Więź uczuciowo-emocjonalna, w tym wzajemna miłość i współżycie seksualne, to podstawa zgodności i trwałości małżeństwa/innego stałego związku/.

Jak powinna wyglądać więź uczuciowo-emocjonalna w związku małżeńskim (innym stałym) na drodze do osiągnięcia szczęścia małżeńskiego, czyli spełnienia partnerów w małżeństwie?

Tę wieź tworzą uczucia i emocje. Uczucia to dłużej trwające stany psychiczne, w tym składające się z emocji. Do uczuć należą: miłość, przyjaźń, sympatia, bliskość, namiętność, smutek, samotność itp. Z kolei emocje to krótko trwające stany psychiczne wywołane doznanymi przeżyciami, takie jak: radość, podniecenie, ekstaza, a także strach, gniew, złość itp. Takie i inne uczucia i emocje występujące między małżonkami w trakcie trwania związku małżeńskiego tworzą i kształtują więź uczuciowo-emocjonalną.

Pozytywne uczucia i emocje tworzą dobrą więź małżeńską. Negatywne – złą. Dla naszych rozważań o małżeństwie najważniejsze znaczenie ma w zasadzie jedno uczucie, czyli miłość, na którą powinno się składać możliwie najwięcej innych pozytywnych uczuć i emocji, jak bliskość i namiętność (uczucia) oraz radość, podniecenie i ekstaza (emocje).

Z rozdziału o miłości już wiemy, że na to podstawowe uczucie składa się siedem cech stanowiących jednocześnie warunki jej istnienia: bliskość, dopasowanie, zaufanie, współżycie seksualne, wierność, komunikatywność i optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Wśród nich jedna spełnia bardzo ważną, podwójną rolę – współżycie seksualne. Bez niego z jednej strony nie może być mowy o uczuciu miłości, bo satysfakcjonujące współżycie seksualne jest koniecznym warunkiem istnienia uczucia miłości.

Z drugiej strony bez współżycia seksualnego nie może dobrze i szczęśliwie funkcjonować związek małżeński, bo jest to jedna z głównych więzi małżeńskich. Stąd we wszystkich definicjach małżeństwa współżycie seksualne jest niekwestionowaną, samodzielną więzią małżeńską. Jest ono co najwyżej różnie w nich określane lub interpretowane ogólnie jako wspólne pożycie czy współżycie fizyczne.

W tym momencie stanąłem przed dylematem. Czy z samej definicji małżeństwa wyłączyć pojęcie „współżycie seksualne” z więzi uczuciowo-emocjonalnej, o której piszę, i uznać je za samodzielną więź małżeńską, czy pozostawić je jako nieodłączny element miłości przy więzi uczuciowo-emocjonalnej? Jest to dylemat czysto teoretyczny, ponieważ bezwzględnie należy uznać, że współżycie seksualne w rzeczywistości małżeńskiej powinno być jedną z najważniejszych więzi łączących związek małżeński.

Dlaczego prawdziwa miłość ma tak decydujące znaczenie w związku małżeńskim (lub stałym partnerskim)?

W żadnej z dotąd oficjalnie głoszonych definicji małżeństwa, słownikowej, socjologicznej, katolickiej i prawnej, które przedstawiłem wyżej, nie jest zapisana wprost miłość jako podstawowy element łączący związek małżeński.   

    Nawet w definicji katolickiej miłość nie jest wskazana jako konieczny łącznik małżonków. Małżeństwo ludzi ma być znakiem (symbolem) ich miłości do Chrystusa i do Kościoła. Co więcej, według mnie definicja katolicka na pierwszy plan stawia miłość partnerów do Chrystusa i w ogóle nie nadaje żadnego doczesnego, realnego znaczenia wzajemnej miłości samych partnerów związku małżeńskiego. Można dyskutować, która miłość dla małżeńskiej pary katolików ma być ważniejsza, czy ich wzajemna, czy miłość do Chrystusa. Ale dlaczego w życiu doczesnym ich miłość wzajemna ma być mniej ważna niż ich miłość do Kościoła? Zwracam uwagę, że w katolickiej definicji małżeństwa wcale nie ma warunku, kryterium czy przykazania wzajemnej miłości ludzkiej, istnieje tylko miłość do Chrystusa jako niewidzialnego Boga i do materialnego Kościoła.

Przypomnę, że w moim „portrecie miłości idealnej”, trwającej przez całe życie, małżeństwo jest kolejną, drugą fazą miłosnego związku partnerskiego po miłości romantycznej. Oczywiście pod warunkiem, że miłość romantyczna czy narzeczeństwo zakończą się pozytywnie przejściem w związek stały. Równie dobrze jednak narzeczeństwo i miłość romantyczna mogą się zakończyć rozstaniem. Nie musi to oznaczać tragedii dla wcześniej zauroczonych i zakochanych partnerów. Jeżeli bowiem rozstanie jest wynikiem świadomej oceny przez jednego lub drugiego partnera i stwierdzenia nieistnienia siedmiu najważniejszych cech wzorowego związku miłosnego, o których pisałem wcześniej, może być to bardzo dobra decyzja życiowa. W przeciwnym wypadku błąd w doborze partnerów kto wie czy nie stałby się dramatem życiowym przyszłego związku stałego (małżeństwa lub konkubinatu).

      Tak więc to miłość między dwojgiem ludzi, zrodzona w narzeczeństwie, powinna być najważniejszym budulcem wiążącym związek partnerski we wszystkich późniejszych fazach związku miłosnego, jak małżeństwo, rodzina i miłość trzeciego wieku.

      Jednak prawie każdy z czytających może powiedzieć, że zna przypadki istnienia związków małżeńskich bez miłości, na przykład zawartych wyłącznie w celach materialnych albo, częściej, rzekomo dla dobra wcześniej poczętego dziecka.

      Każdy z nas pamięta ze wspomnień rodziców, babć i dziadków, że w dawniejszych czasach bardzo często zdarzało się, że to rodzice wybierali dzieciom przyszłych małżonków, często wyłącznie z powodu ich dobrego stanu majątkowego, pochodzenia, dlatego że była to „dobra partia”.

     Co więcej, nawet wcześniej przytoczone oficjalne definicje, w tym katolicka, nie uznają wzajemnej miłości partnerów za warunek konieczny do zawarcia małżeństwa.

      Moja odpowiedź jest prosta: nie można osiągnąć spełnienia w małżeństwie, jako drugiego warunku prawdziwego szczęścia, bez wzajemnej miłości małżonków.

Wynika to z logicznego rozumowania.

Skoro małżeństwo ma być związkiem stałym, zgodnym, trwającym do końca życia i którego celem ma być rodzina i wychowanie dzieci, to:

Czy jego budowanie może następować bez miłości?

Czy bez miłości małżonków można wychować dziecko do miłości, w szczęściu i do szczęśliwego życia?

 Czy bez wzajemnej miłości członków rodziny można zbudować szczęście rodzinne?

 Czy wystarczy do prawdziwego szczęścia pozorna umowa partnerów o innym celu niż szczęście, zalegalizowana przez urzędnika na podstawie nieprawdziwego ich oświadczenia o miłości i przyrzeczenia w uroczystej formie?

 Spróbuj, drogi Czytelniku, przez chwilę zastanowić się nad odpowiedzią na te pytania, przywołać znane Ci przykłady z życia innych ludzi, a być może nawet bliskich, w których zauważysz skutki braku miłości. Ja takich przykładów spotkałem bardzo dużo w swojej praktyce zawodowej w sprawach rodzinnych, w tym rozwodowych. Zdarzało się i tak, że dopiero w procesie rozwodowym małżonek dowiadywał się, że drugi współmałżonek nigdy go nie kochał, i ta informacja w tym czasie często była bardziej tragicznym zaskoczeniem niż sam wyrok rozwodowy. Tak więc z całą mocą doświadczenia zawodowego i życiowego twierdzę: prawdziwa wzajemna miłość dwojga partnerów jest warunkiem koniecznym do istnienia związku, który może szczęśliwie trwać przez wszystkie jego fazy, to jest małżeństwo (konkubinat), rodzinę i związek trzeciego wieku.

Mówiąc o prawdziwej miłości, mam na uwadze wszystkie cechy, o jakich pisałem w poprzednim rozdziale „O miłości”, przedstawiając „portret idealnej (wzorcowej) miłości”. Są to: bliskość, dopasowanie, zaufanie, satysfakcjonujące współżycie seksualne, wierność, komunikatywność oraz optymizm, czyli pozytywne myślenie i nastawienie do życia.

      Czy te cechy wskazane przeze mnie jako warunki niezbędne do prawdziwej miłości nie powinny być także koniecznymi kryteriami małżeństwa? Jeżeli zgodzisz się z tym, Czytelniku, oznacza to, że Ty sam także uważasz, iż warunkiem podstawowym i koniecznym, na którym powinno bazować małżeństwo, jest przede wszystkim miłość ze wszystkimi cechami wymienionymi wyżej.

Zarówno w definicji małżeństwa, jak i w życiu, w związku małżeńskim musi istnieć miłość – i to nie tylko pozornie, lecz także rzeczywiście. To właśnie miłość przez zawiązanie formalnego węzła prawnego będzie przekształcona w małżeński związek partnerski dwojga kochających się ludzi.

     Przez formalne zawarcie małżeństwa miłość z pierwszej fazy romantycznej – narzeczeństwa – przechodzi w drugą fazę miłości, małżeństwo. Przy czym ta faza małżeńska ma być już stała, zgodna i trwała do końca życia. Miłość małżeńska, w początkowym okresie jeszcze bez dzieci, przechodzi dalej w kolejne fazy miłości, to jest miłość rodzinną i miłość trzeciego wieku.

     Wróćmy zatem do miłości małżeńskiej, czyli do drugiej fazy stałego związku miłosnego według mojej koncepcji idealnego związku partnerskiego.

     Najpierw przypomnę, że trwałość związku małżeńskiego powinna być efektem sprawdzonego doboru partnerów w okresie trwania miłości romantycznej i narzeczeństwa pod względem wszystkich siedmiu podstawowych cech charakterystycznych dla wzorcowego związku miłosnego.

     Jak już wspominałem, miłość małżeńska, a także konkubinat czy inny związek partnerski dwupłciowy jest stałym związkiem miłosnym dwojga ludzi, który powinien trwać przez kolejne trzy fazy życiowe partnerów. W każdej z nich uczucie miłości będzie się różnie kształtować pod względem więzi emocjonalnej (uczuciowej), szczególnie w zakresie współżycia seksualnego, w zależności od sytuacji ekonomicznej, w tym prowadzenia gospodarstwa domowego, a także wzajemnej pomocy.

Jak przeciwdziałać rutynie w seksie małżeńskim?

Monotonia, schematyzm i znudzenie seksem małżeńskim, ograniczanie się do spełnienia obowiązku małżeńskiego, osłabienie namiętności i pożądania, wypalenie seksualne to są powszechnie występujące czynniki, które mogą wpływać na rutynę we współżyciu seksualnym partnerów w małżeństwie i stałym związku.

     Pierwsza, podstawowa rada – musisz rozpoznać, Czytelniku, prawdziwe i realne przyczyny tej przeszkody, którą odczuwasz we współżyciu seksualnym ze swoim partnerem (partnerką):

–  co jest powodem Twojego rozczarowania lub znudzenia seksem z partnerem?

–  dlaczego gaśnie Wasza lub Twoja potrzeba bliskości fizycznej i psychicznej?

–  czy spory i kłótnie małżeńskie nie są skutkiem innej przyczyny złego współżycia seksualnego albo następstwem braku lub rozpadu którejś podstawowej więzi koniecznej do istnienia małżeństwa: bliskości, zaufania, wierności czy też wspólnoty ekonomicznej, wspólnych celów lub zainteresowań?

     Kiedy ustalisz tę realną przeszkodę i przyczyny jej powstania, czas na wzbogacenie wiedzy co do sposobów, jakimi będziesz chciał, Czytelniku, jak najskuteczniej i najłagodniej ją pokonać, usunąć czy zwalczyć.

     Możesz tę wiedzę czerpać, skąd chcesz, byleby była ona dobrym rozwiązaniem problemu, na przykład pozyskaną z poradników naukowych, popularnonaukowych i innych opracowań, a także, co mocno polecam, z pomocy fachowej od specjalistów, a także doświadczonych, mądrych ludzi.

     Tak przygotowany możesz przejść do najważniejszej rzeczy w dążeniu do uzdrowienia Waszego życia seksualnego: kulturalnej, ale asertywnej i twórczej rozmowy dwojga małżonków. Pamiętaj o jej podstawowym celu

– usunięciu przeszkody Waszego pożycia seksualnego.

Wielce prawdopodobne jest to, że nie rozwiążecie problemu w wyniku jednej rozmowy. Nieważne, ile tych rozmów będzie, jak długo będziecie je toczyć. Waszym celem jest rozwiązanie problemu, ustalenie zasad, metody i sposobu zgodnego, wspólnego działania, jak poprawić, uzdrowić, uatrakcyjnić seks małżeński, aby dawał Wam zadowolenie fizyczne i satysfakcję psychiczną.

       Osobnego omówienia wymaga problem schematyzmu i monotonii uprawiania stosunków seksualnych przez małżonków. Rutyna to przywiązanie i przyzwyczajenie bez emocji i wyrażania uczuć. Seks staje się wtedy mechaniczny jak jedzenie, oglądanie nudnego filmu, czytanie książki, jak każda zwykła czynność.

Typowe schematy rutyny w seksie:

–  seks jest uprawiany w jakimś od dawna ustalonym dniu tygodnia, miesiąca, sprzyjającym ze względu na okoliczności domowe, rodzinne; wybrany dzień staje się małżeńskim zwyczajem,

–  stałym i prawie niezmiennym miejscem staje się łóżko,

–  do zbliżeń zwyczajowo dochodzi na krótko przed snem, zazwyczaj szybko, bo obudzą się dzieci i rano trzeba iść wyspanym do pracy,

–  partnerzy skupiają się na jednej pozycji, najlepiej najwygodniejszej dla siebie,

–  ze względu na brak czasu partnerzy rezygnują z jakiejkolwiek gry wstępnej, w tym pieszczot, i przystępują od razu do aktu,

–  egoistycznym celem partnera (najczęściej mężczyzny) staje się osiągnięcie orgazmu, czyli zaspokojenie swojej potrzeby fizycznej (bez pełni psychicznego zadowolenia), bez zastanowienia się, czy drugi partner osiągnął zadowolenie ze stosunku.

Widocznymi i z upływem czasu coraz bardziej odczuwalnymi skutkami takiego zrutynizowanego schematu seksu małżeńskiego staje się najpierw znudzenie samym seksem, a w konsekwencji jego unikanie pod różnymi wymyślanymi pozorami.

       Znudzenie seksem przeradza się w zniechęcenie do partnera i to z próbą przerzucenia odpowiedzialności na drugiego partnera. To z kolei może prowadzić do zastępczego samozaspokojenia (masturbacji), nadmiernego zainteresowania pornografią i oglądania się za innymi partnerami. Nieprzerwanie w porę tego niedobrego trendu, niepodjęcie próby usunięcia właściwej przeszkody, którą w omawianym przypadku jest rutyna i nuda w seksie małżeńskim, może w ostateczności doprowadzić do zdrady.

        Rutyna to śmierć dla miłości i związku małżeńskiego i każdego stałego partnerskiego. Zanim zabije uczucia i związek, trzeba ją zwalczyć.

        Zacznijcie od rozmowy, szczerej i otwartej, w sprzyjających warunkach i okolicznościach, w celu powiedzenia, co Was niepokoi, gnębi, co przeszkadza w dotychczasowym pożyciu seksualnym. Dlaczego dopadła Was rutyna i nuda w seksie, który tak niegdyś Was łączył, że zdecydowaliście się na małżeństwo (konkubinat)? Ustalcie w rozmowie, najlepiej z początku pół żartem, pół serio, jakie konkretne przeszkody zauważacie w dotychczasowym współżyciu seksualnym. Niech żadnego z Was nie zwiedzie stwierdzenie drugiego, że wszystko jest okej, że są to tylko przejściowe kłopoty spowodowane, nawet rzeczywistymi, trudnościami.

         Jeżeli choćby jedno z Was jest przekonane o istniejącej przeszkodzie, to pozostawienie jej w seksie bez podjęcia jakichkolwiek działań wcześniej czy później może skończyć się takimi skutkami, jakie wymieniłem wyżej, włącznie ze zdradą i rozpadem małżeństwa.

         Przeciwdziałanie rutynie w seksie równie dobrze może rozpocząć jeden z partnerów, niezależnie od rozmowy i wspólnych działań, prowokując lub zachęcając do współdziałania współmałżonka, bardziej lub mniej świadomie. Nawet lepiej jest zacząć działania od siebie.

Mam dla zainteresowanych następujące, przykładowe propozycje do walki z rutyną.

1Zmieńcie znudzone miejsce, jakim zazwyczaj jest łóżko. Dla miłośników natury polecam seks w plenerze, gdzie można puścić wodze własnej wyobraźni. W parku o stosownej porze macie do wyboru i dyspozycji ławki, huśtawki, przeróżne siedziska, a nawet zjeżdżalnie. W lesie na polanie, na trawiastej łączce, na leżących drzewach. W ogrodzie, na działce i na łące na trawie z czterolistną koniczyną, która będzie symbolem szczęścia w seksie. W namiocie lub kempingu, przy ognisku we dwoje. Kochajcie się z szumem wody, w jeziorze, nad morzem, a nawet w basenie. Takie miejsca z wodą to najpopularniejsze miejsca uprawiania seksu.

Dla domatorów również można znaleźć nie mniej atrakcyjne miejsca do seksu małżeńskiego. Jakże urozmaiconego seksu można doświadczać w kuchni, na stole, zlewie, i do tego wykorzystując żartobliwie akcesoria kuchenne, na przykład wykonując wałkiem masaż intymnych części ciała. W salonie na ławie, fotelu, krześle, pufie czy dywanie. No i najbardziej romantyczne miejsce z wodą – łazienka z prysznicem lub wanną, pełna miłosnych pieszczot połączonych z myciem i strumieniem wody. Na chodzącej pralce także, ale już bardziej ostrożnie. Wykorzystując sedes, uważajcie, by nie złamać zbyt kruchej deski. Dla domatorów polecam także seks w hotelu, pensjonacie, domku letniskowym, schronisku, na specjalnie zorganizowanym wypadzie weekendowym. Dla fanów motoryzacji polecam seks w samochodzie, na siedzeniach z tyłu i z przodu, przy drzwiach otwartych na zewnątrz, na przedniej masce czy na tylnej, a nawet na dachu.

To tylko przykładowe propozycje zmiany i uatrakcyjnienia miejsca uprawiania seksu małżeńskiego. Wyobraźnia ludzka jest nieograniczona. Od Waszej wyobraźni, pasji, upodobań i chęci zależy nieograniczony katalog miejsc Waszych igraszek miłosnych.

2. Zmieńcie czas uprawiania seksu. Już wcześniej wskazywałem, że seks małżeński zaczyna się od rana, a nie od łóżka przed snem. Wówczas miałem głównie na uwadze to, jak życie małżeńskie, sposób wykonywania codziennych czynności od samego rana wpływa na seks. Nazwałem ten czas i codzienne czynności grą wstępną do samego stosunku. Nie oznacza to jednak, że do zbliżenia może dochodzić wyłącznie na koniec dnia i to późnym wieczorem. Jeśli od rana wytwarzacie atmosferę bliskości i intymności, kochajcie się o każdej porze dnia, w każdym możliwym miejscu. Nie zawsze musi to być pełnia maestrii miłosnej, niech to będzie ekspresja, miłe zaskoczenie dla partnera partnera od samego rana czy w przerwie w pracy lub przystawka przed obiadem. Nie zakładaj z góry, że tak ma być codziennie czy co tydzień. Niech to będzie niespodzianka chociaż raz w miesiącu czy nawet rzadziej. Pamiętajcie, że celem jest walka z rutynowym, nudnym seksem o tej samej późnej porze.

3. Uatrakcyjnijcie życie seksualne. Aby skończyć z rutyną i nudą w seksie i ponownie czuć w pełni satysfakcję seksualną, koniecznie trzeba pobudzić wzajemne pożądanie i namiętność. Kiedy uświadomicie sobie w pełni, do czego może doprowadzić dalsze trwanie w rutynie, monotonii i nudzie, musicie zbudować w sobie mocne postanowienie walki i determinację oraz ustalić plan działań, mając na względzie Waszą wiedzę, jakie stałe elementy rutyny w seksie macie pokonać, zmienić, a jakie odnowić, uaktywnić lub unowocześnić.

4. Zweryfikujcie dotąd stosowane pozycje seksualne. Wprowadźcie takie, które uatrakcyjnią i ożywią Wasz seks, a przede wszystkim dadzą obojgu przyjemność. Jeżeli równocześnie zmienicie czas i miejsce uprawiania seksu, będzie to dodatkowa okazja i powód do wprowadzenia nowych, najbardziej śmiałych pozycji. Być może zechcecie sięgnąć do dodatkowej wiedzy, na przykład z książek, filmów. Zróbcie to wspólnie, będzie to kolejna okazja i zarazem środek do wzbudzenia pożądania i namiętności.

5. Zadbajcie o swój wygląd, wzbudźcie zainteresowanie seksapilem. Przestańcie się wstydzić swego ciała, zacznijcie chodzić półnago lub całkiem nago, z wdziękiem kusząc partnera.

6. Zmieńcie swoją dotychczasową aktywność lub jej brak, przed, w trakcie i po stosunku. Uwidocznijcie aktywność w rozmowie, choćby o swoich fantazjach seksualnych. Uzewnętrznijcie ją w podniecających słowach, okrzykach, ruchach, seks-tańcach (striptizie) i innych zmysłowych doznaniach. Mówiąc wprost, wyrażajcie ekspresyjnie, bez skrępowania to, co rzeczywiście czujecie. Niech tę zmianę lub nowość zauważy i pozytywnie odczuje partner. Zacznijcie rozpalać jego zmysły kuszącym, podniecającym strojem mini. Zamiast codziennej rozciągniętej piżamy, koszuli nocnej, załóż kuszące stringi. Powinniście najlepiej wiedzieć, co najbardziej podnieca partnera.

W zależności od nastawienia partnera można rozważyć celowość wprowadzenia śmielszych elementów nowości w seksie, mogą to być gadżety, filmy, pozycje seksualne, a być może także „bawienie się sobą” na oczach partnera, z myślą o wspólnym zadowoleniu z przeżycia seksualnego.

      Na koniec zapamiętajcie, rutyna w seksie małżeńskim to cichy i „niedoceniony” zabójca małżeństwa. Ujawnia się najczęściej dopiero po fakcie zdrady albo przed rozwodem.


Napisz tekst lub skomentuj: