POLSKA to chrześcijański kraj, a My obchodzimy” pogańskie” obyczaje!!!

Czy modlący się w bezgrzesznej ciszy katolicy mają dalej tolerować Andrzejki, starogermański kult boga Freyra i pozwalać hulać tuż przed chrześcijańskim postem. Zabawiać się zabobonnymi wróżbami, wylewając wosk, tak cenny na gromnice świąteczne Matki Bożej Gromnicznej.

Albo ustawiać buty od ściany do progu, bo dziewczyny opętał szatan i diabelska chuć ciągnie je do zamęścia.

Po trzykroć nie!

Jak to się stało, że ze zgniłego Zachodu, przesiąkniętego ideologią LGBT i gender, przeniknął do naszego kraju Dzień Zakochanych -znany jako Walentynki i prawie wyparł  kościelną tradycję Dnia Świętego Walentego.  I teraz zamiast pisać listy miłosne do Chrystusa, jak to czynił męczeński biskup Walenty, coraz więcej  Polaków wysyła listy miłosne i daje prezenty zwykłym ludziom, i to obarczonym grzechem pierworodnym Ewy.

Trzeba zakazać tych grzesznych praktyk. Jak to możliwe, że do dziś świętujemy corocznie Dożynki – Święto Plonów, kiedy to Słowianie dziękowali swoim bogom, w tym Świętowitowi – bogowi wojny i urodzaju, za plony i proszono o lepsze w kolejnym roku. Co prawda w tym pogańskim zwyczaju uczestniczą świeckie władze i uświęca go kapłan katolicki, ale jednak daleko mu do wartości chrześcijańskich.

Prezydent Polski Andrzej Duda „czci” pogański zwyczaj „Święta Plonów”

Zatem, postuluję: zaprzestańmy bezcześcić chlebem dożynkowym, wywodzącym się z pogańskiego zwyczaju, hostię-chleb Pański – ciało Chrystusa.

Ale to nie koniec pogańskich obyczajów godzących w czystość wartości chrześcijańskich.

Edukujemy nimi nasze dzieci i młodzież. Topimy Marzannę, malujemy jajka na Wielkanoc, uprawiamy śmigus-dyngus w lany poniedziałek, w Noc Kupały obchodzimy święto ognia i wody, by nie wspomnieć o zapożyczonym od innowierców zgorszeniu jakim jest Halloween.

Wnoszę, a jako chrześcijanin-patriota, wręcz żądam, by władza pod egidą rządzącej partii wraz z jej przywódcą, z boskim i biskupim namaszczeniem, dokonała komisyjnie weryfikacji pogańskich i innowierczych obyczajów i tradycji uprawianych przez Polaków.

Dobrze by było aby nazwa komisji stałą się patriotyczno-narodowym orężem w walce, coś na wzór Wypraw Krzyżowych, na przykład:

Narodowa Komisja Obrony Wartości Chrześcijańskich

Nieśmiało proponuję aby na jej czele stanął niezłomny w walce z obcą ideologią godzącą w wartości chrześcijańskie arcybiskup Marek Jędraszewski, zaś członkami wykonawczymi komisji zostali Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki, Prokurator Generalny -Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, Minister  Kultury i Dziedzictwa Narodowego Marian Gliński i  Minister Edukacji Narodowej Dariusz Piontkowski. Patronat Ideologiczny powinien objąć Prezes rządzącej partii Jarosław Kaczyński.

Jeżeli wysoka Komisja i jej członkowie przeprowadzą jak najszybciej weryfikację tych grzesznych, pogańskich i innowierczych pozostałości, nie wykluczając pory nocnej, to nasz większościowy parlament, nie „naruszając” Konstytucji, winien niezwłocznie uchwalić stosowną ustawę.

Wówczas, zamiast nie kończącej się czczej dyskusji, za jednym „zamachem” staniemy się Państwem i narodem chrześcijańskim przestrzegającym jedynie słuszne wartości chrześcijańskie.

Wzywam wszystkich prawdziwych patriotów, chrześcijan do poparcia mojej petycji.

Bronisław, „prawdziwy” patriota i chrześcijanin


Zła to droga do wolności przez rozwód! Tak wybrana wolność z czasem mocno boli!

To brzmi jak przewrotne ostrzeżenie przeciwko prawu człowieka do wolności osobistej. A jednak tak jest w istocie, gdy chodzi o pochopne decyzje małżonków o rozwodzie. Ten ból wolności to może być samotność, niepełna rodzina, trudności wychowawcze zagubionych dzieci, brak zwykłej pomocnej dłoni by podać szklankę wody, w chorobie czy na starość.

W swojej praktyce prawniczej spotykałem i takie sytuacje, w których po pewnym czasie jeden lub drugi z byłych małżonków nieśmiało i nie zawsze wprost przyznał się  do błędu. Niestety dzieje się tak zbyt późno.

Oto dwa anonimowe przykłady.

Dobre dotąd wieloletnie małżeństwo z dwójką uczących się córek. Dbający o dzieci mąż, pracujący, a także lubiący pracę w kuchnię. Żona, ambitna, ciężko pracująca pielęgniarka z satysfakcją z pracy. Jak twierdził mąż, a później nie kwestionowała tego żona, od dłuższego czasu małżonka odmawiała współżycia seksualnego, traktując seks jako oręż swojej niezależności i wolności osobistej.

W podróży do rodzinnych stron mąż odnawia znajomość z lubianą koleżanką szkolną. Dochodzi do zbliżenia i  emocjonalnej, obopólnej zdrady swoich małżonków. Podtrzymywana mailowa znajomość przerodziła się w zakochanie podsycane niezaspokojonymi potrzebami seksualnymi we własnych związkach obojga zdradzających.

Żona przypadkowo odkrywa miłosno – seksualną korespondencję i potajemne spotkania.

Mimo moich prób mediacyjnych zdradzana żona z uporem, wspartym chęcią zemsty, doprowadza do rozwodu. Zdradzający, zaraz po rozwodach, łączą się i wyjeżdżają za granicę. Dziś mają wspólne dziecko. Z rozwiedzioną byłą żona spotykałem się kilkakrotnie, w tym w sprawach alimentacyjnych . Z nowym, przelotnym partnerem rozstała się. Jest wolna, ale samotna i nie spełniona życiowo do dziś. Dzielnie, choć nie bez kłopotów, wychowała już dorosłe córki. Kiedyś w chwili szczerości cicho przyznała, że jednak mąż był dobrym człowiekiem i życie z nim byłoby na pewno lepsze.

I przypadek drugi.

63 letnia kobieta- emerytka w drugim, dostatnio żyjącym związku małżeńskim. Po ostrej kłótni małżeńskiej po kryjomu wyprowadza się z domu, zostawiając pracującemu mężowi, nota bene kulturalnemu bez żadnych nałogów, pożegnalną kartkę, na której stwierdziła, że nie będzie więcej służącą za łyżkę strawy.  A później, w odpowiedziach mailowych na wielokrotne przeprosiny i  próby ugodowe męża, hardo zakomunikowała mu, że woli być wolną i niezależną, nawet żyjąc skromniej. I tak jak oświadczyła złośliwie kilka lat temu mężowi, jest po rozwodzie i wolna, tyle tylko, że teraz co jakiś czas podejmuje jakąś pracę, żyje znacznie skromniej i niestety nadeszła smutna starość w samotności.

Poznałem jej upór i zamknięcie się w sobie i przypuszczam, że nigdy nie przyzna wprost, że jest jej źle.

I tak oto cisną się na usta pytania: czy w małżeństwie lub stałym związku nie warto źle pojmowaną wolność, niezależność, brak przebaczenia i chęć „ukarania”, zamienić na szczęśliwe życie we dwoje, zarówno:

– w kwiecie wieku ?

-jak i na starość?

Czy czasem nie ponosimy  za to zbyt wysokiej ceny?

Bronisław


Czy można zbudować szczęśliwy związek miłosny-partnerski na zdradzie małżeńskiej?

Kilka dni temu, znajoma, matka córki żyjącej od dwóch lat w „ ukrywanym” związku z żonatym mężczyzną, próbowała przekonać mnie, prawnika – praktyka w sprawach rozwodowych, że córka „chyba” robi dobrze czekając aż jej wybranek załatwi rozwód i alimenty na dwóje małoletnich dzieci, a potem będą żyć szczęśliwie. Jak twierdziła, córka nadal jest zakochana, ale spotyka się z nim po kryjomu, bo nie chce przeszkadzać mu w pomyślnym załatwieniu rozwodu, wierząc mu, że tak się stanie.

Moje podstawowe pytanie, skierowane wcześniej do tej matki, jest takie: Czy jest możliwe zbudowanie szczęśliwego i trwałego związku zakochanej dziewczyny z cudzym mężem na jego zdradzie żony i rodziny?

Odpowiedź poparta wieloletnią praktyką prawniczą i procesową w sprawach rozwodowych i rodzinnych, a także własnym doświadczeniem życiowym, jest niestety pesymistyczna.

Mówiąc wprost nie spotkałem takiej pary, która doświadczyła długotrwałego szczęścia w nowym związku i w rodzinie. Ba, stawiam konia z rzędem takiej parze, która udowodni, że żyje szczęśliwie przez co najmniej 15 lat. Mam na myśli, szczęście małżeńskie i rodzinne nowego związku, oraz szczęście dzieci i ojca ze „starego” związku.

Spójrzmy na to z punktu widzenia niejako dwóch skłóconych stron. Z jednej strony mamy skrzywdzoną, rozbitą rodzinę i małżeństwo w starym związku, z drugiej strony partnerów tworzących nowy związek miłosno-partnerski oraz zrodzone ich dzieci. W przypadku gdyby w nowym związku, partner i nowa żona nie chcieli  mieć wspólnych dzieci, to prawie jest pewne, że prawdziwe szczęście nigdy w nim nie zagości.

No i na początek zobaczmy po której stronie ma być partner starego i nowego związku? Czy jest możliwe szczęśliwe pogodzenie przez niego interesów obu stron?

Przyznaję, na podstawie wieloletniej praktyki prawniczej, a także doświadczając na własnej skórze, że mężczyzna prawie zawsze był tym niedobrym dla dzieci i dla byłej żony, a kolejna żona niechętnie przyjmowała jakiekolwiek jego starania o utrzymanie dobrych kontaktów z dziećmi, nie mówiąc o kontaktach z poprzednią żoną. I tak się z reguły dzieje mimo  jego usilnych starań  i dobrych chęci.

A jak będzie wyglądać w rzeczywistości szczęście małżeńskie i rodzinne nowego związku?

Do prawdziwego szczęścia w miłości konieczne jest spełnienie siedmiu niezbędnych cech-warunków: poczucie bliskości, obustronne zaufanie, wzajemne dopasowanie, dobre pożycie seksualne, wierność partnerów, umiejętność porozumiewania się oraz optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia /patrz moja książka-poradnik/.

No i już na początku mamy odpowiedź co do przyszłego szczęścia w nowym związku, zawartą w co najmniej trzech z siedmiu wymienionych wyżej warunkach.

Po pierwsze, jak nowa partnerka może mieć pełne zaufanie do partnera, który w poprzednim związku zdradzał? I cóż z tego, że także z nią samą lub nawet tylko z nią?!

Po drugie, czy może ona oczekiwać, z pełnym zaufaniem, wierności od partnera, który już wykazał się niewiernością w poprzednim związku, choćby tylko z nią?!

Po trzecie, czy partner z dziećmi z poprzedniego związku, ze złym doświadczeniem życiowym, obciążeniem alimentacyjnym i obowiązkami ojcowskimi po obu stronach, będzie stale  przejawiał wyłącznie pozytywne myślenie i nastawienie do życia w nowym związku?

Z kolei, aby rozpoznać czy partner z rozbitego związku spełnia pozostałe cztery warunki do szczęścia w miłości z nową partnerką, w nowym małżeństwie i w rodzinie, potrzeba znacznie więcej czasu niż mieli dotąd na odległość i w ukryciu. A przynajmniej tyle, ile czasu potrzeba dla rozpoznania tych cech u partnera- kawalera, który nie posiada nawyków wyniesionych z nieudanego związku.

A jakież to mogą być złe nawyki w tych pozostałych czterech cechach koniecznych do szczęścia w miłości, a więc w: bliskości, dopasowaniu, seksie, i wzajemnej komunikacji?

Wymienię tylko te najczęściej występujące jako przyczyny i okoliczności towarzyszące rozpadowi drugiego związku mężczyzny, opartego już na zdradzie małżeńskiej, a ujawniane w procesach rozwodowych:

– Zdaniem kobiet, które to przeszły, w takim związku, który jest dla nich pierwszym, występuje u nich  niedosyt w okazywaniu dowodów bliskości ze strony partnera, rozumianych jako wyrazów prawdziwej miłości, w tym pocałunków, uścisków, dotyku, czułych słów. A z upływem czasu czują ich coraz większe zanikanie. Wszystko to jest, ich zdaniem,  wynikiem przenoszenia przez partnera ostatnich złych nawyków z poprzedniego związku. Często nie okazywanie im bliskości, jest przyjmowane przez nie z nutą zazdrości, że taką emocjonalną bliskość okazywali żonie w poprzednim związku.

– Partner w nowym związku, z czasem mimo woli daje odczuć że porównuje zachowania nowej partnerki do odpowiadających mu zachowań byłej żony,  co wywołuje bunt, sprzeciw i kłótnie w związku. Ujawnia to coraz więcej różnic w dopasowaniu partnerów i to pod wieloma względami.

– Najwięcej wątpliwości, zahamowani i porównań w drugim związku dla partnera, a pierwszym dla partnerki, budzi współżycie seksualne. Tak jak w pierwszym okresie miłości w ukryciu seks był znakomity, pełen wzajemnego pożądania, tak wraz z upływem czasu wspólnego pożycia seks dość szybko powszednieje u partnera, a u partnerki powstaje pustka seksualna wobec zrodzonych na początku oczekiwań. Partnerka czuje, że seks jest coraz mniej ważny dla „ przeżytego” i doświadczonego partnera, podczas gdy ona właśnie teraz chce wyjść z nim z dawnego „ ukrycia” i z rozbudzonymi potrzebami.

– Również w zakresie wzajemnej komunikacji, z chwilą wejścia związku w codzienne realia życiowe,  partnerka dopiero teraz, ale stosunkowo szybo, poznaje prawdziwe umiejętności, a raczej nieumiejętności porozumiewania się z partnerem. Przyczyna jest prosta, w „ zdradzieckiej” miłości z ukrycia, z braku czasu i warunków, wzajemna komunikacja była szczątkowa, na rzecz przeżyć emocjonalnych oraz seksualnych. I trudno było na tej podstawie oceniać umiejętności porozumiewania się i to obojga partnerów. Teraz, już w otwartym związku, dopiero jest czas na prawdziwe życie i wzajemne poznawanie się partnerów w drodze codziennych kontaktów, wymiany zdań i  dłuższych rozmów. Ale jest już za późno na zastanowienie, dobór i rozsądne decyzje. Związek istnieje, trwa i żyje, być może już z własnym dzieckiem.A zatem, ciśnie się ważna praktyczna konkluzja – ostrzeżenie!

Dla małżonków mężczyzn! Nie warto i nie należy zdradzać żony i dzieci dla chwili szczęśliwości / nie szczęścia/ pod wpływem emocji zauroczenia, nie zaspokojonego pożądania seksualnego, alkoholu, słabości, złości czy zemsty. I na tej bazie snuć mroczną wizję nowego związku z zauroczoną tobą kobietą, potrzebująca prawdziwej miłości.

Bilans życiowy zysków i strat zawsze wyjdzie ujemny. Tylko dłuższy kryzys małżeński nie możliwy do rozwiązania, może usprawiedliwiać rozważne poszukiwanie nowej partnerki. Ale wspólne życie w nowym związku można rozpocząć dopiero po „pokojowym” zakończeniu istniejącego. Tym bardziej kiedy mamy do czynienia z małoletnimi dziećmi /dzieckiem/.

Dla kobiety zamierzającej wejść w związek z żonatym mężczyzną, a także już kochanki!

Nie wchodź w żaden układ miłosno-seksualny z żonatym mężczyzną i to posiadającym małoletnie dzieci /dziecko/ przed jednoznacznym zakończeniem jego poprzedniego związku.

 W związku miłosnym „w ukryciu” nigdy nie poznasz tych cech partnera, które są niezbędne do szczęścia w małżeństwie i w rodzinie. Jeżeli mimo tego weszłaś, koniecznie postaw jasno dla niego sprawę wyboru drogi życiowej i decyzji, asertywnie ale jednoznacznie i to w jak najszybszym, możliwym i realnym dla was czasie. Kontynuowanie takiego układu, z obiecankami w wydłużonym okresie, prawie zawsze kończy się źle, przede wszystkim dla porzuconej lub pozostawionej w depresji samej sobie kochanki.

Bronisław


Bezsilność?! Czy można uratować alkoholika przed tragiczną śmiercią?

Tak! Trzeba umieć przeciąć łańcuch wiążący człowieka z alkoholem

Sobota popołudnie 8 czerwca br. Piękna pogoda. Wszedłem do parku w centrum miasta by spokojnie na ławce zjeść loda dla ochłody. Nagle usłyszałem cichy, błagalny głos człowieka siedzącego na ławce. „ Przepraszam czy może Pan dać na bułkę, od wczoraj nic nie jadłem?”

Od lat pomagam biednym, także żebrzącym, ale nigdy widząc, że jest nietrzeźwy. Stosuję zasadę, że najpierw organoleptycznie wyczuwam, że jest trzeźwy, w krótkiej rozmowie sprawdzam wiarygodność przyczyn i prowadzę do najbliższego baru lub sklepu, gdzie kupuję mu posiłek.

Stanąłem i… niestety, mężczyzna był na popularnym kacu, ale wyglądał dość schludnie i wyczułem w głosie smutek wyrażany czystym, składnym polskim językiem. To „ coś” w nim skusiło mnie i siadłem obok.

„Kupię Panu jedzenie, jeżeli rzeczywiście chce Pan jeść, ale wówczas kiedy uznam, że naprawdę jest w takiej uzasadnionej potrzebie” -postawiłem warunek wprost.

Schował głowę w dół, nie chciał mówić o sobie i dlaczego pije, rezygnuje nawet z jedzenia, załamuje się. „ Chcę Panu pomóc, nie tylko jedzeniem, ale musi Pan być szczery” – zachęciłem, bo wyczułem w nim gdzieś głęboko skrywane źródło nieszczęścia.

„ Jestem alkoholikiem .. technikiem, technologiem meblarstwa, miałem własny zakład produkcji mebli, mam dwoje wykształconych dzieci, na stanowiskach, syn w Policji w Gdańsku, córka pracuje w Krakowie – zaczął wyciągać z siebie, chowając twarz pod czapeczką z daszkiem.” Byłem w ośrodku na leczeniu, nie piłem pół roku…..ale to nie ma sensu, nie mogę przestać, nie mam siły…nie mam dla kogo żyć… miałem żonę…szkoda słów..”

A dla dzieci ?– spytałem zachęcająco.” Córka nie chce mnie znać, a syn jak dzwoni to przeważnie nie odbieram…bo wiem, że nic nie mogę ze sobą zrobić”.

To dlaczego pijesz?- drążyłem. Nie chciał czegoś wydusić z siebie, prawie płakał ….” to przez żonę, kochałem ją ale…odeszła z innym, a ja tak ciężko pracowałem”. Przecież świat się nie kończy na jednej kobiecie -próbowałem pocieszyć, ale on skwitował krótko. „ Miałem kilka lat konkubinę, piła razem ze mną i na koniec okradła, pijanego wysłała na wytrzeźwiałkę i odeszła”.

Każdy uzależniony ma swoją indywidualną praprzyczynę picia alkoholu

Gdzie mieszkasz i z czego żyjesz? Kradniesz ?- nie odpuściłem. „ O nie, co do tego nie…, dostaję zasiłek z „ pomocy”, mam mieszkanie socjalne”.

Miałeś delirkę ? „ O.. wiele razy”. Osiągnąłeś już „dno”? – wszedłem ostrzej, wiedząc, że był na odwyku i wiedział o co pytam. Wahał się z odpowiedzią.. „chyba jeszcze nie”. To na co czekasz, dlaczego skazujesz się świadomie na śmierć? – nie wytrzymałem. Pomogę Ci, znam lekarzy, którzy skierują Cię do ośrodka zamkniętego, skoro sam nie dasz rady – zadeklarowałem zachęcająco.  „ Byłem u jednego w poradni, ale nie chcę, nie dam rady, próbowałem po detoksie sam”.

Więc co dalej zamierzasz robić ? Chcesz żyć?- spytałem nieco zdenerwowany jego bezradnością i własną.” Nie wiem, nie myślę o tym, a kiedy myślę  zapijam, ale czasem myślę, że lepiej zapić się na śmierć…”

„ Poczekaj tu na mnie „. Kupiłem obok w sklepie kiełbasę śląską, masło,3 kefiry, chleb. Siedział skurczony, jakby zamyślony, głowa zwieszona, nawet nie patrzył kto przyszedł. „ Masz jedzenie na dwa dni, do poniedziałku”. „Bardzo Panu dziękuję- prawie wyszeptał.

Jak masz na imię i gdzie mieszkasz, możesz powiedzieć, bo może się jeszcze spotkamy? – zagadnąłem na odchodne. Bezmyślnie i odruchowo wymienił jak na Policji.

Podałem mu rękę i rzuciłem bez wiary: „ A może zrobisz miła niespodziankę dzieciom? Przecież mówiono Ci w ośrodku, że nie ma rzeczy niemożliwych”.

Już z daleka widziałem jak wyciągnął z siatki jedzenie by zaspokoić pierwszą potrzebę, głód. Czy i jak długo będzie to jego pierwsza potrzeba, a może jednak  będzie ją do tragicznego końca alkohol?!

W naszym kraju, do dziś niestety panuje przekonanie, że nie warto zajmować się cudzym problemem jakiegoś tam alkoholika. Stąd nadal zdarzają się przypadki, że mijamy leżącego człowieka, przyjmując z góry, że jest to pijak.

To był alkoholik, lecz mimo tego, nie mogłem świadomie pozostawić go na nadchodzącą śmierć. Miałem jego dane, dużo dowiedziałem się od niego o nim samym i dzieciach! Zobaczymy czy w tym przypadku  potrafimy zapobiec tragedii załamanego człowieka – alkoholika?!

Według dr n. med. Bohdana T. Woronowicza, najlepszego polskiego praktyka, specjalisty od uzależnień, proces leczenia i wychodzenia z uzależnienia, które jest „ demokratyczną” chorobą, bo może na nią zapaść każdy, przebiega w następujących etapach:

– detoksykacja w warunkach szpitalnych;

– psychoterapia, najlepiej w ośrodku stacjonarnym;

– proces zdrowienia, w tym nauka zachowań, właściwa dieta, utrzymanie       abstynencji w walce z powrotem do picia i nawrotem choroby;

– dożywotnia abstynencja od wszelkich substancji psychoaktywnych.

Bronisław


Wychowywać dzieci i zapewnić rodzinie szczęśliwe życie mogą tylko dobrzy rodzicie!

Aby pouczać innych jak mają żyć trzeba mieć doświadczenie życiowe, odpowiednią do niego wiedzę praktyczną i umiejętność ich wykorzystania w codziennym życiu. Stąd słusznie Katarzyna Lubnauer, Przewodnicząca „Nowoczesnej”, na marszu „ Polska w  Europie” wytknęła Prezesowi PIS Jarosławowi Kaczyńskiemu, że jako „ wieczny kawaler” nie ma moralnego prawa do kreowania politycznych wytycznych w zakresie wychowania dzieci i sposobu życia rodzinnego Polaków.

Nie ma on prawa do wprowadzania w życie wpojonych lub teoretycznych, staroświeckich  poglądów na temat seksualizacji dzieci, skoro nie wie, bo nie ma doświadczenia na czym polega współżycie seksualne między ludźmi.

Jak może wieczny i stary kawaler wmawiać wyborcom, że jego sposób dbania o dobro rodziny i jej ochronę uczyni je szczęśliwe?

A jednak, sondaże wskazują że niezmiennie ponad 30% ankietowanych popiera jego sposób myślenia, mimo iż mają pełną wiedzę, że przez całe życie był i nadal  jest kawalerem. W czasach powojennej komuny płaciłby „ niejako za karę” prokreacyjny podatek zwany „ bykowym”. Uzbierałoby Państwo na takim podatku sporo od podatnika Jarosława Kaczyńskiego, bo płaciłby go już po przekroczeniu 30 roku życia.

Jak głosi XVI wieczna historia podatek taki płacono właścicielom byków za pokrycie krowy.

Można tylko zadać socjologom badawcze pytanie: dlaczego tylu Polaków bezkrytycznie uznaje i popiera tak infantylne poglądy w sprawie wychowania dzieci i szczęścia rodzinnego? Świat i Europa idą wraz z postępem cywilizacyjnym do przodu, a My Polacy mamy słuchać i bezmyślnie realizować pseudoidee dobrego wychowania i życia „ wiecznego kawalera”?

Bronisław


T E S T p.t: „ Spróbujmy przewidzieć jak zakończy się sprawa pedofilii w Polskim Kościele ? ”

Cała Polska, i nie tylko, żyje problemem pedofili wśród księży w  Polskim Kościele Katolickim, szczególnie teraz po filmie braci Sekielskich „ Tylko nie mów nikomu”.

Jako prawnik nie zamierzam nawet dokładać żadnego komentarza, bowiem sprawa jest, jak mawia nasz klasyk narodowy pod względem definicji prawdy, „ oczywistą oczywistością”.

Natomiast dla społeczeństwa, w którym jest około 90% ludzi wierzących, wręcz konieczne jest natychmiastowe wyeliminowanie przestępczości na tle seksualnym dzieci, w tym przede wszystkim w „naszym” Kościele.

Do tej pory w publicznej przestrzeni społecznej, medialnej, ale jeszcze nie formalnej  państwowej i kościelnej, pojawiają się różne sugestie faktycznego lub prawnego sposobu rozwiązania pedofilii w naszym kraju.

Śledząc ten publiczny dyskurs, postarałem się zanotować te propozycje rozwiązań, które przedstawiam niżej do ewentualnego wyboru, w ten sposób aby każdy z internautów mógł wybrać jedno lub kilka rozwiązań, które według niego zostaną zastosowane.

Wynik, czyli trafność Waszego wyboru, opiszę po faktycznym prawnym bądź innym rozwiązaniu problemu pedofili, bo jestem przekonany, że takie zakończenie musi nastąpić.

Wśród uczestników, którzy trafnie wskażą zastosowane rozwiązanie zostanie rozlosowanych 5 e-booków „Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”

Chcąc wziąć aktywny udział w teście, wybierz rozwiązanie i zaznacz w komentarzu do tego postu „ Wybieram rozwiązanie  A, B, C,… lub inne”, można wybrać kilka połączonych rozwiązań.

 A oto sugerowane dotąd publicznie sposoby rozwiązania problemu pedofilii w Kościele.

„ A ” – Papież Franciszek „ przyjmuje dymisję” wszystkich członków Episkopatu Polski, podobnie jak to uczynił w Chile, jako początek rzeczywistych działań Polskiego Kościoła na rzecz wyeliminowania pedofili w Kościele, bo przepraszanie jest niewystarczające i pozorne;

„ B „- Episkopat powołuje Komisję kościelną do zbadania wszystkich przypadków pedofilii występujących wśród księży i przedstawienia stosownych  wniosków ;

„ C „ – Episkopat Polski wraz z władzami świeckimi powołuje Komisję składającą się z kompetentnych ekspertów – autorytetów świeckich i kościelnych do zbadania problemu i zarekomendowania rozwiązań prawnych i systemowych zwalczania pedofili w Kościele i w Państwie;

 „ D „ –  Władze państwowe doprowadzają do zmiany w przepisach prawa karnego zmierzające do podwyższenia górnej granicy kary za wszystkie rodzaje przestępstw związanych z pedofilią, zgodnie z sugestią „przedwyborczą” Prezesa Kaczyńskiego, oraz zwiększają okres przedawnienia ścigania i karania za te przestępstwa, zgodnie z sugestią „ przedwyborczą” Przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny;

„ E „ – Polski Wymiar Sprawiedliwości, w tym Ministerstwo, Prokuratura i Sądownictwo, winien w końcu podejmować rzeczywiste, a nie pozorowane działania, poprzez właściwe stosowanie, egzekwowanie istniejącego prawa i wymierzanie sprawiedliwych społecznie wyroków, w każdej indywidualnej sprawie, na przykład tak jak proponuje Prokurator Generalny – Minister Sprawiedliwości  Zbigniew Ziobro, zaczynając od powołania Komisji ds. przeanalizowania przypadków wymienionych w filmie Sekielskich „ Tylko nie mów nikomu”;

„ F „ – doprowadzić do zweryfikowania, odpowiednich zmian, w Konkordacie, zgodnie z wolą większości, w tym także w zakresie zwalczania pedofilii w Kościele, zasad obowiązywania i stosowania prawa kanonicznego i świeckiego w Polsce, nauczania i finansowania religii w szkołach;

„ G „ – oprócz działań władz kościelnych i świeckich, w zakresie zwalczania pedofili, celowe są zmiany w systemie oświaty, w tym w zakresie edukacji seksualnej, szczególnie w aspekcie ochrony dzieci przed przestępczością pedofilii;

„ H „ – inne rozwiązanie, podnoszone publicznie, a nie wskazane wyżej lub zasłyszane przez Ciebie jako sugestie do zastosowania przez władze, wskaż krótko jakie.

Na Wasze odpowiedzi czekam do niedzieli 19 maja


Dlaczego człowiek zabija człowieka? Gdzie i kiedy rodzi się źródło zła w człowieku?

Serce mi się kraje, kiedy co jakiś czas opinię publiczną poraża tragiczna wiadomość o kolejnym zabójstwie.

Tym razem, na plebanii  kościoła w Warszawie, 38-letni wysportowany mężczyzna zabija, starszego, bogu ducha winnego,  człowieka. Oczywiście jeszcze nie znamy szczegółów i dużo czasu upłynie nim się o nich dowiemy.

Ale już dziś nie mogę przejść obok tej kolejnej tragedii ludzkiej bez komentarza, tym bardziej, że kładzie ona cień na celu i tematyce mojego bloga, jakim jest dążenie do szczęścia.

Nie jest moim celem szukanie przyczyn w tym i każdym innym tragicznym zdarzeniu. Od tego są właściwe organy i kompetentni ludzie. Ja chcę, a właściwie z racji celu bloga muszę, rzucić kila zasadniczych, choć ogólnych, pytań dla naszego społeczeństwa. A jeszcze konkretniej, do moich kochanych internautów.

Zacznę od krótkiego „wykrakania” jednej z przyczyn takiego zła rozwijającego się w człowieku. Otóż w poprzednim poście „ Z Polską oświata jest źle! „ ostro skrytykowałem art. 48 Konstytucji RP, który stanowi: „ Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”.

„ Bezczelnie” stwierdziłem, że „ powinien on ulec zmianie bądź uzupełnieniu o cel wychowania, jakim winno być „ wychowanie do szczęścia”. Bowiem..” Przy istniejącym zapisie, nieodpowiedzialni rodzice równie dobrze mogą wychowywać do nieszczęścia / rozumowanie a contrario/, i to zgodnie z prawem konstytucyjnym”.

Mówiąc „ wykrakałem” miałem na myśli  ewentualne źródło zła, które ten przepis konstytucji legalnie dopuszcza w naszym kraju, czyli „ złe wychowanie”.

Rzucam zatem pytanie: Czy wychowanie dziecka na dojrzałego człowieka może być źródłem takiego zła jakim jest zabójstwo człowieka?

I dalej: Czy nie warto zatem zmodyfikować system wychowania w Polsce, w takim zakresie, aby  wprowadzając wychowanie do szczęścia, wyeliminować bądź skorygować błędy wychowawcze rodziców, które dziś dopuszcza  i legalizuje nasza Konstytucja właśnie tym artykułem 48 ?

Ktoś może mi zarzucić, że postuluję wprowadzenie takiego systemu państwa nadopiekuńczego jak w Norwegii, gdzie specjalny urząd do spraw dzieci- Barnevernet ma prawo ingerować w proces wychowania dzieci przez rodziców. Ostatnio w Polsce było o nim głośno za sprawą przypadku polskich rodziców, którzy wraz z dziećmi uciekli z Norwegii z powodu „ rzekomej” próby odebrania im dzieci ze względów wychowawczych.

Odpieram zarzut krótko. Norwegia, podobnie jak inne państwa skandynawskie, od lat jest krajem ludzi najszczęśliwszych na świecie, w 2018 roku była na III miejscu, po Finlandii i Danii. Natomiast dwoma światowymi miernikami szczęścia są: ” wsparcie społeczne” i „ swoboda podejmowanych decyzji życiowych”. A przecież w Polsce jest również podobny urząd, Rzecznik Praw Dziecka, tyle tylko, że nasz urząd powstał niedawno, w 2000 roku i trudno się dziwić, że nie ma takich uprawnień, skoro Konstytucja daje rodzicom pełną swobodę wychowania.

I w związku z wychowaniem, drugie pytanie co do tak okrutnego źródła zła w człowieku:

Czy rodzina, w której powinno dobrze być wychowywane dziecko, może być takim miejscem?

Ja mogę powiedzieć, że może, i stosunkowo często jest. Wiem to z mojej praktyki zawodowej. Bardzo duży wpływ na przestępczość i to już nieletnich, ma atmosfera domu rodzinnego jako wzorzec wychowawczy. W szczególności trudne warunki materialne, złe pożycie rodziców, niepełna rodzina, alkoholizm, brak w ogóle zainteresowania procesem wychowania, przemoc w rodzinie, złe traktowanie dziecka łącznie z biciem, które jest prawnie zakazane.

I tu muszę wyrazić ogromne zdumienie, dlaczego Polska mimo podpisania   Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, rzekomo nosi się z zamiarem jej wypowiedzenia?

To między innymi w niej jest mowa: „ uznając, że dzieci są ofiarami przemocy domowej, również jako świadkowie przemocy w rodzinie”. A przecież podstawą wychowania w rodzinie jest wzorzec rodzinny, a dziecko często jest „świadkiem” panującego w niej zła.

Czy dobro polskich dzieci jest mniejszej wagi państwowej niż np. zapisy konwencji dotyczące „ płci społeczno-kulturowej”, określane jako genderyzm, które „ stoją solą w oku”  rządzącej polskiej prawicy?

Ja moje pytanie co do źródła zła, na podstawie praktyki zawodowej, w pierwszej kolejności widzę w procesie wychowawczym i w rodzinie, ale czy tylko tam należy szukać przyczyn?

Pamiętacie, zabójstwo Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza?

Jak wynika z dotychczasowych nieoficjalnych informacji, nieznane są dotąd motywy sprawcy. Wiemy, że popełnił je w niecały miesiąc po wyjściu z więzienia , gdzie odbywał karę przez ponad 5 lat.

Prokuratura aktualnie bada, czy 27 letni sprawca w chwili zbrodniczego czynu był niepoczytalny z powodu choroby psychicznej. Bo jeżeli tak to nie będzie odpowiadał karnie za swój czyn i zostanie umieszczony w zamkniętym zakładzie leczniczym.

Ale przecież krótko przed opuszczeniem zakładu karnego był na tę okoliczność badany. Co niektórzy, zastanawiają się czy nie była to zbrodnia na tle politycznym, ze względu na słyszane okrzyki sprawcy w chwili zbrodni.

I na tym tle ciśnie się kolejne pytanie:

Czy źródłem zła i motywem zbrodni zabójstwa człowieka na człowieku może być fanatyzm polityczny- partyjny, religijny, czy rasowy, połączony z nietolerancją?

Jestem gorącym zwolennikiem ludzkiego szczęścia, kieruje mną pozytywne myślenie i nastawienie do życia i nie wyobrażam sobie aby w naszym kraju, tak doświadczonym zbrodniami wojennymi, mogło rozwijać się w umysłach Polaków tak wielkie zło mordu na człowieku z pobudek nietolerancji na tle politycznym czy innym.

Na koniec chcę zadać retoryczne pytanie łączące wymienione przeze mnie wymienione trzy źródła tak wielkiego zła jak zabójstwo innego człowieka:

Kto ponosi odpowiedzialność za wychowanie dziecka z takimi negatywnymi cechami charakteru, które w przyszłości mogą rodzić tak wielkie zło zabójstwa, jak: nieczułość i brak empatii, gniew, złość, zawiść, mściwość, zawziętość, które „ owocują” z czasem w agresję, porywczość, nietolerancję, nienawiść i okrucieństwo.

Zapewne nie szkoła, która w swoich podstawach programowych wyraźnie nakazuje różnicować dobro i zło. A w dorosłym człowieku osobowość w zasadzie jest już ukształtowana.

Odpowiedzi, choć czasami brutalnej, udzielił Larry Winget , autor wielu bestselerów „na zachodzie”, w książce „Twoje dzieci to Twoja wina – jak wychować dzieci na odpowiedzialnych i samodzielnych dorosłych”.

Bronisław


Ja też miałem „pecha” i narzekałem!

Kochani pechowcy i malkontenci, a także szczęśliwcy!

Pech nie istnieje. Pech to jest sztuczny wytwór ludzkiej wyobraźni. To jest zakodowana w podświadomości narzucona negatywna afirmacja jakiejś irracjonalnej wartości. Nie ma takiej ważnej życiowej wartości jak pech, w przeciwieństwie do szczęścia, radości z życia, mądrości, wiedzy czy sukcesu.

Pech jest fikcyjnym pojęciem powstałym, w wyniku prymitywnego sposobu tłumaczenia przykrych i złych zdarzeń, zamiast ich racjonalnego wyjaśniania. Pozostaje w podświadomości jako pamięciowa reguła, poprzez wielokrotne wmawianie go, najczęściej w procesie wychowania młodego człowieka.

To jest niewinny czarny kot, który przestraszony przebiega przed Tobą, uciekając przed czymś lub przed kimś. To normalne, typowe, rzadkie lub incydentalne zdarzenie, które zaistniało w piątek trzynastego. Równie dobrze mogło ono wydarzyć się w czwartek dwunastego lub w sobotę czternastego. Przypadkowo zbite lustro nie może mieć żadnego wpływu na siedem lat nieszczęść. To całkowity absurd, a ślepa wiara w ten przesąd może rzeczywiście zabrać człowiekowi wolę dążenia do szczęścia.

Jeżeli uważasz się za pechowca i przyjąłeś bezkrytycznie, a następnie powtarzasz sobie, że to niepowodzenie powstało w wyniku jakiegoś irracjonalnego działania lub zrządzenia losu, to błąd. Mówię to po sprawdzeniu na własnym złym doświadczeniu. Być może czynisz to, bo na przykład od dziecka wmawiano Ci takie najprostsze wytłumaczenia złych zdarzeń.

Mogę być wzorcowym przykładem wiary w pecha, a następnie zmiany sposobu myślenia i pozytywnego nastawienia do życia.

Kiedy byłem w kwiecie wieku i wiodło mi się dobrze, nagle usłyszałem diagnozę, nowotwór złośliwy żołądka w stanie zaawansowanym. Rokowania bardzo złe, góra trzy miesiące życia. O tym wprost dowiedziałem później. Nie tyle rozpaczałem, co byłem wściekły i kląłem na pecha w życiu, że tak wcześnie przyjdzie mi umrzeć.

Przeszedłem w specjalistycznej klinice operację – subtotalne wycięcie żołądka, a następnie ciężką chemię. Przeżyłem!

Jednak „ pech” wrócił. Równo co do dnia, rok po operacji, jadąc samochodem na rozprawę do sądu, rozbijam się na prostej drodze o jedyne rosnące tam drzewo i to na długim odcinku trasy. Podobno po „wycięciu” mnie z samochodu, ratownik już stwierdził, że nie żyję. Ja odzyskałem przytomność w drodze do szpitala. Wyszedłem i z tego ale zacząłem zapijać swojego pecha. Poddając się jemu utraciłem wiarę w doczekanie się pięciu lat przeżycia bez wznowy nowotworu. Coraz bardziej uzależniałem się od alkoholu. W tym czasie odeszła żona. Uważałem, że to też winny był „pech „ lub zrządzenie złego losu..

Z trudem opanowałem dramatyczne emocje. Poddałem się dobrowolnie ośmiotygodniowej terapii od uzależnienia. Przez następne pół roku ćwiczyłem trening autogenny Schultza. Odpowiednio dobranymi afirmacjami wyrzuciłem z podświadomości potworka zwanego pechem. Zacząłem myśleć pozytywnie. Stanąłem na równe nogi. Odnalazłem dawną platoniczną miłość, wzięliśmy ślub. Kochałem ją nadal lecz już dojrzałą miłością. Niestety ona kochała raczej pieniądze niż mnie, a mieliśmy rozdzielność majątkową. Odeszła z dnia na dzień, po kryjomu, po zwykłej kłótni małżeńskiej. Myślę, że wstydziła się powiedzieć mi to wprost. Staram się ją rozumieć. Do miłości i do życia w związku trzeba zgodnej woli dwojga.

Teraz dobrze wiem, że te wszystkie tragiczne i przykre zdarzenia to nie był mój pech. Potrafię je logicznie, racjonalnie wytłumaczyć. Nie wierzę w żadnego pecha, bo on nie istnieje realnie, choć może być wpojony do podświadomości jako nawyk myślowy.

Nauczony własnym doświadczeniem myślę, że każdy sam może sprawdzić, poprzez logiczne wytłumaczenie zdarzeń, czy to rzeczywiście pech kiedykolwiek pojawił się w jego życiu.

Bronisław