Kryzys autorytetów? Czy tylko przejściowe zjawisko w polskim społeczeństwie?

Co się dzieje w naszym kraju z tradycyjnymi autorytetami: władzy państwowej, politycznymi, społecznymi, kościelnymi, wychowawczymi, naukowymi, zawodowymi?

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej to „głowa Państwa” , najwyższy organ Państwa Polskiego, przywódca -mąż stanu, mocny i wiarygodny głos narodu, który go wybrał w bezpośrednim głosowaniu. Tak być powinno! A jak jest?!

Prezydent Duda to, dla wielu Polaków, i to nie tylko dla jego opozycjonistów, „marionetka”, „długopis”, „ Adrian”, w znaczeniu braku samodzielności i niezależności od partii PiS, a tak właściwie od jej Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To także wizualny skutek  podpisywania na „kuckach” dokumentu państwowego obok siedzącego Prezydenta USA, Donalda Trumpa.

No więc jak to jest z jego autorytetem w kraju i za granicą?

Przywódcy polskich partii politycznych, byli i aktualni: Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Janusz Palikot,  Janusz Korwin Mikke, Ryszard Petru, Paweł Kukiz, a także inni, bez względu na prawdę, w oczach i słowach przeciwników politycznych to anty przykłady autorytetów, mężów stanu, nie szanowani, publicznie obrażani i szkalowani.

Sędziowie: to „ złodzieje”, „ komuchy”, „ kasta „.Tak jest dziś przedstawiany autorytet przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, powaga sądu, jego niezawisłość i niezależność. I dzieje się tak za przyzwoleniem władzy państwowej, a czasem wręcz z jej inspiracji dla celów walki politycznej.

No to jak jest w końcu z autorytetem sędziowskim i wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju?

Księża, coraz częściej postrzegani są jako „biznesmeni”, a ostatnio jako pedofile, a nie misjonarze – krzewiciele religii, autorytety dobra i świętości.

Pęka mit ojca duchowego, dzieci i młodzieży.

Lekarz to już nie zawód z powołania, specjalista od zdrowia z wielkim zaufaniem społecznym. Dziś  z powodzeniem zastępuje go pseudo „uzdrowiciel”,  znachor, „kręgarz”, „ masażysta”, czy „lekarz homeopata”. Wystarczy szyld, reklama i dobra „fama”.

No to jak wyglądać będzie nasza kondycja zdrowotna za lat kilkanaście?

Nauczyciele – wychowawcy: „Nie będą naszych dzieci uczyć nauczyciele od edukacji seksualnej, my rodzice nie pozwolimy na krzewienie ideologii „ gender ”, LGBT i takiego wychowania w rodzinie. To nam, rodzicom, konstytucja gwarantuje wychowanie według naszego wyboru! ”Takie głosy dość powszechnie słychać wśród zwolenników aktualnej władzy i partii rządzącej.

No to niech dalej księża i katechetki uczą edukacji seksualnej, świadomego rodzicielstwa oraz życia w małżeństwie i rodzinie.

My rodzice: No to na koniec spójrzmy samokrytycznie jakim autorytetem darzą dziś rodziców ich własne dzieci? Posłuchajmy co myślą o wiedzy rodziców i ich wychowaniu w zakresie edukacji seksualnej? Skąd one czerpią pierwszą wiedzę na te tematy?

Czy zatem dalej rodzice mają żyć jak w czasach średniowiecza, w zacofaniu umysłowym, traktując wiedzę jako „tabu”, oddając wychowanie dzieci „oświeconym” przedstawicielom Kościoła lub pozostawiając je na pastwę przypadkowej wiedzy internetowej, w tym pornografii, bądź często tragicznym doświadczeniom życiowym.

Dlaczego tak się dzieje w naszym kraju? Skąd się biorą kryzysy autorytetów, tworzących podstawy dobrobytu nowoczesnego państwa i szczęśliwego narodu?

Spróbujmy wspólnie znaleźć przyczyny, a może sformułować pozytywne wnioski?!

I tak po kolei:

Skąd się wziął kryzys autorytetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej?

Wszyscy znamy to powiedzenie „ ryba psuje się od głowy”! W tym przypadku od Głowy Państwa, a konkretnie Prezydenta Andrzeja Dudy. Co zatem „ psuje się” w wykonywaniu zadań i obowiązków Prezydenta RP nałożonych w art. 130 Konstytucji  określającym treść jego przysięgi. Przeanalizujmy to wspólnie.

….” uroczyście przysięgam,

  1. że dochowam wierności postanowieniom konstytucji,”..

I od razu, sięgnijmy pamięcią do faktów i odpowiedzmy sobie sami na pytanie:

Czy Prezydent Duda rzeczywiście i w każdym przypadku „ dochował wierności konstytucji, a więc postępował zgodnie  jej postanowieniami, przestrzegał je, nigdy nie łamał?

Nie sposób zapomnieć, choćby jednego znamiennego przykładu, kiedy już na początku kadencji Prezydent Duda ułaskawił nie skazanego prawomocnym wyrokiem ( a więc niewinnego), partyjnego kolegę Mariusza Kamińskiego. Dzięki czemu do dziś pełni on funkcję Ministra, czyli stanowi anty wzór autorytetu przedstawiciela rządy, najwyższej władzy państwowej. Jest przestępcą czy nie!? Fakt ten stanowił złamanie art. 139 Konstytucji, który potwierdził Sąd Najwyższy.

2)..że … będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa,..

I odpowiedzmy sobie na pytanie:

Czy Prezydent Duda w okresie swojej pięcioletniej kadencji zawsze i wszędzie, w tym w kraju i  podczas wizyt zagranicznych, dbał o godność narodu, i strzegł bezpieczeństw Państwa w tym w zakresie obronności i sił zbrojnych?

Pamiętamy skąd  wziął się obraz „kucki” Prezydenta RP przy podpisywaniu dokumentu obok siedzącego Prezydenta USA, a także „działania” Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza z pominięciem lub wbrew woli Prezydenta jako Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Zobaczymy co przyniesie Polakom wizyta Prezydenta Dudy w USA 24 czerwca b.r.

  • ..a dobro Ojczyzny oraz pomyślność Obywateli będą dla mnie najwyższym nakazem”.

Czy rzeczywiście dla Prezydenta Dudy najwyższe nakazy płynęły wprost z konstytucji, a nie z innego źródła decyzyjnego?

W tym miejscu spróbujmy odpowiedzieć sobie skąd się wzięły powszechnie znane żartobliwe i krytyczne przydomki „ Adrian” i „ długopis”. Czy czasem nie stąd, że Prezydent Duda, niestety, nie był niezależnym od nikogo najwyższym organem Państwa Polskiego. A wprost przeciwnie w większości przypadków „wykonywał nakazy” Prezesa rządzącej partii Jarosława Kaczyńskiego, a nie z konstytucji. Podpisywał bezkrytycznie ustawy podejmowane w trybie naruszającym postanowienia Konstytucji, nie zawsze dla dobra wszystkich Polaków,.

Skąd się biorą  kryzysy autorytetów przywódców partii politycznych w naszym kraju?

Najlepszymi przykładami kryzysu autorytetów liderów partii politycznej w naszym kraju to wizerunki przywódcy Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego oraz Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny.

Wzajemne „szczucie” na siebie z zaangażowaniem jak największej grupy społeczeństwa i własnych członków, to jest widoczne na co dzień,

we wszystkich środkach przekazu, niestety, w tym głownie w Telewizji Polskiej, opłacanej przez nas, wszystkich Obywateli.

W naszym kraju, w odróżnieniu od innych na zachodzie, normalna walka partii o władzę, jest pobawiona kultury politycznej, szacunku dla przeciwnika jako człowieka i jakichkolwiek zahamowań, włącznie z „ chamstwem” w ustach przywódców partii. Nie brak bowiem w niej zniewag osobistych, grupowych, a nawet poniżeń znacznej części podzielonego społeczeństwa. Słowa takie jak: „ dziadek z Wehrmachtu”, „chamska hołota”, „zdrajcy”, „ komuniści i złodzieje”, „ gorszy sort”, „ łże-elita”, stają się „normalnością w zachowaniu przywódców partii, jednoznacznie obniżając ich kulturą, a przede wszystkim społeczny autorytet.

Prawdą jest, ze także wśród sędziów, jak w każdym zawodzie zaufania publicznego, zdarzają się „czarne owce”. Tak było, jest i zapewne nadal będzie się zdarzać, że do dziesięciotysięcznej rzeszy sędziów, tak ważnej profesji stanowiącej trzecią władzę, trafiają osoby niegodne.

Dlaczego w oczach obywateli spada autorytet sędziów i całego wymiaru sprawiedliwości?

Ale to incydentalne zjawisko nie powinno być przedmiotem walki politycznej, której celem jest przejęcie władzy sądowniczej przez władzę wykonawczą (rząd i prezydent), lub przez władzę ustawodawczą (Sejm i Senat RP). Niestety tak się dziś dzieje w naszym kraju.

Do części Polaków nie trafia argument, że takie przejęcie władzy burzy podstawy demokracji i jest niezgodne z naszą Konstytucją. Mimo tego wszyscy widzieliśmy wielkie banery reklamowe, tworzone na zlecenie władzy wykonawczej, szkalujące całe środowisko sędziowskie. Słyszeliśmy także publiczne, w kraju i za granicą. Zniesławianie sędziów przez Premiera Morawieckiego i Prezydenta Dudy jako „złodziejów” czy „komuchów skazujących uczciwych ludzi”. Wcześniej rząd Beaty Szydło, długo nie ogłaszał wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niekonstytucyjnych zmian w sądownictwie, kwestionując jego wiarygodność. Dziś również przedstawiciele władzy wykonawczej nadal podważają wyroki sądów nie odpowiadające ich celom politycznym. Skoro władza nie uznaje, podważa,  kwestionuje i nie wykonuje wyroków sądów, to trudno się dziwić, że Obywatele będą czynić tak samo.Tak oto i z tych przyczyn upada autorytet sądów i wymiaru sprawiedliwości. Jego odbudowa, niestety, będzie trwać znacznie dłużej niż niszczenie.

Nie da się również ukryć, że tak jak podważany jest autorytet sędziów, podobnie dzieje się z autorytetem lekarzy. Dlaczego? Skoro to od nich zależy nasze najważniejsze dobro-zdrowie?!

Spójrzmy na praktyczne przykłady skąd to się bierze. Nie tak dawno w naszym kraju były strajki rezydentów, młodych lekarzy, którzy w przyszłości mają skutecznie dbać o nasze zdrowie. O co w nich chodziło? A no o wynagrodzenia adekwatne do ich ciężkiej, często wydłużonej ponad normy, pracy. Jakby w sprzeczności do ich żądań od Państwa, zarówno władza jak i My Polacy często uważamy, że lekarze to grupa zawodowa najlepiej zarabiająca, a w dodatku to „ łapówkarze”.  

Ostatnie przykłady: prof. Grodzki znakomity lekarz – specjalista i naukowiec, a jednak wkrótce po objęciu funkcji marszałka Senatu, został posądzany o przyjmowanie korzyści pieniężnych w zamian za zabiegi wykonywane w publicznym szpitalu. Prof. Łukasz Szumowski, lekarz, naukowiec, traci autorytet w czasie wykonywania nowej funkcji politycznej- ministra. I tak zła fama niesie upadek autorytetu zawodu lekarza.

Ale dlaczego, w dzisiejszych czasach, dostępu do wiedzy, wciąż wielu ludzi bardziej niż lekarzom ufa znachorom, pseudo uzdrowicielom, bioenergoterapeutom, masażystom amatorom, kręgarzom i innym „cudotwórcom zdrowotnym”?

Na to pytanie niech każdy spróbuje znaleźć sobie odpowiedź, być może nawet na własnym przykładzie.

A co się dzieje z autorytetem i misją księży, jak i samego Kościoła?

Co rusz słyszymy, że księża stają się coraz bardziej pazerni na pieniądze z tytułu opłat za posługi kościelne. Zamiast co łaska, już oficjalnie wywieszają cenniki usług, bądź uzależniają wprost wykonanie posługi od konkretnej wpłaty. Czyżby zatem księża stają się typowymi biznesmenami, których podstawowym celem jest zysk.

Autorytet polskiego Kościoła i księży jeszcze bardziej upada wraz z odkrywanymi co jakiś czas aferami pedofilskimi księży i ukrywanie ich , przez wysokich przedstawicieli Kościoła, oraz księży – przestępców seksualnych przed odpowiedzialnością karną i cywilną.

Niegdysiejszy ojciec duchowy i wychowawca naszych dzieci w duchu religijnym, dziś coraz częściej postrzegany jest jako potencjalny pedofil – zboczeńca – przestępca.

Sięgnijmy do autorytetu tak ważnego dla wychowania naszych dzieci. Jak w naszym kraju wygląda autorytet nauczyciela wychowawcy w oczach władz, a także samych dzieci i nas rodziców?

Kto w dzisiejszych czasach będzie chciał być nauczycielem, skoro ich wynagrodzenia nie zaspakajają nawet zwykłych potrzeb życiowych. W praktyce do zawodu idą przede wszystkim ci, którzy nie znajdują lepszej, spokojnej i wyżej płatnej pracy.

Nauczyciele z powołania, załamują ręce, czego i jak mają uczyć, w świetle obowiązującego prawa oświatowego, sięgającego treści średniowiecznych, w tym edukacji seksualnej , świadomego rodzicielstwa i wychowania w rodzinie. Zamiast ich, umiejętności rozwiązywania problemów i przygotowania dzieci do współczesnego życia, mają wpajać przeszłość historyczną narodu, oderwane od realiów życiowych regułki i zadania pamięciowe.

Jaki zatem mogą mieć autorytet u swoich uczniów, którzy to widzą, ignorują nauczycieli i korzystają z wiedzy poza naukowej, z innych powszechnie dostępnych źródeł, internetu, środowiska, złych doświadczeń życiowych.

No i na koniec spójrzmy na samych siebie. Czy ja, rodzic, matka i ojciec, jestem/ byłam/łem/ autorytetem dla własnych dzieci?

Czy w realiach życia codziennego byłam/łem/ dla dziecka wzorem do naśladowania?

Czy przekazywałem we właściwy i skuteczny sposób swoją, posiadaną wiedzę praktyczną, ucząc dziecka/dzieci/ umiejętności rozwiązywania codziennych problemów życiowych?

Czy potrafiłam/łem/ umiejętnie przekazać swoją wiedzę i doświadczenia w zakresie edukacji seksualnej, świadomego macierzyństwa/ojcostwa/ , czy też pozostawiłam/łem/ ją jako temat „tabu”?

Czy według mojej oceny dziecko/dzieci/ uważa/ją/ mnie za autorytet dobrego rodzica?

              Zaczynając pisać ten artykuł, chciałem poruszyć kwestię kryzysów autorytetów osobowych. Jednak już w trakcie pisania, samorzutnie zaczął się wyłaniać obraz kryzysu naszego Państwa. To przykre, ale taki wniosek powstaje na tle niszczenia autorytetów najważniejszych stanowisk, funkcji i zawodów zaufania publicznego w naszym kraju. I czynią to przedstawiciele władzy jako środek walki politycznej o władzę, ale niestety czynimy to i My wówczas, kiedy pozostajemy biernymi Obywatelami naszego Państwa.

Człowieku, Obywatelu, Polaku! Bierz się tylko za to co umiesz, czego się nauczyłeś i na czym się znasz, bo masz taką wiedzę.

Słaby to będzie przywódca, prezydent, premier, minister, sędzia, lekarz, nauczyciel, którego autorytet opierać się będzie na poparciu partii politycznej, aspiracji bez pokrycia, pogoni za pieniądzem, a nie na kompetencjach wynikających ze zdobytej wiedzy, praktyki zawodowej i doświadczenia życiowego.

I tak się niestety dzisiaj dzieje w naszym kraju. Stad też, między innymi, biorą się kryzysy autorytetów i zaufania, o których pisałem wyżej. Dlatego też cierpi na tym autorytet naszego Państwa w Europie i na Świecie.

Bronisław                                                                  czerwiec 2020 r.


Cudowne dziecko! Boski talent! Świat szczęścia stanął przed nim otworem!

Sześcioletni Edzio gra na fortepianie utwory Szopena. Cudowne dziecko, boski talent. Artystyczna dusza. Wniebowzięta babcia przysyłała rodzicom co rusz „dolary” z Ameryki na dalszą naukę wnuczka pod okiem mistrza – nauczyciela muzyki.

Edzio, już przystojny młodzieniec, gra na wielu instrumentach, fortepianie, gitarze, akordeonie. Przeprowadza się do brata, mieszkającego w mieście, tętniącym artystycznym życiem, gdzie zdobywa maturę.

Osiemnastolatek Edzio zakłada zespól muzyczny i rozpoczyna karierę grając w znanym klubie młodzieżowym. Gra, komponuje, śpiewa i błyszczy na scenie. Dziewczyny aż piszczą garnąc się do niego.

Poznaje przepiękną Danusię. Szczęśliwy tryska radością życia.

Zakochuje się „ na zabój”, traci dla niej głowę. Danusia znajomość z Edziem nie uważała za miłość. Owszem fajnie było, ale prawdziwej miłości nie czuła. Ale koleżanki z „gastronomika” zazdrościły jej pięknego, zdolnego artysty. To przekornie zmobilizowało ją do kontynuowania związku.

Lubiła muzykę,  podróże z zespołem i towarzyszące rozrywki zakrapiane alkoholem. Po maturze Danusi zamieszkali w dużym domu rodziców Edzia pod miastem.

Rajskie życie, niczego im nie brakowało, w dodatku babcia z Ameryki nie skąpiła niczego, kiedy tylko uwielbiany wnusio Edzio, a raczej Danusia, poprosi. Niestety, po koncertach, wspólne uczty alkoholowe, z udziałem Danusi, zaczęły się źle kończyć dla obojga kochanków.

Któregoś dnia, koledzy z zespołu nieśmiało donieśli mu że Danusia, w innym klubie, kompletnie zalana tańczyła na stole robiąc stripts.

Zakochany Edzio rozgrzeszył ją, przyjmując tłumaczenie jako incydent sprowokowany sytuacją i alkoholem.

Któregoś dnia Danusia  wpadła do domu ogromnie zdenerwowana. Była pod wpływem alkoholu. Już w drzwiach „ryknęła” na Edzia: „ mówiłam uważaj, jestem w czwartym miesiącu ciąży”.

Mimo demonstracyjnego niezadowolenia Danusi, Edzio przyjął wiadomość okazując zadowolenie. To owoc jego miłości, przecież jego miłość do Danusi to także miłość do ich dziecka. Nawet na myśl nie przyszło mu, że to może być owoc innego mężczyzny. Gdyż jak się później okazało, jego ukochana Danusia, po pijaku, podłechtana pochlebstwami, nie szczędziła swoich pięknych wdzięków przygodnym adoratorom.

Danusia nie zmieniła stylu życia po urodzeniu pięknej córeczki. Za to Edzio, już jako dojrzały życiowo Edek musiał zacząć pracować na rodzinę. Zespól się rozpadł, a Edek został „nocnym„ muzykiem w restauracji.

Pamiętam takie zdarzenie. Któregoś ranka, będąc w pobliżu, wpadłem do nich do domu i zauważyłem coś dziwnego. Edek jeszcze spał w łóżku. Nogę miał przywiązaną jakąś chustą do kołyski. Jak mi wyjaśnił, w ten sposób nogą kołysał dziecko kiedy płakało, gdy przyszedł nad ranem z pracy do domu, bo „ Danusia została na noc u swojej mamy” i dopiero co przyszła.

Po kilku latach spotkałem przypadkowo Edka w mieście. Udawał, że mnie nie widzi. Z trudem go poznałem, ale zagadnąłem. Zniszczona twarz, wygniecione ubranie, trzęsące się ręce, trudna wymowa. Wiedziałem, Edek pije. Postawiłem mu piwo, wypił prawie duszkiem. Roztkliwił się i rozgadał.

Danusia wyprowadziła się z córką do matki, ale jak się okazało już tam nie mieszka. Nie może jej znaleźć. Kocha ją nadal i dziecko. Nie może bez nich żyć i dlatego pije. Nie pracuje i oszukuje rodziców oraz babcię w Stanach, aby z czegoś żyć. Nie chce ode mnie żadnej pomocy, mimo iż wiedział, że jestem prawnikiem i mogę mu realnie pomóc. Wstydził się. Zostawiłem mu swoje „namiary”.

Mijają kolejne lata. Jestem przejazdem w miejscowości, w której mieszkał Edek. Odnajduję mały dom jednorodzinny. Z zewnątrz zaniedbane otoczenie. Dzwonię, pukam, walę, bezskutecznie. Naciskam drzwi, otwarte, wchodzę. Zaduch bucha w twarz. Na wprost w otwartym pokoju, na tapczanie leży jakiś człowiek, na wpół rozebrany, kaleka bez jednej nogi. Podchodzę ostrożnie, patrzę. O Boże to Edzio!, Edek !, a właściwie nie ten sam Edward, pijany, brudny, zniszczony człowiek.

Za mną weszła jakaś starsza kobieta. „Niech pan go nie budzi przed chwilą „wypił” i zasnął ”. To sąsiadka, która od czasu do czasu zagląda do niego i jak może pomaga mu.

Kiedy się przedstawiłem, opowiedziała mi krótko. Edward jest ciężko chory na cukrzycę, dlatego odcięto mu nogę. Nikt z rodziny go nie odwiedza, ani nie dba o jego bezpieczeństwo. Korzysta z pomocy społecznej. Jest alkoholikiem i nie leczy się, chyba czeka na śmierć i się zapija, czym się da. Raz byłą córka, oglądała dom, ale już się nie pokazała. Chyba czeka na śmierć ojca.

Wyjeżdżam z ogromnym smutkiem. Widzę straszną klęskę człowieka, który mógł być szczęśliwym, utalentowanym artystą, dobrym mężem kochającym piękną kobietę, wielką miłością.

Próbuję odnaleźć tę niegdyś piękną kobietę. Trafiłem na ślad. Leczyła się w Poradni Zdrowia Psychicznego z powodu alkoholizmu. Uczestniczyła nawet w spotkaniach klubu AA.

Niestety dalej ślad po niej się urwał.

Dwa lata później dostałem od znajomego informację, że odbędzie się pogrzeb Edwarda. Byłem na nim. Oprócz znajomego, kilka osób z tej miejscowości, to starsi mężczyźni, chyba koledzy i sąsiadki. Nie widziałem Danusi, ukochanej Edwarda do samej śmierci. Chyba była córka, ładnie ubrana młoda kobieta, wyraźnie odbiegająca mniej żałobnym wyglądem od tych kilku żałobników.

Odmówiłem w zadumie modlitwę za Edzia, Edka i Edwarda. Wyobraziłem sobie artystę Edzia, wspaniałego muzyka. Później Edka cieszącego się życiem, kochającego piękną żonę Danusię, która odwzajemnia się taką samą miłością. Ich córkę wychowaną we wzajemnej miłości rodziców. Niestety! Zobaczyłem Edwarda, krótko przed jego śmiercią, jeszcze w sile wieku, ale zniszczonego ślepą, jednostronną, miłością, nieszczęśliwego człowieka.

Dlaczego tak się stało. Jaki był sens i cel ich życia? Czy go w ogóle mieli? Co przyniosła Edziowi jego miłość do pięknej kobiety bez wzajemności? Co ukształtowało takie życie Edka i Danusi zamiast szczęśliwej  przyszłości? Dla kogo i po co oboje żyli? Jaka przyszłość czeka ich córkę?

Zapewne jest wielu takich ludzi, pośród nas? Ilu z nich ukrywa swoje nieszczęście przed światem? Dlaczego nie szukają pomocy?! Czy my im możemy pomóc i czy pomagamy?

Bronisław                                                                          czerwiec 2020 r.

.