Czyżby nadchodził kres instytucji prawnej małżeństwa ?

Oczywiście to tytułowe pytanie postawiłem przewrotnie. Chcę bowiem zachęcić uczestników bloga do rozpoczęcia dyskusji o małżeństwie, ale w sensie pozytywnym.

Przecież według mojej definicji prawdziwego szczęścia, wartość życiowa jaką jest związek małżeński dwojga osób, jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia prawdziwego szczęścia / patrz definicja prawdziwego szczęścia w mojej książce „Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście – proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”/.

Ale skoro postawiłem taką hipotezę, to postaram się ją podeprzeć znanymi powszechnie faktami z życia, a nawet prawem.

Zacznijmy zatem od kolejnego pytania pomocniczego. Czy chcemy rozważać o małżeństwie jako o związku dwojga osób formalnie zalegalizowanym, czy też o samym związku bez względu na jego nazwę.

Zarówno ze społecznego punktu widzenia jak i mojego, gdy chodzi o szczęście człowieka w ogólności i szczęście dwoje ludzi w tym przypadku, przedmiotem rozważań jest oczywiście sam związek dwóch osób bez względu na płeć i jego nazwę, a więc: więzi, cechy, trwałość, rozwój, a także rozkład.

Zatem zajmijmy się jego istotą i podmiotami go tworzącymi, chociaż do nazwy takiego związku powrócę dalej, bowiem nazwa już stała się przedmiotem publicznej dyskusji.

Artykuł 18 naszej Konstytucji stanowi : „ Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.Skupmy się jednak wyłącznie na małżeństwie.

Otóż ustawodawca polski jednoznacznie założył, w tej podstawowej normie prawnej dla wszystkich Polaków, że : po pierwsze, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny; po drugie, tylko taki zalegalizowany związek o tej nazwie będzie podległ ochronie i opiece Państwa.

W praktyce to oznacza, że wszystkie inne związki dwóch osób, poza legalnymi małżeństwami takiej ochronie i pomocy nie podlegają. A więc nie podlegają jej tak zwane konkubinaty, czyli niezalegalizowane związki kobiety i mężczyzny, mimo iż są trwałe, posiadają dzieci na wychowaniu i praktycznie tworzą rodziny. I co ważne są szczęśliwymi, spełnionymi związkami dwojga ludzi. Nie podlegają ochronie Państwa związki dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet, chociaż w naszej polskiej społeczności także ich nie brakuje i dopominają się swoich praw.

Co w tej sytuacji jest ważniejsze w aspekcie osiągnięcia szczęścia każdego związku, jego partnerów i każdego człowieka w naszym społeczeństwie? „ Małżeństwo” tylko to, które jest związkiem kobiety i mężczyzny zalegalizowanym pod taką nazwą, czy każdy trwały i szczęśliwy związek bez względu jak go nazwiemy i następnie zalegalizujemy?

Jeżeli przeszkodą jest instytucja prawna zwana małżeństwem, to może niech ustawodawca ją zmieni / przekształci prawnie/ na przykład na „ partnerstwo”, przyjacielstwo”, „związek partnerski”, bądź nada uniwersalną nazwę adekwatną do podmiotów takich związków. Dlaczego zatem polski ustawodawca nie chce tego zrobić? Dlaczego nasi posłowie reprezentujący nas, poprzez swoje partie polityczne, ruchy społeczne, uciekają od tego tematu?

I tu ponownie wrócę do nazwy instytucji prawnej „ małżeństwo”, która rzekomo jest przeszkodą w naszym państwie. A być może jest to tylko „ zasłona dymna”, a przyczyny są inne. Jakie?

Rzeczywiście, z puntu widzenia językoznawców, etymologia słowa „ małżeństwo – małżonek” zakłada tylko taką nazwę związku zawieranego przez mężczyznę z kobietą „ żoną”. Jednakże chyba nie w nazwie jest problem, skoro w wielu krajach zachodnich ustawodawcy mogli już to uczynić, legalizując związki dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet.

A w czym? I to pytanie kieruję do czytelników bloga.

Muszę przyznać, że ten dylemat zasygnalizowałem w swojej książce, lecz wówczas moim celem było i jest szczęście każdego trwałego związku dwojga ludzi, a nie wyłącznie szczęście tylko takiego związku, które zawarte jest przez dwoje ludzi o różnej płci, jest zalegalizowane i nazwane małżeństwem.

Pozostała jeszcze jedna polemiczna kwestia związana ze szczęściem „małżeńskim”, którą też tylko pokrótce zasygnalizowałem w swojej książce. Coraz częściej słyszałem i słyszę opinię niektórych ludzi, że związki nie formalne są trwalsze niż zalegalizowane w małżeństwa. Czy tak jest w rzeczywistości, a jeżeli tak to Twoim zdaniem dlaczego?

Zachęcając do dyskusji, za ewentualny punkt odniesienia, proponuję schemat obrazujący mój wzorzec szczęścia małżeńskiego, o którym dość szeroko piszę w książce.

Bronisław


Napisz tekst lub skomentuj: