Im większą wiedzę posiada człowiek, tym ma mniejsze szanse na osiągnięcie szczęścia?! Czy to jest prawdziwy „paradoks* szczęścia”?!

Zobaczmy na przykładach jak się ma wiedza do szczęścia? Czy zawsze będzie  złotym środkiem do niego?

Mamy początek jesieni, a tu piękna słoneczna pogoda. Jakby naturze na złość, wirus COVID-19 wciąż trzyma, a nawet potęguje wzrostem zakażeń. Zachęcony energią słoneczną do aktywności życiowej pojechałem nabrać czystej źródlanej wody z pobliskiego źródła artezyjskiego. Jako że kolejka potrzebujących okazała się nieco dłuższa niż zwykle, siadłem pośród nich zajmując swoje miejsce. Siedzące tuż obok mnie starsze, wesołe i „gadatliwe” małżeństwo pochwaliło się, że w wodzie ze źródła robią ogórki kiszone na zimę dla całej rodziny i to bezpośrednio w 5-ciolitrowych plastikowych butelkach po wodzie mineralnej. Oboje tryskali ogromnym zadowoleniem  z siebie, z tego czym żyją na co dzień. Zwyczajni, „prości” i szczerzy ludzie. On całe zarobkowe życie przepracował jako spawacz, ona jako pracownik gastronomi. Nieśmiało zagadnąłem ile już lat tak się zgadzają i cieszą życiem.” My czterdzieści trzy, ale to nic, bo moi rodzice przeżyli zgodnie  63 lata”- prawie wykrzyknęła ona. „Czy jesteście szczęśliwi w małżeństwie”- ostrożnie wtrąciłem do rozmowy pytanie. „ Ależ tak! Co prawda my to tak nie myślimy o szczęściu, my po prostu cieszymy się każdą rzeczą w naszym  życiu”- prawie równocześnie potwierdzili oboje.” Oczywiście są i problemy, jak to w życiu. Czasami się pokłócimy i pogniewamy, tak jak w każdym małżeństwie „– z uśmiechem dodała żona. I tak, gaworząc, powoli poznawałem ich normalne, ale dobre i szczęśliwe życie.

Już w drodze powrotnej z czterema słojami wody źródlanej, z odrobiną normalnej ludzkiej zazdrości, pomyślałem:

Jaki to złoty środek czyni tych dwoje ludzi szczęśliwymi, każdego z nich i razem w małżeństwie?

Jak gdyby w sprzeczności do tego co usłyszałem od tych prostych ludzi, przed oczami stanęły mi obrazy rozwodzących się, przy moim zawodowym udziale, małżeństw o znacznie wyższym poziomie intelektualnym i wiedzy.

I przypomniałem sobie rozwód dwoje ludzi, znakomicie wykształconych, o ogromnej wiedzy ogólnej i specjalistycznej. Ona pracownik naukowy – wykładowca na wyższej uczelni. On pierwszy oficer na statku dalekomorskim, a później dyrektor w urzędzie morskim.

Przyczyną orzeczonego przez sąd rozwodu była niezgodność charakterów. W rzeczywistości, Ci „ mądrzy” małżonkowie  przez 13 lat nie mogli znaleźć łączących ich więzi wiodących do szczęśliwego życia. Kady z nich miał inne wyobrażenie i wyolbrzymione oczekiwania co do szczęścia, w rozumieniu posiadanej przez nich wiedzy. To właśnie ich duży zasób wiedzy, jaką oboje posiadali, pozwolił im poznać wielkość, rozmiar, możliwości poczucia i skalę zadowolenia z prawdziwego -według nich – szczęścia. Stąd też, między innymi, dzieliły ich marzenia, własne aspiracje i ambicje, a w ostateczności cele życiowe i dalszy sens wspólnego życia. Nie mieli dzieci, albowiem posiadanie „teraz” dzieci nie mieściło się w ich planach dotyczących kariery zawodowej.

Takich możliwości poznania wielkości rozmiarów i poczucia szczęścia nie mieli Ci „prości” ludzie, których poznałem w kolejce do naturalnego źródła wody. Po prostu mieli mniejszą wiedzę. Szczęściem dla nich była i nadal jest każda, nawet najmniejsza dobra rzecz, drobne wydarzenie, każdy normalny dzień, godzina, minuta życia. Oni chyba nawet nie mieli określonych, swoich „wielkich” celów życiowych i planu życia. Oni po prostu brali życie tak jak w piosence Wojciecha Skowrońskiego i „Alibabek” z Opola w 1974 r, pod tytułem „ Ja to się cieszę byle czym”, ale w znaczeniu pozytywnym.

                                                         •••

Spróbuję teraz jak najprościej przedstawić w czym upatruję, choć nie wiem czy słusznie, ten nazwany przeze mnie

„paradoks szczęścia”.

Człowiek niewykształcony, słabo wykształcony, posiadający mniejszą wiedzę ogólną, mniej doświadczony życiowo i zawodowo, siłą następstwa rzeczy, ma małą lub znikomą wiedzę na temat najważniejszych wartości życiowych tworzących szeroko rozumiane szczęście.

A więc prawdopodobnie ma zbyt mało wiedzy na temat takich wartości jak:

miłość i seksualność;

sens i cel małżeństwa i innego związku partnerskiego;

prokreacja, w tym posiadanie, wychowanie  i wykształcenie dziecka;

czym jest rodzina i na czym polega szczęście rodzinne;

praca jej rola w życiu człowieka i satysfakcja z pracy;

no i samorealizacja marzeń, pragnień, ambicji i aspiracji człowieka.

Zatem jego marzenia, pragnienia, oczekiwania, cele życiowe i dążenia do szczęścia będą takie jaki posiada zasób wiedzy o wymienionych wartościach składających się na szczęście.

Tak więc jego wizja szczęścia będzie proporcjonalna do posiadanej wiedzy o szczęściu.

Ponieważ jego wyobrażenie szczęścia będzie „uproszczone”, „mniej bogate” i mniej urozmaicone, to jego droga do własnego szczęścia teoretycznie będzie łatwiejsza, krótsza. I szybciej osiągnie poczucie szczęścia.

 I dalej idąc tym tokiem rozumowania, „szczęściem w nieszczęściu” człowieka o mniejszej wiedzy, mniej wykształconego, jest to, że z doświadczenia wiemy, iż taki człowiek z upływem wieku, z reguły przestaje dążyć do zdobywania nowej wiedzy. A to oznacza, że jego podejście i rozumienie szczęścia jest prawie niezmienne. A więc będzie on w życiu nadal szczęśliwy z tych samych powodów życiowych. Po prostu nie będzie szukał „innego, lepszego szczęścia”, bo nie wie i nie wyobraża sobie jak ono może jeszcze wyglądać.

Jaki zatem wniosek wynika z takiego rozumowania?

Im mniej wykształcony jest człowiek, im mniejszą posiada wiedzę, w tym o prawdziwym szczęściu, tym samym ma większe szanse na osiągnięcie szczęścia, rozumianego „po swojemu”.

Właśnie dlatego miłość i szczęście w małżeństwie zwyczajnych, prostych, ludzi znacznie częściej trwa przez całe życie. O takiej miłości i o takich ludziach nie pisze się w gazetach, nie pokazuje w mediach. A szkoda bo to właśnie tak wygląda szczęśliwe życie dwoje kochających się ludzi..    

                                                               •••

I   o d  w r o t n i e,

Im większą wiedzę posiada człowiek, tym ma mniejsze szanse na osiągnięcie „swojego” prawdziwego szczęścia?!

Dlaczego? Jak to możliwe?

Przeanalizujmy zatem.

Człowiek dobrze wykształcony, posiada duży zasób wiedzy ogólnej i specjalistycznej. Jeżeli jeszcze posiada duże doświadczenie życiowe i praktykę zawodową, to w sumie ma bogatą wiedzę na temat tych wszystkich wartości życiowych składających się na prawdziwe szczęście człowieka, które wymieniłem wyżej. Co więcej jego wiedza, każe mu wciąż się rozwijać i pogłębiać już zdobytą wiedzę w zakresie tych wartości, które kształtują jego poczucie szczęścia.

Ale przede wszystkim ma pełną świadomość jak wielkie poczucie szczęścia może osiągnąć realizując każdą z tych wartości. Co więcej wie i dlatego szuka coraz większych możliwości doznania szczęścia w jak największym stopniu, np. w miłości, w związku małżeńskim, w wychowywaniu i wykształceniu dziecka, w pracy, w samorealizacji marzeń i.t.p.

I ta świadomość, że może osiągnąć jeszcze więcej szczęścia w danej wartości (zakresie), czyli, że jeszcze nie osiągnął maksimum, tworzy u niego niedosyt pełni szczęścia i może go czynić niezadowolonym, a z czasem nawet nieszczęśliwym !!!

Stąd mamy ten paradoksalny drugi wniosek zawarty w tytule artykułu.

Bowiem zdobyta już duża wiedza rodzi dalszą ciekawość poznania i nie pozwala człowiekowi zatrzymać się na tym etapie szczęśliwości, a tym samym uznać, że osiągnął pełnię szczęścia.

A teraz, na dowód tego wniosku, popatrzmy na znane światowe przykłady wielkich i mądrych ludzi i sami sprawdźmy z dostępnych źródeł jak wyglądało ich prawdziwe szczęście, często publicznie bliżej nie znane?

Czy Albert Einstein, autor teorii względności ( E=mc2 ), laureat nagrody Nobla, na pewno był szczęśliwym człowiekiem? Poznaj jego życie prywatne, a się dowiesz że….

Czy Maria Skłodowska – Curie, dwukrotna noblistka, pierwsza kobieta-profesor na Paryskiej Sorbonie, była szczęśliwa w życiu osobistym i w związku małżeńskim? Przekonaj się że…

Czy Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy i teorii popędów seksualnych, był szczęśliwym człowiekiem? Sprawdź, a okaże się, że…  

                                                           •••

Kochani, do takiego sposobu myślenia sprowokowało mnie „zazdrosne”, ale z podziwem, patrzenie i słuchanie, siedzących obok mnie, przy źródełku wody, dwoje kochających się od 43 lat, starszych ludzi.

Ja byłem i nadal jestem gorącym propagatorem idei, że wiedza jest naprawdę złotym środkiem do prawdziwego szczęścia.

