Cudowne dziecko! Boski talent! Świat szczęścia stanął przed nim otworem!

Sześcioletni Edzio gra na fortepianie utwory Szopena. Cudowne dziecko, boski talent. Artystyczna dusza. Wniebowzięta babcia przysyłała rodzicom co rusz „dolary” z Ameryki na dalszą naukę wnuczka pod okiem mistrza – nauczyciela muzyki.

Edzio, już przystojny młodzieniec, gra na wielu instrumentach, fortepianie, gitarze, akordeonie. Przeprowadza się do brata, mieszkającego w mieście, tętniącym artystycznym życiem, gdzie zdobywa maturę.

Osiemnastolatek Edzio zakłada zespól muzyczny i rozpoczyna karierę grając w znanym klubie młodzieżowym. Gra, komponuje, śpiewa i błyszczy na scenie. Dziewczyny aż piszczą garnąc się do niego.

Poznaje przepiękną Danusię. Szczęśliwy tryska radością życia.

Zakochuje się „ na zabój”, traci dla niej głowę. Danusia znajomość z Edziem nie uważała za miłość. Owszem fajnie było, ale prawdziwej miłości nie czuła. Ale koleżanki z „gastronomika” zazdrościły jej pięknego, zdolnego artysty. To przekornie zmobilizowało ją do kontynuowania związku.

Lubiła muzykę,  podróże z zespołem i towarzyszące rozrywki zakrapiane alkoholem. Po maturze Danusi zamieszkali w dużym domu rodziców Edzia pod miastem.

Rajskie życie, niczego im nie brakowało, w dodatku babcia z Ameryki nie skąpiła niczego, kiedy tylko uwielbiany wnusio Edzio, a raczej Danusia, poprosi. Niestety, po koncertach, wspólne uczty alkoholowe, z udziałem Danusi, zaczęły się źle kończyć dla obojga kochanków.

Któregoś dnia, koledzy z zespołu nieśmiało donieśli mu że Danusia, w innym klubie, kompletnie zalana tańczyła na stole robiąc stripts.

Zakochany Edzio rozgrzeszył ją, przyjmując tłumaczenie jako incydent sprowokowany sytuacją i alkoholem.

Któregoś dnia Danusia  wpadła do domu ogromnie zdenerwowana. Była pod wpływem alkoholu. Już w drzwiach „ryknęła” na Edzia: „ mówiłam uważaj, jestem w czwartym miesiącu ciąży”.

Mimo demonstracyjnego niezadowolenia Danusi, Edzio przyjął wiadomość okazując zadowolenie. To owoc jego miłości, przecież jego miłość do Danusi to także miłość do ich dziecka. Nawet na myśl nie przyszło mu, że to może być owoc innego mężczyzny. Gdyż jak się później okazało, jego ukochana Danusia, po pijaku, podłechtana pochlebstwami, nie szczędziła swoich pięknych wdzięków przygodnym adoratorom.

Danusia nie zmieniła stylu życia po urodzeniu pięknej córeczki. Za to Edzio, już jako dojrzały życiowo Edek musiał zacząć pracować na rodzinę. Zespól się rozpadł, a Edek został „nocnym„ muzykiem w restauracji.

Pamiętam takie zdarzenie. Któregoś ranka, będąc w pobliżu, wpadłem do nich do domu i zauważyłem coś dziwnego. Edek jeszcze spał w łóżku. Nogę miał przywiązaną jakąś chustą do kołyski. Jak mi wyjaśnił, w ten sposób nogą kołysał dziecko kiedy płakało, gdy przyszedł nad ranem z pracy do domu, bo „ Danusia została na noc u swojej mamy” i dopiero co przyszła.

Po kilku latach spotkałem przypadkowo Edka w mieście. Udawał, że mnie nie widzi. Z trudem go poznałem, ale zagadnąłem. Zniszczona twarz, wygniecione ubranie, trzęsące się ręce, trudna wymowa. Wiedziałem, Edek pije. Postawiłem mu piwo, wypił prawie duszkiem. Roztkliwił się i rozgadał.

