Wszyscy mają równe prawo do szczęśliwego życia! Lesbijki, geje, biseksualiści, transseksualiści i transgenderyści też ?!

To stwierdzenie w pierwszym zdaniu wydaje się być „ oczywistą oczywistością”,  dla wszystkich ludzi, czyli prawdą obiektywną. To drugie stwierdzenie, w naszym kraju, jeszcze nie jest tak oczywistą prawdą.

          Ponad połowa Polaków traktuje homoseksualizm jako odstępstwo od normy, które należy tolerować, natomiast co czwarty badany uważa, że nie powinno się go tolerować – wynika z badania CBOS przeprowadzonego w listopadzie 2017 roku.

           Polska prawda jak rodacy życzą szczęścia osobom nie heteroseksualnym, wyszła niczym szydło z worka  za sprawą władz Warszawy, ściślej odpowiedzialnego organu jakim jest Prezydent Rafał Trzaskowski, a następnie w odzewie, Prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. I znowu  rozpoczęło się  polskie piekiełko od polityków, wybranych przez nas jako najlepszych reprezentantów naszych praw i interesów.

Polacy zostali przez nich wtrąceni do „ czyśćca” !

Za szybko wszyscy chcą iść do szczęścia niebieskiego ?! Dla kogo to piekiełko jest potrzebne i w jaki celu? 

Spróbuję to trochę rozwikłać. Najpierw krótko, jak to się zaczęło?

Już było w miarę cicho i spokojnie, społeczeństwo i elity polityczne w Polsce, w ślad za ” postępowym zachodem”, jak gdyby ze spokojem i milczącą na zewnątrz akceptacją, przyjmowało co róż to nowe, publiczne coming-outy naszych rodaków, znanych, szanowanych, poważanych, ze wszystkich sfer życia.

Jak sięgam pamięcią, przypomnę tylko kilka nazwisk, oczywiście w dobrej wierze, znaczeniu i celu. Pierwsi i chyba najodważniejsi to: Jacek Poniedziałek, Tomasz Raczek, Michał Piróg,  Tomasz Jacyków,  a potem coraz śmielej i młodsi:  Radek Pestka, Maciej Zień, Nick Sinckler, Łukasz Jemioł, Kasia Adamik. No i kilku polityków: Marek Barbasiewicz, Robert Biedroń  i Krzysztof Śmiszek, Paweł Rabiej, Krystian Legierski.

Niektórzy zaściankowi „ patrioci Polacy”, oczywiście w zamkniętych kręgach, ze zgorszeniem kiwali głowami, ale pozytywna świadomość społeczeństwa jednak rosła.

Podaję przykłady. Robert Biedroń zostaje prezydentem Słupska i to ze znaczną przewagą nad konkurentami. Paweł Rabiej startuje na prezydenta Warszawy, zostaje wiceprezydentem. Coraz więcej Polaków ze zrozumieniem i normalnością akceptuje celebrytów, osoby LGBT.

Za sprawą Anji Rubik w przestrzeni publicznej pojawił się nowy mainstream, edukacja seksualna.

To jest trudna sprawa dla Kościoła w Polsce, dla rządzących polityków/ i nie tylko/, a także dla dużej części społeczeństwa. Moim zdaniem wymaga czasu na edukację społeczeństwa o konieczności edukacji seksualnej, bo ona jest niestety jeszcze tabu. Po jakimś czasie wydawało się, że problem edukacji seksualnej nieco ostygł, podobnie jak LGBT.

 Na plan pierwszy wyskoczyły nowe głośne publicznie sprawy i tematy. Nagrania Kaczyńskiego w dotąd niewiarygodnej roli biznesmena, cykl wyborów do parlamentu europejskiego, a następnie do polskiego. Ostatnio doszły żądania nauczycieli podwyżki o 1000 zł, zmodyfikowane ostatnio na 30% płacy,  rozłożonej w czasie na dwa razy po 15 %.

I tu nagle, tak uważam, Rafał Trzaskowski, niedawno wybrany Prezydent Warszawy, 18 lutego 2019 roku podpisuje Deklarację pod tytułem „ Warszawska Polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+”.

Moim zdaniem to jest jednak błąd taktyczny, zły czas do takiej deklaracji, mimo słuszności merytorycznej  treści zawartej w deklaracji.

Po pierwsze jest to „ woda na młyn” dla partii rządzącej i dla samego Kaczyńskiego, aby można było” podpuścić i podjudzić” konserwatywną i katolicką część społeczeństwa, która nie akceptuje osoby homoseksualne, do głosowania w wyborach przeciw Koalicji Europejskiej.

Po drugie, w dużym stopniu odwróciła ona uwagę tej części społeczeństwa od tarapatów Kaczyńskiego związanych z taśmami.

Po trzecie, generalnie „ Deklaracja”  stała się tematem zastępczym, dla wszystkich aktualnych problemów partii rządzącej. Wystarczy co jakiś czas dolać oliwy do podpalonej przez Kaczyńskiego deklaracji. I tak też robi Prezes na konwencjach partyjnych PIS, oraz posłuszni wykonawcy jego idei  szczęśliwego życia Polaków. Najświeższy przykład to wypowiedż posłanki Elżbiety Kruk, nota bene kandydatki do Europarlamentu: „Ja myślę, że Polska będzie regionem wolnym od LGBT”.

A teraz, odchodząc od politycznych aspektów Deklaracji na rzecz LGBT, kieruję kilka pytań, niekoniecznie retorycznych, do internautów zainteresowanych  ważnym problemem społecznym jakim jest sytuacja społeczna, prawna, i każda inna, naszych rodaków LGBT.

Najpierw do zastanowienia przytoczę przykład z pewnego procesu rozwodowego, w którym byłem pełnomocnikiem jednej ze stron.

Załamana mężatka, matka kilkuletniego chłopczyka zwróciła się do mojej kancelarii o pomoc prawną, co ma robić bo ujawniła, że mąż jest gejem.

Jest prawie pewna, że dłużej nie wytrzyma w związku, mimo iż mąż jest dobrym człowiekiem, a przede wszystkim dobrym ojcem. Tak właściwie była już po rozmowach z mężem i przyszła bo chce wnieść pozew o rozwód, ale tak by sprawa nie wyszła na jaw.

 Ale o tym czy i jak wspólnie rozwiązaliśmy problem za chwilę, by nie sugerować podpowiedzi na postawione pytania w kwestii sytuacji osób LGBT w Polsce.

Skoro już wiemy, że w naszym kraju, jak na całym świecie, są osoby nie heteroseksualne i co raz więcej z nich „ ośmiela się” żyć pośród nas jak każdy Obywatel RP, to:

 Czy nie jest już czas na to, by  władze, ustawodawcza i wykonawcza, a także środki masowego przekazu, przyjęły do wiadomości jako oczywistość fakt istnienia i życia osób LGBT, a następnie przystąpiły do rozmów mających na celu zrównywanie ich praw obywatelskich?

Powtarzam najpierw do rozmów, a nie od razu do jednostronnych deklaracji.

Moim zdaniem, każda lesbijka, gej, biseksualista, transseksualista i transgenderysta, musi mieć równe prawa do pełni szczęśliwego życia. Każdy z nich ma prawo dążyć do swojego szczęścia, wybierając takie wartości, jakie uzna za najważniejsze dla siebie, a nie te, które narzuci państwo, Kościół,  inne organizacje czy inni ludzie.

Pojawiająca się argumentacja, że na przeszkodzie stoi polskie prawo, Konstytucja i ustawy, jest nie do przyjęcia. Prawo jest dla ludzi,  a nie odwrotnie. To ludzie tworzą prawo.

Teraz stawiam drugie pytanie, adresowane do nas, wszystkich Polaków, bez żadnych podziałów:

Czy nie czas pójść do przodu, z duchem czasu, postępu, wzrostem świadomości i wiedzy, przestać żyć mitami o osobach homoseksualnych, często karmionymi także przez Kościół?

To pytanie zadaję także dlatego, że to ostatnie stwierdzenie o rozpowszechnianych mitach przez Kościół miało istotne znaczenie w sprawie o rozwód mojej klientki.

Strach co powiedzą ludzie w jej parafii, że wyszła za mąż za „pedała”, że ma z nim dziecko, przeważył nawet nad proponowaną przeze mnie próbą sprawdzenia możliwości kontynuowania związku dla dobra dziecka. Tym bardziej, że w mojej obecności mąż przedstawiał dowody miłości do dziecka, do niej. Wyrażał wolę nieujawniania swojej orientacji, odczuwanej bardziej psychicznie niż fizycznie. Niestety, górę wzięła skażona psychika wiernej katoliczki. Mąż wyraził zgodę na rozwód, z powodu t.zw. „ niezgodności charakterów „. Sąd wydał wyrok, rozwód bez orzekania o winie. Nikt nie dowiedział się o rzeczywistej przyczynie. Nie słyszałem także o coming-oucie tego zagubionego człowieka.

Życzyłem mu i nadal życzę osiągnięcia swojego szczęścia, tak jak każdemu Polakowi i każdemu obywatelowi naszego Świata. Wszyscy powinniśmy mieć prawo do pełni życia, czyli prawdziwego szczęścia

Bronisław


Napisz tekst lub skomentuj: