„Świat się dzieli na ludzi mądrych i głupich”

Przeczytałem w Polsat Sport, takie oto emocjonalne wytłumaczenie Zbigniewa Bońka- Prezesa PZPN na oburzenie wielu ludzi na jego wpis na twitterze, że :

 ” Prezydent Polski dzisiaj może być wybrany głosami ludzi środowiska wiejskiego, głosami emerytów i ludzi z podstawowym wykształceniem. To chyba trochę dziwne w tak pięknym i rozwijającym się kraju jak nasza Polska”.

 „Ja przecież tylko napisałem o faktach, że 70 procent elektoratu jednego z kandydatów to ludzie ze środowisk wiejskich, z podstawowym wykształceniem i emerytów”. Mam 64 lata i dzielę ludzi tylko na mądrych i głupich. A to czy ktoś jest za tym czy za tym, nie ma dla mnie znaczenia.- tłumaczył się później.

Jako autor bloga „ Szczęśliwi, pechowcy, malkontenci”, ze sporym doświadczeniem profesjonalnego prawnika w ludzkich sprawach życiowych, muszę zabrać głos w sprawie tak bardzo kontrowersyjnego, ale jakże ważnego stwierdzenia, znanego i szanowanego Polaka.

          Tak naprawdę, w tych źle odbieranych słowach, Boniek zwrócił uwagę ( chyba nawet nieświadomie) na dwie bardzo ważne kwestie.

          Pierwsza aktualna i przemijająca, to kogo i dzięki komu Polacy wybiorą na Prezydenta Polski.

          Druga, o wiele ważniejsza, na dalszą przyszłość Polaków i ludzi na naszym Świecie, to kwestia wpływu mądrości ludzi na swoje prawdziwe szczęście i szczęśliwe życie narodów, w tym Polaków.

          W pierwszej sprawie trudno odmówić racji Bońkowi, bowiem miał pełne prawo napisać na twitterze o faktach. Napisał prawdę, że 70% wyborców Andrzeja Dudy w I turze to ludzie ze środowisk wiejskich, „słabo wykształconych”.

Natomiast późniejsze jego tłumaczenie, w którym „ dzieli ludzi na mądrych i głupich” , uważam za emocjonalne, ale niezwykle ważne w drugim kontekście. A mianowicie:

 – jakie skutki na drodze do szczęśliwego życia, wywołują wybory – decyzje podejmowane przez ludzi słabo wykształconych, nieinteligentnych, mniej uświadomionych wiedzą, ograniczonych w umiejętności rozwiązywania problemów i podejmowania racjonalnych decyzji,

których Boniek nazwał wprost z definicji słownikowej „ głupimi”.

W pierwszym przypadku, to jest głosowania w I turze, wyborców Andrzeja Dudy przekonały działania i słowa, które dawały im proste poczucie poprawy egzystencji życiowej, która w ich rozumieniu może być już szczęściem, ale jako materialny „ lepszobyt”.

         Prawie bez znaczenia pozostają dla nich wartości wyższego rzędu, w tym pozamaterialne, jak: demokracja, praworządność, równowaga władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, wolność, sprawiedliwość, współczesne wychowanie z edukacją seksualną, autorytety i wiedza naukowa i.t.d. Można wręcz przyjąć z założenia, że z reguły ich ( „głupich” w znaczeniu emocjonalnie wyrażonych słów przez Bońka) osobiste szczęście nie sięga wyższych wartości, takich jak: spełnienie marzeń osobistych, zawodowych, twórczych, życie radością pełni życia, nie mówiąc o samorealizacji.

Czy tak jest w rzeczywistości życiowej ?

Czy ludzie słabo wykształceni mają tak małe wymagania, gdy chodzi o prawdziwe szczęście?

I odwrotnie, czy im większe wykształcenie, poziom wiedzy i inteligencji posiada człowiek, to ma większe poczucie i rozmiar szczęścia do osiągnięcia w swoim życiu?

Jacy Polacy zdecydują o wyborze najlepszego kandydata na Prezydenta?

Niech na takie pytania odpowie każdy z nas sam sobie. Najlepiej na własnym przykładzie lub na przykładach osób darzonych autorytetem!

Zachęcam do zastanowienia, głosowania, a także przemyślenia na przyszłość: Co daje wiedza, wykształcenie i tak rozumiana mądrość?

Bronisław                                    

                                lipiec 2020r. –  między I a II turą głosowania na Prezydenta RP


Kryzys autorytetów? Czy tylko przejściowe zjawisko w polskim społeczeństwie?

Co się dzieje w naszym kraju z tradycyjnymi autorytetami: władzy państwowej, politycznymi, społecznymi, kościelnymi, wychowawczymi, naukowymi, zawodowymi?

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej to „głowa Państwa” , najwyższy organ Państwa Polskiego, przywódca -mąż stanu, mocny i wiarygodny głos narodu, który go wybrał w bezpośrednim głosowaniu. Tak być powinno! A jak jest?!

Prezydent Duda to, dla wielu Polaków, i to nie tylko dla jego opozycjonistów, „marionetka”, „długopis”, „ Adrian”, w znaczeniu braku samodzielności i niezależności od partii PiS, a tak właściwie od jej Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To także wizualny skutek  podpisywania na „kuckach” dokumentu państwowego obok siedzącego Prezydenta USA, Donalda Trumpa.

No więc jak to jest z jego autorytetem w kraju i za granicą?

Przywódcy polskich partii politycznych, byli i aktualni: Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Janusz Palikot,  Janusz Korwin Mikke, Ryszard Petru, Paweł Kukiz, a także inni, bez względu na prawdę, w oczach i słowach przeciwników politycznych to anty przykłady autorytetów, mężów stanu, nie szanowani, publicznie obrażani i szkalowani.

Sędziowie: to „ złodzieje”, „ komuchy”, „ kasta „.Tak jest dziś przedstawiany autorytet przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, powaga sądu, jego niezawisłość i niezależność. I dzieje się tak za przyzwoleniem władzy państwowej, a czasem wręcz z jej inspiracji dla celów walki politycznej.

No to jak jest w końcu z autorytetem sędziowskim i wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju?

Księża, coraz częściej postrzegani są jako „biznesmeni”, a ostatnio jako pedofile, a nie misjonarze – krzewiciele religii, autorytety dobra i świętości.

Pęka mit ojca duchowego, dzieci i młodzieży.

Lekarz to już nie zawód z powołania, specjalista od zdrowia z wielkim zaufaniem społecznym. Dziś  z powodzeniem zastępuje go pseudo „uzdrowiciel”,  znachor, „kręgarz”, „ masażysta”, czy „lekarz homeopata”. Wystarczy szyld, reklama i dobra „fama”.

No to jak wyglądać będzie nasza kondycja zdrowotna za lat kilkanaście?

Nauczyciele – wychowawcy: „Nie będą naszych dzieci uczyć nauczyciele od edukacji seksualnej, my rodzice nie pozwolimy na krzewienie ideologii „ gender ”, LGBT i takiego wychowania w rodzinie. To nam, rodzicom, konstytucja gwarantuje wychowanie według naszego wyboru! ”Takie głosy dość powszechnie słychać wśród zwolenników aktualnej władzy i partii rządzącej.

No to niech dalej księża i katechetki uczą edukacji seksualnej, świadomego rodzicielstwa oraz życia w małżeństwie i rodzinie.

My rodzice: No to na koniec spójrzmy samokrytycznie jakim autorytetem darzą dziś rodziców ich własne dzieci? Posłuchajmy co myślą o wiedzy rodziców i ich wychowaniu w zakresie edukacji seksualnej? Skąd one czerpią pierwszą wiedzę na te tematy?

Czy zatem dalej rodzice mają żyć jak w czasach średniowiecza, w zacofaniu umysłowym, traktując wiedzę jako „tabu”, oddając wychowanie dzieci „oświeconym” przedstawicielom Kościoła lub pozostawiając je na pastwę przypadkowej wiedzy internetowej, w tym pornografii, bądź często tragicznym doświadczeniom życiowym.

Dlaczego tak się dzieje w naszym kraju? Skąd się biorą kryzysy autorytetów, tworzących podstawy dobrobytu nowoczesnego państwa i szczęśliwego narodu?

Spróbujmy wspólnie znaleźć przyczyny, a może sformułować pozytywne wnioski?!

I tak po kolei:

Skąd się wziął kryzys autorytetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej?

Wszyscy znamy to powiedzenie „ ryba psuje się od głowy”! W tym przypadku od Głowy Państwa, a konkretnie Prezydenta Andrzeja Dudy. Co zatem „ psuje się” w wykonywaniu zadań i obowiązków Prezydenta RP nałożonych w art. 130 Konstytucji  określającym treść jego przysięgi. Przeanalizujmy to wspólnie.

….” uroczyście przysięgam,

  1. że dochowam wierności postanowieniom konstytucji,”..

I od razu, sięgnijmy pamięcią do faktów i odpowiedzmy sobie sami na pytanie:

Czy Prezydent Duda rzeczywiście i w każdym przypadku „ dochował wierności konstytucji, a więc postępował zgodnie  jej postanowieniami, przestrzegał je, nigdy nie łamał?

Nie sposób zapomnieć, choćby jednego znamiennego przykładu, kiedy już na początku kadencji Prezydent Duda ułaskawił nie skazanego prawomocnym wyrokiem ( a więc niewinnego), partyjnego kolegę Mariusza Kamińskiego. Dzięki czemu do dziś pełni on funkcję Ministra, czyli stanowi anty wzór autorytetu przedstawiciela rządy, najwyższej władzy państwowej. Jest przestępcą czy nie!? Fakt ten stanowił złamanie art. 139 Konstytucji, który potwierdził Sąd Najwyższy.

2)..że … będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa,..

I odpowiedzmy sobie na pytanie:

Czy Prezydent Duda w okresie swojej pięcioletniej kadencji zawsze i wszędzie, w tym w kraju i  podczas wizyt zagranicznych, dbał o godność narodu, i strzegł bezpieczeństw Państwa w tym w zakresie obronności i sił zbrojnych?

Pamiętamy skąd  wziął się obraz „kucki” Prezydenta RP przy podpisywaniu dokumentu obok siedzącego Prezydenta USA, a także „działania” Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza z pominięciem lub wbrew woli Prezydenta jako Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Zobaczymy co przyniesie Polakom wizyta Prezydenta Dudy w USA 24 czerwca b.r.

  • ..a dobro Ojczyzny oraz pomyślność Obywateli będą dla mnie najwyższym nakazem”.

Czy rzeczywiście dla Prezydenta Dudy najwyższe nakazy płynęły wprost z konstytucji, a nie z innego źródła decyzyjnego?

W tym miejscu spróbujmy odpowiedzieć sobie skąd się wzięły powszechnie znane żartobliwe i krytyczne przydomki „ Adrian” i „ długopis”. Czy czasem nie stąd, że Prezydent Duda, niestety, nie był niezależnym od nikogo najwyższym organem Państwa Polskiego. A wprost przeciwnie w większości przypadków „wykonywał nakazy” Prezesa rządzącej partii Jarosława Kaczyńskiego, a nie z konstytucji. Podpisywał bezkrytycznie ustawy podejmowane w trybie naruszającym postanowienia Konstytucji, nie zawsze dla dobra wszystkich Polaków,.

Skąd się biorą  kryzysy autorytetów przywódców partii politycznych w naszym kraju?

Najlepszymi przykładami kryzysu autorytetów liderów partii politycznej w naszym kraju to wizerunki przywódcy Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego oraz Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny.

Wzajemne „szczucie” na siebie z zaangażowaniem jak największej grupy społeczeństwa i własnych członków, to jest widoczne na co dzień,

we wszystkich środkach przekazu, niestety, w tym głownie w Telewizji Polskiej, opłacanej przez nas, wszystkich Obywateli.

W naszym kraju, w odróżnieniu od innych na zachodzie, normalna walka partii o władzę, jest pobawiona kultury politycznej, szacunku dla przeciwnika jako człowieka i jakichkolwiek zahamowań, włącznie z „ chamstwem” w ustach przywódców partii. Nie brak bowiem w niej zniewag osobistych, grupowych, a nawet poniżeń znacznej części podzielonego społeczeństwa. Słowa takie jak: „ dziadek z Wehrmachtu”, „chamska hołota”, „zdrajcy”, „ komuniści i złodzieje”, „ gorszy sort”, „ łże-elita”, stają się „normalnością w zachowaniu przywódców partii, jednoznacznie obniżając ich kulturą, a przede wszystkim społeczny autorytet.

Prawdą jest, ze także wśród sędziów, jak w każdym zawodzie zaufania publicznego, zdarzają się „czarne owce”. Tak było, jest i zapewne nadal będzie się zdarzać, że do dziesięciotysięcznej rzeszy sędziów, tak ważnej profesji stanowiącej trzecią władzę, trafiają osoby niegodne.

Dlaczego w oczach obywateli spada autorytet sędziów i całego wymiaru sprawiedliwości?

Ale to incydentalne zjawisko nie powinno być przedmiotem walki politycznej, której celem jest przejęcie władzy sądowniczej przez władzę wykonawczą (rząd i prezydent), lub przez władzę ustawodawczą (Sejm i Senat RP). Niestety tak się dziś dzieje w naszym kraju.

Do części Polaków nie trafia argument, że takie przejęcie władzy burzy podstawy demokracji i jest niezgodne z naszą Konstytucją. Mimo tego wszyscy widzieliśmy wielkie banery reklamowe, tworzone na zlecenie władzy wykonawczej, szkalujące całe środowisko sędziowskie. Słyszeliśmy także publiczne, w kraju i za granicą. Zniesławianie sędziów przez Premiera Morawieckiego i Prezydenta Dudy jako „złodziejów” czy „komuchów skazujących uczciwych ludzi”. Wcześniej rząd Beaty Szydło, długo nie ogłaszał wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niekonstytucyjnych zmian w sądownictwie, kwestionując jego wiarygodność. Dziś również przedstawiciele władzy wykonawczej nadal podważają wyroki sądów nie odpowiadające ich celom politycznym. Skoro władza nie uznaje, podważa,  kwestionuje i nie wykonuje wyroków sądów, to trudno się dziwić, że Obywatele będą czynić tak samo.Tak oto i z tych przyczyn upada autorytet sądów i wymiaru sprawiedliwości. Jego odbudowa, niestety, będzie trwać znacznie dłużej niż niszczenie.

Nie da się również ukryć, że tak jak podważany jest autorytet sędziów, podobnie dzieje się z autorytetem lekarzy. Dlaczego? Skoro to od nich zależy nasze najważniejsze dobro-zdrowie?!

Spójrzmy na praktyczne przykłady skąd to się bierze. Nie tak dawno w naszym kraju były strajki rezydentów, młodych lekarzy, którzy w przyszłości mają skutecznie dbać o nasze zdrowie. O co w nich chodziło? A no o wynagrodzenia adekwatne do ich ciężkiej, często wydłużonej ponad normy, pracy. Jakby w sprzeczności do ich żądań od Państwa, zarówno władza jak i My Polacy często uważamy, że lekarze to grupa zawodowa najlepiej zarabiająca, a w dodatku to „ łapówkarze”.  

Ostatnie przykłady: prof. Grodzki znakomity lekarz – specjalista i naukowiec, a jednak wkrótce po objęciu funkcji marszałka Senatu, został posądzany o przyjmowanie korzyści pieniężnych w zamian za zabiegi wykonywane w publicznym szpitalu. Prof. Łukasz Szumowski, lekarz, naukowiec, traci autorytet w czasie wykonywania nowej funkcji politycznej- ministra. I tak zła fama niesie upadek autorytetu zawodu lekarza.

Ale dlaczego, w dzisiejszych czasach, dostępu do wiedzy, wciąż wielu ludzi bardziej niż lekarzom ufa znachorom, pseudo uzdrowicielom, bioenergoterapeutom, masażystom amatorom, kręgarzom i innym „cudotwórcom zdrowotnym”?

Na to pytanie niech każdy spróbuje znaleźć sobie odpowiedź, być może nawet na własnym przykładzie.

A co się dzieje z autorytetem i misją księży, jak i samego Kościoła?

Co rusz słyszymy, że księża stają się coraz bardziej pazerni na pieniądze z tytułu opłat za posługi kościelne. Zamiast co łaska, już oficjalnie wywieszają cenniki usług, bądź uzależniają wprost wykonanie posługi od konkretnej wpłaty. Czyżby zatem księża stają się typowymi biznesmenami, których podstawowym celem jest zysk.

Autorytet polskiego Kościoła i księży jeszcze bardziej upada wraz z odkrywanymi co jakiś czas aferami pedofilskimi księży i ukrywanie ich , przez wysokich przedstawicieli Kościoła, oraz księży – przestępców seksualnych przed odpowiedzialnością karną i cywilną.

Niegdysiejszy ojciec duchowy i wychowawca naszych dzieci w duchu religijnym, dziś coraz częściej postrzegany jest jako potencjalny pedofil – zboczeńca – przestępca.

Sięgnijmy do autorytetu tak ważnego dla wychowania naszych dzieci. Jak w naszym kraju wygląda autorytet nauczyciela wychowawcy w oczach władz, a także samych dzieci i nas rodziców?

Kto w dzisiejszych czasach będzie chciał być nauczycielem, skoro ich wynagrodzenia nie zaspakajają nawet zwykłych potrzeb życiowych. W praktyce do zawodu idą przede wszystkim ci, którzy nie znajdują lepszej, spokojnej i wyżej płatnej pracy.

Nauczyciele z powołania, załamują ręce, czego i jak mają uczyć, w świetle obowiązującego prawa oświatowego, sięgającego treści średniowiecznych, w tym edukacji seksualnej , świadomego rodzicielstwa i wychowania w rodzinie. Zamiast ich, umiejętności rozwiązywania problemów i przygotowania dzieci do współczesnego życia, mają wpajać przeszłość historyczną narodu, oderwane od realiów życiowych regułki i zadania pamięciowe.

Jaki zatem mogą mieć autorytet u swoich uczniów, którzy to widzą, ignorują nauczycieli i korzystają z wiedzy poza naukowej, z innych powszechnie dostępnych źródeł, internetu, środowiska, złych doświadczeń życiowych.

No i na koniec spójrzmy na samych siebie. Czy ja, rodzic, matka i ojciec, jestem/ byłam/łem/ autorytetem dla własnych dzieci?

Czy w realiach życia codziennego byłam/łem/ dla dziecka wzorem do naśladowania?

Czy przekazywałem we właściwy i skuteczny sposób swoją, posiadaną wiedzę praktyczną, ucząc dziecka/dzieci/ umiejętności rozwiązywania codziennych problemów życiowych?

Czy potrafiłam/łem/ umiejętnie przekazać swoją wiedzę i doświadczenia w zakresie edukacji seksualnej, świadomego macierzyństwa/ojcostwa/ , czy też pozostawiłam/łem/ ją jako temat „tabu”?

Czy według mojej oceny dziecko/dzieci/ uważa/ją/ mnie za autorytet dobrego rodzica?

              Zaczynając pisać ten artykuł, chciałem poruszyć kwestię kryzysów autorytetów osobowych. Jednak już w trakcie pisania, samorzutnie zaczął się wyłaniać obraz kryzysu naszego Państwa. To przykre, ale taki wniosek powstaje na tle niszczenia autorytetów najważniejszych stanowisk, funkcji i zawodów zaufania publicznego w naszym kraju. I czynią to przedstawiciele władzy jako środek walki politycznej o władzę, ale niestety czynimy to i My wówczas, kiedy pozostajemy biernymi Obywatelami naszego Państwa.

Człowieku, Obywatelu, Polaku! Bierz się tylko za to co umiesz, czego się nauczyłeś i na czym się znasz, bo masz taką wiedzę.

Słaby to będzie przywódca, prezydent, premier, minister, sędzia, lekarz, nauczyciel, którego autorytet opierać się będzie na poparciu partii politycznej, aspiracji bez pokrycia, pogoni za pieniądzem, a nie na kompetencjach wynikających ze zdobytej wiedzy, praktyki zawodowej i doświadczenia życiowego.

I tak się niestety dzisiaj dzieje w naszym kraju. Stad też, między innymi, biorą się kryzysy autorytetów i zaufania, o których pisałem wyżej. Dlatego też cierpi na tym autorytet naszego Państwa w Europie i na Świecie.

Bronisław                                                                  czerwiec 2020 r.


Cudowne dziecko! Boski talent! Świat szczęścia stanął przed nim otworem!

Sześcioletni Edzio gra na fortepianie utwory Szopena. Cudowne dziecko, boski talent. Artystyczna dusza. Wniebowzięta babcia przysyłała rodzicom co rusz „dolary” z Ameryki na dalszą naukę wnuczka pod okiem mistrza – nauczyciela muzyki.

Edzio, już przystojny młodzieniec, gra na wielu instrumentach, fortepianie, gitarze, akordeonie. Przeprowadza się do brata, mieszkającego w mieście, tętniącym artystycznym życiem, gdzie zdobywa maturę.

Osiemnastolatek Edzio zakłada zespól muzyczny i rozpoczyna karierę grając w znanym klubie młodzieżowym. Gra, komponuje, śpiewa i błyszczy na scenie. Dziewczyny aż piszczą garnąc się do niego.

Poznaje przepiękną Danusię. Szczęśliwy tryska radością życia.

Zakochuje się „ na zabój”, traci dla niej głowę. Danusia znajomość z Edziem nie uważała za miłość. Owszem fajnie było, ale prawdziwej miłości nie czuła. Ale koleżanki z „gastronomika” zazdrościły jej pięknego, zdolnego artysty. To przekornie zmobilizowało ją do kontynuowania związku.

Lubiła muzykę,  podróże z zespołem i towarzyszące rozrywki zakrapiane alkoholem. Po maturze Danusi zamieszkali w dużym domu rodziców Edzia pod miastem.

Rajskie życie, niczego im nie brakowało, w dodatku babcia z Ameryki nie skąpiła niczego, kiedy tylko uwielbiany wnusio Edzio, a raczej Danusia, poprosi. Niestety, po koncertach, wspólne uczty alkoholowe, z udziałem Danusi, zaczęły się źle kończyć dla obojga kochanków.

Któregoś dnia, koledzy z zespołu nieśmiało donieśli mu że Danusia, w innym klubie, kompletnie zalana tańczyła na stole robiąc stripts.

Zakochany Edzio rozgrzeszył ją, przyjmując tłumaczenie jako incydent sprowokowany sytuacją i alkoholem.

Któregoś dnia Danusia  wpadła do domu ogromnie zdenerwowana. Była pod wpływem alkoholu. Już w drzwiach „ryknęła” na Edzia: „ mówiłam uważaj, jestem w czwartym miesiącu ciąży”.

Mimo demonstracyjnego niezadowolenia Danusi, Edzio przyjął wiadomość okazując zadowolenie. To owoc jego miłości, przecież jego miłość do Danusi to także miłość do ich dziecka. Nawet na myśl nie przyszło mu, że to może być owoc innego mężczyzny. Gdyż jak się później okazało, jego ukochana Danusia, po pijaku, podłechtana pochlebstwami, nie szczędziła swoich pięknych wdzięków przygodnym adoratorom.

Danusia nie zmieniła stylu życia po urodzeniu pięknej córeczki. Za to Edzio, już jako dojrzały życiowo Edek musiał zacząć pracować na rodzinę. Zespól się rozpadł, a Edek został „nocnym„ muzykiem w restauracji.

Pamiętam takie zdarzenie. Któregoś ranka, będąc w pobliżu, wpadłem do nich do domu i zauważyłem coś dziwnego. Edek jeszcze spał w łóżku. Nogę miał przywiązaną jakąś chustą do kołyski. Jak mi wyjaśnił, w ten sposób nogą kołysał dziecko kiedy płakało, gdy przyszedł nad ranem z pracy do domu, bo „ Danusia została na noc u swojej mamy” i dopiero co przyszła.

Po kilku latach spotkałem przypadkowo Edka w mieście. Udawał, że mnie nie widzi. Z trudem go poznałem, ale zagadnąłem. Zniszczona twarz, wygniecione ubranie, trzęsące się ręce, trudna wymowa. Wiedziałem, Edek pije. Postawiłem mu piwo, wypił prawie duszkiem. Roztkliwił się i rozgadał.

Danusia wyprowadziła się z córką do matki, ale jak się okazało już tam nie mieszka. Nie może jej znaleźć. Kocha ją nadal i dziecko. Nie może bez nich żyć i dlatego pije. Nie pracuje i oszukuje rodziców oraz babcię w Stanach, aby z czegoś żyć. Nie chce ode mnie żadnej pomocy, mimo iż wiedział, że jestem prawnikiem i mogę mu realnie pomóc. Wstydził się. Zostawiłem mu swoje „namiary”.

Mijają kolejne lata. Jestem przejazdem w miejscowości, w której mieszkał Edek. Odnajduję mały dom jednorodzinny. Z zewnątrz zaniedbane otoczenie. Dzwonię, pukam, walę, bezskutecznie. Naciskam drzwi, otwarte, wchodzę. Zaduch bucha w twarz. Na wprost w otwartym pokoju, na tapczanie leży jakiś człowiek, na wpół rozebrany, kaleka bez jednej nogi. Podchodzę ostrożnie, patrzę. O Boże to Edzio!, Edek !, a właściwie nie ten sam Edward, pijany, brudny, zniszczony człowiek.

Za mną weszła jakaś starsza kobieta. „Niech pan go nie budzi przed chwilą „wypił” i zasnął ”. To sąsiadka, która od czasu do czasu zagląda do niego i jak może pomaga mu.

Kiedy się przedstawiłem, opowiedziała mi krótko. Edward jest ciężko chory na cukrzycę, dlatego odcięto mu nogę. Nikt z rodziny go nie odwiedza, ani nie dba o jego bezpieczeństwo. Korzysta z pomocy społecznej. Jest alkoholikiem i nie leczy się, chyba czeka na śmierć i się zapija, czym się da. Raz byłą córka, oglądała dom, ale już się nie pokazała. Chyba czeka na śmierć ojca.

Wyjeżdżam z ogromnym smutkiem. Widzę straszną klęskę człowieka, który mógł być szczęśliwym, utalentowanym artystą, dobrym mężem kochającym piękną kobietę, wielką miłością.

Próbuję odnaleźć tę niegdyś piękną kobietę. Trafiłem na ślad. Leczyła się w Poradni Zdrowia Psychicznego z powodu alkoholizmu. Uczestniczyła nawet w spotkaniach klubu AA.

Niestety dalej ślad po niej się urwał.

Dwa lata później dostałem od znajomego informację, że odbędzie się pogrzeb Edwarda. Byłem na nim. Oprócz znajomego, kilka osób z tej miejscowości, to starsi mężczyźni, chyba koledzy i sąsiadki. Nie widziałem Danusi, ukochanej Edwarda do samej śmierci. Chyba była córka, ładnie ubrana młoda kobieta, wyraźnie odbiegająca mniej żałobnym wyglądem od tych kilku żałobników.

Odmówiłem w zadumie modlitwę za Edzia, Edka i Edwarda. Wyobraziłem sobie artystę Edzia, wspaniałego muzyka. Później Edka cieszącego się życiem, kochającego piękną żonę Danusię, która odwzajemnia się taką samą miłością. Ich córkę wychowaną we wzajemnej miłości rodziców. Niestety! Zobaczyłem Edwarda, krótko przed jego śmiercią, jeszcze w sile wieku, ale zniszczonego ślepą, jednostronną, miłością, nieszczęśliwego człowieka.

Dlaczego tak się stało. Jaki był sens i cel ich życia? Czy go w ogóle mieli? Co przyniosła Edziowi jego miłość do pięknej kobiety bez wzajemności? Co ukształtowało takie życie Edka i Danusi zamiast szczęśliwej  przyszłości? Dla kogo i po co oboje żyli? Jaka przyszłość czeka ich córkę?

Zapewne jest wielu takich ludzi, pośród nas? Ilu z nich ukrywa swoje nieszczęście przed światem? Dlaczego nie szukają pomocy?! Czy my im możemy pomóc i czy pomagamy?

Bronisław                                                                          czerwiec 2020 r.

.


3 razy „ K”…i …rozwód?! O nich trzeba wiedzieć, pamiętać, a jak się zdarzy, umieć rozwiązywać!

Nie tak dawno, wraz z moimi czytelnikami, podczas wciąż trwającej izolacji domowej z powodu pandemii koronawirusa, zabawialiśmy się  psychotestem na szczęście, p.t:

„ Diagnoza mojego DOBROSTANU ”.

To jednak była ważna samoocena najważniejszych wartości składających się na pełnię szczęśliwego życia: wzajemnej miłości, spełnienia w małżeństwie i w rodzinie, posiadania dziecka i jego wychowania, satysfakcji z pracy zawodowej i samorealizacji naszych marzeń.

Każdy mógł porównać te wartości w swoich związkach do wzorców sięgających ideałów szczęścia. Ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że dążyć do ideałów, spełniając marzenia to jedno, i do nich trzeba i warto zmierzać. Ale faktyczna, życiowa droga do szczęśliwego życia, może być znacznie trudniejsza. I to jest druga strona medalu.

Spójrzmy zatem co nas może spotkać na tej trudniejszej drodze  do szczęścia. Zapamiętajmy i nauczmy się jak pokonywać niektóre przeszkody, każdy na własnej i wspólnej w związku drodze.

To co każdy i to na pewno, będzie przeżywać, w jakimkolwiek związku dwoje partnerów, to

KŁÓTNIA.

Występuje ona w każdym małżeństwie /konkubinacie/, a także w każdym, nawet krótszym, związku, w miarę upływu czasu jego trwania. I to jest normalna ludzka rzecz. Nie stanowi ona poważniejszego zagrożenia dla trwałości, a także dla stabilności związku. Niektórzy fachowcy twierdzą, że nawet ożywia związek z przejściowego marazmu. Do czasu…, ale o tym później.

Najważniejszą rzeczą w praktyce życiowej jest umieć rozróżnić, że to jest tylko kłótnia, a następnie „ odpowiednio ją przeżyć”.

Proponuję zapamiętać jej podstawowe cechy, że:

•••  KŁÓTNIA

to : sprzeczka, spór, ostra wymiana słów, zdań, zgrzyt, scenka, krótkie spięcie.

Z reguły ma ona krótkotrwały charakter: incydent, epizod, chwilowy rozdźwięk, zdarzenie.

Może ją cechować ostry przebieg: pyskówka, wrzask, krzyki, a czasami także obraźliwe słowa, przekleństwa, złorzeczenia. Potocznie nazywamy ją awanturą.

Przedmiotem kłótni jest najczęściej jakiś mniej ważny życiowo problem, nie  podważający istoty najważniejszych wartości, które wymieniłem na wstępie jako elementy dobrostanu. To doraźna różnica zdań w jakiejś spornej sprawie, taka, że każdy chce wygrać i pozostać przy swojej racji.

Przykład kłótni małżeńskiej:  „ Chciałam wjechać na najwyższy poziom wieży Eiffla, co z Ciebie za chłop, że się boisz”- posumowała wcześniejszą kłótnię Magda, odwracając się w łóżku od „napalonego” na seks w Paryżu męża,  podczas wycieczki „ Stolice Europy”.

Pod koniec małżeńskiej kłótni: Muszę Ci wymyślić jakąś seks karę

Przyczyna błaha, incydentalna. niezależna od męża, lęk przestrzeni. Jej przebieg to sprzeczność doraźnych interesów, rozdźwięk, nieporozumienie. A  skutek – „ukaranie” męża odmową seksu, zakłócenie miłej, zaplanowanej, wycieczki małżeńskiej.

Jak przeciwdziałać, rozwiązywać, czy też tylko „przeżywać-przechodzić” kłótnie małżeńskie?

       Jak wspomniałem wyżej definiując kłótnię, jest to gwałtowna i emocjonalna wymiana zdań w jakiejś spornej sprawie, niekoniecznie ważnej dla związku, polegająca na tym, że każda strona ma swoją rację, ale w dążeniu do czegoś dobrego, lepszego, ważniejszego dla siebie. A zatem obie strony kłótni , jako różne osobowości, o niejednolitych cechach charakteru, chcą czegoś ,w ich mniemaniu, normalnym, ale wspólnym życiu. Nie zawsze można przewidzieć, że stanowisko, zdanie, chęć, zachowanie, w każdej codziennej sprawie, odpowiada i jest zgodne ze zdaniem drugiego partnera. Ciśnie się praktyczny wniosek, że tego rodzaju kłótni – sporów, nie można ani przewidzieć, ani też uniknąć w związku. A więc jest to zdarzenie, incydentalne, „normalne” i powszechnie występujące.

Inaczej należy patrzeć na jego skutki. Kłótnie w związku trzeba umieć „rozbrajać” w możliwie najkrótszym czasie i nie dopuszczać do podobnych w przyszłości. I tu znajduje się olbrzymie pole działania dla inwencji twórczej partnerów. Podstawą mobilizacji do takiego działania musi być, wyciągnięty z kłótni, wniosek każdego z partnerów:

przed nami dalsze życie z ważnymi celami do osiągnięcia, na wspólnej drodze do szczęścia naszego i członków rodziny.

           Przy rozwiązywaniu kłótni, a także konfliktów i kryzysów małżeńskich bardzo ważnym momentem jest określenie przez każdego partnera z czym ma do czynienia i to przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań. A więc czy zaistniała kłótnia, a może mamy już konflikt, czy wręcz to już jest kryzys małżeński. Chociaż nie można lekceważyć żadnego problemu w związku, to jednak w zależności od jego wagi dla dobra związku, odpowiednio inaczej należy podchodzić do jego zażegnania i rozwiązania.

W drugiej kolejności, po swoim nazwaniu, co się zdarzyło i co mam rozwiązać ( czy kłótnia – konflikt – kryzys małżeński), wskazane jest aby spróbować, najpierw samemu, dokładnie ustalić kwintesencję spornego problemu, a więc co wywołało naszą kłótnię. To działanie jest bardzo ważnym etapem rozwiązywania wszystkich trzech negatywnych zjawisk w związku. Z doświadczenia życiowego, wszyscy wiemy, że w końcowej fazie kłótni, „umyka” właściwy jej powód, a jej treścią staje się „walka” „ kto wygra, kto przegra, kto ustąpi”.

No i trzecia faza: sposób zakończenia kłótni, czyli najkorzystniejsze rozwiązanie w danej sytuacji.

Jeżeli każdy z partnerów ma świadomość, że to jest tylko „normalna” incydentalna kłótnia, którą wywołał temat mniejszej wagi dla związku, to rozwiązań może być wiele, w zależności od okoliczności. I tak na przykład:

– partner, który się poczuwa do wywołania sprzeczki, sporu, przeprasza, bądź obiecuje zmianę, poprawę, wyciągnięcie wniosku. i.t.p.;

– nikt nie poczuwa się do winy i ustępuje któryś z partnerów kończąc spór żartem, uśmiechem, i.t.p.;

– obie strony przerywają spór, na prośbę jednej z nich, przyjmując, że w innym czasie, na spokojnie, wrócą do rozmowy na temat przedmiotu sporu;

– obie strony rozchodzą się w milczeniu, aby uniknąć jego rozognienia i przechodzą do „normalnego” życia, z przekonaniem i oczekiwaniem, że z czasem temat sporu zaniknie, a obie strony o nim zapomną.

A teraz wracam do niedomówienia „… do czasu?!..” przy omawianiu kłótni.

Niestety, ilość, częstotliwość i narastająca agresja kłótni małżeńskich, może przekształcić je w konflikt. Szczególnie wówczas, kiedy ich przedmiotem staną się podstawowe wartości konieczne do dobrego życia małżeństwa, rodziny, w tym  wychowania dzieci.

Spróbujmy zatem teraz zdefiniować na czym polega KONFLIKT małżeński.

KONFLIKT małżeński,

to przedłużająca się niezgoda między partnerami, różnica między wartościami, potrzebami, postawami, decyzjami- wyborami  , i.t.p., których oni sami nie bardzo mogą rozwiązać.

Cechy charakterystyczne konfliktu małżeńskiego, to:

– długotrwałość, ale jeszcze nie bez widoków na jego rozwiązanie;

– przyczyna powodująca i przedłużająca konflikt, to problem większej, niż w kłótni, wagi dla istoty zgodności, spokoju i „normalności” życia małżeńskiego;

Oznaki konfliktu to: napięte stosunki, niechęć do rozmów, wzajemne unikanie kontaktów bliskości, niechęć, a nawet demonstracyjne unikanie współżycia seksualnego, kwasy, fochy w koniecznych kontaktach życiowych, t.z.w „ciche dni”, wewnętrzne rozbicie, „dołek” psychiczny, stresowe dni w pracy, i.t.p.;

Przykład konfliktu małżeńskiego: „ Ja już nie mogę dłużej patrzeć jak te brudne naczynia pozostawiasz w zmywaku i zapychają się rury! Mam dość takiej żony”- wrzeszczał zdenerwowany Tadek. Ubrał kurtkę, trzasnął za sobą drzwiami i poszedł na piwo. Głupia sprawa, powtarzające się sprzeczki na ten temat, od pewnego czasu stała się 

konfliktem małżeńskim,

dzielącym strony. „

     Ciągle się czepiasz z tymi naczyniami, nic się nie stanie jak zmyję później

Jak rozwiązywać konflikty małżeńskie (partnerskie)?

W tym miejscu konieczne jest nawiązanie do szóstej cechy koniecznej do istnienia wzorowego związku małżeńskiego, komunikatywności, czyli umiejętności porozumiewania się. Jest to podstawowy i najlepszy sposób rozwiązywania wszystkich konfliktów małżeńskich i rodzinnych.

I wreszcie najważniejsza rzecz z praktycznego punktu widzenia – nawet najgorszy konflikt i najgłębszy kryzys małżeński można przełamać własnymi siłami, kiedy oboje partnerów nadal łączy bliskość i zaufanie.

Cztery zasady rozwiązywania konfliktów małżeńskich.

Cztery poniższe zasady rozwiązywania konfliktów to kierunkowe wytyczne, które trzeba mieć na stałe zakodowane w podświadomości. W przypadku zaistnienia sporu małżeńskiego należy świadomie do nich sięgnąć i je wykorzystywać. Co najważniejsze, o tych czterech zasadach należy ciągle pamiętać i ściśle ich przestrzegać przez czas trwania i rozwiązywania sporu, od  powstania, aż do jego zakończenia poprzez pozytywne rozwiązanie. To powinny być Twoje, Czytelniku, nakazy postępowania.

1. Zachowuj kulturę osobistą przy prowadzeniu rozmowy:

– okaż szacunek,

– zachowaj spokój,

– panuj nad własnymi emocjami,

– nie podnoś głosu,

– wysłuchaj i uszanuj zdanie drugiej strony.

2. Rozpoznaj i wspólnie z partnerem określ istotę sporu, cały czas pamiętając, co jest jego przedmiotem, aby móc go rozwiązać i zakończyć konflikt.

3. Zawsze szukaj płaszczyzny porozumienia, która stworzy możliwość rozwiązania problemu i pozytywnego zakończenia sporu.

Płaszczyzny porozumienia można tworzyć między innymi przez:

–  rozładowanie napięcia emocjonalnego wokół konfliktu, najpierw przez wyciszanie i opanowanie własnych emocji, a następnie przez okazywanie zewnętrznego spokoju,

–  wprowadzenie przyjaznego bądź żartobliwego nastroju, klimatu w celu rozładowania napięcia drugiej strony,

–  zajęcie się w trakcie sporu innymi czynnościami wymagającymi zaangażowania lub współdziałania drugiej strony w celu wyładowania napięcia emocjonalnego drugiej strony, ale bez odbiegania od istoty konfliktu,

–  dyskretne eliminowanie ubocznych tematów, problemów, które odbiegały od istoty konfliktu, a jednocześnie go rozszerzały i zaogniały, oraz określanie i precyzowanie istoty spornego problemu,

–  przypomnienie o planowanych, bliższych i dalszych, pozytywnych wydarzeniach mających nastąpić w życiu związku, rodziny, małżonków, wymagających zgodnego udziału obojga małżonków,

–  delikatne i spokojne wyeksponowanie tej części tematu sporu, który będzie uzgodniony, a następnie dalsze rozwiązywanie istoty konfliktu.

4. Dokładaj maksimum starań, aby każdy konflikt małżeński zakończyć podjęciem wspólnej decyzji co do istoty sporu.

Kiedy pojawia się konflikt, małżeństwo (inny związek stały) ma teoretycznie do wyboru trzy wyjścia:

–  walczyć,

–  zignorować konflikt w atmosferze pozornego spokoju,

–  rozwiązać sporny problem, czyli podjąć decyzję co do istoty konfliktu.

Aby móc zakończyć konflikt podjęciem decyzji należy zwrócić uwagę na dwie ważne sprawy:

–  postaraj się dawać partnerowi jako pierwszemu możliwość przedstawienia swojej propozycji rozwiązania problemu, a sam staraj się jak najwięcej z niej zaakceptować w ramach wzajemnych ustępstw,

–  pamiętaj, że każdy konflikt wymaga wzajemnych ustępstw, nie ma bowiem ludzi wszechwiedzących, nieomylnych, najlepszych – errare humanum est (błądzić jest rzeczą ludzką).

Tak wyglądają  CZTERY ZASADY, rozwiązywania konfliktów małżeńskich, a więc pewne ogólne reguły postępowania małżonków/partnerów/, chcących je pozytywnie zakończyć.

Szczegółowe, praktyczne wskazówki, jak postępować przy rozwiązywaniu konfliktów małżeńskich znajdziesz drogi czytelniku w mojej książce.

A co się będzie działo w związku małżeńskim/innym stałym/, jeżeli konflikt nie zostanie rozwiązany, bądź zażegnany?

Nastąpi znaczne pogorszenie sytuacji, grożącej rozpadem związku,

czyli kryzys małżeński.

I tak oto mamy krótką definicję kryzysu małżeńskiego. Doprecyzujmy ją o praktyczne aspekty:

KRYZYS MAŁŻEŃSKI,

to znaczne pogorszenie jednej lub kilku więzi łączących związek małżeński /partnerski/, grożące rozpadem związku, w tym głównie więzi uczuciowo-emocjonalnej czyli miłości.

Cechy charakterystyczne kryzysu małżeńskiego:

-radykalna zmiana stanu / statusu/ sytuacji/ zachowań/ partnerów związku;

– stan cierpienia z towarzyszącymi uczuciami zagrożenia, lęku, niepewności;

– zniechęcenie i utrata motywacji do życia i pracy;

– pesymistyczny myślenie i nastawienie do życia.

Oznaki:

-stopniowa, a następnie całkowita utrata bliskości;

– całkowity zanik współżycia seksualnego;

– brak pełnego zaufania, aż do jego całkowitej utraty;

– brak chęci, woli, potrzeby komunikowania się, prowadzenia rozmów, a z upływem czasu unikanie kontaktów;

Najczęstszym przedmiotem i jednocześnie rodzajem kryzysu małżeńskiego są:

-kryzys rozczarowania, który występuje najwcześniej i jako pierwszy, praktycz  nie przydarza się większości małżeństw, jedynie o różnym stopniu nasilenia,

– kryzys po urodzeniu pierwszego dziecka,

– kryzys z powodu zdrady.

  – kryzys rozłąkowy,

– kryzys z powodu uzależnienia,

– kryzys z powodu teściów,

– małżeński kryzys finansowy,

Przykład kryzysu małżeńskiego: „Kasia nie współżyje z Jackiem od ponad roku. Mąż często wyjeżdża rzekomo w delegacje. Są siedem lat po ślubie, mają czteroletniego synka, a jego ojciec prawie przestał się nim interesować. Pewnego dnia Kasia dostała anonimowy telefon. „Pani mąż ma kochankę!” Teraz już wie co się stało. Ich związek przeżywa 

kryzys małżeński!”

      Przepraszam kochanie, ale to nieprawda! Ktoś próbuje Cię podpuścić!

Czy jest możliwe wyjście z poszczególnego rodzaju kryzysu małżeńskiego, oraz w jaki sposób można podjąć próbę rozwiązania danego kryzysu, zależy od jego głębokości, woli, wytrwałości partnerów i okoliczności.

Na łamach tego posta nie sposób przedstawić sposoby rozwiązywania każdego z nich. Czytelników zainteresowanych sposobem rozwiązywania, odsyłam do mojej książki, podrozdział :Kryzys w małżeństwie i co dalej?

I tak oto poznaliśmy trzy rodzaje przeszkód, które mogą wystąpić na drodze  do szczęśliwego życia w każdym związku małżeńskim/ partnerskim/,

Kłótnia, Konflikt, Kryzys.

Ja nazwałem je 3 razy „K”, jak trzy „kłody” rzucone pod nogi partnerom związku i to wcale niekoniecznie przez ślepy los.

Niech to złowróżebne motto pozostanie w naszej pamięci wyłącznie jako przestroga „ Jak mądrze żyć i cieszyć się szczęściem w związku małżeńskim /innym stałym/ ”

Bronisław                                                                  koniec maja 2020 r


Psychozabawy „ Diagnoza mojego dobrostanu” część V – ostatnia. I podsumowanie całego testu.

Dziś sprawdzimy

SAMOREALIZACJĘ,

naszą „duchową” i czasem najskrytszą wartość życiową i spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie :

Czy jestem na właściwej drodze do spełnienia swojego największego marzenia /marzeń/?

Naukowcy, badacze szczęścia, na czele z pionierem Abrahamem Maslowem, twórcą „piramidy – hierarchii potrzeb”, zgodnie uważają, że do pełni szczęścia niezbędna jest samorealizacja człowieka. Czy tak jest z każdym z nas? Właśnie mamy okazję sprawdzić to na sobie, w ramach ostatniej V części naszego testu psychozabawy: Jak to jest z samorealizacją u mnie, by uzyskać odpowiedź na pytanie:

Czy jestem na właściwej drodze do spełnienia największego marzenia/marzeń/?

Jak w poprzednich częściach naszego testu stosować należy podobne zasady:

– każdą wybrana odpowiedź na poszczególne pytania proszę zapamiętać lub zapisać obok, dla porównania i sprawdzenia wyniku;

– trafność wniosków z psychotestu- zabawy zależy od szczerości udzielanych sobie odpowiedzi, dokonana samoocena ma przecież służyć przede wszystkim Tobie.

No to zaczynamy:

1. Czy, według Ciebie, do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, czyli„ dobrostanu”, potrzebna jest SAMOREALIZACJA ?

A – zdecydowanie tak           B – raczej tak                C – raczej nie

D – zdecydowanie nie           E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

2. Czy na swojej, dotychczasowej drodze życiowej masz/ miałaś/łeś/ na celu samorealizację, jako ważną wartość do osiągnięcia pełni szczęścia?

A – zdecydowanie tak           B – raczej tak                C – raczej nie

D – zdecydowanie nie           E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

3. Czy potrafiłabyś/ potrafiłbyś/ wskazać jakieś własne działania, będące przykładem Twojego twórczego życia w ramach i na rzecz samorealizacji?

A – zdecydowanie tak           B – raczej tak                C – raczej nie

D – zdecydowanie nie           E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

4. Czy podejmujesz, podejmowałaś/łeś/ dotychczas, jakieś bardziej znaczące dla Ciebie, działania bezinteresownego czynienia dobra, w tym na rzecz innych ludzi?

A – zdecydowanie tak           B – raczej tak                C – raczej nie

D – zdecydowanie nie           E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

5. Czy masz/ miałaś/łeś/ swoje największe, życiowe marzenie/nia/, które nie ujawniasz /ujawniłaś/łeś/, a które chciałabyś/chciałbyś/ zrealizować, albo je zrealizowałaś/łeś/ lub już realizujesz?

A – zdecydowanie tak           B – raczej tak                  C – raczej nie

D – zdecydowanie nie           E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

Zrób przerwę, złap oddech i dokonaj myślowego podsumowania wszystkich 5 odpowiedzi na powyższe pytania i odpowiedz na szóste podsumowujące pytanie:

6. Czy możesz uznać swoje dotychczasowe życie za twórcze, jako samorealizację swoich marzeń, pragnień, aspiracji poprzez rozwój osobisty i spełnienie duchowe, artystyczne, estetyczne, inne?

A – zdecydowanie tak           B – raczej tak                 C – raczej nie

D – zdecydowanie nie           E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

                                                      •  •  •

A teraz swoją ocenę stopnia samorealizacji, pod względami wskazanymi w pytaniach, poddaj głębszej i bardziej obiektywnej weryfikacji. W szczególności porównaj swoje odpowiedzi z opisem i praktycznym znaczeniem samorealizacji na drodze do szczęścia prawie każdego człowieka.

W tym celu klikaj na poszczególne wartości zaznaczone, w 5-ciu pierwszych pytaniach, kolorem niebieskim. Uważnie zapoznaj się z otwartym tekstem danego linku (wartości), a następnie jeszcze raz udziel sobie rzetelnej i samokrytycznej odpowiedzi na każde z 5 pytań. Na końcu zweryfikuj swoją generalną odpowiedź na szóste pytanie, podsumowujące piątą część naszej psychozabawy: :

Czy jestem na właściwej drodze do spełnienia swojego największego marzenia /marzeń/?

                                                      •  •  •

I tak DOKONAŁAŚ/DOKONAŁEŚ/ „DIAGNOZY SWOJEGO DOBROSTANU” w zakresie piątej części naszej psychozabawy, obejmującą

SAMOREALIZACJĘ:

•••→ Jeżeli na 5 pierwszych pytań wskazałaś/łeś/:

5 razy odpowiedź „A- zdecydowanie tak” ; lub 4 razy „A – zdecydowanie tak” na pytania od 1-4, a na 5 pytanie „D – zdecydowanie nie”, to:

Jesteś na bardzo dobrej drodze samorealizacji własnych marzeń, pragnień, aspiracji, a także wybranych wartości i celów do pełni szczęśliwego życia. Zdajesz sobie doskonale sprawę, że prawdziwe szczęście to nie tylko dobra materialna egzystencja, dobrobyt, ale także wartości stanowiące wyższe potrzeby jak czynienie dobra, twórcze życie oparte na wartościach duchowych, artystycznych, poczuciu piękna. Nic dodać, nic ująć. Żyj tak dalej i czyń dobro, utrzymując i pielęgnując pozostałe wartości niezbędne do prawdziwego szczęścia jak: miłość wzajemna, spełnienie w związku i w rodzinie, dobre wychowanie i wykształcenie dziecka/dzieci i satysfakcja z pracy zawodowej.

Co jakiś czas wspólnie rozmawiamy o spełnianiu naszych marzeń i je spełniamy

•••→ Jeżeli w odpowiedzi na 5 pierwszych pytań wybrałaś/łeś/:

Na dwa pierwsze pytania odpowiedź „B – raczej tak”,  na kolejne dwa pytania (3 i 4) odpowiedzi „A – zdecydowanie tak” lub „B- raczej tak”, a na ostatnie 5 pytanie odpowiedź „A-zdecydowanie tak” lub „ C-raczej nie” bądź „D- zdecydowanie nie”, to:

Oznacza, że masz swoje marzenia i wiesz jak bardzo chciałabyś/chciałbyś aby się spełniły. Lecz w ich spełnianiu Ty sama/sam nie jesteś dostatecznie konsekwentna/ny. Jesteś chyba generalnie zadowolona/ny z aktualnego stanu i poziomu życia. Ale z jakichś, Tobie znanych, przyczyn jeszcze nie stawiasz na pierwszy plan samorealizację marzeń. A potencjał zapewne jest w Tobie. Poczucie nie spełnionego szczęścia najbardziej odczuwa się w starszym wieku. Zatem do działania.

Muszę zdecydowanie i konsekwentnie zacząć dążyć do spełnienia marzeń, bo radosna młodość i „carpe diem” nie trwa wiecznie

•••→ Jeśli odpowiedziałaś/łeś/ na 5 pytań:

Pięć razy „C – raczej nie” lub „E – mam wątpliwości tak właściwie to nie wiem”, to:

Jak wynika z Twoich odpowiedzi to do tej pory o samorealizacji raczej nie myślałaś/łes/ i nie była Ci ona do szczęścia potrzebna. Być może masz bardziej egzystencjonalne spojrzenie na życie. Zapewne dla Ciebie ważniejszy jest dobrobyt niż dobrostan. Stąd chyba w Twoim życiu dominują potrzeby materialne, bytowe, a nie marzenia, w których realizację chyba nie wierzysz?! Być może wraz z wiekiem zaczniesz odczuwać potrzebę samorealizacji jakichś marzeń, które się wówczas niejako same odezwą, ale pamiętaj, że wówczas może być za późno. A zatem czy nie warto to jeszcze przemyśleć?!

Dobrobyt dają pieniądze i on jest dla mnie realizacją marzeniem i celem życia!?

•••→ Jeżeli na 5 pierwszych pytań wskazałaś/łeś/:

Na pytania  1,2,3 i 5 cztery razy odpowiedź „C – raczej nie”, lub „D – zdecydowanie nie”, a na pytanie 4 odpowiedź „C – raczej nie” lub „D – zdecydowanie nie”, bądź „E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem”, to:

Pojęcie i sens samorealizacji człowieka  jest Ci nie tylko bliżej nie znane, ale zdecydowanie obce i chyba niepotrzebne do życia. A szkoda! Bo choćby brak potrzeby czynienia dobra innemu człowiekowi w potrzebie jest niezbędne do współżycia w społeczeństwie, a już szczególnie wśród bliskich, przyjaciół, kolegów, koleżanek. W zasadzie nie ma chyba człowieka, który nie miałby w swoim życiu jakichś marzeń, a Ty niejako przeczysz samej/samemu/ sobie, że ich nie masz/nie miałaś/łeś/, bądź, że Cię one nie interesują. Pamiętaj, że nawet najgorsze doświadczenia życiowe nie wyeliminują na zawsze niegdyś istniejących marzeń i pragnień. One są nieodłączne człowiekowi i wcześniej czy później wracają. Oby nie dopiero wtedy, kiedy już na pewno będzie za późno. Pamiętaj dziś o tym!

Pielęgnuję swoje marzenie życia, bo ono jest dla mnie najważniejsze?!

                                                       •   •   •

I tak oto, podczas przymusowej izolacji w domu z powodu światowej pandemii koronawirusa, zakończyliśmy naszą psychozabawę – quasi medyczny test na samym sobie p.t: Diagnoza mojego dobrostanu”.

Każdy z zainteresowanych czytelników bloga, miał okazję dokonać diagnozy swojego stanu szczęśliwości, w dotychczasowym życiu. Udzielając podsumowujących odpowiedzi na końcowe pytania, w poszczególnych pięciu częściach testu- psychozabawy, mógł sprawdzić: jak to jest/było/ z

miłością w związku?

czy osiąga/osiągnął/

spełnienie w małżeństwie i w rodzinie ?

czy dobrze

wychowuje/wychowywał/dziecko/dzieci/, jako dobry rodzic, dobra matka i dobry ojciec?

Czy ma /miał/

satysfakcję z pracy zawodowej?

A dziś, na koniec, jak to jest z

samorealizacją marzeń?

Wartości zawarte w tych odpowiedziach mogą, a nawet powinne składać się na Twoje przyszłe prawdziwe szczęście. Aktualny stopień ich osiągnięcia wskazują wyniki diagnozy Twojego

Dobrostanu.

A teraz niech każdy, kto brał udział w naszej psychozabawie, spojrzy jeszcze raz na wszystkie 5 własnych odpowiedzi, jakich udzielił na podsumowujące pytania w poszczególnych częściach całego testu, i zapamięta je. Dla usprawnienia przypominam te pytania niżej:

Część I.

Czy uważasz, że Wasze uczucie jest/było/

wzajemną miłością

obojga partnerów?

A. Zdecydowanie tak                B. Raczej tak                        C. Raczej nie

D. Zdecydowanie nie               E. Mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

Część II

Aktualnie czuję się

spełniony/na/ w związku małżeńskim /innym stałym/ i w rodzinie,

bo osiągam/osiągałem/łam/ pełne zadowolenie?

A. Zdecydowanie tak                B. Raczej tak                        C. Raczej nie

D. Zdecydowanie nie                E. Mam wątpliwości i właściwie to nie wiem

Część III

Jak Ty sama/sam/oceniasz siebie, czy uważasz że jesteś, byłaś/łeś/,

dobrym rodzicem, dobrą matką/dobrym ojcem/?

A. Zdecydowanie tak                    B. Raczej tak                       C. Raczej nie

D. Zdecydowanie nie                    E. Mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

Część IV

Czy dziś, dokonując oceny swojej pracy, i po udzielenie odpowiedzi na powyższe pytania, możesz powiedzieć, że masz

pełną satysfakcję z wykonywanej pracy?

A – zdecydowanie tak             B – raczej tak                       C – raczej nie

D – zdecydowanie nie             E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

Część V

Czy możesz uznać swoje dotychczasowe życie za twórcze, jako

samorealizację swoich marzeń,

pragnień, aspiracji poprzez rozwój osobisty i spełnienie duchowe, artystyczne, estetyczne, inne?

A – zdecydowanie tak           B – raczej tak                 C – raczej nie

D – zdecydowanie nie           E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

                                                          •••

A ja dla porównania przedstawię teraz bardziej obiektywne, bo z zewnątrz, uśrednione omówienie wyników całego psychotestu „ Diagnoza mojego dobrostanu”.

•••→ Jeżeli w pięciu częściach testu, odpowiedziałaś/łeś/ na podsumowujące pytania (patrz wyżej), wskazując:

Pięć razy odpowiedź „A – zdecydowanie tak” , to:

Wielkie gratulacje! Jesteś aktualnie szczęśliwym człowiekiem! Tak trzymaj dalej, a to znaczy, że oprócz czerpania radości ze swojego szczęśliwego życia „ twórczo pielęgnuj” wszystkie najważniejsze wartości, które przynoszą/przyniosły/ Ci wielkie zadowolenie. Stwierdziłaś/łeś/ w teście, że źródłem Twojego szczęścia jest wzajemna miłość i spełnienie w małżeństwie oraz w rodzinie. I tak być powinno w każdym związku. Jesteś znakomitym wzorem do naśladowania, przede wszystkim dla własnych dzieci. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że / jak twierdzisz/ umiejętnie godzisz „życie prywatne” z pracą zawodową, bo w praktyce, jest to naprawdę trudne. Brawo!

               Jestem szczęśliwa, tak jakby cały świat stał mi otworem!

•••→ Jeśli na te 5 pytań wskazałaś/łeś:

Na pierwsze dwa pytania odpowiedź „A – zdecydowanie tak” lub „B – raczej tak”, a na pozostałe trzy odpowiedź „ B- raczej tak”, to:

Jesteś zadowolona/ny/ z dotychczasowego życia, ale jeszcze nie osiągnęłaś/łeś/ pełni szczęścia i to czujesz, bo wyrażasz w niezdecydowanych odpowiedziach. Skoro zdecydowałaś/łeś/ wziąć udział w teście-diagnozie swojego dobrostanu, to teraz idź konsekwentnie „za ciosem”. Jeszcze raz spokojnie ustal, które z wymienionych wartości, wymagają „ dopieszczenia- doskonalenia bądź wzmocnienia”, aby w nich osiągnąć maksimum zadowolenia. Czy będzie to najpierw oddanie we wzajemnej miłości, czy większe zadowolenie w małżeństwie/ innym związku stałym/, czy w rodzinie, a może w wychowaniu dziecka/dzieci/? Proponuję przyjąć zasadę działania „ nie ma rzeczy niemożliwych, tylko trzeba chcieć”. Bo przecież Twoje szczęście zależy przede wszystkim od Ciebie. Życzę powodzenia, u Ciebie pełnia szczęścia już jest tak blisko!

Żyje się fajnie, ale do pełni szczęścia jeszcze mi „czegoś” lub „kogoś” brak?!

•••→ Jeżeli z 5 pytań podsumowujących wybrałaś/łeś/:

W pytaniach 1,2,4 i 5 odpowiedziałaś/łeś/ 4 razy odpowiedź „C – raczej nie” lub „E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem”, a na pytanie 3 odpowiedziałaś/łeś/ „B – raczej tak” lub „E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem”, to:

Oznacza, że sygnalizujesz w swojej diagnozie, sama/sam/sobie (!) niezadowolenie z dotychczasowego życia, a konkretnie z najważniejszych wartości tak niezbędnych do szczęścia chyba każdego człowieka. Zastanów  się po co i dlaczego to robisz? Ano po to, abyś w końcu mógł zdecydowanie „ to ważne coś”  zmienić w dotychczasowym życiu.

Przecież sama/sam/ teraz widzisz, że tak dalej być nie może. Zamiast wyrażać niezadowolenie z życia trzeba zacząć budować własne szczęście. Nie możesz winić za to nikogo, ani tłumaczyć naiwnie, że masz pecha. Uwierz to zależy przede wszystkim od Ciebie! Zrób uczciwie i samokrytycznie rachunek sumienia z dotychczasowego życia. Ustal, od czego zacząć zmiany i po kolei, systematycznie i wytrwale, dąż do osiągnięcia poszczególnych wartości, które oceniałeś w teście-swojej diagnozie. Zatem do dzieła!


Dlaczego wciąż jestem niezadowolony! Tak dłużej już nie może być!

•••→ Jeżeli na 5 pytań podsumowujących swoja diagnozę dobrostanu wskazałaś/łeś/:

Na pytania 1, 2,4,5, odpowiedź „ C – raczej nie”, lub „D – zdecydowanie nie”, a na pytanie 3 odpowiedziałaś/łeś/ „ C – raczej nie” lub „E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem”, to :

Niestety, musisz przyjąć do wiadomości swoje ustalenia w psychoteście, które sama/sam/ zbudowałaś/łeś odpowiedziami: uważasz się za nieszczęśliwego człowieka w dotychczasowym życiu.

Ale jak mawia przysłowie” nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Nawet porażki życiowe często prowadzą w rezultacie do korzystnych zmian. Ponieważ w swojej diagnozie dobrostanu wskazujesz, że „ prawie nic Ci nie wychodzi” na drodze życiowej, gdy chodzi o najważniejsze wartości konieczne do szczęścia, to spróbujmy wspólnie coś zaradzić.

       Najpierw chyba musisz odpowiedzieć sobie wprost: czy sama/sam/ jestem w stanie wyjść z tej sytuacji? A może ktoś mógł by mi pomóc, jakiś „ mądry” specjalista, autorytet? Jeżeli tak stwierdzisz, to w zależności od tego co jest dla Ciebie najbardziej bolącym problemem, należy wybrać odpowiedniego „fachowca-specjalistę” i po prostu do niego „pójść”! Jest także i drugie wyjście, ale trudniejsze bo wymagające od Ciebie więcej pracy i zaangażowania. Ale co się nie robi dla osiągnięcia celu w Twojej sytuacji. Zacznij od wiedzy. Tak! Tak! Od wiedzy na temat umiejętności rozwiązywania problemów, właśnie Twoich problemów. Osiągniesz aż dwa dobre cele. Po pierwsze dowiesz się gdzie tkwią przyczyny Twojej „nieszczęśliwości” i być może nareszcie zaczniesz pozytywnie myśleć, żyć , rozwiązując bez trudu przeciwności losu. Po drugie staniesz się  mądrym człowiekiem i będziesz mogła/mógł/ dalej samorealizować się na drodze do własnego szczęścia. Wybór rozwiązań i dalszej drogi życiowej zależy od Ciebie!

Jestem nieszczęśliwa! Nic mi w życiu nie wychodzi! Nie wiem co mam dalej robić?!

Drodzy czytelnicy!

Tak oto wspólnie, przeżyliśmy, mam nadzieję z korzyścią, sześć tygodni izolacji w domu przed koronawirusem. Bawiliśmy się, rozpraszając. być może nudne chwile. Jako prowadzący blog „Szczęśliwi, pechowcy, malkontenci” będę zadowolony, jeżeli z tej psychozabawy, chociaż jedna osoba odpowie sobie sama, że ta zabawa pomogła jej na drodze do DOBROSTANU, o którym tak mało się mówi i robi na jego rzecz w naszym kraju.

Bronisław                                                                                 maj 2020 r.


Co to jest samorealizacja człowieka i na czym ona polega?

Najpierw przytoczę słownikową definicję pojęcia „samorealizacja”: „to realizowanie własnych celów życiowych, zwłaszcza twórczych”. Aby móc bardziej skonkretyzować pojęcie samorealizacji, posłużę się innymi określeniami, takimi jak: samorozwój, samourzeczywistnienie, samospełnienie. Wszystkie te określenia sprowadzają się do dwóch członów o takich poniższych znaczeniach. Pierwszy człon pojęcia jest wspólny dla wszystkich określeń: „samo-” znaczy wykonanie samodzielnie, bez pomocy innych, skierowanie do siebie. Drugi człon tych określeń wskazuje konkretne działania, które dany człowiek ma wykonać samodzielnie, bez pomocy innych osób, dla siebie, jak realizacja, rozwój, urzeczywistnienie i spełnienie. Samorealizacja zatem to wykonywane samodzielnie, przez siebie i dla siebie działań, takich jak:

–  rozwój osobisty, przede wszystkim pod kątem zrealizowania swoich najwyższych potrzeb, będących dopełnieniem sześciu innych wartości składających się na prawdziwe szczęście, takich jak: miłość, małżeństwo, posiadanie dziecka, jego wychowanie, rodzina, praca zawodowa,

–  urzeczywistnianie swoich marzeń, pragnień, ideałów w ciągu całego życia przez realne ich osiąganie jako najwyższych potrzeb niezbędnych do pełni życia, czyli do prawdziwego szczęścia,

–  spełnienie się duchowe, artystyczne, estetyczne w poczuciu piękna, będące zwieńczeniem sześciu głównych wartości koniecznych do osiągnięcia prawdziwego szczęścia.

Jakie konkretne najwyższe potrzeby człowieka mogą być dopełnieniem prawdziwego szczęścia po ich zaspokojeniu w ramach samorealizacji?

Jak wskazałem wyżej, do prawdziwego szczęścia człowieka, według mojej definicji szczęścia, konieczne jest osiągnięcie sześciu uniwersalnych wartości przez: oddanie w miłości, spełnienie w małżeństwie (innym stałym związku), posiadanie dziecka, jego wychowanie, spełnienie w rodzinie oraz satysfakcję z pracy zawodowej. Osiągnięcie tych niezwykle ważnych wartości życiowych powinno dać człowiekowi maksymalne zaspokojenie czterech rodzajów potrzeb życiowych, według hierarchii potrzeb stanowiących piramidę Maslowa, o której pisałem wcześniej w tym rozdziale. Najpierw powinny być zaspokojone potrzeby podstawowe, fizjologiczne, następnie potrzeby bezpieczeństwa, dalej potrzeby miłości i przynależności, a także uznania i szacunku. Może się jednak okazać, i tak jest często w życiu, że nawet optymalne osiągnięcie tych wartości i zaspokojenie czterech kategorii potrzeb ludzkich nie daje tak wielkiego zadowolenia z życia, jakiego człowiek oczekiwał zgodnie ze swoimi marzeniami i ideałami życiowymi. Nie zostały bowiem jeszcze zaspokojone jego najgorętsze, najskrytsze marzenia, pragnienia, aspiracje, ambicje, intelektualne, duchowe i różne inne, w których mógłby się w pełni zrealizować, aby osiągnąć pełnię szczęścia, na przykład takie jak: satysfakcja życiowa z bycia dobrym człowiekiem, z bezinteresownego czynienia dobra, z twórczego życia, pozostawienia po sobie dobrej pamięci, własnych dzieł twórczych, doświadczenie poczucia piękna, obcowania z nim, ze sztuką. Słowem człowiek taki nie sięgnął po najwyższe zadowolenie i nie doznał takiego, o jakim marzył, pragnął, do którego do tej pory dążył świadomie i otwarcie lub skrycie.

To są najwyższe potrzeby, których osiągnięcie będzie dotarciem do pełni życia i ostatecznym dopełnieniem szczęścia człowieka, o którym mówię w swojej definicji prawdziwego szczęścia. To właśnie wówczas, gdy człowiek, dokonując rachunku swojego życia i sumienia, wglądu w głębię własnej duszy i serca, będzie mógł sam sobie powiedzieć: dokonałem wszystkiego, o czym marzyłem, czego pragnąłem, spełniłem swoją misję życiową tak dobrze, jak tylko mogłem. Na tym polega samorealizacja człowieka, czyli samospełnienie i samourzeczywistnienie. Mimo dość precyzyjnej odpowiedzi poczuwam się do obowiązku przykładowego wskazania, które z tych ogólnie sformułowanych potrzeb najwyższych mogą najlepiej służyć człowiekowi do osiągnięcia prawdziwego szczęścia. Jak wynika z treści mojej definicji prawdziwego szczęścia, w ostatniej wartości składającej się na szczęście, jaką jest samorealizacja człowieka, zawarłem dwie wartości składowe, twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra. Moim zdaniem te dwie uniwersalne wartości, spośród wielu innych składających się na samorealizację człowieka, mogą być dopełnieniem prawdziwego szczęścia dla większości ludzi na świecie.


Na czym może polegać twórcze życie człowieka na drodze do prawdziwego szczęścia?

Na początek muszę doprecyzować, jak dla naszych rozważań należy rozumieć pojęcie „twórcze życie”. Jednak tę odpowiedź muszę ograniczyć do takiego zakresu twórczego życia, które powinno służyć przede wszystkim do osiągnięcia szczęścia, rozumianego zgodnie z treścią mojej definicji. W szczególności nie będę brał w ogóle pod uwagę takiej twórczości, która, obiektywnie rzecz biorąc, nie zmierza do osiągnięcia szczęścia człowieka – samego twórcy, ale także może być przeszkodą na drodze do szczęścia innych ludzi. Najogólniej ujmując, nie będę pisał o twórczości, której celem, bezpośrednim lub pośrednim, może być szeroko rozumiane zło, na przykład udział w organizacji, której celem jest czynienie zła w obiektywnym znaczeniu, jak mafia narkotykowa, sekta religijna, grupa satanistyczna itp. Najpierw przypomnę, że twórcze życie powinno zmierzać do osiągania tych wartości, które w sumie mogą dać człowiekowi prawdziwe szczęście. Przypominam, że zgodnie z moją definicją prawdziwego szczęścia są to: miłość, małżeństwo, dziecko (dzieci), jego wychowanie, rodzina, praca zawodowa oraz samorealizacja. Przeanalizujmy, jakie twórcze działania mogą decydować i świadczyć o osiągnięciu każdej z siedmiu uniwersalnych wartości składających się na prawdziwe szczęście.

Na czym może polegać twórcze życie prowadzące do osiągnięcia oddania w miłości?

Odpowiedź, wbrew pozorom, będzie niezwykle prosta, jeżeli tylko na chwilę powrócimy do wcześniejszego rozdziału „O miłości”. Proszę sprawdzić, jakie warunki trzeba spełniać, aby istniał wzorowy związek miłosny: bliskość, dopasowanie, zaufanie, seksualność, wierność, komunikatywność oraz optymizm, czyli pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Co twórczego powinien robić człowiek, aby stworzyć te poszczególne cechy stanowiące dobra niematerialne (uczuciowe, emocjonalne, duchowe), będące nieodzownymi warunkami oddania w związku miłosnym dwojga ludzi? Aby udzielić konkretnych odpowiedzi, muszę ponownie powrócić do rozdziału o miłości, do części opisującej poszczególne cechy. Proszę dać swojej twórczej wyobraźni pole do popisu i samemu pofantazjować, pomarzyć o tym, co zrobić, jak postępować, jakich użyć środków, aby:

– stworzyć między partnerami związku miłosnego takie poczucie bliskości, aby odczuwać nieustającą potrzebę bezpośredniego obcowania z ukochaną osobą,

– powstała taka zgodność w dopasowaniu partnerów związku miłosnego, która czyni związek miłosny stałym i trwałym na całe życie,

– stworzyć pełne zaufanie, będące trwałym dziełem obojga partnerów, świadczącym o ich szczerym i otwartym, wzajemnym oddaniu w miłości,

– osiągać satysfakcję seksualną, będącą szczytem uniesień miłosnych i dopełnieniem szczęścia,

– uczynić z wierności wzór doskonałości w związku miłosnym,

– stworzyć najlepszy z możliwych system komunikowania się, dający efekt telepatycznego porozumiewania się w związku miłosnym,

– królowało w związku pozytywne myślenie i nastawienie do życia niczym twórcze natchnienie.

Twórcze życie w związku miłosnym, którego dziełem ma być oddanie w miłości, zależy od Ciebie, drogi Czytelniku. Spróbuj być artystą miłości swojego życia i każdą z siedmiu wyżej wymienionych cech miłości zamień w swoje artystyczne dzieło.

Na czym może polegać twórcze życie, aby osiągnąć spełnienie w małżeństwie, czyli szczęście małżeńskie?

Powróćmy znowu na chwilę do rozdziału „O małżeństwie”. Na jego zakończenie wymieniłem warunki, które trzeba spełnić, aby małżeństwo było szczęśliwe:

– wzajemna miłość,

– wspólne zamieszkanie,

– wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego,

– istnienie wspólnego celu łączącego związek, jakim powinna być wola posiadania dziecka.

Aby osiągnąć szczęście małżeńskie, trzeba po prostu być aktywnym i twórczym człowiekiem, a nie oczekiwać na nie z góry lub z zewnątrz. Oznacza to, że każdy małżonek (partner stałego związku) powinien prowadzić twórcze życie zmierzające do zrealizowania tych czterech warunków niezbędnych do szczęścia małżeńskiego, czyli spełnienia w małżeństwie.

Na czym może polegać twórcze życie, aby osiągnąć oddanie w miłości? Odpowiedzi udzieliłem w poprzednim pytaniu. Spróbujmy wspólnie odpowiedzieć, na czym może polegać twórcze życie, aby osiągnąć pozostałe trzy warunki-kryteria szczęścia małżeńskiego. Najpierw przypomnę, że dla naszych rozważań przyjęliśmy, iż twórcze życie to pozytywne myślenie, aktywne komunikowanie się, czynienie, działanie, wytwarzanie, rozwijanie, ulepszanie, doskonalenie.

Zacznę od wspólnego zamieszkania.

W dzisiejszej polskiej rzeczywistości (i nie tylko polskiej) nadal stosunkowo często młodzi małżonkowie rozpoczynają życie małżeńskie, zamieszkując u rodziców jednej lub drugiej strony. Zrozumiałe jest, że taka sytuacja w dłuższym okresie nie jest korzystna dla szczęścia małżeńskiego. Wręcz odwrotnie – może wywoływać konflikty małżeńskie, a te, nierozwiązane, powodują kryzys małżeński. O wpływie zamieszkiwania z teściami szerzej pisałem w rozdziale „O małżeństwie”. Oczywiste wydaje się, że w takiej sytuacji jednym z głównych celów młodego małżeństwa powinno być zdecydowane działanie w kierunku zdobycia własnego miejsca zamieszkania jako siedziby centrum życia małżeńskiego, a później rodzinnego.

Ale czy zawsze i każde działania małżonków zmierzające do znalezienia własnego miejsca zamieszkania można uważać za działania twórcze, w tym twórcze życie? Odpowiem tak: dla prawdziwego szczęścia, dla spełnienia się małżonków, a następnie ich dzieci, nie wystarczy zamieszkać, a potem mieszkać całe życie byle gdzie i byle jak. Na takiej bazie nigdy nie zbuduje się prawdziwego szczęścia. To powinno być najmilsze miejsce do życia i to jak najdłużej jedno. To powinna być spokojna i bezpieczna przystań życiowa małżeństwa, a potem całej rodziny. Stamtąd powinno emanować ciepło domowego ogniska. Takie źródło radości, szczęścia i miłości można stworzyć tylko w drodze twórczego myślenia i twórczych działań. Począwszy od wyboru miejsca (miasto, wieś, region, kraj, nad morzem, w górach), poprzez określenie rodzaju i statusu prawnego mieszkania (lokal, dom, najem, mieszkanie spółdzielcze, własność), a skończywszy na wyposażeniu, wyglądzie, funkcjonalności. Na tym właśnie polega twórcze życie, w którego wyniku małżonkowie mogą stworzyć wspólne miejsce zamieszkania. Kolejny warunek szczęścia małżeńskiego to wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego. Jak pisałem w rozdziałach „O małżeństwie” i „O rodzinie”, polega to na:

– zabezpieczeniu środków materialnych na potrzeby małżeństwa,

– wspólnym wyżywieniu i utrzymaniu,

– współdecydowaniu o najważniejszych sprawach małżeństwa.

Mając zatem na uwadze zadania, jakie mają małżonkowie w zakresie wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego, zastanówmy się, czy można je wykonywać twórczo, na zasadzie twórczego życia? Otóż można, i to bardzo ciekawie oraz różnorodnie. Kiedy, gdzie i w jakich sytuacjach mają rodzić się twórcze potrzeby małżeńskie, jak nie podczas wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego? To właśnie wówczas małżonkowie ustalają i podejmują decyzje rozwojowe małżeństwa. Gdy stwierdzają braki finansowe, poszukują jak najlepszych źródeł dochodu. W ten sposób wspólnie podejmują decyzje o poszerzeniu swoich umiejętności zawodowych, kwalifikacji, nauce, zmianie zawodu w kontekście swojego rozwoju. Słowem, podczas wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego podejmują twórcze, rozwojowe decyzje, tworzą nowe wartości, nowe warunki, formy i sposoby życia. Kiedy dochodzą do wniosku, że nadszedł czas na rodzicielstwo i założenie rodziny, siłą rzeczy małżonkowie muszą stworzyć lepsze warunki nowym członkom rodziny. Nawet trudno sobie wyobrazić, że można budować szczęście małżeńskie, a później rodzinne, bez aktywnego twórczego działania, oczekując na nadejście szczęścia z zewnątrz. Jak jeszcze można twórczo budować szczęście małżeńskie i rodzinne podczas wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego? Jednym z zadań jest wspólne wyżywienie. Jeżeli spożywanie posiłków będzie dla małżonków kontynuacją starych zwyczajów lub nowo tworzoną przez nich piękną tradycją, to czy nie stanie się ich twórczym wkładem w szczęście, dziś dla nich, a jutro dla ich dzieci, wnuków i prawnuków? Jak piękny to przykład wychowawczy dla dzieci na twórcze życie, budowane na bazie wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego!

To tylko kilka przykładów, każdy człowiek może stworzyć wiele różnorodnych własnych wzorców twórczego życia. Niejednokrotnie wystarczy, że potrafi być twórczy już na etapie pozytywnego myślenia. Potem już łatwiej wykazać się aktywnością w działaniu.

Na czym może polegać twórcze życie prowadzące do doświadczenia szczęścia posiadania dziecka oraz jego dobrego wychowania?

Twórcze życie małżonków na drodze do szczęścia posiadania dziecka to przede wszystkim planowanie potomstwa, świadome rodzicielstwo oraz tworzenie warunków do macierzyństwa i „tacierzyństwa”, profilaktyczno-zdrowotnych, materialnych, a także psychologicznych. To jest bardzo ważne zadanie i twórcza rola obojga małżonków, szczególnie wówczas, gdy wola posiadania dziecka jest świadomym i zaplanowanym celem na drodze do prawdziwego szczęścia. Niestety, nie zawsze tak się dzieje, o czym pisałem w poprzednich rozdziałach o małżeństwie i o rodzinie. Odpowiadając na poprzednie pytanie, wskazałem, że jednym z najważniejszych celów twórczego życia małżeństwa jest posiadanie dziecka. Ten nadrzędny, naturalny cel życia każdego człowieka jest również celem boskim wynikającym ze Starego Testamentu. Bóg, tworząc świat i istotę ludzką, wskazał następujący cel i sens życia człowieka: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię” (Rdz 1, 28). Tak więc spłodzenie dziecka powinno być największym i najszczęśliwszym dziełem twórczym człowieka. Pod jednym wszakże warunkiem – powinno to być świadome działanie twórcze obojga małżonków. Jednak spłodzenie i urodzenie dziecka to nie koniec twórczego dzieła człowieka. Cały proces wychowania, w tym wykształcenia dziecka, trwający do jego pełnoletności, powinien być dla rodziców ich twórczym życiem.

Na czym zatem może polegać twórcze życie rodziców w zakresie wychowania dziecka? Moja najprostsza odpowiedź jest taka: twórcze życie rodziców to przede wszystkim aktywne i dobre wychowanie dziecka oraz jego wykształcenie, odpowiednie do możliwości psychofizycznych i wyboru dziecka. Mam na myśli aktywne nauczanie umiejętności twórczego, produktywnego i zdyscyplinowanego życia przez praktyczne przykłady i dobre wzorce do naśladowania. Przez bierne wychowanie rozumiem natomiast zdanie się, a czasem nawet przerzucenie na szkołę procesu wychowania i kształcenia dziecka, a następnie wyłączne i przesadne przywiązywanie wagi do skutków zachowań dziecka i dopiero w ich następstwie stosowanie systemu nagród i kar.

Tak rozumiane twórcze i aktywne wychowanie dziecka może dać rodzicom wielkie zadowolenie, będące ich szczęściem w postaci spełnienia się w roli matki, ojca, autorytetu, mądrego mentora czy wręcz ideału człowieka do naśladowania. Właśnie o takim wychowaniu obszernie pisałem w rozdziale „O rodzicielstwie i wychowaniu”.

Na czym może polegać twórcze życie człowieka prowadzące do osiągnięcia spełnienia w rodzinie, czyli szczęścia rodzinnego?

Jak wskazałem w definicji szczęścia, piątą wartością współdecydującą o osiągnięciu prawdziwego szczęścia przez człowieka jest rodzina. Wyznacznikiem oceny szczęścia w rodzinie jest spełnienie się w rodzinie, co dotyczy wszystkich jej członków, a więc obojga małżonków i dziecka (dzieci).

Z kolei w rozdziale „O rodzinie” w najprostszy sposób określiłem, na czym polega osiągnięcie szczęścia w rodzinie, czyli spełnienie się jej członków w życiu rodzinnym na drodze do szczęścia każdego z nich. Przypomnę, że pełnię szczęścia rodzinnego można osiągnąć po zrealizowaniu warunków, którymi jest spełnienie następujących uniwersalnych wartości życiowych przez:

– istnienie pełnej rodziny przez cały czas jej trwania,

– oddanie we wzajemnej miłości między wszystkimi członkami rodziny,

– spełnienie partnerów w małżeństwie (stałym związku),

– prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego,

– zapewnienie opieki i poczucia bezpieczeństwa wszystkim członkom rodziny,

– dobre wychowanie i wykształcenie dzieci.

Skoro już wiemy, jakie wartości trzeba spełnić oraz co świadczy o ich osiągnięciu w postaci szczęścia rodzinnego, czyli spełnieniu w rodzinie, czas, aby odpowiedzieć na zadane wyżej pytanie, jak w twórczy sposób zrealizować wszystkie sześć warunków koniecznych do osiągnięcia szczęścia rodzinnego.

Spełnienie warunku pierwszego, istnienie pełnej rodziny, wydaje się tak oczywiste i proste do zrealizowania, że teoretycznie nie wymaga żadnego twórczego działania. A jednak jakże często jest on złamany, i to czasem bardzo szybko, przez odejście partnera, separację, a w końcu formalny rozwód. Zdarza się, że odchodzący partner nie zawsze w pełni zdaje sobie sprawę z tego, iż pozostawionych członków rodziny pozbawia, najczęściej na zawsze, możliwości doznania szczęścia rodzinnego. Nie można bowiem mówić o prawdziwym szczęściu i spełnieniu w rodzinie każdego członka bez istnienia pełnej rodziny w pierwotnym składzie.

Co zatem należy czynić twórczego, aby utrzymać trwały związek małżeński i rodzinny w pełnym składzie dającym szczęście? Moja ogólna, uniwersalna odpowiedź brzmi tak: wszyscy członkowie rodziny, w tym przede wszystkim małżonkowie (dorośli partnerzy stałego związku), powinni tworzyć, rozwijać, urozmaicać oraz wzbogacać wszystkie możliwe pozytywne więzi łączące i cementujące rodzinę.

Z praktycznego punktu widzenia taka odpowiedź jest jeszcze za mało konkretna. Spróbuję zatem podać kilka konkretnych sposobów takiego twórczego budowania trwałych więzi rodzinnych. Podstawową więzią, na której opierają się wszystkie kolejne, jest miłość we wszystkich jej postaciach: między małżonkami (partnerami), rodzicielska (ojcowska i matczyna) oraz między rodzeństwem (braterska i siostrzana). O twórczym wpływaniu na rodzinne więzi miłości powiem więcej przy jej omawianiu jako następnej wartości tworzącej szczęście rodzinne. Drugą, emocjonalną i odczuwalną dla wszystkich członków rodziny więzią umacniającą wspólnotę rodzinną jest tzw. ciepło domowego ogniska. Jak wielkie możliwości twórczego działania dla każdego członka rodziny może dawać potrzeba budowania przytulnego ogniska domowego, każdy powinien przekonać się sam, przez rozwijanie własnej inwencji twórczej. Innym twórczym działaniem na rzecz umacniania rodziny pełnej i jednocześnie zapobiegania jej ewentualnemu rozpadowi jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i opieki w stabilnej rodzinie. O tym warunku szczęścia rodzinnego jeszcze powiem.

Jest jeszcze jedna ważna więź, od której zależy istnienie rodziny w pełnym składzie – wspólność majątku dorobkowego małżonków. Niestety, jest to już więź materialna i nie zawsze współgra ona harmonijnie z więzią emocjonalną, a konkretnie z miłością małżeńską. Ten rodzaj więzi jest jednak najlepszym polem do twórczego działania dla wszystkich członków rodziny, nie tylko dorosłych rodziców-małżonków. Można paradoksalnie powiedzieć, że im bardziej twórczo i rozwojowo rośnie wspólnota majątkowa małżeńska (do czasu jej prawnego rozwiązania jest ona także wspólnotą do użytku całej rodziny), tym bardziej wpływa ona na istnienie rodziny pełnej, głównie ze względu na brak interesu materialnego małżonków w ewentualnym rozwiązaniu małżeństwa. Kolejnym warunkiem szczęścia rodzinnego jest istnienie wzajemnej miłości między wszystkimi członkami rodziny. Jak wspomniałem wyżej, jest to najważniejsza więź niezbędna dla trwałości związku miłosnego, małżeńskiego, rodzinnego, a także związku trzeciego wieku. W przypadku wzajemnej miłości w rodzinie pełnej mamy do czynienia z trzema rodzajami (postaciami) miłości: miłością małżeńską (partnerską w stałym związku), miłością rodzicielską (matczyną i ojcowską) oraz miłością między rodzeństwem (braterską, siostrzaną i mieszaną). Powrócę do odpowiedzi na pytanie, na czym może polegać twórcze życie członków rodziny, aby przez wzajemną miłość dążyć do osiągnięcia szczęścia rodzinnego i każdego z jej członków. Jeżeli na chwilę wrócimy do rozdziału „O miłości”, przypomnimy sobie, że w przedstawionym tam „portrecie” idealnego związku miłosnego dla istnienia prawdziwej miłości konieczne jest osiągnięcie siedmiu charakterystycznych elementów łączących partnerów. Są to: bliskość, dopasowanie, zaufanie, seksualność, wierność, komunikatywność oraz optymizm, rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia.

