliwego życia  dla Ciebie i Twojej rodziny!

Bronisław                                                                         marzec 2020 r


Takich nauczycieli nam trzeba!

Miałem nauczyciela z powołania. Dziś takich można spotkać rzadko. A władze nasze robią prawie wszystko…… aby takich już nie było?!

Taki wzór nauczyciela – wychowawcy z misją życiową dobrego wychowania i nauczania dzieci muszę pokazać. Jestem bowiem zobowiązany jako jego wychowanek, do którego po wielu latach on sam przyszedł, aby porozmawiać o losach życiowych, moim i kolegów z klasy, uprzednio znajdując adres  mojej kancelarii prawnej.

Pan Władysław „wyłaził ze skóry”, aby Józek zapamiętał, że „kto ..uje kreskuje ten dostaje dwóje. Aby Rysiek zapamiętał wyjątki „ sz” po spółgłosce : bukszpan, kształt, pszenica, pszczoła, wszyscy, wszędzie. To on przychodził do domu każdego z nas, kiedy widział jakieś problemy swoich uczniów i nie tylko wychowawcze. On wiedział wszystko co winien wiedzieć dobry nauczyciel o swoim wychowanku, o rodzicach, o tym jak żyje rodzina, jakie ma kłopoty.

To mnie, jednemu z najlepszych uczniów w klasie, celowo obniżył ocenę ze sprawowania, bo wiedział, że to był najlepszy dla mnie środek wychowawczy na przyszłość.

Pan Władysław jest także wzorowym ojcem. Dobrze wychował trójkę dzieci. Jedno z nich, które znam, jest najlepszym i szanowanym lekarzem w rzadkiej specjalności w moim mieście i nie tylko w nim.

Kiedy rozmawialiśmy zdradził mi, że niestety jego miłość do dzieci, ludzi i pasja zawodowa kosztowała go rozbicie małżeństwa. Żona odeszła od niego i żyli w separacji. Jedynie córka podtrzymywała nikłą więź małżeńską organizując niedzielne obiady w domu matki. Dziś ciężko chory wrócił pod opiekę żony i córki, w mieszkaniu żony.

Kiedy odwiedziłem go z koleżanką z klasy, mimo skutków wylewu, z entuzjazmem młodzieńca wspominał wspólne chwile nauki i wychowania. On je tak dobrze pamiętał, nawet w drobnych szczegółach. Tak właśnie winna wyglądać wrażliwość, przeżywanie pracy, którą się kocha i empatia każdego nauczyciela – wychowawcy.

Taki piękny wzór nauczyciela z powołania opisałem swojej córce – nauczycielce i spytałem, jak najczęściej traktują dziś swoją pracę nauczyciele? Jako robotę, bo muszą ją odrabiać za pieniędze na życie? Jako karierę zawodową, czy jako misją powołania?

Ja kocham swoją pracę, bez wahania rzekła, ale dużo koleżanek i kolegów po studiach pedagogicznych nie pracuje w szkolnictwie, a ci którzy pracują są raczej niezadowoleni z pracy w zawodzie nauczyciela. Praca nie daje satysfakcji materialnej w formie wynagrodzenia, a powołanie nie pozwala godnie żyć bez środków finansowych.

Właśnie czytam znakomitą biografię „ Adam Mickiewicz. Życie romantyka”, spisaną przez Amerykanina Romana Koropeckyja, i nie mogę uwierzyć, że młody Mickiewicz jako nauczyciel carski, na początku XIX wieku, zarabiał tak dobrze, że z powodzeniem wystarczało mu na dostatni i „ trochę hulaszczy”  tryb życia.

A jak wygląda dziś zawód nauczyciela-wychowawcy w naszym kraju? Kto i dlaczego idzie do zawodu? Ile zarabia nauczyciel ?

Trzeba zacząć od zaspokojenie jego podstawowych potrzeb życiowych. A może zamiast dawać 500 + na dzieci ludzi zamożnych, przeznaczyć te środki na wynagrodzenie nauczycieli. Może zamiast trzynastą emeryturę dawać wszystkim emerytom dać tylko najbiedniejszym? To władza winna wiedzieć skąd wziąć środki finansowe na odpowiednie płace dla wykwalifikowanych, dobrych nauczycieli z powołania.

Nie wystarczą dla nas Obywateli bezradne i puste słowa władzy:  ” nie ma pieniędzy w budżecie, choć wiemy, że winni więcej zarabiać”. Jeżeli pracodawcy w dialogu społecznym wskazują źródła finansowania, to dlaczego rząd tego nie robi, ani nie wyjaśnia. To jest okazywaniu „tumiwisizmu” dla narodu, by nie powiedzieć „pogardy”.

Jak to się ma do „patriotyzmu” tak mocno eksponowanego przez nieformalnego naczelnika państwa, jak określa Prezesa Kaczyńskiego opozycja partyjna.

Myślę, że zamiast tych patetycznych słów o patriotyzmie bez pokrycia, czas najwyższy zabrać się do działania. Najpierw znaleźć środki na wynagrodzenia dla nauczycieli, zakończyć strajk, a następnie doprowadzić do prawdziwych i rzetelnych rozmów z fachowcami o polskiej edukacji. A nie pozorowanych w celach politycznych, przy okrągłym stole rozstawionym na stadionie, niczym igrzyska starorzymskie dla podekscytowanej gawiedzi.

Panie Władysławie, bardzo jestem wdzięczny za trud wychowawczy, za jego efekty, które były i są dla mnie źródłem uczciwego życia, mojej satysfakcjonującej drogi zawodowej. A Pan był i jest najlepszym wzorem nauczyciela, który polecałem i polecam do naśladowania.

Takich właśnie nauczycieli jak Pan potrzebuje nasz kraj, aby ludzie żyli dobrze i szczęśliwie! Życzę Panu dużo zdrowia!

Bronisław