?>

EDUKACJA SEKSUALNA DZIECKA to ważna dziedzina świadomego rodzicielstwa i kształcenia w procesie wychowania

Dlaczego dzieci potrzebują edukacji seksualnej? (według WHO)

Wiek, w którym rozpoczyna się edukację seksualną, jest niezwykle zróżnicowany w poszczególnych krajach europejskich. Zgodnie z danymi raportu SAFE8 w Portugalii rozpoczyna się ona w wieku 5 lat, w Hiszpanii, Włoszech i na Cyprze w wieku 14 lat. Jeśli przyjrzymy się jednak dokładniej, okazuje się, że różnice nie są aż tak znaczne, jak wydaje się to na początku. Wynikają one w znacznej mierze z rozumienia pojęcia „edukacji seksualnej”.

Definicja edukacji seksualnej obejmującą nie tylko fizyczne, emocjonalne i interakcyjne aspekty seksualności i kontaktów seksualnych, ale także szereg innych czynników, takich jak przyjaźń czy poczucie bezpieczeństwa i atrakcyjności. Jeśli zastosuje się tę szerszą koncepcję, bardziej zrozumiałe staje się, że w wielu krajach edukacja seksualna rozpoczyna się w szkole podstawowej. Tam gdzie edukacja seksualna rozpoczyna się w szkole średniej, zazwyczaj stosuje się znacznie węższą definicję „kontaktów seksualnych”. Te różnice w definicjach wyjaśniają także, dlaczego w niektórych krajach termin „wychowanie seksualne i związki międzyludzkie” lub też podobne terminy są chętniej stosowane niż „edukacja seksualna”.

Edukacja seksualna rozpoczyna się w momencie narodzin

Od momentu urodzenia dzieci uczą się wartości i przyjemności wynikających z kontaktów cielesnych, ciepła i bliskości. Wkrótce potem uczą się znaczenia słów „czysty” i „brudny”. Później uczą się rozróżniać mężczyzn i kobiety, a także serdecznych przyjaciół i obcych. Kwestia polega zatem na tym, iż od momentu urodzenia rodzice (w szczególności) przekazują swoim dzieciom informacje dotyczące ludzkiego ciała i intymności. Innymi słowy angażują się i są włączeni w proces edukacji seksualnej.

Edukacja seksualna musi być dostosowana do wieku

Zwrot „dostosowany do wieku” ma niezwykle istotne znaczenie. W rzeczywistości bardziej prawidłowe jest użycie zwrotu „dostosowany do rozwoju”, ponieważ nie wszystkie dzieci rozwijają się w tym samym tempie. Czteroletnie dziecko może zapytać skąd się biorą dzieci, a odpowiedź „z brzuszka mamy” jest zazwyczaj wystarczająca i dostosowana do wieku. To samo dziecko może później zacząć się zastanawiać „w jaki sposób dzieci dostają się do brzuszka mamusi?” i w tym momencie inna odpowiedź będzie dostosowana do wieku. Natomiast odpowiedź „jesteś jeszcze za mały na takie pytania” nie jest odpowiednia. Dostosowanie do wieku wyjaśnia, dlaczego te same zagadnienia dotyczące edukacji seksualnej mogą wymagać zmiany odpowiedzi; wraz z procesem dojrzewania udzielane wyjaśnienia będą miały bardziej całościowy charakter. (1)

Naturalne fazy rozwoju seksualnego dzieci

1. Niemowlęta w wieku od 0. do 1. roku (odkrywanie)

  • Rozwój seksualności dziecka rozpoczyna się w momencie urodzenia.
  • Niemowlęta skupiają się całkowicie na własnych zmysłach: dotyku, słuchu, wzroku, smaku i zapachu. Dzięki swoim zmysłom mogą doświadczać uczuć komfortu i bezpieczeństwa. Niezwykle istotne jest przytulanie i obdarzanie pieszczotami własnego dziecka, z uwagi na fakt, iż dzięki temu tworzone są fundamenty jego zdrowego, właściwego rozwoju społecznego i emocjonalnego.
  • Niemowlęta są niezwykle aktywne, odkrywając otaczający je świat. Jest to widoczne na podstawie występującej u nich tendencji do brania do ust zabawek (dotyk), przyglądania się twarzom lub poruszającym się przedmiotom (wzrok), a także słuchania muzyki (słuch).
  • Niemowlęta odkrywają również własne ciała. Często dotykają się, a czasami dotykają również swoich narządów płciowych. Często nie dzieje się tak celowo, ale przez przypadek.

2. Małe dzieci w wieku od 2 do 3 lat (ciekawość/badanie własnego ciała)

  • Małe dzieci stają się świadome samych siebie i swoich ciał. Uczą się także, że różnią się od innych dzieci i od osób dorosłych (rozwijają swoją tożsamość).
  • Małe dzieci uczą się, że istnieją chłopcy i dziewczynki (dochodzi u nich do rozwoju tożsamości płciowej).
  • Małe dzieci stają się bardzo ciekawe własnego ciała, a także osób z ich otoczenia. Często badają w dokładny sposób swoje ciała i narządy płciowe, a także pokazują je innym dzieciom i osobom dorosłym. Małe dzieci rozmyślnie dotykają swoje narządy płciowe, ponieważ sprawia im to przyjemność.
  • U małych dzieci istnieje duża potrzeba kontaktu fizycznego. Lubią siadać innym osobom na kolanach i być przytulane.
  • Małe dzieci zaczynają się także uczyć, co im wolno, a czego nie (normy społeczne).

3. Dzieci w wieku od 4 do 6 lat (nauka reguł, zabawa i nawiązywanie przyjaźni)

  • Dzieci mają większy kontakt z dużymi grupami osób (w przedszkolu i szkole). Coraz więcej uczą się o tym, jak należy postępować (zasady społeczne). Uczą się, iż osoby dorosłe nie pochwalają eksponowania publicznie swojego ciała i dotykania siebie lub innych. W związku z tym mniej chętnie chodzą nago i nie dotykają swoich narządów płciowych w miejscach publicznych.
  • Badanie własnego ciała i ciała innych osób odbywa się bardziej w kontekście zabawy („gry seksualne”): dzieci bawią się w „mamę i tatę”, a także w „lekarza„ początkowo w sposób jawny, natomiast później często w sekrecie. Dzieje się tak, ponieważ dzieci dalej uczą się, że przebywanie nago w miejscach publicznych jest niedozwolone.
  • „Faza brzydkich wyrazów” – dzieci odkrywają, że istnieją granice. Zauważają one, iż mówienie pewnych wyrazów wywołuje reakcję innych osób z ich otoczenia. Jest to dla nich ekscytujące i zabawne, a zatem ciągle powtarzają te słowa.
  • W tym wieku dzieci interesują się sprawami prokreacji i często zadają pytania typu: „Skąd się biorą dzieci?”.
  • Większość dzieci zaczyna doświadczać uczucia wstydu w odniesieniu do własnego ciała i zaczynaja wyznaczać granice w stosunku do siebie. Dzieci wiedzą, że są chłopcem lub dziewczynką i że zawsze nimi będą.
  • Rozwijają się u nich wyraźne koncepcje dotyczące tego, „co robią chłopcy” i „co robią dziewczynki” (role społeczne).
  • Dzieci nawiązują przyjaźnie z innymi dziećmi: najczęściej z dziećmi obu płci, choć czasami jedynie z chłopcami lub dziewczynkami (osobami tej samej płci).
  • Dzieci w tym wieku często kojarzą przyjaźń i sympatię z miłością i twierdzą, że „są zakochane”. Na przykład bardzo często mówią, że są zakochane w swojej mamie, tacie lub króliku. To zazwyczaj nie ma nic wspólnego z odczuwaniem seksualności i pożądania. Często jest to sposób mówienia o tym, że kogoś lubią.

4. Wiek od 7 do 9 lat (wstyd i pierwsza miłość)

  • Dzieci mogą czuć się nieswojo, kiedy są nagie w obecności innych osób. Nie chcą już rozbierać się w obecności osób dorosłych i przestają chodzić nago.
  • Dzieci zadają mniej pytań dotyczących seksu, co jednak nie oznacza, iż są w mniejszym stopniu zainteresowane tym tematem. Zorientowały się już, iż seks jest tematem „niewygodnym” i że nie jest właściwe mówienie o nim w miejscach publicznych.
  • Dzieci dużo fantazjują, wykorzystując to, co widzą wokół siebie (rodzina, szkoła, telewizja itp.). Ich fantazje często mieszają się z rzeczywistością i mogą dotyczyć na przykład miłości, a czasami także tego, jak to jest być zakochanym w osobie tej samej płci.
  • Tworzą się grupy „dziewcząt” i „chłopców” oceniające się nawzajem. Chłopcy często uważają, że dziewczynki są „głupie” i „dziecinne”, podczas gdy dziewczynki sądzą, iż chłopcy są „zbyt awanturniczy” i zachowują się „w sposób brutalny”.
  • W sytuacjach grupowych (klasa, przyjaciele) często uważają, iż istotne jest pokazanie, jacy są dorośli, silni i mądrzy. Dzieci próbują wzajemnie prześcigać się. Chcą pokazać, iż wiedzą coś o świecie starszych dzieci i osób dorosłych. Jednym ze sposobów jest pokazywanie jak dużo wiedzą o seksie, używając wyrażeń erotycznych (języka związanego z seksem).
  • Dzieci znajdują rymy do słów związanych z seksem i opowiadają sobie dowcipy dotyczące seksu (sprośne dowcipy). Należy jednak zaznaczyć, iż często nie rozumieją o czym mówią.
  • W tym okresie życia często doświadczają uczucia, iż po raz pierwszy są zakochane.

5. Wiek od 10 do 15 lat (okres przed dojrzewaniem i dojrzewanie)

10-11-latki – okres przed dojrzewaniem:

  • Rozpoczyna się okres dojrzewania. Hormony płciowe zaczynają być aktywne, co manifestuje się w sposobie zachowania i rozwoju fizycznym, ale także w sposobie postrzegania i wahaniach nastroju. Dziewczynki zazwyczaj osiągają ten okres rozwojowy 2 lata wcześniej niż chłopcy. Pojawiają się widoczne zmiany fizyczne, takie jak rozwój piersi i zwiększenie wzrostu.
  • Od około 10. roku życia dzieci zaczynają bardziej interesować się seksualnością osób dorosłych. Częściej fantazjują na temat seksualności i słyszą oraz widzą różne rzeczy w książkach, telewizji i Internecie, co z kolei zwiększa ich ciekawość. Pomimo wszystko ich reakcje mogą być pruderyjne bądź bezceremonialne w momencie, kiedy rozpoczyna się z nimi rozmowy na temat seksualności.
  • W tym okresie mogą być podejmowane pierwsze kroki „dotyczące” miłości: młodzi ludzie zaczynają spotykać się ze sobą i ostrożnie zalecają się do siebie (trzymanie się za ręce, pocałunki w policzki itp.).

Wiek od 12 do 15 lat – okres dojrzewania:

  • U większości chłopców w tym okresie rozpoczyna się dojrzewanie. Rozpoczyna się wzrost penisa i jąder, a także pojawia się owłosienie narządów płciowych i pod pachami. Następuje gwałtowny wzrost. Głos staje się głębszy i zaczyna pojawiać się zarost. U chłopców w wieku 13 lat (średnio) po raz pierwszy ma miejsce ejakulacja, co jest oznaką, iż są oni dojrzali seksualnie i mogą mieć dzieci.
  • Dziewczynki również rozwijają się dalej. Okres gwałtownego wzrostu mają już za sobą, zaczyna się pojawiać owłosienie łonowe i pod pachami. U dziewczynek w wieku 12 lat (średnio) występuje pierwsza miesiączka, co oznacza, iż są one dojrzałe seksualne i mogą zajść w ciążę.
  • Może zwiększać się częstość masturbacji, w większym stopniu u chłopców niż u dziewczynek.
  • Osoby w wieku młodzieńczym mogą być bardzo niepewne w odniesieniu do swojego rozwoju własnego ciała i zadawać sobie pytanie „Czy to jest prawidłowe?”, „Czy ich rozwój nie przebiega zbyt wolno w porównaniu z rówieśnikami?”. Osoby młode muszą przyzwyczaić się do swojego „nowego ciała”, często czują się nieswojo i są zażenowane.
  • U młodych osób rozwija się seksualny wizerunek samych siebie: traktują siebie jako osoby, które mogą uprawiać seks, a to z kolei jest powodem, że chcą być atrakcyjne. Ponieważ często czują się niepewnie w stosunku do własnego ciała, są również niepewne co do tego, w jakiej mierze są atrakcyjne (dla swojego potencjalnego partnera).
  • Młodzi ludzie w tym wieku często są bardzo wrażliwi na opinie innych osób: wpływ na nich mogą wywierać rówieśnicy.
  • Zaczynają także postrzegać osoby w tym samym wieku jako seksualnie atrakcyjne.
  • Chłopcy i dziewczęta stopniowo odkrywają, czy bardziej interesują się chłopcami, czy dziewczynkami (orientacja seksualna).
  • Często po raz pierwszy się zakochują na poważnie. Flirtują ze sobą i tworzą pierwsze związki.
  • Są bardziej doświadczeni w całowaniu się i pieszczotach, pettingu.

6. Wiek od 16 do 18 lat (na progu dorosłości)

  • Młodzi ludzie stają się bardziej niezależni i w mniejszym stopniu są związani z własnymi rodzicami. Młode osoby w bardziej wyraźny sposób uświada- miają sobie, czy są heteroseksualne, czy homosek- sualne.
  • Zaczynają eksperymentować ze związkami.
  • Młodzi ludzie zdobywają doświadczenia seksualne: całują się pieszczą, niektórzy zdobywają te doświadczenia szybciej niż inni.
  • Kolejność rozwoju seksualnego młodych ludzi przebiega następująco: całowanie się, dotykanie i pieszczenie przez ubrania, pieszczoty nago, stosunki seksualne (osoby heteroseksualne) i w końcu seks oralny i czasami analny.
  • Nabierają większego doświadczenia, jak układać sobie relacje z osobami przeciwnej płci: pertraktacje, komunikowanie się, wyrażanie życzeń i wyznaczanie granic oraz okazywanie szacunku – wszystko to stanowi dla nich istotne kwestie. (2)

Wytyczne WHO dotyczące edukacji seksualnej

Holistyczna edukacja seksualna powinna opierać się na następujących zasadach:

  1. Edukacja seksualna powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Powinna też odnosić się do rzeczywistej sytuacji, w jakiej żyją młodzi ludzie.
  2. Edukacja seksualna oparta jest na prawach człowieka (seksualnych i reprodukcyjnych).
  3. Edukacja seksualna oparta jest na koncepcji holistycznie rozumianego dobrostanu, w tym zdrowia.
  4. Edukacja seksualna jest trwale oparta na równości płci, samostanowieniu i akceptacji różnorodności.
  5. Edukacja seksualna rozpoczyna się w momencie narodzin.
  6. Edukację seksualną należy rozumieć jako wkład w kierunku sprawiedliwego i samostanowiącego społeczeństwa, zarówno w odniesieniu do jednostek, jak i wspólnoty.
  7. Edukacja seksualna oparta jest na aktualnych/ sprawdzonych informacjach naukowych.

Edukacja seksualna ma na celu uzyskanie następujących rezultatów:

  1. Stworzenie społecznego klimatu tolerancji, otwartości i szacunku w odniesieniu do seksualności, różnych stylów życia, postaw i wartości.
  2. Respektowanie różnorodności seksualnych, różnorodności związanych z płcią i świadomości dotyczącej tożsamości seksualnej i ról przypisywanych płciom.
  3. Umacnianie ludzi w dokonywaniu świadomych wyborów w oparciu o zrozumienie i odpowiedzialne zachowania zarówno w odniesieniu do siebie, jak i partnera. Zapewnia świadomość i wiedzę dotyczącą ludzkiego ciała, jego rozwoju i funkcjonowania, zwłaszcza w odniesieniu do seksualności.
  4. Uświadomienie i zdobycie wiedzy na temat ludzkiego ciała.
  5. Zapewnienie zdolności do rozwoju jako jednost- ki seksualnej, nauczenie się wyrażania uczuć i potrzeb, doświadczania w przyjemny sposób seksu- alności i rozwinięcia ról płciowych i tożsamości seksualnej.
  6. Umożliwienie zdobycia odpowiednich informacji o fizycznych, kognitywnych (poznawczych), społecznych, emocjonalnych i kulturowych aspektach seksualności, antykoncepcji, zapobieganiu chorobom przenoszonym drogą płciową i HIV, a także wymuszeniach seksualnych.
  7. Zapewnienie koniecznych umiejętności życiowych umożliwiających radzenie sobie z seksualnością i związkami.
  8. Zapewnienie dostępu do informacji i poradnictwa oraz usług medycznych, zwłaszcza w przypadku problemów i pytań dotyczących seksualności.
  9. Prowadzenie rozważań na temat seksualności i różnych norm i wartości w odniesieniu do praw człowieka mającego na celu rozwój własnego krytycznego podejścia.

10.Umożliwienie budowania związków, w których istnieje obopólne zrozumienie, związków opartych na równości oraz szacunku dla potrzeb innych osób i wyznaczonych przez nie granic. To z kolei przyczynia się do zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu i przemocy.

  1. Rozwój zdolności komunikowania się na temat seksualności, emocji i związków, jak również znajomość właściwego języka umożliwiającego komunikacje w tym zakresie. (3)

Źródło:

Artykuł składa się z fragmentów dokumentu WHO “Standardy edukacji seksualnej w Europie. Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem”

(1) tamże, str. 13;

(2) tamże, str. 24-26;

(3) tamże, str. 27.

Autor/ka: Aga Nuckowska

Redaktor naczelna NATULI Dzieci są ważne. Terapeutka Gestalt, pedagog i filolog. Współautorka książki „Jak zrozumieć małe dziecko”. Inicjatorka wielu działań na rzecz dzieci w Polsce i poza nią. Mieszka na wyspie na środku Pacyfiku.


Wychowanie do szczęścia, to nadrzędny cel wychowania dziecka

Co może stanowić nadrzędny cel wychowania dziecka?

Z praktycznego punktu widzenia w całości zgadzam się i popieram wszystkie trzy cele wychowania określone w oficjalnej definicji. A więc:

– ukształtowanie dziecka na dorosłego człowieka pod względem fizycznym, moralnym i umysłowym,

– przygotowanie dziecka do życia w społeczeństwie,

– danie dziecku wykształcenia w określonym kierunku.

Jednak jako doświadczony prawnik w zakresie prawa rodzinnego mam wątpliwości, czy spełnienie w procesie wychowania dziecka tych trzech celów wychowania zapewni później dorosłemu człowiekowi optymalne spełnienie się w życiu, czy na pewno takie cele wychowania dadzą mu wielkie zadowolenie z życia.

Zacznę od oczywistego stwierdzenia. Każde działanie człowieka powinno zmierzać do jakiegoś celu głównego, nadrzędnego. Nie podlega dyskusji, że wszystkie działania rodziców i nauczycieli powinny mieć jakieś pozytywne cele związane z dalszym życiem dziecka jako dorosłego człowieka, w tym jeden najważniejszy. W rozdziale „O sensie i celu życia człowieka” odpowiedziałem i chyba udowodniłem, że najważniejszym i uniwersalnym celem i sensem życia dla każdego człowieka jest szczęście. Z kolei w rozdziale „O szczęściu” nakreśliłem moją definicję szczęścia. Prawdziwe szczęście to pełnia życia, dająca wielkie zadowolenie z osiągnięcia najważniejszych wartości, wybranych za cele i sens życia, polegająca na:

– oddaniu w miłości,

– spełnieniu w małżeństwie,

– posiadaniu dziecka (dzieci),

– dobrym wychowaniu i wykształceniu dzieci,

– spełnieniu w rodzinie,

– satysfakcji z pracy zawodowej,

– samorealizacji przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

Oczywiście te siedem wskazanych przeze mnie warunków będzie celem każdego indywidualnego człowieka wówczas, gdy zgodzi się on ze mną, że właśnie te wartości są także najważniejsze dla niego i przyjmie je do realizacji na swojej drodze do prawdziwego szczęścia. Oznaczać to będzie, że każda z tych siedmiu wartości stanie się koniecznym elementem prawdziwego szczęścia. Osiągnięcie każdej z nich może być już szczęściem samym w sobie. Tym samym każda z tych wartości życiowych może być jednym z najważniejszych celów życiowych człowieka.

Jedną z tych wartości, bez której nie ma mowy o pełni szczęścia, jest posiadanie dziecka. Ale z tą wartością są nierozłącznie związane dwie kolejne: wychowanie i wykształcenie dziecka.

W tym miejscu przypominam, że w rozdziale pierwszym podkreśliłem, że boskim celem życia człowieka jest prokreacja. Został on wskazany przez Boga: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię” (Rdz 1, 28). Nie śmiem nawet porównywać mojego sposobu myślenia, jako zwykłego człowieka na Ziemi, do mądrości boskiej. Jednak ta zgodność nie bez powodu każe nam wiarygodnie przyjąć, że bardzo ważnym celem życia każdego człowieka i jego szczęścia z pewnością powinno być spłodzenie dziecka (dzieci), a następnie jego wychowanie i wykształcenie.

Mam jeszcze kolejne argumenty na dowód, że dzieci i ich wychowanie to jeden z głównych celów każdego człowieka na drodze do jego szczęścia. Proszę spojrzeć na moją definicję małżeństwa i wynikającego z niej najważniejszego celu, jaki ma osiągnąć związek małżeński w czasie trwania: małżeństwo to zalegalizowany, stały, miłosny związek dwojga ludzi odmiennej płci, trwający do końca życia, którego biologicznym i społecznym celem jest wydanie potomstwa (prokreacja) i jego wychowanie. I co Ty na to, drogi Czytelniku? Znowu mamy dalej idącą idealną zgodność celów, a więc: cel boski, cel każdego człowieka, jakim jest prawdziwe szczęście, oraz cel główny związku małżeńskiego.

Idźmy dalej. Jakie są cele funkcjonowania rodziny? Sięgnijmy zatem do rozdziału „O rodzinie” i sprawdźmy, jakie cele wynikają z mojej definicji rodziny: rodzina to wspólnota co najmniej trzech osób, w tym małżonkowie lub dwoje stałych partnerów i przynajmniej jedno dziecko, oparta na wzajemnej miłości oraz prowadząca wspólne gospodarstwo domowe. Najważniejszym celem i sensem życia rodziny jest zapewnienie opieki, wychowanie oraz przygotowanie do startu życiowego dziecka (dzieci). Mamy zatem kolejny dowód potwierdzający, że także w rodzinie najważniejszym celem jest dziecko (dzieci) oraz jego wychowanie, szeroko rozumiane, wraz z wykształceniem, opieką i zapewnieniem bezpieczeństwa.

Reasumując, wywodzę z tego następujący wniosek: każda próba zdefiniowania pojęcia „wychowanie” musi sprowadzać się przede wszystkim do wskazania podstawowego celu, jakiemu ma ono służyć.

Ponieważ celem nadrzędnym życia człowieka jest szczęście, stąd celem wychowania dziecka, a później dorosłego człowieka także musi być szczęście. Stąd też każda definicja wychowania powinna ten cel zawierać i właściwie go eksponować. W takim znaczeniu najprostsza i najkrótsza definicja szczęścia i jednocześnie moja odpowiedź na pytanie, co to znaczy wychować dziecko, brzmi:

Wychowanie dziecka to wszystkie niezbędne działania podejmowane przez rodziców i nauczycieli-wychowawców w okresie od urodzenia dziecka do jego pełnoletności, mające na celu jego szczęście jako dziecka i szczęśliwą przyszłość jako dorosłego człowieka.

Prosta prawda życiowa jest taka, że cały proces wychowawczy dziecka to przede wszystkim wychowanie do szczęścia. Szczęście dziecka – taki powinien być nadrzędny cel wszelkich poczynań rodziców, a także wszystkich wychowawców. Wszystkie trzy teoretyczne cele wychowania, czyli ukształtowanie dziecka na dorosłego człowieka pod względem fizycznym, moralnym i umysłowym, przygotowanie do życia w społeczeństwie oraz danie wykształcenia w określonym kierunku, są w istocie środkami do celu głównego całego procesu wychowania. Nadrzędnym celem wychowania dziecka na dojrzałego człowieka powinno być szczęście. Cóż bowiem będzie miał z tego człowiek w sile wieku, który w okresie wychowania został ukształtowany pod względem fizycznym, moralnym i umysłowym, przygotowany do życia w społeczeństwie i otrzymał wykształcenie, jeżeli nie osiągnie w swoim życiu prawdziwego szczęścia?

Kiedy na starość przyjdzie mu zrobić rachunek swojego życia, może z przykrością stwierdzić, że nie zaznał prawdziwej miłości albo nie spełnił się w małżeństwie i w rodzinie, nie miał dzieci i nic dobrego po sobie nie może pozostawić potomnym. A przecież to powinny być właśnie podstawowe wartości, które według mojej definicji szczęścia składają się na prawdziwe szczęście, czyli pełnię życia. Taki człowiek może nie doświadczyć szczęścia, bo nie wiedział, co to jest i nikt go do tego celu nie wychował.

 Reasumując, proces wychowywania dziecka powinien polegać na tym, aby dziecko:

– przez odpowiednie wychowanie i kształcenie zdobyło wiedzę o tym, jakie wartości mogą być jego prawdziwym szczęściem dziś i w przyszłości, gdy będzie dojrzałym, samodzielnym człowiekiem,

– przez wykorzystanie wiedzy o szczęściu, pozytywne wzorce najważniejszych wartości składających się na szczęście pokazywane przez rodziców i nauczycieli-wychowawców przygotowało się do wybrania i realizowania swojej drogi do szczęścia.

Wychować dziecko to znaczy:

– przekazać wiedzę, co może być prawdziwym szczęściem człowieka,

– nauczyć dziecko, jak zostać mądrym człowiekiem, aby osiągnąć ten cel, czyli wyrobić w nim umiejętności, jak żyć i pracować, aby osiągnąć prawdziwe szczęście.

To moja prosta i bardziej praktyczna życiowo odpowiedź na tytułowe pytanie rozdziału.

 Czego uczyć dziecko w procesie wychowania, aby to dawało mu szczęście dziś i stwarzało możliwość osiągnięcia prawdziwego szczęścia w dorosłym życiu?

Wystarczy wiedzieć, co składa się na prawdziwe szczęście, o którym mamy przekazywać wiedzę. Ty, drogi Czytelniku, dowiedziałeś się tego już wcześniej z rozdziału „O szczęściu”. Nie pozostaje mi nic innego jak przypomnieć, jakie uniwersalne wartości życiowe składają się na prawdziwe szczęście człowieka, zgodnie z moją definicją szczęścia jako pełni życia.

Na prawdziwe szczęście składają się:

– miłość (czyli kochać i być kochanym),

– małżeństwo przez spełnienie się w nim obojga partnerów,

– dziecko jako owoc świadomego rodzicielstwa,

– rodzina przez spełnienie się w niej jej członków,

– wychowanie i wykształcenie dziecka otwierające mu drogę do pełni życia,

– praca zawodowa dająca satysfakcję,

– samorealizacja przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

Skoro nadrzędnym celem wychowania powinno być prawdziwe szczęście, czyli pełnia życia, to każda z siedmiu wartości składających się na pełnię życia powinna być celem cząstkowym całego procesu wychowania. Oto mamy dokładną odpowiedź na pytanie, czego uczyć dziecko w procesie wychowywania.

Jeszcze raz doprecyzuję to tak:

W ramach wychowania dziecka do szczęścia, jako celu nadrzędnego, należy dążyć do przekazywania optymalnej wiedzy o siedmiu następujących wartościach składających się na prawdziwe szczęście człowieka: miłości, małżeństwie i innym stałym związku, dziecku, jego wychowaniu i wykształceniu, rodzinie, pracy zawodowej oraz samorealizacji przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

 Przy czym przekazywanie optymalnej wiedzy o tych siedmiu wartościach składających się na szczęście będzie realizacją celów cząstkowych procesu wychowania wyodrębnionych z celu procesu wychowania do szczęścia.


Z cyklu „ Samo życie”. Dobre wychowanie, w tym wykształcenie, od kogo i od czego zależy?

Jakże wielkiego szczęścia doznają rodzice na starość z dobrego wychowania i wykształcenia dzieci. To jest (według mnie) jeden z siedmiu warunków osiągnięcia prawdziwego szczęścia, wraz z oddaniem w miłości, spełnieniem w małżeństwie i w rodzinie, posiadaniem dziecka, satysfakcją z pracy i samorealizacją.

Jak osiągnąć to wielkie szczęście z dobrego wychowania dzieci? To jest  życiowe zadanie obojga (celowo podkreślam) rodziców w ramach, nałożonej prawem, władzy rodzicielskiej!

A jak jest w życiu? Czasem źle lub bardzo źle? Niech te prawdziwe, anonimowe przykłady, staną się sygnałem alarmowym zapewne tylko dla nielicznych rodziców. Ja wierzę, że będą jednak odpowiednim, choć skrajnym, porównaniem dla większości z nich, jak dobrze wychowują swoje dziecko/dzieci!!!

Przypadek pierwszy: Młodzi, jeszcze bez ślubu, bez mieszkania, ale ze szczęściem posiadania dziecka próbują zbudować swoje szczęśliwe życie. 19 letnia mama fryzjerka, jeszcze na stażu i 23 letni tata niedawno podjął zatrudnienie jako kierowca autokaru, co prawda na zlecenie, ale w znanym w Polsce biurze podróży. W Chorwacji  kierując jako zmiennik wpada w poślizg z wycieczką polskich turystów. Sprawa była dość głośna w kraju kilkanaście lat temu. Ginie na miejscu, wraz z kilkoma pasażerami. Tragedia obejmuje jego narzeczoną, dziecko i rodziców obojga młodych. Moja kancelaria wygrywa od firmy ubezpieczeniowej stosowne odszkodowania i zadośćuczynienia, w tym największe dla małego Kamilka. Mija kilkanaście lat. Do kancelarii ponownie przybywa babcia z Warszawy, matka zmarłego ojca już 18 letniego Kamila, z prośba o pomoc w jego tragicznej sytuacji życiowej. Jest pozostawiony sam sobie, nie ma gdzie mieszkać, nie dokończył żadnej szkoły zawodowej, tuła się w towarzystwie narkomanów i sam już ćpa. Ustalamy fakty i przyczyny i kierujemy sprawę do sądu przeciwko matce po nieudanych rozmowach ugodowych. Kochająca niegdyś mama, zarządzająca pieniędzmi dziecka ( wygranymi od ubezpieczyciela po śmierci ojca), wyszła za mąż, urodziła córkę. Za pieniądze Kamilka kupili sobie mieszkanie. Ojczym nie tylko nie tolerował Kamilka, ale psychicznie i fizycznie znęcał się nad nim, bił nawet bez powodu.

W końcu rodzice, a właściwie bezwolna matka pod presją ojczyma, umieścili go w ośrodku szkolno- wychowawczym, który opuścił dopiero przed ukończeniem 18 lat.

Na mocy wyroku sądu, „wściekła” matka i ojczym, zamiast gotówki oddają Kamilowi mieszkanie. Babcia z Warszawy, od początku współpracująca z moją kancelarią, deklaruje dalsze wsparcie życiowe w kontynuowaniu nauki, zamieszkaniu i na drodze do życia dorosłego już Kamila. Kamil do dziś spotyka mnie czasami i co nieco uchyla rąbka tajemnicy jak toczy się jego życie. Jedno wie już napewno, stracił bezpowrotnie czas na prawdziwe radosne dzieciństwo, na naukę i dobre wychowanie. Kto ponosi odpowiedzialność za jego dzieciństwo, wychowanie i naukę?

Przypadek drugi: Rodzice 6 letniej Angeliki i 9-letniego Szymka to zdolny i robiący karierę zawodową projektant statków oraz nauczycielka języka niemieckiego, nie mogąca jeszcze znaleźć swojego stałego miejsca pracy. Budują dom na działce ojca, wiedzie im się dobrze na drodze do szczęśliwego życia. Podczas którejś ze zwykłych wizyt lekarskich wychodzi na światło dzienne tragiczna wiadomość. Tata jest chory na chorobę Parkinsona. Przez następne 10 lat choroba postępuje niezwykle szybko. Ojciec przechodzi na rentę, coraz bardziej „wypada” z życia rodzinnego, nie radzi już nawet sam sobie. Do domu rodzinnego wkracza z „pomocą” matka żony. Do mojej kancelarii przyjeżdża zza granicy siostra chorego męża. „Zabrałam brata z jego własnego domu – wyrzuca z siebie z emocji – bo go wykończą, żona, teściowa i dzieci. Jest nawet bity za jakiekolwiek potknięcia chorego człowieka”. Minęło ponad 7 lat, ciężko chory ojciec mieszka z 80-paroletnią matką, pieczę nad nimi sprawuje opiekunka z PCK. Jest po rozwodzie, nadal toczy się sądowy bój o podział majątku. Przez te 7 lat nie odwiedziło go żadne z dzieci na które płaci alimenty. Dorosły już syn stawił się w sądzie aby zeznawać przeciwko ojcu o korzystniejszy dla matki podział majątku.

Jego stosunek do umierającego ojca nawet mnie, doświadczonego prawnika. wprawił w zdumienie i postawił pytanie: skąd się bierze takie zachowanie?

Przypadek trzeci: Niemal wszyscy z ich otoczenia mówili, że to wzorowe małżeństwo i rodzina. Ich miłość zrodziła się jeszcze podczas studiów. Niejako dowodem na to były ich  kariery zawodowe, zarobki, okazały dom, uznanie i szacunek ludzi oraz dorosły syn kończący studia. Trochę zaskoczenia wzbudził fakt, iż nagle na świecie pojawił się kolejny syn. Ale tata był przeszczęśliwy, mama jak gdyby mniej. Gdy Maciuś osiągnął 3 latka, mama wyznała nieświadomemu mężowi, że Maciek jest dzieckiem jej kochanka, przełożonego z pracy. Właśnie postanowili, ten fakt ujawnić, bo zamierzają razem żyć. Prawny dotąd ojciec Maćka i kochający mąż, z trudem się pozbierał i o dziwo, z wyrazem ogromnej szlachetności zgodził się na wszystko,na rozwód bez orzekania o winie, powrót do biologicznego ojcostwa Maćka i podział majątku. Dziś Maciek ma 14 lat. Przez pierwszy okres dzieciństwa nie mógł zrozumieć, do kogo ma mówić tato, gdzie jest jego właściwy dom.

