Moje, sprawdzone sposoby na ZDROWIE- najważniejszy „złoty”, środek do szczęścia.

„ Carcinoma ventriculi „- nowotwór złośliwy żołądka! Rokowania – trzy miesiące życia.”

Wściekły” podejmuję walkę! Wycięcie subtotalne żołądka. Zapijam życie przez 5 lat niepewności. Żyję!!! Zmieniam siebie, tryb życia i pracy. Nie piję i nie palę! Nareszcie dbam o zdrowie. Minęło 20 lat. Od 10 lat nie wiem co to jest grypa, przeziębienie, katar.

 „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz”- Jan Kochanowski – fraszka „Na zdrowie”. OSTRZEŻENIE znane Polakom od 440 lat! Ilu z nas tak naprawdę je słucha i realizuje? Ja byłem tego negatywnym przykładem. Dziś, po latach intensywnej pracy dla „ pieniędzy”, dla dobrego standardu życia, przy jednoczesnym lekceważeniu stanu zdrowia, braku należytego wypoczynku, przyznaję się do błędów młodości. Myślę, że tak postępuje wielu młodych i dojrzałych ludzi. Do czasu…..!!! Odpukać, jak w moim przypadku ciężkiej choroby i krachu życiowego.

Dzień przed operacja, z nieznaną odpowiedzią na pytanie będę żył czy nie, już wiedziałem, że pieniądze, majątek, nie mają żadnego znaczenia. Liczy się zdrowie, a ja przez tyle lat goniłem za tym, co właśnie w tamtej chwili było kompletnie nie ważne. Kiedy stanąłem na „równe nogi”, dopiero to zrozumiałem bo doświadczyłem najgorszego, śmiertelnej choroby w kwiecie wieku.! Wszystkich tych, którzy pędzą przez życie w pogoni za dobrami doczesnymi przestrzegam, najpierw  dbajcie o zdrowie. Ono jest najważniejsze od wszystkich, nawet największych wartości. Nie osiągniecie szczęścia, obojętnie o jakim marzycie i dążycie, bez dobrego zdrowia fizycznego i psychicznego.

O tym mówią wszyscy, którzy przeżyli kryzys choroby, Jerzy Stuhr, Janina Ochojska, Anita Lipnicka, Irena Santor, Anna Wyszkoni, Kylie Minoque, Angelina Jolie i wielu innych znanych ludzi.

A jak ja po wyjściu na prostą, starałem się i staram naprawić błędy w dbałości o zdrowie?

Oto moja, nieco spóźniona lecz skuteczna droga do lepszego życia!!!

Po pierwsze, kiedy po siedmiu latach niepewności życia i zapijania smutków i nieszczęścia śmiertelnej choroby, lekarze orzekli brak wznowy nowotworowej, uwierzyłem im i w końcu sobie, że jest jeszcze sens życia i cele do osiągnięcia dla mnie i dla bliskich.

Po drugie, w związku z pozytywna diagnozą, natychmiast podjąłem decyzję o zaprzestaniu picia alkoholu i całkowitej abstynencji, oczywiście przy pomocy detoksykacji i  wielotygodniowej terapii.

Zwracam przy okazji uwagę, ze praktycznie nie możliwe jest z dnia na dzień zerwanie z alkoholem bez fachowej terapii w okresie przejściowym (podobnie jak z każdym uzależnieniem).

Po trzecie, ratowanie zdrowia i przejście do normalnego zdrowego życia, rozpocząłem od zmiany sposobu myślenia i nastawienia do życia, z pesymistycznego na pozytywny. Czyli od wyleczenia i naprawy stanu zdrowia psychicznego, w pierwszej kolejności przed zdrowiem fizjologicznym. Mimo iż przyczyną mojego załamania była organiczna choroba- nowotwór żołądka w wyniku jego zżarcia przez niezbadane i nieleczone wrzody.

Ten proces leczenia psychiki, umysłu, i sposobu negatywnego myślenia dokonałem sam studiując wszelkie metody naukowe i paranaukowe, a następnie przy zastosowaniu wybranej i najlepszej dla mnie metody „ Treningu autogennego Schultza”.

Kiedy po pół roku ćwiczeń sprawdziłem jego skuteczność, przeszedłem do drugiego etapu ratowania zdrowia fizycznego.

Na początek przeprowadziłem kurację i uodpornienie od grypy, przeziębień, katarów, jako źródła wszelkich innych  chorób, stosując niezwykle prostą, ale jakże skuteczną do dziś, terapię citroseptem ( wyciąg z  grejpfruta). Metodę kropelkową stosowałem  przez cały rok z dwutygodniowymi przerwami.

Następnie w oparciu o zalecenia lekarskie i wskazania dietetyczki wprowadziłem na stałe podstawowe zasady profilaktyki zdrowotnej i zdrowego żywienia. Te ostatnie wiszą w widocznym miejscu w kuchni. Od tego czasu systematycznie, okresowo, kontroluję stan zdrowia.

Dbam o profilaktykę zdrowotną jak niżej, oraz stosuję właściwe, dietetycznie odżywianie i regularny tryb spożywania posiłków:

Moje podstawowe zasady żywienia to:

           A. Siedem najzdrowszych dla mnie produktów zdrowego jedzenia:

1. Zupa jako obowiązkowy i podstawowy, codzienny posiłek;

2. Produkty zbożowe z pełnego ziarna( pieczywo, kasze, makarony, ryż) zamiast czerwonego mięsa;

3. Warzywa spożywane najczęściej: kapusta, pomidory, szpinak, brokuły, marchew oraz kiszonki z kapusty i ogórków;

4. Owoce: awokado, jabłka, aronia, borówka amerykańska, grejpfrut czerwony, winogrona (rodzynki),- uprawiam na działce także aronię i borówkę amerykańska i robię z nich przetwory;

5. Ryby morskie tłuste ( łosoś, makrela, śledź, sardynka)- jem codziennie na przemian;

6. Herbata: piję codziennie, o odpowiedniej porze i działaniu, trzy rodzaje herbaty: zieloną, czarną i czerwoną;

7. Przyprawy ( podstawowe na co dzień-czosnek, kurkuma, imbir, oliwa z oliwek Virgin );

Stosuję siedem przykazań zdrowego odżywiania:

1.Spożywam obowiązkowo 5 posiłków dziennie /o jeden więcej bo jem mniej i częściej, gdyż nie mam żołądka, a obiad dzielę na dwa posiłki, zupa obowiązkowo i po 2 – 2,5 godzinach drugie danie/;

2.Jem regularnie o tych samych porach, kolację najpóźniej 2 godziny przed snem;

3.Codzienne żywienie rozpoczynam rano alternatywnie albo od wypicia szklanki wody z sokiem z pół cytryny i łyżeczki miodu albo od herbaty, kakao lub kawy Inka, nigdy od kawy;

4.Wypijam co dnia ok.2,5 litra napojów, w tym kefir i własne soki z aronii, porzeczek, jabłek, co jakiś czas sok z granatów;

5.Dla „zdrowia” piję: jedną kawę dziennie, przy spotkaniach okolicznościowych wypijam drugą; piję dodatkowo napar z czystka;

6.Unikam „przegryzania” między regularnymi posiłkami;

7.Znacznie ograniczam spożycie słodyczy, ciast oraz mięsa, szczególnie czerwonego. W zamian jem więcej owoców i warzyw, odpowiednich dla potrzeb aktualnego stanu zdrowia stwierdzonego po badaniach profilaktycznych jak np. kiwi, śliwki, jabłka, w tym suszone, banany, sałatki i surówki;

Dobre zdrowie to oprócz prawidłowego odżywiania, dbałość o zdrowie fizyczne i psychiczne, wypoczynek, relaks, kultura i rozrywka. Tego właśnie nie robiłem przed chorobą, w pełni poświęcając się pracy, rodzinie i wychowaniu dzieci. Choroba odmieniła sens mojego życia i….

Od tego czasu do dziś wyznaję i realizuję siedem sprawdzonych zasad dobrego życia

1.Cieszę się życiem, uwielbiam przyrodę, zwiedzam wraz z żoną Polskę i Świat, myślę i patrzę pozytywnie na życie i na ludzi.

2.Ćwiczę codziennie prawidłowe oddychanie przeponą i brzuchem, spaceruję na świeżym powietrzu minimum pół godziny, uprawiam działkę ogrodniczą.

3.Przestrzegam wymaganą (dla mnie) profilaktykę zdrowotną poprzez:

– coroczne badania krwi i inne badania specjalistyczne wymagane dla mnie;

– piję codziennie trzy rodzaje herbaty, odpowiednio: czarną rano, gdy nie piję kawy, na pobudzenie do życia i wzmocnienie pamięci; zieloną w środku dnia jako środek na długie życie, odchudzanie i oczyszczanie z toksyn; czerwoną, wieczorem jako środek przeciwnowotworowy;

– piję często herbatę z czystka przeciwdziałając złemu cholesterolowi i utrzymując wagę;

– stosuje codziennie czosnek jak przyprawę prawie do wszystkich potraw; do potraw dodaję kurkumę;

– piję, według potrzeb, „eliksir życia” sporządzony przez siebie z 5-ciu przypraw, wody i miodu ( kurkumy, kardamonu, imbiru, cynamonu, goździków);

4.Raz w roku wraz z żoną jadę na co najmniej 7 dniowy wypoczynek, połączony z zabiegami spa, odpowiednimi do stanu zdrowia. W sezonie letnim , w weekendy, zwiedzamy Polskę;

5.Dla utrzymania zdrowia psychicznego czytam dużo książek, prasy,      uprawiam rozrywki umysłowe, chodzimy i jeździmy do teatrów, kin, na imprezy kulturalne i inne, piszę bloga i „inne rzeczy” – vide książka;

6.Jak tylko mogę dbam i wspieram dorosłe dziś dzieci oraz wnuki, aby one nie popełniali takich błędów jakie popełniałem ja. Ich dobre życie i rozwój daje mi spokój ducha, sumienia i dobry stan zdrowia psychicznego.

7.Dopełnieniem takiego dobrego i spokojnego życia we dwoje wraz z zapewnieniem wspólnej, spokojnej starości była żona. Niestety taki stabilny i uporządkowany sposób życia jej nie odpowiadał i po 9 latach  wspólnego życia, wykorzystując zwykłą kłótnię małżeńską, odeszła z dnia na dzień, oświadczając, że „chce być wolna, a nie służącą za łyżkę strawy”-( będąc na wcześniejszej emeryturze dbała codziennie o regularne posiłki, w tym głównie o zupę). Ja żałuję, choć żyję dobrze i w zdrowiu, a jej życzę lepszego jutra niż miała ze mną.

Kochani, o zdrowie trzeba dbać od urodzenia aż do końca życia i to jest najlepszy, „złoty środek” do szczęścia każdego człowieka!!!

Tego Wam  życzę! 

Bronisław                                                                  luty 2020 r


Czy można rzucić palenie z dnia na dzień ?! Można ! Ja rzuciłem!!!

Po poprzednim wpisie o postanowieniach noworocznych, w którym pochwaliłem się, że dzięki swoim postanowieniom, skutecznie do dziś, rzuciłem palenie papierosów i picie alkoholu, kilka osób z niedowierzaniem pytało jak to zrobiłem i jak wytrzymuję tyle lat? A więc krótko opowiem jak rzuciłem palenie.

Miałem 28 lat. Szedłem jak burza przez życie, osiągając kolejne stopnie kariery zawodowej. Podobnie jak wielu młodych paliłem chociaż dopiero po zrobieniu matury, ostatnio co najmniej 1,5 paczki dziennie. Imprezując, a także podczas różnych uroczystości, paliłem i piłem alkohole, w tym piwo i dużo kawy. Jednak stanowczo unikałem narkotyków, których w tamtych czasach, w naszym kraju było mało i trudno dostępne.  Na studiach próbowałem kilkakrotnie rzucić palenie przez ograniczanie się, zmniejszanie do konkretnej ilości, bezskutecznie! Żadne argumenty o szkodliwości palenia dla zdrowia nie były dla mnie wystarczającą przestrogą, podobnie jak dziś każdemu młodemu człowiekowi. A przecież są one niezwykle groźne, no bo na przykład gdyby mnie wówczas coś dosięgło na przykład z takich chorób:

Wszystkie one były dla mnie nieprawdopodobne i nierealne, wręcz humorystyczne jak na tym obrazku i nie przemawiały do mojego aktualnego, zdrowego ja!Aż raz jednego dnia! A było to „męskie” oglądanie, z wszelkimi używkami,  Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 1974 roku w Niemczech, mecz Polska-Argentyna. Byliśmy tak podekscytowani, że ja w emocjach rzuciłem kolegom wyzwanie, taki lekkomyślny, doraźny zakład: jeżeli Polacy wygrają, to ja od jutra rzucam palenie papierosów !!! Oczywiście nikt w to nie wierzył, ale oto wygraliśmy 3:2 i wszyscy siedli teraz na mnie, pół żartem pół serio. Cóż mi pozostało?Zbłaźnić się, czy może jednak spróbować dotrzymać słowa, a właściwie rzuconego sobie samemu publicznego przyrzeczenia. Nie! Muszę w końcu rzeczywiście rzucić palenie! Udowodnię to !

Już na drugi dzień w biurze dopadł mnie ogromny głód papierosiany. Jednak przemęczyłem go intensywną pracą, celowo odwracając psychiczną uwagę. No ale w domu po obiedzie odruchowo zacząłem szukać papierosów. Leżały wprost na regale. I wówczas wpadłem na pomysł, jak się potem okazało, genialny. Postanowiłem, że nie będę chował papierosów, tylko celowo, na widocznym codziennie miejscu, pozostawię po paczce papierosów, w domu na regale, w pracy w szufladzie biurka, no i przy sobie, w zanadrzu marynarki. Za każdym razem kiedy dopadał mnie głód papierosa, spoglądałem na dostępną w każdej chwili paczkę i wygłaszałem sobie w myślach taką formułę :” albo masz silną wolę, albo nie i nigdy nic w życiu nie osiągniesz!”

Prawda, że przez pierwszy miesiąc chodziłem w napięciu, jakbym był czymś naładowany, i to było wyczuwalne przez najbliższe otoczenie. Ale kiedy tylko rzucałem hasło” rzuciłem palenie”, wszyscy wyrażali zrozumienie, a także powątpiewanie w skuteczność i wytrzymałość. I to zwątpienie we mnie jeszcze bardziej mobilizowało do dotrzymania słowa.

Po trzech miesiącach zacząłem odczuwać swędzenie ciała. Poszedłem do lekarza i ten nic nie stwierdził. Na koniec badań i wizyty tylko spytał czy zaszły w moim życiu jakieś istotne zmiany. Odrzekłem od razu że nie, ale kiedy zobaczyłem, że on niechcący wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, powiedziałem, że trzy miesiące temu rzuciłem palenie.” No to jesteśmy w domu- rzucił lekarz. Albo bolesne zastrzyki z wapnem albo powrót do palenia – zażartował ”.

Nie, moje słowo nie może zamienić się w g…….! Teraz to już zaczęła się moja walka z sobą samym. Zastrzyki rzeczywiście były bardzo bolesne.

Przez pierwszy rok mojej walki, najgorsze były te momenty, w których spotykało mnie jakieś niepowodzenia, szczególnie takie, które rzutowały na moje życie i pracę. To były naprawdę trudne okresy. Jednak znalazłem na nie dobry sposób. Zamiast siedzieć i rozmyślać, natychmiast wyszukiwałem absorbujące zajęcie, szczególnie ruchowe, fizyczne, nigdy umysłowe.

Przez następne lata, wielu przyjaciół, znajomych, oprócz pytania jak udało mi się rzucić palenie, dziwiło jeszcze jak potrafię nie palić skoro piję alkohol, kawę i siedzę w towarzystwie palących. Musze przyznać, że nie jest to najlepsze uczucie, ale z czasem jest do wytrzymania.

Za to, że potrafiłem w porę rzucić palenie spotkało mnie wielkie szczęście, rzekłbym „ cud ”. Najpierw niczym grom z jasnego nieba spadło nieszczęście, nowotwór złośliwy żołądka i rokowania 3 miesiące życia. Operacja, wycięcie subtotalne żołądka, chemia, terapia i słowa lekarza prowadzącego: „gdyby Pan palił to już by nie żył!”.

W ten oto sposób przemówił wówczas do mnie niegdyś humorystyczny obrazek ze skutkami palenia dla zdrowia każdego palacza. Mimo 7 lat walki i terapii po nowotworze wytrzymałem nie paliłem i nie palę.

Dziś po tylu latach wiem na 100%, że każdy z nas może rzucić palenie. I to zależy wyłącznie od siebie! A przede  wszystkim od silnej woli!

Nie wierzysz? Spróbuj i udowodnij sam sobie!!!

Bronisław               



Cieszmy się w Dniach Świąt Bożego Narodzenia 2019 roku, bo mamy z czego!!!

Gdzieś na Ziemiach Odzyskanych w początkach PRL- u.

Mikołaj, najstarszy syn, z tatą Grzegorzem przynieśli prosto z lasu świeżo wyrąbaną, pachnącą igliwiem choinkę. Od kilku dni czworo dzieciaków z trudem bo ręcznie, ale z zapałem  przygotowywało ozdoby choinkowe. 15 letniej Reni najlepiej wychodziły łańcuszki robione z kolorowych wycinanek i bombki pajacyki z wydmuszek jajek zaoszczędzonych na Święta. Dziesięcioletni Bolek i najmłodszy 6 latek Józio z uciechą wieszali na choince ciastka zrobione przez mamę, srebrzyste i złote cukierki oraz czerwone jabłka przywiązane na nitkach. Tato wyciągnął z szafy kilka ciężkich, jednolicie srebrnych bombek, skrzętnie przechowywanych z roku na rok, niczym wielki skarb rodzinny. Mama Ania wyścieliła sianem przedwojenny dębowy stół. Przykryła białym, lnianym obrusem, długo pranym w balii, wykrochmalonym i wyprasowanym drewnianym maglem. Majestatycznie wykładała na wigilijny stół świąteczne  „przysmaki”, których koniecznie musiało być dwanaście. Dlatego liczył się do nich także opłatek, chleb, sól, ogórki kiszone, i to na co było stać w powojennej Polsce. Dzieci z radosną niecierpliwością nie mogły doczekać się prezentów spod choinki. A było w nich po kilka lepszych cukierków, jakieś ciastka, no i najbardziej oczekiwana czekolada i pomarańcze, otrzymane w ramach zagranicznej pomocy od „cioci” UNRRY.

Polskie dzieci z paczką UNRRY. To nie jest paczka żywnościowa. Znajduje się w niej tak zwany „małpi tłuszcz”, czyli środek zastępujący mydło

Na dworze zrobiło się ciemno i cała rodzina oczekiwała na pojawienie się pierwszej gwiazdki. Z „kołchoźnika” wiszącego wysoko na ścianie popłynęły dźwięki kucia kowadła. „Tu radio Stalinogród ” –  przemówił spiker i błyskawicznie się poprawił: „ Tu radio Katowice”, przepraszając słuchaczy za pomyłkę, gdyż kilka dni temu nastąpiła powrotna zmiana nazwy miasta. Był rok 1956. Skończyła się żałoba po nagłej śmierci Bolesława Bieruta w Moskwie. Na I Sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej został powołany oddany komunista Władysław Gomułka. Tak było. To mamy już za sobą!

Dzisiaj w III Rzeczypospolitej Polskiej Dzięki ewolucyjnemu zwycięstwu „ Solidarności”, od 1989 roku jesteśmy krajem wolnym od najeźdźców i wpływów innych państw. Co roku nasze, wolne od jakichkolwiek ograniczeń, Święta Bożego Narodzenia, jak i każde inne, wyglądają piękniej, są „bogatsze”, bardziej radosne „prawie” dla każdego z nas i wszystkich razem.

Co prawda nie wszyscy dowierzają, ale  lider partii rządzącej Jarosław Kaczyński ogłosił, że niedługo jego partia uczyni z Polski wyspę dobrobytu. Rząd wykonując wolę lidera już obdarowuje naród co jakiś czas porcją gotówki. Czy same pieniądze dadzą nam prawdziwe szczęście?! Zobaczymy!?

Parlament po podzieleniu się opłatkiem świątecznym, z boskim błogosławieństwem kardynała Nycza, w świątecznym nastroju uchwalił, dla dobra Polaków, ustawę chroniącą ich dobra i prawa obywatelskie, w obronie przed ” złodziejską kastą sędziowską”, która „mieni się” być trzecią władzą!?.Czy tak jest naprawdę?! Wydaje się, że cóż więcej mogą chcieć Polacy po 123 latach niewoli i zaledwie 30 latach wolności?!

Cieszmy się zatem w czasie Świąt Bożego Narodzenia mijającego 2019 roku! Bo jest już z czego! To prawda, że w naszym kraju jest coraz lepiej i My to widzimy na co dzień.

 A jednak miedzy samymi Polakami i rządzącymi coś jest jeszcze nie tak? Brak jedności, porozumienia i wzajemnego zrozumienia, że możemy i mamy prawo się różnić, ale musimy się wzajemnie tolerować i żyć w zgodzie.

 A może jest tak, że My Polacy i nasze władze, po prostu jeszcze nie umiemy żyć wolni, szczęśliwie, radośnie i w spokoju, we wzajemnej sąsiedzkiej i narodowej zgodzie, w poczuciu wewnętrznego zdyscyplinowania, odpowiedzialności oraz ładzie i zorganizowanym porządku?

Czyżby historia naszego kraju, przepełniona zdradami narodowymi, wewnętrznymi kłótniami, niewolą pod zaborami i okupacją, tragicznymi walkami wyzwoleńczymi, niczego nas nie nauczyła?

Wierzę, że tak nie jest i to zmienimy, uporządkujemy swoje życie i naszego Państwa, bo przecież celem nadrzędnym każdego Polaka jest dobro, szczęście, spokój w każdym związku, w rodzinie i w narodzie!

I tego wszystkiego, w świątecznym nastroju, życzy Wam, czytelnikom bloga i wszystkim Polakom

Bronisław,     24 – 26 grudzień 2019 r.                               


Jak jednym wytrwałym działaniem osiągnąłem wielkie zadowolenie z pracy i sukces na niwie samorealizacji

Jak stanowi Regulamin Bloga „Pochwalnik i wykrzycznik” to miejsce na podstronie bloga, na której uczestnik bloga może umieścić swój wpis, w którym wyraża radość, zadowolenie, szczęście, a także może je publicznie „wykrzyczeć”.

Jednakże ze względu na tematykę bloga jaką jest Prawdziwe szczęście, czyli pełnia życia osiągana w siedmiu najważniejszych wartościach, wpisy należy formułować w zakresie tych wartości, a więc miłości, małżeństwa i związku partnerskiego, posiadania dziecka, jego wychowania, rodzinie, pracy i samorealizacji.

Ja także jestem uczestnikiem Bloga niezależnie od roli jego właściciela, autora i moderatora. Korzystając zatem z prawa jakie ma każdy uczestnik pozwolę sobie z radością pochwalić się moim osiągnięciem w zakresie samorealizacji. Jest to siódma, ostatnia wartość życiowa, konieczna do osiągnięcia prawdziwego szczęścia według mojej koncepcji i definicji prawdziwego szczęścia. A więc przykładem takiej radości, sukcesu, jakim jest bardzo duże zadowolenie, nazwane przeze mnie w w tym przypadku szczęśliwością, w dziedzinie samorealizacji. Czyli jeszcze nie pełnią szczęścia. Nie zamierzam bowiem spocząć na laurach w dążeniu do osiągnięcia pełnego zadowolenia w tej wartości życiowej, podobnie jak i w niektórych pozostałych

Ad rem, tą szczęśliwością, moim sukcesem i ogromnym zadowoleniem jest przygotowanie i napisanie książki – poradnika pod tytułem „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”.

Ale równocześnie jest to także mój sukces na niwie zawodowej, albowiem jest ona podsumowaniem mojej ponad 30 letniej pracy zawodowej radcy prawnego na rzecz ludzi i podmiotów gospodarczych.

Idąc dalej śladami mojej definicji prawdziwego szczęścia, skoro osiągnąłem sukces w pracy zawodowej, to oznacza, że spełniłem się w kolejnej, szóstej, wartości życiowej stanowiącej składową prawdziwego szczęścia jaką jest Praca. Ten sukces jest wyrazem osiągnięcia satysfakcji z pracy zawodowej całego życia.

Dlaczego tak uważam ? Książka – poradnik, jak sam podtytuł mówi „ ..proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”, jest efektem mojej pracy z ludźmi, moimi klientami przez wszystkie lata pracy.

Jednakże dopiero od około dziesięciu lat prowadziłem notatki z niektórych spraw, procesów, porad prawnych, rozmów, oczywiście zachowując tajemnicę zawodową i ochronę wrażliwych danych. Samą książkę pisałem ostatnie pięć lat, równocześnie prowadząc kancelarię prawną. Zacytuję fragmenty z książki.

„ Kiedyś wracając do swojej codziennej pracy z indywidualnymi kłopotami i dramatami życiowymi zwykłych obywateli, przyszła mi taka myśl: a może mógłbym, zamiast indywidualnie pomagać w rozwiązywaniu ich problemów życiowych, udzielić rad w formie prostych, zrozumiałych odpowiedzi zaadresowanych do jak największej liczby zwyczajnych osób, którzy ze swoimi problemami zamykają się w sobie albo też nie stać ich na odpłatną pomoc prawną czy inne specjalistyczne wsparcie… To Wam, z problemami i bez nich, chcę przekazać moje wnioski wynikające z pracy zawodowej i dość dużego doświadczenia, w formie prostych, konkretnych i sprawdzonych odpowiedzi na pytania Waszych współtowarzyszy niedoli życia, z którymi miałem do czynienia…..w istocie są to prawdziwe, sprawdzone w życiu prawdy, czerpię je bowiem właśnie z bogatych doświadczeń wynikających z praktyki zawodowej prawnika na co dzień zajmującego się ważkimi sprawami ludzkimi, w tym rodzinnymi, małżeńskimi, mieszkaniowymi, pracowniczymi i wieloma innymi „.

Nie oznacza to, że dopiero po przelaniu na papier moich doświadczeń zawodowych i życiowych, osiągnąłem wielkie zadowolenie z pracy. Musze się pochwalić, że przez te wszystkie lata pracy, przeżywałem bardzo wiele razy przyjemne chwile szczerych podziękowań ludzkich i dowodów wdzięczności. Ale bywały też i niezadowolenia, nie zawsze zależne ode mnie. Wiadomo, nie od pełnomocników zależą wyroki sądu lecz od rzeczywistego stanu sprawy.

Czy, w związku z osiągnięciem satysfakcji z pracy zawodowej i zadowolenia w zakresie samorealizacji w postaci napisania książki – poradnika, dzieła życia zawodowego, jestem w pełni szczęśliwy? Czy osiągnąłem prawdziwe szczęścia?

Jak wspomniałem wyżej nie, jeszcze nie spocznę na laurach, przynajmniej gdy chodzi o samorealizację. To w tej wartości życiowej mogę ja jak i każdy z Was osiągnąć znacznie więcej. W jakim zakresie? Proszę tylko zerknąć do tytułu rozdziału książki o samorealizacji, czyli „ Co dobrego możesz uczynić w swoim życiu?

Bronisław