?>

Czy można rzucić palenie z dnia na dzień ?! Można ! Ja rzuciłem!!!

Po poprzednim wpisie o postanowieniach noworocznych, w którym pochwaliłem się, że dzięki swoim postanowieniom, skutecznie do dziś, rzuciłem palenie papierosów i picie alkoholu, kilka osób z niedowierzaniem pytało jak to zrobiłem i jak wytrzymuję tyle lat? A więc krótko opowiem jak rzuciłem palenie.

Miałem 28 lat. Szedłem jak burza przez życie, osiągając kolejne stopnie kariery zawodowej. Podobnie jak wielu młodych paliłem chociaż dopiero po zrobieniu matury, ostatnio co najmniej 1,5 paczki dziennie. Imprezując, a także podczas różnych uroczystości, paliłem i piłem alkohole, w tym piwo i dużo kawy. Jednak stanowczo unikałem narkotyków, których w tamtych czasach, w naszym kraju było mało i trudno dostępne.  Na studiach próbowałem kilkakrotnie rzucić palenie przez ograniczanie się, zmniejszanie do konkretnej ilości, bezskutecznie! Żadne argumenty o szkodliwości palenia dla zdrowia nie były dla mnie wystarczającą przestrogą, podobnie jak dziś każdemu młodemu człowiekowi. A przecież są one niezwykle groźne, no bo na przykład gdyby mnie wówczas coś dosięgło na przykład z takich chorób:

Wszystkie one były dla mnie nieprawdopodobne i nierealne, wręcz humorystyczne jak na tym obrazku i nie przemawiały do mojego aktualnego, zdrowego ja!Aż raz jednego dnia! A było to „męskie” oglądanie, z wszelkimi używkami,  Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 1974 roku w Niemczech, mecz Polska-Argentyna. Byliśmy tak podekscytowani, że ja w emocjach rzuciłem kolegom wyzwanie, taki lekkomyślny, doraźny zakład: jeżeli Polacy wygrają, to ja od jutra rzucam palenie papierosów !!! Oczywiście nikt w to nie wierzył, ale oto wygraliśmy 3:2 i wszyscy siedli teraz na mnie, pół żartem pół serio. Cóż mi pozostało?Zbłaźnić się, czy może jednak spróbować dotrzymać słowa, a właściwie rzuconego sobie samemu publicznego przyrzeczenia. Nie! Muszę w końcu rzeczywiście rzucić palenie! Udowodnię to !

Już na drugi dzień w biurze dopadł mnie ogromny głód papierosiany. Jednak przemęczyłem go intensywną pracą, celowo odwracając psychiczną uwagę. No ale w domu po obiedzie odruchowo zacząłem szukać papierosów. Leżały wprost na regale. I wówczas wpadłem na pomysł, jak się potem okazało, genialny. Postanowiłem, że nie będę chował papierosów, tylko celowo, na widocznym codziennie miejscu, pozostawię po paczce papierosów, w domu na regale, w pracy w szufladzie biurka, no i przy sobie, w zanadrzu marynarki. Za każdym razem kiedy dopadał mnie głód papierosa, spoglądałem na dostępną w każdej chwili paczkę i wygłaszałem sobie w myślach taką formułę :” albo masz silną wolę, albo nie i nigdy nic w życiu nie osiągniesz!”

Prawda, że przez pierwszy miesiąc chodziłem w napięciu, jakbym był czymś naładowany, i to było wyczuwalne przez najbliższe otoczenie. Ale kiedy tylko rzucałem hasło” rzuciłem palenie”, wszyscy wyrażali zrozumienie, a także powątpiewanie w skuteczność i wytrzymałość. I to zwątpienie we mnie jeszcze bardziej mobilizowało do dotrzymania słowa.

Po trzech miesiącach zacząłem odczuwać swędzenie ciała. Poszedłem do lekarza i ten nic nie stwierdził. Na koniec badań i wizyty tylko spytał czy zaszły w moim życiu jakieś istotne zmiany. Odrzekłem od razu że nie, ale kiedy zobaczyłem, że on niechcący wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, powiedziałem, że trzy miesiące temu rzuciłem palenie.” No to jesteśmy w domu- rzucił lekarz. Albo bolesne zastrzyki z wapnem albo powrót do palenia – zażartował ”.

Nie, moje słowo nie może zamienić się w g…….! Teraz to już zaczęła się moja walka z sobą samym. Zastrzyki rzeczywiście były bardzo bolesne.

Przez pierwszy rok mojej walki, najgorsze były te momenty, w których spotykało mnie jakieś niepowodzenia, szczególnie takie, które rzutowały na moje życie i pracę. To były naprawdę trudne okresy. Jednak znalazłem na nie dobry sposób. Zamiast siedzieć i rozmyślać, natychmiast wyszukiwałem absorbujące zajęcie, szczególnie ruchowe, fizyczne, nigdy umysłowe.

Przez następne lata, wielu przyjaciół, znajomych, oprócz pytania jak udało mi się rzucić palenie, dziwiło jeszcze jak potrafię nie palić skoro piję alkohol, kawę i siedzę w towarzystwie palących. Musze przyznać, że nie jest to najlepsze uczucie, ale z czasem jest do wytrzymania.

Za to, że potrafiłem w porę rzucić palenie spotkało mnie wielkie szczęście, rzekłbym „ cud ”. Najpierw niczym grom z jasnego nieba spadło nieszczęście, nowotwór złośliwy żołądka i rokowania 3 miesiące życia. Operacja, wycięcie subtotalne żołądka, chemia, terapia i słowa lekarza prowadzącego: „gdyby Pan palił to już by nie żył!”.

W ten oto sposób przemówił wówczas do mnie niegdyś humorystyczny obrazek ze skutkami palenia dla zdrowia każdego palacza. Mimo 7 lat walki i terapii po nowotworze wytrzymałem nie paliłem i nie palę.

Dziś po tylu latach wiem na 100%, że każdy z nas może rzucić palenie. I to zależy wyłącznie od siebie! A przede  wszystkim od silnej woli!

Nie wierzysz? Spróbuj i udowodnij sam sobie!!!

Bronisław