Bo na przykład:

Czy można osiągnąć satysfakcje w miłości, spełnienie w małżeństwie, oraz dobrze wychować dzieci, bez dostatecznej wiedzy?

Czy można mieć satysfakcję z seksu bez wiedzy na temat seksualności człowieka?

Czy można mieć dobrą pracę bez kwalifikacji zawodowych?

Odpowiedzcie sobie sami!

Mam nadzieję, że „odkryty” przeze mnie „paradoks szczęścia i wiedzy ” dobrze posłuży moim czytelnikom.

Bronisław                                     początek jesieni- wrzesień 2020 r

———————————————————————————————————

*Paradoks szczęścia – kontrowersyjne i sprzeczne założenie, że: większa wiedza człowieka i jego mądrość, jest przeszkodą w osiągnięciu szczęścia. Mimo, że jest ono sprzeczne z powszechnym poglądem, że to właśnie wiedza jest drugim, po zdrowiu, złotym środkiem do szczęścia;


Czy to aby na pewno miłość?!

To pytanie zadawałem sobie prawie za każdym razem, kiedy występowałem w procesach sądowych o rozwód.

Jak to jest w życiu? Oceńcie to sami na podstawie trzech prawdziwych spraw. Z oczywistych względów są one zanonimizowane.

Po zapoznaniu się  z nimi spróbujmy wspólnie znaleźć odpowiedź na pytanie:

W jaki sposób upewnić się, jak poznać, że to jest miłość „na zawsze”, „na dobre i na złe” i to z wzajemnością?

                                                          •••

„Ania i Darek znali się od dziecka. Mieszkali w jednej miejscowości i razem chodzili do jednej klasy. Pod koniec nauki w szkole średniej, do której także razem uczęszczali, po którejś prywatce i pierwszym kontakcie seksualnym, ich dziecięca przyjaźń przerodziła się w miłość.  Tak myśleli oni i rodzice. Trzymając się razem skończyli studia na tym samym kierunku. Niedługo potem ich wieloletnią znajomość, przyjaźń i  miłość uwieńczyli formalnie małżeństwem, z pełnym błogosławieństwem bogobojnych rodziców.” I żyli….?! 

                                                   •••

„Zamyśloną Roksanę,  Krzysiek prawie potrącił samochodem, kiedy próbowała „przeskoczyć” ulicę w niedozwolonym miejscu. Kiedy po krótkich wzajemnych przeprosinach, wręczył jej wizytówkę i zaprosił na kawę, odmówiła. Ale szczęśliwym trafem spotkała go po kilku tygodniach i wiedząc już kim jest i gdzie pracuje, świadomie nawiązała znajomość. Krzysiek okazał się znakomitym partnerem do towarzystwa.

Ale co ważniejsze okazał się świetnym kochankiem. Bowiem to z nim Roksana dopiero poznała „prawdziwy seks”, z pełnym zadowoleniem. I dalej ich wspólne życie potoczyło się w radosnym rytmie podróży, atrakcji, zabaw, przeplatane barwnym seksem, satysfakcjonującym Roksanę. Kiedy jednak zaskoczona Roksana oznajmiła Krzyśkowi, że jest w ciąży, Krzysiek po kilkudniowym wahaniu zaakceptował nie tylko dziecko, ale i konieczność zawarcia związku małżeńskiego. Jak stwierdził „ze względu na jego pozycję i otoczenie” . I tak zaczęli kontynuować swój miłosny związek, ale już w realnym życiu rodzinnym.” Po kilku latach….?!

                                                    •••

„To było niezwykłe zauroczenie, wspomina Wiola. Sylwek siadł naprzeciwko mnie w autobusie. Mimowolnie uderzył mnie kolanem i „porażająco” miłym głosem przeprosił, dodając od siebie całą wiązankę ciepłych słów. O dziwo wysiedliśmy na tym samym przystanku, jakby już wówczas szczęście zaczęło nam sprzyjać. Nie wiem nawet kiedy zgodziłam się by mnie odprowadził pod sam dom. Umówiliśmy się tak jakbyśmy na to od dawna czekali. Po prostu poczułam do niego niezwykły pociąg i radość płynącą gdzieś „z góry” z przyszłego spotkania.

 I tak się rzeczywiście stało. Sylwek swoim zachowaniem potwierdził podobne wrażenie i odczuwaną potrzebę bliskości. Po roku narzeczeństwa wzięliśmy ślub. Nasze życie przez wiele lat łączyła niczym nieskażona, czysta miłość.  I ……nie wiem co się ze mną stało po tylu latach?” Z goryczą na koniec wyznała Wiola….

                                                   •••

Tak pięknie się zaczęła „ miłość” w tych trzech związkach małżeńskich.

Niestety, w każdym z nich miłość: albo była krótkotrwałym złudzeniem, albo nie wytrzymała trudów realnego życia, a być może w ogóle jej nie było?!

• Miłość Ani i Darka zasadzała się

na wieloletniej znajomości i przyjaźni od czasów dzieciństwa.

• Związek miłosny Roksany i Krzyśka opierał się od początku

na seksie

i to głównie na zadowoleniu z niego Roksany.

 • Nieskażona pierwotnie, wzajemna miłość Wioli i Sylwka przetrwała 25 lat dzięki

chemii zakochania i obustronnej potrzebie  bliskości.

Jak się potoczyło życie w tych związkach, oparte na trzech różnych podstawach miłości?

W pierwszym przypadku, długotrwałej znajomości od czasów dzieciństwa, Darek już cztery lata po ślubie „zakochał się” w koleżance z pracy.  

Po kolejnych dwóch latach sprawa wyszła na jaw, kiedy kochanka zaszła w ciążę. Ponieważ z Anią nie miał dzieci, dość szybko zdecydował się na rozwód. Ania ze smutkiem przyznała, że ich związek łączyło raczej przyzwyczajenie od czasów dzieciństwa niż miłość i wyraziła zgodę na rozwód. Sąd orzekł rozwód, ale z winy męża.

• W drugim, to Roksana wystąpiła o rozwód, mimo iż na początku, tak bardzo zachwycała się seksem z Krzyśkiem. To właśnie seks zgubił Krzyśka, a ją wcześniej doprowadził do małżeństwa. Okazało się bowiem, że Krzysiek nie zaprzestał rozrywkowego trybu życia, mimo posiadania dziecka i rodziny.  

Roksana nie wytrzymała powtarzających się zdrad i zdecydowała się sama wychowywać kilkuletniego syna. Tak też się stało po wyroku rozwodowym.

W  trzecim, Wiola i Sylwek przepełnieni wzajemną miłością, której źródłem było zauroczenie, zakochanie i chemia, żyli zgodnie i spokojnie przez ponad 25 lat. Wychowali dwoje dzieci, dziś już dorosłych i mających własne rodziny. I oto teraz Sylwek dowiedział się od żony przyjaciela rodziny, że Wiola od pewnego czasu zdradza go właśnie z tym przyjacielem.

Trzeba dodać, że Sylwek często przebywał służbowo za granicą. Wiola  z wielką skruchą i ogromnym wstydem przyznała się, próbując zrzucić częściowo winę na okresową samotność. Zarzekała się, że nie kochała i nie kocha ich przyjaciela. To zaczęło się od jego pocieszeń w chwilach samotności i wspólnego spędzania czasu. Sylwek nie mógł opanować emocji i zadecydował by złożyć pozew o rozwód. Sąd zaproponował mediację, którą poparłem, a małżonkowie ostatecznie zgodzili się na sądową separację małżeńską. Być może czas pozwoli uratować związek, niegdyś oparty na „wielkiej” miłości.

                                                  •••

A teraz, mając w pamięci te trzy życiowe przykłady, wróćmy do tytułowych pytań:

W jaki sposób upewnić się, jak poznać, że to jest miłość „na zawsze”, „na dobre i na złe” i to z wzajemnością?

Ile czasu potrzeba, aby być pewnym, że to jest „prawdziwa” miłość?

Na pewno każda miłość, nigdy nie będzie uczuciem o takim samym, stałym romantycznym natężeniu. I to musi wiedzieć każdy partner związku miłosnego, małżeńskiego czy innego stałego. Nie można zatem po jakimś czasie i z błahego powodu bezczynnie lamentować: „On-Ona już mnie nie kocha!”, Albo: „Nasza miłość już nie jest taka jak dawniej?”

Zamiast tego trzeba, we właściwym czasie, głębiej się zastanowić, przeanalizować dotychczasowe życie, chwile dobre i złe, błędy i potknięcia, oraz wyciągnąć dla siebie i dla przyszłości związku właściwe wnioski.

Trzeba po prosu pielęgnować miłość. A widząc zagrożenie, pozytywnie zadziałać!

Ale tak można i trzeba postępować po ślubie. A co zrobić przed zawarciem małżeństwa /wejściem w stały związek partnerski/, aby nie popełnić życiowego błędu?

Kocham go/ją/? Czy może tak mi się wydaje?

Czy moja miłość jest tak trwała, że przetrzyma wszelkie trudności, na które na pewno trafi na przestrzeni całego wspólnego życia?

Czy on/ona/ kocha mnie, tak ja jego? A może on/ona tylko tak mówi i udaje?

Jak to poznać, po czym?

Ja, w czasie wieloletniej praktyki zawodowej, w tym w sprawach rozwodowych i rodzinnych, oraz doświadczeniu życiowym, długo szukałem odpowiedzi na te i podobne pytania. I wciąż szukam.

Na dziś wiem na pewno. Nie ma jednoznacznej i wspólnej dla wszystkich rodzących się „miłości” dobrej i uniwersalnej rady na założenie szczęśliwego związku i to na całe wspólne życie.

Ale….

Każdy człowiek ma: dobre lub złe cechy charakteru, nawyki, przyzwyczajenia, określony sposób myślenia o życiu, wyrażania myśli, działania, uznawane wartości, marzenia do zrealizowania, wybrane cele i sens życia.

Trzeba je najpierw, przed założeniem związku, rozpoznać u partnera/ki. Porównać ze swoimi i racjonalnie, przez „lupę”, a nie „różowe okulary”, ustalić czy „ pasują” do wspólnego związku miłosnego /małżeńskiego – innego trwałego/ na całe życie.

I to jest według mnie cała mądrość życiowa, którą niestety, nie zawsze stosujemy.

To jest największy błąd poprzedzający zawarcie małżeństwa skutkujący na całe życie, nasze i często naszych dzieci!

A co Wy o tym sądzicie ???

O najważniejszych cechach i wartościach, które w rzeczywistości życiowej decydują o istnieniu szczęśliwego związku miłosnego, pisałem w blogu w lutym 2019 roku, a także w książce-poradniku.

Bronisław                                                 wrzesień 2020 r


Nie musimy wychować geniusza! Ale mamy obowiązek dobrze dziecko wychować i odpowiednio wykształcić!

Co to oznacza dla rodziców?

Rozpoczął się nowy rok szkolny. Będzie to niezwykle trudny rok nauki dla dzieci, ale także dla rodziców. Pandemia koronawirusa wciąż groźnie wisi nad nami, a nasze władze oświatowe nie są w stanie zapewnić bezpiecznych na 100 % warunków nauki.  

Nie oznacza to, że my rodzice, możemy choć na ten czas, poczuć się zwolnieni, bądź usprawiedliwieni, z ciążących na nas obowiązków w ramach władzy rodzicielskiej.

Tym bardziej, że media potęgują jeszcze kłopoty rodziców w okresie pandemii, co rusz donosząc o nieszczęściach dzieci, rodziców i rodzin.

Zaledwie w kilka dni zebrałem takie oto informacje, którymi pragnę się podzielić z Wami, w aspekcie wspólnego poszukiwania przyczyn takiego stanu.

„13-letnia Kasia próbowała popełnić samobójstwo. Z tą myślą nosiła się już od paru lat, nie mogąc pogodzić się z tym, że nikt jej nie kocha w rodzinie i jest tylko dla niej ciężarem.”

„ Z 9-letnim Adasiem nauczyciele nie mogli dać sobie rady, bo przeklinał wulgarnymi słowami, a kary potęgowały jego złe zachowanie”.

„14-letniego Cześka bali się wszyscy rówieśnicy, a także starsi, bo zasłynął w okolicy i w szkole swoimi czynami jako „bokser”, który z byle powodu rzucał się do bicia. A poza tym podkradał co się da i tym handlował”.

„15-letnia Basia „ćpała” od dwóch lat aż wpadła w nawyk. Teraz przebywa w ośrodku wychowawczym dla nieletnich i wychowawcy stwierdzają konieczność leczenia uzależnienia”.

Kasię o mało nie zabiły jej złe myśli i postępujące negatywne myślenie. Adasia gubiły słowa, które raniły innych. W życiu Czesia zaczęły dominować  chuligańskie i złodziejskie czyny. Życie Basi nawyk ćpania zamienił się w uzależnienie od narkotyków.

Co takiego łączy tę czwórkę nieznanych sobie dzieci?

Najpierw z opisu każdego zdarzenia wyłuszzczmy to, co było główna przyczyną każdego z tych nieszczęść. Dla uproszczenia wytłuściłem, wyrazy, określające te wartości-powody, które powodowały tragedię każdego dziecka.

I tak są to kolejno:

Myśli, – a właściwie złe myśli i negatywne myślenie Kasi, gdzieś powstałe, bądź odwzorowane;

Słowa, – a naprawdę wulgarne słowa jako efekt nieumiejętności wyrażania myśli, emocji przez Adasia, zasłyszane w pierwszej kolejności od najbliższych;

Czyny, – chuligańskie i złodziejskie, czyli przestępczy sposób postępowania i radzenia sobie w życiu przez Czesia, również powstały w wyniku  naśladowania  wzorców poznanych w najbliższych kręgach ;

Nawyk, a następnie uzależnienie – a więc już nabyte i wstępnie ukształtowane  nastawienie do życia szesnastoletniej Basi, poprzez ucieczkę od problemów życiowych za pomocą narkotyków jako najprostszego lekarstwa.

Te wskazane wartości i cechy to nic innego jako kolejne etapy niewłaściwego procesu wychowania, dla tych czterech dziecięcych nieszczęść.  

To właśnie zły sposób wychowania łączy wszystkie cztery tragedie życiowe dzieci.

„Twoje dziecko to Twoja wina” twierdzi i radzi „ jak wychować dzieci na odpowiedzialnych i samodzielnych dorosłych”, w swojej książce pod tym tytułem Larry Winget,  amerykański „Pittbull” Rozwoju Osobistego, doświadczony praktyk i ojciec dwóch synów.

Niestety, a raczej stety, bo to dobrze, tak też stanowi prawo w naszym kraju definiując prawa i obowiązki rodziców wykonujących władzę rodzicielską przez osiemnaście lat wychowywania dziecka.

Zgodnie bowiem z art. 96 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, to rodzice ponoszą w pełni odpowiedzialność za „ wychowanie dziecka, kierowanie nim, za rozwój fizyczny i duchowy, oraz za należyte przygotowanie do pracy dla dobra społeczeństwa i odpowiednio do jego uzdolnień”.

Tak więc podstawowym obowiązkiem, a jednocześnie gwarancją dobrego startu dziecka w dorosłe i przyszłe szczęśliwe życie, jest:

Dobre w y c h o w a n i e    i    odpowiednie  w y k s z t a ł c e n i e

I od razu należy jasno powiedzieć, że nie chodzi o to by z dziecka uczynić geniusza, omnibusa, wywołać w nim „bożą iskrę” nadzwyczajnego  talentu, albo uczynić z niego mistrza nad mistrzami. Tacy rodzą się i to często, nawet w najtrudniejszych warunkach dzieciństwa. Co nie oznacza, że geniusze nie muszą być dobrze wychowywani  i odpowiednio kształceni.

Wróćmy do czterech tragicznych, negatywnych przykładów wychowawczych i na podstawie wynikających z nich wniosków pozytywnych, spróbujmy sami określić jak praktycznie powinno wyglądać wychowanie.

Dobre wychowanie, najprościej można określić tak:

Trzeba dziecko nauczyć; – odróżniać dobro od zła, – wiedzieć jak myśleć i czynić w życiu dobro, – wyrabiać w dziecku dobre nawyki i kształtować charakter, w którym będzie dominować pozytywne myślenie i nastawienie do życia.

Tak rozumiany 18 letni proces wychowawczy dziecka rozłóżmy na:

Praktyczne kierunki działania rodziców w procesie dobrego wychowania:

1.Od początku i od najmłodszego wieku należy kształtować świadomość dziecka na  pozytywne myślenie.

2.Nauczyć dziecko umiejętności wyrażania swoich myśli, emocji i uczuć: słowami, gestami, pismem i wszystkimi nowoczesnymi formami komunikacji, tak aby w dorosłym życiu posiadało umiejętność porozumiewania się w różnych stosunkach społecznych, w tym w związku miłosnym, małżeńskim – partnerskim, rodzinnym i innych.

3.Nauczyć i pokazywać wzorce pozytywnego działania, czynienia dobra, w celu:

4.Ukształtowania i wyrobienia w dziecku pozytywnych nawyków myślenia, wyrażania, działania i czynienia dobra; tak aby:

5.Zbudować w dziecku na trwałe, pozytywne cechy charakteru, aby mogło w swoim dorosłym życiu osiągnąć najważniejsze wartości składające się na prawdziwe szczęście, w tym:- oddanie we wzajemnej miłości,- spełnienie w małżeństwie – stałym związku partnerskim, – posiadanie i wychowanie dziecka, – szczęście rodzinne, – satysfakcja z pracy zawodowej, oraz – samorealizacja przez twórcze życie i bezinteresowne czynienie dobra.

Warunkiem koniecznym do zrealizowania tych praktycznych kierunków wychowania przez rodziców jest wychowywanie aktywne, a nie bierne.

Wychowanie aktywne w praktyce to podejmowanie przez rodziców inicjatyw i takich działań, które jako pierwotne, od podstaw tworzą u dziecka pozytywny sposób myślenia, rozumowania, wyrażania, czynienia, kształtowania nawyków i w sumie budują dobre cechy charakteru.

I w przeciwieństwie, bierne wychowanie to następcze, wtórne, próby korygowania, stwierdzonych u dziecka negatywnych i złych cech, myśli, zachowań, czynów, nawyków, za pomocą systemu karania i nagradzania. Najczęściej w wyniku już raz popełnionych  błędów wychowawczych.

Jak widzimy, bez trudu możemy stwierdzić, że aktywny sposób wychowania będzie zawsze lepszy i skuteczniejszy, bo to my rodzice, sami i świadomie jako pierwsi, od początku tworzymy charakter i osobowość dziecka na jego dorosłe życie, a nie kto inny. A w biernym wychowaniu my- rodzice dopiero korygujemy, najczęściej karami, własne błędy wychowawcze, bądź „ cudze ” ( koledzy, otoczenie, środowisko, tzw. ”ulica”).

        Równolegle z dobrym wychowaniem, dziecko winno zdobywać kolejne stopnie wykształcenia. Ale nie powinno to być wykształcenie dla wykształcenia i posiadania dokumentu o jego poziomie ( zawodowe, średnie, wyższe), ani też dla spełnienia marzeń, wyobrażeń lub niespełnionych ambicji rodzica.

Dziecko w procesie wychowania powinno zdobyć wykształcenie:

– odpowiednie do możliwości psychofizycznych dziecka;

– przydatne  do aktualnych i przyszłych potrzeb rynkowo-gospodarczych;

– no i co ważne, wykształcenie, które dziecku się „podoba”, o jakim marzy, bądź lubi taki rodzaj zawodu.

I za takie odpowiednie wykształcenie dziecka odpowiadają rodzice, a nie szkoła, jak sądzą do dziś niektórzy z nich. Bowiem wykształcenie dziecka jest elementem składowym procesu wychowania.

A

dobre wychowanie i odpowiednie wykształcenie

jest warunkiem koniecznym i wartością niezbędną do osiągnięcia prawdziwego szczęścia dziecka, a także  rodziców.

Walczmy o szczęście dzieci i nie dopuśćmy do tego, aby nasze dziecko spotkało podobne nieszczęście jak w opisanych na początku czterech tragicznych przypadkach!

Bronisław                                                                      wrzesień 2020 r.


Myśli → Słowa → Czyny → Nawyki → Charakter = Życie człowieka. Tak człowiek tworzy swój sposób, cel i sens życia

Postawiłem się koronawirusowi i nareszcie zrealizowałem od dawna planowany zamysł dokładnego zwiedzenie Puszczy Białowieskiej. Dodatkowo miałem w pamięci kilkuletnią batalię ekologów o nasze naturalne dobro narodowe, protestując przeciw wycince drzew uszkodzonych kornikiem. Postanowiłem to sprawdzić sam.

 Poszukałem kornika drukarza, z którym tak głośno walczył rząd.

Starałem się zmierzyć z potęgą natury, ale gdzież tam człowiekowi do niej

Ach! Co za powietrze?

Nareszcie odetchnąłem pełną piersią. Kiedy tak odpoczywałem na łonie natury, moja przewodniczka Pani Lucynka, nieświadomie zasiała w moim umyśle małe ziarenko, które później zakiełkowało w drodze powrotnej w ogromny owoc niepokoju, na tle ludzkiego losu.

Tak się naładowałem cudowną mocy drzew, że postanowiłem to sprawdzić fizycznie na sobie.  

Kiedy odpoczywałem na łonie natury Białowieży, moja przewodniczka Pani Lucynka, nieświadomie zasiała w moim umyśle małe ziarenka, które później zakiełkowały w drodze powrotnej w ogromny owoc niepokoju na tle ludzkiego losu.

                                                               • • •  

Wracając z Puszczy Białowieskiej, mój plan poszerzyłem o zwiedzenie kolejnych narodowych pamiątek i miejsc.

Mijając Białystok, nie mogłem pominąć Pałacu Branickich i jego pięknego ogrodu, dumy miasta i kraju.

                                                             • • •  

A że w tym czasie obchodziliśmy 81 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, to zajechałem do Gierłoży pod Kętrzynem, by w skupieniu ale z przewodnikiem zwiedzić ruiny „Wilczego Szańca”, kwatery Adolfa Hitlera, z której przez 848 dni dowodził II Wojną Światową.

„Wilczy Szaniec”. Ruiny siedziby Hitlera w Gierłoży k/Kętrzyna. To stąd przez 848 dni w latach 1941 – 1943 Adolf Hitler kierował obsesyjnymi planami zawładnięcia Świata.

                                                                            • • •  

Przygnębiony smutną wiedzą po zwiedzaniu „gniazda” Hitlera wieczorem, już w Giżycku, w porcie jachtowym, siadłem przy kawie i chłonąłem ciepły powiew wiatru znad jezior.

Jak by tego mało, w tym momencie, dobiła mnie tragiczna wiadomość z Białegostoku, w którym byłem dzień wcześniej, o śmierci trzypokoleniowej rodziny, babci, małżonków i dziecka, wskutek wybuchu gazu.

Jak się wstępnie okazało było to tzw. rozszerzone samobójstwo, sprawcą którego był mężczyzna, syn, mąż i ojciec pozostałych trzech ofiar.

                                                                • • •  

I tak na tle tych zdarzeń, stanęły mi przed oczami postacie dwóch mężczyzn, sprawców tych bardzo złych czynów i ludzkich nieszczęść.

Z jednej strony Adolf Hitler, „wielki” wódz cywilizowanego narodu, o ogromnej władzy, który unicestwiając miliony ludzi realizował wymyśloną przez siebie nacjonalistyczną ideę „rasy panów”.

Z drugiej. „chyba” zwykły człowiek, „głowa rodziny”, najmniejszej ale podstawowej komórki społecznej, od których istnienia i rozwoju zależy życie ludzkości na Ziemi.

Co połączyło tych dwóch ludzi, w tym właśnie czasie, w mojej wizji przyszłości?

Skąd się u nich zrodziły takie myśli i czyny?!

Kiedy tak się zastanawiałem nad życiem i śmiercią tych dwóch sprawców tragedii innych ludzi, przypomniały mi się niezwykle mądre myśli z Talmudu, komentarza do „Tory”, świętej księgi judaizmu ”, pochodzącego z III wieku przed naszą erą :

„Zważaj na swoje myśli, bo staną się Twoimi słowami,

 Zważaj na swoje czyny, bo staną się Twoimi nawykami,

 Zważaj na swoje słowa, bo staną się Twoimi czynami,

 Zważaj na swoje nawyki, bo staną się Twoim charakterem,

 Zważaj na swój charakter, bo stanie się Twoim losem.”

Jakże ważne mogą być słowa tego mądrego przekazu sprzed 2300 lat dla każdego z żyjących dziś ludzi, ale i dla przyszłości..

Znajduje się w nim pięć najważniejszych wartości, które budują osobowość człowieka na całe życie. A tak właściwie, to najważniejsze w nim są wartości i cisnące się do nich pytania.

Popatrzmy na kolejność ich powstawania w życiu człowieku.

Myśli   Słowa    Czyny   Nawyki   Charakter

To właśnie od nich zależy sposób, cel i sens życia człowieka.

A więc

LOS, PRZEZNACZENIE, SZCZĘŚCIE,

Moje , Twoje, Naszych dzieci, i każdego innego człowieka !!!

Mając wciąż w pamięci, dwóch sprawców nieszczęść, przyszły mi na myśl pytania dotyczące tych pięciu ludzkich wartości wskazanych, w tym jakże starym, porzekadle.

A więc powtórzmy je : myśli, słowa, czyny, nawyki i charaktery:

• Skąd i w jaki sposób wzięły się takie

myśli,

u tych dwóch sprawców ludzkiego nieszczęścia, skutkujące najgorszym złem, czyli śmiercią innych ludzi?

Przecież:

Rozwój świadomości człowieka, poznawanie wartości i kierunki kształtowania

myśli, słów, czynów, nawyków i charakteru

człowieka jest następstwem i skutkiem wychowania rodzicielskiego, przedszkolnego, szkolnego, środowiskowego, społecznościowego, politycznego i innego…

A więc, gdzie i na którym etapie rozwoju człowieka i jego sposobu myślenia, szukać odpowiedzi na te pytanie ?

• Dlaczego

złe słowa

publicznie głoszone przez Hitlera i

groźby

wykrzykiwane przez sprawcę z Białegostoku były tolerowane przez innych, dobrych, pozytywnie myślących, odpowiedzialnych ludzi, aż do czasu tragicznego końca?

Przecież:

O

słowach

Hitlera głoszonych publicznie, powszechnie i głośno, wiedzieli najbliżsi, rodacy, naród niemiecki, niemal cały ówczesny Świat, a jednak nikt nie powstrzymał tego szaleńca, przed realizacją swoich obsesyjnych myśli i planów?

Podobnie jak znane były rodzinie, sąsiadom, policji, a nawet sądowi, wielokrotnie powtarzane groźby szalonego człowieka z Białegostoku zabicia żony, czy najbliższych członków rodziny? Ba, była nawet założona „niebieska karta”, świadcząca o przemocy w rodzinie?!

Podobnie jak 

słowa

tak też

ich czyny

od początku zwiastowały tragiczne w skutkach następstwa dla innych ludzi.

Dlaczego już wówczas nikt  tego nie traktował poważnie i odpowiedzialnie.

Przecież:

Ci ludzie czuli się bezkarnie, a ich czyny stały się dla nich

nawykami

w realizacji swoich szaleńczych celów.

Idąc drogą złych myśli, słów, czynów i nawyków

budowali swój

charakter,

który tragicznie wpłynął na życie innych ludzi…..

                                                                             • • •  

Nad jeziorem zobaczyłem szybujący balon i dwoje szczęśliwych ludzi machających do mnie i siedzących obok ludzi.

I w tym momencie moje myślenie wróciło na ziemię, do codziennego życia, do nas żyjących i dążących do swojego szczęścia, jak Ci w balonie.

Pocieszyłem się, choć nie wiem na pewno, czy słusznie:

Przecież każdy człowiek „chyba” wie, sprawdzając na samym sobie:

–  po co żyje?

 – jakie cele chce osiągnąć w swoim życiu?

 – jakie marzenia powinien zrealizować, aby osiągnąć upragnione szczęście?

A zatem, myślę, że każdy z nas na swojej drodze do szczęścia, należycie korzysta z tych pięciu etapów całego życia:

Myśli  Słowa    Czyny Nawyki Charakter = Życie człowieka

                                                             • • •

I na koniec. Zapamiętałem ze swojej podróży, niby mało ważne słowa Pani Lucynki, mojej przewodniczki po Puszczy Białowieskiej, zasiane ziarenka mojego niepokoju:

 ” Małe dzieci to widzą najbardziej, małe żyjątka, owady, roślinki, porosty, a starsi patrzą najchętniej na duże, żubry, wilki, jelenie”.

Czy nie jest tak czasem w naszym życiu, że:

My dojrzali, świadomi ludzie nie widzimy tego co jest jeszcze małym złem, chociaż już wiemy, że może wyrosnąć z tego wielkie zło.

Nie reagujemy , tolerujemy, godzimy się, bo to jeszcze nas nie dotyczy.

Widzimy i krzyczymy dopiero wtedy, kiedy to zło jest ogromne, powszechnie groźne i lada dzień nas dosięgnie.

Pozostawiam Wam, drodzy czytelnicy bloga, dwa retoryczne pytania do rozstrzygnięcia na gruncie własnego życia, życia własnych rodzin, na tle wydarzeń społeczno- politycznych w naszym kraju, a także ostatnio w Białorusi:

Czy doszłoby do nieszczęścia w Białymstoku, gdyby właściwi i kompetentni ludzie, rodzice, nauczyciele- wychowawcy, urzędnicy, funkcjonariusze, władze, otoczenie, środowisko,….. odpowiednio postępowali i zareagowali w sprawie sposobu myślenia, mówienie, czynienia, sprawcy rozszerzonego samobójstwa?

Czy doszłoby do wybuchu II  Wojny Światowej i tak tragicznych skutków dla milinów ludzi, gdyby na drodze myślenia i postępowania Hitlera, jego życia w duchu  nacjonalizmu, antysemityzmu, walki i podbojów Świata, stanęli na przeciw mądrzy, pozytywnie myślący, odpowiedzialni i odważni ludzie?

No i:

Czy każdy z nas, do tej pory, dobrze się zastanawiał:

Jak ja tworzę i realizuję swój sposób oraz cel i sens życia? A może w innej, lepszej kolejności i w inny sposób niż ludzie sprzed 2300 lat?

Prosto z podróży

Bronisław                                                                          4 wrzesień 2020