Danusia wyprowadziła się z córką do matki, ale jak się okazało już tam nie mieszka. Nie może jej znaleźć. Kocha ją nadal i dziecko. Nie może bez nich żyć i dlatego pije. Nie pracuje i oszukuje rodziców oraz babcię w Stanach, aby z czegoś żyć. Nie chce ode mnie żadnej pomocy, mimo iż wiedział, że jestem prawnikiem i mogę mu realnie pomóc. Wstydził się. Zostawiłem mu swoje „namiary”.

Mijają kolejne lata. Jestem przejazdem w miejscowości, w której mieszkał Edek. Odnajduję mały dom jednorodzinny. Z zewnątrz zaniedbane otoczenie. Dzwonię, pukam, walę, bezskutecznie. Naciskam drzwi, otwarte, wchodzę. Zaduch bucha w twarz. Na wprost w otwartym pokoju, na tapczanie leży jakiś człowiek, na wpół rozebrany, kaleka bez jednej nogi. Podchodzę ostrożnie, patrzę. O Boże to Edzio!, Edek !, a właściwie nie ten sam Edward, pijany, brudny, zniszczony człowiek.

Za mną weszła jakaś starsza kobieta. „Niech pan go nie budzi przed chwilą „wypił” i zasnął ”. To sąsiadka, która od czasu do czasu zagląda do niego i jak może pomaga mu.

Kiedy się przedstawiłem, opowiedziała mi krótko. Edward jest ciężko chory na cukrzycę, dlatego odcięto mu nogę. Nikt z rodziny go nie odwiedza, ani nie dba o jego bezpieczeństwo. Korzysta z pomocy społecznej. Jest alkoholikiem i nie leczy się, chyba czeka na śmierć i się zapija, czym się da. Raz byłą córka, oglądała dom, ale już się nie pokazała. Chyba czeka na śmierć ojca.

Wyjeżdżam z ogromnym smutkiem. Widzę straszną klęskę człowieka, który mógł być szczęśliwym, utalentowanym artystą, dobrym mężem kochającym piękną kobietę, wielką miłością.

Próbuję odnaleźć tę niegdyś piękną kobietę. Trafiłem na ślad. Leczyła się w Poradni Zdrowia Psychicznego z powodu alkoholizmu. Uczestniczyła nawet w spotkaniach klubu AA.

Niestety dalej ślad po niej się urwał.

Dwa lata później dostałem od znajomego informację, że odbędzie się pogrzeb Edwarda. Byłem na nim. Oprócz znajomego, kilka osób z tej miejscowości, to starsi mężczyźni, chyba koledzy i sąsiadki. Nie widziałem Danusi, ukochanej Edwarda do samej śmierci. Chyba była córka, ładnie ubrana młoda kobieta, wyraźnie odbiegająca mniej żałobnym wyglądem od tych kilku żałobników.

Odmówiłem w zadumie modlitwę za Edzia, Edka i Edwarda. Wyobraziłem sobie artystę Edzia, wspaniałego muzyka. Później Edka cieszącego się życiem, kochającego piękną żonę Danusię, która odwzajemnia się taką samą miłością. Ich córkę wychowaną we wzajemnej miłości rodziców. Niestety! Zobaczyłem Edwarda, krótko przed jego śmiercią, jeszcze w sile wieku, ale zniszczonego ślepą, jednostronną, miłością, nieszczęśliwego człowieka.

Dlaczego tak się stało. Jaki był sens i cel ich życia? Czy go w ogóle mieli? Co przyniosła Edziowi jego miłość do pięknej kobiety bez wzajemności? Co ukształtowało takie życie Edka i Danusi zamiast szczęśliwej  przyszłości? Dla kogo i po co oboje żyli? Jaka przyszłość czeka ich córkę?

Zapewne jest wielu takich ludzi, pośród nas? Ilu z nich ukrywa swoje nieszczęście przed światem? Dlaczego nie szukają pomocy?! Czy my im możemy pomóc i czy pomagamy?

Bronisław                                                                          czerwiec 2020 r.

.