Ja też miałem „pecha” i narzekałem!

Kochani pechowcy i malkontenci, a także szczęśliwcy!

Pech nie istnieje. Pech to jest sztuczny wytwór ludzkiej wyobraźni. To jest zakodowana w podświadomości narzucona negatywna afirmacja jakiejś irracjonalnej wartości. Nie ma takiej ważnej życiowej wartości jak pech, w przeciwieństwie do szczęścia, radości z życia, mądrości, wiedzy czy sukcesu.

Pech jest fikcyjnym pojęciem powstałym, w wyniku prymitywnego sposobu tłumaczenia przykrych i złych zdarzeń, zamiast ich racjonalnego wyjaśniania. Pozostaje w podświadomości jako pamięciowa reguła, poprzez wielokrotne wmawianie go, najczęściej w procesie wychowania młodego człowieka.

To jest niewinny czarny kot, który przestraszony przebiega przed Tobą, uciekając przed czymś lub przed kimś. To normalne, typowe, rzadkie lub incydentalne zdarzenie, które zaistniało w piątek trzynastego. Równie dobrze mogło ono wydarzyć się w czwartek dwunastego lub w sobotę czternastego. Przypadkowo zbite lustro nie może mieć żadnego wpływu na siedem lat nieszczęść. To całkowity absurd, a ślepa wiara w ten przesąd może rzeczywiście zabrać człowiekowi wolę dążenia do szczęścia.

Jeżeli uważasz się za pechowca i przyjąłeś bezkrytycznie, a następnie powtarzasz sobie, że to niepowodzenie powstało w wyniku jakiegoś irracjonalnego działania lub zrządzenia losu, to błąd. Mówię to po sprawdzeniu na własnym złym doświadczeniu. Być może czynisz to, bo na przykład od dziecka wmawiano Ci takie najprostsze wytłumaczenia złych zdarzeń.

Mogę być wzorcowym przykładem wiary w pecha, a następnie zmiany sposobu myślenia i pozytywnego nastawienia do życia.

Kiedy byłem w kwiecie wieku i wiodło mi się dobrze, nagle usłyszałem diagnozę, nowotwór złośliwy żołądka w stanie zaawansowanym. Rokowania bardzo złe, góra trzy miesiące życia. O tym wprost dowiedziałem później. Nie tyle rozpaczałem, co byłem wściekły i kląłem na pecha w życiu, że tak wcześnie przyjdzie mi umrzeć.

Przeszedłem w specjalistycznej klinice operację – subtotalne wycięcie żołądka, a następnie ciężką chemię. Przeżyłem!

Jednak „ pech” wrócił. Równo co do dnia, rok po operacji, jadąc samochodem na rozprawę do sądu, rozbijam się na prostej drodze o jedyne rosnące tam drzewo i to na długim odcinku trasy. Podobno po „wycięciu” mnie z samochodu, ratownik już stwierdził, że nie żyję. Ja odzyskałem przytomność w drodze do szpitala. Wyszedłem i z tego ale zacząłem zapijać swojego pecha. Poddając się jemu utraciłem wiarę w doczekanie się pięciu lat przeżycia bez wznowy nowotworu. Coraz bardziej uzależniałem się od alkoholu. W tym czasie odeszła żona. Uważałem, że to też winny był „pech „ lub zrządzenie złego losu..

Z trudem opanowałem dramatyczne emocje. Poddałem się dobrowolnie ośmiotygodniowej terapii od uzależnienia. Przez następne pół roku ćwiczyłem trening autogenny Schultza. Odpowiednio dobranymi afirmacjami wyrzuciłem z podświadomości potworka zwanego pechem. Zacząłem myśleć pozytywnie. Stanąłem na równe nogi. Odnalazłem dawną platoniczną miłość, wzięliśmy ślub. Kochałem ją nadal lecz już dojrzałą miłością. Niestety ona kochała raczej pieniądze niż mnie, a mieliśmy rozdzielność majątkową. Odeszła z dnia na dzień, po kryjomu, po zwykłej kłótni małżeńskiej. Myślę, że wstydziła się powiedzieć mi to wprost. Staram się ją rozumieć. Do miłości i do życia w związku trzeba zgodnej woli dwojga.

Teraz dobrze wiem, że te wszystkie tragiczne i przykre zdarzenia to nie był mój pech. Potrafię je logicznie, racjonalnie wytłumaczyć. Nie wierzę w żadnego pecha, bo on nie istnieje realnie, choć może być wpojony do podświadomości jako nawyk myślowy.

Nauczony własnym doświadczeniem myślę, że każdy sam może sprawdzić, poprzez logiczne wytłumaczenie zdarzeń, czy to rzeczywiście pech kiedykolwiek pojawił się w jego życiu.

Bronisław


Co sądzisz o „moich” złotych środkach do szczęścia? Pierwszy, najważniejszy – ZDROWIE !!!

„Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz” i „.. nic nad zdrowie ani lepszego, ani droższego; bo dobre mienie, perły, kamienie, także wiek młody i dar urody, meśca wysokie, władze szerokie dobre są, ale – gdy zdrowie w cale.”. Tak doceniał i umieszczał najwyżej w hierarchii wartości zdrowie,prawie 500 lat temu, Jan Kochanowski w swojej fraszce „ Na zdrowie”.

Wymieńmy te wartości, które według niego są o wiele mniej ważniejsze od zdrowia, przekładając je na dzisiejszy język. Majątek, bogactwo w perłach i drogich kamieniach – czyli pieniądze, młodość, uroda, wysokie stanowiska, nieograniczona władza.

Tak wtedy i dziś, mówiąc słowami Kochanowskiego i dzisiejszymi – nie ma nic lepszego, ani droższego.

To decydujące znaczenie dobrego stanu zdrowia w życiu i na drodze do osiągnięcia prawdziwego szczęścia każdego człowieka potwierdzam dość obszerną argumentacją w swojej książce „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście…”

Co więcej, podnoszę znaczenie zdrowia do rangi złotego środka do osiągnięcia prawdziwego szczęścia i to środka najważniejszego.

Wydaje się, że moja argumentacja jest nadzwyczaj prosta. Bo, proszę tylko aby każdy z czytelników sam sobie odpowiedział na moje przewrotne, pesymistyczne pytania, które zadałem w książce, a być może także zgodzi się ze mną w tej kwestii.

– W jaki sposób zły stan zdrowia może wpływać na oddanie w miłości?

– W jaki sposób zły stan zdrowia może wpływać na spełnienie w małżeństwie?

– Jakie skutki może wywołać zły stan zdrowia na drodze do osiągnięcia szczęścia rodzinnego i dobrego wychowania dziecka – dzieci?

– Jakie skutki może spowodować zły stan zdrowia w osiąganiu satysfakcji z pracy?

– Jakie skutki może spowodować zły stan zdrowia dla twórczej samorealizacji?

Na koniec mojej argumentacji, że zdrowie jest najważniejszym i złotym środkiem do osiągnięcia szczęścia, mówiąc językiem prawniczym, mam dowód ze świadka we własnej osobie.

Kiedy stwierdzono u mnie nowotwór złośliwy i rokowania trzy miesiące życia, upadły wszystkie moje wartości na drodze do szczęścia. Kiedy przeżyłem siedem trudnych lat i nadal twórczo żyję, to dziś naprawdę wiem co znaczy zdrowie pośród wszystkich innych wartości. I między innymi dlatego umieściłem zdrowie jako najważniejszy i złoty środek do osiągnięcia prawdziwego szczęścia.

Ale teraz powrócę do prozy codziennego życia cytując fragment z mojej książki „ Kto z nas, zapracowanych i zajętych codziennymi sprawami myśli o zdrowiu na co dzień? Jaki zwykły człowiek, zafrasowany i często negatywnie doświadczony życiem pod innym względem niż zdrowotny, będzie myślał o profilaktyce zdrowotnej na przyszłość?

Mimo, że to ważne hasło „Dbaj o zdrowie” przebija się na co dzień w życiu powszechnym, we wszystkich opracowaniach naukowych, w prasie, na sprzedawanych produktach, w tym papierosach, dla bardzo wielu ludzi jest zwykłym sloganem, niczym reklama niezbyt ważnego produktu.

Dzieje się tak dopóki nie spotka nas nieszczęście choroby.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego dopiero choroba, poczucie nieszczęścia i niemożność osiągnięcia pełni życia, zmienia nasz sposób myślenia o zdrowiu jako najważniejszym, złotym, środku do prawdziwego szczęścia? Dam prosty, negatywny przykład z naszego polskiego podwórka, o którym także piszę w swojej książce. Skąd i dlaczego wziął się „ ruch anty szczepionkowy dzieci” ? Przecież to my, rodzice mamy w procesie wychowania dziecka zapewnić mu dobry start do dorosłego życia, przede wszystkim dobry stan zdrowia.

Co o tym myślicie ?

Bronisław

W kolejnych wpisach będę zachęcał do dyskusji o pozostałych złotych środkach do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, o których piszę w swojej książce „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia. A więc o:

*Mądrości, czyli wiedzy oraz umiejętności jej wykorzystania;

*Umiejętności rozwiązywania problemów;

*Zdolności do realizacji celów;

*Planie drogi życiowej do prawdziwego szczęścia.


Czy rzeczywiście do szczęścia potrzebna jest samorealizacja?

Kategoria:O samorealizacji

Jak najprościej i najkrócej odpowiedzieć czym jest szczęście prawie każdego człowieka? Ależ oczywiście, spełnieniem marzeń!

Kiedy człowiek osiąga największą satysfakcję i wielkie zadowolenie z osiągnięcia wymarzonej wartości? Oczywiście, gdy zdobędzie ją sam.

Jakie wartości są najczęściej marzeniem człowieka? Chyba te najwyższe, trudno osiągalne.

Spójrzmy zatem na modelową hierarchię potrzeb człowieka, słynnego amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa, jakie to mogą być wartości?

Na pewno każdy człowiek na świecie ma różne marzenia. W zależności od statusu materialnego, standardu życia i wielu innych czynników, przedmiotem marzeń indywidualnego człowieka mogą być potrzeby różnego rzędu z tej wzorcowej hierarchii.

Dla wielu ludzi na świecie najważniejszą potrzebą, chociaż nie koniecznie marzeń, mogą być potrzeby fizjologiczne, bytowe jak mieszkanie i pożywienie.

Jednak zapewne każdy chciałby, aby jego szczęście osiągnęło szczyt marzeń, a najlepiej by trwało przez całe życie, poprzez realizację wszystkich potrzeb i wartości oraz samorealizację tych najwyższych potrzeb.

I to marzenie by szczęście trwało przez całe życie, ja nazywam pełnią życia, czyli prawdziwym szczęściem.

Tak rozumiane szczęście jest przedmiotem moich rozważań w książce pod tytułem:” Jak żyć, aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”. Według mojej koncepcji pełni życia, prawdziwego szczęście, może doświadczyć ten człowiek, który na przestrzeni całego swojego życia osiągnie siedem najważniejszych wartości: miłość, małżeństwo-związek partnerski, dziecko /dzieci/, jego /ich/ wychowanie, w tym wykształcenie, rodzina, praca zawodowa i samorealizacja. I dalej wywodzę, że to prawdziwe szczęście stanowiące pełnię życia składa się z siedmiu szczęść samoistnych, osiągniętych w wyniku siedmiu wartości życiowych. Ponadto, po wielu latach praktyki prawniczej i doświadczeń życiowych wskazuję, z dużą dozą prawdopodobieństwa, na czym polega każde z tych siedmiu szczęść.

Tutaj, ze względu na ograniczone możliwości bloga, podam tylko kwintesencję osiągania każdego szczęścia.I tak:

Szczęście w miłości, to wzajemnie oddanie w miłości, czyli kochanie i bycie kochanym.

Szczęście w małżeństwie –stałym związku partnerskim, to spełnienie obojga partnerów realizowane przez siedem podstawowych więzi małżeńskich: więzi uczuciowo-emocjonalnej, w tym więzi miłości, więzi intelektualnej, rozumianej jako zbieżny poziom mądrości, wspólnoty celów, w tym posiadanie dziecka, więzi światopoglądowej i religijnej, wspólne zamieszkanie, wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego oraz wzajemnej pomocy.

Szczęście posiadanie dziecka /dzieci/, to świadome rodzicielstwo,

Szczęście wychowania, w tym wykształcenia, to dobre wychowanie i odpowiednie wykształcenie dziecka /dzieci/,

Szczęście rodzinne, to spełnienie wszystkich członków rodziny,

Szczęście z pracy zawodowej, to satysfakcja z pracy,

Szczęście poprzez samorealizację, to twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

Powróćmy teraz do tytułowego pytania, czy rzeczywiście do szczęścia potrzebna jest samorealizacja?

Już wiemy, że to zależy od tego, co każdy z nas będzie uważał za swoje szczęście? Oczywiście mając na uwadze własne potrzeby wynikające z marzeń, ambicji, aspiracji, celów życiowych czy też realnych dążeń?

Dla jednych do szczęścia wystarczy osiągnięcie na przykład satysfakcji z pracy zawodowej wykonywanej przez całe życie. I takich ludzi możemy spotkać na co dzień, także u szczytu władzy w naszym kraju. To będzie także ich samorealizacja, ale tylko w zakresie jednej wartości życiowej, przez twórczą pracę.

Dla innych do szczęścia potrzeba osiągnięcia kilku wartości, niekoniecznie wszystkich. A mogą być i są tacy, których szczęściem jest sama możliwość samorealizacji n.p. sława artystyczna, aktorska, twórcza, pisarska, malarska, i.t.p.

