Duńczycy mają swoje „ Hygge” ! A co mają Polacy?

„Hygge” !!! Tak najprościej Duńczycy chwalą się swoim „ szczęśliwym życiem po duńsku ”.

Dania to trzecie po  Islandii (2) i Finlandii (1) najszczęśliwsze państwo na Świecie, na 149 badanych państw w Raporcie ONZ . Kolejne to Szwajcaria, Holandia, Szwecja, Niemcy, Norwegia i Nowa Zelandia. Pierwszą dziesiątkę zamyka Austria.

A jak wygląda „szczęśliwe” życie Polaków?

Według raportu ONZ warunki życia Polaków , w rankingu szczęścia, stale się pogarszają. W 2018 roku zajmowaliśmy 42 miejsce, w 2019 roku wskoczyliśmy na chwilę na 40. by w 2020 roku spaść na 43. Tym razem, w 2021 r., Polska znalazła się w rankingu na 44. pozycji.

Tyle sucha statystyka porównawcza szczęścia w życiu Polaków, ze szczęściem Duńczyków.

                                                   • • •

No to spróbujmy znaleźć odpowiedź na pytanie:

Gdzie szukać przyczyny tak znacznej różnicy w poczuciu szczęścia Duńczyków i Polaków?

Jest ku temu, właśnie teraz, wyjątkowa okazja!

Stowarzyszenie Wiosna, twórca pięknej inicjatywy „Szlachetna Paczka”, opracowało „ Raport o BIEDZIE” w naszym kraju, na podstawie rzeczywiście stwierdzonych danych, przypadków i faktów.

Z Raportu wynika taki oto realistyczny obraz:

„ Gdyby cała Polska była blokiem o stu mieszkaniach, to:

Ośmiu

twoich sąsiadów nie ma łazienki, wanny ani prysznica.

Sześciu

nie może skorzystać z toalety, bo też jej nie ma.

 
W trzech

lokalach brakuje bieżącej wody.


Tylko

co piąte

mieszkanie jest podłączone do sieci ciepłowniczej,
w połowie nadal pali się węglem,
a

w czterech

jest dzisiaj po prostu zimno,
bo jego lokatorów nie stać na ogrzewanie.


Co trzeci

z twoich sąsiadów nie ma żadnych oszczędności.


W dwudziestu dwóch

mieszkaniach ktoś mieszka sam.


W dziesięciu

– doświadczył depresji.

 
W trzech

– zmaga się z nią w tej chwili.


W co piątym

mieszkaniu wiedzie życie ktoś, kto skończył już 65 lat.

 
Tylko jedna

z tych osób swobodnie korzysta z internetu,


pięć kolejnych

robi to w sposób ograniczony,
zaś

pozostała czternastka

twoich starszych sąsiadów
jest całkowicie wykluczona z cyfrowego życia.

Dziś to trochę tak, jak gdyby mieszkali na innej planecie, prawda?


W pięciu mieszkaniach

żyją osoby znajdujące się w skrajnym ubóstwie.
Może nie wychodzą z domu, może przemykają się gdzieś przy
ścianie, może nigdy nie zwracasz na nich uwagi ?

Pieniędzy nie wystarcza im nawet na zaspokojenie podstawowych
biologicznych potrzeb.


Co najmniej jeden

z twoich sąsiadów w 2020 roku umarł. „

To są  dane pokazujące, że w naszym kraju część Polaków nadal cierpi z powodu:

GŁODU,

ZŁYCH WARUNKÓW MIESZKALNYCH,

BRAKU ŚRODKÓW DO ŻYCIA,

ZŁEGO STANU ZDROWIA.

SAMOTNOŚCI.

Jest ich ponad 2 mln, czyli 5,4 %  ludności. Ten rzeczywisty stan życia najbiedniejszej części Polaków decydująco wpływa na poziom szczęścia rodaków w porównaniu do Duńczyków.

I to jest ta najbardziej widoczna na co dzień różnica w życiu Polaków do Duńczyków.

                                                       •••

Ale najpierw zobaczmy na czym polega  to szczęśliwe życie Duńczyków, zwane przez nich

HYGGE

, aby następnie mieć możliwość i skalę porównania do życia Polaków.

Sięgnijmy do źródeł.

Skąd się wzięło Hygge?

Zacytuję podstawy

HYGGE,

jakie wskazuje jego badacz profesor Jeppe Trolle Linnet :

„ Dania słynie ze swojego systemu opieki społecznej, a nasze społeczeństwo uchodzi za jedno z najbardziej egalitarnych na świecie, ponieważ redystrybucja zasobów niweluje różnice między bogatymi i biednymi.

Darmowa edukacja i opieka zdrowotna oraz zasiłki dla bezrobotnych zapewniają Duńczykom poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego.

Kiedy podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone, człowiek może w większym stopniu poświęcić się społecznym, twórczym i osobistym aspektom życia- w takich warunkach lepiej rozwija się hygge…..

Wyrównanie różnic ekonomicznym i moralność skupiona na subiektywnym poczuciu szczęścia jednostki dają ludziom (tu: Duńczykom) możliwość i swobodę, by zrobić sobie przerwę na hygge i trochę się odprężyć. Nie trzeba o wszystko walczyć”/ patrz: „ Hygge-duńska sztuka szczęścia” – Marie Tourell Soderberg/.

Dla bardziej porównawczego pokazania podstaw Hygge, pozwolę sobie te wyniki badań profesora  J.T. Linetta, połączone w kilku zdaniach, rozłożyć na czynniki jak niżej:

Duńczycy mają:

1/- zapewnione poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, bo dzięki państwu opiekuńczemu mają zaspokojone podstawowe potrzeby życiowe,   między innymi poprzez:

– darmową edukację i opiekę zdrowotną;

– właściwy( słynący przykładem) system opieki społecznej;

– zasiłki dla bezrobotnych, adekwatne do  podstawowych potrzeb bytowych;

2.wprowadzony od lat system redystrybucji zasobów (dochodów państwa) niwelujący różnice między bogatymi i biednymi;

Duńczycy, w związku z tym (jak wyżej),:

– nie muszą indywidualnie walczyć :

      → o  zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych ( biologicznych i  fizjologicznych ) i

      o  własne bezpieczeństwo ekonomiczne;

– mają możliwość i swobodę, by zrobić sobie przerwę na
podstawowe potrzeby życiowe, hygge i odpoczynek;

– mogą w większym stopniu poświęcić się społecznym, twórczym i osobistym aspektom życia;

To właśnie w takich warunkach funkcjonuje i rozwija się hygge.

                                                   •••

Proszę zwrócić uwagę, że podkreśliłem w tej analizie dwie grupy wartości jak:

 – zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych /bytowych i fizjologicznych/;

–  poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego.

Dlaczego te dwie grupy potrzeb człowieka są tak ważne ?

Otóż, według Abrahama Maslowa, amerykańskiego psychologa, autora teorii hierarchii potrzeb, tak zwanej „piramidy- hierarchii potrzeb”, to właśnie uprzednie spełnienie tych dwóch potrzeb, bytowych  oraz bezpieczeństwa, stwarza podstawę i możliwość do realizacji kolejnych wyższych potrzeb człowieka, niezbędnych do pełni szczęśliwego życia.

Spójrzmy na tę piramidę Maslowa z hierarchią potrzeb i występującymi w nich konkretnymi wartościami życiowymi do spełnienia na drodze do szczęścia.

                                 Piramida hierarchii potrzeb Maslowa

Po pierwsze,

potrzeby biologiczne i  fizjologiczne i potrzeby bezpieczeństwa

( patrz podstawa piramidy):

–  dominują nad wszystkimi innymi potrzebami, w tym tymi wyższego rzędu

( kolejne do góry piramidy);

– wypierają pozostałe potrzeby  wyższego poziomu życia na drugi plan i dalszą kolejność;

– poziom zaspokojenia tych pierwszych i naturalnych potrzeb decyduje o przebiegu drogi do szczęścia.

Po drugie, z „Piramidy hierarchii potrzeb” Maslowa wynikają trzy najważniejsze wnioski:

1.Kiedy nie są zaspokojone  pierwsze potrzeby bytowe( biologiczne i fizjologiczne ) – czyli naturalne potrzeby człowieka, nie jest możliwe osiągnięcie szczęścia, ze wszystkimi potrzebami na wyższych szczeblach piramidy.

2.Kiedy są spełnione potrzeby bytowe ( biologiczne i fizjologiczne) oraz zapewnione potrzeby bezpieczeństwa, mamy materialne podstawy do realizacji wyższych potrzeb wskazanych w piramidzie (hierarchii potrzeb). Ten stan powszechnie nazywamy DOBROBYTEM.

3.Kiedy człowiek żyje w DOBROBYCIE i realizuje kolejne potrzeby wyższego rzędu, a więc potrzeby przynależności i miłości, potrzeby szacunku (uznania),  poznawcze, estetyczne i samorealizacji, mówimy wówczas o DOBROSTANIE, czyli o pełni szczęśliwego życiu.

                                                        •••

A jakie wnioski wypływają z analizy podstaw Hygge w Danii?

Pierwszy,

w Danii, obywatele mają już zapewnione przez Państwo warunki do zaspokojenia w pełni swoich potrzeb bytowych ( biologicznych i fizjologicznych) oraz mają zapewnione poczucie bezpieczeństwa !

A więc już mają od wielu lat  DOBROBYT!!!

Drugi,

mając DOBROBYT, mogą i realizują potrzeby wyższego rzędu od bytowych, o których mowa w piramidzie Maslowa –wskazującej hierarchię potrzeb człowieka!

Tak więc Duńczycy są już na etapie życia określonym jako DOBROSTAN.

Mogą i realizują swoje szczęście po duńsku, czyli HYGGE !

                                                           •••

I teraz krótko, na czym właściwie polega duńskie HYGGE ?

HYGGE, oznacza dosłownie wygodę, ale rozumianą jako stan psychiczny, a nie materialny, w postaci błogostanu, dobrego nastroju, komfortu bycia, wewnętrznej równowagi i współżycia z innymi, poczucia bezpieczeństwa osobistego i rodzinnego.

Ten stan swoistego szczęścia składa się z rzeczy drobnych jak: świece, jedzenie, wystrój wnętrza, ciepły pokój, spotkania przy kawie, winie, spacery. I z rzeczy większych np.: uroczyste spotkania, rodzinne, świąteczne, okolicznościowe, wspólne podróże, sposób wychowania i edukacja.

HYGGE

w wydaniu duńskim, jest elementem życia, toczącym się jak gdyby w oderwaniu od myślenia i baczenia na jego podstawy materialne.

Hygge

to styl życia, a kwestia środków nie stanowi żadnego problemu. Każdy Duńczyk je ma, a ich źródła są pewne, dochody/zarobki/ własne lub pomoc państwa. Te podstawy to DOBROBYT zapewniony przez państwo.

To swoiste szczęście Duńczyków HYGGE, jest częścią, elementem DOBROSTANU, a więc realizacją potrzeb wyższego rzędu w piramidzie hierarchii potrzeb,  takich jak potrzeby przynależności i miłości, szacunku i uznania, poznawczych, estetycznych i samorealizacji.

                                                       •••

Przejdźmy teraz do naszego kraju. Co mają Polacy na miarę duńskiego HYGGE?

Czy mają i żyją w dobrobycie jak Duńczycy?

Otóż niestety nie! Jeszcze daleko nam do dobrobytu!

O dwóch milionach obywateli pozostających w ubóstwie już czytaliśmy wyżej. A jak się żyje pozostałym 36 milionom Polaków?  Może w przeciwieństwie do tych 2 mln pozostających w biedzie, żyją oni w dobrobycie, podobnie jak Duńczycy ?

Jednak nie!

W Polsce nadal podstawowym celem i zadaniem kolejnych władz jest osiągnięcie

DOBROBYTU.

W przeciwieństwie do Danii nasze władze nawet w swoich planach długofalowych nie wspominają o takich celach jak

DOBROSTAN, czyli  SZCZĘŚCIE  Obywateli.

O takich pojęciach jak

DOBROSTAN, SZCZĘŚCIE

, w naszym kraju „nieśmiało” piszą, niektórzy naukowcy, badacze, jak prof. Janusz Czapiński, prof. Bogdan Wojciszke, dr Ewa Woydyłło- Osiatyńska, psycholog Iwona Majewska Opiełka.

Czy fakt, że Polacy jako naród, znajdują się dopiero na etapie budowania

DOBROBYTU i zaspakajania w pierwszej kolejności potrzeb bytowych bazowych warunków do życia, stoi na przeszkodzie każdemu Polakowi do realizowania własnej drogi do DOBROSTANU, o którym mowa wyżej?

Oczywiście nie!

Każdy z nas buduje swój fundament bazowy do szczęścia, czyli podstawy materialne do życia.

I w zależności od:

zdrowia,

( kłaniam się ze szczepieniem),

wiedzy,

umiejętności,  

kreatywnych zdolności, i

wiary w siebie i silnej woli,

będzie mógł realizować na swojej drodze do szczęścia wyższe cele z piramidy – hierarchii potrzeb, nawet bez pomocy państwa opiekuńczego.

Tak więc nie czekajmy lata, a może wieki, aż państwo, a konkretnie te czy kolejne władze, stworzą nam wszystkim Polakom, najpierw

DOBROBYT,

czyli bazę materialną do szczęścia, na przykład taką jak w Danii, a dopiero potem my sami będziemy budować swoje

„ POLSKIE HYGGE „, czyli nasze, polskie szczęście.

I na koniec.

Aby każdy z czytelników mógł sprawdzić na sobie jak to robić, od czego zacząć, proszę jeszcze raz spojrzeć na „Piramidę – hierarchii potrzeb Maslowa” i znaleźć odpowiedź na pytania:

Na którym szczeblu „piramidy” się znajduję?

Które z potrzeb jeszcze nie zrealizowałam/łem/?

I do dzieła!

Idą Święta i Nowy Rok, będzie okazja podjęcia mocnych, życiowych postanowień noworocznych!

Bronisław                                                                    4/5 grudnia 2021      


Wielkim nieszczęściem na starość jest samotność! Jak jej uniknąć ? Jak temu zapobiec?

W sierpniowym poście „ Wszystkim nam brakuje szczęścia”  spytałem czytelników czy tak naprawdę jest? A jeżeli tak, to czego najczęściej nam brakuje do prawdziwego szczęścia ?

Ze wzruszeniem przeczytałem wpis przebywającego na emeryturze Pana Jana, który zacytuję dosłownie:

” U mnie brakuje zlikwidowania samotności.”

Jego największym nieszczęściem jest samotność na starość. Czy tylko jego?- pomyślałem i sięgnąłem pamięcią do mojego doświadczenia zawodowego i życiowego.

Spośród wielu rozwodzących się małżonków, nie przypominam sobie takiego klienta, który by wówczas zamartwiał się, że czekać go może samotność na starość. Po wielu latach spotkałem kilku z nich, starszych wiekiem, niestety samotnych, zawiedzionych swoim dalszym życiem po rozwodzie. Zupełnie inaczej myślących, niż wówczas, kiedy tak bardzo byli przekonani, że znajdą swoje szczęście z inną partnerką-partnerem.

Taka jest  prawda! O tym powinien wiedzieć każdy z nas niezalenie od wieku!

Jak jej uniknąć ? Jak temu zapobiec?

Tak się składa, że ja także jestem emerytem i w pełni rozumiem nie tylko nieszczęście Pana Jana, ale także wszystkich innych, którzy znaleźli się w sytuacji „nieszczęścia” samotności i to niezależnie od wieku.

W życiu prawie każdego człowieka, następuje przełomowy okres, kiedy często, niespodziewanie dla samego siebie, zaczyna mu doskwierać coraz bardziej dotkliwie poczucie samotności. (Pomijam przejściowe okresy samotności, u osób w pełni zdolnych do kreatywnego życia, przed osiągnięciem wieku emerytalnego).

Dzieje się tak najczęściej w dwóch sytuacjach życiowych.

Pierwsza,

to tak zwany syndrom pustego gniazda, kiedy dorosłe dzieci opuściły wspólny dom – gniazdo rodzinne. W tym przypadku samotność przychodzi wraz z upływem czasu i w znacznej mierze zależy od stopnia utrzymywanych więzi przez samodzielne dzieci i ich rodziny.

Druga sytuacja

ma miejsce po przejściu na zasłużony wypoczynek emerytalny. Ale wówczas nie od razu ogarnia nas poczucie samotności. Tutaj na początku, często wręcz nie posiadamy się z radości, że nareszcie będziemy mogli rzeczywiście wypocząć, zrelaksować się na dłużej, zająć się sobą, swoimi pasjami, hobby „ i.t.p. i.t.d.!”.

Nic jeszcze nie wróży nieszczęścia samotności. Słowem wydaje się nam że będziemy wręcz śpiewać jak w „ Kabarecie Starszych Panów” „… wesołe jest życie staruszka….”

Tak by się chciało. Niestety tak się zdarza raczej bardzo rzadko. Tu, po przejściu na emeryturę, samotność przychodzi po dłuższym czasie, czasem po roku, dwóch a nawet kilku latach.

Nieszczęście starości i smutek samotności zaczyna się od coraz bardziej wyraźnych oznak upadku na zdrowiu. Mam tu na myśli nie tylko zdrowie fizyczne ale także psychiczne. Szczególnie kiedy przez lata pracy, dbania o dom rodzinny, o dobro dzieci, nie dbaliśmy o nasze zdrowie, nie mówiąc już o profilaktyce zdrowotnej.

Dobrze kiedy w tych chwilach mamy wsparcie  wiernej, dobrej i kochającej żony, czy stałej partnerki życiowej. A co się dzieje kiedy jej nie ma?!

Kiedy nie ma wsparcia od dzieci, bo ich nie mamy, bądź utraciliśmy z nimi kontakty i to z różnych przyczyn.

Nie chcę popadać w całkowity pesymizm, próbując wejść w sytuację jaką przeżywa wówczas każdy z nas. Mogę tylko pokrzepić, że rozumiem każdego bo sam podobne sytuacje osamotnienia przeżywałem i to kilkakrotnie. Wyciągnąłem z nich własne wnioski i dlatego zamiast ekspiacji nad nieszczęściem samotności, proponuję zastanowić się wspólnie z czytelnikami, młodymi, dojrzałymi, w kwiecie wieku i z każdym kto patrzy już dziś na swoją przyszłość, w tym starość. Spróbujmy odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania:

Jak zapewnić sobie szczęśliwą i spokojną starość???

No i związane z nim drugie:

Na jakim etapie życia człowiek powinien zacząć myśleć i przygotowywać sobie szczęśliwe życie na starość?

Zacznijmy jednak od prostszego, niejako pomocniczego i retorycznego pytania:

Kto z nas mając dwadzieścia-trzydzieści lat myślał o starości i jak będzie wyglądało jego życie na starość?

Oczywiście, to jeszcze nie jest  właściwy czas na myślenie o starości!

Jak słusznie twierdzi większość młodych,  w tym wieku chce się żyć „ carpe diem”, czyli brać z życia to co najlepsze dziś.

No to może urodzenie dziecka, założenie rodziny i wychowanie dziecka, to pierwszy sygnał aby zacząć myśleć o przyszłości dziecka, a także o swojej , budując w pamięci na starość pociechę z dziecka, jego wychowania i wykształcenia.

A może osiąganie satysfakcji z wykonywanej pracy, zgodnie z wybranym zawodem, to dobry czas na zastanowienie co będę robił na starość aby osiągnąć pełnię szczęśliwego życia.

Czy niedomagania zdrowotne w dojrzałym lub średnim wieku, i nie daj Boże poważniejsza choroba, to mocny sygnał, aby zastanowić się jak będzie wyglądało moje zdrowie i życie na starość?

Reasumując, kiedy się patrzy z perspektywy doświadczeń na przestrzeni całego życia można by rzec:

Człowiek, dąży do spełnienia swoich najważniejszych wartości, wybranych za cel i sens życia, z myślą o osiągnięciu prawdziwego szczęścia.

Jednakże tak rozumiane prawdziwe szczęście, będące odzwierciedleniem pełni całego życia, można osiągnąć dopiero na starość.

Jeżeli zatem w „jesieni życia”, zamiast spełnienia szczęścia, doświadczamy nieszczęścia samotności, to warto zastanowić się na jakim etapie życia popełniliśmy błędy – grzechy naszego, ludzkiego życia.

Ja również się ich nie ustrzegłem na przestrzeni swojego życia, stąd od wielu lat poszukiwałem przyczyn, także na gruncie zawodowym, w procesach rozwodowych, sprawach rodzinnych i innych sporach sądowych.

Zachęcam każdego czytelnika, aby dziś, na swoim etapie życia, spojrzał na pokazane niżej błędy – grzechy innych ludzi, popełniane najczęściej na przestrzeni ich całego życia , w konsekwencji których zamiast szczęścia na starość doznali nieszczęścia samotności. Oto kilka przykładów:

1.Wybieram wolność i swobodę życia! Jestem i będę singielką/singlem!

Kiedy jestem młoda/y/, może to i dobry wybór do życia „ carpe diem”. Nawet okresowo modny. Gorzej kiedy ten wybór staje się z biegiem czasu, upływu lat życia, przyzwyczajeniem, życiowym nawykiem i staje się psychiczną przeszkodą w założenia związku partnerskiego, małżeńskiego i rodziny.

Niestety nie spotkałem w swojej praktyce żadnego seniora, który byłby w pełni szczęśliwym singlem!!!

2.Po ślubie postanowiliśmy z żoną, że nie będziemy mieć dzieci do czasu pełnej i dobrej stabilizacji życiowej i zawodowej !

 albo

Już od młodości uznałam/łem/, że nie chcę mieć dzieci, a swoje życie poświęcę dla osiągnięcia sukcesu zawodowego, artystycznego, twórczego, innego rodzaju samorealizacji!

Spotkałem i takich, którzy nie chcieli mieć dzieci, bo mają złe doświadczenia z własnego dzieciństwa, wychowania.

A przecież świadome posiadanie dziecka- dzieci, jego-ich wychowanie to najważniejsza wartość życiowa człowieka.

Istotą życia homo sapiens jest prokreacja, bez której nie byłoby życia ludzkiego na naszym globie.

Satysfakcja rodzica z dobrego  wychowania i wykształcenia dziecka to największe życiowe szczęście i pociecha na szczęśliwą starość.

3.Nie będę płacił alimentów na dziecko-dzieci po rozwodzie, bo……nie mam pieniędzy;…bo trzymają z matką/ojcem/ przeciwko mnie; bo….!

Nie chcą ze mną utrzymywać kontaktów to nie. Nie zależy mi na tym!

Dość często słyszałem takie słowa w procesach sądowych, szczególnie od klientów w młodym wieku. Najczęściej twierdzili, że nie mają środków bo chcą sobie ułożyć nowe życie.

W ten sposób godzą się nawet na utratę kontaktów z dziećmi do końca swojego życia. A tu na starość przychodzi zrobić rachunek sumienia i……kara za własne grzechy wobec dzieci – nieszczęście samotności.

4.Rozwodzimy się, ciągle kłócimy się o byle co, nie chcę już tak dalej żyć w związku.

Jakże często kłótnie lub nierozwiązany wspólnie kryzys małżeński prowadzi związek do rozpadu i rozwodu. A może wystarczyłaby do ich zażegnania dobra wola partnerów, zamiast emocjonalnego uporu? Czemu nie skorzystać z pomocy poradni małżeńskiej?

Czy w takich chwilach życia myślimy o tym jakie będzie życie na starość, być może już w samotności?

                                                              •

To tylko kilka przyczyn nieszczęścia samotności na starość, lecz jakże ważnych. Jak widzicie wynikają z nich najprostsze wnioski stanowiące odpowiedzi na zadane na wstępie pytanie:

Jak uniknąć nieszczęścia samotności na starość? Jak temu zapobiec?

Żaden singiel nie osiągnie szczęścia w samotnej starości.

Nic tak nie uszczęśliwi starości jak pociecha z posiadania dzieci, satysfakcja z dobrego wychowania i wykształcenia, oraz ich wdzięczność wyrażana w łączącej więzi.

Tak jak niezwykle ważna jest decyzja o doborze partnera do małżeństwa / stałego związku/, tak samo ważna jest decyzja o rozstaniu. Dlatego warto postawić na szali ważności dwie decyzje: – próbować zażegnać kryzys życia we dwoje, – czy już rozstać się i godzić na ewentualne nieszczęście samotności, być może także na starość.

Ale takie i podobne wnioski powinniśmy wyciągać we właściwym okresie swojego życia, nie czekając na przykre zaskoczenie na starość!

Na dobry początek jesieni 2021                                       Bronisław


POLSKA to chrześcijański kraj, a My obchodzimy” pogańskie” obyczaje!!!

Czy modlący się w bezgrzesznej ciszy katolicy mają dalej tolerować Andrzejki, starogermański kult boga Freyra i pozwalać hulać tuż przed chrześcijańskim postem. Zabawiać się zabobonnymi wróżbami, wylewając wosk, tak cenny na gromnice świąteczne Matki Bożej Gromnicznej.

Albo ustawiać buty od ściany do progu, bo dziewczyny opętał szatan i diabelska chuć ciągnie je do zamęścia.

Po trzykroć nie!

Jak to się stało, że ze zgniłego Zachodu, przesiąkniętego ideologią LGBT i gender, przeniknął do naszego kraju Dzień Zakochanych -znany jako Walentynki i prawie wyparł  kościelną tradycję Dnia Świętego Walentego.  I teraz zamiast pisać listy miłosne do Chrystusa, jak to czynił męczeński biskup Walenty, coraz więcej  Polaków wysyła listy miłosne i daje prezenty zwykłym ludziom, i to obarczonym grzechem pierworodnym Ewy.

Trzeba zakazać tych grzesznych praktyk. Jak to możliwe, że do dziś świętujemy corocznie Dożynki – Święto Plonów, kiedy to Słowianie dziękowali swoim bogom, w tym Świętowitowi – bogowi wojny i urodzaju, za plony i proszono o lepsze w kolejnym roku. Co prawda w tym pogańskim zwyczaju uczestniczą świeckie władze i uświęca go kapłan katolicki, ale jednak daleko mu do wartości chrześcijańskich.

Prezydent Polski Andrzej Duda „czci” pogański zwyczaj „Święta Plonów”

Zatem, postuluję: zaprzestańmy bezcześcić chlebem dożynkowym, wywodzącym się z pogańskiego zwyczaju, hostię-chleb Pański – ciało Chrystusa.

Ale to nie koniec pogańskich obyczajów godzących w czystość wartości chrześcijańskich.

Edukujemy nimi nasze dzieci i młodzież. Topimy Marzannę, malujemy jajka na Wielkanoc, uprawiamy śmigus-dyngus w lany poniedziałek, w Noc Kupały obchodzimy święto ognia i wody, by nie wspomnieć o zapożyczonym od innowierców zgorszeniu jakim jest Halloween.

Wnoszę, a jako chrześcijanin-patriota, wręcz żądam, by władza pod egidą rządzącej partii wraz z jej przywódcą, z boskim i biskupim namaszczeniem, dokonała komisyjnie weryfikacji pogańskich i innowierczych obyczajów i tradycji uprawianych przez Polaków.

Dobrze by było aby nazwa komisji stałą się patriotyczno-narodowym orężem w walce, coś na wzór Wypraw Krzyżowych, na przykład:

Narodowa Komisja Obrony Wartości Chrześcijańskich

Nieśmiało proponuję aby na jej czele stanął niezłomny w walce z obcą ideologią godzącą w wartości chrześcijańskie arcybiskup Marek Jędraszewski, zaś członkami wykonawczymi komisji zostali Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki, Prokurator Generalny -Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, Minister  Kultury i Dziedzictwa Narodowego Marian Gliński i  Minister Edukacji Narodowej Dariusz Piontkowski. Patronat Ideologiczny powinien objąć Prezes rządzącej partii Jarosław Kaczyński.

Jeżeli wysoka Komisja i jej członkowie przeprowadzą jak najszybciej weryfikację tych grzesznych, pogańskich i innowierczych pozostałości, nie wykluczając pory nocnej, to nasz większościowy parlament, nie „naruszając” Konstytucji, winien niezwłocznie uchwalić stosowną ustawę.

Wówczas, zamiast nie kończącej się czczej dyskusji, za jednym „zamachem” staniemy się Państwem i narodem chrześcijańskim przestrzegającym jedynie słuszne wartości chrześcijańskie.

Wzywam wszystkich prawdziwych patriotów, chrześcijan do poparcia mojej petycji.

Bronisław, „prawdziwy” patriota i chrześcijanin


Zła to droga do wolności przez rozwód! Tak wybrana wolność z czasem mocno boli!

To brzmi jak przewrotne ostrzeżenie przeciwko prawu człowieka do wolności osobistej. A jednak tak jest w istocie, gdy chodzi o pochopne decyzje małżonków o rozwodzie. Ten ból wolności to może być samotność, niepełna rodzina, trudności wychowawcze zagubionych dzieci, brak zwykłej pomocnej dłoni by podać szklankę wody, w chorobie czy na starość.

W swojej praktyce prawniczej spotykałem i takie sytuacje, w których po pewnym czasie jeden lub drugi z byłych małżonków nieśmiało i nie zawsze wprost przyznał się  do błędu. Niestety dzieje się tak zbyt późno.

Oto dwa anonimowe przykłady.

Dobre dotąd wieloletnie małżeństwo z dwójką uczących się córek. Dbający o dzieci mąż, pracujący, a także lubiący pracę w kuchnię. Żona, ambitna, ciężko pracująca pielęgniarka z satysfakcją z pracy. Jak twierdził mąż, a później nie kwestionowała tego żona, od dłuższego czasu małżonka odmawiała współżycia seksualnego, traktując seks jako oręż swojej niezależności i wolności osobistej.

W podróży do rodzinnych stron mąż odnawia znajomość z lubianą koleżanką szkolną. Dochodzi do zbliżenia i  emocjonalnej, obopólnej zdrady swoich małżonków. Podtrzymywana mailowa znajomość przerodziła się w zakochanie podsycane niezaspokojonymi potrzebami seksualnymi we własnych związkach obojga zdradzających.

Żona przypadkowo odkrywa miłosno – seksualną korespondencję i potajemne spotkania.

Mimo moich prób mediacyjnych zdradzana żona z uporem, wspartym chęcią zemsty, doprowadza do rozwodu. Zdradzający, zaraz po rozwodach, łączą się i wyjeżdżają za granicę. Dziś mają wspólne dziecko. Z rozwiedzioną byłą żona spotykałem się kilkakrotnie, w tym w sprawach alimentacyjnych . Z nowym, przelotnym partnerem rozstała się. Jest wolna, ale samotna i nie spełniona życiowo do dziś. Dzielnie, choć nie bez kłopotów, wychowała już dorosłe córki. Kiedyś w chwili szczerości cicho przyznała, że jednak mąż był dobrym człowiekiem i życie z nim byłoby na pewno lepsze.

I przypadek drugi.

63 letnia kobieta- emerytka w drugim, dostatnio żyjącym związku małżeńskim. Po ostrej kłótni małżeńskiej po kryjomu wyprowadza się z domu, zostawiając pracującemu mężowi, nota bene kulturalnemu bez żadnych nałogów, pożegnalną kartkę, na której stwierdziła, że nie będzie więcej służącą za łyżkę strawy.  A później, w odpowiedziach mailowych na wielokrotne przeprosiny i  próby ugodowe męża, hardo zakomunikowała mu, że woli być wolną i niezależną, nawet żyjąc skromniej. I tak jak oświadczyła złośliwie kilka lat temu mężowi, jest po rozwodzie i wolna, tyle tylko, że teraz co jakiś czas podejmuje jakąś pracę, żyje znacznie skromniej i niestety nadeszła smutna starość w samotności.

Poznałem jej upór i zamknięcie się w sobie i przypuszczam, że nigdy nie przyzna wprost, że jest jej źle.

I tak oto cisną się na usta pytania: czy w małżeństwie lub stałym związku nie warto źle pojmowaną wolność, niezależność, brak przebaczenia i chęć „ukarania”, zamienić na szczęśliwe życie we dwoje, zarówno:

– w kwiecie wieku ?

-jak i na starość?

Czy czasem nie ponosimy  za to zbyt wysokiej ceny?

Bronisław


Czy można zbudować szczęśliwy związek miłosny-partnerski na zdradzie małżeńskiej?

Kilka dni temu, znajoma, matka córki żyjącej od dwóch lat w „ ukrywanym” związku z żonatym mężczyzną, próbowała przekonać mnie, prawnika – praktyka w sprawach rozwodowych, że córka „chyba” robi dobrze czekając aż jej wybranek załatwi rozwód i alimenty na dwóje małoletnich dzieci, a potem będą żyć szczęśliwie. Jak twierdziła, córka nadal jest zakochana, ale spotyka się z nim po kryjomu, bo nie chce przeszkadzać mu w pomyślnym załatwieniu rozwodu, wierząc mu, że tak się stanie.

Moje podstawowe pytanie, skierowane wcześniej do tej matki, jest takie: Czy jest możliwe zbudowanie szczęśliwego i trwałego związku zakochanej dziewczyny z cudzym mężem na jego zdradzie żony i rodziny?

Odpowiedź poparta wieloletnią praktyką prawniczą i procesową w sprawach rozwodowych i rodzinnych, a także własnym doświadczeniem życiowym, jest niestety pesymistyczna.

Mówiąc wprost nie spotkałem takiej pary, która doświadczyła długotrwałego szczęścia w nowym związku i w rodzinie. Ba, stawiam konia z rzędem takiej parze, która udowodni, że żyje szczęśliwie przez co najmniej 15 lat. Mam na myśli, szczęście małżeńskie i rodzinne nowego związku, oraz szczęście dzieci i ojca ze „starego” związku.

Spójrzmy na to z punktu widzenia niejako dwóch skłóconych stron. Z jednej strony mamy skrzywdzoną, rozbitą rodzinę i małżeństwo w starym związku, z drugiej strony partnerów tworzących nowy związek miłosno-partnerski oraz zrodzone ich dzieci. W przypadku gdyby w nowym związku, partner i nowa żona nie chcieli  mieć wspólnych dzieci, to prawie jest pewne, że prawdziwe szczęście nigdy w nim nie zagości.

No i na początek zobaczmy po której stronie ma być partner starego i nowego związku? Czy jest możliwe szczęśliwe pogodzenie przez niego interesów obu stron?

Przyznaję, na podstawie wieloletniej praktyki prawniczej, a także doświadczając na własnej skórze, że mężczyzna prawie zawsze był tym niedobrym dla dzieci i dla byłej żony, a kolejna żona niechętnie przyjmowała jakiekolwiek jego starania o utrzymanie dobrych kontaktów z dziećmi, nie mówiąc o kontaktach z poprzednią żoną. I tak się z reguły dzieje mimo  jego usilnych starań  i dobrych chęci.

A jak będzie wyglądać w rzeczywistości szczęście małżeńskie i rodzinne nowego związku?

Do prawdziwego szczęścia w miłości konieczne jest spełnienie siedmiu niezbędnych cech-warunków: poczucie bliskości, obustronne zaufanie, wzajemne dopasowanie, dobre pożycie seksualne, wierność partnerów, umiejętność porozumiewania się oraz optymizm rozumiany jako pozytywne myślenie i nastawienie do życia /patrz moja książka-poradnik/.

No i już na początku mamy odpowiedź co do przyszłego szczęścia w nowym związku, zawartą w co najmniej trzech z siedmiu wymienionych wyżej warunkach.

Po pierwsze, jak nowa partnerka może mieć pełne zaufanie do partnera, który w poprzednim związku zdradzał? I cóż z tego, że także z nią samą lub nawet tylko z nią?!

Po drugie, czy może ona oczekiwać, z pełnym zaufaniem, wierności od partnera, który już wykazał się niewiernością w poprzednim związku, choćby tylko z nią?!

Po trzecie, czy partner z dziećmi z poprzedniego związku, ze złym doświadczeniem życiowym, obciążeniem alimentacyjnym i obowiązkami ojcowskimi po obu stronach, będzie stale  przejawiał wyłącznie pozytywne myślenie i nastawienie do życia w nowym związku?

Z kolei, aby rozpoznać czy partner z rozbitego związku spełnia pozostałe cztery warunki do szczęścia w miłości z nową partnerką, w nowym małżeństwie i w rodzinie, potrzeba znacznie więcej czasu niż mieli dotąd na odległość i w ukryciu. A przynajmniej tyle, ile czasu potrzeba dla rozpoznania tych cech u partnera- kawalera, który nie posiada nawyków wyniesionych z nieudanego związku.

A jakież to mogą być złe nawyki w tych pozostałych czterech cechach koniecznych do szczęścia w miłości, a więc w: bliskości, dopasowaniu, seksie, i wzajemnej komunikacji?

Wymienię tylko te najczęściej występujące jako przyczyny i okoliczności towarzyszące rozpadowi drugiego związku mężczyzny, opartego już na zdradzie małżeńskiej, a ujawniane w procesach rozwodowych:

– Zdaniem kobiet, które to przeszły, w takim związku, który jest dla nich pierwszym, występuje u nich  niedosyt w okazywaniu dowodów bliskości ze strony partnera, rozumianych jako wyrazów prawdziwej miłości, w tym pocałunków, uścisków, dotyku, czułych słów. A z upływem czasu czują ich coraz większe zanikanie. Wszystko to jest, ich zdaniem,  wynikiem przenoszenia przez partnera ostatnich złych nawyków z poprzedniego związku. Często nie okazywanie im bliskości, jest przyjmowane przez nie z nutą zazdrości, że taką emocjonalną bliskość okazywali żonie w poprzednim związku.

– Partner w nowym związku, z czasem mimo woli daje odczuć że porównuje zachowania nowej partnerki do odpowiadających mu zachowań byłej żony,  co wywołuje bunt, sprzeciw i kłótnie w związku. Ujawnia to coraz więcej różnic w dopasowaniu partnerów i to pod wieloma względami.

– Najwięcej wątpliwości, zahamowani i porównań w drugim związku dla partnera, a pierwszym dla partnerki, budzi współżycie seksualne. Tak jak w pierwszym okresie miłości w ukryciu seks był znakomity, pełen wzajemnego pożądania, tak wraz z upływem czasu wspólnego pożycia seks dość szybko powszednieje u partnera, a u partnerki powstaje pustka seksualna wobec zrodzonych na początku oczekiwań. Partnerka czuje, że seks jest coraz mniej ważny dla „ przeżytego” i doświadczonego partnera, podczas gdy ona właśnie teraz chce wyjść z nim z dawnego „ ukrycia” i z rozbudzonymi potrzebami.

– Również w zakresie wzajemnej komunikacji, z chwilą wejścia związku w codzienne realia życiowe,  partnerka dopiero teraz, ale stosunkowo szybo, poznaje prawdziwe umiejętności, a raczej nieumiejętności porozumiewania się z partnerem. Przyczyna jest prosta, w „ zdradzieckiej” miłości z ukrycia, z braku czasu i warunków, wzajemna komunikacja była szczątkowa, na rzecz przeżyć emocjonalnych oraz seksualnych. I trudno było na tej podstawie oceniać umiejętności porozumiewania się i to obojga partnerów. Teraz, już w otwartym związku, dopiero jest czas na prawdziwe życie i wzajemne poznawanie się partnerów w drodze codziennych kontaktów, wymiany zdań i  dłuższych rozmów. Ale jest już za późno na zastanowienie, dobór i rozsądne decyzje. Związek istnieje, trwa i żyje, być może już z własnym dzieckiem.A zatem, ciśnie się ważna praktyczna konkluzja – ostrzeżenie!

Dla małżonków mężczyzn! Nie warto i nie należy zdradzać żony i dzieci dla chwili szczęśliwości / nie szczęścia/ pod wpływem emocji zauroczenia, nie zaspokojonego pożądania seksualnego, alkoholu, słabości, złości czy zemsty. I na tej bazie snuć mroczną wizję nowego związku z zauroczoną tobą kobietą, potrzebująca prawdziwej miłości.

Bilans życiowy zysków i strat zawsze wyjdzie ujemny. Tylko dłuższy kryzys małżeński nie możliwy do rozwiązania, może usprawiedliwiać rozważne poszukiwanie nowej partnerki. Ale wspólne życie w nowym związku można rozpocząć dopiero po „pokojowym” zakończeniu istniejącego. Tym bardziej kiedy mamy do czynienia z małoletnimi dziećmi /dzieckiem/.

Dla kobiety zamierzającej wejść w związek z żonatym mężczyzną, a także już kochanki!

Nie wchodź w żaden układ miłosno-seksualny z żonatym mężczyzną i to posiadającym małoletnie dzieci /dziecko/ przed jednoznacznym zakończeniem jego poprzedniego związku.

 W związku miłosnym „w ukryciu” nigdy nie poznasz tych cech partnera, które są niezbędne do szczęścia w małżeństwie i w rodzinie. Jeżeli mimo tego weszłaś, koniecznie postaw jasno dla niego sprawę wyboru drogi życiowej i decyzji, asertywnie ale jednoznacznie i to w jak najszybszym, możliwym i realnym dla was czasie. Kontynuowanie takiego układu, z obiecankami w wydłużonym okresie, prawie zawsze kończy się źle, przede wszystkim dla porzuconej lub pozostawionej w depresji samej sobie kochanki.

Bronisław


Bezsilność?! Czy można uratować alkoholika przed tragiczną śmiercią?

Tak! Trzeba umieć przeciąć łańcuch wiążący człowieka z alkoholem

Sobota popołudnie 8 czerwca br. Piękna pogoda. Wszedłem do parku w centrum miasta by spokojnie na ławce zjeść loda dla ochłody. Nagle usłyszałem cichy, błagalny głos człowieka siedzącego na ławce. „ Przepraszam czy może Pan dać na bułkę, od wczoraj nic nie jadłem?”

Od lat pomagam biednym, także żebrzącym, ale nigdy widząc, że jest nietrzeźwy. Stosuję zasadę, że najpierw organoleptycznie wyczuwam, że jest trzeźwy, w krótkiej rozmowie sprawdzam wiarygodność przyczyn i prowadzę do najbliższego baru lub sklepu, gdzie kupuję mu posiłek.

Stanąłem i… niestety, mężczyzna był na popularnym kacu, ale wyglądał dość schludnie i wyczułem w głosie smutek wyrażany czystym, składnym polskim językiem. To „ coś” w nim skusiło mnie i siadłem obok.

„Kupię Panu jedzenie, jeżeli rzeczywiście chce Pan jeść, ale wówczas kiedy uznam, że naprawdę jest w takiej uzasadnionej potrzebie” -postawiłem warunek wprost.

Schował głowę w dół, nie chciał mówić o sobie i dlaczego pije, rezygnuje nawet z jedzenia, załamuje się. „ Chcę Panu pomóc, nie tylko jedzeniem, ale musi Pan być szczery” – zachęciłem, bo wyczułem w nim gdzieś głęboko skrywane źródło nieszczęścia.

„ Jestem alkoholikiem .. technikiem, technologiem meblarstwa, miałem własny zakład produkcji mebli, mam dwoje wykształconych dzieci, na stanowiskach, syn w Policji w Gdańsku, córka pracuje w Krakowie – zaczął wyciągać z siebie, chowając twarz pod czapeczką z daszkiem.” Byłem w ośrodku na leczeniu, nie piłem pół roku…..ale to nie ma sensu, nie mogę przestać, nie mam siły…nie mam dla kogo żyć… miałem żonę…szkoda słów..”

A dla dzieci ?– spytałem zachęcająco.” Córka nie chce mnie znać, a syn jak dzwoni to przeważnie nie odbieram…bo wiem, że nic nie mogę ze sobą zrobić”.

To dlaczego pijesz?- drążyłem. Nie chciał czegoś wydusić z siebie, prawie płakał ….” to przez żonę, kochałem ją ale…odeszła z innym, a ja tak ciężko pracowałem”. Przecież świat się nie kończy na jednej kobiecie -próbowałem pocieszyć, ale on skwitował krótko. „ Miałem kilka lat konkubinę, piła razem ze mną i na koniec okradła, pijanego wysłała na wytrzeźwiałkę i odeszła”.

Każdy uzależniony ma swoją indywidualną praprzyczynę picia alkoholu

Gdzie mieszkasz i z czego żyjesz? Kradniesz ?- nie odpuściłem. „ O nie, co do tego nie…, dostaję zasiłek z „ pomocy”, mam mieszkanie socjalne”.

Miałeś delirkę ? „ O.. wiele razy”. Osiągnąłeś już „dno”? – wszedłem ostrzej, wiedząc, że był na odwyku i wiedział o co pytam. Wahał się z odpowiedzią.. „chyba jeszcze nie”. To na co czekasz, dlaczego skazujesz się świadomie na śmierć? – nie wytrzymałem. Pomogę Ci, znam lekarzy, którzy skierują Cię do ośrodka zamkniętego, skoro sam nie dasz rady – zadeklarowałem zachęcająco.  „ Byłem u jednego w poradni, ale nie chcę, nie dam rady, próbowałem po detoksie sam”.

Więc co dalej zamierzasz robić ? Chcesz żyć?- spytałem nieco zdenerwowany jego bezradnością i własną.” Nie wiem, nie myślę o tym, a kiedy myślę  zapijam, ale czasem myślę, że lepiej zapić się na śmierć…”

„ Poczekaj tu na mnie „. Kupiłem obok w sklepie kiełbasę śląską, masło,3 kefiry, chleb. Siedział skurczony, jakby zamyślony, głowa zwieszona, nawet nie patrzył kto przyszedł. „ Masz jedzenie na dwa dni, do poniedziałku”. „Bardzo Panu dziękuję- prawie wyszeptał.

Jak masz na imię i gdzie mieszkasz, możesz powiedzieć, bo może się jeszcze spotkamy? – zagadnąłem na odchodne. Bezmyślnie i odruchowo wymienił jak na Policji.

Podałem mu rękę i rzuciłem bez wiary: „ A może zrobisz miła niespodziankę dzieciom? Przecież mówiono Ci w ośrodku, że nie ma rzeczy niemożliwych”.

Już z daleka widziałem jak wyciągnął z siatki jedzenie by zaspokoić pierwszą potrzebę, głód. Czy i jak długo będzie to jego pierwsza potrzeba, a może jednak  będzie ją do tragicznego końca alkohol?!

W naszym kraju, do dziś niestety panuje przekonanie, że nie warto zajmować się cudzym problemem jakiegoś tam alkoholika. Stąd nadal zdarzają się przypadki, że mijamy leżącego człowieka, przyjmując z góry, że jest to pijak.

To był alkoholik, lecz mimo tego, nie mogłem świadomie pozostawić go na nadchodzącą śmierć. Miałem jego dane, dużo dowiedziałem się od niego o nim samym i dzieciach! Zobaczymy czy w tym przypadku  potrafimy zapobiec tragedii załamanego człowieka – alkoholika?!

Według dr n. med. Bohdana T. Woronowicza, najlepszego polskiego praktyka, specjalisty od uzależnień, proces leczenia i wychodzenia z uzależnienia, które jest „ demokratyczną” chorobą, bo może na nią zapaść każdy, przebiega w następujących etapach:

– detoksykacja w warunkach szpitalnych;

– psychoterapia, najlepiej w ośrodku stacjonarnym;

– proces zdrowienia, w tym nauka zachowań, właściwa dieta, utrzymanie       abstynencji w walce z powrotem do picia i nawrotem choroby;

– dożywotnia abstynencja od wszelkich substancji psychoaktywnych.

Bronisław


Wychowywać dzieci i zapewnić rodzinie szczęśliwe życie mogą tylko dobrzy rodzicie!

Aby pouczać innych jak mają żyć trzeba mieć doświadczenie życiowe, odpowiednią do niego wiedzę praktyczną i umiejętność ich wykorzystania w codziennym życiu. Stąd słusznie Katarzyna Lubnauer, Przewodnicząca „Nowoczesnej”, na marszu „ Polska w  Europie” wytknęła Prezesowi PIS Jarosławowi Kaczyńskiemu, że jako „ wieczny kawaler” nie ma moralnego prawa do kreowania politycznych wytycznych w zakresie wychowania dzieci i sposobu życia rodzinnego Polaków.

Nie ma on prawa do wprowadzania w życie wpojonych lub teoretycznych, staroświeckich  poglądów na temat seksualizacji dzieci, skoro nie wie, bo nie ma doświadczenia na czym polega współżycie seksualne między ludźmi.

Jak może wieczny i stary kawaler wmawiać wyborcom, że jego sposób dbania o dobro rodziny i jej ochronę uczyni je szczęśliwe?

A jednak, sondaże wskazują że niezmiennie ponad 30% ankietowanych popiera jego sposób myślenia, mimo iż mają pełną wiedzę, że przez całe życie był i nadal  jest kawalerem. W czasach powojennej komuny płaciłby „ niejako za karę” prokreacyjny podatek zwany „ bykowym”. Uzbierałoby Państwo na takim podatku sporo od podatnika Jarosława Kaczyńskiego, bo płaciłby go już po przekroczeniu 30 roku życia.

Jak głosi XVI wieczna historia podatek taki płacono właścicielom byków za pokrycie krowy.

Można tylko zadać socjologom badawcze pytanie: dlaczego tylu Polaków bezkrytycznie uznaje i popiera tak infantylne poglądy w sprawie wychowania dzieci i szczęścia rodzinnego? Świat i Europa idą wraz z postępem cywilizacyjnym do przodu, a My Polacy mamy słuchać i bezmyślnie realizować pseudoidee dobrego wychowania i życia „ wiecznego kawalera”?

Bronisław


T E S T p.t: „ Spróbujmy przewidzieć jak zakończy się sprawa pedofilii w Polskim Kościele ? ”

Cała Polska, i nie tylko, żyje problemem pedofili wśród księży w  Polskim Kościele Katolickim, szczególnie teraz po filmie braci Sekielskich „ Tylko nie mów nikomu”.

Jako prawnik nie zamierzam nawet dokładać żadnego komentarza, bowiem sprawa jest, jak mawia nasz klasyk narodowy pod względem definicji prawdy, „ oczywistą oczywistością”.

Natomiast dla społeczeństwa, w którym jest około 90% ludzi wierzących, wręcz konieczne jest natychmiastowe wyeliminowanie przestępczości na tle seksualnym dzieci, w tym przede wszystkim w „naszym” Kościele.

Do tej pory w publicznej przestrzeni społecznej, medialnej, ale jeszcze nie formalnej  państwowej i kościelnej, pojawiają się różne sugestie faktycznego lub prawnego sposobu rozwiązania pedofilii w naszym kraju.

Śledząc ten publiczny dyskurs, postarałem się zanotować te propozycje rozwiązań, które przedstawiam niżej do ewentualnego wyboru, w ten sposób aby każdy z internautów mógł wybrać jedno lub kilka rozwiązań, które według niego zostaną zastosowane.

Wynik, czyli trafność Waszego wyboru, opiszę po faktycznym prawnym bądź innym rozwiązaniu problemu pedofili, bo jestem przekonany, że takie zakończenie musi nastąpić.

Wśród uczestników, którzy trafnie wskażą zastosowane rozwiązanie zostanie rozlosowanych 5 e-booków „Jak żyć aby osiągnąć prawdziwe szczęście, proste i praktyczne odpowiedzi na pytania wzięte z życia”

Chcąc wziąć aktywny udział w teście, wybierz rozwiązanie i zaznacz w komentarzu do tego postu „ Wybieram rozwiązanie  A, B, C,… lub inne”, można wybrać kilka połączonych rozwiązań.

 A oto sugerowane dotąd publicznie sposoby rozwiązania problemu pedofilii w Kościele.

„ A ” – Papież Franciszek „ przyjmuje dymisję” wszystkich członków Episkopatu Polski, podobnie jak to uczynił w Chile, jako początek rzeczywistych działań Polskiego Kościoła na rzecz wyeliminowania pedofili w Kościele, bo przepraszanie jest niewystarczające i pozorne;

„ B „- Episkopat powołuje Komisję kościelną do zbadania wszystkich przypadków pedofilii występujących wśród księży i przedstawienia stosownych  wniosków ;

„ C „ – Episkopat Polski wraz z władzami świeckimi powołuje Komisję składającą się z kompetentnych ekspertów – autorytetów świeckich i kościelnych do zbadania problemu i zarekomendowania rozwiązań prawnych i systemowych zwalczania pedofili w Kościele i w Państwie;

 „ D „ –  Władze państwowe doprowadzają do zmiany w przepisach prawa karnego zmierzające do podwyższenia górnej granicy kary za wszystkie rodzaje przestępstw związanych z pedofilią, zgodnie z sugestią „przedwyborczą” Prezesa Kaczyńskiego, oraz zwiększają okres przedawnienia ścigania i karania za te przestępstwa, zgodnie z sugestią „ przedwyborczą” Przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny;

„ E „ – Polski Wymiar Sprawiedliwości, w tym Ministerstwo, Prokuratura i Sądownictwo, winien w końcu podejmować rzeczywiste, a nie pozorowane działania, poprzez właściwe stosowanie, egzekwowanie istniejącego prawa i wymierzanie sprawiedliwych społecznie wyroków, w każdej indywidualnej sprawie, na przykład tak jak proponuje Prokurator Generalny – Minister Sprawiedliwości  Zbigniew Ziobro, zaczynając od powołania Komisji ds. przeanalizowania przypadków wymienionych w filmie Sekielskich „ Tylko nie mów nikomu”;

„ F „ – doprowadzić do zweryfikowania, odpowiednich zmian, w Konkordacie, zgodnie z wolą większości, w tym także w zakresie zwalczania pedofilii w Kościele, zasad obowiązywania i stosowania prawa kanonicznego i świeckiego w Polsce, nauczania i finansowania religii w szkołach;

„ G „ – oprócz działań władz kościelnych i świeckich, w zakresie zwalczania pedofili, celowe są zmiany w systemie oświaty, w tym w zakresie edukacji seksualnej, szczególnie w aspekcie ochrony dzieci przed przestępczością pedofilii;

„ H „ – inne rozwiązanie, podnoszone publicznie, a nie wskazane wyżej lub zasłyszane przez Ciebie jako sugestie do zastosowania przez władze, wskaż krótko jakie.

Na Wasze odpowiedzi czekam do niedzieli 19 maja


Dlaczego człowiek zabija człowieka? Gdzie i kiedy rodzi się źródło zła w człowieku?

Serce mi się kraje, kiedy co jakiś czas opinię publiczną poraża tragiczna wiadomość o kolejnym zabójstwie.

Tym razem, na plebanii  kościoła w Warszawie, 38-letni wysportowany mężczyzna zabija, starszego, bogu ducha winnego,  człowieka. Oczywiście jeszcze nie znamy szczegółów i dużo czasu upłynie nim się o nich dowiemy.

Ale już dziś nie mogę przejść obok tej kolejnej tragedii ludzkiej bez komentarza, tym bardziej, że kładzie ona cień na celu i tematyce mojego bloga, jakim jest dążenie do szczęścia.

Nie jest moim celem szukanie przyczyn w tym i każdym innym tragicznym zdarzeniu. Od tego są właściwe organy i kompetentni ludzie. Ja chcę, a właściwie z racji celu bloga muszę, rzucić kila zasadniczych, choć ogólnych, pytań dla naszego społeczeństwa. A jeszcze konkretniej, do moich kochanych internautów.

Zacznę od krótkiego „wykrakania” jednej z przyczyn takiego zła rozwijającego się w człowieku. Otóż w poprzednim poście „ Z Polską oświata jest źle! „ ostro skrytykowałem art. 48 Konstytucji RP, który stanowi: „ Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”.

„ Bezczelnie” stwierdziłem, że „ powinien on ulec zmianie bądź uzupełnieniu o cel wychowania, jakim winno być „ wychowanie do szczęścia”. Bowiem..” Przy istniejącym zapisie, nieodpowiedzialni rodzice równie dobrze mogą wychowywać do nieszczęścia / rozumowanie a contrario/, i to zgodnie z prawem konstytucyjnym”.

Mówiąc „ wykrakałem” miałem na myśli  ewentualne źródło zła, które ten przepis konstytucji legalnie dopuszcza w naszym kraju, czyli „ złe wychowanie”.

Rzucam zatem pytanie: Czy wychowanie dziecka na dojrzałego człowieka może być źródłem takiego zła jakim jest zabójstwo człowieka?

I dalej: Czy nie warto zatem zmodyfikować system wychowania w Polsce, w takim zakresie, aby  wprowadzając wychowanie do szczęścia, wyeliminować bądź skorygować błędy wychowawcze rodziców, które dziś dopuszcza  i legalizuje nasza Konstytucja właśnie tym artykułem 48 ?

Ktoś może mi zarzucić, że postuluję wprowadzenie takiego systemu państwa nadopiekuńczego jak w Norwegii, gdzie specjalny urząd do spraw dzieci- Barnevernet ma prawo ingerować w proces wychowania dzieci przez rodziców. Ostatnio w Polsce było o nim głośno za sprawą przypadku polskich rodziców, którzy wraz z dziećmi uciekli z Norwegii z powodu „ rzekomej” próby odebrania im dzieci ze względów wychowawczych.

Odpieram zarzut krótko. Norwegia, podobnie jak inne państwa skandynawskie, od lat jest krajem ludzi najszczęśliwszych na świecie, w 2018 roku była na III miejscu, po Finlandii i Danii. Natomiast dwoma światowymi miernikami szczęścia są: ” wsparcie społeczne” i „ swoboda podejmowanych decyzji życiowych”. A przecież w Polsce jest również podobny urząd, Rzecznik Praw Dziecka, tyle tylko, że nasz urząd powstał niedawno, w 2000 roku i trudno się dziwić, że nie ma takich uprawnień, skoro Konstytucja daje rodzicom pełną swobodę wychowania.

I w związku z wychowaniem, drugie pytanie co do tak okrutnego źródła zła w człowieku:

Czy rodzina, w której powinno dobrze być wychowywane dziecko, może być takim miejscem?

Ja mogę powiedzieć, że może, i stosunkowo często jest. Wiem to z mojej praktyki zawodowej. Bardzo duży wpływ na przestępczość i to już nieletnich, ma atmosfera domu rodzinnego jako wzorzec wychowawczy. W szczególności trudne warunki materialne, złe pożycie rodziców, niepełna rodzina, alkoholizm, brak w ogóle zainteresowania procesem wychowania, przemoc w rodzinie, złe traktowanie dziecka łącznie z biciem, które jest prawnie zakazane.

I tu muszę wyrazić ogromne zdumienie, dlaczego Polska mimo podpisania   Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, rzekomo nosi się z zamiarem jej wypowiedzenia?

To między innymi w niej jest mowa: „ uznając, że dzieci są ofiarami przemocy domowej, również jako świadkowie przemocy w rodzinie”. A przecież podstawą wychowania w rodzinie jest wzorzec rodzinny, a dziecko często jest „świadkiem” panującego w niej zła.

Czy dobro polskich dzieci jest mniejszej wagi państwowej niż np. zapisy konwencji dotyczące „ płci społeczno-kulturowej”, określane jako genderyzm, które „ stoją solą w oku”  rządzącej polskiej prawicy?

Ja moje pytanie co do źródła zła, na podstawie praktyki zawodowej, w pierwszej kolejności widzę w procesie wychowawczym i w rodzinie, ale czy tylko tam należy szukać przyczyn?

Pamiętacie, zabójstwo Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza?

Jak wynika z dotychczasowych nieoficjalnych informacji, nieznane są dotąd motywy sprawcy. Wiemy, że popełnił je w niecały miesiąc po wyjściu z więzienia , gdzie odbywał karę przez ponad 5 lat.

Prokuratura aktualnie bada, czy 27 letni sprawca w chwili zbrodniczego czynu był niepoczytalny z powodu choroby psychicznej. Bo jeżeli tak to nie będzie odpowiadał karnie za swój czyn i zostanie umieszczony w zamkniętym zakładzie leczniczym.

Ale przecież krótko przed opuszczeniem zakładu karnego był na tę okoliczność badany. Co niektórzy, zastanawiają się czy nie była to zbrodnia na tle politycznym, ze względu na słyszane okrzyki sprawcy w chwili zbrodni.

I na tym tle ciśnie się kolejne pytanie:

Czy źródłem zła i motywem zbrodni zabójstwa człowieka na człowieku może być fanatyzm polityczny- partyjny, religijny, czy rasowy, połączony z nietolerancją?

Jestem gorącym zwolennikiem ludzkiego szczęścia, kieruje mną pozytywne myślenie i nastawienie do życia i nie wyobrażam sobie aby w naszym kraju, tak doświadczonym zbrodniami wojennymi, mogło rozwijać się w umysłach Polaków tak wielkie zło mordu na człowieku z pobudek nietolerancji na tle politycznym czy innym.

Na koniec chcę zadać retoryczne pytanie łączące wymienione przeze mnie wymienione trzy źródła tak wielkiego zła jak zabójstwo innego człowieka:

Kto ponosi odpowiedzialność za wychowanie dziecka z takimi negatywnymi cechami charakteru, które w przyszłości mogą rodzić tak wielkie zło zabójstwa, jak: nieczułość i brak empatii, gniew, złość, zawiść, mściwość, zawziętość, które „ owocują” z czasem w agresję, porywczość, nietolerancję, nienawiść i okrucieństwo.

Zapewne nie szkoła, która w swoich podstawach programowych wyraźnie nakazuje różnicować dobro i zło. A w dorosłym człowieku osobowość w zasadzie jest już ukształtowana.

Odpowiedzi, choć czasami brutalnej, udzielił Larry Winget , autor wielu bestselerów „na zachodzie”, w książce „Twoje dzieci to Twoja wina – jak wychować dzieci na odpowiedzialnych i samodzielnych dorosłych”.

Bronisław


Ja też miałem „pecha” i narzekałem!

Kochani pechowcy i malkontenci, a także szczęśliwcy!

Pech nie istnieje. Pech to jest sztuczny wytwór ludzkiej wyobraźni. To jest zakodowana w podświadomości narzucona negatywna afirmacja jakiejś irracjonalnej wartości. Nie ma takiej ważnej życiowej wartości jak pech, w przeciwieństwie do szczęścia, radości z życia, mądrości, wiedzy czy sukcesu.

Pech jest fikcyjnym pojęciem powstałym, w wyniku prymitywnego sposobu tłumaczenia przykrych i złych zdarzeń, zamiast ich racjonalnego wyjaśniania. Pozostaje w podświadomości jako pamięciowa reguła, poprzez wielokrotne wmawianie go, najczęściej w procesie wychowania młodego człowieka.

To jest niewinny czarny kot, który przestraszony przebiega przed Tobą, uciekając przed czymś lub przed kimś. To normalne, typowe, rzadkie lub incydentalne zdarzenie, które zaistniało w piątek trzynastego. Równie dobrze mogło ono wydarzyć się w czwartek dwunastego lub w sobotę czternastego. Przypadkowo zbite lustro nie może mieć żadnego wpływu na siedem lat nieszczęść. To całkowity absurd, a ślepa wiara w ten przesąd może rzeczywiście zabrać człowiekowi wolę dążenia do szczęścia.

Jeżeli uważasz się za pechowca i przyjąłeś bezkrytycznie, a następnie powtarzasz sobie, że to niepowodzenie powstało w wyniku jakiegoś irracjonalnego działania lub zrządzenia losu, to błąd. Mówię to po sprawdzeniu na własnym złym doświadczeniu. Być może czynisz to, bo na przykład od dziecka wmawiano Ci takie najprostsze wytłumaczenia złych zdarzeń.

Mogę być wzorcowym przykładem wiary w pecha, a następnie zmiany sposobu myślenia i pozytywnego nastawienia do życia.

Kiedy byłem w kwiecie wieku i wiodło mi się dobrze, nagle usłyszałem diagnozę, nowotwór złośliwy żołądka w stanie zaawansowanym. Rokowania bardzo złe, góra trzy miesiące życia. O tym wprost dowiedziałem później. Nie tyle rozpaczałem, co byłem wściekły i kląłem na pecha w życiu, że tak wcześnie przyjdzie mi umrzeć.

Przeszedłem w specjalistycznej klinice operację – subtotalne wycięcie żołądka, a następnie ciężką chemię. Przeżyłem!

Jednak „ pech” wrócił. Równo co do dnia, rok po operacji, jadąc samochodem na rozprawę do sądu, rozbijam się na prostej drodze o jedyne rosnące tam drzewo i to na długim odcinku trasy. Podobno po „wycięciu” mnie z samochodu, ratownik już stwierdził, że nie żyję. Ja odzyskałem przytomność w drodze do szpitala. Wyszedłem i z tego ale zacząłem zapijać swojego pecha. Poddając się jemu utraciłem wiarę w doczekanie się pięciu lat przeżycia bez wznowy nowotworu. Coraz bardziej uzależniałem się od alkoholu. W tym czasie odeszła żona. Uważałem, że to też winny był „pech „ lub zrządzenie złego losu..

Z trudem opanowałem dramatyczne emocje. Poddałem się dobrowolnie ośmiotygodniowej terapii od uzależnienia. Przez następne pół roku ćwiczyłem trening autogenny Schultza. Odpowiednio dobranymi afirmacjami wyrzuciłem z podświadomości potworka zwanego pechem. Zacząłem myśleć pozytywnie. Stanąłem na równe nogi. Odnalazłem dawną platoniczną miłość, wzięliśmy ślub. Kochałem ją nadal lecz już dojrzałą miłością. Niestety ona kochała raczej pieniądze niż mnie, a mieliśmy rozdzielność majątkową. Odeszła z dnia na dzień, po kryjomu, po zwykłej kłótni małżeńskiej. Myślę, że wstydziła się powiedzieć mi to wprost. Staram się ją rozumieć. Do miłości i do życia w związku trzeba zgodnej woli dwojga.

Teraz dobrze wiem, że te wszystkie tragiczne i przykre zdarzenia to nie był mój pech. Potrafię je logicznie, racjonalnie wytłumaczyć. Nie wierzę w żadnego pecha, bo on nie istnieje realnie, choć może być wpojony do podświadomości jako nawyk myślowy.

Nauczony własnym doświadczeniem myślę, że każdy sam może sprawdzić, poprzez logiczne wytłumaczenie zdarzeń, czy to rzeczywiście pech kiedykolwiek pojawił się w jego życiu.

Bronisław