?>

Małżeństwo czy konkubinat? Który związek jest lepszy dla dobra dwojga ludzi do szczęśliwego życia?

Jakby na przekór temu co pisałem w poprzednim artykule na temat prokreacji – rozmnażania się, czyli boskiego celu i sensu życia człowieka, GUS ogłosił „zapaść demograficzną Polski „

                       Największe szczęście prawdziwej miłości

I podał, że:

zaledwie 305 tys. dzieci urodziło się w Polsce w 2022 r.  To o ponad 26 tys. mniej niż w 2021 r. i najmniej w powojennej historii. Liczba urodzeń stopniowo spada od 2018 r.;

• pod koniec 2021 roku w Polsce istniało 8 mln 759 tys. małżeństw. To o ponad 100 tys. mniej niż rok wcześniej. Ponad połowa to małżeństwa wyznaniowe;

 pomimo stałego wzrostu liczby urodzeń ze związków nieformalnych, nadal spośród przychodzących co roku na świat dzieci prawie 3/4 rodzi się w małżeństwach;

 ponad połowa dzieci rodzi się w okresie pierwszych trzech latach trwania małżeństwa.

Ta wstępna informacja GUS na początek 2023 roku sprowokowała mnie do zabrania głosu w sprawie coraz częściej pojawiającego się pytania:

 W jakim związku można lepiej realizować swoje cele życiowe na drodze do prawdziwego szczęścia?

W małżeństwie konkordatowym lub cywilnym ?

Czy w nieformalnym konkubinacie?

Przypomnę definicja szczęścia, którą jako twórca bloga.szczesliwi.pl i autor książki „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście – proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”, udowadniam od wielu lat.

„ Prawdziwe szczęście to pełnia życia, dająca wielkie zadowolenie z osiągnięcia najważniejszych wartości wybranych za sens i cel życia, polegające na:

– oddaniu we wzajemnej miłości;

– spełnieniu w małżeństwie-związku partnerskim,

– posiadaniu dziecka (dzieci),

– dobrym wychowaniu i odpowiednim wykształceniu dziecka ( dzieci)

– spełnieniu w szczęśliwej rodzinie,

– satysfakcji z pracy zawodowej,

– samorealizacji, poprzez twórcze życie i bezinteresownym czynieniu dobra. „

Otóż w polskim społeczeństwie na temat, co jest lepsze małżeństwo czy konkubinat, zdania są podzielone!

Jak podaje GUS w procesach tworzenia rodzin następuje trend niekorzystny – liczba nowo zawieranych małżeństw pozostaje od 2013 roku na poziomie poniżej 200 tys. rocznie. W 2021 roku zarejestrowano 168 tys. nowych związków. Najwięcej w tym stuleciu – 258 tys. – odnotowano w 2008 roku.

W mojej wieloletniej praktyce zawodowego prawnika, prowadzącego wiele procesów rozwodowych, stosunkowo często rozwodzący się małżonkowie, powątpiewali w „ sens” instytucji małżeńskiej. Nieco inaczej twierdzili małżonkowie głęboko wierzący, szczególnie Ci którzy wbrew własnej woli, z wniosku współmałżonka/ki,  byli uczestnikami kościelnego postępowania o unieważnienie małżeństwa kościelnego ( Kościół katolicki nie dopuszcza rozwodów).

Na początek trzeba stwierdzić, że liczba rozwodów w naszym kraju od kilku lat utrzymuje się na poziomie około 60 – 65 tysięcy rocznie. Rozwodów w miastach jest prawie trzykrotnie więcej niż na wsi, a w przypadku separacji –aż dwukrotnie. Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą średnio około 14 lat.

Spróbujmy przyjrzeć się dylematowi co jest lepsze, od strony trwałości i zgodności związku formalnego i nieformalnego, który tworzy fundament budowy rodziny i ciągłości potomstwa.

Co utrzymuje trwałość związku małżeńskiego ?

Więzi materialne: wspólność majątkowa, w tym posiadane dobra majątkowe wyższego rzędu, jak nieruchomości gruntowe, dom, mieszkanie, samochód i.t.p., zadłużenie kredytowe lub inne.

Więź gospodarcza – wspólne zamieszkiwanie, wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego

Więź biologiczna jaką stanowią wspólne dzieci i ich dobro teraźniejsze i przyszłe.

Trwałe i pozytywne więzi uczuciowe, emocjonalne, przyzwyczajenie. To ostatnie głównie w małżeństwach dojrzałych, po przeżytych kryzysach, bądź starszego wieku partnerów.

Więzi ekstremalne powstające w rozpadającym się związku jak przymus fizyczny lub psychiczny i strach małżonka.

No i (znane z mojego podwórka zawodowego) uciążliwe, długotrwałe i często kosztowne, sądowe postępowanie rozwodowe i podziałowe wspólnego majątku małżeńskiego.

A co utrzymuje trwałość związku partnerskiego typu konkubinat:

Najpierw ustalmy co to jest konkubinat, bowiem samo pojęcie ma w naszym kraju znaczenie pejoratywne, a więc coś, co jest pełne negatywnego wydźwięku, nadające na zewnątrz ciemny odcień.

W istocie konkubinat (łac. concubinatus od com- „współ-” i cubare „leżeć”, leżeć ze sobą”) , to kohabitacja – nieformalny związek dwóch osób, pozostających w pożyciu, bez usankcjonowania w świetle prawa jako małżeństwa. Z praktyki orzecznictwa sądowego wiadomo, że konkubinaty traktowane są jako związki, w których trudno ustalić powiązanie stosunków osobistych z majątkowymi przy jednoczesnym istnieniu więzi fizycznej i wspólnym mieszkaniu.

Co zatem może przemawiać aby konkubinat jako związek nieformalny był lepszy od małżeństwa, trwalszy i dawał bądź stwarzał możliwości osiągnięcia więcej szczęścia niż prawnie zawarte małżeństwo?

Przecież nie więzi materialne, bo nie ma w nim małżeńskiej wspólności majątkowej, a wszystko co formalno-prawnie nabędą konkubenci co najwyżej będzie cywilną współwłasnością.

W związkach partnerskich w których nie ma dzieci, nie występuje przemoc i strach przed odejściem gnębionej partnerki /partnera, a zdarzają się i takie/, w rzeczywistości istniej możliwość łatwego rozstania. I to jest minus dla trwałości. Co więcej, łatwość rozstania się konkubentów stwarza możliwość popełnienia życiowego błędu poprzez odejście partnera/partnerki/ pod wpływem chwilowych negatywnych emocji, na przykład wskutek gwałtownej kłótni, dłużej trwającego konfliktu, czy kryzysu, czasem „wspartego” przez bliskich.

 A może paradoksalnie na korzyść trwałości związku nieformalnego przemawia teoretyczna łatwość rozstania partnerów, skoro nie wiąże ich formalny związek małżeński i nie muszą przeprowadzać uciążliwego rozwodu? I ta „łatwiejsza możliwość odejścia partnera/ki/„ jest barierą ochronną właśnie trwałości związku, bo drugi partner jest tego świadomy i się obawia rozstania „ w każdej chwili”.

Z praktyki znam i takie rzekome plusy rozstających się konkubentów.

Nareszcie jestem wolna/wolny/?!

Czy to westchnienie najczęściej doświadczane bezpośrednio po odejściu od partnera/ki/ w konkubinacie oznacza, że chce już na zawsze być singlem żyjącym w samotności?

 Oczywiście, że nie! Jak pokazuje życie dalsze życie chodzi o błędne rozumienie wolności w związku dwojga ludzi , w istocie chcących realizować wspólne cele życiowe, w tym założenie rodziny, posiadanie i wychowanie dziecka.

Zatem, czy są jakieś inne argumenty, podstawy, więzi, które by decydująco przechylały szalę na korzyść związku małżeńskiego lub konkubinatu?

Z mojej praktyki zawodowej, a także własnego doświadczenia życiowego (trzy związki małżeńskie i powrót do życia w konkubinacie z trzecią żoną) mogę wysnuć następujący wniosek:

Trwałość, zgodność, dobre życie i szczęście w związku dwojga ludzi nie zależy od jego oprawy formalno-prawnej, czy wyznaniowej.

Szczęście dwoje ludzi, osiąganie wyznaczonych celów, stworzenie szczęśliwej rodziny, spełnienie marzeń, można z powodzeniem realizować zarówno w związku małżeńskim jak i w konkubinacie.

Jest jednak jeden najważniejszy warunek konieczny do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, który musi (sic!) być spełniony w każdym z tych związków.

     Tym niezbędnym warunkiem osiągnięcia szczęścia jest najważniejsza więź jaka powinna występować w każdym związku.

    Ta więź to prawdziwa miłość partnerów, na przestrzeni całego ich życia.

Nie jest ona taka sama przez czas trwania związku, i tak:

    W pierwszym okresie życia związku jest to:

 Miłość emocjonalna, z wzajemnym oddaniem:

                                                                  • • •

W rozkwicie, czyli najlepszym okresie dobrego związku będzie to:

Miłość twórcza, rodzicielska ( macierzyńska, matczyna, ojcowska)

                                                        • • •

W wieku dojrzałym winna to być:

 Miłość uwieczniona przyzwyczajeniem,

                                                                • • •

I dalej do końca życia partnera/ki, winno to być:

przyzwyczajenie z uczuciowym przywiązaniem w jesieni życia.

Od takiej miłości, na kolejnych etapach wspólnego życia, a nie od formy prawnej zależy trwałość, zgodność, dobre życie i szczęście związku partnerskiego !!!

Tak więc, moim zdaniem, dylemat która forma związku jest lepsza, formalne małżeństwo cywilne – wyznaniowe, czy nieformalny konkubinat, nie powinien być najważniejszym problemem dla jego szczęśliwego, trwałego i zgodnego życia.

Oczywiście pod warunkiem, że jego podstawową więzią będzie prawdziwa miłość, o jakiej mowa wyżej, na poszczególnych etapach życia związku.

                          ( Łączy nas miłość a nie obrączki prawa )

Bronisław     luty 2023 r.