Ja uważam i tak udowadniam w swojej książce, że aby osiągnąć prawdziwe szczęście, czyli pełnię życia, trzeba zdobyć wszystkie najważniejsze wartości życiowe, w tym samorealizację przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

Samorealizacja jest zwieńczeniem i dopełnieniem sześciu szczęść z osiągniętych sześciu pozostałych wartości tworzących prawdziwe szczęście, miłości, małżeństwa-związku partnerskiego, dziecka /dzieci/, wychowania z wykształceniem, rodziny oraz pracy zawodowej.

Bronisław


Faktyczne przyczyny braku satysfakcji z pracy zawodowej i….?

Kategoria:O pracy zawodowej

Zadowolenie z pracy zawodowej jest warunkiem koniecznym do pełnego szczęścia.

Tak, to jest prawda, którą udowadniam w książce „Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte życia”, w rozdziale „O pracy – robota, kariera, a może powołanie?”

Obok takich najważniejszych wartości życiowych jak miłość, małżeństwo – związek partnerski, dziecko /dzieci/, jego wychowanie, w tym wykształcenie, rodzina i samorealizacja, satysfakcja z pracy zawodowej, szeroko rozumianej, jest niezbędnym elementem pełni życia prawie każdego człowieka.

Dlaczego?

Według mojej definicji, prawdziwe szczęście to pełnia życia wypełniona osiągniętymi wartościami wymienionymi wyżej. Tak rozumiane szczęście to także pełnia życia pod względem czasowym, a więc pełnia dnia, tygodnia, miesiąca i lat. Prawie jedna trzecia życia, w tych okresach czasowych to praca zawodowa.

Proszę sobie tylko wyobrazić, czy człowiek niezadowolony z pracy przez jedną trzecią tych okresów, może być w pełni szczęśliwy, nawet gdyby osiągnął wszystkie pozostałe sześć wartości i był z nich bardzo zadowolony?

I drugie pytanie, czy to niezadowolenie nie będzie wpływać na obniżenie poziomu zadowolenia z pozostałych wartości, na przykład na życie rodzinne, na wychowanie dzieci, na szczęście małżeńskie i. t. d.

Myślę, że tą argumentacją zmotywuję do działania wszystkich tych, którzy są niezadowoleni z pracy i być może nie mają odwagi temu przeciwdziałać, w walce o swoje szczęście.

Ale wrócę do tytułowego pytania: jakie to są te faktyczne, źródłowe i zasadnicze przyczyny braku satysfakcji z pracy i co dalej?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw przedstawię moją kategoryzację rodzajów pracy zawodowej, w aspekcie kolejności zaspokojenia potrzeb, według hierarchii potrzeb amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa.

Pierwszy rodzaj pracy zawodowej to praca jako robota, której jedynym celem jest uzyskanie maksymalnego wynagrodzenia, aby móc zaspokoić naturalne, podstawowe potrzeby życiowe. Najczęściej taka praca jest przykrym obowiązkiem, nie lubiana przez pracownika, z której nie ma on żadnej satysfakcji. I od razu powiem wprost co wynika z mojej pracy zawodowej. Przypuszczam, choć nie wiem, czy były robione jakiekolwiek badania, że takich pracowników w naszym kraju jest najwięcej. Czy tak jest? Oczekuję na wypowiedzi moich czytelników.

Drugi rodzaj pracy to kariera zawodowa w pozytywnym znaczeniu jako typowa droga zawodowa poprzez zdobywanie awansów płacowych, wyższych stanowisk zawodowych, oraz wyższej pozycji społecznej w środowisku pracy i w otoczeniu zewnętrznym. Ważnym aspektem pracownika jest zaspakajania swoich wyższych potrzeb: uznania, szacunku, prestiżu, poważania, ważności w otoczeniu, środowisku, a także renomy, sukcesu czy sławy.

Taki pracownik ma satysfakcję z pracy, największą wtedy, gdy łączy się z satysfakcją poza materialną płynącą z zewnątrz od osób trzecich. Jeżeli jego praca nie uzyskuje zewnętrznego uznania, a jeszcze do tego jest zbyt nisko wynagradzana, w ocenie pracownika, to może powodować narastające niezadowolenie i spadek satysfakcji.

Trzeci rodzaj pracy to powołanie.Jest to najwyższy rodzaj pracy w hierarchii zaspakajania potrzeb człowieka i uzyskuje największe uznanie społeczne Daje pracownikowi poczucie spełnienia jego marzeń i najpełniejszą satysfakcję. Taki pracownik prawie zawsze kocha swoja pracę. Czasami miłość do pracy „pokrywa” niezadowolenie z wynagrodzenia. Praca – powołanie jest złotym środkiem do szczęścia, bo prowadzi do osiągnięcia równocześnie dwóch najważniejszych wartości tworzących prawdziwe szczęście, wielkie zadowolenie z pracy i twórczą samorealizacją.

I teraz proponuję wspólnie z czytelnikami ustalanie przyczyn braku satysfakcji w poszczególnych rodzajach pracy i zasugerowanie rozwiązań.

Wiemy, że generalnie każdy pracownik wykonujący pracę – robotę może być i z reguły jest niezadowolony, ale jego niezadowolenia winno być zasadne, bo na przykład:

  • ma wyższe kwalifikacje zawodowe odpowiednie do tej lub innej pracy w tym zakładzie,
  • ma odpowiednio wyższy staż pracy i uważa, że może i da sobie radę pracować na wyższym stanowisku lub powinien otrzymywać większe wynagrodzenie.

W takich wypadkach, jeżeli zakład pracy mu odpowiada, może i winien domagać się od pracodawcy stosownych działań, w formie awansu płacowego lub stanowiskowego.

Jeżeli pracodawca tego nie uwzględni, pozostaje mu, wcześniej czy później, zmiana miejsca pracy na odpowiadające jego kwalifikacjom. Po to właśnie, aby mógł w swoim życiu osiągnąć satysfakcję z pracy na przestrzeni całego życia, bo ta wartość jest warunkiem koniecznym prawdziwego szczęścia.

Uwaga zasadnicza, jeżeli pracownik nie posiada podstaw faktycznych do awansu płacowego czy stanowiskowego, a mimo tego jest niezadowolony, to rzecz oczywista, że najpierw powinien podnieść swoje kwalifikacje lub pogodzić się z losem. W przeciwnym wypadku taki sam los spotka go w każdym innym zakładzie pracy. Taka jest jego sytuacja faktyczna. Inną sprawą jest to, że brak odpowiednich kwalifikacji zawodowych mógł być, niestety, skutkiem niewłaściwego procesu wychowania i kształcenia, bądź winą jego samego.

Znacznie lepiej wygląda sytuacja, gdy mamy do czynienia z niezadowoleniem pracownika, który ma potrzeby wyższego rzędu i chce mieć satysfakcję ze swojej drogi kariery zawodowej połączoną z docenianiem, wyróżnieniem i społecznym uznaniem. Pod jednym, wszakże warunkiem, że ma ku temu pełne kwalifikacje zawodowe i umiejętność ich wykorzystywania. W tym miejscu kłania się jak najbardziej obiektywna i krytyczna samoocena jednego i drugiego.

Co może być źródłem niezadowolenia takiego pracownika? Przede wszystkim brak satysfakcji co do zaspokojenia potrzeb wyższego rzędu, czyli brak uznania w oczekiwanej postaci, zarówno wewnątrz zakładu pracy jak i na zewnątrz, w zależności od ukierunkowanych potrzeb tego pracownika.

Na drugim miejscu przyczyną może być brak satysfakcji materialnej w oczekiwanej przez pracownika formie, np. awansu zawodowego, płacowego lub innej: premie, nagrody pieniężne, rzeczowe, także nagrody poza materialne, pochwały, listy gratulacyjne i.t.p., chociaż te ostatnie równie dobrze można zaliczyć do poza materialnych dowodów uznania.

Pierwszym działaniem niezadowolonego pracownika winno być wyczerpanie własnej inicjatywy w zakresie zdopingowania pracodawcy do działania w celu odpowiedniego docenienia i podniesienia jego satysfakcji w oczekiwanym kierunku. Oczywiście jeżeli pracownik już sam nie zdecydował o zmianie zakładu pracy, dokonując uprzedniej oceny możliwości, chęci i zamiarów pracodawcy. Brak jakiegokolwiek odzewu ze strony pracodawcy jest czytelnym sygnałem do zmiany miejsca pracy.

No i ostatnia sytuacja, trochę trudniejsza moralnie. Pracownik, który traktuje swoją pracę jako powołanie ma generalnie satysfakcję z przedmiotu świadczonej pracy, bo ją kocha. Z reguły już fakt dobrego wykonywania pracy daje mu wielkie zadowolenie. Jest to poza materialna satysfakcja z pracy, ale dającą to codzienne szczęście, które jest elementem składowym prawdziwego szczęścia jako pełni życia.

Wynagrodzenie stanowi drugą, materialną część satysfakcji, ważną dla pracownika głównie ze względów egzystencjalnych. Musi zaspokoić własne i rodziny potrzeby naturalne, by móc standardowo dobrze żyć i dalej świadczyć dobrą pracę, z tak samo wielkim zaangażowaniem.

Jak z tego wynika, jego niezadowolenie, a nie brak satysfakcji z pracy, jest jakimś wołaniem o sprawiedliwe traktowanie przez pracodawcę.

Najczęściej jest to wręcz nadużycie pracodawcy polegające na nieproporcjonalnym do pracy i zaangażowania niskim wynagradzaniu, nie wystarczającym na jego naturalne potrzeby życiowe. Rzadziej jest to wynik jakiegoś konfliktu niematerialnego z pracodawcą lub otoczeniem w pracy, który uniemożliwia pracownikowi dobre i z powołaniem wykonywanie pracy.

Pracownik, który świadczy pracę z powołaniem, kocha pracę i nie chce ją zmieniać. Winien zatem odważnie walczyć o nią, poszukując samemu lub przy fachowej pomocy bezkonfliktowych rozwiązań. Wyjątkową ostatecznością jest odejście takiego pracownik z zakładu pracy.

Nasze rozważania i propozycje, na tym etapie, są jednak bardziej teoretyczne, co nie oznacza, że nie można je zastosować w praktyce życiowo-zawodowej. I tak też trzeba działać, szczególnie na naszym polskim gruncie.

Proszę tylko spojrzeć na resort edukacji i odpowiedzieć jakiego rodzaju pracy należy oczekiwać od naszych nauczycieli. Oczywiście powołania, a jak jest? Powiem kończąc tak. U nas do dziś ma realną rację bytu stare, chyba sarmackie powiedzenie – przekleństwo: „Bodajbyś cudze dzieci uczył” –

Bronisław


Świadome rodzicielstwo źródłem szczęścia rodziców i dziecka

Posiadanie dziecka oraz jego wychowanie, w tym wykształcenie, to kolejne dwie najważniejsze wartości życiowe do spełnienia na drodze do szczęścia, według mojej definicji prawdziwego szczęścia. I o tych dwóch wartościach będziemy mówić na tej stronie bloga. Szerzej o wszystkich wartościach, które mogą dać człowiekowi prawdziwe szczęście piszę w swojej książce pt.:” Jak żyć, aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”.

Przypomnę, że prawdziwego szczęścia, które jest pełnią życia, człowiek może doświadczyć wówczas, gdy osiągnie siedem najważniejszych wartości to jest: oddanie we wzajemnej miłości, spełnienie w małżeństwie / związku partnerskim/, posiadanie dziecka / dzieci/, jego wychowanie i wykształcenie, szczęście w rodzinie, satysfakcja z pracy zawodowej oraz samorealizacja.

Rozpoczynając, mam nadzieję, tak ważną dyskusję na temat rodzicielstwa, świadomie chcę od razu „wsadzić kij w mrowisko”, w znaczeniu pozytywnym, zadając dwa pytania:

Czy zdrowy człowiek w wieku prokreacyjnym, który twierdzi, że nie chce mieć dzieci, może osiągnąć pełnię szczęśliwego życia?                                                                           Oraz drugie: Czy to co wyraża słowami na zewnątrz, mówi szczerze, czy też z jakichś przyczyn jest to jego „maska”?

Pytania zadaję nie bez kozery i od razu podaję dwa konkretne przykłady z mojej praktyki zawodowej.

Młoda, zdolna, wykształcona, szanowana kobieta na kierowniczym stanowisku, ale samotna, z uśmiechem stanowczo twierdziła, że jest zadowolona z życia i do szczęścia nie musi mieć dzieci. Przez następne lata, mimo iż jej kariera zawodowa nadal kwitła, nie potrafiła znaleźć partnera do życia. Od zawsze obracała się w kręgu znajomych, przyjaciół i kolegów z pracy. Kiedy zbliżała się do czterdziestki, / i to wiem z jej szczerej rozmowy ze mną/ świadomie doprowadziła do współżycia ze z góry upatrzonym mężczyzną, który według niej odpowiadał na ojca. I rzeczywiście się udało. Urodziła piękną córkę. Samotnie ją wychowała i wykształciła. Dziś córka pracuje za granicą. Matka nadal nie założyła stałego związku i mogę tylko powiedzieć, że nie wyglądała na osobę tryskającą szczęściem, a wręcz odwrotnie. Sprawa trafiła do mojej kancelarii w związku z postępowaniem spadkowym po zmarłym biologicznym ojcu.

Ten przykład nie jest odosobniony, szczególnie gdy chodzi o rozmijanie się zewnętrznej postawy z rzeczywistym myśleniem i dążeniami. A teraz spójrzmy na przykład drugi.

Starsze małżeństwo, klienci mojej kancelarii w sprawach majątkowych, zawsze przychodzili razem, dosłownie trzymając się za ręce. Emanowali na zewnątrz przywiązaniem, niezwykłą jak na swój wiek bliskością, wzajemnym szacunkiem. To był wzorcowy przykład miłości trzeciego wieku.

Kiedy małżonek ciężko zachorował, załamana żona zwróciła się o pomoc prawną na wypadek śmierci. W trakcie wielokrotnych rozmów okazało się, że nie mają zstępnych spadkobierców, bo nie mają dzieci, a dalsi krewni nie bardzo zasługują na dziedziczenie. Wzruszona kobieta, opowiedziała historię ich życia, w której mimo, iż materialnie żyli dostatnio, do pełni szczęścia brakowało im dzieci. Od dawna to przeżywali w ukryciu i w samotności we dwoje. Teraz okazało się, że cały, zdobyty ciężką pracą majątek, nie mają komu przekazać.

Myślę, że podobne przykłady każdy z czytelników może spotkać obok siebie. Muszę, jednak zwrócić uwagę, że w obu podanych przypadkach, smutnych skutków niedoceniania znaczenia rodzicielstwa w dążeniu do szczęścia, ludzie ci doświadczyli dopiero pod koniec swojej drogi życiowej. I tak dzieje się w życiu wielu ludzi.

Jak naprawdę rodzicielstwo wpływa na szczęście człowieka najczęściej doświadczamy i uzmysławiamy sobie w ostatniej fazie życia.

Nie zamierzam w tym krótkim tekście, podejmować wątku biologicznej istoty życia człowieka, jaką jest prokreacja. Nie będę także teraz przywoływał biblijnego nakazu ze Starego Testamentu „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię”, na dowód, że posiadanie dziecka jest wartością niezbędną do prawdziwego szczęścia. Oba te zagadnienia szerzej omówiłem w książce.

W tym artykule chciałbym zachęcić czytelników bloga do zastanowienia i ewentualnych wypowiedzi na zadane wyżej pytania.

Chciałbym, aby szczególnie młodsi czytelnicy, oprócz radosnego życia według zasady „carpe diem”, równocześnie poznawali na czym polega szczęście posiadania dziecka / dzieci/, bycia dobrą matką i dobrym ojcem, oraz satysfakcja z dobrego wychowania.

Ja wiem, że dziecko może być źródłem szczęścia, bo doświadczyłem i doświadczam tego na co dzień do dziś.

Bronisław


Na czym polega szczęście rodzinne?

Kategoria:O rodzinie

Szczęście rodzinne to suma szczęść każdego z jej członków”- motto tej strony jest równocześnie ostatnim wnioskiem rozdziału „ O rodzinie, czyli jak stworzyć szczęśliwą rodzinę „ książki „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście..”.

Rodzina, rozumiana jako wspólnota co najmniej trzech osób, oparta na związku partnerskim, a nie tylko małżeńskim, w mojej koncepcji prawdziwego szczęścia, jest jedną z siedmiu podstawowych wartości życiowych na drodze do szczęścia każdego człowieka. Obok takich wartości jak miłość, małżeństwo-związek partnerski, dziecko-dzieci, wychowanie, w tym wykształcenie, praca oraz samorealizacja, których osiągnięcie jest wielkim zadowoleniem z pełni życia.

W swojej wieloletniej praktyce zawodowej, szczególnie w procesach rozwodowych, zawsze na sercu leżało mi dobro dzieci, w trakcie rozpadu związku, bezpośrednio po rozwiązaniu małżeństwa, dojrzewania i jako dorosłego człowieka. Im więcej takich spraw prowadziłem, tym miałem coraz większe przeświadczenie, że dzieci z rozpadłych związków mogą już nigdy nie zaznać ciepła domowego ogniska w szczęśliwej rodzinie. Z czasem, gdy swoje przypuszczenia, zgłębiałem, zarówno w trakcie pracy, w życiu rodzin „ patchworkowych” i literaturze fachowej, ze smutkiem stwierdziłem, że tylko rodzina pełna, z biologicznymi rodzicami, może zapewnić dziecku prawdziwe szczęście rodzinne.

Kiedy już pisałem rozdział mojej książki o rodzinie i szczęściu rodzinnym, na podstawie zebranych materiałów, miałem prawie stuprocentową pewność, że pierwszym warunkiem szczęśliwej rodziny jest rodzina pełna. Jednak pozostaje mi pozytywna wiara, że mimo mojego doświadczonego przekonania, prawdziwego szczęścia rodzinnego doznaje wiele rodzin, niekoniecznie pełnych.

Poddaję ten problem pod dyskusję internautów.

Jak brzmi moje motto tytułowe tej strony, oprócz warunku rodziny pełnej do sumy szczęść potrzebne jest szczęście wszystkich jej członków. Ja doszedłem do wniosku, że takim szczęściem dwojga członków, na pewno będzie szczęście rodziców jako małżonków-partnerów związku.

Tym szczęściem powinno być spełnienie w małżeństwie-związku partnerskim. Podstawą spełnienia w małżeństwie, czyli szczęścia małżeńskiego jest miłość. O szczęściu małżeńskim – partnerskim dość obszernie piszę w rozdziale „ O małżeństwie, czyli kiedy małżeństwo będzie szczęśliwe”. Szczęściu małżeńskiemu poświęcona jest także oddzielna strona bloga „ Co myślę o małżeństwie”.

Mamy zatem, po rodzinie pełnej, drugi element konieczny do osiągnięcia szczęścia w rodzinie to jest szczęście małżeńskie. Można by przyjąć, że skoro już mamy sumę dwóch szczęść w rodzinie, a więc rodzinę pełną i spełnienie małżeńskie rodziców, to mamy to upragnioną pełnię szczęścia rodzinnego.

Otóż nie. Do pełni szczęścia w rodzinie na pewno konieczna jest jeszcze wzajemna miłość pomiędzy wszystkimi członkami. A więc, wzajemna miłość małżonków-rodziców, miłość rodzicielska, matczyna i ojcowska oraz w zależności od ilości i płci dzieci, konieczna jest miłość siostrzana lub braterska.

No dobrze, ale do szczęścia w rodzinie konieczna jest dobra baza egzystencjalna. Ta baza do życia to wspólne zamieszkanie, wspólne żywienie, wspólne zdobywanie środków na utrzymanie rodziny oraz wspólne podejmowanie istotnych decyzji w sprawach rodzinnych.

W tym celu, w szczęśliwej rodzinie, musi być prowadzone i to dobrze, wspólne gospodarstwo domowe. To dzięki niemu wszyscy członkowie rodziny mają czuć się szczęśliwi. A zatem mamy do spełnienia czwarty warunek konieczny do szczęścia rodziny – prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego.

Nie będzie szczęśliwej rodziny bez zapewnienia wszystkim członkom bezpieczeństwa oraz opieki nad dziećmi i ewentualnie nad niepełnosprawnymi członkami.Spokój, poczucie bezpieczeństwa w zacisznej przystani domowej i w cieple domowego ogniska to warunki konieczne szczęśliwej rodziny. I to jest piąty warunek szczęścia w rodzinie.

Ostatnim, szóstym warunkiem prawdziwego szczęścia rodzinnego powinno być dobre wychowanie dzieci, w tym odpowiednie ich wykształcenie. Za dobre wychowanie i odpowiednie wykształcenie dzieci, wbrew czasami błędnemu poglądowi, w pełni odpowiadają rodzice, a nie szkoła. To właśnie temu zagadnieniu poświęciłem odrębny rozdział mojej książki pod tytułem „ O rodzicielstwie i wychowaniu, czyli jak być dobrym rodzicem oraz dobrze wychować dziecko?”

I w ten sposób doszliśmy do mojej definicji szczęścia rodzinnego wyrażającego się w spełnieniu wszystkich członków. Brzmi ona tak:

„ Szczęście w rodzinie można osiągnąć poprzez:

  • utrzymanie rodziny w pełnym składzie przez czas jej naturalnego trwania,
  • spełnienie małżonków – partnerów – rodziców w związku małżeńskim- partnerskim,
  • istnienie wzajemnej miłości między wszystkimi członkami rodziny,
  • prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego,
  • zapewnienie opieki i bezpieczeństwa wszystkim członkom rodziny,
  • dobre wychowanie i odpowiednie wykształcenie dziecka / dzieci /.

W rozdziale mojej książki pt: „ O rodzinie, czyli jak stworzyć szczęśliwą rodzinę” i w załącznikach nr 1 i 4, pokazałem bardzo ciekawy sposób, w jaki formułowałem listę 55 z 336 wartości życiowych, które mogą mieć wpływ na szczęście rodzinne.

Bronisław


Przenieśmy tu swoje marzenia o szczęściu i drodze do jego osiągnięcia !

Chciałbym aby na tej podstronie znalazły się wpisy o tematyce, która wynika z jej tytułu: „ Co myślę: O prawdziwym szczęściu”.

Ja swoje marzenia, a następnie ogólną koncepcję myślenia i działania na drodze człowieka do osiągnięcia prawdziwego szczęścia przedstawiłem w książce – poradniku „Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”. Zawarłem w niej własne doświadczenia zawodowe i życiowe, oraz płynące z nich wnioski oraz doświadczenia życiowe klientów mojej kancelarii prawnej. Oprócz nich opierałem się na swojej wiedzy teoretycznej i praktycznej zdobywanej przez wiele lat nauki, dokształcania oraz na opracowaniach naukowych specjalistów, badaczy i naukowców, z odpowiednich dziedzin.

Myślę, że udało mi się stworzyć pewnego rodzaju ogólny wzorzec istoty prawdziwego szczęścia, do którego dążą ludzie na całym świecie. Co więcej zaproponowałem ogólną opisową definicję prawdziwego szczęścia, którą przedstawiam także na tej stronie.

Mimo tego, a może właśnie dlatego, z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie ma na świecie takiego mądrego człowieka, który mógłby stwierdzić, że wie wszystko o tym, czym może być prawdziwe szczęście każdego indywidualnego człowieka. Ale nie oznacza to, że każdy z nas nie może mieć swojej wizji prawdziwego szczęścia, jakie chciałby osiągnąć w życiu.

Stąd też powstał ten blog, którego celem jest jak najszersze upowszechnienie myślenia, mówienia, pisania, działania i czynienia wszystkiego co jest możliwe do osiągania szczęścia przez ludzi, w tym szczęścia naszych rodaków.

Moim zamiarem i celem jest także to, aby każdy uczestnik bloga mógł na tej stronie zaprezentować swój punkt widzenia na szczęście, na to jak wyobraża sobie drogę do szczęścia i przy pomocy jakich złotych środków chciałby je osiągnąć. Jeszcze lepiej byłoby gdyby chciał opowiedzieć jak już idzie tą swoją drogą lub co z tego szczęścia osiągnął.

Ja przy pomocy swoich doświadczeń, osobistych i zawodowych, rozmów z moimi klientami, wniosków ze spraw sądowych w sprawach rodzinnych i rozwodowych, sformułowałem w swojej książce szereg pytań, na które starałem się w niej odpowiedzieć.

Na niektóre z nich wciąż trudno jest udzielić takich odpowiedzi, które mogą pomóc każdemu człowiekowi na jego drodze do osiągnięcia szczęścia. Każdy może mieć i praktycznie ma swoje marzenie o szczęściu, chociaż z tą drogą jest jeszcze trudniej.

Spróbujmy zatem podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat. Bardzo zachęcam do uczestnictwa w jak najszerszej dyskusji.

Myślę, że zaprezentowana przeze mnie definicja prawdziwego szczęścia i schemat drogi do jego osiągnięcia może być przyczynkiem do takiej publicznej debaty na łamach bloga.

Bronisław

WZORCOWY PLAN DROGI ŻYCIOWEJ DO PRAWDZIWEGO SZCZĘŚCIA

Lp. Przedsięwzięcie do zrealizowania na drodze do szczęścia Osoba odpowiedzialna / współodpowiedzialna
1. Dobra opieka zdrowotna i wychowanie wczesnodziecięce Rodzice / opiekunka w żłobku
2. Udział dziecka w wychowaniu przedszkolnym Rodzice / nauczyciel przedszkola
3. Poprawne wykształcenie podstawowe Nauczyciel – wychowawca / rodzice nadzór
4. Odpowiednie wykształcenie zawodowe średnie Nauczyciel – wychowawca / rodzice nadzór
5. Ukończenie studiów zawodowych Dorosły człowiek – student
6. Prawidłowa droga kariery zawodowej Pracownik / przedsiębiorca / wolny zawód
7. Oddanie w miłości Zakochani / narzeczeni / małżonkowie
8. Spełnienie w małżeństwie / w związku partnerskim Małżonkowie / partnerzy
9. Posiadanie dziecka Małżonkowie / partnerzy w związku
10. Dobre wychowanie i wykształcenie dziecka – powtórzenie cyklu rodziców Małżonkowie / partnerzy w związku
11. Stworzenie i utrzymanie pełnej rodziny Wszyscy członkowie rodziny
12. Samorealizacja jako zwieńczenie sensu i celu życia / w trzecim wieku / Oboje małżonkowie

Na czym polega prawdziwa miłość przez całe życie? Mój wzorzec idealnej miłości.

Kategoria:O miłości

Zajmując się na co dzień sprawami rodzinnymi, w tym procesami rozwodowymi, postanowiłem dokładnie zbadać, niejako od tyłu, czyli od strony przyczyn rozpadu związku małżeńskiego, a tym samym miłosnego, co się w rzeczywistości kryje pod pojęciem „ niezgodność charakterów” najczęściej podawanym przez rozwodzących się małżonków.

I tak po ponad 10 latach moich dość dokładnych analiz spraw rozwodowych, rozmowach z klientami, ustaleniach sądów w uzasadnieniach wyroków, udało mi się z dużą dozą prawdopodobieństwa ustalić co rozwodzący się małżonkowie mieli na myśli podając „ niezgodność charakterów”. Należy przy tym podkreślić, że nie zawsze sami rozwodzący się potrafili dokładnie wskazać tę właściwą przyczynę wygaśnięcia miłości.

Spośród wielu indywidualnych powodów tej tak zwanej niezgodności charakterów, wyodrębniłem przyczyny zasadnicze rzutujące na nietrwałość, niezgodność i niestabilność małżeńskich związków miłosnych. Skoro poznałem te negatywne przyczyny, to w następnej kolejności rozumując a contrario , postanowiłem znaleźć ich przeciwieństwa, czyli pozytywne cechy niezbędne do tzw. zgodności charakterów. I tak w wyniku żmudnej i długotrwałej analizy zebranych materiałów i dostępnych innych źródeł wyodrębniłem 161 pozytywnych cech, przymiotów, oznak charakterystycznych dla poszczególnych faz udanego związku miłosnego, czyli „zgodności charakterów” / lista tych 161 cech znajduje się w załączniku do mojej książki/.

Z tej bogatej listy, cechy zbieżne, podobne i wspólne pogrupowałem według hierarchii nadrzędności i ważności. Pozostałe cechy wydzieliłem według znaczenia lub wpływu na związek miłosny. Na tej podstawie stworzyłem mój wzorzec prawdziwej, dozgonnej, miłości który obrazowo nazwałem „Portretem idealnej miłości” /szczegółowy opis w książce/.

Najpierw wskazałem w nim główne cechy warunkujące  trwałość, zgodność i stabilność związku miłosnego  /patrz schemat „ Cechy wzorcowego związku miłosnego”/.

Schemat Nr 1. Cechy wzorcowego związku miłosnego .

Następnie podzieliłem czas trwania i kształtowania się związku  na cztery fazy miłości , miłość romantyczną, w okresie narzeczeństwa / t.z.w. chodzenia ze sobą/, miłość małżeńską – konkubencką, miłość rodzinną oraz miłość trzeciego wieku.

Schemat Nr2. Fazy wzorcowego związku miłosnego.

Ze względu na ograniczone możliwości i potrzeby tego wpisu pokazałem tylko te dwa schematy obrazujące  cechy i fazy wzorcowego związku miłośnego dwojga ludzi.

Natomiast podstawowe więzi, które powinny łączyć partnerów idealnego związku miłosnego, już trwałego jako związku partnerskiego, małżeńskiego, konkubinatu lub stałego partnerskiego umieściłem w rozdziale mojej książki „ O małżeństwie „, oraz na kolejnej podstronie bloga mówiącej o małżeństwie.

Do szczegółowego opisu każdego schematu zapraszam na strony mojej książki „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”. W rozdziale „ O miłości, czyli jak kochać, by być kochanym” znajdują się części opisujące praktyczne znaczenie siedmiu cech, od których zależy istnienie wzorcowego związku miłosnego dwojga ludzi: bliskości, dopasowania, zaufania, seksualności, wierności, komunikatywności, czyli umiejętności porozumiewania się oraz optymizmu rozumianego jako pozytywne myślenie i nastawienie dożycia.

Dlaczego akurat te cechy są tak ważne dla istnienia  wzorcowego związku miłosnego i małżeńskiego? Wynika to właśnie z mojej wiedzy praktycznej zdobytej na podstawie wielu lat pracy w sprawach rodzinnych, w tym rozwodowych. Bowiem brak nawet jednej z nich może prowadzić do rozpadu związku i niestety tak się dzieje w rzeczywistości. W życiu takiego związku z reguły dzieje się tak, że brak lub ułomność jednej cechy albo łączy się z ułomnością drugiej, a nawet kolejnej cechy lub też je niszczy w trakcie związku.

Zapraszam uczestników bloga do wyrażania własnych sądów, opinii i doświadczeń.

Bronisław


Jak jednym wytrwałym działaniem osiągnąłem wielkie zadowolenie z pracy i sukces na niwie samorealizacji

Jak stanowi Regulamin Bloga „Pochwalnik i wykrzycznik” to miejsce na podstronie bloga, na której uczestnik bloga może umieścić swój wpis, w którym wyraża radość, zadowolenie, szczęście, a także może je publicznie „wykrzyczeć”.

Jednakże ze względu na tematykę bloga jaką jest Prawdziwe szczęście, czyli pełnia życia osiągana w siedmiu najważniejszych wartościach, wpisy należy formułować w zakresie tych wartości, a więc miłości, małżeństwa i związku partnerskiego, posiadania dziecka, jego wychowania, rodzinie, pracy i samorealizacji.

Ja także jestem uczestnikiem Bloga niezależnie od roli jego właściciela, autora i moderatora. Korzystając zatem z prawa jakie ma każdy uczestnik pozwolę sobie z radością pochwalić się moim osiągnięciem w zakresie samorealizacji. Jest to siódma, ostatnia wartość życiowa, konieczna do osiągnięcia prawdziwego szczęścia według mojej koncepcji i definicji prawdziwego szczęścia. A więc przykładem takiej radości, sukcesu, jakim jest bardzo duże zadowolenie, nazwane przeze mnie w w tym przypadku szczęśliwością, w dziedzinie samorealizacji. Czyli jeszcze nie pełnią szczęścia. Nie zamierzam bowiem spocząć na laurach w dążeniu do osiągnięcia pełnego zadowolenia w tej wartości życiowej, podobnie jak i w niektórych pozostałych

Ad rem, tą szczęśliwością, moim sukcesem i ogromnym zadowoleniem jest przygotowanie i napisanie książki – poradnika pod tytułem „ Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”.

Ale równocześnie jest to także mój sukces na niwie zawodowej, albowiem jest ona podsumowaniem mojej ponad 30 letniej pracy zawodowej radcy prawnego na rzecz ludzi i podmiotów gospodarczych.

Idąc dalej śladami mojej definicji prawdziwego szczęścia, skoro osiągnąłem sukces w pracy zawodowej, to oznacza, że spełniłem się w kolejnej, szóstej, wartości życiowej stanowiącej składową prawdziwego szczęścia jaką jest Praca. Ten sukces jest wyrazem osiągnięcia satysfakcji z pracy zawodowej całego życia.

Dlaczego tak uważam ? Książka – poradnik, jak sam podtytuł mówi „ ..proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”, jest efektem mojej pracy z ludźmi, moimi klientami przez wszystkie lata pracy.

Jednakże dopiero od około dziesięciu lat prowadziłem notatki z niektórych spraw, procesów, porad prawnych, rozmów, oczywiście zachowując tajemnicę zawodową i ochronę wrażliwych danych. Samą książkę pisałem ostatnie pięć lat, równocześnie prowadząc kancelarię prawną. Zacytuję fragmenty z książki.

„ Kiedyś wracając do swojej codziennej pracy z indywidualnymi kłopotami i dramatami życiowymi zwykłych obywateli, przyszła mi taka myśl: a może mógłbym, zamiast indywidualnie pomagać w rozwiązywaniu ich problemów życiowych, udzielić rad w formie prostych, zrozumiałych odpowiedzi zaadresowanych do jak największej liczby zwyczajnych osób, którzy ze swoimi problemami zamykają się w sobie albo też nie stać ich na odpłatną pomoc prawną czy inne specjalistyczne wsparcie… To Wam, z problemami i bez nich, chcę przekazać moje wnioski wynikające z pracy zawodowej i dość dużego doświadczenia, w formie prostych, konkretnych i sprawdzonych odpowiedzi na pytania Waszych współtowarzyszy niedoli życia, z którymi miałem do czynienia…..w istocie są to prawdziwe, sprawdzone w życiu prawdy, czerpię je bowiem właśnie z bogatych doświadczeń wynikających z praktyki zawodowej prawnika na co dzień zajmującego się ważkimi sprawami ludzkimi, w tym rodzinnymi, małżeńskimi, mieszkaniowymi, pracowniczymi i wieloma innymi „.

Nie oznacza to, że dopiero po przelaniu na papier moich doświadczeń zawodowych i życiowych, osiągnąłem wielkie zadowolenie z pracy. Musze się pochwalić, że przez te wszystkie lata pracy, przeżywałem bardzo wiele razy przyjemne chwile szczerych podziękowań ludzkich i dowodów wdzięczności. Ale bywały też i niezadowolenia, nie zawsze zależne ode mnie. Wiadomo, nie od pełnomocników zależą wyroki sądu lecz od rzeczywistego stanu sprawy.

Czy, w związku z osiągnięciem satysfakcji z pracy zawodowej i zadowolenia w zakresie samorealizacji w postaci napisania książki – poradnika, dzieła życia zawodowego, jestem w pełni szczęśliwy? Czy osiągnąłem prawdziwe szczęścia?

Jak wspomniałem wyżej nie, jeszcze nie spocznę na laurach, przynajmniej gdy chodzi o samorealizację. To w tej wartości życiowej mogę ja jak i każdy z Was osiągnąć znacznie więcej. W jakim zakresie? Proszę tylko zerknąć do tytułu rozdziału książki o samorealizacji, czyli „ Co dobrego możesz uczynić w swoim życiu?

Bronisław


Czyżby nadchodził kres instytucji prawnej małżeństwa ?

Oczywiście to tytułowe pytanie postawiłem przewrotnie. Chcę bowiem zachęcić uczestników bloga do rozpoczęcia dyskusji o małżeństwie, ale w sensie pozytywnym.

Przecież według mojej definicji prawdziwego szczęścia, wartość życiowa jaką jest związek małżeński dwojga osób, jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia prawdziwego szczęścia / patrz definicja prawdziwego szczęścia w mojej książce „Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście – proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”/.

Ale skoro postawiłem taką hipotezę, to postaram się ją podeprzeć znanymi powszechnie faktami z życia, a nawet prawem.

Zacznijmy zatem od kolejnego pytania pomocniczego. Czy chcemy rozważać o małżeństwie jako o związku dwojga osób formalnie zalegalizowanym, czy też o samym związku bez względu na jego nazwę.

Zarówno ze społecznego punktu widzenia jak i mojego, gdy chodzi o szczęście człowieka w ogólności i szczęście dwoje ludzi w tym przypadku, przedmiotem rozważań jest oczywiście sam związek dwóch osób bez względu na płeć i jego nazwę, a więc: więzi, cechy, trwałość, rozwój, a także rozkład.

Zatem zajmijmy się jego istotą i podmiotami go tworzącymi, chociaż do nazwy takiego związku powrócę dalej, bowiem nazwa już stała się przedmiotem publicznej dyskusji.

Artykuł 18 naszej Konstytucji stanowi : „ Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.Skupmy się jednak wyłącznie na małżeństwie.

Otóż ustawodawca polski jednoznacznie założył, w tej podstawowej normie prawnej dla wszystkich Polaków, że : po pierwsze, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny; po drugie, tylko taki zalegalizowany związek o tej nazwie będzie podległ ochronie i opiece Państwa.

W praktyce to oznacza, że wszystkie inne związki dwóch osób, poza legalnymi małżeństwami takiej ochronie i pomocy nie podlegają. A więc nie podlegają jej tak zwane konkubinaty, czyli niezalegalizowane związki kobiety i mężczyzny, mimo iż są trwałe, posiadają dzieci na wychowaniu i praktycznie tworzą rodziny. I co ważne są szczęśliwymi, spełnionymi związkami dwojga ludzi. Nie podlegają ochronie Państwa związki dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet, chociaż w naszej polskiej społeczności także ich nie brakuje i dopominają się swoich praw.

Co w tej sytuacji jest ważniejsze w aspekcie osiągnięcia szczęścia każdego związku, jego partnerów i każdego człowieka w naszym społeczeństwie? „ Małżeństwo” tylko to, które jest związkiem kobiety i mężczyzny zalegalizowanym pod taką nazwą, czy każdy trwały i szczęśliwy związek bez względu jak go nazwiemy i następnie zalegalizujemy?

Jeżeli przeszkodą jest instytucja prawna zwana małżeństwem, to może niech ustawodawca ją zmieni / przekształci prawnie/ na przykład na „ partnerstwo”, przyjacielstwo”, „związek partnerski”, bądź nada uniwersalną nazwę adekwatną do podmiotów takich związków. Dlaczego zatem polski ustawodawca nie chce tego zrobić? Dlaczego nasi posłowie reprezentujący nas, poprzez swoje partie polityczne, ruchy społeczne, uciekają od tego tematu?

I tu ponownie wrócę do nazwy instytucji prawnej „ małżeństwo”, która rzekomo jest przeszkodą w naszym państwie. A być może jest to tylko „ zasłona dymna”, a przyczyny są inne. Jakie?

Rzeczywiście, z puntu widzenia językoznawców, etymologia słowa „ małżeństwo – małżonek” zakłada tylko taką nazwę związku zawieranego przez mężczyznę z kobietą „ żoną”. Jednakże chyba nie w nazwie jest problem, skoro w wielu krajach zachodnich ustawodawcy mogli już to uczynić, legalizując związki dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet.

A w czym? I to pytanie kieruję do czytelników bloga.

Muszę przyznać, że ten dylemat zasygnalizowałem w swojej książce, lecz wówczas moim celem było i jest szczęście każdego trwałego związku dwojga ludzi, a nie wyłącznie szczęście tylko takiego związku, które zawarte jest przez dwoje ludzi o różnej płci, jest zalegalizowane i nazwane małżeństwem.

Pozostała jeszcze jedna polemiczna kwestia związana ze szczęściem „małżeńskim”, którą też tylko pokrótce zasygnalizowałem w swojej książce. Coraz częściej słyszałem i słyszę opinię niektórych ludzi, że związki nie formalne są trwalsze niż zalegalizowane w małżeństwa. Czy tak jest w rzeczywistości, a jeżeli tak to Twoim zdaniem dlaczego?

Zachęcając do dyskusji, za ewentualny punkt odniesienia, proponuję schemat obrazujący mój wzorzec szczęścia małżeńskiego, o którym dość szeroko piszę w książce.

Bronisław


Wyszukiwanie