Czy ta kiedyś dobra babcia, u której często przebywał, to nadal jego babcia, a dziadek to jego dziadek. Jak mi wiadomo, Maciek ma nadal z tego powodu problemy w swoim wychowaniu, a także w nauce. Muszę obiektywnie przyznać, że rodzice Maćka, w nowym składzie osobowym, robią wszystko aby proces wychowania i nauczania przebiegał jak najlepiej. Czy tak będzie gdy Maciek dorośnie, pokaże jego przyszłe życie?!

            I ostatni bliższy mi przykład. Kiedyś sekretarka mojej kancelarii zwierzyła się, że zadzwoniła do niej, z prośbą o spotkanie, nieznana jej, przyrodnia siostra po ojcu, z którym nie utrzymuje kontaktów. Odmówiła. Z trudem przyznała, że nie chce bo czuje żal. Spytałem do kogo i za co?

Dla porównania podałem jej własny przykład. Przez całe swoje życie dążyłem i dążę aby moje dzieci z dwóch małżeństw, żyły we wzajemnej zgodzie i z szacunkiem do siebie i rodziców.

Za dobre lub złe wychowanie naszych dzieci odpowiedzialność ponosimy My, Rodzice!

Bronisław                                                                                             Styczeń 2020 r.


Mamo! Tato! Chcę być czarodziejem! Tak naprawdę od czego zależy przyszły zawód dziecka?

Zbliża się Międzynarodowy Dzień Dziecka i prawie każdy rodzic chciałby sprawić dziecku jak najlepszy prezent aby je uszczęśliwić. Najczęściej nasze poszukiwania sprowadzają się do prezentu „jednego dnia szczęśliwości dziecka”. Mnie natomiast marzy się aby rodzice mogli dać taki prezent, który stanie się źródłem jego szczęścia na całe dorosłe życie.

Czy jest to możliwe?

I na początek poczyńmy wspólne poszukiwania odpowiedzi na to pytanie. Proszę niech każdy z Was, sięgnie do wspomnień i zastanowi się głębiej: jak to się stało, że ja wybrałem ten, a nie inny zawód? Czy był taki dzień, moment, czas, który mogę uznać za decydujący o wyborze zawodu? Co za rzecz, wydarzenie, okoliczność na to wpłynęła?

Ja na przykład wybrałem zawód radcy prawnego, choć chciałem być sędzią. Pamiętam ten moment kiedy tato przyniósł do domu starą dużą księgę, przedwojenny kodeks karny, w którym odnalazłem przepis art. 225. „ Kto zabije drugiego człowieka sam zostanie skazany na śmierć”. Miałem lat 11 i przez długi czas drążyłem kto i w jaki sposób skazuje człowieka na karę śmierci.

To nie był prezent na Dzień Dziecka, ale to było dla mnie tak ważne wydarzenie, bo w istocie zadecydowało o wyborze przyszłego zawodu. Jedna z córek postanowiła, że chce zrobić 9 letniemu synkowi prezent niespodziankę wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, niekoniecznie na Dzień Dziecka.  by ukierunkować jego odkrywcze zainteresowania.

Nie ukrywam, że mnie samemu taka propozycja niezwykle przypadła do gustu, bowiem do tej pory nie zdążyłem Centrum odwiedzić.  Natychmiast przyłączyłem się do pomysłu do wspólnego zwiedzania.

Jeżeli odnaleźliście już swój taki dzień, to spróbujmy, jak ten czarodziej w tytule posta, stworzyć podobny „ dzień – pierwowzór”, i dać prezent, który może stać się źródłem wyboru zawodu przez nasze dziecko. Oczywiście mamy na to 18 lat czasu władzy rodzicielskiej na dzieckiem i nie musi to być Dzień Dziecka któregoś roku. Co więcej nie starajmy się dokonać takiego wyboru sami bez udziału dziecka.

Stąd bardzo  ważne jest, aby ten prezent, dzień, czas, wydarzenie, dziecko głęboko przeżyło, by zrodziło się w nim duże i dłuższe zainteresowanie, wywołało wątpliwości, ciekawość i wiele pytań. A wreszcie by nasze dziecko polubiło ten pierwowzór zawodu i stał się on jego marzeniem i pragnieniem do osiągnięcia wraz z postępami w ukierunkowanej zawodowo nauce. To wszystko co powstało w psychice dziecka rodzice muszą twórczo rozwinąć, umiejętnie przekazać i kontynuować, aby ten wspaniały prezent stał się jedną z najważniejszych części całego procesu wychowania dziecka do szczęścia, właśnie poprzez wychowanie do pracy. O tym piszę szerzej w książce -poradniku „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”.

Tak więc jest to możliwe! Możemy dać naszemu dziecku najlepszy prezent do szczęśliwego życia!

Zatem do dzieła.

Bronisław


Z polską oświatą jest źle! Nie idziemy w dobrym kierunku!

Jej celem winno być wychowanie i kształcenie do szczęśliwego życia, tak jak to czynią kraje skandynawskie!

Bez względu na to jak się zakończą strajki w naszym kraju. Żadna władza, ta czy następna, nie może pozostawić taki stan faktyczny i prawny w oświacie jaki jest obecnie. I to moje stwierdzenie kieruję jako apel-wezwanie do wszystkich postępowych i zainteresowanych, władz, organizacji politycznych i społecznych, liczących się autorytetów w naszym kraju, do podjęcie niezbędnych, właściwych i realnych działań na rzecz zmiany tej sytuacji. Internautów namawiam do „ wiercenia dziury w brzuchu” wszystkim decydentom właściwym i odpowiedzialnym za system wychowania i kształcenia w naszym kraju.

Dlaczego tak uważam? Spójrzmy na to niejako z zewnątrz, a więc bardziej obiektywnie. Dlaczego państwa skandynawskie, takie jak Finlandia, Dania, Norwegia, Szwecja, Islandia, znajdują się w czołówce  najszczęśliwszych krajów na Świecie?

Nawet dla laika, który śledzi choć trochę doniesienia prasowe, szczególnie ostatnio, aż rzuca się w oczy fakt, że w tych krajach inaczej jest ukierunkowany programowo i dydaktycznie system wychowania i kształcenia.

Jego podstawowym celem jest  wychowanie i kształcenie dzieci do nabycia umiejętności wykorzystywania wiedzy teoretycznej i praktycznej do przyszłego szczęśliwego życia. Mówiąc wprost systemy te uczą i wychowują młode pokolenia jak w wieku dojrzałym dobrze żyć, dążyć i osiągać prawdziwe szczęście.

 W procesie dydaktycznym wygląda to tak, że najlepszym sposobem przekazywania wiedzy teoretycznej  jest równoczesne jej sprawdzanie w praktyce i doświadczeniach życiowych. Taki system uczy samodzielnego myślenia, kreatywności oraz wskazuje najważniejsze wartości życiowe i praktyczne wzorce działania niezbędne do ich osiągnięcia na drodze do szczęśliwego życia człowieka.

Aż ciśnie się ważna konkluzja, jak bardzo wyraźnie skandynawski system wychowania i kształcenia wpływa na szczęście obywateli tych krajów, skoro są najszczęśliwszymi narodami na Świecie. A zatem jest to dobry system dla przyszłości życia ich obywateli. Z kolei czterdzieste miejsce Polski na liście szczęśliwych państw, niestety chyba odpowiada naszemu systemowi wychowania i kształcenia.

To dlaczego nie bierzemy pozytywnego przykładu z tych państw?

Nie jestem uprawniony i nie mam kompetencji od oceniania efektów  wprowadzanych zmian w systemie polskiej oświaty przez ten i poprzednie rządy.

Ale skutki wprowadzonej od 1 września 2017 roku reformy prawa oświatowego, w postaci chaosu i dezorganizacji systemu, oraz aktualny ogólnopolski  strajk nauczycieli mówią same za siebie.

Myślę, że nikt z nas nie ma wątpliwości, że fundamentem, na którym stoi dobry system oświatowy są nauczyciele. To od ich wiedzy i umiejętności pedagogicznych w decydującej mierze zależy przyszłość życiowa i zawodowa naszych dzieci.

Tylko dobrze przygotowany do zawodu i dobrze wynagradzany nauczyciel będzie naprawdę zaangażowany w swoją misję zawodową.

Nie umniejszając żadnym zawodom, nie powinno być tak, że nauczyciel w naszym kraju niejednokrotnie zarabia tyle co robotnik niewykwalifikowany. A  takie przykłady wskazują nawet sami politycy / poseł Kłopotek „w swojej” firmie „ Kawa na Ławę” TVN 24 z 7 kwietnia 2019r/./. Problemy adekwatnego do zadań i obowiązków wynagradzania nauczycieli, stosunku pracy, awansu zawodowego,  powinny być załatwione w pierwszej kolejności. Moim zdaniem  należy także przeprowadzić nowelizację Karty Nauczyciela obowiązującej od 1982 roku.

Trzeba po prostu siąść do wspólnych rozmów w gronie fachowców, nauczycieli, a także rodziców. Władza nie może dzielić zainteresowanych pozytywną zmianą systemu, tak jak to uczyniła w rozmowach przed strajkiem nauczycieli, podpisując „ quasi porozumienie” z jednym zawiązkiem zawodowym.

Zmiany programowe i systemowe w systemie oświaty nie idą w podobnym kierunku jak na przykład w wymienionych państwach skandynawskich o najwyższym wskaźniku szczęścia swoich obywateli. Co więcej programy nasze  nasyciliśmy elementami przeszłości historycznej, często podyktowane podejściem politycznym aktualnych władz. Cytuję preambułę ustawy Prawo oświatowe z 14 grudnia 2016roku : „Kształcenie i wychowanie służy rozwojowi u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości Ojczyzny, oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego….”. I dalej, zamiast opierać treści programowe na naukowym podejściu do świadomego rodzicielstwa, do edukacji seksualnej, do życia w rodzinie, jeszcze bardziej wzmocniliśmy, cytuję z ustawy, „ nauczanie i wychowanie-respektując chrześcijański system wartości..” Marzy mi się taki system oświatowy w naszym kraju, którego celem będzie wychowanie do szczęścia.

Myślę, że powinna być dokonana zmiana obowiązującej Konstytucji RP. Art. 48 ust.1 o treści : „ 1. Rodzice maja prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.,” winien ulec zmienie bądź uzupełnieniu o cel wychowania, jakim winno być „ wychowanie do szczęścia”. Przy istniejącym zapisie, nieodpowiedzialni rodzice równie dobrze mogą wychowywać do nieszczęścia / rozumowanie a contrario/, i to zgodnie z prawem konstytucyjnym.

Taka też preambuła, zawierająca cel „ wychowanie i kształcenie do szczęścia” powinna być zapisana w nowej ustawie Prawo oświatowe.

Kierunkami treści programowej byłyby cele cząstkowe wychowania do szczęścia, dotyczące najważniejszych wartości składowych szczęścia. A więc:    wychowanie do miłości, w tym edukacja seksualna,  wychowanie do małżeństwa /związku partnerskiego/, wychowanie do życia w rodzinie,  wychowanie do świadomego rodzicielstwa, z elementami edukacji seksualnej, wychowanie do pracy,  wychowanie do samorealizacji człowieka.

Taką koncepcję nowoczesnego wychowania i kształcenia przedstawiłem w mojej książce „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście – proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”.

Bronisław


POLITYCY, SZCZEGÓLNIE RZĄDZĄCY, OPAMIĘTAJCIE SIĘ !


Walka o władze nie może odbywać się kosztem wychowania i kształcenia.   Skoro tak często i przykładnie sięgacie do historii, pójdźcie po nauki do Jana Zamoyskiego i uświadomcie sobie od niego „ Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowane”.  

Cóż z tego, że Prezydent Duda szczególnie upodobał sobie tą  XVI – wieczną mądrość i wygłasza ją co rusz na jakiejś lokalnej uroczystości ? / uroczystości pogrzebowe płk. Zygmunta Szyndzielarza  „Łupaszki”- Warszawa 2016r. –  czy w Bochni z okazji stulecia niepodległości – luty 2018/. Skoro kolejną, po Anji Rubik, próbę zwrócenia uwagi władzy na potrzebę edukacji seksualnej według standardów Światowej Organizacji Zdrowia, podjętą przez Prezydenta Warszawy, dyskredytuje, nieformalny według opozycji  „Naczelnik Państwa”, Prezes Partii Prawa i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński.  

Otóż na konwencji przedwyborczej do Parlamentu Europejskiego w Jasionce / 9 marca 2019r./ „ autorytatywnie „ uznał on, że : „ jest to atak na rodzinę”, jest to w istocie atak na dzieci”, „ to bardzo wczesna seksualizacja dzieci”, aż” włosy na głowie dęba stają”, „ trudno to nazwać wychowaniem to jest socjotechnika”.   Na koniec Pan Prezes wytyczył kierunek działania: ” będziemy bronić polskiej rodziny”.

W głowie Polaków mają prawo rodzić się pytania: kto tu ma rację? kto jest rzeczywistym autorytetem w dziedzinie wychowania seksualnego? czy takim autorytetem są eksperci Światowej Organizacji Zdrowia? Czy autorytetem może być polityk, nie praktykujący prawnik Jarosław Kaczyński, 70 letni „ singiel „ nie posiadający dzieci, nie doświadczający szczęścia i trudów życia w małżeństwie, ani w rodzinie?

Wysłuchałem z przyjemnością bardzo mądrej i pouczającej wypowiedzi naszego słynnego fizyka, pomysłodawcy budowy Centrum Nauki Kopernik, profesora Łukasza Turskiego w ”Faktach po Faktach” TVN 24 z 12 marca 2019r.

„Szkoła to jest problem istnienia kraju. Mamy XXI wiek, za kilkanaście lat jedynym bogactwem naturalnym jakie każde państwo będzie miało, to jest to, co ludzie mają w głowach. O to trzeba dbać, a my tego nie robimy.”

 A może naszym politykom trzeba przypomnieć stare mądre ludowe przysłowie „Czego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał”. Niech każdy z nich sięgnie samokrytycznie do własnego wychowania seksualnego. Czego się nauczył od rodziców? Jaką wiedzę w tym zakresie przekazała mu szkoła? Gdzie jej szukał w trakcie swojego życia?

W trakcie swojej pracy zawodowej, szczególnie w procesach rozwodowych i w sprawach rodzinnych ja ten brak dostatecznej wiedzy wyraźnie widziałem. Mogę w ślad za profesorem Turskim, swoim doświadczeniem zawodowym i życiowym potwierdzić, dobre wychowanie i odpowiednie wykształcenie jest warunkiem koniecznym do szczęścia każdego człowieka. I o tym piszę w swojej książce „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście- proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte  z życia”, w  rozdziale „ O rodzicielstwie i wychowaniu, czyli jak być dobrym rodzicem oraz dobrze wychować dziecko”.

Autorytetem i wzorcem wychowania dziecka może być przede wszystkim rodzic ze szczęśliwej rodziny.

Bronisław


Świadome rodzicielstwo źródłem szczęścia rodziców i dziecka

Posiadanie dziecka oraz jego wychowanie, w tym wykształcenie, to kolejne dwie najważniejsze wartości życiowe do spełnienia na drodze do szczęścia, według mojej definicji prawdziwego szczęścia. I o tych dwóch wartościach będziemy mówić na tej stronie bloga. Szerzej o wszystkich wartościach, które mogą dać człowiekowi prawdziwe szczęście piszę w swojej książce pt.:” Jak żyć, aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”.

Przypomnę, że prawdziwego szczęścia, które jest pełnią życia, człowiek może doświadczyć wówczas, gdy osiągnie siedem najważniejszych wartości to jest: oddanie we wzajemnej miłości, spełnienie w małżeństwie / związku partnerskim/, posiadanie dziecka / dzieci/, jego wychowanie i wykształcenie, szczęście w rodzinie, satysfakcja z pracy zawodowej oraz samorealizacja.

Rozpoczynając, mam nadzieję, tak ważną dyskusję na temat rodzicielstwa, świadomie chcę od razu „wsadzić kij w mrowisko”, w znaczeniu pozytywnym, zadając dwa pytania:

Czy zdrowy człowiek w wieku prokreacyjnym, który twierdzi, że nie chce mieć dzieci, może osiągnąć pełnię szczęśliwego życia?                                                                           Oraz drugie: Czy to co wyraża słowami na zewnątrz, mówi szczerze, czy też z jakichś przyczyn jest to jego „maska”?

Pytania zadaję nie bez kozery i od razu podaję dwa konkretne przykłady z mojej praktyki zawodowej.

Młoda, zdolna, wykształcona, szanowana kobieta na kierowniczym stanowisku, ale samotna, z uśmiechem stanowczo twierdziła, że jest zadowolona z życia i do szczęścia nie musi mieć dzieci. Przez następne lata, mimo iż jej kariera zawodowa nadal kwitła, nie potrafiła znaleźć partnera do życia. Od zawsze obracała się w kręgu znajomych, przyjaciół i kolegów z pracy. Kiedy zbliżała się do czterdziestki, / i to wiem z jej szczerej rozmowy ze mną/ świadomie doprowadziła do współżycia ze z góry upatrzonym mężczyzną, który według niej odpowiadał na ojca. I rzeczywiście się udało. Urodziła piękną córkę. Samotnie ją wychowała i wykształciła. Dziś córka pracuje za granicą. Matka nadal nie założyła stałego związku i mogę tylko powiedzieć, że nie wyglądała na osobę tryskającą szczęściem, a wręcz odwrotnie. Sprawa trafiła do mojej kancelarii w związku z postępowaniem spadkowym po zmarłym biologicznym ojcu.

Ten przykład nie jest odosobniony, szczególnie gdy chodzi o rozmijanie się zewnętrznej postawy z rzeczywistym myśleniem i dążeniami. A teraz spójrzmy na przykład drugi.

Starsze małżeństwo, klienci mojej kancelarii w sprawach majątkowych, zawsze przychodzili razem, dosłownie trzymając się za ręce. Emanowali na zewnątrz przywiązaniem, niezwykłą jak na swój wiek bliskością, wzajemnym szacunkiem. To był wzorcowy przykład miłości trzeciego wieku.

Kiedy małżonek ciężko zachorował, załamana żona zwróciła się o pomoc prawną na wypadek śmierci. W trakcie wielokrotnych rozmów okazało się, że nie mają zstępnych spadkobierców, bo nie mają dzieci, a dalsi krewni nie bardzo zasługują na dziedziczenie. Wzruszona kobieta, opowiedziała historię ich życia, w której mimo, iż materialnie żyli dostatnio, do pełni szczęścia brakowało im dzieci. Od dawna to przeżywali w ukryciu i w samotności we dwoje. Teraz okazało się, że cały, zdobyty ciężką pracą majątek, nie mają komu przekazać.

Myślę, że podobne przykłady każdy z czytelników może spotkać obok siebie. Muszę, jednak zwrócić uwagę, że w obu podanych przypadkach, smutnych skutków niedoceniania znaczenia rodzicielstwa w dążeniu do szczęścia, ludzie ci doświadczyli dopiero pod koniec swojej drogi życiowej. I tak dzieje się w życiu wielu ludzi.

Jak naprawdę rodzicielstwo wpływa na szczęście człowieka najczęściej doświadczamy i uzmysławiamy sobie w ostatniej fazie życia.

Nie zamierzam w tym krótkim tekście, podejmować wątku biologicznej istoty życia człowieka, jaką jest prokreacja. Nie będę także teraz przywoływał biblijnego nakazu ze Starego Testamentu „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię”, na dowód, że posiadanie dziecka jest wartością niezbędną do prawdziwego szczęścia. Oba te zagadnienia szerzej omówiłem w książce.

W tym artykule chciałbym zachęcić czytelników bloga do zastanowienia i ewentualnych wypowiedzi na zadane wyżej pytania.

Chciałbym, aby szczególnie młodsi czytelnicy, oprócz radosnego życia według zasady „carpe diem”, równocześnie poznawali na czym polega szczęście posiadania dziecka / dzieci/, bycia dobrą matką i dobrym ojcem, oraz satysfakcja z dobrego wychowania.

Ja wiem, że dziecko może być źródłem szczęścia, bo doświadczyłem i doświadczam tego na co dzień do dziś.

Bronisław