Bezsilność?! Czy można uratować alkoholika przed tragiczną śmiercią?

Tak! Trzeba umieć przeciąć łańcuch wiążący człowieka z alkoholem

Sobota popołudnie 8 czerwca br. Piękna pogoda. Wszedłem do parku w centrum miasta by spokojnie na ławce zjeść loda dla ochłody. Nagle usłyszałem cichy, błagalny głos człowieka siedzącego na ławce. „ Przepraszam czy może Pan dać na bułkę, od wczoraj nic nie jadłem?”

Od lat pomagam biednym, także żebrzącym, ale nigdy widząc, że jest nietrzeźwy. Stosuję zasadę, że najpierw organoleptycznie wyczuwam, że jest trzeźwy, w krótkiej rozmowie sprawdzam wiarygodność przyczyn i prowadzę do najbliższego baru lub sklepu, gdzie kupuję mu posiłek.

Stanąłem i… niestety, mężczyzna był na popularnym kacu, ale wyglądał dość schludnie i wyczułem w głosie smutek wyrażany czystym, składnym polskim językiem. To „ coś” w nim skusiło mnie i siadłem obok.

„Kupię Panu jedzenie, jeżeli rzeczywiście chce Pan jeść, ale wówczas kiedy uznam, że naprawdę jest w takiej uzasadnionej potrzebie” -postawiłem warunek wprost.

Schował głowę w dół, nie chciał mówić o sobie i dlaczego pije, rezygnuje nawet z jedzenia, załamuje się. „ Chcę Panu pomóc, nie tylko jedzeniem, ale musi Pan być szczery” – zachęciłem, bo wyczułem w nim gdzieś głęboko skrywane źródło nieszczęścia.

„ Jestem alkoholikiem .. technikiem, technologiem meblarstwa, miałem własny zakład produkcji mebli, mam dwoje wykształconych dzieci, na stanowiskach, syn w Policji w Gdańsku, córka pracuje w Krakowie – zaczął wyciągać z siebie, chowając twarz pod czapeczką z daszkiem.” Byłem w ośrodku na leczeniu, nie piłem pół roku…..ale to nie ma sensu, nie mogę przestać, nie mam siły…nie mam dla kogo żyć… miałem żonę…szkoda słów..”

A dla dzieci ?– spytałem zachęcająco.” Córka nie chce mnie znać, a syn jak dzwoni to przeważnie nie odbieram…bo wiem, że nic nie mogę ze sobą zrobić”.

To dlaczego pijesz?- drążyłem. Nie chciał czegoś wydusić z siebie, prawie płakał ….” to przez żonę, kochałem ją ale…odeszła z innym, a ja tak ciężko pracowałem”. Przecież świat się nie kończy na jednej kobiecie -próbowałem pocieszyć, ale on skwitował krótko. „ Miałem kilka lat konkubinę, piła razem ze mną i na koniec okradła, pijanego wysłała na wytrzeźwiałkę i odeszła”.

Każdy uzależniony ma swoją indywidualną praprzyczynę picia alkoholu

Gdzie mieszkasz i z czego żyjesz? Kradniesz ?- nie odpuściłem. „ O nie, co do tego nie…, dostaję zasiłek z „ pomocy”, mam mieszkanie socjalne”.

Miałeś delirkę ? „ O.. wiele razy”. Osiągnąłeś już „dno”? – wszedłem ostrzej, wiedząc, że był na odwyku i wiedział o co pytam. Wahał się z odpowiedzią.. „chyba jeszcze nie”. To na co czekasz, dlaczego skazujesz się świadomie na śmierć? – nie wytrzymałem. Pomogę Ci, znam lekarzy, którzy skierują Cię do ośrodka zamkniętego, skoro sam nie dasz rady – zadeklarowałem zachęcająco.  „ Byłem u jednego w poradni, ale nie chcę, nie dam rady, próbowałem po detoksie sam”.

Więc co dalej zamierzasz robić ? Chcesz żyć?- spytałem nieco zdenerwowany jego bezradnością i własną.” Nie wiem, nie myślę o tym, a kiedy myślę  zapijam, ale czasem myślę, że lepiej zapić się na śmierć…”

„ Poczekaj tu na mnie „. Kupiłem obok w sklepie kiełbasę śląską, masło,3 kefiry, chleb. Siedział skurczony, jakby zamyślony, głowa zwieszona, nawet nie patrzył kto przyszedł. „ Masz jedzenie na dwa dni, do poniedziałku”. „Bardzo Panu dziękuję- prawie wyszeptał.

Jak masz na imię i gdzie mieszkasz, możesz powiedzieć, bo może się jeszcze spotkamy? – zagadnąłem na odchodne. Bezmyślnie i odruchowo wymienił jak na Policji.

Podałem mu rękę i rzuciłem bez wiary: „ A może zrobisz miła niespodziankę dzieciom? Przecież mówiono Ci w ośrodku, że nie ma rzeczy niemożliwych”.

Już z daleka widziałem jak wyciągnął z siatki jedzenie by zaspokoić pierwszą potrzebę, głód. Czy i jak długo będzie to jego pierwsza potrzeba, a może jednak  będzie ją do tragicznego końca alkohol?!

W naszym kraju, do dziś niestety panuje przekonanie, że nie warto zajmować się cudzym problemem jakiegoś tam alkoholika. Stąd nadal zdarzają się przypadki, że mijamy leżącego człowieka, przyjmując z góry, że jest to pijak.

To był alkoholik, lecz mimo tego, nie mogłem świadomie pozostawić go na nadchodzącą śmierć. Miałem jego dane, dużo dowiedziałem się od niego o nim samym i dzieciach! Zobaczymy czy w tym przypadku  potrafimy zapobiec tragedii załamanego człowieka – alkoholika?!

Według dr n. med. Bohdana T. Woronowicza, najlepszego polskiego praktyka, specjalisty od uzależnień, proces leczenia i wychodzenia z uzależnienia, które jest „ demokratyczną” chorobą, bo może na nią zapaść każdy, przebiega w następujących etapach:

– detoksykacja w warunkach szpitalnych;

– psychoterapia, najlepiej w ośrodku stacjonarnym;

– proces zdrowienia, w tym nauka zachowań, właściwa dieta, utrzymanie       abstynencji w walce z powrotem do picia i nawrotem choroby;

– dożywotnia abstynencja od wszelkich substancji psychoaktywnych.

Bronisław