Każda z tych siedmiu cech może być odrębnym lub łącznym polem do twórczego działania poszczególnych członków rodziny na drodze do osiągnięcia szczęścia rodzinnego. Oczywiście z wyjątkiem seksualności w odniesieniu do miłości rodzicielskiej i między rodzeństwem. W jednej książce nie sposób wskazywać szerokiego kręgu konkretnych form, sposobów, metod i przykładów twórczego działania na gruncie poszczególnych siedmiu cech idealnej miłości. Mogę jednak odesłać do rozdziału „O miłości”, do części, w której omawiam po kolei każdą cechę wzorcowej miłości w „portrecie idealnej miłości”, w tym także pokazuję niektóre przykłady twórczego działania dla osiągnięcia każdej z nich. Następnym warunkiem istnienia szczęścia rodzinnego jest spełnienie się partnerów-rodziców w związku małżeńskim. Z mojego doświadczenia zawodowego, a także z wskazówek specjalistów terapii małżeńskiej wynika, że nie doświadczy pełni szczęścia rodzinnego rodzina, czyli wszyscy jej członkowie, jeśli rodzice nie są szczęśliwi w związku małżeńskim. Widoczny dla dzieci brak miłości i szczęścia między rodzicami jest niestety złym wzorcem zakodowanym w ich podświadomości dziś i na przyszłość. Ten brak miłości małżeńskiej rodziców powoduje brak pełnej miłości między wszystkimi członkami rodziny, a tym samym uniemożliwia osiągnięcie szczęścia rodzinnego.

Kolejnym warunkiem szczęścia rodzinnego jest wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego. Wspominałem o nim, opisując spełnienie w małżeństwie.

Przejdę do warunku zapewnienia opieki i poczucia bezpieczeństwa wszystkim członkom rodziny. Jak w twórczy sposób można realizować to kryterium szczęścia rodzinnego, które jest przecież obowiązkiem dorosłego członka rodziny? Wróćmy zatem na chwilę do rozdziału „O rodzinie”, do odpowiedzi na pytania dotyczące opieki i poczucia bezpieczeństwa członków rodziny. Jak tam wskazałem, do podstawowych zadań w zakresie opieki nad dzieckiem i osobą niepełnosprawną należą:

– pełne zabezpieczenie potrzeb biologicznych (fizjologicznych) dziecka i osób niepełnosprawnych, jak: zapewnienie wyżywienia, niezbędnej odzieży i obuwia oraz snu i wypoczynku,

– utrzymanie dziecka (także niepełnosprawnego członka rodziny) i jego otoczenia w czystości, zachowanie codziennej toalety oraz przestrzeganie higieny,

– zabezpieczenia wszystkich potrzeb zdrowotnych oraz czuwanie nad zdrowiem dziecka i niepełnosprawnego domownika przez cały okres jego rozwoju, w tym profilaktyczne badania lekarskie, szczepienia ochronne, stałe leczenie pod nadzorem rodziców oraz kontrola aktualnego stanu zdrowia,

– dbałość o prawidłowy rozwój umysłowy i uczuciowo-emocjonalny dziecka.

Tak powinny być realizowane w normalny dobry sposób obowiązki opieki. Jak ponadto realizować ten obowiązek w sposób twórczy? Powróćmy do definicji, którą podałem na początku tego rozdziału, określającej, na czym polega twórcze życie. Twórcze życie, a więc i działanie w zakresie opieki, to pozytywne i aktywne myślenie, komunikowanie się, czynienie, działanie, wytwarzanie, rozwijanie, ulepszanie, doskonalenie czegoś lub kogoś, które ma na celu stworzenie lub osiągnięcie wartości dających poczucie szczęścia.

To właśnie przez tak rozumiane twórcze życie możemy realizować obowiązki i działania w zakresie opieki nad dzieckiem i osobą niepełnosprawną w rodzinie. Także dlatego, byśmy my sami, rodzice, odczuwali poczucie szczęścia w jej spełnianiu, a nasz podopieczny czuł się szczęśliwy z naszych działań. Podobnie twórczo możemy realizować nasze obowiązki w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa członkom rodziny. Przede wszystkim musimy na co dzień, stale pamiętać o tym obowiązku, bo nie wystarczy reagować tylko wówczas, gdy nadejdzie zagrożenie. Członkowie rodziny muszą wiedzieć i czuć, że nad nimi wisi parasol ochronny trzymany w rękach rodziców i dorosłych członków rodziny.

Ostatnim warunkiem pełni szczęścia rodzinnego jest dobre wychowanie i wykształcenie dzieci. Moim zdaniem jest to najwdzięczniejsza wartość do twórczego działania rodziców i wychowawców na drodze do szczęścia dziecka i do samorealizacji samych rodziców, a także nauczycieli. Wychowanie i wykształcenie dziecka to nieograniczone pole twórczego działania pod wieloma względami, gdy chodzi o szczęście dziecka, jak również rodziców i wychowawców. Jak wiemy, do prawdziwego szczęścia człowieka niezbędne jest osiągnięcie siedmiu najważniejszych wartości: miłości, małżeństwa, dziecka i jego wychowanie, rodziny, pracy zawodowej oraz samorealizacji. To właśnie do tych wartości mamy wychować dziecko, aby później w swoim dorosłym życiu mogło osiągnąć swoje prawdziwe szczęście. To do nas należy w ramach wychowania i wykształcenia tak rozwijać i stosować nasze możliwości twórczego działania, aby osiągnąć cudowne artystyczne dzieło w postaci dobrego wychowania dziecka do prawdziwego szczęścia. Tak więc w sposób twórczy wychowujmy do miłości i uczmy dziecko, jak kochać i być kochanym, jak osiągnąć spełnienie w małżeństwie i w rodzinie, jak wychować własne dziecko, szczęśliwy twór świadomego rodzicielstwa. Nauczmy, jak należy pracować, aby kochać pracę z poczuciem pełnej satysfakcji. Na koniec na własnym przykładzie pokażmy, na czym polega samorealizacja człowieka właśnie przez twórcze działanie, w tym przez wychowanie i wykształcenie dzieci.

Na czym może polegać twórcze życie człowieka, aby osiągnąć satysfakcję z pracy zawodowej?

Na początek przypomnę z rozdziału „O pracy”, że pracę zawodową człowieka możemy podzielić na trzy rodzaje:

– robotę – typowe zajęcie, którego celem jest uzyskanie maksymalnego wynagrodzenia, aby móc zaspokoić naturalne potrzeby życiowe, czyli utrzymanie siebie, ewentualnie rodziny,

– karierę zawodową, która ma na celu zaspokojenie własnych potrzeb wyższego szczebla niż fizjologiczne, jak potrzeba uznania i szacunku, dążenie do sukcesu, sławy, prestiżu, ogólnego poważania, ważności czy też innego pozytywnego znaczenia w pracy, otoczeniu, środowisku,

– powołanie, które daje pracownikowi poczucie spełnienia jego marzeń zawodowych; to praca rozumiana i wykonywana jako ważne świadczenie na rzecz i dla dobra ogółu społeczeństwa, dająca pełną satysfakcję, którą człowiek kocha nawet wówczas, gdy wynagrodzenie nie zabezpiecza jego potrzeb na utrzymanie i życie; praca taka odpowiada mu pod każdym względem i oddaje się jej z pełnym poświęceniem.

Nietrudno odpowiedzieć na pytanie, który rodzaj pracy może przynosić człowiekowi prawdziwe szczęście – oczywiście ten, który kocha i ma z niego satysfakcję. Nie przynosi szczęścia przykra robota, którą trzeba wykonywać, aby zdobyć środki na pierwsze potrzeby życiowe. Pełni szczęścia przez całe życie zapewne jeszcze nie przyniesie praca wyłącznie dla kariery zawodowej, bo wcale nie oznacza to, że ten rodzaj pracy człowiek będzie kochał i samorealizował się w niej, spełniając równocześnie swoje najwyższe potrzeby. Chociaż ten rodzaj pracy może szybciej niż praca dla pieniędzy dawać również poczucie spełnienia.

Który rodzaj pracy wymaga najwięcej twórczego działania człowieka pracownika, aby osiągnął on satysfakcję zawodową, stanowiącą warunek prawdziwego szczęścia?

Przypominam, że satysfakcja z pracy zawodowej jest szóstą wartością konieczną do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, a więc pełni życia, wraz z pozostałymi wartościami, takimi jak: oddanie w miłości, spełnienie w małżeństwie, posiadanie dziecka, jego wychowanie, spełnienie w rodzinie oraz samorealizacja przez twórcze życie i czynienie dobra.

Bezsprzecznie do uzyskania w przyszłości satysfakcji z pracy najwięcej na dziś twórczego, kreatywnego działania wymaga praca wykonywana wyłącznie dla zdobycia środków na pierwsze potrzeby życiowe. Na czym więc może polegać twórcze życie człowieka, który aktualnie pracuje dla pieniędzy, aby mógł osiągnąć pełną satysfakcję z pracy zawodowej, niezbędną do prawdziwego szczęścia?

Ponownie przytoczę definicję stwierdzającą, na czym polega twórcze życie.

Twórcze życie to pozytywne i aktywne myślenie, komunikowanie się, czynienie, działanie, wytwarzanie, rozwijanie, ulepszanie, doskonalenie czegoś lub kogoś, które ma na celu stworzenie lub osiągnięcie wartości (tworów, dzieł, dóbr materialnych, duchowych i innych) zmierzających lub dających poczucie szczęścia. Skoro pracownik nie ma zadowolenia z wykonywanej pracy, a pracuje, bo musi zarabiać na podstawowe potrzeby życiowe swoje bądź rodziny, to powinien podjąć takie działania twórcze, które w końcu doprowadzą do takiej sytuacji, że będzie lubił to, co wykonuje zawodowo, oraz miał z tego odpowiednie wynagrodzenie i psychiczną satysfakcję.

Jakie konkretnie twórcze działania może podjąć taki pracownik, aby tak się stało? Spójrzmy teraz na przytoczoną wyżej definicję twórczego działania. Wybierzmy wspólnie z niej wyszczególnione rodzaje działań, które pracownik może i powinien wykorzystać do zmiany swojej sytuacji zawodowej.

Pierwsze z nich to pozytywne i aktywne myślenie. Oczywiście, że na samym początku twórczego działania takiego pracownika powinno znaleźć się pozytywne myślenie i nastawienie do swojej sytuacji zawodowej, trzeba natychmiast porzucić negatywne myślenie o swojej sytuacji jako beznadziejnej i bez wyjścia. Należy zmienić myślenie na pozytywne. Dla twórczego i aktywnego człowieka nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko mocno chcieć dokonać zmiany najpierw w sposobie myślenia, a następnie w swoim życiu zawodowym. Można też na przykład komunikować się z kim tylko się da, także w ramach poradnictwa zawodowego, pośrednictwa pracy, po to, aby dowiedzieć się, czy można znaleźć inną pracę, która będzie odpowiadała kwalifikacjom pracownika i zawodowi będącemu marzeniem i wyborem życiowym. Jeżeli okaże się, że pracownik nie ma odpowiednich kwalifikacji zawodowych lub – co gorsza – nie ma żadnych, powinien sięgnąć do kolejnych twórczych działań, takich jak rozwijanie, ulepszanie, doskonalenie.

Chcąc mieć pełną satysfakcję ze swojej pracy zawodowej przez dalsze życie, pracownik znajdujący się w takiej sytuacji powinien zdobyć nowe kwalifikacje w zawodzie, który będzie kochał, lub musi podnieść albo udoskonalić kwalifikacje, bo są za niskie i stąd biorą się jego niewielkie wynagrodzenie oraz brak zadowolenia. Trzeba umieć przyznać się do własnego błędu, niedokonania właściwego wyboru zawodu w młodości, uczenia się zawodu, którego nie wybrało się świadomie, albo też nieuczenia się w ogóle. Nadszedł czas, aby naprawić błędy przez twórcze działanie. Twórcze życie i działanie człowieka zmierzające do osiągania pełni satysfakcji z wykonywanej pracy zawodowej prawie zawsze spełnia się przy trzecim rodzaju pracy zawodowej, a więc kiedy praca jest powołaniem człowieka. Przy tego rodzaju pracy człowiek swoim oddaniem w pracy, pełnym zaangażowaniem staje się twórcą dóbr dla innych ludzi. I w ten sposób samorealizuje swoje najwyższe potrzeby emocjonalne, estetyczne, duchowe bądź inne.

Na czym może polegać twórcze życie człowieka, które będzie jego samorealizacją (samospełnieniem) na drodze do prawdziwego szczęścia?

Jak wspomniałem na wstępie tego rozdziału, samorealizacja człowieka na drodze do prawdziwego szczęścia jest samospełnieniem jego najwyższych potrzeb w hierarchii wszystkich potrzeb człowieka. Z reguły są to takie potrzeby, które często długo gnieżdżą się w skrytości ducha i serca. Najogólniej możemy określić je jako potrzeby duchowe, estetyczne, artystyczne, poczucie piękna, jednym słowem potrzeby najwyższego rzędu. Między innymi dlatego człowiek najczęściej przystępuje do ich realizacji po zaspokojeniu potrzeb podstawowych, fizjologicznych, koniecznych w pierwszym rzędzie do normalnej egzystencji, oraz potrzeb drugiego rzędu, czyli bezpieczeństwa. Te najwyższe potrzeby rodzą się dopiero w późniejszym okresie życia człowieka, kiedy wskutek doznanych przeżyć, doświadczeń, a przede wszystkim rozwoju intelektualnego ma w pełni ukształtowany sens i cel swojego życia.

Rzadziej potrzeby najwyższego rzędu, typu duchowego, artystycznego, estetycznego, rodzą się w młodszym wieku, kiedy człowiek nie ma jeszcze przejrzystych planów i celów własnego życia. Przejdźmy do udzielenia prostych odpowiedzi ze wskazaniem, na czym konkretnie polega ta faza twórczej samorealizacji człowieka na drodze do szczęścia. Przypomnę, że tą pierwszą fazą samorealizacji było twórcze osiąganie sześciu z siedmiu najważniejszych wartości składających się na prawdziwe szczęście: oddania w miłości, spełnienia w małżeństwie (konkubinacie), posiadania dziecka (dzieci), jego (ich) wychowania, spełnienia w rodzinie oraz satysfakcji z pracy zawodowej. Zacznę od własnego przykładu. Książka, którą teraz czytasz, drogi Czytelniku, jest właśnie namacalnym przykładem mojej samorealizacji twórczej i intelektualnej wynikającej z chęci pomocy ludziom poszukującym podpowiedzi, jak postępować w określonych sytuacjach życiowych. Przez ponad trzydzieści lat, pracując zawodowo jako prawnik, udzielałem konkretnym ludziom pomocy prawnej, nie myśląc o napisaniu książki, która zawiera ponad 300 odpowiedzi, porad społeczno-prawnych dla maksymalnej liczby odbiorców, którzy zainteresują się choćby jedną odpowiedzią na pytanie wzięte prosto z życia.

Dzisiaj mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że przez napisanie i wydanie tej książki, zawierającej odpowiedzi na pytania wynikające z potrzeb zwykłych ludzi, odczuwam samospełnienie, czyli realizuję swoje najwyższe potrzeby. Tworzę w ten sposób dzieło literackie, być może przyczyni się ono do rozwiązania problemów wielu ludzi, których nie stać było na odpłatne porady prawne lub inne specjalistyczne.

Ale nie każdy tak odczuwa i może w taki sposób zaspokoić swoje potrzeby samorealizacji. Znowu podpowiem na własnym przykładzie, niezmiernie łatwym do wykorzystania do samorealizacji każdego człowieka. Co najmniej kilka razy w roku spotykam na ulicy biednego człowieka proszącego o pomoc w formie datku lub jedzenia. Rzadziej daję jakąś kwotę pieniędzy, natomiast często, po pozytywnej wymianie zdań, zapraszam biednego człowieka do najbliższego sklepu lub baru, gdzie funduję mu niedrogi posiłek. W ten sposób samorealizuję się duchowo, bezinteresownie czyniąc dobro na rzecz drugiego człowieka znajdującego się w pierwszej, naturalnej, fizjologicznej potrzebie życia. Szerzej o sposobie samorealizacji przez bezinteresowne czynienie dobra będę mówił, odpowiadając na kolejne pytanie. Inne konkretne przykłady twórczej samorealizacji na etapie trzeciego wieku życia mogą dotyczyć zrealizowania dotąd niespełnionych marzeń, tkwiących w głębi serca czy ducha od najwcześniejszych lat życia. Do nich mogą należeć wszelkiego rodzaju przeżycia emocjonalne, jak podróże marzeń, zwiedzanie miejsc uznawanych za cudowne, dotąd nieosiągalne, uczestniczenie w wielkich wydarzeniach artystycznych, doznawanie poczucia piękna i wiele, wiele innych.


Na czym może polegać bezinteresowne czynienie dobra w ramach samorealizacji, które będzie dopełnieniem prawdziwego szczęścia?

Najpierw ustalmy, co rozumiemy przez pojęcie „dobro” dla naszych rozważań o tym, jak żyć, aby osiągnąć prawdziwe szczęście.

Dobrem jest to, co bezpośrednio lub pośrednio pozytywnie wpływa na prawdziwe szczęście człowieka, a więc na szczęście własne i każdej innej osoby.

Przy czym trzeba pamiętać, że zgodnie z moją definicją prawdziwego szczęścia do jego zdobycia potrzebne jest osiągnięcie siedmiu najważniejszych celów, czyli uniwersalnych wartości, przez:

oddanie w miłości, spełnienie w małżeństwie, posiadanie dziecka (dzieci), jego wychowanie, spełnienie w rodzinie, satysfakcję z pracy zawodowej oraz samorealizację.

Dobrem, które będzie korzystnie wpływać na realizację siedmiu celów do osiągnięcia pełni szczęścia, mogą być rzeczy materialne lub niematerialne, na przykład pożywienie, mieszkanie, a także pieniądze, majątek oraz wartości pozamaterialne, jak mądrość, zdrowie, miłość, radość, pozytywne myślenie.

To są przykłady dobra o większym, uniwersalnym znaczeniu dla szczęścia, ale dobrem mogą być nawet najmniejsze wartości, które w całym łańcuchu składają się na pełnię życia, czyli prawdziwe szczęście. Tak więc równie ważne dla szczęścia człowieka może być dobre słowo, jak i czyn bohaterski, polegający na uratowaniu człowieka przed grożącym niebezpieczeństwem.

        Pamiętam takie oto zdarzenie z życia. Wsiadając do autobusu miejskiego, zauważyłem, że kierowca sprzedający bilety jest mocno zdenerwowany. Wiedziałem, że mogło to mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo jazdy. Po ruszeniu z przystanku celowo nie siadałem, lecz stanąłem w zasięgu wzroku i słuchu kierowcy. Wyczuwając odpowiedni moment, z uśmiechem na ustach i w żartach uspokoiłem go, a następnie wprowadziłem w pozytywny nastrój do dalszej jazdy. Wysiadając, już widziałem inne, łagodne i spokojne jego nastawienie do pracy i do pasażerów kupujących bilety. Takie zachowanie było moim normalnym zawodowym działaniem. Taki czyn jest także czynieniem dobra i powinien występować na co dzień we współżyciu między ludźmi.

          Sam fakt czynienia dobra innym ludziom, bez żadnego osobistego interesu, jest już samospełnieniem człowieka w dążeniu do samorealizacji jako najwyższej potrzeby ludzkiej do prawdziwego szczęścia.

          Bezinteresowne czynienie dobra innym ludziom w celu samorealizacji powinno wynikać z głębi serca, z duchowej potrzeby, z empatii do ludzi, ze zrozumienia trudnej sytuacji innego człowieka i z wielu innych pobudek wewnętrznych człowieka odczuwającego taką potrzebę.

          Takim dość powszechnym, praktycznym przykładem jest dobroczynność w różnych postaciach. Może to być wszelkiego rodzaju pomoc ubogim, bezdomnym z przyczyn niezawinionych, niepełnosprawnym, ludziom starszym i samotnym. Ten, kogo na to stać i czuje potrzebę serca, może stać się bezimiennym ofiarodawcą lub darczyńcą dla potrzebującym tego rodzaju pomocy materialnej.

Niezwykle piękną formą czynienia dobra są wszelkie przejawy miłości bliźniego. Kochać ludzi, wyrażać uczucie miłości, poszanowania, potrzebę współżycia w sprawach małych i wielkich jest spełnianiem swoich najwyższych potrzeb na drodze do pełni szczęścia. Sam fakt czynienia dobra innym ludziom, bez żadnego osobistego interesu, jest już samospełnieniem człowieka w dążeniu do samorealizacji. Czyniąc dobro innemu człowiekowi, być może tym samym wskazuje się mu lub ułatwia drogę do szczęścia. W ten sposób czyni się podwójne dobro:

– zmierza do osiągnięcia swojego celu życiowego,

– wspomaga osiągnięcie celu przez drugiego człowieka. W obu przypadkach tym celem jest prawdziwe szczęście.


Psychozabawy „Diagnoza mojego dobrostanu” część IV. Dziś zbadamy stopień zadowolenia z pracy.

Pandemia w pełni. Wybory prezydenta odłożone. Mamy dalej siedzieć w domu! A co z naszą pracą? Może warto ten czas wykorzystać na głębsze zastanowienie: Jak to jest właściwie jest z moją pracą zawodową? Jestem z niej zadowolona/ny/, mam uznanie i jestem szanowanym pracownikiem /przedsiębiorcą/? Czy też pracuję bo muszę coś robić aby żyć? A może teraz ją stracę z powodu epidemii i co dalej?

W ramach IV części naszej psychozabawy „ Diagnoza mojego dobrostanu”, spróbujemy odpowiedzieć na pytanie: Czy na dziś mogę powiedzieć, że mam /miałam/łem/ pełną satysfakcję z pracy zawodowej?

Stosować będziemy podobne zasady jak w poprzednich trzech częściach naszej psychozabawy:

– każdą wybraną jedną odpowiedź na poszczególne pytania zapisujemy sobie obok, aby zapamiętać wynik do sprawdzenia;

– jeżeli wykonywałaś/łeś/ wiele rodzajów pracy, to odpowiedzi na pytania postaraj się uśrednić, lub według wyboru odpowiadaj odnośnie aktualnej /ostatniej/ pracy;

– Ci, którzy zakończyli swój dorobek zawodowy, przechodząc na emeryturę lub rentę, odpowiednio dostosowują pytania i odpowiedzi, dokonując podsumowania całej pracy zawodowej

– trafność wniosków z psychotestu – zabawy zależy od szczerości udzielanych sobie odpowiedzi, dokonana samoocena ma przecież służyć wyłącznie dla Ciebie;

No to zaczynamy:

1.Pierwszym, najwcześniejszym, źródłem satysfakcji z pracy zawodowej jest właściwy wybór zawodu i zdobycie odpowiednich kwalifikacji zawodowych. Czy jesteś zadowolona/ny/z posiadanych kwalifikacji zawodowych, zdobytego zawodu?

A – zdecydowanie tak            B – raczej tak                    C – raczej nie

D – zdecydowanie nie            E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

2. Drugim źródłem satysfakcji z pracy zawodowej jest pierwsza praca i rozwój drogi zawodowej. Czy praca, ( zawód ), którą wykonujesz/wykonywałaś/łeś/ odpowiada Twoim marzeniom, pragnieniom, aspiracjom, ambicjom?

A – zdecydowanie tak            B – raczej tak                    C – raczej nie

D – zdecydowanie nie            E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

3. Pełnię zadowolenia z pracy zawodowej człowiek osiąga wówczas gdy umiejętnie godzi pracę z pozostałymi wartościami dającymi szczęście, jak: miłość w małżeństwie /innym związku stałym/, spełnienie w rodzinie, posiadanie i wychowanie dziecka/dzieci/. Czy pracę, którą wykonujesz/wykonywałaś/łeś/, umiejętnie godzisz/godziłaś/łeś/ z życiem „prywatnym” ?

A – zdecydowanie tak            B – raczej tak                    C – raczej nie

D – zdecydowanie nie            E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

4. Satysfakcję materialną z pracy daje przede wszystkim odpowiednie wynagrodzenie. Jak oceniasz, czy wynagrodzenie, (dochód), jakie otrzymujesz/otrzymywałaś/łeś/ za wykonywaną pracę jest/było/ odpowiednie i satysfakcjonujące?

A – zdecydowanie tak             B – raczej tak                    C – raczej nie

D – zdecydowanie nie             E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

5. Pełnię satysfakcji z pracy zawodowej, oprócz wynagrodzenia, mogą tworzyć inne czynniki, w tym niematerialne. Czy atmosfera, otoczenie, relacje ze współpracownikami, i inne warunki, w których pracujesz / pracowałaś/łeś/, mają/miały/ istotny wpływ na Twoje zadowolenie z pracy?

A – zdecydowanie tak             B – raczej tak                     C – raczej nie

D – zdecydowanie nie             E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

6. Należyte, czyli sumienne i staranne, wykonywanie pracy to podstawowy obowiązek pracownika. Czy wiesz, a jeżeli nie, to jak myślisz, czy przełożony, pracodawca/zleceniodawca/ uważa /uważał/  Ciebie za dobrego pracownika/zleceniobiorcę-wykonawcę/?

A – zdecydowanie tak             B – raczej tak                     C – raczej nie

D – zdecydowanie nie             E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

7. Uważam że aktualną pracę wykonuję przede wszystkim dlatego, bo muszę dla zapewnienia środków do życia;

A – zdecydowania tak               B – raczej tak                      C – raczej nie

D – zdecydowanie nie              E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

8 .  Uważam, że praca, którą wykonuję daje mi ( oprócz wynagrodzenia- dochodu z działalności gospodarczej) równolegle uznanie, szacunek, poważanie, a nawet renomę;

A – zdecydowanie tak              B – raczej tak                       C – raczej nie

D – zdecydowanie nie              E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

9 .  Lubię, a nawet kocham pracę, którą wykonuję i to jest nawet ważniejsze od wielkości zarabianych pieniędzy.

A – zdecydowanie tak              B – raczej tak                      C – raczej nie

D – zdecydowanie nie              E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

                                                      • • •

Dokonaj myślowego podsumowania wszystkich dziewięciu odpowiedzi na powyższe pytania i odpowiedz na 10 podsumowujące pytanie:

10. Czy dziś, dokonując oceny swojej pracy, i po udzielenie odpowiedzi na powyższe pytania, możesz powiedzieć, że masz pełną satysfakcję z wykonywanej pracy?

A – zdecydowanie tak             B – raczej tak                       C – raczej nie

D – zdecydowanie nie             E – mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem

                                                      •  •  •

A teraz swoją ocenę poziomu zadowolenia z pracy zawodowej, pod względami wskazanymi w pytaniach, poddaj głębszej i bardziej obiektywnej weryfikacji. W szczególności porównaj swoje odpowiedzi z opisem i praktycznym znaczeniem tych czynników, wpływających na satysfakcję z pracy zawodowej,  a więc z: posiadanymi kwalifikacjami, trafnością wybranego zawodu, warunkami pracy i płacy, oceną pracy przez przełożonych, umiejętnością godzenia pracy z „życiem prywatnym”.

W tym celu klikaj po kolei na poszczególne czynniki zadowolenia z pracy zaznaczone kolorem niebieskim w każdym pytaniu. Uważnie zapoznaj się z otwartym tekstem, stanowiącym krótki ich opis, a potem jeszcze raz  udziel sobie rzetelnej, samokrytycznej odpowiedzi na każde z 9 pytań. Na końcu zweryfikuj swoją generalną odpowiedź na 10 pytanie podsumowujące czwartą część naszej psychozabawy: Czy mam pełną satysfakcję z wykonywanej pracy/działalności/ i jestem z tego szczęśliwy! Zachowaj tę odpowiedź w pamięci dla porównania.

                                                         •  •  •

DOKONAŁAŚ  /DOKONAŁEŚ/  DIAGNOZY SWOJEGO DOBROSTANU w zakresie czwartej części psychozabawy, obejmującej pracę zawodową.

•••→ Jeżeli w odpowiedzi na 9 pytań wskazałaś/łeś/:

8 razy odpowiedź „ A – zdecydowanie tak” na pytania od 1 do 6, i  8,9, a na pytanie 7 odpowiedź „ D – zdecydowanie nie” to:

należysz do szczęśliwych ludzi, którzy osiągają /osiągnęli/ pełną satysfakcję ze swojej pracy zawodowej. Tak rozumianą satysfakcję, ze świadomie wybranej pracy zawodowej, wraz z umiejętnym pogodzeniem z życiem prywatnym, małżeństwem, rodziną i wychowywaniem dziecka/dzieci/, osiągają mądrzy, zaradni życiowo, solidni ludzie. Zapewne jesteś, lub możesz być, wzorem wychowania do pracy i do dobrego życia. Jeżeli pracujesz, to życzę Ci, abyś tak wielkie zadowolenie z pracy utrzymała/ mał/ do uroczystego i satysfakcjonującego przejścia na naprawdę zasłużoną emeryturę.

Jestem w pełni zadowolony z mojej pracy zawodowej i oby tak dalej!

•••→ Jeżeli odpowiedziałaś/łeś/:

na 8 pytań, z wyjątkiem pytania 7,  „ B  – raczej tak”, a na pytanie 7 „ C  -raczej nie” lub „ D  – zdecydowanie nie”, to:

oznacza, że generalnie jesteś zadowolony ze swojej pracy, bo wpływa ona pozytywnie na życie zarówno pod względem materialnym, jak też daje Ci dużą dozę satysfakcji psychicznej. To jest stan stabilizacji zawodowej. Praca pozwala na dobre układanie życia, zapewnia normalne życie w spokoju i bezpieczeństwie. Jednak decydując się na 8  „zastanawiających” odpowiedzi „raczej tak”, zdawałaś/łeś/ sobie sprawę, że „czegoś”  Ci jeszcze brakuje do pełni szczęścia z pracy zawodowej. Dziś, po takiej diagnozie swojej pracy, nadszedł właśnie taki czas, kiedy możesz zrobić analityczne podsumowanie i spróbować określić, co jest jeszcze do zrobienia, aby przechodząc w stan spoczynku, osiągnąć pełną satysfakcję z pracy całego życia. Masz przed sobą, wskazane w pytaniach, pola wartości ( zaznaczone kolorem niebieskim), które odpowiednio zagospodarowane w czasie, mogą wpłynąć na pełną satysfakcję z pracy. Spróbuj je wykorzystać.

Już mam dużą satysfakcję z pracy zawodowej, ale przede mną jeszcze dużo     pracy i czasu na mojej drodze zawodowej

•••→Jeśli wskazałaś/łeś/:

na pierwsze pięć pytań ( 1-5) odpowiedzi „C”- raczej nie lub ”E”- mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem; a na pytanie 6 i 7, odpowiedzi „B”- raczej tak lub ”E”- mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem, oraz na pytanie 8 i 9 o:odpowiedzi „C”- raczej nie lub „D”- zdecydowanie nie, to:

oznacza, że nie masz dostatecznej satysfakcji ze swoje pracy ale jesteś niezdecydowany co masz dalej z tym zrobić i tak właściwie to tolerujesz taki stan niezadowolenia. A przecież zadowolenie z pracy, która stanowi 1/3  dorosłego życia, jest niezbędne do poczucia szczęścia. Zdecydowałaś/ łeś/ się  dokonać diagnozy swojego zadowolenia z pracy, a więc znasz swoje wyniki i chyba nadszedł czas aby podjąć  aktywne działania w celu poprawy tej sytuacji. Spójrz czego najbardziej Ci potrzeba, jakie czynniki wskazane w pytaniach i odpowiedziach, których sama/sam/ udzieliłaś/łeś/, wymagają zmiany lub naprawy aby mieć większą satysfakcję z pracy.

        Niestety, chyba moja praca mi nie leży, muszę się zastanowić co dalej?

•••→ Jeżeli udzieliłaś/łeś odpowiedzi:

na pytania od 1 do 5 oraz 8 i 9, siedem razy „C- raczej nie” lub „D-zdecydowanie nie” , a na pytanie 6 odpowiedzi „C- raczej nie”  lub „E- mam wątpliwości i tak właściwie to nie wiem”, oraz na pytanie 7 odpowiedź „A- zdecydowanie tak” lub „B- raczej tak”, to:

niestety wskazałaś/łeś/ i to zdecydowanie, że jesteś / byłaś/łeś/ niezadowolona/ny ze swojej pracy zawodowej pod wieloma względami i z różnych przyczyn. Zapewne to dobrze wiedziałaś/łeś/, a dziś unaoczniły Ci wyniki, które sama/sam wskazałaś/łeś/. I teraz od Ciebie zależy co z tym dalej zrobisz. Chyba, że jesteś już na emeryturze lub rencie. Ale musisz wiedzieć, że dalsze utrzymywanie takiego stanu, w sytuacji kiedy to potwierdziłaś/łeś/ dziś, jeszcze bardziej niekorzystnie wpłynie na Twój stan psychiczny, a w konsekwencji na życie Twoje i rodziny. Przecież nie musisz od razu wszystko zmieniać, gdyż jest to nie możliwe, ale wydaje się konieczne w dłuższym czasie.

Ta praca doprowadzi mnie do szału, koniecznie muszę ją zmienić!

                                                       •  •  •

Masz za sobą czwartą część testu psychozabawy „ Diagnoza mojego dobrostanu” pokazującą jak wygląda Twoja satysfakcja z pracy zawodowej.

Przypomnę, że w poprzednich trzech częściach sprawdziłaś/łeś/: jak to jest/ było/ z Twoją miłością w związku; czy jesteś/byłaś/łeś/ spełniona/ny w małżeństwie i w rodzinie; oraz: jak to jest/było/ z wychowaniem dziecka/dzieci/i czy jesteś/byłaś/łeś/ dobrą matką i dobrym ojcem.

Do zakończenia pozostała ostatnia piąta część naszej psychozabawy, która pozwoli odpowiedzieć Ci: jak to jest z Twoją samorealizacją marzeń, pragnień, dążeń, aspiracji i ambicji. Kiedy ją zakończysz będziesz mogła/mógł/, w ramach autodiagnozy, sama/sam/ sobie odpowiedzieć czy jesteś na dobrej drodze do prawdziwego szczęścia?

Bronisław                                                 maj 2020 r, (jeszcze z koronawirusem)


Pełnię zadowolenia z pracy zawodowej człowiek osiąga wówczas gdy umiejętnie godzi pracę z „ życiem prywatnym”.

Jak pogodzić pracę, którą się kocha, z pozostałymi sześcioma wartościami składającymi się na prawdziwe szczęście? Która z tych wartości jest ważniejsza w życiu człowieka na drodze do szczęścia?

W życiu codziennym martwimy się, a czasem tłumaczymy z własnych kłopotów związanych z poszczególnymi wartościami życiowymi takimi słowami: „Praca zajmuje mi tyle czasu, że nie mam kiedy szukać miłości”, „Moje kłopoty w małżeństwie są wynikiem przepracowania”, „Nie mogę pogodzić pracy z wychowaniem dzieci” lub „Nie mogę pogodzić pracy z życiem rodzinnym” albo „Z powodu pracy nie mam czasu na życie prywatne”. Proszę zwrócić uwagę, że powyższe problemy wskazują na zaistnienie sprzeczności w pogodzeniu najważniejszych wartości koniecznych łącznie do prawdziwego szczęścia, rozumianego jako pełnia życia. Przypominam, że myślą przewodnią książki jest szczęście człowieka. Z jego definicji jednoznacznie wynika, że aby osiągnąć szczęście, czyli pełnię życia, trzeba umieć pogodzić łącznie wszystkie najważniejsze wartości, które się na nią składają: oddanie w miłości, spełnienie w małżeństwie i w rodzinie, dobre wychowanie dzieci, satysfakcję z pracy zawodowej, a także samorealizację przez twórcze życie i czynienie dobra. Jakże ogromne zadania ma człowiek, aby osiągnąć to upragnione prawdziwe szczęście! Musi umieć pogodzić wszystkie wartości, czyli realizować je równolegle w zgodzie ze sobą, aby żadna z nich nie doznawała uszczerbku kosztem innej. Tej zgodnej i równoległej realizacji wszystkich siedmiu wartości tworzących prawdziwe szczęście sprzyja naturalny rozwój i przebieg życia człowieka. Realizacja i osiąganie niektórych z nich odbywa się w różnym czasie. Na przykład posiadanie dziecka (dzieci), jego (ich) wychowanie oraz spełnienie w rodzinie można szczęśliwie realizować po pierwszej i drugiej fazie miłości (po miłości romantycznej i miłości małżeńskiej), a także po spełnieniu w małżeństwie. Podobnie do osiągnięcia samorealizacji można z powodzeniem dążyć po zrealizowaniu pięciu poprzednio wymienionych wartości, a nawet po osiągnięciu satysfakcji z pracy zawodowej. Teoretycznie i prawnie takie wartości, jak posiadanie dziecka, jego wychowanie i spełnienie w rodzinie powinny być realizowane i szczęśliwie osiągnięte w okresie osiemnastu lat. Tyle bowiem prawnie trwa władza rodzicielska nad dziećmi (od urodzenia do pełnoletności).

Najtrudniej, bo równocześnie, zgodnie i przez najdłuższy okres życia, jest realizować na drodze do szczęścia takie wartości, jak wzajemna miłość, spełnienie w związku małżeńskim (partnerskim, konkubinacie) oraz satysfakcja z pracy zawodowej.

Można powiedzieć i jak gdyby potwierdzić, że dużo racji mają ci ludzie, którzy twierdzą bądź narzekają, że nie można pogodzić tych wszystkich wartości. Takie stwierdzenia oznaczałyby jednak, że nie jest w ogóle możliwe osiągnięcie prawdziwego szczęścia, czyli pełni życia. A może niektóre z nich są mniej ważne i nic się nie stanie, kiedy człowiek ich nie osiągnie lub wręcz pominie?

Otóż nie! Przecież naszym najważniejszym celem i sensem życia jest osiągnięcie prawdziwego szczęścia, a nie tylko jednej lub kilku z ważnych wartości. W mojej definicji prawdziwe szczęście to pełnia życia składająca się z siedmiu najważniejszych wartości. Przypomnę, co pisałem w poprzednich rozdziałach o najważniejszych wartościach życiowych. Czy jest możliwe osiągnięcie prawdziwego szczęścia bez oddania we wzajemnej miłości? Czy jest możliwe spełnione małżeństwo bez miłości, bez posiadania dziecka, bez założenia rodziny? Czy jest możliwe utrzymanie szczęścia małżeńskiego, rodzinnego bez pracy dającej zabezpieczenie materialne i satysfakcję?

Zapewne jesteśmy zgodni, że do osiągnięcia prawdziwego szczęścia konieczne jest osiągnięcie wszystkich siedmiu wartości. Wszystkie są tak samo ważne. Pozostaje tylko ważny problem do rozwiązania, jak w rzeczywistości życiowej je wszystkie pogodzić. Spróbujmy zrobić to wspólnie: ja, wskazując praktyczne odpowiedzi, Ty, drogi Czytelniku, w realnym życiu. To jest możliwe!

Jak pogodzić pracę zawodową z miłością, szczególnie w czasie tworzenia trwałego związku miłosnego, w okresie miłości romantycznej i narzeczeństwa?

Niektórych może nawet dziwić, że ktoś może mieć problemy z pogodzeniem pracy zawodowej ze swoim życiem miłosnym. Wbrew pozorom pytanie takie jest w pełni uzasadnione, bo tego typu problemy nie są wyjątkowe. Odpowiedzi na to pytanie postaram się udzielić w odniesieniu do dwóch różnych sytuacji faktycznych. W pierwszej pracownik poświęca się pracy, którą kocha, i nie może znaleźć miłości swojego życia. W drugiej pracownik oddaje się pracy, która daje mu pełną satysfakcję, i jest zakochany, ale uważa, że jeszcze nie jest gotowy do małżeństwa lub myśli, że gdy poświęci się z oddaniem w miłości, utraci pracę, którą kocha, i odwrotnie. Człowiek pracuje zawodowo, kocha swoją pracę i zamierza się w niej realizować do końca życia. Jest na etapie poszukiwania miłości swojego życia. Co ma robić, aby praca, którą kocha, nie stanowiła przeszkody w znalezieniu prawdziwej miłości, lub już ma kłopoty z poszukiwaniem miłości ze względu na oddanie w pracy?

Po pierwsze, pracownik, który już uzyskuje satysfakcję z wykonywanej pracy, powinien utwierdzić się, czy jego zadowolenie z pracy znajduje potwierdzenie w ocenie pracodawcy, przełożonych jako należyte wykonywanie obowiązków wynikających z umowy o pracę i innych nałożonych w ramach rodzaju umowy. To faktyczne potwierdzenie pracodawcy powinno dać pracownikowi pewność stabilności pracy, a tym samym „wystudzenie” nadaktywności zawodowej w zakresie ponad należyte dotąd wykonywanie obowiązków, w mylnym przekonaniu, że pracodawca oczekuje więcej. Ponadto ta gwarancja pracodawcy, że nie ma żadnego zagrożenia lub obaw o pracę, którą pracownik kocha, powinna dać spokój psychiczny oraz wolność bez ograniczeń czasowych i innych do realizacji drugiego najważniejszego celu, jakim jest miłość. W następnej kolejności, po ograniczeniu swoich wysiłków psychicznych (emocjonalnych) i fizycznych oraz, co ważne, czasowych na rzecz pracy, pracownik powinien skierować swoje myślenie i działania na osiągnięcie tej drugiej najważniejszej wartości na drodze do prawdziwego szczęścia, czyli miłości.

To przekierowanie priorytetów nie oznacza, że człowiek przestaje pracować z pełną wydajnością i bez satysfakcji. Na tym ma polegać umiejętność pogodzenia obu tych wartości koniecznych do szczęścia: z jednej strony należy dobrze pracować i ciągle mieć zadowolenie, że kocha się pracę, bo taki wybrało się zawód i to chce się robić w życiu, a z drugiej szukać swojej miłości do stworzenia małżeństwa i rodziny, bo inaczej nigdy nie doświadczy się pełni życia, czyli nie osiągnie prawdziwego szczęścia. Przez takie przekierowanie wartości i celów dla pracownika stwarza się okazja innego spojrzenia na współpracowników, kontrahentów, klientów firmy, właśnie pod kątem ewentualnych „obiektów” poszukiwanej miłości swojego życia.

Inna sytuacja. Pracownik ma narzeczoną, kocha partnerkę, ale jednocześnie kocha pracę, z której ma satysfakcję i która odpowiada jego kwalifikacjom oraz wybranemu zawodowi. Nie wyobraża sobie, aby mógł stracić pracę, stąd poświęca się jej, jak może. Zdaje sobie sprawę, że być może odbywa się to kosztem miłości, a partnerka w dodatku już oczekuje decyzji co do małżeństwa lub stworzenia innego stałego związku. Jak pogodzić jedno i drugie?

Pierwsze działanie – pracownik powinien uzyskać od pracodawcy potwierdzenie w jakiejkolwiek wiarygodnej i autorytatywnej formie, że należycie wykonuje swoją pracę i nie grozi mu utrata pracy, zaufania czy niska ocena, jeżeli zwolni swoje tempo pracy i nadaktywne zaangażowanie.

Takie potwierdzenie dobrej pracy i pozytywnej oceny pracownika pracodawca może wyrazić w różnej formie, niekoniecznie prawem przewidzianej, jak okresowa ocena pracy, wszelkiego rodzaju nagrody materialne i pozamaterialne. Może to być każdy zewnętrzny wyraz okazany pracownikowi, jak na przykład żartem wyrażona zgoda pracodawcy czy przełożonego typu: „Czas, żebyś się ożenił (wyszła za mąż)” albo „Kiedy będę na twoim ślubie?” itp. Do takiej formy potwierdzenia dobrej pracy i braku zagrożeń ze strony pracodawcy z reguły dochodzi wtedy, kiedy pracodawca (przełożony) i pracownik pozostają w dobrych stosunkach międzyludzkich, właśnie na bazie dobrze wykonywanej pracy przez pracownika. To poczucie pewności i trwałości umowy o pracę (lub innej) powinno stanowić punkt wyjścia i zmiany sposobu myślenia pracownika w zakresie odpowiedzi na pytanie, co ma dalej robić na drodze do szczęścia w miłości na całe życie.

Kolejne działanie to takie samostwierdzenie: mam spokojne sumienie co do pracy, którą kocham, czas na decyzje w sprawie zwieńczenia miłości małżeństwem lub stałym związkiem albo czas na rozstanie. Tak, taką decyzję być może trzeba będzie podjąć, jeżeli się okaże, że nie spełniamy jako partnerzy koniecznych warunków do istnienia trwałego związku miłosnego. Przypominam, że chodzi o siedem kryteriów zawartych w mojej definicji wzorcowej miłości: bliskości, dopasowania, zaufania, seksualności, wierności, komunikatywności oraz optymizmu rozumianego jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Właśnie nadszedł czas na dwie w pełni świadome i realistyczne czynności:

– każdy z partnerów sam, a następnie para wspólnie musi sprawdzić i odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie, czy rzeczywiście spełnia wszystkie siedem cech dobrego związku, dziś miłosnego, a jutro małżeńskiego i dalej rodzinnego,

– musi podjąć decyzję, co dalej: małżeństwo (teraz, później), a może pokojowe rozstanie w przyjaźni, bo partnerzy wspólnie doszli do wniosku, że nie spełniają któregoś kryterium szczęśliwego związku.

W tym miejscu zwracam uwagę na jeden z siedmiu warunków prawdziwej miłości, który wiąże się wprost z pracą partnera, czyli na dopasowanie się. Z mojego doświadczenia zawodowego jako prawnika wiem, że może się zdarzyć, iż praca wykonywana przez któregoś z partnerów nie jest akceptowana przez drugiego, a nawet jest nielubiana bądź nieznoszona przez partnera, na przykład ze względu na jej rodzaj, charakter, niskie wynagrodzenie bez przyszłości awansu płacowego itp. Jeżeli zatem taka sytuacja zaistniałaby na etapie przed decyzją o przyszłości związku, wymaga dogłębnego omówienia, łącznie z ewentualnością zmiany pracy, a nawet zmiany zawodu i kwalifikacji lub też rozstania się partnerów. Z doświadczenia w procesach rozwodowych stwierdzam, że źle wróży pozostawienie tej kwestii bez rozwiązania, bo grozi nawet rozpadem małżeństwa w późniejszym okresie. Jeszcze raz chcę mocno podkreślić, że kwestia pogodzenia pracy zawodowej z miłością, dwóch wartości koniecznych do prawdziwego szczęścia każdego człowieka, powinna być rozstrzygnięta już na etapie miłości w narzeczeństwie, przed wejściem w stały związek małżeński lub inny. Późniejsze godzenie pracy zawodowej z życiem małżeńskim, rodzinnym, w tym z wychowywaniem dzieci, jest już działaniem wtórnym, świadczącym o złym rozumieniu i podejściu do tej kwestii na etapie narzeczeństwa.

Jak można pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim?

Na początek, zanim rozpocznę udzielanie odpowiedzi, należy uściślić, że pytanie dotyczy związku małżeńskiego i nieformalnego stałego związku partnerskiego, na przykład konkubinatu bez dzieci. A więc może to być związek małżeński (i inny) młodych partnerów, którzy planują posiadanie dziecka (dzieci) oraz związek małżeński (konkubinat) starszych partnerów, którzy nie mają dzieci z różnych powodów. Może to być również młody związek małżeński (partnerski), w którym partnerzy nie planują posiadania dzieci, a także związek małżeński (konkubinat) partnerów trzeciego wieku, po usamodzielnieniu się dzieci.

Aby w sposób praktyczny i konkretny odpowiedzieć na to pytanie, należy jeszcze rozróżnić dwie zasadnicze kwestie w zakresie tego, czym jest praca zawodowa. Inaczej będzie wyglądała odpowiedź w odniesieniu do pracy pracownika wykonującego pracę najemną, który jest podporządkowany pracodawcy, a inaczej przedstawiać się będzie sytuacja osoby prowadzącej własną działalność gospodarczą jako przedsiębiorca. W pierwszym przypadku pracę zawodową wykonuje pracownik, w drugim – pracuje zawodowo samodzielny, nikomu niepodporządkowany przedsiębiorca, niebędący pracownikiem, który sam może zatrudniać pracowników najemnych.

Jak może pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim pracownik najemny?

Pracownik podporządkowany pracodawcy umową o pracę (lub inną) przez okres codziennej pracy jest prawie całkowicie wyłączony z życia małżeńskiego, rodzinnego, który potocznie nazywamy życiem prywatnym. Z tego faktu rozdzielenia życia zawodowego i życia prywatnego pracownika w zasadzie powinny wynikać korzyści dla pracownika, a nie dla pracodawcy, pozytywnie wpływające na szczęście małżeńskie, a nie odwrotnie.

Przypomnę w tym miejscu, co ma najważniejszy wpływ na szczęście małżeńskie według mojej definicji szczęścia w małżeństwie, o której pisałem w rozdziale „O małżeństwie”. Szczęśliwe małżeństwo to trwały związek dwojga partnerów oparty na wzajemnej miłości, wspólnym zamieszkaniu i wspólnym prowadzeniu gospodarstwa domowego, którego celem jest posiadanie dziecka i jego wychowanie. Przy czym wzajemna miłość małżonków winna polegać na bliskości, dopasowaniu, pełnym zaufaniu, satysfakcji ze współżycia seksualnego, wierności, umiejętności porozumiewania się oraz optymizmie, czyli pozytywnym myśleniu i nastawieniu do życia.

Natomiast wspólne zamieszkanie i prowadzenie gospodarstwa domowego to zabezpieczanie środków do życia, wspólne wyżywienie i utrzymanie oraz współdecydowanie o sprawach małżeństwa. Przez pojęcie „posiadanie dziecka” należy zaś rozumieć nie tylko spłodzenie, lecz także inne dopuszczalne prawnie metody i formy posiadania dziecka, jak in vitro lub adopcja.

W jakim zakresie praca może niekorzystnie wpływać na tak zdefiniowane szczęście małżeńskie? Z czym w małżeństwie pracownik może nie pogodzić pracy, jeżeli ją kocha i wykonuje należycie w ramach obowiązującego go czasu pracy i podporządkowania mieszczącego się w granicach umowy o pracę? Badania naukowe i doświadczenie życiowe wskazują, że główną przyczyną konfliktów małżeńskich na styku z pracą zawodową jest zbyt małe wynagrodzenie, niewystarczające na zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych małżeństwa i rodziny. Brak dostatecznych dochodów z pracy zawodowej jednego lub obojga pracujących małżonków siłą rzeczy negatywnie wpływa przede wszystkim na takie kryterium szczęścia małżeńskiego jak wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego. W świetle powyższej definicji szczęśliwego małżeństwa mało dochodów z pracy może powodować wymuszone oszczędzanie na wyżywieniu, ubieraniu i zamieszkaniu. Aby temu zapobiec, małżonkowie powinni najpierw przystąpić do poważnej rozmowy, z inicjatywy obojętnie której strony, najlepiej stosownie do tradycyjnego, najlepszego sposobu komunikowania się w małżeństwie. W wyniku takiej narady powinna zapaść najlepsza, optymalna dla obojga małżonków decyzja, co i kto ma zrobić, aby praca zawodowa małżonka lub obojga z nich dawała wynagrodzenie zabezpieczające co najmniej niezbędne potrzeby do dobrego życia, stanowiącego podstawę na dalszej drodze do prawdziwego szczęścia.

No tak, ale taka odpowiedź jest zbyt ogólna, a przecież celem moim i tej książki jest udzielanie konkretnych rad. Może ich być wiele i zależą one od sytuacji danego małżeństwa. Przede wszystkim od tego, czy małżonek jako pracownik wykonuje swoją pracę zgodnie z kwalifikacjami zawodowymi, wybranym zawodem spełniającym jego marzenia i oczekiwania oraz czy kocha swoją pracę, bo ma z niej satysfakcję. Ja wskażę kilka rozwiązań najbardziej odpowiadających sytuacji.

1. Jeżeli małżonek-pracownik otrzymuje niskie wynagrodzenie z pracy, perspektywy zarobkowe są niewielkie, a w dodatku nie czerpie satysfakcji z rodzaju wykonywanej pracy, to bez względu na to, czy praca odpowiada jego kwalifikacjom zawodowym, małżonkowie powinni wspólnie podjąć decyzję o zmianie pracy i pracodawcy. Takie rozwiązanie dotyczyć może tylko takich osób, które w ogóle mają kwalifikacje zawodowe lub wyższe niż potrzebne do pracy, którą wykonują. Oczywiście zmiana pracy i pracodawcy to ważna życiowa decyzja i nie może być podjęta od razu, lecz po spełnieniu uprzednich warunków, również wspólnie ustalonych. Należy także uwzględnić konieczność ewentualnego przekwalifikowania się, włącznie ze zmianą docelowego zawodu.

2. Pracownik-małżonek pracuje na stanowisku lub rodzaju pracy odpowiadającym kwalifikacjom zawodowym w zawodzie, który wybrał i kocha, jednak mimo należytej pracy nie otrzymuje wynagrodzenia, które by go satysfakcjonowało oraz wystarczało co najmniej na przeciętne lub średnie potrzeby małżeństwa, aby żyło dobrze na początku drogi do prawdziwego szczęścia. Pracownik widzi i wie, że w tym zakładzie pracy istnieją inne stanowiska lub rodzaje pracy, na których mógłby więcej zarabiać, bo ma odpowiednie kwalifikacje i byłby zadowolony. Pracodawca nie stwarza mu jednak szansy na żaden awans płacowy (ani stanowiskowy) bądź nie w pełni go docenia. Tymczasem małżonek wyrzuca pracownikowi, że mało zarabia, nie starcza na życie i stawia warunek, że tak dalej być nie może. Rozwiązania są dwa:

– pracownik w odpowiednim momencie doprowadza do rozmowy z pracodawcą lub właściwym przełożonym, szczerze naświetlając swój problem, z wyjaśnieniem, jaki ma to wpływ na sytuację w życiu małżeńskim;

– pracownik wspólnie z małżonkiem decyduje się na zmianę pracodawcy, nawet mimo że pracuje w swoim zawodzie, zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami. Decyzja o zmianie pracodawcy, a nie tylko rodzaju pracy lub stanowiska, może być trudniejsza, a tym samym musi być mądra i wspólnie przemyślana. Trzeba pamiętać, że mogłoby to wiązać się z pracą poza miejscem zamieszkania lub zmianą miejsca zamieszkania, jeżeli w dotychczasowym nie ma odpowiedniego zakładu pracy.

3. Pracownikowi brak kwalifikacji zawodowych do konkretnej pracy zawodowej. To jest sytuacja najgorsza i najtrudniejsza do rozwiązania w związku małżeńskim, gdy chodzi o zabezpieczenie środków do życia, co nie oznacza, że jest nie do rozwiązania. Wyznaję i przez lata realizuję zasadę życiową, że nie ma rzeczy niemożliwych do rozwiązania, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać wyjścia z sytuacji.

Brak jakichkolwiek kwalifikacji zawodowych w formalnym dokumencie i w rzeczywistości to najtrudniejszy problem dla małżeństwa, dla rodziny, dla tego człowieka, nie wspominając o drodze do szczęśliwego życia. Mam na uwadze osoby po szkołach podstawowych bądź gimnazjach i liceach ogólnokształcących, bez przygotowania zawodowego w jakiejkolwiek innej formie, takiej jak kursy zawodowe. Co prawda, mimo ogromnego postępu cywilizacyjnego i technologicznego we wszystkich dziedzinach życia nadal istnieją rodzaje pracy i stanowiska, na których jeszcze mogą być zatrudniani pracownicy bez żadnych kwalifikacji zawodowych. Niestety, są to prace proste i najniżej płatne. Jeżeli zatem partnerzy, już na etapie narzeczeństwa, wiedzieli, że któreś z nich lub oboje nie mają żadnych kwalifikacji zawodowych, to tym samym, zawierając związek małżeński, godzili się na trudne wspólne życie bez zabezpieczenia minimalnych, niezbędnych środków do życia. Jednak gdy są już małżeństwem, nie czas na wytykanie sobie błędów w doborze partnera. Trzeba szukać rozwiązania na dziś i na przyszłe lepsze życie.

Jak powinni postąpić małżonkowie, kiedy praca wykonywana przez jednego (lub oboje) z nich nie zapewnia wynagrodzenia nawet na normalne życie, a pracujący nie mają żadnych kwalifikacji zawodowych?

Najpierw trzeba z pokorą uznać tę prawdę życiową: „Nie chciało się nosić teczki, dziś trzeba kopać dołeczki”. Fakt, że dopiero w związku małżeńskim (partnerskim) oboje małżonkowie odkryli smutną prawdę, jak wielkie znaczenie ma odpowiednie wykształcenie zawodowe i jakie negatywne skutki rodzi brak wykształcenia i kwalifikacji zawodowych, nie powinien być przyczyną konfliktów i kryzysów małżeńskich. Taka jest dzisiejsza prawda w związku małżeńskim. Każdy z partnerów musi ją uznać, bo „widziały gały, co brały” przed ślubem i w momencie zawierania związku (wchodzenia w konkubinat). Dzisiaj małżonkowie muszą podjąć spóźnioną decyzję, jaką każdy z nich powinien podjąć jako dziecko przy współdecydującym udziale rodziców w procesie wychowania i nauczania. Trzeba zdobyć kwalifikacje zawodowe, bez których nie było dotąd i nigdy nie będzie środków na normalne życie, przy zabezpieczeniu podstawowych potrzeb. W takim małżeństwie decyzja jest o wiele trudniejsza, bo partnerzy są dorosłymi ludźmi, muszą zarabiać na wspólne życie, a być może wygospodarować dodatkowe środki na naukę. Niestety, innego legalnego wyjścia z tej sytuacji nie ma. Jako prawnik mogę tylko kryminalnym żartem skonstatować: „Drugie wyjście, to tylko kraść”. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że parze powinni pomóc rodzice, jeżeli są w stanie. Tym bardziej że, jak wyżej stwierdziłem, ponoszą oni (niestety) winę za złe wychowanie, gdy chodzi o brak wykształcenia zawodowego dziecka. To może być jakieś rozwiązanie, ale przecież wiadomo, że będzie to tylko doraźna pomoc. Lepiej ją wykorzystać na spóźnione zdobycie kwalifikacji przez małżonka lub małżonków. Jeżeli zatem w małżeństwie któryś z małżonków (lub oboje) pracuje i zarabia za mało na życie, to zamiast narzekać, jacy są nieszczęśliwi i z tego powodu kłócić się, małżonkowie muszą siąść do rozmowy i podjąć niezwykle ważne decyzje życiowe. Jako doświadczony prawnik widzę następujące rozwiązania:

– trzeba dalej pracować w dotychczasowym układzie, gdy jest to możliwe, najlepiej we dwoje, po to, aby zdobyć niezbędne środki finansowe na opłacenie najdogodniejszej formy uzyskania odpowiednich kwalifikacji zawodowych, które pozwolą na znalezienie pracy lepiej płatnej,

– trzeba wykonać wspólnie podjętą decyzję małżonków w zakresie zdobycia odpowiednich kwalifikacji przez tego małżonka, któremu zostało powierzone to zadanie, bo ma ku temu najlepsze możliwości i warunki, a nie tylko dlatego, że jest mężczyzną odpowiedzialnym za zabezpieczenie warunków do życia,

– jeżeli zadanie zdobycia niezbędnych kwalifikacji zawodowych przypadło tylko jednemu z małżonków, ten fakt nie zwalnia drugiego z odpowiedzialności za zabezpieczenie środków na lepsze życie; odwrotnie – już w momencie podejmowania decyzji na drugiego musi przypaść równolegle obowiązek współdziałania i wszechstronnej pomocy w zdobywaniu kwalifikacji przez partnera, równoważny do obowiązku kształcenia, i to w całym okresie zdobywania kwalifikacji,

– od chwili podjęcia tej decyzji na obojgu małżonkach (partnerach) spoczywać będzie niezwykle ważne i ciężkie zadanie do wykonania, i to w dość długim okresie ich małżeńskiego życia.

Niestety, taki jest skutek pierwotnego błędu niezdobycia odpowiedniego wykształcenia zawodowego we właściwym na to czasie. Proszę jednak pamiętać o prawdzie życiowej, która głosi, że to, co jest zdobyte z wielkim trudem, lepiej się docenia. Tak samo w związku małżeńskim wspólne działanie rodzi wspólny sukces małżonków, a współdziałanie w trudzie wzmacnia więzi małżeńskie.

Jak pogodzić pracę zawodową poza miejscem zamieszkania lub z częstymi delegacjami służbowymi, związaną z dłuższym pobytem poza domem, z życiem małżeńskim i rodzinnym?

Ten problem dotyczy głównie takich pracowników, jak marynarze, rybacy dalekomorscy, przedstawiciele handlowi w kraju i za granicą, żołnierze zawodowi, w tym na misjach wojskowych, pracownicy przedsiębiorstw poszukiwawczych i wydobywczych złóż i kopalin, serwisanci delegowani na dłuższe okresy, kierowcy tirów i niektórych pracowników innych zawodów. Z doświadczenia zawodowego wiem, że w takich przypadkach zatrudnienia częstą, pierwotną przyczyną rozwodów jest długotrwała rozłąka z powodu wyjazdu do pracy, w tym za granicę. W życiu jest niestety tak, że prawie każde dłuższe rozstanie spowodowane wyjazdem za pracą lub do pracy wywołuje mniejszy lub większy kryzys małżeński. O tego rodzaju kryzysach małżeńskich pisałem w rozdziale „O małżeństwie”. Oznacza to, że w takich związkach znacznie częściej może zaistnieć najpierw problem, a w dłuższym czasie już kryzys, który trzeba będzie rozwiązać. Jak rozwiązywać kryzys rozłąkowy spowodowany pracą zawodową poza miejscem zamieszkania, pisałem także w rozdziale „O małżeństwie”. W tym miejscu zwrócę szczególną uwagę na stwierdzony przeze mnie efekt końcowy występujący w prowadzonych przeze mnie sprawach, w tym w procesach rozwodowych. W szczególności tam, gdzie małżonkowie godzą się na przedłużanie rozłąki spowodowanej pracą poza miejscem zamieszkania, szczególnie gdy nie mają możliwości częstszych kontaktów bezpośrednich, w większości wypadków kończy się to głębokim kryzysem małżeńskim, rozkładem związku i rozwodem. Jednak moim celem jest praktyczna pomoc przez podpowiedź, jak należy postępować w związku małżeńskim i w rodzinie, aby zapobiec negatywnym skutkom pracy małżonka (partnera) poza miejscem zamieszkania. Pierwszy praktyczny wniosek jest raczej oczywisty. Partnerzy nie powinni tego zakładać, planować ani godzić się na życie w długotrwałej rozłące spowodowanej pracą poza miejscem zamieszkania. W prawie każdym znanym mi przypadku miłość małżeńska najpierw traciła podstawową dla związku więź bliskości, a w dłuższym czasie kończyła się rozpadem związku i rozwodem. Aby nie podejmować jednostronnych, gwałtownych i radykalnych decyzji w związku, proponuję drugie praktyczne rozwiązanie mające na celu pogodzenie takiej pracy z życiem małżeńskim. Jeżeli choćby jeden z małżonków, partnerów stałego związku odczuje sam lub dostrzeże z zewnątrz pierwsze negatywne skutki rozłąki spowodowanej pracą poza miejscem zamieszkania, powinien umiejętnie doprowadzić do konstruktywnej partnerskiej rozmowy. Jej celem powinno być poinformowanie o swoich odczuciach i grożących ewentualnie skutkach z tego powodu, a następnie podjęcie odpowiedniej próby pogodzenia pracy poza domem oraz trwałego i zgodnego życia małżeńskiego.

Trzeci praktyczny wniosek dotyczy już bardziej zaawansowanej sytuacji, po stwierdzeniu kolejnych złych oznak lub skutków długotrwałej rozłąki. Jestem doświadczonym praktykiem i w takiej sytuacji radzę partnerom podjęcie wspólnej decyzji o zmianie warunków pracy wykonywanej poza miejscem zamieszkania, nawet kosztem mniejszych zarobków w miejscu zamieszkania.

Proszę nie dowierzać wszystkim tym osobom, szczególnie pracującym poza granicami kraju, miejsca stałego zamieszkania małżeństwa czy rodziny, że dla znacznie wyższych zarobków warto godzić się na dłuższą rozłąkę z małżonkiem (partnerem stałego związku). W swojej długoletniej praktyce zawodowego prawnika niezwykle rzadko miałem do czynienia z sytuacją, w której długotrwała rozłąka spowodowana pracą poza domem rodzinnym przyniosła dodatkowe szczęście w związku małżeńskim czy rodzinnym. Prawie zawsze w wypowiedziach tych osób kryła się niechęć do ujawnienia własnych, wielokrotnie trudnych przeżyć oraz przyznania się do popełnionych błędów.

Jak przedsiębiorca może pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim i rodzinnym?

Na ogół ludzie, w tym przedsiębiorcy, zadają to pytanie bardziej ogólnie: jak pogodzić pracę zawodową z życiem prywatnym. Mają wówczas na uwadze pracę zawodową wszystkich pracujących, obojętnie w jakiej formie prawnej, oraz wszystkie najważniejsze wartości składające się na sferę życia prywatnego. Przy czym praca zawodowa jest wówczas pojmowana jako życie lub czynności służbowe, czyli służba komuś lub czemuś. Tymczasem istnieje zasadnicza różnica, gdy takie pytanie zadaje pracownik najemny, a gdy zadaje je przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarcza na własny rachunek. Również inaczej będzie kształtować się sytuacja pracownika czy przedsiębiorcy, gdy będzie dotyczyła możliwości pogodzenia pracy nie z całością jego życia prywatnego, lecz z poszczególnymi, najważniejszymi wartościami ze sfery życia prywatnego, składającymi się na jego prawdziwe szczęście. A więc dotyczyć tego, jak ma pogodzić pracę z miłością, z życiem małżeńskim, z posiadaniem i wychowaniem dziecka (dzieci), z życiem rodzinnym oraz z samorealizacją swoich najwyższych potrzeb. Już na początku tego rozdziału zasygnalizowałem dość wyraźną, podstawową różnicę, gdy chodzi o pojęcie pracy i pracownika do naszych rozważań o tym, jak żyć najlepiej, aby osiągnąć prawdziwe szczęście. Pracą jest wykonywanie zadań, obowiązków lub czynności na rzecz pracodawcy jako przedsiębiorcy, którym oprócz osoby fizycznej może być także firma (przedsiębiorstwo, spółdzielnia, spółka i inne). Ale pracą jest też prowadzenie działalności gospodarczej przez osobę fizyczną jako przedsiębiorcę, a także wszelkiego rodzaju praca wykonywana na podstawie innych umów niż umowa o pracę (umowa-zlecenie, umowa o dzieło, umowa o świadczenie usług, praca nakładcza). Pracownikiem najemnym nazywamy tego, który jest podporządkowany pracodawcy będącym przedsiębiorcą. Osoba fizyczna jako przedsiębiorca żyjący w związku małżeńskim i rodzinnym, podobnie jak pracownik najemny, musi umieć pogodzić swoją pracę zawodową przedsiębiorcy z prywatnym życiem małżeńskim i rodzinnym.

Między przedsiębiorcą-osobą fizyczną a pracownikiem najemnym są jeszcze inne istotne różnice, które inaczej mogą wpływać na małżeństwo i rodzinę. Pracownik pracuje nie na swoim majątku, lecz na majątku pracodawcy, którym jest przedsiębiorca będący osobą fizyczną. Kolejną istotną różnicą jest czas pracy. Pracownik najemny ma czas ściśle określony umową o pracę, natomiast przedsiębiorca będący osobą fizyczną sam zarządza swoim czasem, co w praktyce oznacza, że musi pracować, kiedy tylko zachodzi potrzeba, czyli jest to czas nieokreślony, czasem nawet noc. Już tylko te wymienione różnice między pracownikiem najemnym a przedsiębiorcą pokazują, że zupełnie inaczej kształtuje się sposób godzenia pracy zawodowej z życiem małżeńskim i rodzinnym. Z tego też powodu przedsiębiorcy jest znacznie trudniej godzić swoje obowiązki zawodowe z życiem prywatnym. Przede wszystkim dlatego, że:

– pracownik wykonuje tylko to, co wynika z konkretnej umowy o pracę i z poleceń pracodawcy w zakresie określonym umową i rodzajem pracy, a przedsiębiorca musi przez cały czas dbać o wszystko, co wchodzi do majątku jego przedsiębiorstwa i co się z nim dzieje, oraz dbać o prawa i obowiązki pracowników,

– pracownikowi nie musi zależeć na majątku pracodawcy ponad to, co wynika z rodzaju wykonywanej pracy, co produkuje lub wytworzy, ale przedsiębiorca musi dbać o swój majątek, bo od niego zależy życie jego i rodziny, a także zatrudnienie pracowników,

– pracownik pracuje tylko przez czas określony w umowie, a przedsiębiorca musi dbać o swój majątek bez przerwy, dzień i noc.

W związku z tym jak ma postępować przedsiębiorca, aby pogodzić pracę zawodową ze swoim życiem małżeńskim i rodzinnym? Spróbuję jak najprościej odpowiedzieć, na czym praktycznie może to polegać.

Problem w istocie polega na umiejętności każdego z małżonków (partnerów), a nie tylko pracującego, do bezkolizyjnego, transparentnego dążenia przez każdego z nich do osiągnięcia dwóch swoich celów na drodze do szczęścia:

– spełnienia w małżeństwie,

– satysfakcji z pracy zawodowej.

Oznacza to, że „interes” w takim pogodzeniu pracy z życiem małżeńskim mają oboje małżonkowie, a nie tylko ten, który pracuje (jest przedsiębiorcą). Każdy z nich ma bowiem swoje cele na drodze do prawdziwego szczęścia, które mogą być takie same, szczególnie gdy przyjmą takie, jakie wynikają z mojej definicji prawdziwego szczęścia.

Może być i tak, że oboje małżonkowie są jednocześnie przedsiębiorcami prowadzącymi własne działalności gospodarcze. Wówczas ich możliwości pogodzenia pracy zawodowej z życiem małżeńskim będą podobne. Inaczej kształtować się będą możliwości pogodzenia w sytuacji, kiedy tylko jeden z małżonków prowadzi działalność jako przedsiębiorca. Jednak z mojego doświadczenia zawodowego, szczególnie w sprawach dotyczących podziału majątku małżeńskiego po ustaniu wspólności majątkowej, wniosek praktyczny dla szczęścia małżeńskiego w zakresie pogodzenia pracy zawodowej z życiem małżeńskim jest taki: umiejętne godzenie pracy zawodowej przedsiębiorcy z życiem małżeńskim powinno przebiegać na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to sfera emocjonalno-uczuciowa, a druga to sfera materialna, w tym majątkowa, finansowa i organizacyjna.

Na czym konkretnie może polegać umiejętne pogodzenie pracy zawodowej przedsiębiorcy z życiem małżeńskim i rodzinnym na płaszczyźnie emocjonalno-uczuciowej?

Odpowiedzieć w praktyczny sposób jest o tyle łatwiej, że przecież jedną z ważnych cech łączących związek małżeński czy stały partnerski jest miłość. Z kolei pełną satysfakcję z pracy zawodowej osiągnąć może ten pracownik, w tym przedsiębiorca, który kocha wykonywaną pracę. Teoretycznie jest to sytuacja pozytywna, bo w obu wartościach do pogodzenia występuje taka sama nić łącząca, czyli miłość. To tylko teoretyczne założenie, bo w życiu realnym może to być sytuacja patowa, trudna do rozwiązania. Przedsiębiorca-partner związku małżeńskiego kocha pracę, z której ma satysfakcję, ale równocześnie kocha współmałżonka, musi zatem umieć pogodzić te dwie miłości. Czy jest praktycznie możliwe takie zespolenie dwóch miłości, aby stanowiły jedną zgodną i trwałą więź małżeńsko-zawodową? Jak to robić? To takie proste, wystarczy cofnąć się do rozdziału „O miłości” i przypomnieć sobie, jakie cechy są konieczne do istnienia prawdziwej miłości między dwojgiem ludzi. Chodzi o bliskość, dopasowanie, zaufanie, seks, wierność, komunikatywność, oraz optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia. Do pogodzenia pracy z życiem małżeńskim i rodzinnym w pierwszej kolejności trzeba wykorzystać te cechy miłości, które już dobrze funkcjonują w związku miłosnym (małżeńskim i rodzinnym). Skoro dobrze funkcjonuje związek małżeński, to powinno oznaczać, że już przed jego zawarciem musiało być sprawdzone dopasowanie partnerów, także pod względem wykształcenia, kwalifikacji zawodowych i rodzaju wykonywanej pracy. Nie powinno być problemu z pogodzeniem pracy zawodowej z życiem małżeńskim i rodzinnym.

Trzeba ponadto maksymalnie wykorzystywać komunikatywność, czyli umiejętność porozumiewania się partnerów. Ogromną rolę w godzeniu pracy z życiem prywatnym będzie odgrywać wzajemne zaufanie małżonków do siebie, a co za tym idzie – do wszystkich aspektów pracy wykonywanej przez jednego lub oboje z nich. Małżonkowie mogą przyjąć w drodze wzajemnego porozumienia i zaufania jako zasadę postępowania, że nadmierna miłość do pracy i negatywne emocje (na przykład wyładowanie się) związane z pracą nie będą przenoszone na grunt życia małżeńskiego i rodzinnego. Ustalą jakieś uroczyste i wychowawcze (dla dzieci) zasady wspólnego przeżywania pozytywnych emocji wynikających z pracy zawodowej. Zaufają sobie wzajemnie, że wszystkie działania partnera w jego pracy zawodowej nie będą burzyć więzi emocjonalnych i materialnych związku małżeńskiego i rodzinnego. To ostatnie nie może oznaczać, że partnerzy nie przeżywają wspólnie problemów związanych z pracą zawodową i nie dzielą się nimi. Wprost przeciwnie – satysfakcja z pracy zawodowej każdego z nich jest przecież koniecznym elementem składowym prawdziwego szczęścia. To tyle i aż tyle, gdy chodzi o sferę emocjonalną łączącą i godzącą pracę zawodową i życie prywatne.

Jak przedsiębiorca może pogodzić pracę zawodową z życiem małżeńskim i rodzinnym na płaszczyźnie materialnej, czyli w sprawach majątkowych, finansowych i organizacyjnych?

Jako doświadczony profesjonalny prawnik celowo płaszczyznę materialną, na styku pracy zawodowej z życiem w związku małżeńskim, podzieliłem na trzy sfery: majątkową, finansową i organizacyjną. W szczególności dlatego, że każda z tych sfer może mieć istotny wpływ na dobre lub złe stosunki w samym małżeństwie jak i w rodzinie.

W sferze majątkowej powinna być transparentnie uregulowana i znana małżonkom sprawa własności mienia stanowiącego majątek przedsiębiorstwa (firmy) prowadzonej przez jednego lub oboje małżonków. Ma to szczególne znaczenie, gdy małżonków łączy ustawowa wspólność majątkowa. Jest to jeszcze ważniejsze, gdy partnerzy żyją w związku nieformalnym, jak konkubinat, i nie łączy ich ani wspólność małżeńska, ani żadna umowa cywilnoprawna. W następstwie takiej wiedzy ważniejsze decyzje, przekraczające zakres zwykłego zarządu, a dotyczące majątku przedsiębiorstwa wchodzącego w skład wspólnego majątku małżeńskiego, powinny być podejmowane z mocy prawa wspólnie przez oboje partnerów związku. Natomiast w związku partnerskim nieformalnym partner-przedsiębiorca prowadzący firmę z majątkiem własnym bądź z udziałem innych osób nie ma prawnego obowiązku podejmowania decyzji majątkowych wspólnie z drugim partnerem.

W sferze finansowej gospodarka przedsiębiorstwa, którego mienie (majątek) jest majątkiem wspólnym dorobkowym małżonków, powinna być znana obojgu małżonkom. Ponadto w podstawowym zakresie zarządzania finansami przedsiębiorstwa decyzje powinny być podejmowane wspólnie. Z formalnoprawnego punktu widzenia sprawa zarządzania przedsiębiorstwem, w tym w kwestiach finansowych, którego mienie jest wspólnym małżeńskim majątkiem dorobkowym, powinna być uregulowana od początku powstania wspólności majątkowej. W praktyce życia małżeńskiego i rodzinnego najważniejsze znaczenie mają dochody uzyskiwane z działalności przedsiębiorstwa opartego na wspólnym majątku, prowadzonego przez jednego lub oboje małżonków. Stąd aby pogodzić sferę finansową na gruncie życia małżeńskiego i zawodowego, małżonkowie powinni ustalić czytelne zasady rozdysponowania dochodów, a ściślej podziału zysków na działalność zawodową – gospodarczą przedsiębiorstwa oraz oddzielnie na utrzymanie małżeństwa i rodziny. Gdy majątek firmy jest wspólny, małżonek nieprowadzący firmy powinien wiedzieć, że ma prawo kontroli sposobu gospodarowania środkami finansowymi, a małżonek-przedsiębiorca ma prawny obowiązek informować o tym drugiego małżonka i z nim się rozliczać.

Inaczej przedstawia się sprawa dysponowania środkami finansowymi w związku nieformalnym, w którym partner prowadzący firmę ma w niej własny majątek. Po pierwsze, nie ma on żadnego prawnego obowiązku rozliczania się z drugim partnerem. Po drugie, to od niego w pełni zależy, czy będzie informował drugiego partnera o uzyskiwanych dochodach.

W sferze organizacyjnej jest najwięcej do zrobienia przez małżonków (partnerów związku nieformalnego) w zakresie godzenia życia zawodowego przedsiębiorcy z życiem prywatnym małżeńskim i rodzinnym. W szczególności dlatego, że od uporządkowanego trybu życia codziennego (i dłuższego) obojga małżonków (partnerów), od dobrej organizacji dnia pracy zawodowej przedsiębiorcy-małżonka oraz harmonijnego połączenia obu tych części życia i pracy zależy w dużej mierze radość i szczęście małżeńskie i rodzinne. Jak zatem powinna wyglądać ta wzorowa organizacja trzech, podkreślonych wyżej części życia i pracy małżeństwa? Uporządkowany tryb życia codziennego małżeństwa (związku nieformalnego) pod kątem pracy zawodowej to takie jego zorganizowanie, które nie powoduje przenoszenia spraw domowych na grunt pracy zawodowej w danym lub kolejnym dniu i odwrotnie, nie dezorganizuje życia domowego przez załatwianie spraw zawodowych w czasie poświęconym dla małżeństwa, rodziny. Będzie to między innymi niedopuszczanie, aby pracujący małżonek podejmował się w czasie pracy czynności domowych. To także unikanie sytuacji, w których pracujący małżonek wykonuje obowiązki zawodowe obciążony psychicznymi problemami, które powinny być załatwiane i rozstrzygane w domu. I odwrotnie – małżonek przedsiębiorca powinien unikać tego, aby trudne i stresowe sytuacje zawodowe obciążały współmałżonka w sposób niszczący harmonię życia małżeńskiego i rodzinnego. Dobra organizacja każdego dnia pracy zawodowej to między innymi dotarcie do pracy na czas, spokojny przebieg dnia pracy, poświęcony wyłącznie należytemu wykonywaniu obowiązków związanych z pracą zawodową, bez obciążenia problemami domowymi oraz powrót do domu.

Harmonijne połączenie każdego dnia pracy z życiem małżeńskim, prywatnym to między innymi od początku dnia spokojne, bez pośpiechu, przygotowanie się do wyjścia do pracy. Jeżeli sytuacja drugiego małżonka na to pozwala, przydaje się pomoc z jego strony w porannym przygotowaniu małżonka pracującego do wyjścia do pracy, być może włącznie z przygotowaniem drugiego śniadania. Ważne jest przede wszystkim wspólne z małżonkiem spożycie obiadu jak co dzień, po powrocie z pracy. I wcale nie musi to być wyłącznie obiad w domu. Po każdym dniu pracy wskazany jest odpoczynek lub relaks, niezależnie od rodzaju wykonywanej pracy. Odpoczynek, a raczej przerwa rozdzielająca dzień pracy od tak zwanego życia prywatnego, szczególnie wskazany jest osobom pracującym umysłowo bądź obciążonym dużą odpowiedzialnością za wykonywaną pracę, jak na przykład sędziowie wydający wyroki skazujące ludzi, lekarze, w tym chirurdzy, strażacy, policjanci, ratownicy, nauczyciele, menedżerowie zarządzający przedsiębiorstwami, a także pracujący przedsiębiorcy, o których mowa właśnie w tym pytaniu.

Jak pogodzić pracę zawodową z wychowywaniem dzieci?

W dużej części odpowiedzi na to pytanie już udzieliłem w trakcie wskazywania, jak pogodzić pracę z życiem małżeńskim i rodzinnym. To, co dotyczy pogodzenia pracy w małżeństwie jeszcze bez dzieci, w całości odnosi się do małżonków z dziećmi, stanowiących rodzinę. Tak więc wszystko, co zaproponowałem wyżej, jak można godzić pracę zawodową w małżeństwie, znajdzie pełne zastosowanie w rodzinie, z dodatkowymi uwagami, o których piszę dalej. Wraz z pojawieniem się dziecka sytuacja na linii praca zawodowa – życie rodzinne jest znacznie trudniejsza do pogodzenia, ale nie niemożliwa. Choćby małżonkowie idealnie zaplanowali przyjście dziecka na świat, i tak nie będą w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji, a szczególnie w odniesieniu do ich pracy zawodowej. Żadnych większych problemów nie powinno być wówczas, gdy oboje małżonkowie lub jeden, główny dostarczyciel środków na życie, pracują w swoim zawodzie, mają satysfakcję z wykonywanej pracy i optymalne wynagrodzenie. W przeciwnym wypadku w związku małżeńskim w chwili urodzenia się dziecka, czyli powstania rodziny, pozostanie nadal nierozwiązany problem pierwotny w postaci poszukiwania docelowej pracy w swoim zawodzie, z której będzie można czerpać pełną satysfakcją i uzyskiwać należyte wynagrodzenie. Przypominam, że problem znalezienia stabilnej pracy we wzorowym związku powinien być rozwiązany przed decyzją o założeniu rodziny, czyli o spłodzeniu dziecka bądź posiadaniu go w inny legalny sposób (na przykład przez adopcję).

W hierarchii wartości i ich kolejności wynikającej z mojej definicji prawdziwego szczęścia proces wychowywania dziecka przez osiemnaście lat jego niepełnoletności jest znacznie ważniejszy od pełni zadowolenia z pracy zawodowej. Wychowanie dziecka powinno być celem życia dwojga małżonków na drodze do szczęścia, rodzica i dziecka, natomiast praca zawodowa w tym przypadku będzie środkiem do tego celu.

Cała trudność pogodzenia pracy zawodowej małżonków-rodziców z wychowaniem dziecka w zasadzie polega na tym, że to pogodzenie musi trwać osiemnaście lat! Tyle czasu rodzice muszą godzić swoją pracę zawodową z wychowaniem dziecka, mając na uwadze konieczność podporządkowania swojej pracy, jako środka do celu, nadrzędnemu celowi, jakim jest wychowanie dziecka. Praktycznie oznacza to, że to pracę zawodową należy bardziej dostosowywać do potrzeb wychowania, a nie odwrotnie – wychowanie do swojej pracy. W tym miejscu muszę z przykrością stwierdzić, że to jest najczęstszy podstawowy błąd popełniany przez rodziców, którzy stawiają pracę zawodową nad dobrym wychowaniem dziecka.

Mamy zatem pierwszy najważniejszy wniosek: przez osiemnaście lat trzeba najpierw dbać o dobre wychowanie dziecka, a dopiero potem o satysfakcję z pracy zawodowej. Idealnym rozwiązaniem będzie równorzędne, harmonijne rozwijanie obu wartości, a dopiero w sytuacji krytycznej dokonywanie wyboru: najpierw wychowanie, potem praca. Kolejną radą jest wzajemne zrozumienie znaczenia pracy zawodowej każdego małżonka w życiu rodziny i jego możliwości do proporcjonalnego udziału w codziennym wychowaniu dziecka. To zrozumienie należy przyjąć jako wspólną umowę, porozumienie rodziców w zakresie wychowania dziecka.

Ta rada na pierwszy rzut oka jest niesprawiedliwa w świetle powszechnie uznawanej zasady, że każdy rodzic winien równo uczestniczyć w procesie wychowywania dziecka. Zakładam bowiem, że może być tak, iż jeden z pracujących rodziców będzie brał mniejszy lub większy udział w codziennym wychowywaniu dziecka. Może to być wręcz niesprawiedliwe dla drugiego rodzica (małżonka). Aby uniknąć jakiejkolwiek niesprawiedliwości w równym udziale rodziców w wychowaniu dziecka, porozumienie małżonków-rodziców powinno zakładać jakiś dodatkowy, kompensujący udział tego rodzica w wychowaniu, w inny sposób lub w innym czasie niż codziennie. Ta praktyczna rada, oparta na moim wieloletnim doświadczeniu zawodowym w sprawach rodzinnych, zakłada uprzednie wzajemne zrozumienie, a następnie uzgodnione porozumienie małżonków-rodziców co do obiektywnych, codziennych i okresowych możliwości wychowywania, wynikających z rodzaju pracy małżonków. Oczywiście porozumienie małżonków-rodziców, kto w jakim stopniu może partycypować w wychowywaniu dziecka ze względu na rodzaj i znaczenie jego pracy zawodowej dla rodziny, nie może być przyjęte na stałe. Rodzaj pracy może bowiem ulec zmianie, a w związku z tym powinien ulec zmianie udział tego rodzica w wychowaniu dziecka. Oznacza to konieczność zawarcia nowego porozumienia w tym zakresie.

Chcę mocno podkreślić praktyczną wagę i znaczenie psychiczne formy takiego porozumienia. Nadanie mu charakteru szczególnie ważnej umowy między równorzędnymi partnerami już przez ten wzniosły fakt jest zakodowane w podświadomości każdego z małżonków-rodziców. Ponadto każdy z nich z reguły czuje się bardziej odpowiedzialny, bo zawarł umowę, a umów należy dotrzymywać choćby ze względów ambicjonalnych.

Na zakończenie muszę bardzo mocno zaakcentować to, co wynika z mojej praktyki prawniczej. W żadnym wypadku rodzice nie mogą usprawiedliwiać skutków prawnych złego wychowania dziecka swoją pracą zawodową, w tym brakiem czasu, nadmiarem obowiązków zawodowych, a także pracą poza miejscem zamieszkania.